Kupić i zjeść w 5 minut.

Typowa historia z jedzeniem w 5 min w tle. Kolejna w stylu ‚jestem w sklepie, mam kilka minut i umieram z głodu a na szkoleniu czeka mnie stos ciastko-podobnych dziwadeł o różnych kształtach (dla niepoznaki) ale wszystkich jak leci ulepionych z cukru i utwardzonego tłuszczu palmowego’ (swoją drogą zawsze mam nadzieję, że któreś jest jednak inne ale nie- one są naprawdę TAKIE SAME).

Mam minutę na decyzję więc co wybieram? Wiadomo. Snickers plus cola! Jak zjem snickersa to w końcu na szkoleniu będę sobą a jak popiję colą to będę mega cool i na pewno spotkam przynajmniej (!) miłość swojego życia. Nie ważne, że będę senna (nadmiar cukru) i pewnie będzie bolał mnie brzuch (drażniący efekt napoju + nadmiar cukru) a za chwilę i tak będę głodna więc wsunę porcję palmowych ulepek ciastko-podobnych z ‚doskonałym’ konferencyjnym Luretto…

Szybki rachunek zysków-strat i w koszyku ląduje dziś bułka i sok pomidorowy.
Jaka bułka? Najlepiej z ziarnami i/lub pestkami. Może uda się ustrzelić coś żytniego? Nie nabieram się na białe pieczywo udające ciemne a w rzeczywistości z podejrzanym barwnikiem. Sok- po prostu pomidorowy, bez dodatkowych aromatów, cukru itp.
Szału nie ma (to nie restauracja Modesta Amaro ani Magdy Gessler) ale umówmy się, za 3-4 ziko nie żądajmy zbyt wiele.

ZA TO: wilczego apetytu brak, brzuch nie boli, organizm zadowolony z pestek i/lub ziaren oraz węglowodanów złożonych (+błonnika), a ja zacieram ręce bo od likopenu (pomidor przetworzony) będę zaraz piękna i młoda. Do tego omija mnie tona cukru (snickers+cola) plus tłuszcze trans (ciastka), podczas szkolenia owszem wypiję (smakującą jak tektura z wodą) herbatę ale nie będzie nieodłącznego polowania na beżowo-brązowy utwardzony palmowo-cukrowy catering.
I o to chodziło.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o