Czy wiórki kokosowe zawierają dwutlenek siarki?


Zapytałam ludzi z Lidla, czy ich wiórki są siarkowane, oto co odpowiedzieli. Myślę, że warto o tej zasadzie pamiętać kupując produkty suszone – trzeba czytać skład.

image

image

Ale czy na pewno nie ma…?

image

Jak wybrać dobre musli?

Żeby wybrać dobre musli warto odpowiedzieć sobie najpierw na bardzo proste pytanie – ma być zdrowo czy nie? Jeśli masz wylane – sprawa jest prosta bo kupujesz cokolwiek a najczęściej to, co ma dobrą reklamę czyli badziew w ładnym opakowaniu. Jeśli chcesz kupić dobry produkt, rzuć okiem na kilka wskazówek ode mnie.

Jak rozpoznać dobre musli na pierwszy rzut oka.

Spójrz na zawartość cukru w tabeli. O tym jak to zrobić pisałam tu. Jeśli musli zawiera 7-10g cukru na 100g – może być, 15-20g już niekoniecznie, powyżej 20 – wywal.
Dodatkowo: crunchy z definicji jest słabsze.

Jeśli masz więcej czasu.

Zwróć uwagę na skład. Każde słowo 'cukier’, 'syrop’ itp. powinno wzbudzić Twoją niechęć – wywalić. Nie podoba mi się również 'ekstrudat’ (papka zbożowa najczęściej z cukrem) – wywal. Dobrze jest unikać dodatkowych składników typu ’emulgator’, 'aromat’ itp. Ja nie lubię też (niby dobrych) składników typu 'olej’, 'tłuszcz’ bo kupując zdrowy produkt mam je w naturalnej postaci – nie potrzebuję dosypki. Stosując jeszcze bardziej ostre kryteria – nie lubię płatków kukurydzianych (bo zwykle są z cukrem), 'dwutlenku siarki’, 'regulatora kwasowości’ itp. Zdrowe musli to proste musli.

Czego szukać?

Co najchętniej kupuję? Zróżnicowany (zboża) skład, np.: płatki jęczmienne + owsiane + żytnie. Cenię obecność orzechów, migdałów, pestek, nasion, np. siemię lniane, słonecznik, dynia itd. Jeśli nie masz alergii, mogą być też orzechy ziemne.

Przejdźmy do konkretów.

Tym razem wytłumaczę to na przykładzie musli z Lidla. Mam dwa rodzaje bio, dwa rodzaje premium i dwa zwykłe.

Bio.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIVNo fajnie, że bio ale co z tego jak zawartość cukru – masakra. Obecność ekstrudatu – słabo.
Crunchy z definicji jest mniej zdrowe więc nie kopmy leżącego.
Wholegrain byłoby fajne ale nie jest bo zasypali cenne składniki cukrem, słowo 'trzcinowy’ nie rzuca mnie na kolana bo nie jestem idiotą (wiecie jaki mam stosunek do cukru, pisałam o tym tu).
Cenamasakra jak na taki skład. Co ciekawe to samo musli bio w niemiecki lidlu kosztuje 2.59€…

Premium.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIV

Zawartość cukru – dramat. Ależ ja doskonale zdaję sobie sprawę, że wynika to z obecności owoców. Problem w tym, że JA NIE CHCĘ żreć nasmarowanych jakimś tłuszczem, często dodatkowo przecukrzonych (ananas, banan, papaja itd.) owoców z regulatorami kwasowości i przeciwutleniaczami i jeszcze za to dodatkowo płacić! To chyba żart!

Klasyczne.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIV

Więcej płatków, trochę pestek, nasion, orzechów – fajnie ale znów to owocowe (pomarańczowe opakowanie) zawiera sporo cukru (czyli częściowo odbajerzone owoce). Zwykłe (granatowe opakowanie) muesli z rodzynkami i orzechami wygląda za to dość przytomnie. Nie ideał ale moim zdaniem najlepsze z całego zestawu. Cena 8pln za 1000g. Dobrze liczysz: jest 4 x tańsze od BIO.

Podsumowując.

image

Masz nadmiar gotówki i koniecznie musi być bio? Wybierz pełnoziarniste, byle nie crunchy.
Masz mniejszy budżet? Wybiesz zwykłe: dużo płatków, trochę owoców ale przede wszystkim to co bardzo cenne czyli orzechy, migdały, pestki, nasiona.
Powodzenia!

Ps. Jeśli myślisz, że komuś przydadzą się te wskazówki – udostępnij proszę ten tekst. Po co pochłaniać tony cukru i jeszcze za to przepłacać…?

Lubisz żelki? Kupujesz żelki swojemu dziecku?


Jeśli myślisz, że żelki mogą być choć trochę zdrowe bo dostarczą Tobie lub Twojemu Dziecku cennych substancji typu witaminy- ten tekst jest dla Ciebie.

Szlag mnie trafia jak widzę reklamy syropów cukrowych z cukrem i bajerami pod hasłem 'mleko’ oraz 'jogurt’ albo jeszcze lepiej: 'witaminy’. Najgorsze jest to, że te cuda weszły do aptek i stoją dumnie na półkach na wysokości Twoich oczu i oczu Twojego dziecka, najlepiej jak najbliżej lady.

Marketing – rozumiem.

Ale do jasnej cholery czemu znowu strzał w dzieci i dlaczego tak zmasowane działania w aptekach?! Zauważyliście, że na prawie żadnym opakowaniu aptecznym NIE MA PODANEJ ZAWARTOŚCI CUKRU? Sprawdzałam!

Powiem Wam dlaczego: bo nie musi, bo wynosi ona od ponad 50 do nawet prawie 80%! Przeciętna paczka (100g) żelków to minimum (!) 11 łyżeczek cukru. 

Rekordzista zawierał prawie 16 łyżeczek. W JEDNYM małym (100g) opakowaniu. Serio.

Nie wiem kto rozpoczął modę na ładowanie różnych rzeczy w żelki i udawanie, że są zdrowe ale osoba ta na pewno nieźle na tym zarobiła, mając przy okazji w nosie zdrowie Wasze i Waszych Dzieci – możecie być tego pewni.

Poza tym, ludzie! To są żelki!

Jakie mleko! Jaki jogurt! Jakie witaminy! Ten produkt ma w składzie głównie syrop glukozowy lub glukozowo-fruktozowy plus cukier!

TO NIE ŻART!

Mleka czy jogurtu jest ok. 5% (1 łyżeczka na paczkę!) a na otarcie łez jakieś zhydrolizowane białka.
Czym Wy chcecie odżywić siebie i te biedne dzieciaki? Łyżeczką (ok. 5% na całość) soku z zagęszczonych soków? Regulatorami kwasowości? Aromatami? Koncentratami barwiącymi? Żelatyną i substancją żelującą? Czy nabłyszczającymi woskami?
Jeśli tak, to zacznijcie już odkładać kasę na leczenie cukrzycy, otyłości, próchnicy oraz innych ciekawych atrakcji, które fundujecie sobie i swoim dzieciom ładując w nie tony cukru.

Bo chyba nie myślicie, że tych kilka witaminek wchłania się tak samo z syropu glukozowego (czy glukozowo-fruktozowego) jak ze źródeł naturalnych typu warzywa czy owoce…?

Lody czekoladowe – ranking.

Lody czekoladowe, tak jak inne produkty, mogą być bardziej lub mniej niezdrowe, a skoro są obecne w mojej diecie dość regularnie (niestety – ale od dziś obiecuję poprawę!) a mam wybór, to po cholerę faszerować się byle czym? Mam nadzieję, że ten ranking choć trochę pomoże Wam wybrać mniejsze zło. Mnie pomógł.

Zawodnicy: lody czekoladowe.

W porównaniu biorą udział: 1. Premium z Lidla, 2. Carte Dor (CD) chocolate brownie, 3. Carte Dor (CD) chocolate&hazelnuts Algidy, 4. Haagen-Dazs (HD) Secret Sensations, 5. Haagen-Dazs Chocolate brownie, 6. Zielona Budka (ZB), 7. Bracia Koral (BK) oraz 8. Grycan (G).

Cukier.

Lidl 21.6g/100g,
CD Hazel 24g/100g, 13g/100ml,
CD Brownie 26g/100g, 15g/100ml,
HD Secret 21.4g/100g,
HD Belgian 21.8g/100g,
BK 22.5g/100g,
G 25.2g/100g,
ZB 14g/100ml (przelicznik ml na g pozostaje tajemnicą ale szacuję, że będą miały ok. 24-26g/100g).

Zawartość cukru podobna ale czy jakościowo (pochodzenie cukru) też podobnie…?

Tłuszcz.

Lidl 11.4 (7.5)g/100g,
CD Hazel 11 (8.3)g/100g, 5.7 (4.3)g/100ml,
CD Brownie 6.5 (5.2)g/100g, 3.7 (2.9)g/100ml,
HD Secret 15.4 (9)g/100g,
HD Belgian 20.6 (12.4)g/100g,
BK 15.1 (11.8)g/100g,
G 12.3 (7.6)g/100g,
ZB 7.4 (6.2)g/100ml (przelicznik ml na g nadal pozostaje tajemnicą ale szacuję, że będą miały ok. 14-15 (12-13)g/100g).

Zaskoczenie.

Największym zaskoczeniem jest najniższa zawartość tłuszczu w CD brownie (6.5g) i najwyższa w HD belgian (20.6g) – czyli lody czekoladowe algidy mają ponad 3 x mniej tłuszczu niż HD. Reszta zawiera podobną ilość (11-15g na 100g produktu).

ZB i CD brownie wyróżniają się dużą zawartością nasyconych kwasów w porównaniu do całkowitego tłuszczu (jak kto lubi, dla mnie to minus bo dostarczam w diecie wystarczającą ilość nasyconych z innych źródeł).

Najbardziej skomplikowany skład ma CD brownie: 5 substancji słodzących (w tym syrop glu-fru), 2 rodzaje mąki (w tym pszenna), emulgatory (w tym fosfatydy amonu), stabilizatory, spulchniacz. Przypomina mi to trochę produkty typu 'light’, które owszem zawierają mniej tłuszczu ale idzie za tym skomplikowany skład bo czymś trzeba ten tłuszcz przecież zastąpić, żeby lody smakowały jak lody a nie jak czekoladowe wióry. Jak dla mnie – dyskwalifikacja.

Podobna sytuacja z drugą propozycją od Algidy czyli CD Hazel: syrop glu-fru, syrop glu, glukoza, 3 stabilizatory (w tym karagen), 4 rodzaje emulgatorów, aromaty, orzechy (w postaci pasty!) – 1.5%, to żałosne. Dyskwalifikacja.

ZB i BK wygadają podobnie ale BK zawierają masło i śmietankę (na plus) oraz karagen (na minus). ZB zawiera za to dodatkową glukozę.

Finaliści…?

HD, G i Lidl robią lody czekoladowe na śmietanie. Z tego zestawu najmniej podoba mi się skład tych z Lidla, chociaż HD Secret też nie powala – owszem nie zawierają stabilizatorów ale za to jest mąka pszenna, skrobia kukurydziana, spulchniacz, sól i nieznany aromat, których nie potrzebuję w lodach (i to tych droższych). Lidl jako jedyny zawiera syrop glu-fru (i to już na 3 miejscu!), do tego zwykły cukier i glukoza. HD Secret i G są na cukrze z małym dodatkiem syropu glu. Grycan prócz braku syropu glu-fru i glukozy ma podobny skład do tych z Lidla.

Najprostszym składem wyróżnia się HD belgian: śmietanka, cukier, mleko zagęszczone odtłuszczone, miazga kakaowa, żółtko jaja, olej roślinny (bawełniany, kokosowy), kakao w proszku, naturalny aromat waniliowy, masło kakaowe, emulagtor: lecytyna sojowa. Jest to najbardziej 'naturalny’ skład ALE zawartość tłuszczu (2-3 x większa niż w pozostałych produktach) czyni te lody najbardziej kalorycznymi.

Co zatem wybrać?

Dla mnie gorsza jest zawartość syropu glufru (i generalnie cukru) oraz bajerów (+ mąki) niż tłuszczu (o syropie pisałam tu). Dlatego eliminuję Algidę, HD Secret oraz Lidla. Jeśli mam do wyboru mniej tłuszczów nasyconych to rezygnuję z ZB. BK odpuszczam bo obecność karagenu jednak trochę mnie niepokoi.

Nie ma ideału. HD belgian ma prosty skład ale ta wysoka zawartość tłuszczu i dość wysoka cena nawet podczas promocji… Grycan skład ma bardziej skomplikowany (stabilizatory, dodatek syropu glu) ale jest o połowę tańszy…

Wnioski.

Lody czekoladowe nie są produktem prozdrowotnym, wiadomo. Z założenia zawierają cukier + tłuszcz, tak jak inne słodycze. ALE jeśli mogę kupić produkt lepszej lub gorszej jakości to dlaczego mam odpuszczać z tekstem 'i tak są niezdrowe’? Przecież mogą być bardziej lub mniej niezdrowe! Być może gdybym kupowała je raz na rok, miałoby to mniejsze znaczenie ale niestety jeszcze nie osiągnęłam stanu zen na widok lodów czekoladowych, chociaż się staram.

Podsumowując, wybieram naturalny skład ale postaram się kupować je rzadziej (będę polowała na promocje HD belgian chocolate) niż byle co raz w tygodniu. Jeśli nie znajdę ich w sklepie wybiorę gorszy skład ale z mniejszą ilością bajerów (Grycan) – są bardziej dostępne. W wersji economy pozostaje Zielona Budka, ewentualnie Lidl lub Bracia Koral. Algida zdecydowanie NIE. No chyba, że olewacie aspekt zdrowotny i liczy się niska zawartość tłuszczu. Tylko pamiętajcie, że podczas odchudzania to cukier jest głównym winowajcą.

PS. Ciekawa jestem jak wyglądałby ten ranking biorąc pod uwagę wyłącznie kryterium smakowe…?

pieczywo

Czy pieczywo może być szkodliwe?

Czy pieczywo z osiedlowej piekarni jest zdrowsze niż to z supermarketu, z ciasta głęboko mrożonego? Jak się okazuje – bywa różnie.

Jak się chce coś osiągnąć, trzeba próbować.

Moja mała osiedlowa Piekarnia, a raczej sklep z pieczywem. Po kilku nieudanych próbach uzyskania informacji na temat składu sprzedawanego asortymentu wymyśliłam historyjkę + sposób na odwrócenie uwagi Sprzedawczyni (w celu wykonania kilku zdjęć) godne agenta 007. Udało się, ale jakość dowodów adekwatna do entuzjazmu Pani ze sklepu.

A teraz konkrety.

Rzuć okiem na te tabelki. To listy składników poszczególnych produktów. Być może przeczytasz kilka z nich dokładnie ale jeśli nie masz na to czasu – tylko ogarnij wizualnie wielkość poszczególnych rubryk. Zwróć uwagę: to są często proste rodzaje pieczywa – dlaczego mają tak długi i skomplikowany skład? Substancje poprawiające smak, zapach, konsystencję, wygląd,  itd. Polepszacze są praktycznie wszędzie. Znalazłam również KONSERWANTY.

Dlaczego pieczywo może zaszkodzić?

Istnieją normy, zawartość nie przekracza, badania wykazały, ale o co Ci chodzi, nie przesadzaj itp. itd.

Jesz pieczywo codziennie? Ile kromek? Ile kilogramów niepotrzebnego syfu rocznie musi przerobić Twój organizm? Ile osób może mieć alergię lub nietolerancję bo w środku są np. składniki pochodzenia mlecznego, wzmacniacze smaku, konserwanty, barwniki i inne bajery? Ale to jeszcze nic – najlepsze przed Tobą!

Rzuć okiem (np. ciasto drożdżowe):

 

doktorania.pldoktorania.pldoktorania.pldoktorania.pldoktorania.pldoktorania.pl

Droższy znaczy lepszy.

Nic bardziej mylnego. Wśród pospolitych wyrobów są też „batony” – chleb na wagę. Cena 15 pln/kg i wzwyż. Za kilka kromek zapłacisz 6-10 pln. Skład? Ciut lepszy ale POLEPSZACZE NADAL OBECNE.

Zastanawia mnie…

Zainteresował mnie Baton Diabetyka. Jak przeczytałam na stronie Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, „od 2011 roku w piekarniach na terenie całego kraju można nabyć Chleb dla Diabetyków rekomendowany i certyfikowany przez Polskie Stowarzyszenie Diabetyków”. Tej piekarni nie ma na liście (może funkcjonuje pod inną nazwą?) a chleb zawiera cukier. Ile? Nie wiadomo.

Do tego piekarnia ta na swojej stronie internetowej ma opis: ” (…) od X roku zajmuje się produkcją smacznych oraz różnorodnych wypieków według sprawdzonych i zdrowych receptur” – czy to żart?

Ale wiesz co jest najgorsze?

Okrągłe zdania o pieczywie z ciasta głęboko mrożonego znajdziesz tu. Martwi mnie, że małe osiedlowe piekarnie coraz częściej oferują pieczywo słabej jakości, nie wspominając o rozpylaniu spray’u o zapachu bagietki (bez problemu do kupienia przez internet).

Niestety jest całkiem spore prawdopodobieństwo, że to co widzisz na zdjęciach powyżej jest też w Twojej piekarni. Nie wierzysz?

To sprawdź.

Lody na patyku – porównanie.

Trzy lody na patyku – waniliowe w czekoladzie z migdałami. Czy są podobne? Który jest lepszy? Sami zobaczcie!

Zacznijmy od składu.

Lody Koral Grand Gold, 95g (120ml), ok. 4 pln: odtworzone mleko odtłuszczone, mleczna czekolada 37% (cukier, masło kakaowe, odtłuszczone mleko w proszku, miazga kakaowa, tłuszcz mleczny, serwatka w proszku (mleko), olej roślinny kokosowy, emulgatory: lecytyny (z soi), E476, wanilia. Masa kakaowa min. 33%), cukier, olej roślinny kokosowy, migdał krojony 8%, odtłuszczone mleko w proszku, syrop glukozowy, emulgator: E 471, stabilizatory: E 410, E 466, E 407, aromat, wanilia naturalna 0,02%.

Lody Algida Magnum almond, 86g (120ml), ok. 5 pln: odtworzone odtłuszczone mleko, cukier, masło kakaowe, preparat serwatkowy (mleko), migdały, olej kokosowy, odtłuszczone mleko w proszku, syrop glukozowy, tłuszcz mleczny, syrop glukozowo-fruktozowy, miazga kakaowa, emulgatory (E 471, E 442, E 476), stabilizatory (E 410, E 412, E 407), kawałki wanilii, aromaty, barwnik (E 160a).

Lody Häagen-Dazs Vanilla Caramel Almond Stickbar, 80g (70ml), ok. 9 pln: lody- śmietana, zagęszczone mleko odtłuszczone, cukier, żółtko jaja, naturalny aromat waniliowy, czekolada- tłuszcz kakaowy, cukier, pasta kakaowa, mleko pełne w proszku, bezwodny tłuszcz z mleka, olej kokosowy, odtłuszczone mleko w proszku, emulgator lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy, sos karmelowy- cukier, zagęszczone mleko odtłuszczone, syrop glukozowy, masło, syrop glukozowy w proszku, sól, substancja żelująca- pektyny, naturalny aromat waniliowy, prażone migdały- migdały, olej z krokosza barwierskiego.

Zawartość cukru.

Cukier na 100g produktu:
Grand / Magnum / HD
24g / 29g / 24.7g

Zawartość tłuszczu.

Tłuszcz na 100g produktu (w nawiasie kwasy tłuszczowe nasycone):
Grand / Magnum / HD
19g (13g) / 21g (13g) / 25.6g (14.4g).

Mój komentarz.

Jeśli chodzi o zawartość cukru – nie ma kolosalnych różnic, chociaż Magnum ma o 1 łyżeczkę więcej. Tłuszcz też podobnie, o 1 łyżeczkę więcej ma HD ale kwasów nasyconych wszystkie trzy zawierają podobną ilość, najmniej tłuszczu ma Grand.

Grand podobny jest do Magnum jeśli chodzi o skład: baza na odtworzonym mleku, tłuszcz mleczny + kokosowy, cukier + syrop glukozowy. Dodane bajery aby składniki trzymały się kupy to emulgatory + stabilizatory. Magnum wyróżnia się obecnością: syropu glukozowo-fruktozowego (brak w Grandzie), barwnika (brak w Grandzie) oraz 3 emulgatorów (Grand ma jeden), w tym polirycynooleinianem poliglicerolu E476. O ten składnik pytał Szymon Kubicki speców z Wedla, przeczytacie o tym tu.
Podsumowując – wybrałabym Granda.

Häagen-Dazs wygląda najbardziej naturalnie na tle kolegów – baza na śmietanie, jeden emulgator, syrop glukozowy (ale wyłącznie jako składnik sosu karmelowego), za to zero stabilizatorów (substancja żelująca – pektyny ale ponownie jako składnik sosu karmelowego). Zawiera najwięcej tłuszczu ale z dwojga złego wybieram mniej cukru niż tłuszczu.

Podsumowując.

Jeśli stać mnie na HD – wybiorę zjedzenie jednego loda o bardziej naturalnym składzie zamiast 2 x Magnum (cenowo wychodzi na to samo) na odtworzonym mleku z 6 polepszaczami. Jeśli szkoda mi kasy – wybieram Granda. Wspieram Polską firmę, stawiam na 4 polepszacze zamiast 6 i mniej cukru oraz tłuszczu.

sorbety

Porównanie lodów – sorbety.

Przedstawiam Wam małe porównanie – sorbety, które obecnie można kupić w sklepach. Mam nadzieję, że pomoże Wam wybrać ulubiony produkt.

Składniki:

Häagen-Dazs (HD) cytryna: woda, cukier, sok cytrynowy odtworzony z zagęszczonego soku cytrynowego 15%, suszony syrop glukozowy, pektyny naturalny aromat cytrynowy.

Grycan cytryna: woda, cytryny – 25%, cukier, stabilizatory i zagęstniki (pektyna, guma guar, guma ksantanowa, mączka chleba świętojańskiego), glukoza, ziemniaczany syrop glukozowy.

Grycan truskawka: truskawki – 45%, woda, cukier, glukoza, ziemniaczany syrop glukozowy, stabilizatory i zagęstniki (guma guar, guma ksantanowa, mączka chleba świętojańskiego), regulator kwasowości (kwas cytrynowy).

Zielona budka (ZB) truskawka: truskawki 47%, woda, cukier, glukoza, syrop glukozowy, zagęszczony sok cytrynowy, stabilizatory (guma guar, karagen).

Grycan w porównaniu do HD.

Grycan ma więcej (teoretycznie bezpiecznych) substancji zagęszczających ale też więcej owoców i to nie średnio wartościowego soku tylko po prostu owoców. Zawartość cukru podobna, chociaż w Grycanie cukier na 3 miejscu, w HD już na 2. Cena ok 10 pln (Grycan), ok. 24 pln (HD) za 500ml.

Grycan w porównaniu do ZB.

Skład wygląda podobnie (zawartość truskawek i cukru zbliżona) z małym ALE: w lodach Grycana obecny jest kwas cytrynowy (w ZB sok cytrynowy a więc lepiej) ale za to brak karagenu (w ZB jest). Karagen jest zagęstnikiem o nadszarpniętej reputacji. Teoretycznie bezpieczny, wg niektórych autorów uznany za szkodliwy. Poczekamy, zobaczymy.

Mój komentarz.

Ponieważ większość sorbetów ma podobną zawartość cukru (średnio 21 – 24 g na 100 g produktu, czyli ok. 5 łyżeczek na ok. pół szklanki) skupię się na pozostałych składnikach z zaznaczeniem, że chętniej wybieram:

owoce (cukier 'naturalny’) > cukier > glukoza > syropy > fruktoza 'sztuczna’.

Generalnie unikałabym zagęstników. To nie są składniki niezbędne w standardowej diecie, a zdarzają się alergie i 'atrakcje’ pokarmowe.
Akurat sorbety to coś, co bardzo łatwo można zrobić samemu (ulubione owoce np. banany bio, truskawki zmiażdżyć, zmieszać zamrozić, koniec), zwłaszcza, że formy do robienia lodów są łatwo dostępne w sklepach.

Jeśli lubicie i często wybieracie sorbety, spróbujcie zrobić je w domu zamiast kupować – taniej i dużo zdrowiej (super pomysł zwłaszcza dla dzieci, starszak może zrobić lody samemu – rozgniata banany widelcem, wkłada do formy itd.).

Jeśli musicie kupić: kochacie sorbety i stać Was na HD? Może lepiej wybrać właśnie propozycję bez gumy guar i ksantanowej. Jecie sporadycznie i budżet nie pozwala? Kierowałabym się smakiem i samopoczuciem po spożyciu (zagęstniki), pamiętając o tym, że nie wszystkie substancje pochodzenia naturalnego są zdrowe i / lub obojętne dla organizmu.

Jeszcze kilka uwag o sorbetach 'naturalnych’ z popularnych ostatnio 'domowych lodziarni’- trzeba dowiadywać się jaki jest skład! Kogo nie zapytam, prawie wszyscy producenci dodają pektyny (czy coś jeszcze?) i słodzą fruktozą. Czy takie sorbety są bardziej wartościowe? Te zawierające dużo owoców i mało bajerów są fajne ale szczerze? Ja wolę mały dodatek zwykłego cukru zamiast dosypki fruktozy.

Jakie są Wasze ulubione sorbety? Koniecznie sprawdźcie jaki mają skład w porównaniu z wymienionymi!

Czy kaszki dla dzieci są zdrowe?

Czy produkt leżący na półce ze zdrową żywnością’ jest bardziej wartościowy? Jak widzę na opakowaniu uśmiechnięte dzieciaki i wielkie kolorowe owoce to zwykle zapala mi się czerwona lampka, tak było i tym razem.

Dziś o kaszce mleczno-kukurydzianej Celiko. Nie mam nic do firmy Celiko- przeciwnie, uważam, że mają fajne pomysły ale tym razem jak dla mnie kulą w płot.

Zacznę od końca, tzn. od zawartości cukru: 56g na 100g produktu (czyli w porcji ponad 5.5 łyżeczki). Jak ktoś dużo biega- czemu nie. Jak ktoś siedzi- trochę dużo. Moim zdaniem? Jest to dla każdego dziecka spora dawka cukru w dużej mierze pochodzenia 'sztucznego’.

W tym momencie powinno nastąpić 'dziękuję, do widzenia’ ale zobaczcie co jeszcze ciekawego producent przeznaczył dla kolorowych uśmiechniętych dzieci prócz cukru i syropu glukozowego.

Trzon produktu stanowi kaszka kukurydziana (50%) + mleko w proszku (16%). Do kompletu cześciowo utwardzony tłuszcz palmowy. Słowo 'utwardzony’ powinno budzić u Was jawny sprzeciw. To nie jest dobra grupa tłuszczów dla dorosłych (choroby krążenia, otyłość), tym bardziej dla dzieci. 'Palmowego’ też nie lubię- nie jest aż tak wartościowy, żebym padała na kolana plus otoczka ekologiczna.

Truskawki są w ilości 2.5% na całość, naturalnie w proszku. Niestety główny składnik tego proszku to maltodekstryna, mająca tyle wspólnego z truskawkami co kwiatek z kożuchem.

Do tego w składzie jakieś witaminy (zalewane wodą 75’C, heh) oraz 'minerały’ (na studiach mówili, że 'minerały to są w ziemi’), regulator kwasowości, przeciwzbrylacz, aromat, sól.

Jakaś alternatywa? Pewnie! Kaszka kukurydziana zwykła bez dodatków (owsiana, jaglana itp.) z jogurtem (kefirem, maślanką) z truskawkami lub innymi świeżymi lub suszonymi (byle umytymi!) owocami (dla starszych dzieci: pestkami, nasionami plus ewentualnie lokalnym miodem naturalnym).

Prościej, taniej ale przede wszystkim zdrowiej.

Czy gofry i naleśniki mogą być niezdrowe?

Gofry i naleśniki – temat bardzo aktualny zwłaszcza latem. Wiem, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Jeśli tak, miejsce mam tam stale szykowane już od urodzenia.

Lubię czasem zjeść gofra.

Ostatnio popytałam miłe panie i panów w różnych miejscach z czego robią gofry. Za każdym razem padała ta sama odpowiedź: 'aaa z takiej mieszanki’. Pogrzebałam, poszukałam i proszsz: przykładowy produkt można znaleźć w internecie.

image

Wydajność.

Całkiem spora bo 5 kg (np. za 35 pln) daje w efekcie aż ok. 100 gofrów czyli jeden goferek to ok. 0.35 pln (a sprzedają po 4 pln, złoty interes!). Do tego proszku należy doliczyć jeszcze inne opłaty- jasna sprawa. Np. za wodę i olej (ciekawe jaki…), które dodaje się do proszku aby otrzymać masę. Producent zapewnia, że produkt nadaje się również do otrzymania naleśników i biszkoptu. A ja głupia myślałam, że jem w knajpach prawdziwe naleśniki (bo że jajecznicę z proszku to już słyszałam).

Dyskusja.

Zapewne zaraz podniosą się głosy 'ale o co ci chodzi z tym proszkiem?’. Już wyjaśniam.

1. Nie lubię produktów z proszku bo mają niższą (o ile jakąkolwiek) wartość odżywczą i nie wiem co ten konkretny proszek zawiera.
2. Nie podoba mi się zawartość fosforanów w takich proszkach (ogólnie w żywności) bo np. zaburzają równowagę kwasowo – zasadową oraz wapniową.

O ile dorośli mogą pozwolić sobie na różne szaleństwa dietetyczne o tyle dzieci już nie bardzo albo nie tak często. Równowaga wapniowo – fosforowa jest bardzo ważna właśnie u dzieci ale też u kobiet w ciąży i karmiących. Jasne, że jak zjesz coś z proszku od dzwonu – nic nie powinno się stać ale jeśli spożywasz takie cuda regularnie, może pojawić się problem.

– Jak napcha się ciastkami lub goframi to nie zje nic innego.
– Daj spokój, są wakacje.
Nie jestem psychologiem dziecięcym ale wiem, że niektóre dzieci z reguły nie kumają tego, że 'w wakacje można a później nie można’. Bo po wakacjach miejsce gofrów zastępują ciastka z fosforanami. Chyba lepiej sprawdza się system zero – jedynkowy. Ale jest na to inny sposób.

Ekscesy spożywcze.

Tak ale z głową. Skoro wiem, że nażarłam się fosforanów – dla równowagi muszę zjeść produkty z wysoką zawartością wapnia. Przykładowo: kefir, jogurt, ser, małe rybki z ośćmi, orzechy a nawet natkę pietruszki. Czemu nie wytłumaczyć tego również dzieciom- to tacy sami ludzie jak my tylko mali i z mniejszym doświadczeniem. Jem coś mniej zdrowego ale do tego coś bardziej zdrowego- coś za coś- myślę, że to zrozumieją.

Ps. Jak ktoś chce i ma czas- gofry można łatwo zrobić sobie czy dzieciom w domu z 'prawdziwych’ produktów, np. ze zsiadłego mleka, nawet bez użycia proszku do pieczenia, fosforanów itp. W internecie znajdziecie mnóstwo fajnych, sprawdzonych przepisów. Zdrowiej, taniej a jaka satysfakcja!

Smacznego!

Dlaczego cukier wpływa na płodność?

Statystycznie większość z Was wie, że nadmiar cukru może być przyczyną wielu chorób. Kojarzymy cukrzycę, otyłość oraz związane z tym choroby układu krążenia. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że regularne spożywanie cukru w większych ilościach (przy niskiej aktywności fizycznej) może skutkować nie tylko zwiększeniem masy ciała (co ma negatywny wpływ na płodność) ale też ZABURZENIAMI HORMONALNYMI występującymi również u osób NIE MAJĄCYCH nadwagi. Dlaczego tak się dzieje?

Węglowodany oddziałują na stężenie glukozy i insuliny we krwi. Gdy ich podaż (zwłaszcza produktów o wysokim IG- indeksie glikemicznym, czyli szybko podnoszących poziom glukozy) jest stale zbyt wysoka, może prowadzić to do zakłócenia równowagi związanej z regulacją poziomu glukozy we krwi, za którą odpowiada INSULINA. Po spożyciu produktu bogatego w cukier (np. słodyczy), poziom glukozy gwałtownie podnosi się, następnie wyrzut insuliny pojawia się w celu wyrównania. Przy systematycznej podaży większych dawek cukru insulina utrzymuje się na wysokim poziomie- stan ten nazywamy hiperinsulinemią, czego konsekwencją może być insulinooporność. Oznacza to, że tkanki przestają prawidłowo reagować na ten hormon, co (łącznie z hiperinsulinemią) zaburza równowagę hormonalną (insulina związana jest również z innymi procesami w organizmie). Insulinooporności sprzyja występowanie nadmiaru tkanki tłuszczowej, której odkładanie wzmaga sama insulina. W prostych słowach: organizm lubi równowagę i spokój bo wszystko ma elegancko poukładane- hormony krążą we krwi przekazując różne informacje, wszyscy ładnie pracują jak przysłowiowy facet z taczką. Jeśli w każdym posiłku dostarczasz cukry proste (patrząc na składy produktów nie jest to wcale takie trudne) i to w nadmiarze- następuje zaburzenie równowagi, za dużo glukozy, insuliny, sprzeczne komunikaty, nawet chaos. Generalnie jest 'taki zapieprz, że nie ma kiedy taczki załadować’. Co to oznacza?

Gdy jesteśmy głodni, spożywamy posiłek ale zamiast sytości nadal mamy apetyt, więc jemy więcej. Dzieje się tak również dlatego, że otyłość wiąże się z zaburzeniami poziomu leptyny- substancji odpowiedzialnej za uczucie sytości. Dodatkowo nieprawidłowy poziom leptyny oddziałuje poprzez receptory na komórki ziarniste i hamuje syntezę hormonów steroidowych. Zmiany te wpływają na funkcjonowanie jajników i jakość oocytów, co powoduje zaburzenia menstruacji i może mieć negatywny wpływ na płodność.  Wg badaczy leptyna może pełnić rolę łącznika między odżywianiem a reprodukcją- zgromadzone dane wskazują na udział leptyny w regulacji procesów związanych z dojrzewaniem seksualnym oraz rozrodem.

Niestety to nie wszystko, otyłość oznacza też zwiększoną produkcję estrogenów, których liczba koreluje z wydzielaniem hormonu luteinizującego (LH) oraz zwiększonym stosunkiem LH/FSH (FSH – hormon folikulotropowy), co niekorzystnie wpływa na wzrost pęcherzyków jajnikowych. Zawartość tkanki tłuszczowej determinuje również morfologię i grubość endometrium, jakość oocytu i embrionu. Nie dziwi więc fakt, że kobiety z nadmierną masą ciała mają TRZYKROTNIE WIĘKSZE RYZYKO wystąpienia zaburzeń płodności.

O czym warto jeszcze pamiętać? O tym, że oprócz spożywania nadmiaru 'zwykłego’ cukru (sacharozy), niekorzystna jest też podaż FRUKTOZY (dodawanej do niektórych napojów, lodów itp.), która nie powoduje skoków insuliny, ale jest dużo łatwiej przekształcana w tkankę tłuszczową. Więcej o fruktozie znajdziecie tu. Zamiast żywności przetworzonej i produktów o wysokiej zawartości cukru lub (co gorsze) syropów cukrowych, jadłospis warto wzbogacać o węglowodany złożone (pełnoziarniste pieczywo, kasze), produkty o niższym IG, dzięki którym nie narażamy się na gwałtowne skoki glukozy (a w konsekwencji insuliny). Rezygnując z nadmiaru słodyczy (np. 1 – 2 kostki czekolady zamiast połowy tabliczki) warto również ograniczać spożycie owoców do jednej porcji dziennie.

Nie myślcie sobie, że uwagi te dotyczą wyłącznie kobiet! U otyłych MĘŻCZYZN ryzyko zaburzeń erekcji jest trzykrotnie większe w niż u mężczyzn z prawidłową masą ciała. Im wyższa masa ciała tym niższe jest również stężenie testosteronu (uczestniczącego w procesie powstawania i dojrzewania plemników).

Jaki z tego wniosek? Stabilizacja poziomu cukru we krwi oraz skuteczna walka z otyłością może być jednym z elementów dbania o siebie oraz leczenia niepłodności i to bardzo ważnym, ponieważ ma dobrze udokumentowane pozytywne efekty. ALE bezmyślne odchudzanie pod postacią eliminacji tłuszczu z diety może mieć negatywny wpływ bo zarówno nadmiar, jak i niedobór masy ciała wynikające ze sposobu żywienia mogą negatywnie wpływać na płodność.  Myślę, że warto spróbować i zacząć od obserwowania siebie – kiedy i dlaczego spożywamy produkty słodzone. Jeśli potrzebujesz wsparcia w tym temacie – więcej informacji jak ograniczyć cukry proste i cukier dodany oraz sporo prostych wskazówek jak zadbać o siebie i o rodzinę znajdziesz na mojej platformie edukacyjnej (klik). Jeśli chcesz w 2 tygodnie zacząć kontrolować to co kupujesz oraz ilość cukru, którą spożywasz w tym prostym szkoleniu (klik) nauczę Cię kilku prostych trików – wystarczy 10 minut dziennie (to szkolenie jest też na mojej platformie w pakiecie premium).

Sos do spaghetti – porównanie.

Jesteś na wakacjach, nie gotujesz DLA ZASADY ale…spaghetti by się zjadło. Sos gotowiec, najlepiej ze słoika- wiadomo! Jaki wybrać? Na rynku całkiem sporo produktów: do wyboru do koloru.

Podstawowa selekcja: konserwanty i wzmacniacze smaku odpadają. Ja dziękuję również za syrop glukozowo-fruktozowy, substancje zagęszczające, regulatory oraz nieznane aromaty i przyprawy (jak w przykładowym Bolońskim Aspiro).

Processed with MOLDIV

Okazuje się, że na szczęście można kupić prosty sos: pomidory + inne warzywa, sól, cukier (Barilla Arrabbiata). Nic więcej i o to chodzi!

Processed with MOLDIV

Ciekawostką jest wypuszczony przez Knorra 'naturalnie smaczny’ sos w proszku ’100% naturalnych składników’. Sosy w proszku z reguły są słabe, ten jest faktycznie ciut lepszy (przecier pomidorowy 38%, cebula 14%, reszta to cukier, sól, suszone pomidory i inne warzywa, skrobia itd. czyli nie ma tragedii). ALE czy ktoś z Was zwrócił uwagę na zawartość cukru i soli…? Processed with MOLDIV

W tym cudzie natury aż 38% składu to cukier (naturalny + dodany), czyli 3.3 łyżeczki w paczuszce (43g). Jak zrobię danie (dla mnie paczka na 1-2 porcje a nie jak sugeruje producent na 3) to wychodzi 1.7-3.3 łyżeczki. W sosie ze słoika cukier to średnio 4.5-5.5g/100g produktu czyli jedząc 1/3 słoika na raz dostanę ok. 1.2-1.5 łyżeczki. Sól w Knorrze to 11.7% czyli dostanę ciut ponad 1 łyżeczkę jedząc zawartość paczki (1/2 łyżeczki w połowie paczki). W słoiku 1-1.4g./100g, w 1/3 słoika zatem ok. 0.3 łyżeczki. Niby niewielka różnica ale…no właśnie.

Pojedynek zdecydowanie wygrywa Barilla– pod każdym względem!

Kilka słów komentarza:

1. Byłam dziś w Biedronce- nie jestem tam częstym gościem, do tego niemiło wspominam aferę z robieniem zdjęć. Mój wniosek nie jest dla niektórych zaskoczeniem: produkty robione przez różne firmy DLA Biedronki bywają słabej jakości. Na pewno nie wszystkie, znalazłam też kilka całkiem przyzwoitych i na pewno je tu + na Instagram (Doktorania) wrzucę ale serio, 80% tego co dziś wzięłam do reki było słabe, zwłaszcza propozycje dla dzieci (słodycze, jogurty itd).

2. Barilla ma całkiem dobre, proste sosy oraz pesto! Oczywiście nie wszystkie ale chyba łatwiej znaleźć lepsze niż gorsze.

3. Knorr idzie z duchem czasu. Cieszę się, że wypuścili taki produkt- nie jest idealny ale różnica między ich klasykami typu kostki (tfu) itp. a tym- ogromna.

Szybki obiad czy pizza?

Przychodzisz do domu, otwierasz lodówkę i nadchodzi ten krępujący moment konsternacji, że jednak obiad sam się nie ugotował. A miał kurde tyle czasu. Siedział sam w domu, albo z dziecmi siedział i przecież nic nie miał do roboty…!

Jeśli też tak miewasz, podsunę Ci kolejny produkt z serii 'to może pizza…?’ Oczywiście- pizza na cienkim cieście z dobrej jakości składnikami jest super i gdyby tylko te 1000 kcal szło w cycki- na bank jadłabym codziennie…

Dlatego nie wiem jak Wy ale ja mam zamrażarkę pełną skarbów i nie mówię w tej chwili o tej 1/3 wypełnionej grycanami (oczywiście w każdym jest koperek lub natka, przysięgam!). Mam na myśli zestawy mrożonych warzyw ale nie typu marchewka z groszkiem. Mieszanki wieloskładnikowe czyli zdrowy fast-food. To banalnie prosty i wbrew pozorom tani sposób na zdrowy posiłek.

Oczywiście najlepiej jeść świeże produkty itp. itd.- jak się da to wspaniale. Jak się nie da- trzeba jakoś wybrnąć, a odpowiednio zamrożone warzywa po rozmrożeniu nadal są wartościowe. Jest tylko jeden warunek, warunek zero: zero glutaminianu (i innych wzmacniaczy smaku typu ekstrakt drożdżowy), zero oleju palmowego, zero sztucznych barwników, aromatów i zero innych podejrzanych substancji. Najlepiej jak skład jest w miarę zróżnicowany (a nie np. 70% ziemniaków) i zbilansowany pod względem wartości odżywczej (zawierający również białko najlepiej pochodzenia roślinnego, np. soczewica, fasola, groch- odradzam 'gotowce’ z mięsem).

Zatem mieszankę wrzucasz do garnka lub na patelnię, dodajesz łyżeczkę dobrego oleju (niektóre witaminy lepiej wchłaniają się w towarzystwie odrobiny tłuszczu), w wersji rozszerzonej ulubione przyprawy, kaszę, ryż itp. a w wersji na bogato np. passatę pomidorową (przecier) lub ulubione dodatki (np. oliwki) i tyle w temacie.

Głębsza prawda jest jednak taka, że Twojego organizmu nie obchodzi czy byłaś/eś na targu warzywnym lub czy o świcie w pocie czoła zbierałaś/eś ekologiczne kaszubskie warzywa (wersja extended), które później obrawszy i zmieszawszy doprawiłaś/eś wg zasad feng shui itp. itd.

Natomiast warto wiedzieć, że taka wątroba płacze na widok seropodobnej brei będącej mieszanką tłuszczu palmowego i wody z mlekiem w proszku i milionem E, trzustka przewraca oczami na widok pseudo-salami będącego w rzeczywistości tłuszczem z dodatkiem bliżej nieokreślonej części nieznanego zwierzęcia, a bidny żołądek z przerażeniem obserwuje tonę poprawiaczy i innych substancji drażniących bo przecież bez tego to gówno szumnie zwane pizzą smakuje jak tektura z margaryną.

Zrobienie obiadu z warzyw mrożonych trwa tyle ile zamówienie/ rozmrożenie/ odgrzanie pizzy, natomiast wartość odżywczą mimo strat podczas gotowania itp. w porównaniu do wartości średniej jakości pizzy dzieli przepaść, nie wspominając o ilości chamskiego tłuszczu, którego kompletnie nie potrzebujesz np. w naczyniach wieńcowych. No chyba, że ktoś generalnie lubi mieć tłuste aorty, to wtedy sorry i smacznego.