Moja historia, moje podwórko.

Nie, to nie będzie kolejna historia od zera do bohatera. Nigdy nie sprzedawałam frytek w maku, nie zbierałam truskawek, a teraz nie jestem milionerką. Jednak kiedyś faktycznie było inaczej, ale jak chcesz coś zmienić, zacznij od siebie. Ja na swoim podwórku już pozamiatałam i zamiatam nadal. Codziennie.

Kiedyś byłam trochę pulpetem, z byle jaką fryzurą, w byle jakich ciuchach, jedzącym owszem nisko lub średnio kalorycznie ale często byle co. Praca równolegle ze studiami albo na 1,5 etatu, jedzenie w biegu, po kosztach- znamy, znamy co? Do tego często brak energii i notoryczne bóle brzucha bez konkretnej przyczyny. Gastroskopia- nic, inne badania- nic, leki- nic. Wzięłam się za siebie, za tą ‚bylejakość’, za zmianę odżywiania i pracuję nad tym cały czas. Brzuch przestał boleć, a jak doskwiera to domyślam się dlaczego.

Nie odkryję ameryki stwierdzeniem, że NIE zależało to od kasy ale raczej od zmiany sposobu myślenia. Przestałam wszystko odkładać ‚na lepsze czasy’, ‚na niedzielę’, ‚na specjalną okazję’ itd. ten wyjątkowy dzień nigdy nie nadszedł, wiecie dlaczego? Okazało się, że on jest właśnie dziś, codziennie! Zaczęłam żyć i odżywiać się bardziej świadomie, a ponieważ geny nauczycielskie dawały o sobie znać, postanowiłam podzielić się tym co wiem. Pewnie, jeszcze wiele tematów przede mną dlatego nadal się uczę. Ba! Im więcej wiem, tym wydaje mi się, że wiem coraz mniej!

Jedno jasne jest na pewno: moja strona nie jest konkurencją dla Wikipedii. Nie jestem Ministrem Zdrowia opłacanym z Waszych podatków. Piszę i działam społecznie, za ilość lajków nie dostaję kasy bo nie ma u mnie reklam (i to nie dlatego, że nie mam propozycji).

Oczywiście, że zależy mi na Czytelnikach, na tym aby Wam też się podobało to co piszę. Sztuka dla sztuki jest fajna, tworzenie do szuflady może być satysfakcjonujące ale nie wiem czy tędy moja droga. Za to pisanie dla szerszej publiczności sprawia, że dla jednych zawsze będę za inteligentna, dla innych za mało oczytana. Dla jednych za ładna, dla innych za mało atrakcyjna. Dla jednych będę pisała za mało szczegółowo dla innych za bardzo szczegółowo. Język za mało naukowy albo za bardzo akademicki, zbyt potoczny albo za mało zrozumiały.
Za mało głupkowatych linków albo za dużo. Informacje średnio interesujące, teksty za długie, za krótkie, zdjęcia nie takie, tytuły słabe, nazwa bez sensu.
W końcu okaże się, że niektórym przeszkadza, że jestem TYLKO a niektórym, że AŻ dr n. farm (jak założyłam stronę, właśnie przed tym ‚doktorem’ mnie ostrzegano). Ale wiecie co?

Nie da się uszczęśliwić WSZYSTKICH dookoła, na starania o to chyba szkoda energii. Jeśli komuś nie odpowiada moja strona lub teksty- nie musi jej obserwować, czytać. Wszystkich komentatorów, którzy pod przykrywką merytorycznej dyskusji ‚uprzejmie donoszę’ chcą przemycić na MOIM PODWÓRKU ‚jesteś beznadziejna’ będę niestety blokowała, osoby chamskie, bluzgające i atakujące innych Czytelników też, z prostej przyczyny- to MOJE podwórko i JA tu sprzątam. To nie jest obowiązkowy program nauczania, jak w szkole. Kurcze, przecież w każdej chwili można się wypisać, kliknąć w stronę ze śmiesznymi kotami albo w PubMed itd.

Pozostałym osobom dziękuję za wsparcie. To dzięki WAM, Waszym komentarzom i mailom o tym jak zmieniacie swoje życie mam jeszcze więcej energii do pisania.
Dziękuję Wam, że jesteście. Razem zmieniamy świat na lepsze.

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Moja historia, moje podwórko."

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna Makowska
Gość

Dzięki za miłe słowa 🙂 to zawsze dodaje otuchy :).

Lidka
Gość
zawsze, kiedy zaczynam obserwować nowe blogi, (nie, nie chodzi nawet o bardzo młode), ale takie, które nie moderują bardzo swoich komentarzy, to szczerze mówiąc czekam, kiedy pojawi się taki wpis, jak tutaj. Każdy ma prawo stawiać wymagania w swoim domu, nie musi znosić, czy nawet tolerować obrażania, poniżania itp. I dopiero po takim wpisie czuję się do tego domu zaproszona, bo nie mam w zwyczaju bezsensownie klepać coś co innym poprawia nastrój. Jak mi się nie podoba – nie obserwuję, a jeśli lubię zerknąć, to dopiero po tekstach jak wyżej wiem, że jest to tekst kierowany do mnie, nie do… Czytaj więcej »
Anna Makowska
Gość

To prawda. Wolny wybór. Taki (podobny) tekst napisałam już dawno na fb ale musiałam wrzucić też tutaj (oraz przypomnieć na fb) bo niektórzy troszke popłyneli z komentowaniem. Dzięki i zapraszam!

Lidka
Gość

jeśli mam w kręgu znajomych kogoś, z kim nie chcę spędzać czasu, kto źle na mnie działa i mnie dołuje, powinnam go z tego kręgu usunąć, tego zapomniałam dodać

Aleksandra Muszyńska
Gość

Bardzo dobry, przystępny, rzetelny blog, z mnóstwem bardzo przydatnych i „dobrze podanych” informacji. Bardzo jestem kontenta, że tu trafiłam, a tekst „List do dziadków” najchętniej wydrukowałabym i powieliła, a następnie rozdawała wszystkim dziadkom, którzy wyznają zasadę „a co to za dzieciństwo bez słodyczy”.
Jeśli utrzyma Pani taki poziom, jak w tej chwili – to będzie to duży powód do zadowolenia. I proszę nie przejmować się głupkowatymi prawdeńkami wszystkich mędrców internetowych tego świata – jak słusznie Pani zauważyła wszystkim dogodzić nie sposób.
Pozdrawiam.

Anna Makowska
Gość

Dziękuję <3 <3 <3.