Kluski twarogowe
Kiedyś robiłam je kilka razy w miesiącu, teraz przez alergie i nietolerancje w rodzinie nie robię ich praktycznie wcale.

Twaróg – jak już to biorę ten lokalny. Śmietankowy. Bierzcie jaki lubicie, może być też chudy.

Jajka- zwykle dwa jeśli robię na dwóch twarogach.

Mieszam dokładnie twaróg z jajkami (oczywiście można ubić pianę itd. ale ja nigdy nie mam na to czasu) widelcem.

Mąka – u mnie orkisz. Można użyć dowolnej mąki, również bezglutenowej ale wtedy będzie inna konsystencja (głównie elastyczność). Mąka ryżowa i mąki o niższym typie (np. 00 czy 450) dadzą delikatne ciasto. Wyższy typ (750, 1850) dadzą bardziej „chropowate” ciasto. Żytnia i inne tak samo. Pszenica zwyczajna i orkisz delikatniejsze. U mnie optymalna jest orkiszowa 600-800.

I teraz najważniejsze!
Ja sypię mąkę „na oko”- tylko tyle, żeby ciasto mi się nie lepiło do rąk. To jest na bank, zdecydowanie (!) mniej niż w każdym znanym Wam przepisie. To oznacza, że kluski będą się nieco rozwalać podczas gotowania oraz będą smakowały głównie „twarogowo”. Nie każdy to lubi.
Proponuję dlatego dodać za pierwszym razem zdecydowanie więcej mąki, na przykład szklankę lub pół w zależności od ilości twarogu, i wymieszać solidnie widelcem albo rękoma. Można takie ciasto odstawić na chwilę dla większej elastyczności (jeśli mąka zawiera gluten).

Im więcej dodamy mąki tym ciasto będzie zdecydowanie bardziej elastyczne, nie będzie się rozwalać i będzie miało smaczniejszą konsystencję.

Kluski formujemy jak lubimy: kulki, kopytka, byle jak. Wrzucamy na wrzątek- chwilę się pogotują, wypłyną do góry i można odcedzać.
Ja jem z ksylitolem. Można je następnego dnia krótko podsmażyć i będą chrupiące. Smacznego!