FAK of the year

FAK of The Year – półmetek.

FAK of The Year ! 

To nagroda przyznawana za wybitne osiągnięcia marketingowe  w sferze komponowania składu, dizajnu opakowań oraz prezentowanego w mediach przekazu dotyczącego często wręcz magicznych właściwości produktu. Prawda jednak jest taka, że wszystko to najczęściej ma się NIJAK do potencjalnego efektu zdrowotnego całości.

Styczeń – Mlekosmyki Nimm 2.

Nazwa związana z mlekiem, na obrazku 'witaminy dla rodziny’ – czyli prawie mleko z witaminami i to w postaci żelków.

Na odwrocie opakowania pieczątka i odręczny podpis licencjonowanego RZECZOZNAWCY ds. badań składu chemicznego – doktora nauk przyrodniczych. Jest pieczątka i podpis to przecież muszą być dobre!

W składzie głównie syrop glukozowy z cukrem.
Odtłuszczone mleko w proszku (uwaga, uwaga!) 5.5%.

Cukru ponad 50% czyli jakieś 9-10 łyżeczek w paczce. Bo to 90g, a nie 100 – ot taki drobny drobiazg.

Dalszy komentarz jest chyba zbędny – nominacja do FAK of The Year w pełni zasłużona.

FAK of The Year

Luty – Czekomety Mieszko.

W składzie chyba wszystkie popularne 'rodzaje’ dosładzaczy, częściowo utwardzony olej palmowy, aromat. Do tego sformułowania 'pożywny’ oraz 'junior’.

W rzeczywistości jest to spora dawka cukru, nawet jak na takie słodycze.

Wszystko jest dla ludzi, tak. Ale pisanie na produkcie z taką zawartością cukru, częściowo utwardzonym olejem palmowym i stosunkowo niewielką innych cennych składników, że jest 'pożywny’ i dodanie słowa 'junior’ może wprowadzać lekko w błąd niektórych Rodziców, nie wspominając już o Dziadkach, którzy zwykle z wielu względów nie czytają etykiet.

FAK of The Year

Marzec – Mini ptasie mleczko.

Opis na opakowaniu sugeruje lekko, że produkt jest fajnym źródłem wapnia (i mleka) dla dzieci (szkolnych).

W rzeczywistości jest to cukier (49%) w różnych postaciach z dodatkami oraz aromatem i konserwantem.

I o ile do składników jako takich nie będę się przyczepiała bo to jeszcze nie jest niskie dno, to do zawartości węgli już muszę.
Spożywając jedno opakowanko aplikujemy dziecku 5 łyżeczek cukru. Nie każde dziecko ma na co dzień tyle sportu aby to 'wybiegać’ (nie wspominając już o tym, że dziecko wcale nie musi spożywać cukrów prostych dodanych a jak już, to orientacyjnie nie więcej niż 3 łyżeczki dziennie).

Poza tym znam trochę lepsze źródła wapnia niż 5 łyżeczek cukrów prostych dodanych, serio.

FAK of The Year

Kwiecień – Kubuś Waterr Truskawkowy.

Firma nadal upiera się przy nazwie WATERRR, wprowadzającej niezbyt szczęśliwe skojarzenie ze słowem 'woda’ po angielsku (water).

Z pewnością niektórzy nie zdają sobie sprawy z tego, że ten Łoterrr to prawie 16 (SZESNAŚCIE) łyżeczek cukru (1.5L). Naprawdę. Silny zawodnik do wyścigu o FAK of The Year.

Prawdziwy water, drogi kubusiu, ma 0 (ZERO) cukru. Tak, gdybyś nie wiedział. 

2 lata temu opublikowałam List otwarty do Kubusia. Mieliśmy ostrą dyskusję z Producentem, niestety firma nie zgodziła się na publikację. List możecie przeczytać, nadal jest na blogu, o tu (kliknij).

Przez dwa lata Producent nadal leci z brandem, zamiast zostawić zwykłą wodę, którą też ma w ofercie, a przy napojach zmienić. Tak jak słusznie zrobili to inni. No BETON.

FAK of The Year 

Maj – Płatki Oats z żurawiną.

Być może jest to jakiś etap przejściowy między cheerios a owsianką, ale mimo to jak dla mnie przekaz jest niespójny.

Mamy bajeczkę o dobrym beta-glukanie czyli robi się całkiem fajnie i miło.

W składzie ziarna zbóż (68,3%) [płatki owsiane pełnoziarniste (57,9%), mąki pełnoziarniste [owsiana (3,8%), pszenna (3,8%), jęczmienna (2,2%), kukurydziana (0,3%), ryżowa (0,3%)]] i w tym momencie przestaje już być miło.

Dalej mamy litanię (przypominam, że produkt proponowany jest w walce z cholesterolem):
– cukier,
– żurawiny suszone słodzone (całe 6%) [żurawiny, cukier, substancja utrzymująca wilgoć (glicerol), regulator kwasowości (kwas cytrynowy)],
– jest też (a jakże!) syrop glukozowy,
– ekstrakt słodowy jęczmienny oraz
– syrop cukru inwertowanego.

Za mało Ci słodko biedny Człowieku z Wysokim Cholesterolem?

Nie martw się! Jest też

– miód i
– melasa cukru trzcinowego.

Reszty nie chce mi się czytać. Szkoda? Nie sądzę.

A teraz fakty.

Porównajmy zawartość cukrów prostych w Oats ze zwykłymi płatkami za 1.6 pln.

Płatki zawierają ok 1.8g / 100g.
Oats 25.5g na 100g produktu czyli JEDNA CZWARTA tego co sypiesz do miseczki to CUKIER.

Masz wysoki cholesterol? Chcesz beta glukan? Słusznie.
Zatem sypnij kilka łyżek ZWYKŁYCH płatków owsianych (można ugotować na wodzie nawet poprzedniego dnia).
Za mało słodko? Dodaj łyżeczkę miodu (ponad 70% skladu to cukier). A nawet dwie – nie przebijesz oats zawartością cukru w porcji a będzie słodko, gwarantuję. Do tego cenne wartości miodu w gratisie.

Kupujesz oats?
Zastanów się za co płacisz – prawie 60% składu to płatki owsiane, które są całkiem spoko i nie trzeba ich podrasowywać 6 słodzidłami. ZWŁASZCZA jak walczysz z cholesterolem.

FAK of The Year

Czerwiec – Żelki (i gumy) dla dzieci i dorosłych.

Nie ukrywam, że są to moi faworyci do statuetki FAK of The Year. Istna plaga na rynku – magnez, witaminy, bakterie kwasu mlekowego, kwasy omega. Teraz jest moda na 2 w1 czyli kochamy żelki + potrzebujemy witamin. Problem w tym, że osoba dorosła nie ma raczej problemów z odcieniami szarości i zdaje sobie sprawę, że żelki są trochę jak cukierki. A cukierki to CUKIER. I oczywiście możemy oszukiwać samych siebie, że robimy sobie dobrze ale nadal wiemy, że to troszkę jak strzał w kolano. Dzieci (małe zwłaszcza) często postrzegają świat zero-jedynkowo, dlatego tu sytuacja wygląda fatalnie, o czym pisałam wielokrotnie, np. tu (kliknij).

Budowanie u dziecka przeświadczenia, że wysokoprzetworzony produkt wysokocukrowy może w jakimkolwiek stopniu być 'zdrowy’ może mieć bardzo poważne konsekwencje zdrowotne, zwłaszcza, że niektóre żelki czy gumy (apteczne!) mają wręcz TRAGICZNY skład. 

FAK of The Year

Przkładowo Gumy Zizz (Plusssz) to głównie syrop glukozowy z cukrem i częściowo utwardzonymi tłuszczami roślinnymi – bardzo słabo. Producent pisze coś o układzie odpornościowym i za chwilę zaleca do 6 (SZEŚCIU) GUM DZIENNIE! 

 

fak of the year

fak of the year

 

Dla mnie to jest niepojęte, jak można zalecać komukolwiek (a zwłaszcza dziecku) takie dawki cukru tłumacząc, że na coś tam pomogą.

Jak żyć?

Zatrzymajmy ten niebezpieczny ciąg wydarzeń. Nie kupujmy sobie, a już na bank nie kupujmy dzieciom tych ton cukru pod płaszczykiem wartościowych składników. Witaminy, składniki mineralne i inne wartościowe substancje znajdziemy w produktach naturalnego pochodzenia – nie dość, że w tańszej, to jeszcze naturalnej konfiguracji ułatwiającej czasami wchłanianie oraz bez dodatku kosmicznych ilości cukru, syropu (oraz tłuszczów utwardzonych), których permanentny nadmiar w naszej diecie kończy się zazwyczaj w gabinecie lekarskim i/lub u psychologa.

Półmetek.

Co dalej? Ciąg dalszy FAK of The Year – jak zwykle nominacja raz w miesiącu. Pytanie do producentów czy zrobią cokolwiek w temacie? Kubuś wprowadził nowe opakowania zwykłej wody – butelki dla młodszych i starszych dzieci. A reszta? Przekonamy się za kilka miesięcy.

kisiel

Uwaga na witaminy!

Jeśli myślisz, że przy przeciętnej diecie ubogiej w warzywa i owoce wystarczy spożywać pewne produkty z napisem 'Witaminy’ – bardzo grubo się mylisz i zaraz Ci to udowodnię.

Kisielek.

Do wpisu na ten temat zainspirował mnie niewinnie wyglądający kisiel z ogromnym napisem 'Kubek witamin’ oraz stosownymi grafikami. Bardzo nie lubię, gdy ktoś stosuje takie chwyty marketingowe. Moim zdaniem jest to po prostu nieuczciwe. Nie każdy ma czas i możliwość rozszyfrowania małych literek na opakowaniu, nie wspominając o weryfikacji prawdziwości przekazu. Ale do rzeczy, oto kisielek:

witaminykisiel

Kubek witamin.

To świeże warzywa, owoce i ich proste przetwory. Domowe zupy, sklepowe czy domowe mrożonki, domowe dżemy, kisiel – jak najbardziej. Owszem, część witamin rozpada się pod wpływem gotowania czy przechowywania, ale po pierwsze: nie wszystkie, po drugie: warzywa i owoce to również błonnik i składniki mineralne.

Kubek witamin TO NIE CUKIER z dodatkami w śladowych ilościach.

W tym produkcie prócz cukru (główny składnik) i skrobi mamy owoce: maliny 1.3%, jeżyny 0.6%, jagody 0.5%. Serio. Do tego regulator kwasowości, aromaty, barwnik – niby nic ale dla niektórych już za dużo.

Dlaczego to nie działa.

Jest kilka przyczyn. Przeważnie witaminy z wielu względów lepiej wchłaniają się ze źródeł naturalnych, z niektórych (nie wszystkich) suplementów i innych atrakcji typu tabletki musujące dostajecie przykładowo zaledwie kilka procent podanej dawki. Do tego witaminy A, D, E, K lubią tłuszcz. Nie cukier, tłuszcz. A na deser najważniejsze info: witamina C (i kilka innych witamin też, ale w produktach najczęściej dodają C) jest średnio stabilna, co oznacza, że łatwo się rozpada, niszczy w drastycznych warunkach typu gotowanie itp. Tak więc to, że producent doda 100 mg witaminy C, zdecydowanie nie oznacza, że tyle się wchłonie.

Oddzielnym tematem jest sposób podania tych witamin. Bardzo często nośnikiem (czyli głównym składnikiem produktu, suplementu) jest cukier, syrop glukozowo-fruktozowy itp. Więc chcesz 100 mg witaminy C ale w pakiecie dostajesz 1-5 łyżeczki cukru gratis. Jak podaje producent, w porcji tego kisielku jest 3.5 łyżeczki cukru. Czy to ma sens? NIE!

Kisiel (i inne witaminy z cukrem) na diecie.

Jesteś na diecie, więc kisielek taki malutki, słodziutki, pełen witamin…? No nie bardzo.

Domowy kisiel bez cukru: tak, jak najbardziej! Kupowany (czyli głównie cukier): nie! Jak wspominałam, w porcji tego kisielku jest 3.5 łyżeczki cukru. Trochę sporo. Cukier napędza apetyt.

Co robić?

Kolejny raz podkreślam: nie szukaj witamin w sztucznych produktach z cukrem, kisielkach instant, tableteczkach musujących i innych dziwolągach. Witaminy są w warzywach i owocach. Durna natka pietruszki do zupy zamiast tabletki czy kisielku składających się głównie z cukru. Można? Można.

Przy niedoborach: badania krwi i/lub wizyta u lekarza lub dietetyka + być może suplementacja (z głową!) preparatami wysokiej jakości.

Nie dajcie się nabijać w butelkę. Szkoda zdrowia.

Kategorie: Moja opinia

Pieczywo mrożone, komentarz Tomasza Oskroby.

Jakiś czas temu napisał do mnie pan Tomasz Oskroba, pozwolił opublikować swoją wiadomość tak więc zapraszam do czytania!

(Odpowiedzi na pytania dotyczące pieczywa z ciasta mrożonego znajdziecie tu.)

„Dzień dobry,

tytułem uzupełnienia do http://doktorania.pl/czym-rozni-sie-pieczywo-z-ciasta-gleboko-mrozonego-od-tradycyjnego/

przesyłam informację o przepisach związanych z mrożeniem.

Ważna wydaja się zwłaszcza klasyfikacja rodzaju mrożenia w odniesieniu do temperatur zamrożonego produktu.

Wychodzi na to, że nie wszystko co mrożone jest głeboko mrożone. Termin „głębokie mrożenie” został ostatnio zdemonizowany:

W sprawie środków spożywczych, do których zastosowano technologie mrożenia w przepisach prawa są następujące przepisy:

  • „W oznakowaniu opakowanych środków spożywczych głęboko mrożonych przeznaczonych bezpośrednio dla konsumenta podaje się dodatkowo informacje:
  1. „produkt głęboko mrożony”
  2. określające okres przechowywania przez konsumenta wraz z temperaturą przechowywania lub wymaganym rodzajem wyposażenia do przechowywania
  3. „nie zamrażać powtórnie” albo podobne określenie (obwieszczenie MRiRW § 26.1)

„W przypadku pieczywa – dodatkowo:

  • informację „pieczywo produkowane z ciasta mrożonego” albo „pieczywo produkowane z ciasta głęboko-mrożonego” w przypadku zastosowania takich procesów technologicznych (obwieszczenie MRiRW § 17.1, pkt 5b).

W rozporządzeniu 1169/2011 jest również następujący zapis uzasadniający konieczność odpowiedniego znakowania takich produktów. „W ostatnich  dziesięcioleciach technologie zamrażania środków spożywczych znacznie się rozwinęły i są obecnie powszechnie stosowane w celu poprawy obiegu towarów na rynku wewnętrznym Unii oraz ograniczenia zagrożeń dotyczących bezpieczeństwa żywności. Jednak zamrażanie, a następnie rozmrażanie niektórych środków spożywczych (zwłaszcza produktów mięsnych i produktów rybołówstwa, ogranicza możliwości dalszego użycia tych środków spożywczych, a ponadto może wpływać na bezpieczeństwo, smak , a także właściwości fizyczne tych środków spożywczych. Z kolei w przypadku innych produktów, zwłaszcza masła, zamrażanie nie powoduje takich skutków. Dlatego też, jeżeli dany produkt został rozmrożony, należy o tym odpowiednio poinformować konsumenta finalnego”.

Uwagi dotyczące zamrażania środków spożywczych

  • Zamrażanie żywności jest metodą jej utrwalania,

– wstrzymuje działanie drobnoustrojów powodujących psucie się żywności,

– zwalnia przebieg reakcji chemicznych oraz procesów enzymatycznych i biochemicznych, jakie zachodzą w żywności niezamrożonej.

  • Produkt głęboko mrożony to produkt, który zamraża się w temperaturze do -35odo uzyskania wewnątrz produktu temperatury -18oC.
  • Produkt mrożony – produkt, który wewnątrz ma temperaturę co najmniej -12oC.

Pozdrawiam,

Tomasz Oskroba

Technolog”

Tyle w temacie.

podsumowanie

Podsumowanie 2016.

Ponad 900 zdjęć produktów na Instagramie, ponad 200 maili do firm, kilka przepychanek w sklepach plus kilka tajniackich śledztw w knajpach, w ramach projektu Doktor Ania w Obliczu Wyzwania – tak w skrócie przedstawia się rok 2016, sami zobaczcie.

Produkty lepsze.

Tu nie ma top 20 czy top 10 bo cięzko porównywać jogurt z warzywami. Są to zatem produkty o ciekawym, prostym składzie, które wyróżniają się na tle innych i po które warto sięgać częściej.

podsumowanie 2016

Zero zaskoczenia – kasze, warzywa, świeże soki zamiast soko-podobnych płynów, proste przyprawy zamiast dziwnych miksów, dobra czekolada, proste masło orzechowe, jeśli ktoś lubi nabiał do picia to mleko nisko pasteryzowane i kefir. Do tego ciekawe pasty do pieczywa i mrożonki, które zwykle są o wiele cenniejsze niż całorocznie dostępne gnioty rosnące 'na betonie’. Dlaczego? Ponieważ zbierane są sezonowo, a prawidłowo przeprowadzone mrożenie pozwala zachować sporo wartości odżywczych. Tak więc nie mówcie mi więcej, że zdrowe odżywianie jest trudne, drogie i czasochłonne.

Dla dzieci.

podsumowanie 2016

Ciężki temat. Tak źle i tak nie dobrze. Szukajmy zatem lepszych alternatyw. Jak ciastka to z lepszym składem. Jak picie poza domem to woda (!), jak węglowodany to kasza jaglana (hipp dla młodszych a zwykła dla starszych). Nie lubią? To zmieszaj z makaronem, stopniowo zwiększaj proporcje, daj dziecku czas na poznanie nowego smaku. Pamiętaj to TY decydujesz CO, a dziecko ILE. Nic na siłę. Jak jogurt – to naturalny, a jak musi być słodko to z miodem lub rozcieńczaj owocowy. Dzieci potrzebują cukru, zwłaszcza te biegające ale z pewnością nie potrzebują go AŻ TYLE ile proponują producenci kolorowych gówien w ładnym opakowaniu z ulubionym bohaterem. Dlatego gównom dla dzieci mówimy stanowcze NIE.

Produkty słabsze.

Z wielu przyczyn sięgam po nie rzadko lub wcale. Skład zbyt skomplikowany, niepotrzebne dodatki lub produkt kompletnie pozbawiony sensu. Jednym słowem, warto wybrać coś innego.

podsumowanie 2016

Taaa… Cóż mogę rzec, jest tego trochę. Desery udające jogurty, czekolado-podobne dziwolągi udające czekoladę, woda z syropem z dodatkiem piwa, cukier z czymś tam z dodatkiem kawy, sztuczny miód (serio), pies mielony z budą, batony pseudo-fit udające zdrowe, produkty z dziwnymi składnikami oraz nieśmiertelne żelki, które opanowały sklepy i apteki, z którymi walczę (np. o tu) i nie odpuszczę.

Dla dzieci.

podsumowanie 2016

Dużo złego na rynku, niestety. Unikamy : cukier, utwardzone tłuszcze, sztuczne barwniki, aromaty, dodatki. Dziecięce organizmy nie potrzebują dodatkowych obciążeń. Smog naprawdę wystarczy…

Dyskusje o produktach.

Najgłośniejsza z nich i wzbudzająca najwięcej emocji to ta o produktach marki Kubuś (przeczytacie tu). Niestety firma nie zgodziła się na publikację naszej rozmowy, a szkoda. Reszta na blogu, linkuję te ciekawsze, inne z pewnością znajdziecie sami.

Maluta – bardzo rzetelna pomoc speców z Maluty przy moim artykule o jogurtach (o tym, dlaczego zawierają mleko w proszku).

Konspol – rzetelna pomoc w wyjaśnieniu zagadki 'brak konserwantów’, jest ok.

Lidl – zawsze cierpliwie odpowiadają na moje pytania prócz jednego…o PIRATKI. Tu cicho sza, dlatego przestałam je polecać.

Leibnitz – wystosowano oficjalne oświadczenie.

Bobovita – prosta odpowiedź.

Hipp – wyczerpująca odpowiedź ale przyznaję, że naciskałam.

Develey – prosta odpowiedź ale słaby miód.

Omegamed odporność – prosta odpowiedź, nie wiem czy mogę publikować bo nie odpisali, jest średnio w każdym razie.

Oskroba – wyczerpujące odpowiedzi na wiele moich pytań co nie zmienia faktu, że ze składami różnie.

Dominik – prosta odpowiedź, jest ok.

McDonalds – O M G. Ile ja tam razy dzwoniłam, pisałam maili, przypomnień itp. W końcu mam odpowiedzi ale nadal nie wiem czy mogę opublikować. Powiem tylko, że zero zaskoczenia.

PanPomidor – prosta odpowiedź, jest ok.

Kubuś – długa, ciekawa dyskusja z początkowym atakiem ale później merytorycznie. Myślę, że coś to dało bo obiecali, że popracują nad portfolio. Na pewno nie pojawią się nagle same zdrowe rzeczy ale może kiedyś wejdzie coś fajnego do sklepów. Czekam Kubusiu.

Pan Ślimak – prosta odpowiedź, jest NIE ok.

Balcerzak – brak odpowiedzi.

Bakoma – brak odpowiedzi ale za mało pocisnęłam temat jeszcze.

Warka – prosta odpowiedź, dużo cukru.

Polmlek – prosta odpowiedź.

Lech – prosta odpowiedź, dużo cukru.

Gdańskie Młyny – prosta odpowiedź, jest ok.

Activia – prosta odpowiedź, trochę w stylu 'umywamy ręce’, zwłaszcza te smakowe – jestem na NIE.

Fit Kalorie (catering)– prosta odpowiedź + brak odpowiedzi na pytanie o konkrety.

Piekarnia SPC – odpowiedzi w stylu czeskiego filmu ale może za słabo pocisnęłam temat bo tylko 3 maile.

Lubaszka – dość dokładna odpowiedź ale jak zapytałam czy mogę opublikować to pani się zdenerwowała i obraziła heh, obiektywnie oceniając – można coś wybrać.

Putka – obczajałam składy i coś tam się spokojnie nada ale nie wszystko.

Pan Piekarz – przejrzałam ich składy pieczywa. No i wiecie… (długa, wymowna chwila ciszy…). Podobno nie kopie się leżącego.

Tajniackie naloty na knajpy i sklepy.

Tawerna Orłowska Gdynia (tylko brownie) – wyczerpująca odpowiedź, jest ok ale zaznaczam, że tylko brownie sprawdzałam.

Kawiarnia LAS Sopot – mega wyczerpujące odpowiedzi na wszystkie moje pytania, polecam!

Umei Lublin – mega wyczerpujące odpowiedzi na wszystkie moje pytania, polecam!

Zatoka Sztuki Sopot – wymijające odpowiedzi typu 'szef kuchni nie chce zdradzić’. Ta jasne.

Roszczyk – na początku szarpanina w piekarni a później wszystkie informacje dostałam grzecznie na maila, łącznie z tajemnicą państwową. Pytajcie o skład bo tam można spokojnie kupić dobry chleb.

Costa – telenowela brazylijska, musicie przeczytać sami o tu. 

F.Minga Gdynia– wyczerpujące odpowiedzi na wszystkie moje pytania, jest ok!

Biedronka – zostałam 'wyproszona’ za robienie zdjęć z jednego ze sklepów, może ktoś miał zły dzień ale w biedronkach zwykle krzywo na mnie patrzą, co o dziwo nigdy nie zdarza mi się w lidlu i innych większych sklepach.

Flame Warszawa – tak się skupiłam na soku (przeczytacie o tym tu), że nie zdąrzyłam zapytać o jedzenie bo miałam już samolot ale co się odwlecze…

Co dalej?

Rok 2017 zapowiada się jeszcze bardziej pracowicie: w dniach 8-9.04 organizuję Konferencję zdrowotno-żywieniową w Gdyni (na którą już teraz Was serdecznie zapraszam, zajrzyjcie i zapiszcie się tua lada dzień odpalam oficjalną rejestrację), gdzie wspólnie z zajebistymi ludźmi obalimy parę mitów oraz nauczymy się prostych, przydatnych sztuczek, by żyło się lepiej. Wpadajcie odpocząć, oderwać się od codzienności, zadbać o siebie i spotkać z mega inspirującymi ludźmi.

Dodatkowo zrobimy mega akcję 8.04 i spróbujemy zaktywizować osoby z niepełnosprawnościami, by pokazać im, że WSZYSTKO JEST MOŻLIWE i każdy z nas MA WYBÓR! Wiem z doświadczenia jak trudna jest codzienność osoby jeżdżącej na wózku, spędziłam unieruchomiona dużo mniej czasu niż całe życie ale do dziś pamiętam uczucie bezradności i bezsilności. W kwietniu pokażemy Wam, że tak nie musi być i trzeba działać. Nie traćcie czasu, macie go mniej, niż Wam się wydaje!

Podsumowując: to był dobry rok ale 2017 będzie lepszy. Dziękuję za Wasze komentarze, serduszka i łapki w górę – dodają energii, kopa do działania, zwłaszcza w te słabsze dni, które miewamy przecież wszyscy. Wspólnie pomagamy sobie (ja też uczę się od Was!) i troszczymy się o lepsze samopoczucie, lepsze zdrowie, lepszą sylwetkę, lepsze jutro – wychodzi to raz lepiej, raz gorzej ale mamy wolę walki dlatego prędzej czy później zrealizujemy każdy cel. Lepsze jutro zaczyna się dziś, TERAZ!

Postanowienia Noworoczne, Nowy Rok, nowa ja itp. LOL

W obliczu wszechobecnych list 'Postanowienia Noworoczne’, chciałabym oficjalnie oświadczyć, że takowych nie robiłam i nie robię. Koniec komunikatu.

Słowo wyjaśnienia.

Ustalam sobie cele na bieżąco. Staram się aby były realne (nie zakładam na ten przykład 'never ever brownie’), mierzalne (wiem ile zjem brownie w miesiącu, PRAWDA?) oraz osiągalne (nie będę zakładała bez sensu 'nigdy więcej brownie’ bo wiem, że to nieosiągalne. Po co mi frustracja? A nie lepiej zacząć od 'ok, jedno brownie w miesiącu’ albo '2 x 1/2 brownie w miesiącu’…?). Tak, prawie jak S.M.A.R.T.

Nie tworzę idiotycznych list noworocznych.

W których wiadomo, że połowa zadań jest totalnie z dupy. Ale staram się określać zadania, postanowienia na dany dzień, tydzień. Czasem zapisuję sobie w kalendarzu, telefonie. Pamiętając, żeby były to REALNE cele.

Schudnę 5kg. Tony warzyw dziennie. Ta, jasne. Oczywiście chciałabym jeść 5 dużych porcji warzyw dziennie i totalnie ograniczyć słodycze aaale realnie rzecz ujmując postaram się do każdego posiłku zjeść COKOLWIEK warzywnego, jeden posiłek totalnie warzywny, a słodycze raczej w wersji 'zdrowszej’ (owoce, gorzka czekolada, orzechy) i w pierwszej połowie dnia.

Tworzę realne postanowienia.

Schudnę 1kg. Jak się uda – fajnie. Zobaczymy, czy jeszcze 1 dam radę. Natka, pomidor, liść sałaty, czosnek, kapusta kiszona, ogórek kiszony – można banalnie, tanio, szybko i zdrowo dołożyć do kanapki rano lub schrupać na wczesną kolację. Realne postanowienia, założenia (w dowolnym momencie roku, a najlepiej jak najszybciej) to 'zjem o jeden gówniany produkt mniej w tygodniu’, 'wypalę jednego papierosa mniej’ itd. Jestem zwolennikiem metody małych kroczków ale jeśli na Was lepiej działa radykalna zmiana – śmiało. Dobrze jest gdzieś to zapisać, a później jak się nam udaje – wymazywać, wykreślać, odznaczać, oznaczać. To dobrze robi na głowę, mózg lubi małe sukcesiki, zróbmy więc mu taką przyjemność, a co – niech chłopak ma coś od życia! Patrzcie, jakie to fajne: sami kreujemy temat, działamy we własnym tempie i obserwujemy mierzalne rezultaty!

Trzy proste uwagi.

(Chociaż nie dla każdego takie oczywiste):

1. Zmiany są dobre.

2. Nawet największe sprawy, postanowienia i działania zaczynają się od jednego małego kroczku. To może być ten jeden papieros, mały kawałek czekolady, rogalik, jedno ciastko czy jedna pralinka mniej. Pomidor do śniadania czy czosnek z natką do kolacji.

3. Nie trzeba się zniechęcać + zawsze warto próbować. Tyle razy próbowałaś/łeś i nic? NO I CO Z TEGO? To spróbuj jeszcze raz! Nie trać czasu na zniechęcanie się i durne założenia: nie udało się za 100 razem? SO WHAT? Pewnie uda się za 101!

Do boju Drodzy, ja wiem, że (nawet jeśli po malutku, to i tak na spokojnie) dacie radę. Kto jak nie WY?!

Poza tym: 2017 jest Wasz, SERIO!

Kategorie: Moja opinia
zakupy

Zakupy – bądź ninja w spożywczym.

Zakupy – jedni kochają leniwie przesuwać się między alejkami, niespiesznie oglądać nowości, wkładać do koszyka starannie wybrane rarytasy, dla innych jest to przykra konieczność. Czy da się zrobić zakupy w 15 minut? Da, jeśli dobrze się do tego przygotujesz.

Zasada nr 1.

NIGDY nie chodź na zakupy na głodzie. NIGDY. Jak Mózg idzie głodny do sklepu, będzie szukał torpedy żeby tylko przeżyć bo przecież zaraz może być koniec świata i on na wszelki wypadek właśnie teraz musi nażreć się byle czego. W skrócie – sięgniesz nie po to co trzeba.

Zasada nr 2.

Warto mieć listę. Przejrzyjmy w skrócie podstawowe grupy produktów czyli co warto włożyć do koszyka.

Warzywa.

Lubisz? Bierz wszystko, jak leci – co Ci wpadnie w ręce. Im więcej tym lepiej. Nie lubisz? Bierz cokolwiek. Najlepiej zielone. Wszystkie warzywa zawierają mnóstwo cennych substancji ale zielone mają najfajniejsze. Nie cierpisz warzyw? Przemycaj ile się da i gdzie się da. Np. natkę pietruszki (jako dodatek) – mega fajna sprawa do wielu posiłków (np. kanapek, zupy itd.). Pomidory (np. do kanapki), marchewka (np. surówka, sok), burak (np. sok, do sera), szpinak (np. do kanapki, do makaronu), cebula, czosnek, szczypiorek (np. kanapki), słowem – cokolwiek byle jak najwięcej. Nie masz czasu? Kup mrożone – doskonały wybór.

Kapusta kiszona, czosnek / cebula / por !!! (Pełna lista top 10 antyrakowa tu.)

Warzywa mają wypełniać najwięcej miejsca w koszyku!

Będąc przy dziale warzywnym lub na przyprawach, poszukaj od razu kurkumy (np. obiad) i imbiru (np. do herbaty) – warto mieć w domu i używać.

Owoce.

Bez szaleństw i nie na noc ale warto kupić, zwłaszcza sezonowe, krajowe są super.

Mięso.

Jak kto lubi. Wychodzę z założenia, że jednak jak najmniej. Częściej indyk niż kurczak, czasem wołowina. Zero gotowców, zwłaszcza mielonych. Ryby – koniecznie! 1-2 x w tygodniu, jakie? Mała podpowiedź była tu.
Szynka – ja nie kupuję, a jeśli juz to 97% mięsa i najlepiej bez azotanów. Oczywiście, że kiedyś jadłam wędliny na tony, parówki też (do momentu gdy obejrzałam film o ich wytwarzaniu – prawie zwymiotowałam), nadal uwielbiam chudą suchą krakowską ale jem sporadycznie, ze 2-3 razy w roku.

Nabiał.

Jak kto lubi, jak kto uważa. Mleko chude (poniżej 2%) trochę nie ma sensu. Lepiej mniej, a 3.2% i raczej mikrofiltrowane nisko pasteryzowane niż UHT. Ja nie kupuję mleka krowiego, jak już – używam roślinne. Jogurt – najlepiej naturalny. Owocowy to trochę słaby pomysł – to zwykle naturalny z 3-4 łyżeczkami cukru. Sery żółte – warto ale z umiarem. Pleśniowe sporadycznie.

Jajka.

Warto ale najlepiej '1′ lub '0′. Nie bać się cholesterolu – jajka mają więcej zalet niż wad.

Makarony itp.

Teoretycznie pszenica durum jest lepsza niż zwykła ale z drugiej strony durum ma więcej glutenu więc samodzielnie zdecyduj co wolisz. Fajne są makarony z mąki gryczanej itp. Spróbuj też częściej kupować kasze zamiast makaronów. Zobacz którą najbardziej lubisz. Polecam jaglaną – jest bardzo wartościowa, jęczmienną np. pęczak itd.

Warzywa strączkowe.

Fasole, soczewice – różne kolory. Warto! Banalne w przygotowaniu, zdrowe, sycące, niskokaloryczne. Zupa, drugie (do kaszy), lunch (do sałatki), słodycze (serio!) – poszukajcie ulubionych przepisów. Fajna, tania, powszechnie dostępna baza dla wielu potraw.

Chleb.

Ciężko znaleźć dobry, piekarnie zwykle mają 1 – 2 dobre a resztę 'ze wspomaganiem’. Zdecydowanie na zakwasie, raczej żytni a jeśli kochasz pszenny – spróbuj orkiszowego.

Płatki.

Owsiane górskie! Bogate w cenne wartości, chociaż te błyskawiczne też mają swoje zalety (czas przygotowania). Musli – bywa różnie, pisałam o tym tu. Crunchy, platko-chrupki i inne dziwne gotowe cuda – raczej dno i tona cukru.

Tłuszcze.

Olej lniany lub coś w ten deseń – wyłącznie na zimno! Warto trzymać w lodówce, cenne substancje są wrażliwe na światło i ciepło. Do smazenia co tam lubicie: rzepak, kokos nierafinowany, masło klarowane – byle nie oleje do stosowania na zimno (oliwa do krótkiego obsmażania). Masło – zwykłe, dobre, polskie, 82% tłuszczu i koniec kropka – daj spokój z tym cholesterolem. Gówien z utwardzonym nie jedz, a nie przejmujesz się kromką z masłem.

Przypominam o bardzo fajnych źródłach tłuszczu: orzechy i pestki, awokado (do jedzenia lub smarowania chleba), oliwki.

Orzechy, migdały, pestki.

Tak, tak, tak! Bezwzględnie obecne na liście. Uratują Cię przed spadkiem formy, nastroju, wilczym apetytem (+ moralniakiem po maku) i…’ciastkami konferencyjnymi’!

Słodycze.

Czekolada gorzka 70% i wzwyż, suszone morele i inne (ale NIE kandyzowane, dosłodzone itp.) owoce, najlepiej bez siarki. Raczej nie na noc. Niestety zdrowsze słodycze to te samodzielnie zrobione (np. banalne i szybkie ciastka: płatki owsiane + bakalie + jajka + kakao) niż kupowane. Kakao (zwykłe – gorzkie) warto mieć i stosować (byle z umiarem).

Dosładzacz – naturalny miód z POLSKI. Nie z Chin, nie mieszanka z UE i spoza UE itd. (dlaczego? Zajrzyj tu). Jak ktoś kocha białe kryształki i musza być białe kryształki, może być np. ksylitol ale uwaga z tymi zamiennikami (przeczytajcie to).

Mąka do naleśników.

Wiadomo, że bezglutenowo jest trudniej więc jak już – warto raczej orkiszową (odmiana pszennej) niż pszenną, warto mieszać kilka różnych – próbuj, eksperymentuj, dodawaj pełnoziarniste. Na blogach kulinarnych jest mnóstwo sprawdzonych przepisów, ja nie jestem specem od gotowania więc nie będę ściemniała, że się na tym jakoś mega znam.

Poprawiacze mdłych dań.

Dopiero zaczynasz przygodę z lepszym stylem odżywiania? Coś tam niby gotujesz ale nie jesteś wirtuozem (witaj w klubie)? Nie martw się, jest na to rada! Warto mieć w domu sól, ajwar, zioła (byle nie dziwne miksy), sos sojowy i ketchup (ale dobrej jakości!). Już niewielkie ilości jednego z poprawiaczy podkręcą smak, zwłaszcza warzyw – w końcu ma być nie tylko zdrowo ale też smacznie prawda?

Woda.

Tak, zwykła woda niegazowana. Zero idiotycznych napojów (przeczytaj tu), soków z koncentratu etc. Jak chcesz wypić soczek to raczej wybrałabym ten jednodniowy. Najlepiej warzywny lub chociaż z dodatkiem warzyw – teraz można je kupić już wszędzie. Kochasz gazowane, a nie chce Ci się robić samodzielnie? Rzuć okiem na ten ranking napojów, może coś pomoże.

Uwagi końcowe.

1. Nie bój się tłuszczu. To przez cukier i brak ruchu odkłada się tkanka tłuszczowa. Niebawem wytlumaczę Ci (w prosty sposób) dlaczego.

2. Generalnie organizm raczej nie lubi odżywiania monotonnego, diety kapuścianej, ananasowej i innych typu 'od dziś jem tylko…’ UROZMAICENIE powinno być kluczem jakim kierujesz się podczas zakupów.

3. Nie ma produktów wyłącznie zdrowych. Wszystko ma swoje wady i zalety, nawet superfoods. Mało tego! Coś, co dla jednej osoby jest super zdrowe i potrzebne dla kogoś innego może być wręcz szkodliwe. Uwierz mi, o każdym produkcie spożywczym mogę powiedzieć sporo dobrego i często tyle samo złego – sorry, taki mamy klimat!

Zatem wszystkiego po trochu, z przewagą dobrej jakości (!) prostych produktów. Wiem, że uda Ci się, początki są trudne i czasochłonne ale zobaczysz – wyrobisz w sobie nawyk i wkrótce staniesz się ninja zakupów spożywki! Do dzieła!

Zakupy

urodziny

Jak zrobić urodziny dla dziecka?

Organizacyjnie urodziny to ciężki temat, bo człowiek chciałby jak najlepiej ale nie do końca wiadomo CO jest najlepsze.
Dasz dziecku gówniane rzeczy – ŹLE, bo budujesz fatalny w skutkach nawyk.
Dasz 'tylko raz, wyjątkowo, bo na urodziny itp.’ – też ŹLE bo uczysz idiotycznej zasady, że gówno je się z okazji święta.
Nie dasz – też ŹLE bo przecież inni jedzą i jest super!

A może ugryźć te urodziny inaczej?

Zastanówmy się, co jest takiego fajnego w jedzeniu na urodzinach? TONY CUKRU, TŁUSZCZU I SOLI! Proste!

Czemu zatem nie dostarczyć tych ton w formie zdrowszej niż gówniane syropy, polepszacze, utwardzony palmowy, szkodliwe barwniki itp.?

Aaa bo to jest trudne, drogie itp. itd. No tak, jak masz przydział 1.5 pln na osobę to ciężko kupić coś innego niż pakę syfiastych ciastek i butlę napoju (chociaż można po prostu upiec proste i tanie ciasto drożdżowe + zrobić banalną mrożoną herbatę + cytryna i miód, prawda…?).

Jeśli już masz zamiar wybulić na takie urodziny, może warto zrobić mniej a lepszego? A może, jeśli masz możliwość, zrezygnować raz z restauracji + kina i dołożyć tych kilka złotych na lepsze jedzenie dla swojego DZIECKA.

To jest też okazja do dyskusji o jedzeniu.

Do pokazania ludziom, że da się. Ok, 10 matek powie, że Ci odwaliło, że jesteś nawiedzona/y, że 'przecież to są urodziny’ itp. itd. ale po pierwsze: dziecko nie do końca kuma to 'dziś tak a jutro nie’ a po drugie: nie przejmuj się i rób swoje. Spójrzmy prawdzie w oczy – będziesz o tych laskach pamiętał/a za 2, 3, 4 lata…? Dlaczego w ogóle przejmować sie opinią ludzi, którzy NIE SZANUJĄ tego, że masz inne zdanie na temat gównianego jedzenia? Laski nie kumają, że chcesz dla swojej Pociechy jak najlepiej? Trudno! Jeśli ktoś ma inne zdanie- szanuję to ALE nie wpłynie to jednak na obecność lub nie śmieci na moim stole czego i Tobie życzę.

Co robić?

Unikać kolorowych produktów nafaszerowanych substancjami dodatkowymi. Dzieciaki kochają kolorowe ozdoby do muffinek? Super! Ozdabiamy marchewkowe muffinki toną kolorowego badziewia, można spróbować taką kulkę: o jaka słodka, niezdrowa i sztuczna – lepiej odłożyć i zjeść samą muffinkę + mały kawalek czekolady z orzechami.

Masz większy budżet – będzie łatwiej. Większość niezdrowych rzeczy można zastąpić zdrowszymi alternatywami. Nie masz kasy? Nie martw się, można pokombinować.

Lizaki.

Nie stać Cię na te z ksylitolem? Ok, kup zwykłe. NIE KUPUJ za to tych okrągłych, płaskich z obrazkami. To najgorszy, szkodliwy syf i malaria.

Fryty.

Muszą być fryty? Świetnie. Zrób z warzyw (pokroić, dodać sól, przyprawy, zioła, spryskać olejem i do piekarnika) lub robione / kupione, same ziemniaczane ale z piekarnika.

Chrupki.

Bądź twarda i kup zwykłe kukurydziane ale śmieszne kształty. Można podać do nich (i do frytek) dobry keczup bez konserwantów i będzie zabawa. Jak masz kasę kup warzywne – udają niezdrowe pomidorowe, a są dobre – nikt się nie skapnie.

Chipsy.

Jak nie ma opcji bez chipsów, trzeba jakoś to obejść (fryty zamiast chipsów?). W razie W dać nachosy (mniej tłuszczu) lub kukurydziane talarki smakowe. Można też zrobić samemu chipsy z warzyw (np. cukinia itp. w cienkie plastry, przyprawy, sól, upiec).

Ciastka itp.

Zdrowsza alternatywa (ciastka bez polepszaczy) jest w sklepach ale trzeba wykonać wysiłek umysłowy aby nie kupić tego co pod ręką, najtańsze, z najlepszym marketingiem. A może rób sam/a owsiane, jakieś bakaliowe lub inne ewentualnie kup dobrą alternatywę, może dobre sezamki? Może fajna chałwa? Niech coś za tym cukrem idzie.

Tort.

Może być jakieś 'eko-sreko’ ciasto ale ma przypominać wyglądem tort lub po prostu musi być tort. Fajnie zrobić prosty tort samemu (nie musi mieć pierdyliarda pięter, dla dzieci najważniejsze jest JAK WYGLĄDA z zewnątrz, a figurki cukrowe itp. można kupić – jakie to sprytne: zdrowy, jadalny środek i na zewnątrz coś ekstra średnio jadanego). Może obczaj dobrą cukiernię? Zapytaj o skład! Zwykły biszkopt + krem na śmietanie brzmi zupełnie ok, w końcu to tort urodzinowy, a nie kiełki na sałacie – byle bez spulchniaczy, polepszaczy, syropów i chuk wie czego jeszcze. PO CO TO W TORCIE?

Picie.

Woda – wiadomo. Może świeżo wyciskany sok? Jak nie to domowa, mrożona (banalna i tania) herbata, lemoniada. Gazowane? Proszę bardzo – domowa lemoniada na wodzie gazowanej. Przecież domową zrobisz z miodem lub Twoją ulubioną ilością cukru na wielką butlę, zamiast odgórnie dodanymi 20 łyżeczkami, można? Można!

Żelki.

W ogóle bym NIE KUPOWAŁA. Jeśli jest dramat to: można kupić lepszej jakości (drogie) lub z ciut mniejszą ilością cukru. Można też zrobić samemu. Można zamiast żelków podać owoce suszone (np. morele bez siarki!). Dla niektórych dzieci będzie to nowość, może polubią fajną alternatywę? A ponieważ morele są kwaskowate i słodkie – dają radę.

Czekolada.

Wiadomo, że musi być. Dobrej jakości (bez zbędnych składników), z orzechami, byle NIE NADZIEWANA. Można zrobić fajne praliny samemu – jest robota ale nie ma dramatu bo szybko się je kręci, a jaki wtedy będzie szał! 'Hej, Dzieci! Zdrowe czekoladki!’ Kumasz?

Zawsze masz wybór.

Nawet jeśli wydaje Ci się, że nie masz wyboru – to nie prawda. Po prostu kosztuje to więcej czasu czy pieniędzy, ale da się. Tak samo szczupła sylwetka, gładka skóra, sukcesy w pracy zawodowej, czysta podłoga, forma do maratonu – WSZYSTKO wymaga pracy. Wychowywanie dzieci, budowanie i kształtowanie nawyków, codzienny jadłospis – to też wymaga PRACY. Dlaczego chce Ci się dbać o projekty w robocie, o dom, o samochód, o szczupłą talię, szeroką klatę, 10 km biegu dziennie a nie masz juz siły i czasu na projekt 'dziecięce party’? Może kilka konkretnych podpowiedzi znajdziesz tu (klik), zajrzyj.

’Aaa niech ma’.

Tak jest najłatwiej. Niestety łatwo często znaczy słabo. Warto włożyć w ten event trochę pracy, uwierz – da się! Warto! Jest to możliwe aby dzieci były szczęśliwe, a jednocześnie nie jadły byle czego. Ulubiony obiad i nieco zmodyfikowane przysmaki, do tego garść przyjaciół, fajna muza i kilka prezentów. Może postawić na stole orzechy, świeże owoce, cienkie paski marchewek do chrupania? Może fajne banalne domowe sosy do marchewek lub domowych frytek? Wszyscy się upaćkają i będzie wesoło. Sam/a z resztą wiesz, co Twoje dzieci lubią robić najbardziej.

Nie chcesz, nie możesz zorganizować full opcji? Ok, sprobuj znaleźć zamienniki będące w zasięgu Twoich możliwości. Na początek kilka zmian, następnym razem może uda się więcej.

PO PROSTU SPRÓBUJ!

Kategorie: Dzieci

LAS – kawiarnia w Sopocie.

Schowana kawiarnia w Sopocie.

Idąc ulicą Haffnera w Sopocie możecie przegapić ciekawe miejsce. Mnie zdarzyło się to kilka razy zanim zauważyłam napisy na szybie knajpy: 'glutenfree, sugarfree, lactosefree’. Tym razem postanowiłam sprawdzić co kryje się za tymi obietnicami i czy w ogóle da się takie cuda zjeść.

Co oni tam mają?

Wystrój ciekawy, eklektyczny. Kawa bardzo smaczna, różne opcje: z ekspresu, drip itd. – jak kto lubi.

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Na słono zamówiłam tartę z sałatką. Do kawy, kilka rodzajów ciast – chciałam spróbować wszystkich jakie były aktualnie w ofercie. Plus pudding z chia.

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Prócz jedzenia były też koktajle, herbaty i fajne napoje.

kawiarnia Las, Sopot, doktorania
Kawiarnia w Sopocie

Smak.

Każdy ma ulubione ciasta, smaki, konsystencje itd. – o tym nie ma co dyskutować ale generalizując, z pewnością nie są to dania, które smakują tekturowo, podejrzanie. Nie ma też mowy o niskokalorycznym podejściu za wszelką cenę bo CIASTO TO CIASTO – ma być słodko i jest słodko, zatem jeśli ktoś szuka dietetycznych atrakcji opartych na słodzikach – nie ten adres.

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Skład.

Po konsumpcji zapytałam miłą Panią (akurat Właścicielkę lokalu) o skład KAŻDEGO dania, które zamówiłam. Cierpliwie odpowiadała na moje pytania, chociaż trwało to dobre parę minut. Nie zarejestrowałam nic podejrzanego. Słodycz wynika z obecności naturalnego cukru (ale nadal jest to cukier!), tłuszcz – kokosowy. Mąki różne, w zależności od pozycji z menu. Ciasto ze śliwkami to ciasto ze śliwkami a nie ze śliwko-podobną breją. Wszystko trzyma się (że tak powiem) kupy, a w smaku jest praktycznie nie do odróżnienia w porównaniu do tradycyjnych odpowiedników ciast (np. czekoladowe, śliwkowe – moi faworyci). DO TEGO CIEKAWE DODATKI:  pestki, nasiona, jagody goji itp.

Werdykt.

Nie jest to knajpa z odbajerzonym wnętrzem typu metal-szkło, nie jest to knajpa ze spektakularnym widokiem na morze – amatorów dopracowanego bogatego designu i/lub plażowych widoków zaproszę wkrótce gdzieś indziej. Niemniej jednak uważam, że jest to bardzo fajne miejsce na mapie Sopotu dla osób szukających zdrowszych alternatyw 'czegoś słodkiego’ (zwłaszcza dla tragicznych ciast z sieciówek i pseudo-zdrowych opcji na Monciaku) –  wpadajcie tam spróbować co mają.

Myślę, że warto wspierać właśnie takie miejsca, zamiast zagranicznych gigantów serwujących gówniane byle co z dobrym marketingiem. Las to nie tylko ciasta. Są też fajne napoje, koktajle i muesli, gdzieś na facebooku widziałam, że mają weekendowy brunch, a nawet można zamówić chleb! Kawiarnio LAS – trzymaj poziom!

Doktor Ania kawiarnia Las Sopot, Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie
Kategorie: Doktor Ania WOW

Najlepsza dieta na świecie.

Którą dietę wybrać? Całkiem spory wybór na rynku. Bez tego, bez tamtego, taka, siaka, owaka…

Ale jak to, nie wiesz jaka dieta jest najlepsza dla Ciebie? Twoja własna! Dobrze zbilansowana. Jedyna w swoim rodzaju!

Niestety nie mówię w tej chwili o tej dużej pizzy popitej litrową colą (a na deser kilogram żelków) ani o tabliczce czekolady i/lub lodach plus hektolitrach kawy (ups!).

Najlepszą dietą jest ta, składającą się z WARTOŚCIOWYCH produktów, w odpowiednich DLA CIEBIE ilościach, po których dobrze się czujesz.

Cały czas! Lekko, aktywnie, bez obsesyjnego myślenia o jedzeniu. Włosy nie lecą garściami, nie ma wysypki, suchej skóry itp. itd.

Nie ma moralniaka (jak po 6 hot-dogach z IKEI) typu 'nigdy więcej’ (ktoś o tym pamięta następnego dnia?), nie ma bólu brzucha, wzdęć, gazów, zgagi, odbijania, dobijania i innych ciekawych elementów dodatkowych- niepotrzebne skreślić.

Czujesz się dobrze po żelkach? A nie jesteś później trochę ospała/y? A po kawie? A po drugiej? Trzeciej…? Po obfitym śniadaniu zjedzonym 'na siłę’?

Wiele lat trwała kampania 'pij mleko, będziesz wielki’, same autorytety, eksperci. Tyle wartości odżywczych, same krowie skarby przemysłowe- idealne dla cieląt i ludzi a jak nie pijesz to osteoporoza czeka za rogiem. Od jutra praktycznie.
Źle się czujesz po mleku? Nie pij.

Pszenica też super- białko, witaminy, błonnik nawet czasem jak coś. Celiakia to moda, kolejna bzdura, kilka procent dosłownie. Żle się czujesz po glutenie? Odstaw na próbę.

Mięso to doskonałe źródło białka, żelaza, witaminy B12, zupa bez mięsa to jakaś bezwartościowa woda. Źle się czujesz po rosole wołowym? Nie jedz.

Zdrowe ryby są zdrowe, to fakt. Należy je jeść przynajmniej raz w tygodniu. Duszone, pieczone a jak nie to chociaż wędzone. Źle się czujesz po śledziach w occie? Nie jedz.

Strączkowe warzywa- rewelacja. Samo zdrowie i świetna alternatywa dla mięsa jeśli potrafisz wykorzystać ich potencjał. Źle się czujesz po strączkach? Nie jedz.

Kawa to podstawa. Przed wypiciem kawy bez kija nie podchodź. Czarna, wiadomo. Najlepiej na pusty żołądek. Albo latte z sieciówki lub ze stacji benzynowej na pełny. Źle się czujesz po kawie? Nie pij.

Skóry z owoców są ekstra. Bo najwięcej witamin jest pod skórką. Generalnie owoce to świetna sprawa i tylko przypadkowo wylądowały w nowej piramidzie trochę wyżej niż ostatnio. Źle się czujesz po owocach? Nie jedz.

Czosnek jest silnym wojownikiem o dobro organizmu i serio: z nim nie ma żartów. Boli Cię brzuch po zjedzeniu? Nie jedz.

A teraz miejsce na Twoją…nie, nie reklamę, tylko historię, śmiało. Pamiętasz coś?

Jeśli nie, zwróć na to uwagę, przyjrzyj się. Kiedy pojawia się dyskomfort lub objawy niepożądane?

I co teraz? Nic strasznego chyba. Może wystarczy jeść/pić to coś po/w trakcie posiłku zamiast na czczo? Zmienić sposób przygotowania? Może zmniejszyć ilość? Zmienić brand? Wyeliminować jeden ze składników potrawy/napoju? A może powoli wyeliminować całość zastępując czymś WARTOŚCIOWYM i sensownym?
Ja (ku wielkiemu zaskoczeniu) zdałam sobie dziś sprawę z tego, że boli mnie brzuch po wędzonej makreli. Jakieś substancje (pewnie wędzenie jest tu kluczowym elementem) podrażniają błonę śluzową i ani rusz.

Jakiś czas temu wyeliminowałam kawę kupowaną przy okazji tankowania paliwa na jednej ze stacji benzynowych i już nie boli mnie brzuch na trasie, a myślałam, że to nieodłączny element podróży.

Nie, nie musi boleć. To mit.

Czasem wystarczy mała zmiana (inna stacja benzynowa lub sieciówka) a czasem większa (nie będę jadła wędzonej makreli, zamiast tego kupię surową jak tylko dorwę albo czasem śledzia w zamian) i tyle.

Warto zastanowić się i być uczciwym wobec siebie bo to się po prostu opłaca. Własna dieta to podstawa. Każdy z nas jest inny: ma inne preferencje smakowe, robi coś innego więc ma inne potrzeby energetyczne itd., a także inne choroby współistniejące itp. itd.

To nie takie proste? Nie martw się, pójdziemy krok po kroku. Zacznij od eliminacji produktów po których źle się czujesz. Metoda prób i błędów brzmi nieźle.

Tyle różnych spraw po drodze w życiu to niech chociaż ta dieta daje radę zamiast ciała.

Popracujmy nad tym.

List otwarty do Kubusia.

Drogi Kubusiu!

Dlaczego robisz nam wodę z mózgu?

Jeszcze soki z zagęszczonych cieczy byłam w stanie przeboleć ale obecna ekspansja 'zbożowych’, 'maślanych’ i 'mlecznych’ cudów zaczyna mnie irytować. Prawie każdy twój produkt trafia na mój instagram, a uwierz – nie jest to dobry znak.

Umówmy się – słodycze to słodycze. Kupujemy je w konkretnym celu. Nie kupujemy ich aby uzupełnić niedobory witamin lub składników odżywczych i niech tak zostanie. Nie uczmy naszych dzieci, że słodycze mogą mieć jakiekolwiek nawet śladowe wartości prozdrowotne. Jeśli mają to super, ale założenie odpuśćmy.

Nie pisz na opakowaniu '8 zbóż i mleko’ jeśli dodajesz jakieś śmieszne cyferki typu 2.4% mleka w proszku albo 'ciasteczka maślane’ i bęc! 1.9% masła. Nie uczmy dzieci, że ’water’ (napisałeś sprytnie 'waterrr’ – wow! Niebywały sukces marketingowy!) znaczy woda z cukrem (tak, wiem, że masz też zwykłą wodę). Nie wspominając o tym, że butla Play ma prawie 8 łyżeczek cukru, a mała buteleczka GO ponad 6.

Polska już w tej chwili zaczyna przodować w wybranych rankingach otyłości wśród dzieci, nie wiesz przypadkiem dlaczego?

Cukier jest potrzebny – zaraz rykniesz. Tak, oczywiście, że jest! Zwłaszcza szalejącym na powietrzu dzieciakom!

A teraz pokaż mi ile spośród kupujących taką butlę z 8 łyżeczkami cukru idzie grać na boisku, a ile na telefonie/ tablecie/ PS/ kompie.

Jak Ci się nie podoba to nie kupuj – powiesz obrażony. Owszem, ja nie kupuję ale leżysz zwykle na dolnych półkach tak, aby dzieci mogły same po ciebie siegnąć, a nie wszystkie maluchy dadzą sobie wytłumaczyć, że mleko, masło i różnorodność zbóż mogą być głównie na opakowaniu.

Są też piękne frazesy, na które nabierają się zabiegani rodzice. Czytajcie składy – powiesz. Ale jak tu czytać malutkie literki po 8h przy kompie, mając ciężką torbę z jednej strony oraz wyjącego przedszkolaka z drugiej? Trzeciej ręki brak.

Z resztą każda osoba kupująca produkt przeznaczony dla dzieci wychodzi z założenia, że powinien być on najlepszej jakości. Czy nadmiar cukru, oleje utwardzane i różne ulepszające bajery to serio takie rarytasy? Nawet do durnego musu owocowego dodajesz aromaty.  Po co?

Tak btw., ciekawe jaki jest procentowy udział mąk w zbożowych tabliczkach. Chyba mam złe przeczucia widząc w składzie kolejne niepotrzebne dzieciom dodatki, np. difosforany.

Nie da się inaczej – krzykniesz. Da się, ale trzeba chcieć. Dlaczego do jasnej cholery nie wpadniesz na pomysł promowania warzyw pięknymi opakowaniami i zgodnymi z prawdą hasłami o zdrowiu?

Demonizuję i przesadzam? Pojedź do dowolnego gimnazjum w Polsce. Zobacz ile dzieci ma nadwagę.

Dzieci. Mają nadwagę! Programowanie chorób od małego. Dlaczego? To się nie mieści w głowie!

Pamiętasz ile dzieci z podstawówki miało nadwagę 20-30 lat temu? Pewnie – rozwój technologii, telefony, tablety. Ale gdyby grał żrąc brokuły toby nie przytył – gwarantuję.

Ale, że co – nie można promować warzyw pięknymi opakowaniami i zgodnymi z prawdą hasłami o zdrowiu?

Powiem ci w sekrecie, że obserwuję polski rynek spożywczy bardzo uważnie i wiem, że producenci wprowadzają produkty z warzywami. Są już chrupki kukurydziane z marchewką, chrupki zbożowe z marchewką i pomidorem – będzie tego coraz więcej.

Ludzie dorośli nie są aż tak głupi, prędzej czy później skapną się co jest dobre, a co nie. Ale szkoda małych dzieci. One nie potrafią czytać, a budowanie złych nawyków od pierwszych lat życia przyniesie w przyszłości straszliwe żniwo.

Ale ciebie to nie dotyczy. Twoje dzieci nie żrą utwardzanych olejów roślinnych tylko pyszny zdrowy miodek naturalny więc możesz mieć resztę w dupie.

Nie masz w dupie? A chcesz wzorować się na zagranicznych potentatach mających dobro dzieci wyłącznie na plakatach i opakowaniach? Czemu nie zatrudnisz speca od zdrowego żywienia i nie zmienicie składów na jeszcze bardziej przyjazne dzieciom? To ogromna szansa dla Ciebie.

Wiedz, że idzie nowe, lepsze. Sądząc po moich profilach w mediach społecznościowych, komentarzach oraz prywatnych wiadomościach – powiększa się armia ludzi, którzy nie wyrażają zgody na robienie z siebie idiotów. Którzy żyją świadomie i tę świadomość przekazują następnemu pokoleniu. Którzy nie mają ochoty na 'bylejakość’. 

Bo dobra jakość nie zawsze jest kwestią ceny ale zawsze jest kwestią mózgu, czego i tobie życzę.

Bez poważania jak na razie ale wszystko w twoich rękach. A właściwie łapach.
Doktor Ania

Lekarstwo na raka re – odkryte!

’EKSPERCI ZACHWYCENI KAPUSTKĄ!’, 'NIESAMOWITE!’ krzyczą nagłówki od kilku dni. Nie kumam tych nagłych zachwytów, przecież kapustka znana jest od tysięcy lat. Wiadomo od dawna, że jest niskokaloryczna, zawiera m.in. sporo witamin, wapń, magnez, potas, żelazo oraz kwas foliowy. Panie bardzo ucieszy obecność siarki, która poprawia wygląd włosów, skóry i paznokci. Kiszona bogata jest w probiotyki a okłady ze świeżych liści docenią m.in. mamy karmiące piersią oraz osoby z chorymi stawami.
Najistotniejsza wydaje się być jednak obecność substancji antynowotworowych. Jak działają? Jak dobry sędzia- zabierają piłkę, pokazują czerwona kartkę i żegnaj przygodo!
Osoby z problemami z przewodem pokarmowym i/lub tarczycą, matki karmiące i małe dzieci nie powinny spożywać kapustki na tony. Reszta wedle uznania (tak jak brzuch pozwala), np. w postaci surówki lub soku.
Tak więc od dziś kapustka z pospolitej jarzyny w złym guście stanie się wyrafinowanym, cennionym na salonach składnikiem o tysiącu twarzach. Teraz zamiast 'zamknij gar bo wali na cały dom’ będzie 'jak wspaniale te lotne cząsteczki zapachu podstawowego (aromat) podrażniają moje neurony opuszki węchowej!’ lub 'cóż za wyborne nuty trzeciorzędne (bukiet)!’
Ps. Czekam teraz na jakiegoś Czosneczka: może strzeli dwa gole na raz? Może skoczy 500m na dużej skoczni? Cokolwiek. Eksperci na bank będą mega zachwyceni (no może poza specami z koncernów farmaceutycznych), w końcu czosneczek w rankingach antyrakowych jest zwykle na 1 miejscu a kapustka dopiero na 4 lub 5. Tylko kiedy ktoś w końcu zrobi wokół tego szum…?

Dlaczego w słoiczkach BoboVita dla niemowląt jest mleko?

Wg najnowszego schematu żywienia niemowląt: 'Małe ilości mleka krowiego można stosować do przygotowania pokarmów uzupełniających od 7/8 miesiąca życia, ale nie powinno być ono stosowane jako
główny produkt mleczny przed 12. miesiącem życia’. Ponieważ producenci stosują mleko niemodyfikowane jako składnik główny w niektórych słoiczkach, postanowiłam zapytać o przyczynę, oto co odpowiedziała Nutricia (BoboVita).

image