Okres

Ten okres, gdy „bez kija (lub czekolady) nie podchodź”.

Wiecie jak to w życiu bywa – różnie. Jedna leży, inna siedzi, a jeszcze inna biega mając okres. Niektóre nawet nie zauważą tych kilku dni, reszta zwija się z bólu przez tydzień. Wspólny mianownik? Troszkę ucieka żelazo.

Niektóre Dziewczyny miewają drobne zachcianki (może komuś czekoladki…?), inne pożerają wszystko co się rusza, jeszcze inne nie jedzą nic. Co więc zrobić żeby:
a) przeżyć
b) było miło
c) nie spaść się jak świnia / nie schudnąć 5kg przez te kilka dni? W końcu jak leżysz to organizm potrzebuje jednak mniej kalorii niż podczas maratonu, prawda?

Prosta zasada.

Przydatna wszędzie i zawsze – przygotuj się wcześniej!
Organizm najprawdopodobniej będzie bardzo potrzebował żelaza (zaopatrz się w ulubione źródła czyli mięso lub warzywka, np. banalna natka i owoce np. morele suszone itp.) i magnezu, zapewne odruchowo sięgniesz po czekoladę (przypadkowo po 23:00). W przypływie dyktowanego hormonami (okres) nastroju pojawią się ulubione hasełka tkanki tłuszczowej czyli: ‚pierdolę’, ‚chrzanić dietę dziś’, ‚od jutra dieta’, ‚tylko jeden kawałek / trzy sztuki / pół paczusi’. O tak, adipocyty tylko na to czekają. Bezmyślne obżeranie się na poprawę nastroju: 60 sekund przyjemności, dwie doby moralniaka, że może wiadro lodów i/lub 300g milka to jednak do dupy pomysł był.

Nie da się inaczej!

Eee tam. Da. Przygotuj wcześniej (pare dni przed lub rano, zanim będziesz jeszcze bardziej padnięta) lekkie posiłki i przekąski. Coś co lubisz ale co jednocześnie nie będzie powodowało problemów trawiennych (np. wzdęć), nie będzie toną cukru z utwardzonym tłuszczem palmowym. Lekkostrawne i sycące dania to dobry pomysł. Małe porcje też. Stawiaj na witaminy i składniki odżywcze. Jeśli źle czujesz się po nabiale lub dużych ilościach błonnika – odstaw mleko, otręby, skórki owoców i warzyw (itd.) na kilka dni. Zainwestuj w zamienniki ulubionych przekąsek. Kakao jak najbardziej na TAK! Wiele cennych substancji + poprawiacz nastroju. Ale mówię o KAKAO, a nie o produkcie kakao-podobnym typu cukier ze szczyptą kakao. Ciastka z płatków owsianych i kakao? Dodaj do nich suszone morele bez siarki! Rewelacja! Banalne, szybkie i tanie rzepisy krążą gdzieś na blogach (ja nie jestem specem w gotowaniu). Zamiast tony cukru – rodzynki, morele, daktyle, ksylitol, miód whatever. Może być nawet zwykły cukier – gwarantuję, że użyjesz go mniej niż producenci ciastek ze sklepu. A może trufle czekoladowe? Nutella? Przepisy na zdrowe (nawet wegańskie) zamienniki krążą w sieci.

Nie masz czasu gotować?

Nie kupuj byle czego. Niepotrzebne Ci produkty obciążające organizm, zwłaszcza teraz. Postaw na coś lekkostrawnego, zdrowe przekąski. Kup zwykłe pestki dyni, suszone morele, gorzką czekoladę, orzechy, widziałam też fajne batony owocowo-orzechowe z kakao, idealne do pracy zamiast marsa. Miej gdzieś blisko koło siebie, pod ręką – mogą się przydać. Nie zachęcam jednak do jedzenia owoców (zwłaszcza suszonych) na noc.

Pamiętaj o napojach.

Okres nie okres, pić coś trzeba ale po co Ci teraz puste, gazowane, kolorowe kalorie, zwłaszcza, gdy leżysz lub siedzisz? Woda z cytryną, miodem i imbirem? Na ciepło (na zimę!) lub na zimno, herbata zwykła lub mrożona, domowa lemoniada – przygotuj sobie dzbanek lub w butlę do roboty i temat z głowy! Lubisz słodzoną? Śmiało, łycha miodu lub ulubionego słodzidła to i tak zdecydowanie mniej niż w butli przeciętnego napoju.

A co na noc?

Ulubione książki, film, tabletki rozkurczowe i…coś do chrupania? Byle nie chipsy i żelki. Co powiesz na pieczone / grillowane warzywa skropione oliwą? Surowe warzywa z dipem na chudym jogurcie (natka!!!)? Lekka zupa lub duszone warzywa na ciepło (zima)? Może coś w stylu gazpacho (na lato)? Duże ilości cukru (w każdej postaci, owocowy też) stanowczo odradzam (zwłaszcza na noc). Jeśli bezwzględnie musi być czekolada, a masz problemy z cukrem lub nadwagą, może poszukaj takiej słodzonej stewią (lub czymś w ten deseń)? Jeśli masz wylane i pożerasz 3/4 tabliczki tuż przed snem, nie dziw się później skąd dodatkowe kg, jeśli kilka dni w miesiącu przyjmujesz milion kcal na leżąco (winien jest cukier!).

Pamiętaj.

Tu nie chodzi tylko o wygląd. A właściwie wygląd jest gdzieś na końcu listy, to efekt uboczny prawidłowo zbilansowanej diety i odpowiednio dobranej aktywności fizycznej. Tkanka tłuszczowa w nadmiarze i częste skoki (wysoki poziom) cukru przyczyniają się do wielu chorób, a jedzenie byle czego pogarsza samopoczucie: bywa przyczyną dolegliwości żołądkowych (po co Ci to teraz, mało masz problemów z brzuchem?) i nie dostarcza niezbędnych składników (mało tego, często zaburza wchłanianie!).

Jeśli nic nie możesz przełknąć…

Spróbuj czegoś na maxa napakowanego wartościami (pisałam o tym tu). Musisz coś zjeść (żelazo!) i koniecznie wypić, ustaw przypomnienie – niech dzwoni co 2-3h.

Ps. Warto dostarczać też pokarmy bogate w tryptofan (pisałam o tym tu) – organizm sobie poprzerabia na serotoninę i wszyscy będą zadowoleni.

Dziewczyny, trzeba sobie jakoś radzić, poprawiamy koronę i zapieprzamy dalej! Na leżąco też się da!