„Przecież ty sobie nie poradzisz…”

Znasz to? Niby ktoś bliski, a jednak czujesz się po spotkaniu gorzej. Ciężko. Czujesz, że się odechciewa. A przecież zaczyna się zwykle od niewinnego pytania.

​- Czemu chcesz być na siłę oryginalna?

– Po co ci to?

– A nie możesz normalnie?

​A później jest jeszcze coraz gorzej. Bo nie dość, że jesteśmy oceniani przez pryzmat czyjejś niemocy i strachu, czyichś możliwości lub ich braku, to realnym dramatem jest, że niektórzy wręcz nie mogą żniesz tego, że druga osoba chce żyć w zgodzie ze sobą. Bo życie po swojemu jest dla wielu osób nadal luksusem.

„Co ludzie powiedzą?” staje się ważniejsze niż szczęśliwa codzienność syna, córki, partnerki czy „przyjaciółki”.

Najsmutniejsze, że normalność dla wielu osób jest nadal codziennością ciężko wypracowaną, często okupioną latami pracy nad sobą, latami bezsensownych dyskusji, z których ostatecznie nic nie wynika, latami porażek, błędów, niewiele wnoszących „ostatnich szans”.

I wcale nie chodzi o to, że każdy musi na siłę żyć inaczej niż powszechnie akceptowalne normy. Jeśli Tobie odpowiadają narzucone odgórnie szablony – nie ma w tym absolutnie nic złego, nie jesteś gorszym człowiekiem. Po prostu każdy szuka swojego miejsca na świecie, swojej drogi – to normalne. Albo przynajmniej powinien dostać szansę, odważyć się i zacząć szukać.

​Gaszenie optymizmu, kradzież entuzjazmu, zapału, mocy, energii czy podcinanie skrzydeł uważam za wyjątkowo perfidną praktykę prowadzącą donikąd. Tak naprawdę nikt NIE MA PRAWA częstować Cię epitetami na Twój temat, na podstawie rozsypanego ryżu, soli, przypalonego garnka, oblania się zupą, stłuczki samochodowej, złej decyzji finansowej, zgubienia portfela, kluczy czy innych sytuacji, które zdarzają się każdemu. Nikt nie ma prawa wmawiać ci bzdur typu:

beze mnie jesteś nikim,

beze mnie sobie nie poradzisz.

​Jak zachować równowagę w sytuacjach kryzysowych? Jak znaleźć w sobie siłę podczas konfrontacji, gdy nie lubimy walczyć? Jak zachować jasność myślenia w silnym stresie?

Każdy ma swoje sposoby. Głęboki wdech, może trzy lub pięć. Policzenie do dziesięciu w myślach lub na głos. Zamknięcie oczu na pięć sekund. Wycofanie się na chwilę z dyskusji. Spojrzenie na drugą stronę nie jak na bezmyślną maszynę, tylko jak na człowieka takiego jak my – z tymi samymi problemami, pytaniami, czasem brakiem sił.

Jedno jest pewne: jeśli myślisz, że moc zgromadzisz wyłącznie siedząc cicho, nieustannie zamiatając problemy pod dywan – grubo się mylisz.

​Odwaga nie przychodzi z wiecznym odpuszczaniem, codziennym „jutro”, nieustannym chodzeniem na łatwiznę. Ilość siły przychodzi z czasem- z różnorodnością doświadczeń. Nie urośniesz bez treningu. Oczywiście na początku jest ciężko, jednak można zacząć trenować od małych obciążeń, w mniejszej skali, żeby później – na froncie – stanąć w lepszej zbroi uszytej z silniejszych argumentów.

​I wcale nie ma nic złego w tym, że pasuje Ci wygoda i cenisz ją ponad wszystko. To Twoja decyzja – ani zła, ani dobra. Własna – i należy to uszanować. Inni wolą mieć swoje, może czasem trudniejsze, ale własne, świadome życie, bo cenią ponad wszystko WOLNOŚĆ. Wyboru, słowa, czynu. I to właśnie za wolność płacą często najwięcej.

Czy warto płacić? To zależy. Czasami bycie niewolnikiem przedmiotów lub innego człowieka jest zbyt kosztowne i nie do zaakceptowania.

W pracy i w życiu prywatnym warto stawiać na PARTNERSTWO – być na równi z osobami, z którymi się spotyka, pracuje, zdobyć się na szacunek i zrozumienie lub akceptację, jeśli czegoś nie rozumiemy. Myślę, że warto wypracować, zawalczyć o partnerstwo na różnych płaszczyznach, zwłaszcza w relacjach prywatnych. I celowo użyłam słowa „zawalczyć”, bo tak to trochę wygląda, gdy bierze się sprawy w swoje ręce – ma to zawsze wady i zalety. Dodatkowo decyzje podejmowane samodzielnie ważą więcej, niedzielona odpowiedzialność może ciążyć. ​To jest chyba ten moment, którego boją się osoby pozostające w słabych relacjach, ze względu na strach przed przejęciem steru.

Bo gdy ktoś jest latami kopany w miękkie podbrzusze argumentami zaczynającymi się od: „nie dasz rady”, ostatecznie zaczyna wierzyć we wpajany codziennie brak umiejętności i możliwości. A prawda jest często taka, że na niektóre sytuacje życiowe po prostu nie da się przygotować, choćby człowiek wszystko już widział, wiedział albo znał otoczenie i partnera przez wiele lat.

​Więc może trochę szkoda czasu na czekanie na lepszy moment? On może nigdy nie nadejść.

A trening w warunkach polowych jest często surowym, ale jednocześnie najskuteczniejszym nauczycielem.

Felieton pochodzi z ksiązki takietampieprzenie2020 (kliknij aby zobaczyć).

Kategorie: Jakość życia