Gliadyna z ferajną czyli hello Gluten!

Dzisiaj trudny i drażliwy temat, który najłatwiej byłoby przemilczeć albo udawać, że ‚jest spoko’ ale niestety NIE JEST SPOKO więc nie ma co zamiatać pod dywan.

Jak wiecie, mamy takie drobniutkie mafijne wojenki w organizmie i jedną z nich jest coś, co leży na (że tak powiem) wątrobie kumplowi Żołądka. W czym rzecz? Wytłumaczę jednym słowem i część z Was nie musi czytać dalej bo skuma ocb.

TEŚCIOWAAA!

Tak, chodzi o Teściową Jelita czyli Wytworną Gliadynę. Jelito to spoko gość, jest z reguły mega wyluzowany, chociaż zdarzają sytuacje gdy jest rozdrażniony lub leniwy ale dziś nie o tym.

Gliadyna to Bardzo Wytworna Dama, wywodzi się ze znanego rodu Białek Zbóż, z klanu Prolaminy Pszenicy. Razem z przyszywaną Siostrą z klanu Glutelin – Gluteniną i innymi Babami założyły Kółko Gospodyń Wiejskich o pseudonimie Gluten ale to Gliadyna gra tu pierwsze skrzypce. Mówią, że Babsztyl jest do bitki i do wypitki, do tego niestety to Teściowa. A z teściowymi bywa różnie – są różne wersje ale najgorsza jest ponoć alfa.

Dawno, dawno temu…

Za siedmioma rewolucjami przemysłu spożywczego, za siedmioma modyfikacjami genetycznymi – Gliadyna mieszkała daleko od Jelita. Owszem, przyjeżdżała w odwiedziny ale z rzadka więc wszyscy byli raczej zadowoleni.

Teraz jest inaczej.

Gliadyna z psiapsiółkami przeprowadziła się blisko domu i wpada z ferajną niespodziewanie. Człowiek je sobie kulturalnie jakieś rarytasy typu parówki a tam co? Gliadyna! Fastfoody, dania gotowe i nie gotowe, sosy, pasty, mięso, wędliny, pieczywo, ciastka – no wszędzie ten pieprzony Gluten! Przylezą jedna z drugą, szydełkują albo jeżdżą walcem i trajkoczą.

Sytuacja jest więc taka.

A właściwie może być kilka różnych. Na ten przykład: Jelito ma wkurw z automatu na Gliadynę (a zdarza się to w kilku % przypadków), sytuacja jest napięta na dzień dobry i mówią na dzielni, że tera to cicho sza bo jest taka afera – Celiakia. Jelito chodzi nabzdyczony bo Gliadyna potrafi opierdolić za byle co i robi afery przy ludziach, równa z ziemią normalnie, jak walec. Biedny chłopak jest po krótkim czasie jakiś taki płaski jak kartka papieru. A jak płaski to i nic nie dociera. Interesy idą słabo, Żołądek coś szmugluje zadowolony a ten nic! Nie dość, że NIC, to jeszcze w łapę nie bierze, nieprzytomny. Do tego wiecie – jak to w stresie: i sraczka i wymioty i bóle brzucha, a jak Gliadyna opuszcza progi na amen – jest ok. No może nie od razu, ale jest lepiej – wiadomo

Jeśli Jelito nie ma piany z automatu?

Może mieć wkurw utajony. Gliadyna robi nalot a on siedzi cicho. Ona mu tam pierdoli głupoty, że to, że tamto – on siedzi cicho. I tak siedzi i siedzi, siedzi i siedzi. A wkurw rośnie. W sumie to nikt nie wie, że on tak przeżywa. Czasem coś gdzieś wyjdzie w badaniach – jakaś niedokrwistość, zahamowanie wzrostu, jakieś wahania czegoś, niedobory. A on wkurwiony siedzi i NIE JEST DOBRZE. Trzeba zrobić diagnostykę bo on tak długo nie posiedzi bez konsekwencji. Badanie krwi, histopatologia i inne gry towarzyskie. Trzeba to obczaić.

Trzecia sytuacja.

Jelito wyluzowany – nic się nie dzieje, teoretycznie zero problemu. Gliadyna przyjeżdża z ferajną, on ma niby generalnie wyjebane, herbatka, kawka i tyle.

ALE jest ktoś, kto nie ma wyjebane. To jego kumple, którzy podburzają go przeciw Gliadynie – PRZECIWCIAŁA. On może sobie być na luzie ale oni się spinają i to wychodzi w badaniach krwi. Wiecie jak to jest – człowiek ma pewien poziom maksymalny wyjebania i później już nie jest wyjebane I robi się NIEMIŁO.

Itp. itd.

Te i inne – wszystkie sytuacje są poważne, bo jak wiecie z Teściową nie ma żartów. Problem jest nagłaśniany bo niestety z biegiem lat narasta – dlaczego? Teściowa coraz częściej pojawia się tam, gdzie się tego nie spodziewamy. Przywleka te swoje kumy i jest tego coraz więcej. Coraz częściej. Coraz bardziej! Coraz wszędziej! Kurwaaa!

Co robić?

Nie bać się. Jeśli Jelito ma stalowe nerwy, jego kumple trzymają język za zębami a Wy nie wpieprzacie byle czego na tony – może obędzie się bez dramatu.

ALE jeśli obserwujcie jakieś drobne objawy – nie zawsze typowo jelitowe, jakieś dziwne atrakcje, podejrzane niedobory – pędem do lekarza i diagnostyka. Można darować sobie czasowo wizyty Gliadyny – poprosić, żeby sobie poszła, obczaić co będzie ale wiecie – grzecznie i wytwornie, bułkę przez bibułkę, ą ę czyli powiedzieć ‚spierdalaj’ w taki sposób, żeby nie mogła doczekać się podróży.

Do celów diagnostycznych nie odstawia się glutenu, żeby nie zaburzać tematu. Idziecie na badania podczas standardowej diety czyli słodko zagryzając mrożonym badziewiem z odpieku, kupionym w nasprejowanym ‚świeżą bagietką’ sklepie.
A tak w ogóle to trzymać rękę na pulsie i nie dać Małpie wejść na głowę!

Gdzie Małpa z inwentarzem urzęduje?

Wszystko z napisem PSZENNA, żytnia, jęczmienna a nawet owsiana (czyli obecnie prawie wszystko, heh).

Gdzie Małpa z ferajną może być ukryta?

Jak nie ma zaznaczonego, że jest ok to może być nie ok.

Białka roślinne i hydrolizowane białka roślinne.
Składniki mączne i zbożowe.
Słód.
Skrobia modyfikowana.
Guma roślinna.

Tu ich zwykle nie spotkasz.

Cenne są szczególnie: amarantus, gryka (kasza gryczana), proso (kasza jaglana), quinoa. W porzo jest też ryż. Na końcu kukurydza.

Wniosek.

Nie masz objawów – czytaj składniki, jedz z umiarem, wszystkiego po trochu.

Masz objawy lub podejrzewasz coś u dziecka? Badania zweryfikują i jak coś to hohohoooo! Nie tak łatwo pozbyć się Teściowej, o nieee.

Hulaj Skarbeńku po sklepach w poszukiwaniu czegoś dobrego bo półki sklepowe a i owszem – uginają się pod ciężarem produktów bezglutenowych ale w większości są to niestety tzw. G&G – tak to nazywam, ładnie brzmi nawet ale nie daj się zmylić ładnemu opakowaniu i pseudo-zdrowym hasłom.

Nie kupuj produktów G&G bo G&G to nic innego jak glutenfree & gówno!