Nagonka na gluten czy na…ludzi?

Zanim o diecie dla osób z kapryśnym przewodem pokarmowym, kilka słów o nagonce na gluten bo wiele osób o to mnie pyta.

Moja dieta.

Jak wiecie jestem zwolennikiem zdrowej indywidualnie dobranej diety po której dobrze wyglądam i dobrze się czuje. Jeśli coś mi nie służy – staram się to wyeliminować lub (gdy to wartościowy produkt) coś zmienić i przemycić.

Gluten.

To niejednorodne białko występujące np. w zbożach. Osobom zdrowym raczej nic złego się nie stanie jak zjedzą trochę (!) glutenu. Osobom chorym (celiakia i nieceliakalna nadwrażliwość) może stać się wiele. Złego. Jeśli podejrzewasz u siebie lub bliskich nietolerancję glutenu – warto iść do lekarza, przeprowadzić diagnostykę. Im szybciej tym lepiej bo liczy się czas. Stricte naukowe wyjaśnienie i coś na luzie o glutenie będzie w oddzielnych wpisach. Tymczasem warto zajrzeć na stronę tego Stowarzyszenia.

Moje zdanie.

Unikam pszenicy. Krótko i zwięźle. Unikam też kukurydzy i soi. To nie znaczy, że wykluczyłam je z jadłospisu. Po prostu unikam. Ze względów zdrowotnych jestem na wstępie, oswajam się z dietą bezglutenową. Nie boję się glutenu i niektórych odmian pszenicy ale nie lubię skonstruowanej specjalnej wysoko-glutenowej pszenicy, która jest być może zbawieniem dla piekarzy ale co za dużo, to (może okazać się, że dla niektórych) niezdrowo.

O co chodzi z pszenicą?

Gluten od zawsze był składnikiem pszenicy i w miarę ‚standardowa’ (pierwotnie obecna) ilość nie jest najprawdopodobniej aż tak wielką tragedią dla osób tolerujących. Problem jak zwykle tkwi w szczegółach. Czy modyfikacje genetyczne dają wyłącznie korzystne rezultaty? Kombinowanie co tu zrobić, żeby roślina ze zmienionym zapotrzebowaniem na składniki odżywcze i ochronne rosła na kamieniu jest trudnym tematem. Z jednej strony prowadzi to do zmian, których odległych skutków nie potrafimy przewidzieć. Z drugiej zaś, kolejny raz pojawia się ‚wina po stronie klienta’. Chcecie kupować taniej, prawda? Wolicie 1kg mąki pszennej za 3pln czy orkiszowej za 9pln? Przecież nie każdego stać na kupowanie eko i nie-GMO, nie oszukujmy się. Ludzi jest coraz więcej, jakoś trzeba ich wykarmić. Daleko mi do hipokryzji ale…nie powiem, żeby ten stan rzeczy mi się podobał. Cóż, ‚sorry – taki mamy klimat’.

Do rzeczy.

Właściwie wszędzie już widzę teksty w stylu ‚jak nie masz celiakii to NIE odstawiaj glutenu Oszołomie!’.

BO CO?

Ludzie, odpieprzcie się od tego czy ktoś je gluten czy nie! Zajrzyjcie w swoje jelita, obczajcie równowagę bakteryjną, którą zaburzacie od pierwszej kropli sztucznego (przy braku karmienia piersią) mleka lub pierwszego zjedzonego antybiotyku, a kontynuujecie (to zaburzanie) spożywaniem gównianego żarcia. Czy wiecie, że 100 lat temu przeciętna zawartość ludzkich jelit była inna? Było więcej i lepiej a przez to bezpieczniej dla nas.

Nie rozumiem.

Nie kumam tej nagonki na osoby unikające glutenu. Nie kumam też nagonki na jedzących. Jeśli ktoś lepiej się czuje i wygląda po odstawieniu pszenicy to dlaczego ma ją jeść – dla zasady? JAKIEJ ZASADY?

To nie jest aż taki cud spożywczy, jak np. czosnek, żeby się do tego naginać i wyginać by jednak pojawił się w naszej diecie!
Jeśli coś jest nie tak lub boli mnie brzuch po pszenicy wysoko-glutenowej czy pseudo-mleku to nie mam zamiaru spożywać tego, choćby zebrał się nawet sztab lekarzy i przekonywał mnie np. do wartości odżywczej produktu UHT (ta, jasne).

Możecie bazować na wynikach badań naukowców lubiących gluten lub nie lubiących (wrzucę Wam literaturę w artykule o glutenie), sympatyzujących z firmami obrabiającymi pszenicę lub nie. Możecie bazować wyłącznie na opiniach jeśli wolicie, jedno jest pewne. Organizmu nie oszukacie. Jak nie boli lub jest lepiej to łot de fak ja się pytam?

Jeśli Wasze samopoczucie poprawia się po odstawieniu pszenicy, jeśli macie lepsze wyniki tarczycowe krwi po odstawieniu glutenu to dlaczego do cholery nie iść tym torem? DLACZEGO??? Co się wielkiego stanie jak odstawię gluten? Cóż takiego stracę? Bo jeszcze gównoburzę z odstawianiem nabiału jestem w stanie jakoś zrozumieć ale pszenica? Poza tym, że niektóre firmy mniej zarobią, jakie będą konsekwencje zdrowotne zamiany zbóż zawierających gluten na inne? No właśnie.

LOL.

Najbardziej śmieszy mnie tekst ‚bo to nie gluten tylko ludzie ogólnie zaczynają się lepiej odżywiać’. Niektórzy chyba myślą, że jak już jest ten biedny przekreślony kłos (symbol braku glutenu) to mamy super zdrowy produkt, amen. Zajrzyjcie na mój instagram. Większość gotowych produktów bezglutenowych zbożowych (i nie tylko) jest GÓWNIANA bo czymś ten brak elastyczności trzeba zastąpić. Konsument nie chce jeść tektury. Dobrego, powszechnie dostępnego chleba bezglutenowego jeszcze nie znalazłam. To są chemiczne pieczywo-podobne wytwory. Owszem – ludzie zaczynają się lepiej odżywiać jak odstawią fastfoody oraz gdy sami pieką zdrowy chleb i nie kupują bezglutenowych śmieci.

Tymczasem…

Boli? Coś nie tak? Zrób badania. Idź do lekarza. Poobserwuj swój organizm – kiedy boli najbardziej? Kiedy wcale? To nie musi być gluten. Może nabiał? Owoce? Może to bóle na tle nerwowym? A może jakiś sygnał? Coś się dzieje i organizm daje znać:  czas rozpocząć diagnostykę Koleżanko! Kolego!

Są specyficzne objawy typowo ‚brzuchowe’ ale niektóre osoby z celiakią nie mają żadnych – choroba przebiega po cichu, niszcząc błonę śluzową jelit. Celiakii poświęcę osobny wpis, to zbyt poważna sprawa by traktować ją po łebkach. Nie diagnozuje się jej ‚bo mnie się tak wydaje’. Potrzebny jest pełen obraz: objawy kliniczne, wyniki badań serologicznych, histopatologicznych itd. Napiszę też o nieceliakalnej nadwrażliwości na gluten bo warto coś o tym wiedzieć.

Nie boli? Super. Lubisz mrożone pseudo-pieczywo z wysoką zawartością glutenu, żeby było bardziej puchate i rumiane? Jedz. Nie chcesz kupować byle czego ale nie czujesz potrzeby by rezygnować z glutenu? Czytaj skład, wybieraj różne zboża zamiast wyłącznie pszenicy. Ale zostaw ludzi rezygnujących lub ograniczających z jakiegoś powodu gluten w spokoju. Zamiast im współczuć sporych utrudnień związanych z dietą i zdrowiem, pieprzysz te swoje smutne bzdury o tym, że nie warto odstawiać.

Lepiej zatkaj sobie buzię pszenną bułą (ważącą tyle co pół tabliczki czekolady ale napompowanej do wielkości pomarańczy) i zamilcz, bo jak widać, u niektórych WARTO.

  • Ana

    Trochę agresywny ten wpis chociaż mam wrażenie że nie taki był zamysł. Zdecydowanie wolę twój instagram niż naszpikowany potocyzmami tekst, gdzie w zasadzie w kółko jest to samo, tylko ubrane w inne słowa. Szkoda 🙁 pozdrawiam

  • Doris

    Jakie dokładnie badania warto zrobić i do kogo się udać w celu ich analizy? Jestem pewna, że mam nadwrażliwość jelit (2 pokolenia mają), mam objawy, ale gastrolog nie chce mi jej stwierdzić. „Jeśli boli Panią brzuch raz w miesiącu, to nie ma co stwierdzać.” Ano nie ma, bo nie piję już mleka, unikam przetwarzanej żywności, zakupy robię godzinami, bo czytam te wszystkie etykiety i potem jeszcze siedzę w kuchni, żeby mieć co zjeść. Chyba muszę się zapuścić, żeby mnie porządnie zdiagnozowano -.-

    • Ciężko ocenić bo właśnie dobry gastrolog powinien się tym zająć. Ewentualnie dietetyk lub doświadczony lekarz ogólny.

  • ukaash

    Ten tekst to faktycznie nagonka, tyle że na ludzi spożywających gluten. Mam w swoim gronie kilka osób, które nie trawią lub nie chcą jeść glutenu i nikt im nigdy żadnych wyrzutów nie robił. To wręcz ja zewsząd nieustannie słyszę „co ty robisz?”, kiedy sięgam po produkty glutenowe. Ciągle widzę reklamy: płatki bezglutenowe, czekolada bezglutenowa, chleb bezglutenowy…. niedługo to wcisną ludziom taki kit, że i woda będzie bezglutenowa. Reasumując: kto nie może – niech nie je i odwrotnie. Tylko nie róbmy nagonki na żadną ze stron. Nie róbmy nagonki tak, jak Pani to zrobiła – bo tak odebrałem ten tekst, przypuszczam jako jeden z wielu.