Czy kaszki dla dzieci są zdrowe?

Czy produkt leżący na półce ze zdrową żywnością’ jest bardziej wartościowy? Jak widzę na opakowaniu uśmiechnięte dzieciaki i wielkie kolorowe owoce to zwykle zapala mi się czerwona lampka, tak było i tym razem.

Dziś o kaszce mleczno-kukurydzianej Celiko. Nie mam nic do firmy Celiko- przeciwnie, uważam, że mają fajne pomysły ale tym razem jak dla mnie kulą w płot.

Zacznę od końca, tzn. od zawartości cukru: 56g na 100g produktu (czyli w porcji ponad 5.5 łyżeczki). Jak ktoś dużo biega- czemu nie. Jak ktoś siedzi- trochę dużo. Moim zdaniem? Jest to dla każdego dziecka spora dawka cukru w dużej mierze pochodzenia ‚sztucznego’.

W tym momencie powinno nastąpić ‚dziękuję, do widzenia’ ale zobaczcie co jeszcze ciekawego producent przeznaczył dla kolorowych uśmiechniętych dzieci prócz cukru i syropu glukozowego.

Trzon produktu stanowi kaszka kukurydziana (50%) + mleko w proszku (16%). Do kompletu cześciowo utwardzony tłuszcz palmowy. Słowo ‚utwardzony’ powinno budzić u Was jawny sprzeciw. To nie jest dobra grupa tłuszczów dla dorosłych (choroby krążenia, otyłość), tym bardziej dla dzieci. ‚Palmowego’ też nie lubię- nie jest aż tak wartościowy, żebym padała na kolana plus otoczka ekologiczna.

Truskawki są w ilości 2.5% na całość, naturalnie w proszku. Niestety główny składnik tego proszku to maltodekstryna, mająca tyle wspólnego z truskawkami co kwiatek z kożuchem.

Do tego w składzie jakieś witaminy (zalewane wodą 75’C, heh) oraz ‚minerały’ (na studiach mówili, że ‚minerały to są w ziemi’), regulator kwasowości, przeciwzbrylacz, aromat, sól.

Jakaś alternatywa? Pewnie! Kaszka kukurydziana zwykła bez dodatków (owsiana, jaglana itp.) z jogurtem (kefirem, maślanką) z truskawkami lub innymi świeżymi lub suszonymi (byle umytymi!) owocami (dla starszych dzieci: pestkami, nasionami plus ewentualnie lokalnym miodem naturalnym).

Prościej, taniej ale przede wszystkim zdrowiej.