sernik

Czy warto kupować markowy sernik?

Czy wybierając markowe cukiernie, zawsze mamy gwarancję, że wyroby będą najwyższej jakości? Jak pokazują wyniki moich obserwacji, jeśli chodzi o polskie piekarnie – niestety NIE, czasami wręcz przeciwnie. Zatem czy da się jeszcze kupić gdzieś prawdziwy sernik? Taki prosty, zrobiony z podstawowych składników. Bo ileż trzeba zachodu, by zrobić dobry sernik? Ot, zmielić twaróg, dodać cukier, jaja, masło, mąkę i gotowe!

A jednak nie.

Wystarczy spojrzeć na etykietę sernika z Auchan. Biorę pod uwagę składniki użyte do zrobienia masy serowej z kruchym spodem. Pomijam dodatki tworzące górę ciasta, owoce itp.

Ilość substancji wspomagających przyprawia o zawrót głowy. Emulgatory, zagęstniki, spulchniacze, regulatory kwasowości… Plus konserwant. I nie chodzi tu nawet o szkodliwość lub jej brak. Pytanie: PO CO używać tylu składników, do – w miarę – prostego ciasta? Odpowiedź jest chyba oczywista.

sernik

Dla kontrastu, sernik nr 2.

A teraz coś dla porównania. Sernik z kawiarni Blikle. Pani Kelnerka na moją prośbę znalazła skład, a nawet pozwoliła zrobić zdjęcie.

sernik

Ciasto wygląda tak:

sernik

Teraz uwaga.

Skład jest długi, wygląda na katastrofę. Ale gdy wczytamy się uważnie (pomijam skład skórki kandyzowanej i margaryny) – to są zwykłe, proste produkty. Tu nie ma syfu. Nie jest to może tradycyjny skład, ale wielkiego dramatu też nie ma.

Wnioski.

Czy wszystkie produkty pod nazwą własną dużego sklepu są beznadziejne? Nie, ale akurat ciasta produkcji własnej chyba wszędzie są słabe.

Czy wszystkie produkty markowe są wybitnej jakości? Nie, bywają gnioty. A w przypadku dużych zagranicznych koncernów, zdarza się to podejrzanie często.

Trudno wyciągnąć ogólne wnioski na podstawie tego prostego porównania, jednak obserwując polski rynek spożywczy zaczynam dostrzegać pewną prawidłowość. Firmy o ugruntowanej pozycji, z wieloletnią tradycją, przerzucając się na ‚nowe’ metody produkcji – często (nie zawsze!) starają się zachować pewną ‚naturalność’ składu. Przykładowo: owszem – użyją syropu cukrowego czy proszku mlecznego, ale nie wrzucą enigmatycznie brzmiących dodatków typu ‚polepszacz’ czy ‚przyprawy’ (gdzie pod nazwą kryje się 20 różnych składników, z których po kilku boli mnie brzuch). Zatem w składzie będą obecne nowoczesne formy ułatwiające życie i obniżające koszt produkcji, ale jednocześnie nie dostaniemy totalnego syfu i popłuczyn.

Brzmi całkiem rozsądnie, chociaż niezmiennie najlepszym ciastem na świecie jest to, zrobione przez Ciebie. Nie, nie to z proszku.