pieczywo

Co zawiera Twoje pieczywo i dlaczego?

Zespół z Piekarni Putka zgłosił się z prośbą o sprawdzenie składów kilku produktów oraz rzucenie okiem na proces produkcji i dystrybucji. Przyznam szczerze: niewiele firm ma odwagę przystać na moje warunki sprawdzania asortymentu. Jeśli nie mogę pisać prawdy, pokazywać jak jest w sklepie czy na produkcji na co dzień – nie dochodzimy do porozumienia i nie ma możliwości współpracy. Nie zgadzam się na wybielanie i zamiatanie pewnych spraw pod dywan, pokazywanie wyłącznie tęczy i samych cudów na kiju. Wiadomo, że niemal każda firma, każdy sklep ma w portfolio czy na półkach lepsze i gorsze produkty – cała zabawa w tym, aby wybierać te lepsze. Piekarnie Putka zgodziły się na moje zasady współpracy, dlatego w najbliższym czasie sprawdzę czy faktycznie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów. Czy może jednak nie bardzo. Na start wywiad z technologiem z piekarni.

Dlaczego niektóre bułki i chleby po kilku godzinach stają się kapciowate lub przeciwnie – twarde jak kamień?

Kluczowe są proporcje mąki i wody – im więcej wody w produkcie, tym dłużej trzyma on świeżość, jednak woda utrudnia prowadzenie ciasta, dlatego ta proporcja musi być wyważona. Jest także wiele sposobów i składników, które mogą przedłużyć świeżość produktu, np. płatki ziemniaczane, wstępne zaparzenie mąki, lub nasączenie ziaren słonecznika w wodzie przed ich dodaniem do ciasta. Z kolei dodanie zbyt dużej ilości drożdży ułatwia i skraca proces prowadzenia ciasta, ale powoduje skrócenie okresu świeżości, dlatego najlepiej stosować zakwas, który zawiera naturalne drożdże i najwyżej delikatnie wzmocnić go niewielkimi ilościami drożdży piekarskich. Do innych produktów, w szczególności bułek pszennych, najlepiej skorzystać z tzw. polepszaczy, czyli skoncentrowanych mieszanek różnych najczęściej naturalnych enzymów. 

Proces mieszania ciasta też ma znaczenie, musi być na tyle intensywny i długi, aby woda w pełni i trwale połączyła się z mąką, ale nie na tyle długi, aby zaczęła zrywać się struktura glutenu, a znalezienie tego idealnego punktu wymaga wielu lat praktyki. Na tym etapie, kluczowe są odpowiednio dobrane warunki procesu fermentacyjnego i rozrostu ciasta. Ciasto to żywy organizm i nie należy tego procesu przyśpieszać poprzez podnoszenie temperatury, ale dać mu dojrzeć w optymalnych dla danego ciasta warunkach. W naszej piekarni niektóre produkty garują nawet 24 godziny. Znaczny wpływ na świeżość pieczywa mają też warunki przechowywania gotowych wyrobów, np. wilgotność powietrza. Zbyt niska jest przyczyną wysychania chleba prowadząc do szybkiego czerstwienia, zbyt wysoka z kolei sprawia, że pieczywo marszczy się, staje się gumowate, a jego skórka z czasem przestaje być chrupiąca. W drugim przypadku powstają również idealne warunki do rozwoju mikroorganizmów niepożądanych. 

Dlaczego do pieczywa czasami dodaje się aż tyle składników, jeśli w domu potrzebuję tylko mąki, wody i soli? 

W ofercie mamy produkty zawierające właśnie tylko te trzy składniki, jak chleb pradziadka, chleb razowy, chleb pełnoziarnisty. Ale jeśli chcemy mieć urozmaiconą ofertę, większość produktów musi zawierać dodatkowe składniki, wpływające na smak, świeżość czy wartości odżywcze. Stosujemy różnego rodzaju polepszacze po to, aby uzyskać powtarzalność wyrobu, polepszenie właściwości ciasta pod kątem obróbki, ładniejszy wygląd oraz przedłużenie świeżości. Do pieczywa dodawane są też substancje, których zadaniem jest uzyskanie określonych parametrów pieczywa tj. wielkość porów w miękiszu czy też walory smakowe. Jest to szczególnie istotne, ponieważ parametry wypiekowe mąki, takie jak np. liczba opadania czy rozpływalność glutenu pomiędzy partiami często się różnią i zapewnienie powtarzalności produktów wymaga ich ustabilizowania.

Czy do pieczywa można dodać dowolne substancje?

Firmy zajmujące się produkcją artykułów spożywczych są świadome, że klienci oczekują produktów z czystą etykietą, więc na rynku jest dostępna cała gama produktów, które spełnią te wymagania. Nawet jeśli piekarnie zastosują substancje dodatkowe z symbolem E – są one zastosowane przy produkcji w określonym celu technologicznym, stają się składnikami żywności i nie mogą być niebezpieczne. Żaden szkodliwy lub niebezpieczny środek spożywczy nie może być wprowadzany do obrotu – to podstawowe wymagania prawa żywnościowego (rozp. 178/2002). 

Jak przedłuża trwałość pieczywa technolog, a jak można zrobić to w domu?

Jeśli chodzi o pieczywo świeże, dostępne w piekarniach, najważniejsze są elementy które omawialiśmy wcześniej, czyli składniki oraz proces przygotowania ciasta. Istnieje jednak wiele dodatkowych metod na przedłużenie świeżości pieczywa, np. zastosowanie metod termicznych (pasteryzacja), polegających na ogrzaniu pieczywa do temperatury 95°C we wnętrzu miękiszu. 

W Polsce dopuszcza się również do konserwacji pieczywa, dodając substancje antypleśniowe, tj. kwas propionowy oraz niektóre jego sole, przede wszystkim sodowe i wapniowe. Dodatek ich do mąki w ilości 0,2% pozwala na przedłużenie trwałości chleba do 10 dni, ale opóźnia on nieco fermentację ciasta, a w przypadku wyrobu z mąk jasnych zmienia jego posmak. Dobrymi właściwościami antyseptycznymi charakteryzuje się także alkohol etylowy. Substancje konserwujące nie są jednak uniwersalnym i radykalnym środkiem, ale jedynie pomocniczym w uzyskaniu dłuższej trwałości. 

Okres trwałości pieczywa można znacznie przedłużyć również poprzez jego przechowywanie w modyfikowanej atmosferze. Jednym z zasadniczych czynników ograniczających trwałość produktów piekarskich, oprócz czerstwienia, jest ich pleśnienie. Ten rodzaj ich psucia się jest częstszy niż powodowany przez bakterie. Dlatego głównym składnikiem stosowanych atmosfer gazowych jest dwutlenek węgla, który działa hamująco na wzrost tych drobnoustrojów. O okresie trwałości decyduje nie tylko optymalny dobór mieszanin gazowych i odpowiednich opakowań, ale też rodzaj i jakość produktu oraz utrzymanie dobrych warunków sanitarno-higienicznych w czasie przetwarzania i pakowania.  

Dodatek serwatki wykazuje lepszą elastyczność i porowatość, korzystniejsze walory smakowo-zapachowe oraz intensywniejsze zabarwienie skórki i charakteryzuje się dłuższą przydatnością do spożycia niż jego odpowiedniki bez tego składnika. 

Znaczny wpływ na jakość i trwałość pieczywa mają także dodawane tłuszcze. W trakcie wypieku ciasta tworzą one kompleksy ze skrobią i tym samym opóźniają czerstwienie oraz twardnienie miękiszu chleba. W odniesieniu do pieczywa szczególnie interesującymi i skutecznymi dodatkami są enzymy, np. amylazy, które dodane do ciasta powodują rozkład skrobi do dekstryn i dwucukrów, polepszają porowatość miękiszu, zwiększają objętość i znacząco powstrzymują szybkość starzenia się chleba. 

Bardzo skutecznym sposobem opóźniania czerstwienia i przedłużania trwałości oraz przydatności do spożycia jest proces zamrażania i przechowywania pieczywa w stanie zamrożonym – pozwala to uniknąć stosowania substancji przedłużających trwałość. Tę ostatnią metodę polecam do przedłużania trwałości pieczywa w warunkach domowych.

Jak przechowywać pieczywo w domu?

Każde pieczywo powinniśmy przechowywać w suchym miejscu, w temperaturze pokojowej. W domowych warunkach najlepiej jest przechowywać pieczywo w drewnianych chlebakach, papierowych torbach lub lnianych woreczkach. W takich warunkach pieczywo będzie utrzymane w najlepszej wilgotności. Należy jednak pamiętać, iż pleśń, która raz pojawi się w miejscu przechowywania chleba, jest bardzo trudna do usunięcia i może w przyszłości zakażać nowe bochenki, także czystość miejsc do przechowywania pieczywa jest także kluczowa.

Dlaczego do pszennego pieczywa, które przecież zawiera gluten dodaje się jeszcze dodatkowo gluten?

Dodatkowy gluten powoduje zwiększenie wodochłonności, dzięki czemu można uzyskać pożądaną strukturę miękiszu i odnosimy wrażenie, że pieczywo jest miękkie i bardziej wilgotne, dłużej pozostaje także świeże. Wysoka zawartość glutenu jest szczególnie istotna dla pieczywa mrożonego. Odpiekanie pieczywa z półproduktu mrożonego ma tendencję do zmniejszania objętości, co związane jest ze zjawiskiem zamrażalniczego uszkodzenia w nim drożdży, szczególnie przy długim okresie składowania i znacznych wahaniach temperatury. To niekorzystne działanie niskiej temperatury można zmniejszyć przez zastosowanie do przygotowania ciasta mąki wzbogaconej dodatkiem glutenu.

Dlaczego do pieczywa pszennego naturalnie zawierającego gluten dodawane są drożdże?

Drożdże wydzielają w procesie oddychania i fermentacji dwutlenek węgla, przekształcając ciasto w gąbczastą i porowatą masę. Po wypieku spulchnionego ciasta uzyskuje się chleb lub bułkę z łatwo „rozpływającym” się w ustach miękiszem. Drożdże poza spulchnianiem ciasta, spełniają jeszcze jedną bardzo ważną rolę. Podczas fermentacji powstaje nie tylko alkohol etylowy i dwutlenek węgla, ale wiele innych związków, które biorą udział w tworzeniu chlebowego aromatu i dobrego smaku pieczywa. Podczas wyrabiania ciasta z mąki, zawarty w nim gluten w wyniku sieciowania tworzy z wodą strukturę przestrzenną nadającą ciastu ciągliwą konsystencję. Powoduje to uwięzienie pęcherzyków dwutlenku węgla powstającego w cieście, gdy podlega ono fermentacji dzięki drożdżom, co z kolei odpowiada za wzrost jego objętości podczas „wyrastania”, a po wypieczeniu otrzymane pieczywo ma porowatą strukturę. Do pieczywa dodaje się też czasami cukier, którego zadaniem jest dostarczenie energii dla drożdży niezbędnej do przeprowadzenia procesu fermentacji.

Czy produkty/mąki badane są na obecność metali ciężkich i pestycydów?

W ramach kontroli, nasi dostawcy mąki są zobowiązani raz w roku przesłać wyniki badań na obecność metali ciężkich, pestycydów, mykotoksyn oraz badania mikrobiologiczne. Dokładna weryfikacja dostawcy jest bardzo ważną kwestią, przeprowadza ją nasz dział jakości zgodnie z procedurą, która jest oparta na wymaganiach wdrożonego w piekarni międzynarodowego standardu bezpieczeństwa żywności IFS.

Czy łatwo jest zrobić smaczną bułkę o prostym składzie?

Jest możliwe, ale wymaga dużych umiejętności piekarza, cierpliwości, spokoju i dużej dokładności. Z ciastem trzeba się obchodzić bardzo delikatnie. Przed każdym etapem np. dzielenia, robienia kulki, czy formowania trzeba dać mu kilkanaście, kilkadziesiąt minut „odpocząć”. Pośpiech nie jest wskazany. Enzymy, które można dodać do ciasta i tak się naturalnie uaktywnią. One po prostu są w mące i dodatkowo są produkowane w czasie fermentacji drożdżowej przez drożdże i bakterie w kwasie. Z racji, że jest ich mniej, to czasu na fermentację potrzeba więcej.

Na stronie internetowej macie podane składy wyrobów, sprawdziłam bułkę, którą promujecie jako „żywność funkcjonalna” – ma prosty skład, ale zawiera „skondensowaną mąkę owsianą” – co to?

Jest to koncentrat dodawany do wyrabianego ciasta, otrzymywany przez hydrotermiczną obróbkę ziaren owsa pozbawionych łuski, w celu zagęszczenia w ekstrakcie związków zawartych w warstwie aleuronowej ziarna. Brzmi to dosyć abstrakcyjnie, ale de facto wszystko odbywa się w sposób całkiem naturalny. Koncentrat ma postać suchego proszku, do którego przed dodaniem do innych składników ciasta dodaje się wodę w takiej ilości, aby uzyskać zdefiniowany udział składników koncentratu. To właśnie wraz z tym składnikiem dostarczamy znaczącą ilość beta-glukanu do produktu. Receptura bułki, jest zastrzeżona patentem

Skąd wiadomo, że ta bułka zawiera beta-glukan? Czy ktoś to bada?

Jak najbardziej, bułka została przebadana na zawartość beta-glukanu w zewnętrznym laboratorium. 

Czy każdy producent może sobie napisać na etykiecie oświadczenie o działaniu prozdrowotnym beta-glukanu?

Na szczęście nie, jest to szczegółowo uregulowane w prawodawstwie polskim i europejskim. My takie oświadczenie stosujemy np. na Bułce Beta, na podstawie Rozporządzenia UE nr 1160/2011 z 14 listopada 2011 r., które mówi, że jest możliwe oznaczenie produktu oświadczeniem żywieniowym: „Wykazano, że beta-glukan występujący w owsie obniża/redukuje poziom cholesterolu we krwi. Wysoki poziom cholesterolu jest czynnikiem ryzyka rozwoju choroby wieńcowej serca.” w przypadku żywności zawierającej co najmniej 1 g beta-glukanu występującego w owsie, na określoną ilościowo porcję. Przy czym konsument musi być poinformowany, że korzystny efekt występuje przy dziennym spożyciu 3 g beta-glukanu występującego w owsie. 

Czyli ile gramów beta-glukanu jest w jednej bułce?

Wg raportu z badań na zawartość beta-glukanu przeprowadzonych przez zewnętrzne laboratorium uzyskaliśmy wynik 1,6 g beta-glukanu na 100 g produktu. Zatem w jednej bułce jest ok. 1.92g beta-glukanu.

Ile gramów beta-glukanu należy spożyć, aby uzyskać efekt leczniczy?

Wg Rozporządzenia Komisji (UE) NR 432/2012 z dnia 16 maja 2012 r.: „Beta-glukany pomagają w utrzymaniu prawidłowego poziomu cholesterolu we krwi” – aby takie oświadczenie mogło być stosowane, podaje się informację dla konsumenta, że korzystne działanie występuje w przypadku spożywania dziennie 3 g beta-glukanów pochodzących z owsa, otrębów owsianych, jęczmienia, otrębów jęczmiennych lub mieszanek tych beta-glukanów. „Spożycie beta-glukanów pochodzących z owsa lub jęczmienia w ramach posiłku pomaga ograniczyć wzrost poziomu glukozy we krwi po tym posiłku” – takie oświadczenie może być stosowane wyłącznie w odniesieniu do żywności zawierającej co najmniej 4 g beta-glukanów z owsa lub jęczmienia na każde 30 g węglowodanów przyswajalnych w określonej ilościowo porcji w ramach posiłku.

Jaki rodzaj mąki pszennej używany jest do produkcji Bułek Beta?

Bułka Beta jest na bazie mąki pszennej typu 550pochodzącej z ziaren z polskich upraw.  

Czy używana mąka pszenna zawiera dodatkowe substancje?

W celu standaryzacji mąki i polepszenia jej wartości wypiekowych w mąkach z młynów znajduje się dodatek kwasu askorbinowego, potocznie nazywanego witaminą C. 

Czy nie byłoby lepiej zrobić bułkę na większej ilości mąki owsianej z dodatkiem pszennej?

Mamy w swojej ofercie także bułkę owsianą, jednak ma ona zupełnie inny charakter i smak. Dzięki zastosowaniu mąki pszennej mamy delikatną bułkę o równomiernie porowatm miękiszu, a dzięki dodatkowi skoncentrowanej mąki owsianej stworzyliśmy produkt, który w prosty sposób uzupełnia zapotrzebowanie organizmu na beta glukany. 

Czyli Bułka Beta jest produktem funkcjonalnym.

Jak najbardziej tak. Żywność funkcjonalna to rodzaj produktów spożywczych, które nie tylko dostarczają nam podstawowych składników odżywczych, ale również przyczyniają się do poprawy stanu naszego zdrowia. Bułka Beta to źródło substancji, które obniżają poziom cholesterolu, zmniejszają wchłanianie tłuszczów oraz obniżają indeks glikemiczny pokarmu.

Kto wymyśla składy produktów funkcjonalnych?

Za tworzenie receptur i składów produktów funkcjonalnych i nie tylko odpowiedzialny jest nasz dział technologiczny. Wprowadzenie całkowicie nowego produktu żywnościowego na rynek jest niezmiernie trudne. Opracowywanie nowych produktów przebiega wieloetapowo i obejmuje takie kroki jak: faza koncepcji, etap wstępny, opracowanie w skali laboratoryjnej lub półtechnicznej, etap opracowania zaawansowanego, etap wdrożenia do produkcji. 

Proces prowadzony jest z uwzględnieniem wymogów rynku, własnych doświadczeń oraz przepisów dotyczących produkcji artykułów spożywczych. Widzimy, że z roku na rok spożycie pieczywa jest coraz mniejsze, coraz więcej osób potrzebuje specjalnej diety, dlatego w Putce posiadamy linie produktowe dopasowane do indywidualnych potrzeb klientów tj. bezglutenowe, BIO, czy diabetyków.

Skąd w ogóle pomysł na produkty funkcjonalne?

Jest to wynik naszych wieloletnich obserwacji. Na ich podstawie wywnioskowaliśmy, że nowocześni konsumenci są coraz bardziej świadomi jaki jest związek pomiędzy codzienną dietą, a zdrowiem i poszukują pożywienia, które wpłynie na zachowanie dobrego zdrowia i sprawności fizycznej. W dzisiejszych czasach ukształtowały się więc nowe potrzeby żywieniowe, projektuje się nowe produkty spożywcze, jak żywność niskoprzetworzona, wygodna, ekologiczna czy funkcjonalna. To rzeczywistość wymusza na technologach opracowanie nowych sposobów odżywiania się. Należy jednak pamiętać, że żywności funkcjonalnej nie należy traktować jako panaceum na wszystkie schorzenia. Rolą tej żywności jest wspomaganie organizmu w utrzymaniu dobrej kondycji fizycznej i psychicznej oraz pomoc w zapobieganiu niektórym objawom chorobowym. Produkty funkcjonalne mogą stanowić uzupełnienie zrównoważonej i urozmaiconej diety, mogą być jednym z elementów tzw. zdrowego stylu życia.

No właśnie. To jest dobre podsumowanie, bo niektórym osobom wydaje się, że jak kupią błonnik w kapsułkach, otręby lub jogurt to właściwie temat z głowy. A dbanie o zdrowie to nie tylko jedzenie – to również aktywność fizyczna, odpowiednia ilość snu, oraz wody do picia. A żywność funkcjonalna może być elementem i uzupełnieniem, a nie substytutem. 

Dzięki za odpowiedzi!

Fot. pixabay.com

Wpis powstał w ramach współpracy z Piekarnią Putka.

Płatki w ładnych opakowaniach – dlaczego ich nie lubię?

Bo zwykle jest to przetworzony, dosłodzony ___ (wpisać ulubione słowo).

Najczęściej od 15 do nawet 50% produktu stanowi cukier. Zwykle w kilku postaciach, żeby było śmieszniej. I nie ma sprawy jeśli lubisz takie płatki, mają fajny skład itp. itd. – pod warunkiem, że biegasz, ćwiczysz, jesteś aktywna. Jeśli nie – odradzam i polecam zwykłe NIEPRZETWORZONE.

Tym razem przykłady z lidla. Chociaż zaznaczam, nie jest to jeszcze totalny upadek.

płatki

Tu cukier pochodzi również z rodzynek, wiadomo. Ale jeśli ktoś ogranicza z jakiegoś powodu cukry proste – tak naprawdę nie ma znaczenia czy z rodzynek czy z syropu.

Generalnie skład można uprościć do dwóch słów.

Pszenica i cukier. Ani jedno ani drugie nie jest moim faworytem wśród licznych składników w produktach które kupuję. Staram się wręcz unikać tych dwóch atrakcji, z wielu względów. Do pszenicy i cukru często dochodzą bajery, wtedy robi się jeszcze mniej ciekawie. Ale jeśli rzucicie okiem na skład nawet tych najprostszych płatków – cukier stanowi 15-20% produktu.

płatki

Jak dla mnie, to nadal dużo.

Może dlatego, że ja nie jem kilku sztuk do jogurtu, tylko solidną porcję. Jeśli chodzi o Lidl – mają też całkiem spoko produkty, np. zwykłe płatki, mieszanki typu musli. Nie każde ale coś można znaleźć. Mały ranking robiłam tu.

Jak żyć.

Tak jak wspominałam na swoim wykładzie podczas Food & Health Conference – nie daję się nabierać na hasła typu 'pełnoziarniste’, 'błonnik’, 'polskie zboża’ i cały ten marketing sentymentalny. Zdarza się, że napiszą 'wieloziarniste’, a na etykiecie 97% to pszenica. Albo 'pełnoziarniste’, a tu pełnego ziarna 5%.

Dzielnie czytam składy i sprawdzam zawartość cukru w tabeli. Jeśli ktoś nie pamięta co z tą tabelą,  wyjaśniam to tu.

Powodzenia w omijaniu min! Zwykłe, proste, nieprzetworzone płatki za 2-3 pln górą!

Kategorie: Moja opinia
gluten

Gluten – prawdy i mity.

Gluten to składnik mąki.

Mit. Potocznie mówi się, że gluten jest w mące ale to uproszczenie. Mąka zawiera jedynie białka glutenowe. Gluten jest tworem sztucznym, powstającym w obecności wody dopiero podczas mieszania ciasta.

Gluten

Gluten to toksyna.

Prawda i mit. Gluten to niejednorodne białko występujące w różnych zbożach. W przeliczeniu na suchą masę zawiera 75-86% białka, do 10% polisacharydów, ok. 8% lipidów i ok. 2% składników mineralnych. Wśród białek glutenu pszennego występują przede wszystkim gliadyny (prolaminy pszenicy) – ok. 50%, gluteniny (gluteliny pszenicy) – ok. 35-40% oraz albuminy. Ma swoje wady i zalety natomiast rzeczywiście toksyczny jest dla osób chorych na celiakię (istnieją doniesienia dotyczące toksyczności glutenu dla osób bez celiakii ale wyniki badań są jeszcze niejednoznaczne).

Gluten jest tylko w pszenicy.

Mit. Do glutenu zostały też zaliczone prolaminy innych zbóż.

gluten  gluten

 

Cały wpis jest częścią lekcji o glutenie, którą znajdziesz w kursie Programowanie Żywieniowe Dorosłych oraz Programowanie Żywieniowe Dorosłych. Nabór na szkolenia jest dwa razy w roku, wtedy cena kursu niższa jest nawet o 50% (pierwszy dzień zapisów).

Kategorie: Odżywianie

Gliadyna z ferajną czyli hello Gluten!

Dzisiaj trudny i drażliwy temat, który najłatwiej byłoby przemilczeć albo udawać, że 'jest spoko’ ale niestety NIE JEST SPOKO więc nie ma co zamiatać pod dywan.

Jak wiecie, mamy takie drobniutkie mafijne wojenki w organizmie i jedną z nich jest coś, co leży na (że tak powiem) wątrobie kumplowi Żołądka. W czym rzecz? Wytłumaczę jednym słowem i część z Was nie musi czytać dalej bo skuma ocb.

TEŚCIOWAAA!

Tak, chodzi o Teściową Jelita czyli Wytworną Gliadynę. Jelito to spoko gość, jest z reguły mega wyluzowany, chociaż zdarzają sytuacje gdy jest rozdrażniony lub leniwy ale dziś nie o tym.

Gliadyna to Bardzo Wytworna Dama, wywodzi się ze znanego rodu Białek Zbóż, z klanu Prolaminy Pszenicy. Razem z przyszywaną Siostrą z klanu Glutelin – Gluteniną i innymi Babami założyły Kółko Gospodyń Wiejskich o pseudonimie Gluten ale to Gliadyna gra tu pierwsze skrzypce. Mówią, że Babsztyl jest do bitki i do wypitki, do tego niestety to Teściowa. A z teściowymi bywa różnie – są różne wersje ale najgorsza jest ponoć alfa.

Dawno, dawno temu…

Za siedmioma rewolucjami przemysłu spożywczego, za siedmioma modyfikacjami genetycznymi – Gliadyna mieszkała daleko od Jelita. Owszem, przyjeżdżała w odwiedziny ale z rzadka więc wszyscy byli raczej zadowoleni.

Teraz jest inaczej.

Gliadyna z psiapsiółkami przeprowadziła się blisko domu i wpada z ferajną niespodziewanie. Człowiek je sobie kulturalnie jakieś rarytasy typu parówki a tam co? Gliadyna! Fastfoody, dania gotowe i nie gotowe, sosy, pasty, mięso, wędliny, pieczywo, ciastka – no wszędzie ten pieprzony Gluten! Przylezą jedna z drugą, szydełkują albo jeżdżą walcem i trajkoczą.

Sytuacja jest więc taka.

A właściwie może być kilka różnych. Na ten przykład: Jelito ma wkurw z automatu na Gliadynę (a zdarza się to w kilku % przypadków), sytuacja jest napięta na dzień dobry i mówią na dzielni, że tera to cicho sza bo jest taka afera – Celiakia. Jelito chodzi nabzdyczony bo Gliadyna potrafi opierdolić za byle co i robi afery przy ludziach, równa z ziemią normalnie, jak walec. Biedny chłopak jest po krótkim czasie jakiś taki płaski jak kartka papieru. A jak płaski to i nic nie dociera. Interesy idą słabo, Żołądek coś szmugluje zadowolony a ten nic! Nie dość, że NIC, to jeszcze w łapę nie bierze, nieprzytomny. Do tego wiecie – jak to w stresie: i sraczka i wymioty i bóle brzucha, a jak Gliadyna opuszcza progi na amen – jest ok. No może nie od razu, ale jest lepiej – wiadomo

Jeśli Jelito nie ma piany z automatu?

Może mieć wkurw utajony. Gliadyna robi nalot a on siedzi cicho. Ona mu tam pierdoli głupoty, że to, że tamto – on siedzi cicho. I tak siedzi i siedzi, siedzi i siedzi. A wkurw rośnie. W sumie to nikt nie wie, że on tak przeżywa. Czasem coś gdzieś wyjdzie w badaniach – jakaś niedokrwistość, zahamowanie wzrostu, jakieś wahania czegoś, niedobory. A on wkurwiony siedzi i NIE JEST DOBRZE. Trzeba zrobić diagnostykę bo on tak długo nie posiedzi bez konsekwencji. Badanie krwi, histopatologia i inne gry towarzyskie. Trzeba to obczaić.

Trzecia sytuacja.

Jelito wyluzowany – nic się nie dzieje, teoretycznie zero problemu. Gliadyna przyjeżdża z ferajną, on ma niby generalnie wyjebane, herbatka, kawka i tyle.

ALE jest ktoś, kto nie ma wyjebane. To jego kumple, którzy podburzają go przeciw Gliadynie – PRZECIWCIAŁA. On może sobie być na luzie ale oni się spinają i to wychodzi w badaniach krwi. Wiecie jak to jest – człowiek ma pewien poziom maksymalny wyjebania i później już nie jest wyjebane I robi się NIEMIŁO.

Itp. itd.

Te i inne – wszystkie sytuacje są poważne, bo jak wiecie z Teściową nie ma żartów. Problem jest nagłaśniany bo niestety z biegiem lat narasta – dlaczego? Teściowa coraz częściej pojawia się tam, gdzie się tego nie spodziewamy. Przywleka te swoje kumy i jest tego coraz więcej. Coraz częściej. Coraz bardziej! Coraz wszędziej! Kurwaaa!

Co robić?

Nie bać się. Jeśli Jelito ma stalowe nerwy, jego kumple trzymają język za zębami a Wy nie wpieprzacie byle czego na tony – może obędzie się bez dramatu.

ALE jeśli obserwujcie jakieś drobne objawy – nie zawsze typowo jelitowe, jakieś dziwne atrakcje, podejrzane niedobory – pędem do lekarza i diagnostyka. Można darować sobie czasowo wizyty Gliadyny – poprosić, żeby sobie poszła, obczaić co będzie ale wiecie – grzecznie i wytwornie, bułkę przez bibułkę, ą ę czyli powiedzieć 'spierdalaj’ w taki sposób, żeby nie mogła doczekać się podróży.

Do celów diagnostycznych nie odstawia się glutenu, żeby nie zaburzać tematu. Idziecie na badania podczas standardowej diety czyli słodko zagryzając mrożonym badziewiem z odpieku, kupionym w nasprejowanym 'świeżą bagietką’ sklepie.
A tak w ogóle to trzymać rękę na pulsie i nie dać Małpie wejść na głowę!

Gdzie Małpa z inwentarzem urzęduje?

Wszystko z napisem PSZENNA, żytnia, jęczmienna a nawet owsiana (czyli obecnie prawie wszystko, heh).

Gdzie Małpa z ferajną może być ukryta?

Jak nie ma zaznaczonego, że jest ok to może być nie ok.

Białka roślinne i hydrolizowane białka roślinne.
Składniki mączne i zbożowe.
Słód.
Skrobia modyfikowana.
Guma roślinna.

Tu ich zwykle nie spotkasz.

Cenne są szczególnie: amarantus, gryka (kasza gryczana), proso (kasza jaglana), quinoa. W porzo jest też ryż. Na końcu kukurydza.

Wniosek.

Nie masz objawów – czytaj składniki, jedz z umiarem, wszystkiego po trochu.

Masz objawy lub podejrzewasz coś u dziecka? Badania zweryfikują i jak coś to hohohoooo! Nie tak łatwo pozbyć się Teściowej, o nieee.

Hulaj Skarbeńku po sklepach w poszukiwaniu czegoś dobrego bo półki sklepowe a i owszem – uginają się pod ciężarem produktów bezglutenowych ale w większości są to niestety tzw. G&G – tak to nazywam, ładnie brzmi nawet ale nie daj się zmylić ładnemu opakowaniu i pseudo-zdrowym hasłom.

Nie kupuj produktów G&G bo G&G to nic innego jak glutenfree & gówno!

Kategorie: Inne

LAS – kawiarnia w Sopocie.

Schowana kawiarnia w Sopocie.

Idąc ulicą Haffnera w Sopocie możecie przegapić ciekawe miejsce. Mnie zdarzyło się to kilka razy zanim zauważyłam napisy na szybie knajpy: 'glutenfree, sugarfree, lactosefree’. Tym razem postanowiłam sprawdzić co kryje się za tymi obietnicami i czy w ogóle da się takie cuda zjeść.

Co oni tam mają?

Wystrój ciekawy, eklektyczny. Kawa bardzo smaczna, różne opcje: z ekspresu, drip itd. – jak kto lubi.

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Na słono zamówiłam tartę z sałatką. Do kawy, kilka rodzajów ciast – chciałam spróbować wszystkich jakie były aktualnie w ofercie. Plus pudding z chia.

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Prócz jedzenia były też koktajle, herbaty i fajne napoje.

kawiarnia Las, Sopot, doktorania
Kawiarnia w Sopocie

Smak.

Każdy ma ulubione ciasta, smaki, konsystencje itd. – o tym nie ma co dyskutować ale generalizując, z pewnością nie są to dania, które smakują tekturowo, podejrzanie. Nie ma też mowy o niskokalorycznym podejściu za wszelką cenę bo CIASTO TO CIASTO – ma być słodko i jest słodko, zatem jeśli ktoś szuka dietetycznych atrakcji opartych na słodzikach – nie ten adres.

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Skład.

Po konsumpcji zapytałam miłą Panią (akurat Właścicielkę lokalu) o skład KAŻDEGO dania, które zamówiłam. Cierpliwie odpowiadała na moje pytania, chociaż trwało to dobre parę minut. Nie zarejestrowałam nic podejrzanego. Słodycz wynika z obecności naturalnego cukru (ale nadal jest to cukier!), tłuszcz – kokosowy. Mąki różne, w zależności od pozycji z menu. Ciasto ze śliwkami to ciasto ze śliwkami a nie ze śliwko-podobną breją. Wszystko trzyma się (że tak powiem) kupy, a w smaku jest praktycznie nie do odróżnienia w porównaniu do tradycyjnych odpowiedników ciast (np. czekoladowe, śliwkowe – moi faworyci). DO TEGO CIEKAWE DODATKI:  pestki, nasiona, jagody goji itp.

Werdykt.

Nie jest to knajpa z odbajerzonym wnętrzem typu metal-szkło, nie jest to knajpa ze spektakularnym widokiem na morze – amatorów dopracowanego bogatego designu i/lub plażowych widoków zaproszę wkrótce gdzieś indziej. Niemniej jednak uważam, że jest to bardzo fajne miejsce na mapie Sopotu dla osób szukających zdrowszych alternatyw 'czegoś słodkiego’ (zwłaszcza dla tragicznych ciast z sieciówek i pseudo-zdrowych opcji na Monciaku) –  wpadajcie tam spróbować co mają.

Myślę, że warto wspierać właśnie takie miejsca, zamiast zagranicznych gigantów serwujących gówniane byle co z dobrym marketingiem. Las to nie tylko ciasta. Są też fajne napoje, koktajle i muesli, gdzieś na facebooku widziałam, że mają weekendowy brunch, a nawet można zamówić chleb! Kawiarnio LAS – trzymaj poziom!

Doktor Ania kawiarnia Las Sopot, Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Kategorie: Doktor Ania WOW

Nagonka na gluten czy na…ludzi?

Zanim o diecie dla osób z kapryśnym przewodem pokarmowym, kilka słów o nagonce na gluten bo wiele osób o to mnie pyta.

Moja dieta.

Jak wiecie jestem zwolennikiem zdrowej indywidualnie dobranej diety po której dobrze wyglądam i dobrze się czuje. Jeśli coś mi nie służy – staram się to wyeliminować lub (gdy to wartościowy produkt) coś zmienić i przemycić.

Gluten.

To niejednorodne białko występujące np. w zbożach. Osobom zdrowym raczej nic złego się nie stanie jak zjedzą trochę (!) glutenu. Osobom chorym (celiakia i nieceliakalna nadwrażliwość) może stać się wiele. Złego. Jeśli podejrzewasz u siebie lub bliskich nietolerancję glutenu – warto iść do lekarza, przeprowadzić diagnostykę. Im szybciej tym lepiej bo liczy się czas. Stricte naukowe wyjaśnienie i coś na luzie o glutenie będzie w oddzielnych wpisach. Tymczasem warto zajrzeć na stronę tego Stowarzyszenia.

Moje zdanie.

Unikam pszenicy. Krótko i zwięźle. Unikam też kukurydzy i soi. To nie znaczy, że wykluczyłam je z jadłospisu. Po prostu unikam. Ze względów zdrowotnych jestem na wstępie, oswajam się z dietą bezglutenową. Nie boję się glutenu i niektórych odmian pszenicy ale nie lubię skonstruowanej specjalnej wysoko-glutenowej pszenicy, która jest być może zbawieniem dla piekarzy ale co za dużo, to (może okazać się, że dla niektórych) niezdrowo.

O co chodzi z pszenicą?

Gluten od zawsze był składnikiem pszenicy i w miarę 'standardowa’ (pierwotnie obecna) ilość nie jest najprawdopodobniej aż tak wielką tragedią dla osób tolerujących. Problem jak zwykle tkwi w szczegółach. Czy modyfikacje genetyczne dają wyłącznie korzystne rezultaty? Kombinowanie co tu zrobić, żeby roślina ze zmienionym zapotrzebowaniem na składniki odżywcze i ochronne rosła na kamieniu jest trudnym tematem. Z jednej strony prowadzi to do zmian, których odległych skutków nie potrafimy przewidzieć. Z drugiej zaś, kolejny raz pojawia się 'wina po stronie klienta’. Chcecie kupować taniej, prawda? Wolicie 1kg mąki pszennej za 3pln czy orkiszowej za 9pln? Przecież nie każdego stać na kupowanie eko i nie-GMO, nie oszukujmy się. Ludzi jest coraz więcej, jakoś trzeba ich wykarmić. Daleko mi do hipokryzji ale…nie powiem, żeby ten stan rzeczy mi się podobał. Cóż, 'sorry – taki mamy klimat’.

Do rzeczy.

Właściwie wszędzie już widzę teksty w stylu 'jak nie masz celiakii to NIE odstawiaj glutenu Oszołomie!’.

BO CO?

Ludzie, odpieprzcie się od tego czy ktoś je gluten czy nie! Zajrzyjcie w swoje jelita, obczajcie równowagę bakteryjną, którą zaburzacie od pierwszej kropli sztucznego (przy braku karmienia piersią) mleka lub pierwszego zjedzonego antybiotyku, a kontynuujecie (to zaburzanie) spożywaniem gównianego żarcia. Czy wiecie, że 100 lat temu przeciętna zawartość ludzkich jelit była inna? Było więcej i lepiej a przez to bezpieczniej dla nas.

Nie rozumiem.

Nie kumam tej nagonki na osoby unikające glutenu. Nie kumam też nagonki na jedzących. Jeśli ktoś lepiej się czuje i wygląda po odstawieniu pszenicy to dlaczego ma ją jeść – dla zasady? JAKIEJ ZASADY?

To nie jest aż taki cud spożywczy, jak np. czosnek, żeby się do tego naginać i wyginać by jednak pojawił się w naszej diecie!
Jeśli coś jest nie tak lub boli mnie brzuch po pszenicy wysoko-glutenowej czy pseudo-mleku to nie mam zamiaru spożywać tego, choćby zebrał się nawet sztab lekarzy i przekonywał mnie np. do wartości odżywczej produktu UHT (ta, jasne).

Możecie bazować na wynikach badań naukowców lubiących gluten lub nie lubiących (wrzucę Wam literaturę w artykule o glutenie), sympatyzujących z firmami obrabiającymi pszenicę lub nie. Możecie bazować wyłącznie na opiniach jeśli wolicie, jedno jest pewne. Organizmu nie oszukacie. Jak nie boli lub jest lepiej to łot de fak ja się pytam?

Jeśli Wasze samopoczucie poprawia się po odstawieniu pszenicy, jeśli macie lepsze wyniki tarczycowe krwi po odstawieniu glutenu to dlaczego do cholery nie iść tym torem? DLACZEGO??? Co się wielkiego stanie jak odstawię gluten? Cóż takiego stracę? Bo jeszcze gównoburzę z odstawianiem nabiału jestem w stanie jakoś zrozumieć ale pszenica? Poza tym, że niektóre firmy mniej zarobią, jakie będą konsekwencje zdrowotne zamiany zbóż zawierających gluten na inne? No właśnie.

LOL.

Najbardziej śmieszy mnie tekst 'bo to nie gluten tylko ludzie ogólnie zaczynają się lepiej odżywiać’. Niektórzy chyba myślą, że jak już jest ten biedny przekreślony kłos (symbol braku glutenu) to mamy super zdrowy produkt, amen. Zajrzyjcie na mój instagram. Większość gotowych produktów bezglutenowych zbożowych (i nie tylko) jest GÓWNIANA bo czymś ten brak elastyczności trzeba zastąpić. Konsument nie chce jeść tektury. Dobrego, powszechnie dostępnego chleba bezglutenowego jeszcze nie znalazłam. To są chemiczne pieczywo-podobne wytwory. Owszem – ludzie zaczynają się lepiej odżywiać jak odstawią fastfoody oraz gdy sami pieką zdrowy chleb i nie kupują bezglutenowych śmieci.

Tymczasem…

Boli? Coś nie tak? Zrób badania. Idź do lekarza. Poobserwuj swój organizm – kiedy boli najbardziej? Kiedy wcale? To nie musi być gluten. Może nabiał? Owoce? Może to bóle na tle nerwowym? A może jakiś sygnał? Coś się dzieje i organizm daje znać:  czas rozpocząć diagnostykę Koleżanko! Kolego!

Są specyficzne objawy typowo 'brzuchowe’ ale niektóre osoby z celiakią nie mają żadnych – choroba przebiega po cichu, niszcząc błonę śluzową jelit. Celiakii poświęcę osobny wpis, to zbyt poważna sprawa by traktować ją po łebkach. Nie diagnozuje się jej 'bo mnie się tak wydaje’. Potrzebny jest pełen obraz: objawy kliniczne, wyniki badań serologicznych, histopatologicznych itd. Napiszę też o nieceliakalnej nadwrażliwości na gluten bo warto coś o tym wiedzieć.

Nie boli? Super. Lubisz mrożone pseudo-pieczywo z wysoką zawartością glutenu, żeby było bardziej puchate i rumiane? Jedz. Nie chcesz kupować byle czego ale nie czujesz potrzeby by rezygnować z glutenu? Czytaj skład, wybieraj różne zboża zamiast wyłącznie pszenicy. Ale zostaw ludzi rezygnujących lub ograniczających z jakiegoś powodu gluten w spokoju. Zamiast im współczuć sporych utrudnień związanych z dietą i zdrowiem, pieprzysz te swoje smutne bzdury o tym, że nie warto odstawiać.

Lepiej zatkaj sobie buzię pszenną bułą (ważącą tyle co pół tabliczki czekolady ale napompowanej do wielkości pomarańczy) i zamilcz, bo jak widać, u niektórych WARTO.

Kategorie: Moja opinia

Tawerna Orłowska

Tawerna Orłowska w Gdyni to miejsce gdzie zaglądam na kawkę. Było zatem tylko kwestią czasu, kiedy uśmiechnę się do obsługi o skład tego i owego.

Zaczęłam od słodyczy.

Wiadomo. Zamówiłam brownie.

image

Wiem, że wiele osób teraz mi współczuje, takie niezdrowe i kaloryczne – masakra. Dziękuję ale wiecie – musiałam się poświęcić.
Po konsumpcji zapytałam (grzecznie) kelnera o skład, nie znał – podeszłam zatem do baru.

Nieśmiertelne pytanie ’a po co to pani?’ zawsze przyprawia mnie w myślach o atak histerycznego śmiechu. Jasny gwint, czy to takie dziwne, że chcę wiedzieć co jem? Jak w karcie jest 'Przysmak Królowej’ to chyba do cholery jest istotne czy to sernik czy pasztet, prawda? A więc chcę wiedzieć czy to jest brownie-brownie czy brownie-czekoladopodobna, brązowa, nasączona tłuszczem palmowym gąbka.

O dziwo…

Pan Manager był miły mimo, iż miałam na sobie kalosze (dla niepoznaki, że niby taka turystka). Do tego jakaś gadka o straszliwych chorobach metabolicznych, a może po prostu pomogły sztuczne rzesy (jak nie to zawsze pozostaje styl słodka idiotka – koleżanka mówiła, że kolega jej mówił, że podobno niektórzy mężczyźni to lubią).

Summa summarum.

Dowiedziałam się, że ciasto ma ok. 6 łyżeczek cukru (ekhm) i 6 tłuszczu, poznałam także dokładny skład (miły pan wysłał wieczorem maila z info). Prosty przepis bez udziwnień. Pan Manager dość odkrywczo zauważył, że brownie 'nie jest ciastem dietetycznym’. Okazało się też, że potrafi (Pan Manager) używać kalkulatora albo przynajmniej nieźle symuluje, pozdrawiam tak przy okazji! (Naturalnie Pana Managera, a nie kalkulator.)

O, już słyszę te Wasze 'ojezusy’ i 'omajgady’.

Jak wiecie nie jestem fanem diety 'nie wolno’ jeśli nie ma uwarunkowań zdrowotnych – już kiedyś o tym pisałam, o tu.
Jak mam ochotę zjeść chamskie brownie to jem chamskie brownie: na kilogramie masła, tonach glutenu i 100 tabliczkach czekolady, a nie brownie light: na wypełniaczach, spulchniaczach, syropach, czekoladopodobnej palmowej brei i obowiązkowo barwniku + aromacie cobym to mogła sobie ewentualnie wyobrazić, że jem czekoladowe brownie. Jak chcę zjeść chamskie ciasto to nie przychodzę do cukierni i nie pytam które to ciastunio jest bez cukru, tłuszczu i sensu, a tak w ogóle to chciałam polizać przez szybkę.

Nie jem takich bomb codziennie.

Wiem też, że muszę wtedy zrobić wyrwę w całodziennym jadłospisie (ZERO innych słodyczy, cukru, tłuszczów nasyconych itd.) oraz musowo aktywność fizyczna (np. parkuję daleko samochód – wtedy nie mam wyjścia, hehe).

Zaraz, zaraz – to nie znaczy, że można mnie przekupić blachą bezglutenowego brownie z najlepszej czekolady gorzkiej z sosem z ekologicznych malin i kulką dobrej jakości lodów, które wygrały ranking (hmm w sumie teraz jak to napisałam to sama nie wiem… Ok, ŻARTUJĘ – nie można).

Następnym razem.

Przetestuję standardowe menu. Jakieś video z eventu? Obowiązkowo nagram dyskusję o składzie – sami zobaczycie co i jak. Jak byłam ostatnim razem – było średnio w tym temacie a szkoda bo knajpa ma klimat i ogromny potencjał – moim zdaniem nie wykorzystany.

Tak więc, Droga Tawerno Orłowska, za brownie macie u mnie plusa – jedzenie jeszcze raz obczaję bo nie podeszło mi kompletnie jak dotąd.

Zatem, do zobaczenia!

pieczywo

Czy pieczywo może być szkodliwe?

Czy pieczywo z osiedlowej piekarni jest zdrowsze niż to z supermarketu, z ciasta głęboko mrożonego? Jak się okazuje – bywa różnie.

Jak się chce coś osiągnąć, trzeba próbować.

Moja mała osiedlowa Piekarnia, a raczej sklep z pieczywem. Po kilku nieudanych próbach uzyskania informacji na temat składu sprzedawanego asortymentu wymyśliłam historyjkę + sposób na odwrócenie uwagi Sprzedawczyni (w celu wykonania kilku zdjęć) godne agenta 007. Udało się, ale jakość dowodów adekwatna do entuzjazmu Pani ze sklepu.

A teraz konkrety.

Rzuć okiem na te tabelki. To listy składników poszczególnych produktów. Być może przeczytasz kilka z nich dokładnie ale jeśli nie masz na to czasu – tylko ogarnij wizualnie wielkość poszczególnych rubryk. Zwróć uwagę: to są często proste rodzaje pieczywa – dlaczego mają tak długi i skomplikowany skład? Substancje poprawiające smak, zapach, konsystencję, wygląd,  itd. Polepszacze są praktycznie wszędzie. Znalazłam również KONSERWANTY.

Dlaczego pieczywo może zaszkodzić?

Istnieją normy, zawartość nie przekracza, badania wykazały, ale o co Ci chodzi, nie przesadzaj itp. itd.

Jesz pieczywo codziennie? Ile kromek? Ile kilogramów niepotrzebnego syfu rocznie musi przerobić Twój organizm? Ile osób może mieć alergię lub nietolerancję bo w środku są np. składniki pochodzenia mlecznego, wzmacniacze smaku, konserwanty, barwniki i inne bajery? Ale to jeszcze nic – najlepsze przed Tobą!

Rzuć okiem (np. ciasto drożdżowe):

 

doktorania.pldoktorania.pldoktorania.pldoktorania.pldoktorania.pldoktorania.pl

Droższy znaczy lepszy.

Nic bardziej mylnego. Wśród pospolitych wyrobów są też „batony” – chleb na wagę. Cena 15 pln/kg i wzwyż. Za kilka kromek zapłacisz 6-10 pln. Skład? Ciut lepszy ale POLEPSZACZE NADAL OBECNE.

Zastanawia mnie…

Zainteresował mnie Baton Diabetyka. Jak przeczytałam na stronie Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, „od 2011 roku w piekarniach na terenie całego kraju można nabyć Chleb dla Diabetyków rekomendowany i certyfikowany przez Polskie Stowarzyszenie Diabetyków”. Tej piekarni nie ma na liście (może funkcjonuje pod inną nazwą?) a chleb zawiera cukier. Ile? Nie wiadomo.

Do tego piekarnia ta na swojej stronie internetowej ma opis: ” (…) od X roku zajmuje się produkcją smacznych oraz różnorodnych wypieków według sprawdzonych i zdrowych receptur” – czy to żart?

Ale wiesz co jest najgorsze?

Okrągłe zdania o pieczywie z ciasta głęboko mrożonego znajdziesz tu. Martwi mnie, że małe osiedlowe piekarnie coraz częściej oferują pieczywo słabej jakości, nie wspominając o rozpylaniu spray’u o zapachu bagietki (bez problemu do kupienia przez internet).

Niestety jest całkiem spore prawdopodobieństwo, że to co widzisz na zdjęciach powyżej jest też w Twojej piekarni. Nie wierzysz?

To sprawdź.

Tani lunch (za 4 pln) w samochodzie.

Kolejna historia z cyklu 'Kupić i zjeść w 5 minut’. Wpadłam jak burza do galerii handlowej, miałam sprawę 'na wczoraj’. Po drodze był Rossmann – dwie minuty i mam co jeść.

Kanapki? Zupa? Niestety, dziś nie miałam szans, wypadło niespodziewane spotkanie i tyle w temacie. Wybrałam 'Pieczywo chrupkie na naturalnym zakwasie’ w postaci małych kawałków.

image

Dlaczego?
1. Zawiera całkiem SPORO ZIAREN, co widać przez folię.
2. Zawiera MAŁO CUKRU, 1.2 g na 100 g produktu. Zjadłam prawie pół paczki, co daje ok. 1/10 łyżeczki.
3. Zawiera sporo tłuszczu jak na taki produkt, aż 15.6 g na 100 g. Ale ten TŁUSZCZ nie jest zły (ziarna słonecznika i sezamu, oliwa z oliwek), źródło energii, której potrzebuję.
4. Zawiera węglowodany złożone (mąka pszenna, graham, żytnia, kukurydziana) – organizm zajmie się robotą (będzie sobie spokojnie trawił), ja będę dłużej najedzona i wszyscy są zadowoleni.
5. Łatwo jeść w samochodzie, nic się nie kruszy.

image

Wiadomo, że nie jest idealnie i nie jest to produkt, którym będę się obżerała codziennie: dosypali glutenu oraz główny składnik to zwykła mąka pszenna (wolałabym np. żytnią). Nie wspominając o tym, że nie ma warzyw ale to oczywiste. Trzeba też wziąć pod uwagę, że jest to pieczywo wysoko kaloryczne: 100 g to prawie 460 kcal. Pół paczki brzmi lepiej – 230 kcal, poza tym nasiona + pestki są zdrowe i potrzebne w codziennej diecie.

Jako alternatywa fastfoodów z bezwartościową bułą, słonymi frytami, tłuszczami utwardzonymi i/lub pseudomięsem ze zmielonej budy, po których boli mnie brzuch a za godzinę i tak jestem głodna – dla mnie ten produkt sporadycznie jest ok.

Najlepsza dieta na świecie.

Którą dietę wybrać? Całkiem spory wybór na rynku. Bez tego, bez tamtego, taka, siaka, owaka…

Ale jak to, nie wiesz jaka dieta jest najlepsza dla Ciebie? Twoja własna! Dobrze zbilansowana. Jedyna w swoim rodzaju!

Niestety nie mówię w tej chwili o tej dużej pizzy popitej litrową colą (a na deser kilogram żelków) ani o tabliczce czekolady i/lub lodach plus hektolitrach kawy (ups!).

Najlepszą dietą jest ta, składającą się z WARTOŚCIOWYCH produktów, w odpowiednich DLA CIEBIE ilościach, po których dobrze się czujesz.

Cały czas! Lekko, aktywnie, bez obsesyjnego myślenia o jedzeniu. Włosy nie lecą garściami, nie ma wysypki, suchej skóry itp. itd.

Nie ma moralniaka (jak po 6 hot-dogach z IKEI) typu 'nigdy więcej’ (ktoś o tym pamięta następnego dnia?), nie ma bólu brzucha, wzdęć, gazów, zgagi, odbijania, dobijania i innych ciekawych elementów dodatkowych- niepotrzebne skreślić.

Czujesz się dobrze po żelkach? A nie jesteś później trochę ospała/y? A po kawie? A po drugiej? Trzeciej…? Po obfitym śniadaniu zjedzonym 'na siłę’?

Wiele lat trwała kampania 'pij mleko, będziesz wielki’, same autorytety, eksperci. Tyle wartości odżywczych, same krowie skarby przemysłowe- idealne dla cieląt i ludzi a jak nie pijesz to osteoporoza czeka za rogiem. Od jutra praktycznie.
Źle się czujesz po mleku? Nie pij.

Pszenica też super- białko, witaminy, błonnik nawet czasem jak coś. Celiakia to moda, kolejna bzdura, kilka procent dosłownie. Żle się czujesz po glutenie? Odstaw na próbę.

Mięso to doskonałe źródło białka, żelaza, witaminy B12, zupa bez mięsa to jakaś bezwartościowa woda. Źle się czujesz po rosole wołowym? Nie jedz.

Zdrowe ryby są zdrowe, to fakt. Należy je jeść przynajmniej raz w tygodniu. Duszone, pieczone a jak nie to chociaż wędzone. Źle się czujesz po śledziach w occie? Nie jedz.

Strączkowe warzywa- rewelacja. Samo zdrowie i świetna alternatywa dla mięsa jeśli potrafisz wykorzystać ich potencjał. Źle się czujesz po strączkach? Nie jedz.

Kawa to podstawa. Przed wypiciem kawy bez kija nie podchodź. Czarna, wiadomo. Najlepiej na pusty żołądek. Albo latte z sieciówki lub ze stacji benzynowej na pełny. Źle się czujesz po kawie? Nie pij.

Skóry z owoców są ekstra. Bo najwięcej witamin jest pod skórką. Generalnie owoce to świetna sprawa i tylko przypadkowo wylądowały w nowej piramidzie trochę wyżej niż ostatnio. Źle się czujesz po owocach? Nie jedz.

Czosnek jest silnym wojownikiem o dobro organizmu i serio: z nim nie ma żartów. Boli Cię brzuch po zjedzeniu? Nie jedz.

A teraz miejsce na Twoją…nie, nie reklamę, tylko historię, śmiało. Pamiętasz coś?

Jeśli nie, zwróć na to uwagę, przyjrzyj się. Kiedy pojawia się dyskomfort lub objawy niepożądane?

I co teraz? Nic strasznego chyba. Może wystarczy jeść/pić to coś po/w trakcie posiłku zamiast na czczo? Zmienić sposób przygotowania? Może zmniejszyć ilość? Zmienić brand? Wyeliminować jeden ze składników potrawy/napoju? A może powoli wyeliminować całość zastępując czymś WARTOŚCIOWYM i sensownym?
Ja (ku wielkiemu zaskoczeniu) zdałam sobie dziś sprawę z tego, że boli mnie brzuch po wędzonej makreli. Jakieś substancje (pewnie wędzenie jest tu kluczowym elementem) podrażniają błonę śluzową i ani rusz.

Jakiś czas temu wyeliminowałam kawę kupowaną przy okazji tankowania paliwa na jednej ze stacji benzynowych i już nie boli mnie brzuch na trasie, a myślałam, że to nieodłączny element podróży.

Nie, nie musi boleć. To mit.

Czasem wystarczy mała zmiana (inna stacja benzynowa lub sieciówka) a czasem większa (nie będę jadła wędzonej makreli, zamiast tego kupię surową jak tylko dorwę albo czasem śledzia w zamian) i tyle.

Warto zastanowić się i być uczciwym wobec siebie bo to się po prostu opłaca. Własna dieta to podstawa. Każdy z nas jest inny: ma inne preferencje smakowe, robi coś innego więc ma inne potrzeby energetyczne itd., a także inne choroby współistniejące itp. itd.

To nie takie proste? Nie martw się, pójdziemy krok po kroku. Zacznij od eliminacji produktów po których źle się czujesz. Metoda prób i błędów brzmi nieźle.

Tyle różnych spraw po drodze w życiu to niech chociaż ta dieta daje radę zamiast ciała.

Popracujmy nad tym.