Kurczak

Kurczak z warzywami – odpowiedź Producenta.

Jakiś czas temu wrzuciłam na instagramowy oraz na facebookowy profil Doktor Ania zdjęcie kurczaka. Byłam ciekawa jak Producent rozwiązał temat braku substancji dodatkowych w produkcie zawierającym m.in. wodę, kurczaka i ryż.

Pytanie.

Mimo, iż domyślałam się gdzie „ukryta jest” będąca na pierwszym miejscu woda, wolałam upewnić się u źródła czy opłaca się robić produkt bez zagęstników i wspomagaczy zwłaszcza, że przy okazji takich rozmów zawsze dowiaduję się czegoś nowego, zbieram ciekawostki i fajne spożywcze „historie z życia wzięte”.

Kurczak

Nie zdążyłam jednak nawet napisać maila – Producent sam, niemal od razu odezwał się odpowiadając na moje pytania. Nie publikuję tu całej naszej dyskusji, pytań miałam kilka. Wrzucam (za zgodą Producenta) jedynie fragmenty dotyczące składu.

Odpowiedź.

„Tak naprawdę każdy producent i produkt mają swoją specyfikę. Konkurencja rynkowa i presja cenowa ze strony sieci handlowych powoduje, że w wielu firmach głównym celem jest jak najniższy koszt wytworzenia – wszystko po to, by sprostać oczekiwaniom cenowym handlu. Często więc receptura i jakość składników są tak dobierane, aby uzyskać jak najniższą cenę (np. poprzez stosowanie MOMu zamiast pełnowartościowego mięsa). Stosowanie dodatków do żywności nie jest zabronione, więc aby uzyskać odpowiedni smak i wygląd produktu, wielu producentów idzie na skróty – dodaje wzmacniacze smaku (glutaminian sodu lub inne.), barwniki i aromaty – tak jest najprościej i najtaniej, bo nie trzeba budować smaku w oparciu o większą ilość warzyw, przypraw, męczyć się z rozwojem receptur opartych o naturalne składniki etc. My mamy taką filozofię, że w składzie mamy tylko to, co niezbędne, aby dany produkt finalnie dobrze smakował bez wzmacniaczy, konserwantów, barwników i aromatów. Dlatego dość dużo czasu zajęło nam opracowanie receptur bez tych wszystkich dodatków w składzie. Jesteśmy jedyną firmą w Polsce z taką jakością/składem dań gotowych. Takie podejście kosztuje – bo przy naszej jakości nie jesteśmy w stanie często zaoferować wielu klientom naszych produktów w oczekiwanych przez nich cenach (takich, jakie inni producenci są w stanie, właśnie dzięki oszczędnościom na tańszych surowcach). No, ale to kwestia filozofii działania – my powiedzieliśmy sobie, że w kwestiach jakościowych nie idziemy na kompromisy i wierzymy, że również w dłuższej perspektywie okaże się to słuszne. Na razie widzimy, że takie podejście zaczyna procentować i coraz więcej klientów docenia jakość, a nie tylko najniższą możliwą cenę.” 

„Wszystkie składniki są wymienione na etykiecie – nic poza tym nie dodajemy. Sos z częścią składników gotujemy w specjalnym „kotle”, mięso i warzywa dozujemy do słoików, zalewamy sosem i po zamknięciu sterylizujemy. Poza tym żadnych magicznych sztuczek nie stosujemy.”

„Co do zagęstników,  to sami w niewielkich ilościach do niektórych produktów musimy dodawać skrobię, żeby uzyskać odpowiednią konsystencję sosu po sterylizacji (jednym słowem, żeby nie był zbyt rzadki). Ale robimy to nie dlatego, żeby na czymś „oszczędzić”, tylko dlatego, że po prostu nie ma innej możliwości technologicznie, aby utrzymać odpowiednią konsystencję produktu po sterylizacji.  Natomiast dodatek skrobi mamy tylko w tych produktach, gdzie inne składniki (jak i dodatek mąki) nie są w stanie zapewnić odpowiedniej gęstości sosu Ponieważ jesteśmy przejrzyści i uczciwi, to piszę o tym wprost – zresztą wszystkie składniki są jasno wypisane na opakowaniach. Ponieważ trwałość produktów zapewniamy poprzez sterylizację (a nie konserwanty itp.), to niestety na to jedno ustępstwo czasami jesteśmy zmuszeni pójść.”

Dziękuję za rozmowę!

Kategorie: Inne
dzień mamy

Droga Mamo.

Życzę Ci, żebyś pamiętała, że jesteś TAK SAMO ważna jak inni Członkowie Rodziny. 

Niezależnie od wykształcenia, wyglądu, pochodzenia, pracy lub jej braku, stanu konta, popełnionych w przeszłości błędów itd. – nadal jesteś FAJNYM Człowiekiem, jesteś Mamą, zasługujesz na szacunek. Naucz tego siebie, wymagaj tego od innych. Bycie popychadłem źle robi nie tylko w Twojej głowie – to również słaby wzorzec dla Twoich Dzieci.

Życzę Ci, żebyś potrafiła zawalczyć o przestrzeń dla siebie. 

Przysłowiowe 5min dziennie. A tak serio, to raczej ciut więcej. Przeznacz ten czas wyłącznie na SWOJE sprawy. To co lubisz, relaks, drzemka, manikiur, ulubiona książka, spacer, kawa, nauka. Rozwijaj się, ucz, nie rezygnuj, jeśli tylko możesz choć chwilę dziennie przeznaczyć na rozwój. Bądź trochę egoistką. To niemodne w obliczu kultu zarzynającej się Matki Polki, która wszystko robi sama, wiem. Ale dzięki temu nauczysz Dzieci, że trzeba być ważnym dla siebie samego, że dbanie o siebie jest kluczowe, że umiejętność bycia samemu ze sobą, LUBIENIE SIEBIE to większe szanse na zdrowy związek z drugim Człowiekiem.

Życzę Ci, żebyś umiała zarządzać wyrzutami sumienia. 

Nie, nie mogłaś zrobić lepiej. Powiedzieć inaczej, podjąć innej decyzji. Wtedy zrobiłaś najlepiej, wedle wiedzy w tamtej sytuacji. Wyciągnij wnioski, przyjmij lekcję z pokorą. Idź dalej. Nie zajmuj się rzeczami, na które nie masz wpływu – zamartwianie się to strata czasu.

Życzę Ci umiejętnego dogadywania się z Ojcem Dziecka, Mężem, Partnerem.

Wbrew obiegowej i niestety powszechnej opinii – On NIE MA CI POMAGAĆ przy dziecku. To nie jest dodatkowy projekt, dorywcza praca, dodatek do życia. ON MA JE WYCHOWYWAĆ. Ma przewijać, karmić, usypiać, zawozić, przywozić, płacić, być. Dokładnie tak jak Ty. Jeśli nie umie – spokojnie wytłumacz, pokaż, rozmawiajcie, uczcie się razem.

Uważaj na wygodny schemat 'o nic nie muszę się martwić’. Ma swoje plusy, ale dziwnym trafem nikt nie wspomina o minusach. Nie obudź się pewnego pięknego dnia z ręką w nocniku – bez pięknego domu, bez kasy, bez pozycji zawodowej, bez możliwości życia 'jak zawsze’. To zimny, nieprzyjemny prysznic, który zdarza się nie tylko na filmach, uwierz.

I na koniec, Droga Mamo, życzę Ci dużo siły podczas podejmowania trudnych decyzji.

’Jakoś to będzie’ jest najgorszym wyborem.

Być może myślisz, że utrzymywanie Rodziny w obecnym kształcie – za wszelką cenę – ma sens. Może uważasz, że Dzieci 'muszą mieć ojca’ i to jest priorytet. Płacisz za to słuchaniem epitetów, byciem na końcu listy ważności, tolerowaniem dziwnych zachowań. Płacisz często dużo więcej. Teraz.

Zapominasz, że Twoje Dzieci też za to zapłacą, ale w przyszłości. One obserwują bardzo nieprawidłowy schemat, wiesz? Dla nich to taki standard, być może będą bezwiednie powielać go w przyszłości. Masz tego świadomość? Chcesz, żeby Twoja Córka żyła w takim układzie?

Dobrze się zastanów i podejmij kroki jeśli jest źle. Będzie Ci ciężko, owszem, ale z czasem będzie lepiej. Najtrudniej jest zacząć. Jeśli nie masz wsparcia u najbliższych – poszukaj pomocy na zewnątrz. Znajomi, przyjaciele, terapeuci, ośrodki pomocy. Działaj, nie trać czasu. Ratuj Dzieci.

Droga Mamo, życzę Ci uśmiechu, więcej snu i spokoju, nawet gdy Ci ciężko.

Pamiętaj, że to minie. Nawet gdy czasem myślisz, że nie dasz już rady. WSZYSCY tak mamy. Czasem nie mamy siły wstać z podłogi. Nie da się być Supermenką 24/7. Każdy z nas ma czasem lepszą, czasem gorszą formę. Korzystaj z lepszej, zaakceptuj gorszą jeśli nie trwa zbyt długo. Zrób badania, odwiedź specjalistę, jeśli nie dajesz już rady i trwa to od dawna. Dbaj o siebie. Maskę tlenową zakładasz w samolocie najpierw sobie, prawda…?

I pamiętaj, że niezależnie od tego, co mówią inni, niezależnie od tego czy mogłaś lepiej, co by było gdyby – nie rozpamiętuj, nie porównuj siebie do innych. Odpuść, pogódź się i idź dalej, do przodu.

Jesteś wystarczająco dobra.

Jesteś NAJLEPSZĄ MAMĄ NA ŚWIECIE.

władza absolutna

Władza absolutna – zasady w moim domu.

Raz na jakiś czas staram się przypominać ludziom o zasadach panujących na moich profilach społecznościowych, ale może warto mieć je gdzieś w jedyn miejscu i po prostu rzucać linkiem raz na jakiś czas. Myślę, że niektóre z nich są na tyle uniwersalne, że przydadzą Ci się również w życiu prywatnym.

Władza absolutna.

Tak! Przyznaje się! Władza absolutna jest, będzie i bardzo sobie to cenię bo trochę nad tym pracowałam. Mało tego – TY TEŻ JĄ MASZ! Masz władzę nad składem swojego otoczenia, masz prawo jasno wyrażać swoje zdanie i jasno komunikować, gdy coś Ci nie pasuje. Zapraszając mnie do swojego domu masz prawo oczekiwać, że będę szanowała Twoje zasady. Ja mam prawo je olać i żyć po swojemu ale wtedy nie będę zdziwiona gdy wyrzucisz mnie na zbity pysk. Bo nie szanuję Twoich zasad. Bo przyszło mi do głowy, że wyleję wiadro gówna na środku Twojego mieszkania. Bo Tobie może się to nie spodobać. Masz prawo wywalić mnie bez słowa. Tak samo ja mam prawo wywalić Cię z mojego domu, którego przedłużeniem jest mój facebook i instagram.

Twoje publiczne komentarze są publiczne.

Naprawdę myślisz, że komentując na moim PUBLICZNYM profilu nie mam prawa pokazywać Twojego komentarza publicznie? Trzy razy zastanów się nad tym co piszesz.

Jeśli czujesz silną potrzebę wylania żółci lub poniżenia mnie lub mojego Czytelnika – zmień profil. U mnie nie ma miejsca na przepychanki i obrażanie mnie + moich Obserwatorów. Niezależnie czy żyją i odżywiają się w sposób który Ci odpowiada czy nie.

Otaczam się ludźmi, którzy mnie szanują.

Ty również masz prawo otaczać się ludźmi, którzy Cię szanują i cenią bez względu na Twoje pochodzenie, orientację, wyznanie, stan posiadania i wykształcenie. Masz prawo odseparować się, odciąć lub ograniczyć kontakty z toksycznymi osobnikami. Masz prawo powiedzieć 'dosyć’, 'nie podoba mi się to jak mnie traktujesz’, 'proszę zajmij się swoim życiem’. Korzystam z tego prawa codziennie, Tobie też polecam. Na wiele rzeczy nie mamy wpływu, to prawda. Ale możemy działać, jeśli chodzi o kształtowanie relacji w naszym otoczeniu, w naszym domu.

Olewam ludzi, którzy lepiej ode mnie wiedzą jak mam żyć.

Nauczyłam się i nadal uczę nie zwracać uwagi na smutnych, sfrustrowanych ludzi, doradzających mi UWAGA, UWAGA: W DOBREJ WIERZE jak mam żyć, pracować, pisać. Jakiego mam używać języka, jakich treści. Oni doskonale wiedzą czy to co robię jest dobre, wartościowe, czy zajdę daleko czy wyląduję w szambie. Nawet jeśli są to lub były bliskie mi osoby – nauczyłam się odcinać od takich TOKSYCZNYCH zachowań. Złośliwość, uszczypliwy przekaz, dziwne insynuacje i komunikaty na zasadzie „przykro mi, że” to dla mnie TOKSYNY. Usuwam je bez żalu z mojego życia. Razem z autorem wypowiedzi. To są często bardzo trudne sytuacje rodzinne jednak dla mnie ważniejsze jest to, co dzieje się w MOIM domu z MOJĄ najbliższą rodziną. Mam jedno życie i nie mam zamiaru nawet sekundy tracić na idiotyczne dyskusje, emocjonalne podjazdy i głupkowate gierki. Jeśli jest taka konieczność posługuję się środkami ostatecznymi, czyli kompletnym urwaniem relacji z osobą „ale ja chcę tylko dobrze dla ciebie”.

Ludzie, czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że jestem świadoma tego co robię, że idę SWOJĄ drogą, że NIE INTERESUJE MNIE, że inni robią coś tam, że PRZECIEŻ WSZYSCY TAK ROBIĄ, że nie uznaję utartych schematów, że mam swoje metody i że lubię uczyć się na swoich błędach? Dodatkowo nie słucham rad osób, które są w innym miejscu niż to, do którego zmierzam. 

Ignoruję lub blokuję ludzi z kijem w dupie.

Tak, wiem, że brzmi to strasznie ale niestety tak robię. Wyznaję podejście „żyj i daj żyć innym”. Jeśli nie podoba Ci się treść – odejdź. Jeśli nie podoba Ci się język przekazu – odejdź. Jeśli nie podoba Ci się to jak się zachowuję – odejdź.

Ja nie przychodzę do Ciebie i nie wyrażam swojego niezadowolenia z powodu Twoich zdjęć, języka przekazu czy jakości prezentowanych treści.

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie pod postacią merytorycznego komentarza BEZ EMOCJONALNYCH PODJAZDÓW – nie ma sprawy.

Jeśli chcesz napisać, że jestem taka, siaka, robię to i tamto źle Twoim zdaniem – odejdź. Jeśli chcesz napisać, że jesteś pewna gdzie zmierzam i jakie są moje cele – odejdź. Jeśli chcesz mnie oceniać nie mając pojęcia co piszesz – odejdź. Jeśli chcesz napisać mi, że nie podoba Ci się, że napisałam „gówno” – odejdź. Nie interesują mnie Twoje preferencje językowe, Twoje zdanie na mój temat, Twoja opinia o mim życiu. Nie interesuje mnie co myślisz o GMO, pestycydach, gejach i lesbijkach oraz partii rządzącej, zwłaszcza gdy uważasz swoje zdanie za jedyne słuszne i nie rozumiesz, że świat NIE JEST czarno-biały.

I tak wszyscy umrzemy.

Arsen w ryżu, pestycydy, WWA, plastik, antybiotyki, szczepionki – ludzie, kurwa, czy Wy się dopiero urodziliście?

Żyjemy w takich czasach OD LAT. Płacimy cenę za rozwój technologii, za ilość osób na ziemi, za brak szacunku do środowiska, za nieprzemyślane ruchy. Na litość boską nie zaczynaj na profilu dyskusji o tym, że nie jesz mięsa bo zawiera antybiotyki, sera bo jest trujący, warzyw bo azotany, owoców bo pestycydy itd. TAK – WSZYSTKO JEST SKAŻONE I WSZYSCY KIEDYŚ UMRZEMY. 

No i…? Co teraz? No właśnie. Więc daruj sobie informowanie mnie o sprawach na które nie mam wpływu. Chętnie pomogę Ci w obszarach na które mamy wpływ, np. w wybieraniu produktów o niskiej zawartości cukrów dodanych. Bo widzisz, przejmujesz się tak strasznie arsenem i pestycydami, ale to, że Ty i Twoje Dziecko żrecie tony cukru i tłuszcze utwardzane to już luz, prawda? Nie bądź hipokrytą, przestań płakać nad rozlanym mlekiem. Zajmij się tym, co możesz zmienić i nie informuj mnie o rewelacjach ze szmatławców na temat „nowych rewolucyjnych odkryć” prosto z dupy.

Korzystam z tego, że jestem u siebie.

Zapraszam Cię do siebie, żeby Ci pomóc, jeśli tylko jesteś na to gotowa. Mogę pokazać Ci proste sposoby na radzenie sobie z trudnymi tematami. Ty również zapraszasz ludzi do siebie, do swojego świata. Ale i ja i Ty oczekujemy uszanowania pewnych zasad. A jeśli ktoś PO RAZ KOLEJNY nie chce  respektować zasad, nie mam wyrzutów sumienia podczas reakcji. Bo do tego służy WŁADZA ABSOLUTNA. 

Korzystaj i rób porządek w swoim życiu. Pamiętaj co jest dla Ciebie najważniejsze – życie wedle cudzych norm? Cudzych planów? Czy życie swoim trybem, w swoim tempie, wedle tego co TOBIE sprawia radość, co Tobie pasuje. 

Ja żyję po swojemu, niektórym osobom się to nie podoba. Mają dla mnie miliony złotych rad, oczywiście „życzliwych”. Mają pretensje, żal, nie spełniam czyichś oczekiwań, pokładanych nadziei. Nie jestem taka, siaka, nie zachowuję się tak i owak, nie wyglądam, nie mieszkam, nie jeżdżę, nie pracuję, nie piszę, nie żyję wedle ich norm. Owszem. Żyje wedle swoich. Bo to moje życie do diabła! A jak Ci się szczególnie nie podoba i czujesz nieodpartą potrzebę przekazania mi komunikatu nt. niedostosowania mojego życia do Twoich „odpowiednich norm” – od razu powiem wprost i nie chciałabym tego więcej powtarzać: WYPIERDALAJ.

Zero tolerancji dla toksyn.

Kategorie: Inne
cena sukcesu

Cena sukcesu.

Upragniona ciąża, wymarzona sylwetka, zadbany dom, prężnie rozwijająca się firma, dokończona praca naukowa, piękny ogród, własna winnica, a może szyjesz ciuchy? Ręcznie tkasz dywany? Może marzysz o otwarciu własnego salonu piękności? Masz wizję, plany, marzenia, wydaje się, że wystarczy wyciągnąć rękę i „jakoś to będzie”… Czy wiesz jaka jest cena sukcesu? Ile tak naprawdę będziesz musiała zapłacić po drodze? Nie tylko pln-ów, euro czy dolarów. Zapłacisz też ciałem: plus 5 lat do wieku bo stres i niewyspanie. Plus 10 lat w rozwoju umysłowym bo staniesz na krawędzi i trzeba będzie skoczyć. Więcej niż raz. Albo ktoś Cię tam lekko i z uśmiechem na ustach popchnie. Czy jesteś gotowa zapłacić?

Jaka jest cena sukcesu?

Nie wiem. Zapytaj ludzi, którzy go osiągneli. Ja nadal idę swoją drogą. Właściwie nie idę – wspinam się, wdrapuję, czołgam czasami. Mogę zatem zdradzić Ci ile to kosztuje po drodze i jaki jest koszt szacowany. O tak, o tym mogę śmiało opowiedzieć i to ze szczegółami. Bo niektórzy widzą tylko medal, fanfary i otwieranie szampana. Nie widzą ile sportowcy wkładają pracy na co dzień. Ile zmęczenia, zwątpienia, upadania i podnoszenia się, zagryzania zębów i przekonywania samego siebie, że dam radę, ile trzeba godzin dziennie władować w: rozwój talentu, idealnej sylwetki, własnej firmy, wychowywanie dziecka, psa, utrzymanie pięknego wnętrza zgodnego z trendami. To nie jest praca „za darmo”, o nie. To najczęściej olbrzymia inwestycja. Finansowa, fizyczna i umysłowa bo wielokrotnie przekraczasz własne granice wytrzymałości. A życie nie czeka z kryzysami aż będziesz w formie, wali najczęściej na oślep i w dupie ma czy jesteś na to gotowa czy nie.

Ale Ty tego nie widzisz. Oglądasz tylko efekt, nie mając pojęcia ile ktoś tak naprawdę zapłacił, a zapewniam Cię, że niemal każdy zapłacił. I to nie mało. 

Czyli co się właściwie dzieje?

Zanim zobaczysz swoje nazwisko na okładce pracy naukowej, na medalu, w rejestrze, w gazecie czy gdziekolwiek indziej – dzieje się zwykle dużo. Często więcej złych rzeczy niż dobrych – szczególnie na początku. Trzeba wkładać dużo siebie, rezultatów nie widać, motywacja niektórym siada, cena sukcesu wydaje się być za wysoka – zwłaszcza jeśli nie kochasz tego co robisz. Trzeba uzbroić się w nadludzką często cierpliwość. Właściwie chyba niezależnie od dziedziny życia początek zawsze jest trudny i siermiężny. Energia konieczna do zrobienia pierwszego kroku jest niewyobrażalnie duża, wręcz przerażająca i blokująca.

Pamiętam jak zaczynałam chodzić na siłownię. Samo wejście do budynku i rejestracja przekraczała moje możliwości przez wiele miesięcy. A przecież fizycznie to kilka kroków i wyjęcie karty płatniczej. Tematy osobiste wydawały mi się absolutnie niemożliwe do ogarnięcia. Doktorat – z pozoru kilka lat pracy. Tyle, że to niemal wolontariat. Później napisanie pracy, egzaminy, obrona. Zakładanie firmy, rozkręcanie marki, inwestycje finansowe. W najgorszym z możliwych momentów życiowych. Kiedy na głowę zwaliło mi się właściwie niemal wszystko co może się człowiekowi zwalić na ryj. Gdy poziom stresu i rzeczy na barkach jednej osoby przekracza ludzkie możliwości i mózg w pewnym momencie odcina zasilanie – jedziesz na autopilocie, żeby nie zwariować. Do dziś nie pamiętam jak ja właściwie to wszystko zrobiłam mając 24h dziennie do dyspozycji. Ale zawsze – w każdym przypadku – najpierw był proces decyzyjny. Czy i co. Jak i gdzie. I zrobienie pierwszego – najtrudniejszego kroku. Myślisz, że szło jak z płatka? Do niektórych decyzji dojrzewałam miesiącami. Do innych latami. Nie byłam gotowa.

Zacznij.

Ludzie często zazdroszczą siły widząc wyróżniające się jednostki, wybitnych sportowców, fenomenalnych managerów, skutecznych nauczycieli ale nikt nie pamięta o tym, że wszyscy zaczynaliśmy w sumie tak samo. Od wydrapywania swojej drogi. Początkowo nie każdy jest przygotowany na uderzenie, nie wie jak bardzo ciężko może być – to normalne i naturalne. Wąską ścieżkę wydrapuje się paznokciami. Później kupujemy narzędzia i można zacząć dłubać konkretniej. Ciężko sobie wyobrazić to, że wielu osobom było na początku naprawdę trudno zrobić ten pierwszy krok. Tak jak być może Tobie teraz. Mnie było trudno. Z bardzo prostego powodu.

Strach to zły doradca.

Wiele rzeczy mogłam wcześniej, lepiej, bardziej. Tylko niestety nie miałam odwagi. Z wielu różnych przyczyn. Jedną z nich było słuchanie frazesów typu „a co, jeśli”, „nie dasz rady”, „robisz to źle”, „to nie ma sensu”, „to zły pomysł”, „po co Ty to robisz”. Oczywiście, że warto słuchać mądrzejszych od siebie. Niestety każdy mierzy drugiego wedle swojej miary, więc komuś wydawało się, że „nie dam rady” bo ta osoba faktycznie nie dałaby rady. To naturalny system oceny, ciężko go zmienić. Ale można to olać, po prostu. Strach – nasz własny – też jest czymś naturalnym. Można się poddać i stać w miejscu, można też oswoić go i zacząć zadawać pytania, po kolei niwelując hipotetyczne problemy. 

No i…?

A jak się nie uda to co? Nic. A jak się przewrócę to co? Nic. A jak to nie wypali to co? Nic. Naprawdę nic. Trzeba będzie otrzepać się i iść dalej. Cóż, nie udało się. Trudno.

Najważniejsze to zdać sobie sprawę z kilku kluczowych tematów.

  • Nie każdy musi być superbohaterem, mieć superdom, superrodzinę, supersamochód, superpsa i superpracę. To nie jest społeczny wzór obowiązkowy. Gdy cena sukcesu ustalonego wedle norm społecznych jest abstrakcyjna, może jest to dla Ciebie znak? Chyba warto żyć przede wszystkim po swojemu, stworzyć swój własny świat, gdzie jesteś szczęśliwa.
  • Jesteś wystarczająco wartościową osobą aby stworzyć sobie odpowiednie, wystarczająco fajne życie. To nienormalne, gdy ktoś stawia Ci warunki w miłości czy przyjaźni. Nie trać czasu i energii na uczucie, związek, relację, gdzie brakuje akceptacji, szacunku i bezwarunkowej miłości. Twój stan majątkowy, wygląd i wykształcenie są wystarczające, abyś zasługiwała na szacunek i świeże powietrze każdego dnia.
  • To, że koleżance albo pani z TV się udało nie znaczy, że Tobie też się uda idąc identyczną drogą. Każdy jest inny, wiadomo. Warto poszukać własnej drogi, ale śmiało korzystaj z dobrych przykładów. Nie zawsze ciężka praca oznacza sukces. Pot i łzy nie gwarantują niczego, ale znacznie zwiększają prawdopodobieństwo tego, że się uda. To trochę jak z odpowiednią dietą, prawda? To, że dobrze się odżywiasz nie zagwarantuje Ci 100% zdrowia przez całe życie. Ale dość istotnie zwiększa prawdopodobieństwo lepszego samopoczucia, wyglądu oraz może troszkę uchronić nas przed pewnymi chorobami.

Po prostu idź.

Jeśli nie jesteś gotowa i cena sukcesu jest póki co zbyt wysoka – nie spiesz się, nie rzucaj się na głęboką wodę. To naturalny etap. Trzeba się oswoić. Poczekaj, obserwuj, zbieraj siły. Zmiana nawyków żywieniowych, wyjście z toksycznej relacji z partnerem, koleżanką, rodzicami czy zmiana fatalnej pracy na inną to momenty, gdy energia potrzebna do pierwszego kroku jest niezwykle wysoka, cena nas przeraża ale przeważnie warto ją zapłacić. Pod jednym warunkiem – że jesteśmy na to gotowi. Jeśli nie – trzeba chwilkę poczekać.

Jeśli jesteś gotowa – nie trać czasu. Każda minuta się liczy. Zbierz się, przechyl i skocz. Będzie cholernie ciężko i trzeba być na to gotowym, ale miej zawsze z tyłu głowy, że za jakiś czas – może miesiąc, może rok – zobaczysz błękitne niebo i weźmiesz głęboki oddech.

Co dalej…?

Zrobiłaś pierwszy krok – fajnie. Tylko, że teraz wcale nie będzie z górki i musisz zdawać sobie z tego sprawę. Z górki będzie za chwilę, tymczasem z czegoś musisz zrezygnować. Z czasu dla siebie, wieczoru z partnerem, ulubionego brownie, z książek, kina, sushi, imprez, odpoczynku, czasu ze znajomymi, zakupów pod wpływem chwili, restauracji, nowej torebki, pięknej pogody, fajnego wyjazdu, pszennych bułeczek, nowego sprzętu, lepszego samochodu, deski serów o 23, wakacji, większego domu, kawy na mieście, alkoholu – co jesteś w stanie wykreślić?  

A teraz wykreśl WSZYSTKO. Fajnie?

Obojętnie czy będzie luz, nie będzie tak źle, czy może będzie dramat – kiedyś ten etap przejściowy zakończy się ale sam proces nie kończy się chyba nigdy. Wszystkie osoby, które ciągle chcą więcej, zawsze będą szukały coraz lepszych narzędzi do coraz wydajniejszej pracy. Elementy rezygnacji też będą się przewijały od czasu do czasu. Z resztą cel zawsze jest gdzieś przed nami, a gdy go ostatecznie osiągniemy – pojawia się nowy. Oczywiście nie chodzi o cel, tylko o drogę, którą idziemy. To, czego uczymy się codziennie: poznajemy nowe techniki czołgania, chodzenia, biegu. Ludzie, których poznajemy po drodze – ich wsparcie i dobra energia, dzięki której rośniemy albo pasożytnictwo, które nas bezgłośnie zabija. Trzeba być na to gotowym i zdawać sobie sprawę z ceny, którą przyjdzie nam zapłacić. Dlatego najpierw wycisz się, poczekaj, zbierz siły. Później zaplanuj, zaakceptuj, padnij, powstań, otrzep się i spokojnie idź dalej.

Warto.

 

Kategorie: Inne
książe

Książę z bajki nie przybędzie. 

Zdziwiona? Tak może się zdarzyć, naprawdę.

Gdy tylko…

Zrobię nos, cycki, zęby, schudnę 5 lub 50 kilo… Wszystko fajnie, ale to tak nie działa. Zawsze będzie coś do poprawy, zawsze można coś mieć, zrobić lepiej, ładniej ALE gdy będziesz desperacko go szukać on nie przyjdzie, albo wpadnie tylko na chwilę. Gdy nie będziesz miała swojego życia, swoich znajomych, swoich zainteresowań. Gdy nie będziesz dbała o siebie, swoje zdrowie, bo po co, Książę będzie omijał Cię szerokim łukiem. Ot, cała oczywista prawda. 

Ile razy coś takiego czytałaś? 

A ile razy cokolwiek zrobiłaś? Najłatwiej jest siedzieć i marudzić, że smutno, że samotno, że wino, że makaron, że czekolada, że kot, pies, mrówki i patyczaki. Postawa typu „siedzę cichutko na wieży i czekam” nie jest dobra, tak samo jak Wyniosła Królewienka, która łaskawie okazuje litość zaszczycając spojrzeniem czy odpowiedzią. To też nie jest fajne. 

I co? Siedzisz na górze, w wieży? Fajnie tam?

Chciałabyś aby ktoś wpadł do Ciebie, potrząsnął i wyrwał z marazmu? Ożywił martwą naturę? Tchnął życie w czaszkę? Puścił krew w żyłach? Jeśli będziesz szukała kogoś, kto ma cokolwiek wypełnić w Twojej głowie czy żyłach – taka implantacja może źle się skończyć. Udane związki zwykle zaczynają się od porządków mózgowych + uzupełniania wszelkich umysłowych luk indywidualnie, nie w parach. Proponuję też spróbować dostarczyć sobie ulubionych emocji samodzielnie, na dobry początek. Najtrudniej zrobić pierwszy krok. Później już jakoś leci. 

Halo, czy tu Książę…?

Nikt chyba na starcie nie lubi zaglądania w twarz z pytającym spojrzeniem typu ’czy to ten jedyny?’. Chyba byłoby mi słabo na miejscu faceta, gdybym na każdym lub co drugim kroku była poddawana testom na potencjalne ojcostwo lub przynajmniej mężostwo. Poza tym czy każdy związek musi kończyć się ślubem…? Przecież nie z każdym musisz od razu zakładać rodzinę, prawda? Można się spotykać bo ktoś jest fajnym Partnerem, kolejnym Nauczycielem w Twoim życiu. Kimś, kto pokaże Ci co lubisz oraz dzięki komu zrozumiesz czego nie chcesz, czego nie potrzebujesz. Zapewne pomyślisz teraz…

’Ależ szkoda czasu na takie związki’.

Czyżby? Czasem nasz wymarzony, upatrzony Partner może okazać się wielką niesmaczną niespodzianką. Czasem ktoś skreślony na starcie okazuje się drugą połową. Ludzie czasem się zmieniają, bo pewne wydarzenia zmieniają rzeczywistość. Nigdy nie wiesz do końca jak człowiek zachowa się w krytycznej sytuacji, nawet gdy go doskonale znasz.

Naucz się być sama ze sobą. 

Czy lubisz siebie? Jeśli nie, pora to zmienić. To w sumie banalne: zlokalizuj problem, napraw lub ZAAKCEPTUJ, idź dalej, DO PRZODU. Ani więcej ani mniej. Szkoda czasu na zamartwianie się lub rozważania o czymś, na co nie masz wpływu. Ale też szkoda czasu na czekanie aż detale, które możesz zmienić, cudownym trafem zmienią się same. Nie zmienią.

Znajdź to.

Sport, lepienie garnków, szydełkowanie, podróże, czytanie książek, gotowanie, studia podyplomowe – nic nie jest gorsze czy lepsze. Znajdź grupy ludzi, którzy mają podobne zainteresowania. Udzielaj się na spotkaniach, forach, zlotach, whatever – w końcu podobieństwa się przyciągają.

Znajdź coś, czego nigdy nie robiłaś. Coś, co Cię niespecjalnie interesowało. Spróbuj nowości, skocz w nieznane. Udzielaj się na spotkaniach, forach, zlotach, whatever – w końcu przeciwieństwa się przyciągają.

Daj szansę.

Losowi, szczęściu, czemukolwiek – samo się nie zrobi, nie znajdzie. Ale złap balans i unikaj desperacji – poluj na fajnych ludzi, nie na męża, nawiązuj przyjaźnie zamiast oceniać geny. Gdy zajmiesz się swoimi sprawami, postawisz na rozwój, zainteresowania pozostając jednocześnie otwartą na ludzi osobą – miły Pan Książę szybko się znajdzie. Może nie od razu ten Jeden Jedyny, może za trzy egzemplarze dopiero, może za trzynaście. A może od razu…?

Kategorie: Inne
Zanim powiesz "tak"

Zanim powiesz „tak”.

Ciąża? Wspólny kredyt? Wspólne mieszkanie? Małżeństwo? A może bierzecie zwierzaka ze schroniska? Zanim powiesz „tak”, dobrze się zastanów – odpowiedz sobie na 12 prostych pytań. Metodę „jakoś to będzie” można stosować podczas wyboru ciastek, a nie męża czy podejmowania decyzji o macierzyństwie. Później faktycznie jest „jakoś”. A nie wiem czy wiesz, ale „jakoś” nie jest wcale synonimem słowa „dobrze”.

1. Czy jest dobrym człowiekiem?

W stosunku do istot żyjących typu zwierzęta, dorośli, dzieci. To się da zaobserwować w przypadkowych sytuacjach, da się też wyczuć. Masz intuicję – dość niedoceniany zmysł – warto nauczyć się z niego korzystać. Obserwuj, słuchaj, wyciągaj wnioski. Byłoby wspaniale, gdyby słowa „okrutny”, „wredny”, „zimny” nie pojawiały się w jakimkolwiek kontekście dotyczącym Twojego wybranka.

2. Czy jest pomocny?

Obserwujesz to w codziennych sytuacjach. Interesuje się czy ma wylane? Nie jest wszechwiedzący, nie umie czytać w myślach ale nawet jeśli nie wie co zrobić – zapyta, sprawdzi, dowie się, zainteresuje. A wszystko po to aby ułatwić życie bliskim. Twoje też. Czyż to nie wspaniałe?

3. Czy potrafi dbać?

O innych ale też o siebie. Dokładnie w tej kolejności. Zwróć uwagę czy na spacerze proponuje Ci marynarkę lub ciepłą herbatę. Czy dba o swoich Rodziców, bliskich. Czy dba o swoje zdrowie prowadząc przynajmniej umiarkowanie zdrowy styl życia? Wszystko ma znaczenie.

4. Czy jest opiekuńczy ale NIE ZABORCZY?

Musisz umieć to odróżnić. Jeśli tworzy wokół Ciebie zasłonę ochronną ale nie jest to kotara warząca 20 ton – jest ok. Jeśli facet nie izoluje Cię od świata, nie jest zazdrosny o znajomych, koleżanki, samotne wyjścia i wyjazdy, a jedynie troszczy się o Twoje bezpieczeństwo – doskonale. Niestety granica między „martwię się”, a emocjonalnym kiblem w stylu „chyba mnie nie kochasz” jest czasem bardzo cienka i dobrze jest od początku bardzo jasno i wyraźnie ją wyznaczyć, zanim powiesz „tak”.

5. Czy ma poczucie własnej wartości ale NIE JEST BUFONEM?

To cudownie gdy mężczyzna nie ma kompleksów i pozwala Ci na normalne życie towarzyskie bo wie, że go kochasz i nie w głowie Ci inni. To smutne, gdy facet jest zakompleksiony i mocno trzyma Cię przy sobie z obawy, że uciekniesz, lub poniża Cię przy znajomych, żeby podbić swoją wartość. Męczące jest również bycie z kimś kto ma bez przerwy rację. Wiadomo, że każdy z nas popełnia błędy i trzeba umieć się do tego przyznać, wyciągnąć rękę na zgodę. Jeśli on uważa, że nigdy się nie myli – dobrze się zastanów zanim powiesz „tak” takiemu Królowi Życia Dla Ubogich. Umysłowo.

6. Czy ma takie samo zdanie w sprawie dzieci czy zwierząt jak Ty?

Nie chcesz mieć dzieci ani zwierząt? W porządku. Marzysz o dzieciach? Też w porządku. A co gdy Ty tak, a on niestety nie? Warto ustalić to zanim będzie za późno. Nie łap faceta na dziecko – z tego nie wynika prawie nigdy nic dobrego, zwłaszcza dla dzieci. Ale jeśli on ogląda się za dziećmi znajomych ze specyficznym „ciepłem w oczach”, jest troskliwy dla zwierząt itd. – to może być wskazówka dla Ciebie, że też chciałby założyć rodzinę. Ważna rzecz. Weź też pod uwagę, że u niektórych uczucia tacierzyńskie pojawiają się po porodzie, a nawet dopiero po kilku miesiącach od porodu. Nie ma w tym nic złego ani niewłaściwego. Tak samo nie ma nic złego w tym, że czasem kobieta też nie potrafi od razu oswoić się z tym, że została matką. Nie ma właściwego momentu na wytworzenie więzi. Potrzeba czasu, zatem daj sobie i jemu ten czas pod warunkim, że istnieje jakaś spójność przekonań. Nigdy nie pozwól innym ludziom aby mieli wpływ na tak ważne decyzje w Twoim życiu jak „czy już wypada”, „czy już nie wypada” mieć dzieci. To jest Wasza decyzja. TYLKO Wasza i wszystko musi być wspólnie uzgodnione zanim powiesz „tak”.

7. Czy dba o drobiazgi? Albo przynajmniej o Duże Sprawy?

Są mężczyźni, którzy widzą i ogarniają ogół, nie widząc detali. Takiego można prędzej czy później nauczyć, co jest dla Ciebie ważne, co poprawia Ci humor: sms, róża czy lody czekoladowe. Są też tacy, co nie ogarniają ogółu ale skupiają się na drobiazgach. Nie zorganizują Ci wakacji ale doskonale wiedzą co lubisz gdy masz gorszy nastrój, nie mają głowy do terminowego płacenia rachunków ale przyniosą Ci zdrowe śniadanie do łóżka. Nie, nie hamburgera. Jeśli on nie jest wobec Ciebie jak ten z „detalistów” ani jak ten z „dbam o duże sprawy”, to gdzie jest…? No właśnie. Nigdzie.

8. Czy zostawisz z nim to, co najcenniejsze?

Gdy wyobrażasz sobie sytuację, że zostawiasz z nim dziecko, psa, kota – sam na sam – masz w głowie może lekki niepokój. Maksymalnie lekki. To najprostszy test, jeśli właśnie zastanawiasz się, czy mogłabyś mieć z nim dziecko. Jeśli wiesz, że on sobie poradzi, może będzie mu trudno na początku ale na pewno nie stanie się krzywda – to jest właśnie ta właściwa osoba. Dlaczego? W życiu bywa różnie. Zdarzają się choroby, niespodziewane sytuacje, ludzie są razem dłużej, krócej. Ale to, co trzeba ogarnąć w najlepszy z możliwych sposobów to wspólne dzieci, zwierzęta. Jeśli macie psa – nie martwisz się co z nim będzie jeśli z nim zostanie. Jeśli rozstaniecie się i staniecie w obliczu opieki naprzemiennej nad dziećmi – nie będziesz drżała ‚co teraz?’. Jeśli dzieci są dla Ciebie największym i najważniejszym skarbem na świecie, to niesamowity luksus nie martwić się O NIC, zostawiając je z właściwą osobą.

9. Czy jest zaradny?

I wcale nie chodzi tu o zaradność finansową, raczej o życiową. On nie czeka aż śmieci „się wyrzucą”, a chleb „się kupi”. Sam oczywiście się kupi. Przytomny i ogarnięty facet wie, że sprawy na świecie nie dzieją się same – trzeba o nie zadbać, czasem zapracować czy zawalczyć. Oczywiście możesz być w grupie kobiet, które potrzebują popychadła i dobrze czują się w towarzystwie takiego przysłowiowego pizdusia-plastusia. Nie ma w tym nic złego. Ale jeśli stronisz raczej od kategorii „mam dwie lewe ręce” – przyda Ci się facet, który po prostu radzi sobie w życiu i albo Ci pomoże albo Cię tego nauczy, a najlepiej jedno i drugie. To bardzo przyjemne uczucie być z kimś, kto martwi się za Ciebie o pewne sprawy. W takiej sytuacji Ty możesz zająć się ważniejszymi sprawami, np. dbaniem o tego kogoś. 

10. Czy myśli o Twoim samopoczuciu?

Specjalnie napisałam to oddzielnie, bo jeśli ktoś martwi się o wszystko poza Twoją głową to może być problem. W związku trzeba prędzej czy później postarać się dogadać. Gdy różowa firanka kokardek, serduszek, ciasteczek i czekoladek opadnie niepostrzeżenie na brudną, suchą ziemię – zaczyna się orka nad związkiem albo…czas na płodozmian. Jeśli ktoś potrafi bezwarunkowo, nie w handlu wymiennym – tak po prostu – zarejestrować zmiany Twojego nastroju, uchwycić i załagodzić Twój niepokój, pomnożyć radość, ukoić smutek, czy gorycz porażki – jest to właściwie chodzący ideał. Zazdrość o Twoje sukcesy, wzmaganie niepokoju brakiem wytłumaczeń czy milczeniem, szantaż emocjonalny, wyśmiewanie, szydzenie – to zwykła manipulacja i trzymaj się od takich osób z daleka. Szkoda czasu na gierki, w życiu są o wiele fajniejsze i przyjemniejsze rzeczy do roboty. Rozważ ten punkt bardzo uczciwie wobec siebie, zanim powiesz „tak”.

11. Czy ma stały napęd?

Na początku na pewno. Każdemu na początku „się chce” – dbać, robić, działać, rozmawiać. A co dalej? Czy on zdaje sobie sprawę z tego, że nad relacją trzeba i warto pracować? Czy potrafi iść na kompromis, gdy jest to konieczne? Czy chce mu się poświęcać dla Ciebie czas, pieniądze, cokolwiek? Oczywiście – poświęcenie ma swoje granice i nie można rezygnować z siebie, ale są momenty gdy warto się nagiąć, gdy trzeba docisnąć, nawet gdy jest się zmęczonym, lub gdy trzeba odpuścić, kiedy walka dla zasady traci sens. Tylko czy po jakimś czasie nadal mu się chce…?

12. Czy macie zgodność w „sprawach łóżkowych”?

Rozmawialiście o tym…? Wydaje Ci się to nieistotne? To muszę Cię zmartwić. W znakomitej większości jest to bardzo istotne i warto obgadać potrzeby i oczekiwania na spokojnie, luzie, bez stresu czy ciśnienia, że ktoś coś musi albo jest cudakiem. Duże potrzeby są ok. Małe potrzeby są ok. Tu nie ma wyznacznika jak powinno być. Ma być tak, abyście obydwoje byli szczęśliwi – nie tylko jedno z Was. Nie oceniaj – wysłuchaj czego ktoś potrzebuje. Nie mów od razu „nie” – zobacz, sprawdź – kto wie czy Ci się nie spodoba? Jasno i wyraźnie mów o swoich potrzebach i granicach, ale pozostań otwarta na dyskusje. Nic nie robi takiej wyrwy w związku, nic tak nie niszczy od środka jak nieporozumienia w łóżku. Jeśli któraś ze stron nie może jasno mówić o sprawach intymnych, swoich oczekiwaniach, potrzebach – w konsekwencji zamyka się w sobie, odpuszcza „te tematy”. To jest jak pleśnienie od środka. Na zewnątrz nie widać, przecież „wszystko OK”. A po jakimś czasie nie ma już co zbierać, nie ma co naprawiać.

Jeśli na powyższe pytania odpowiedziałaś „nie” lub „nie wiem”…

Pora na przemyślenie tego i owego, spokojną rozmowę na neutralnym gruncie, na wywalenie osób trzecich z Waszej relacji, chyba że kredyt albo zachodzenie w ciążę załatwiacie w trzy osoby.

Jeśli odpowiedzi były wszędzie „tak”…

Gratuluję, jesteś szczęściarą! Pilnuj tego faceta, dbaj o niego tak jak on dba o Ciebie. Nie bądź królewienką, której wszystko się należy. Każda relacja wymaga pracy – z Twojej strony również. Każdy w gruncie rzeczy szuka tego samego, zmieniają się jedynie proporcje. I właśnie tych idealnych – tylko Waszych (a nie mamy czy koleżanki) proporcji warto szukać, uczyć się, wypracowywać. Na tym właśnie polega codzienność.

Kategorie: Inne
Wielkanoc

Twoja Wielkanoc.

Niebawem kolejne Święta. Wielkanoc. Dla niektórych po prostu dzień wolny, dla innych Bardzo Ważny Czas. A ja zwracam Ci uwagę tylko na jedną – ciągle tę samą – rzecz: szacunek.

Czarny piątek.

To co się działo pod moimi zdjęciami w #czarnypiątek na instagramie jest dla mnie niezrozumiałe. Jak to możliwe, że osoba wierząca, praktykująca, broniąca życia może życzyć drugiej osobie śmierci, gwałtu czy urodzenia chorego dziecka. Tak samo nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy chodzą do kościoła, głośno śpiewają, wygłaszają poglądy, deklarują, że wierzą, a w domu nie szanują i niszczą własne dzieci, traktują żonę jak człowieka niższej kategorii itd. Gdzie jest granica hipokryzji?

Ten typ tak ma.

Jasne – stresy w życiu, pracy, 'taki charakter’. Ale tego nie trzeba, nie wolno przynosić do domu, trzeba pracować nad sobą. Po to człowiek jest dorosły, żeby uczył się siebie, nauczył się budować sobie system oddzielający. Spacer z pracy, siłownia, bieganie przed obiadem, książka w autobusie, techniki medytacyjne, wizyta u specjalisty – cokolwiek.

Chrześcijaństwo.

To w gruncie rzeczy piękna religia ucząca SZACUNKU do drugiego człowieka, miłosierdzia, miłości. Nie muszę być wierząca, żeby całe życie Jezusa postrzegać jako jedną wielką lekcję szacunku. Nie muszę chodzić do kościoła, żeby obserwować nowego Papieża, ktory pokazuje kolejne, bardzo współczesne wymiary tej religii, za co bardzo lubię i podziwiam tego człowieka.

A gdzie jest Twój szacunek do drugiej osoby? 

Na tacy na mszy? W umytych oknach? Gdzie jest Twoja cierpliwość do dziecka, które jest niewinne, ma prawo nie wiedzieć? Gdzie Twoja miłość do osoby, która nie chce Cię skrzywdzić ale popełniła błąd? 

Idą Święta. Znowu.

Znowu Wielkanoc. Czasem pracę można rozłożyć w czasie, zapytaj doświadczonej gospodyni – podpowie. Ale jeśli się nie udało – odpuść troszkę. Tylko troszkę. Po latach nie będziesz pamiętała ile umyłaś okien. Czy dywan był uprany, czy lśniło 11/10 czy tylko 6/10. Czysty, zadbany dom jest ważny, fajny – tak. Ale przykręcanie śruby gdy nie ma takiej potrzeby lub możliwości jest złe. Nie będziesz pamiętała czy było 36 potraw czy 17. 

Co zapamięta Twoje dziecko? Partner? Partnerka?

Raczej zapach ciasta na Wielkanoc, krzątaninę, harmider czy wojnę, stres i krzyki? Czytanie książeczki, radość z dni wolnych, spacer, wspólne spędzanie czasu, refleksje czy nieprzyjemną atmosferę, warczenie 'idź stąd, nie przeszkadzaj mi’?

Przyjeżdża Rodzina.

Trzeba się pokazać, Wielkanoc – wiadomo. Ale czy serio trzeba? Może niech każdy przyniesie po jednej potrawie? To już coś!

„Uznają mnie za leniwą, nieroba, dwie lewe ręce.”

No i…? Ale będziesz wypoczęta, uśmiechnięta. Będzie magiczny czas na przemyślenia, rozmowy, czas dla Partnera, Przyjaciółki, Dziecka, Zwierzaka. Nie bądź niewolnicą cudzych poglądów. Tych oceniających Cię ludzi nie będzie przy Tobie, gdy będziesz zdychała przed wtorkiem w robocie, gdy Twoje dziecko będzie smutne bo je olałaś z braku czasu. Będziesz sama ze swoim zmęczeniem, żalem, straconym czasem.

Miej w życiu właściwe, Twoje własne priorytety.

Właściwe priorytety to nie są przedmioty. To ludzie. Szacunek i czas dla bliskich. Miłość, wybaczenie, akceptacja.

Odpuść, zrób mniej, nie rób wcale. Czasem warto.

Kategorie: Inne, Temat miesiąca
depresja

Depresja to choroba, którą się leczy.

23.02 to Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Kilka słów komentarza z mojej strony w temacie DEPRESJA.

Depresja – leczymy, działamy. Warto bo da się z tego wyjść.

Depresję leczy się różnymi sposobami, a najlepiej połączyć kilka na raz. Terapia zmasowana na różnych płaszczyznach jest najskuteczniejsza: leki lub nie, psychoterapia, dieta, sport, sen.

Depresja może dotknąć KAŻDEGO.

Nie ważne, czy wyglądasz dobrze czy źle, czy masz wszystko czy nie masz nic, czy podróżujesz po świecie czy siedzisz w domu, masz wfuj kasy czy przymierasz głodem. Sytuacja jest dość prosta – choroby nie wybierają. Biorą jak leci.

Nie ma nic złego w tym, że masz gorszy nastrój czy depresję.

Nie ma nic złego w tym, że masz wszystko i masz fatalny nastrój lub depresję.

Nie ma nic złego w tym, że nie masz absolutnie żadnych powodów aby narzekać i mimo to masz dołek. 

Nie musisz ukrywać gorszego nastroju ani depresji.

Tak jak nie ukrywasz grypy, zapalenia płuc czy złamania nogi. Depresja to choroba jak każda inna. Ma swoją jednostkę – a właściwie jednostki, bo jest tego trochę – w ogólnej klasyfikacji chorób.

Leczenie to nie wstyd.

Psychoterapia czy chodzenie do specjalisty to powód do dumy, a nie wstydu. To, że przyjmujesz leki przepisywane na obniżenie nastroju czy zaburzenia lękowe to nie jest powód do wstydu, nie świadczy to źle o Tobie w żaden sposób. Przeciwnie! Dbanie o siebie jest super!

Nie ma nic złego w tym, że jesteś Twardzielem / Twardzielką ale coś Cię przytłacza i leżysz na podłodze.

Nie mam problemu z przyznaniem, że rok 2017 przytłoczył mnie pod każdym możliwym względem począwszy od zawodowego, przez osobisty na zdrowotnym zakończywszy. Wszystko zwaliło mi się na głowę w ciągu 4 miesięcy właściwie. Jestem silną psychicznie osobą jak pewnie niektórzy wiedzą, mimo to długotrwały brak snu, odpoczynku, gorsza dieta i poważne problemy zrobiły swoje. Walnęło mnie i tyle. Wyszłam sama z dołka ale mówię Wam otwarcie, nie miałabym absolutnie żadnych wątpliwości w temacie udania się do specjalisty, gdybym nie była w stanie się podnieść. Grypy też się nie wstydzę.

A teraz BARDZO WAŻNE❗️

Jeśli u bliskiej osoby lub znajomego widzisz, że coś jest nie tak – wyciągnij rękę. Osoba w dołku często nie jest w stanie, po prostu.

NIE PYTAJ. Przyjedź, zrób herbatę, rosół, przytul, umów do specjalisty, cokolwiek. 

Działaj.

Jeśli obserwujesz u siebie niepokojące objawy – pora na działanie. Nie czekaj, nie trać czasu.

W życiu trzeba mieć czas na życie, jeśli zaczynasz umierać od środka – pora coś z tym zrobić. To prostsze niż myślisz – zrób dziś pierwszy, mały krok. Pomyśl, że tak nie będzie zawsze i to kiedyś minie. 

Poradzisz sobie sama lub z pomocą, ale to się kiedyś skończy i niebo znowu będzie niebieskie, wiosenne, takie jak lubisz…

Kategorie: Inne, Temat miesiąca

7 zdań, które pomogą Ci sprawdzić, czy relacja jest toksyczna.

Z pozoru relacja wygląda idealnie.

Z pozoru masz wszystko, czego zawsze szukałaś, wszystko o czym marzyłeś.

Z pozoru jesteś szczęśliwa, zadowolony.

A teraz przeczytaj ciąg dalszy i szczerze się zastanów – czy masz tak czasami? Zawsze? Czy Twoja relacja z Partnerem, Partnerką, Rodzicem, współpracownikiem wygląda tak jak w opisie? Bo jeśli tak, pora coś z tym zrobić TERAZ, dziś, natychmiast. 

1. Jestem zbyt przeciętna. 

Po tzw. konstruktywnej „no co Ty, przecież ja tylko…” albo „zobaczysz, jeszcze wspomnisz moje słowa” ewentualnie „przecież wiesz, że chcę dla Ciebie jak najlepiej…” krytyce – nie czujesz potrzeby zmiany tego co być może faktycznie warto dopracować. Może faktycznie Mama, Tata, Szef, Partner, Partnerka ma rację.

Ale nie. Ty czujesz się jak gówno. Albo czujesz paraliżujący niepokój, strach, niechęć do działania. Krytyka jest czasem potrzebna, jasne. Równanie z ziemią i podcinanie skrzydeł to działka hejterów, nie osób teoretycznie bliskich lub neutralnych.

2. Czuję nicość.

Jesteś sama siedząc obok drugiej osoby i czujesz to często bardzo wyraźnie, mając kogoś teoretycznie bliskiego niemal na wyciągnięcie ręki. Siedzisz obok niego / niej. A tak naprawdę nie ma nikogo.

3. To moja wina.

Ktoś notorycznie wywołuje w Tobie poczucie winy. I nie ważne, czy chodzi o drobiazgi czy o sprawy życia i śmierci. Jeśli kulisz się w sobie – coś jest nie tak. Nie na tym polega związek, relacja, współpraca.

4. Ja to ogarnę.

Bez przerwy posługujesz się inteligencją emocjonalną, biorąc na siebie część lub całość przyczyny przykrego zachowania drugiej osoby. Cóż, taka relacja, robisz to w nadziei, że coś się zmieni. Bo może faktycznie to Ty jesteś w jakimś stopniu przyczyną problemów. Może faktycznie ktoś miał coś, może nie rozumie, może nie wie, może kiedyś, może coś tam itp., itd. 

5. Wszystko wytrzymam.

Smutek, poczucie zagrożenia, niepewność towarzyszą Ci przez większość czasu. Ktoś bardzo stara się, aby te uczucia nie opuszczały Cię na dłużej niż kilka godzin, dni. 

6. Sukcesów jak na lekarstwo.

Przestałaś chwalić się sukcesami bo to tylko psuje atmosferę, rozjusza drugą osobę. Lepiej po prostu nic nie mówić.

7. Porażek mam potąd.

Za to bardzo chętnie opowiadasz o porażkach, poprawiając w ten sposób humor swojemu rozmówcy.

Co teraz?

Było sporo „Hmm, mam podobnie”…? To teraz powiem Ci coś ważnego i zapamiętaj to raz na zawsze.

Tak nie musi być. Uwierz mi, proszę.

Krytyka może być po prostu konstruktywna, dająca powera.

Można czuć bliskość, nawet nie odzywając się do siebie.

Wzbudzanie poczucia winy jest złe.

Nieuzasadnione branie na siebie wszystkich win jest bez sensu.

Ciągłe: smutek, poczucie zagrożenia i niepewność nie są naturalnymi elementami zdrowego układu, nie na tym polega fajna relacja.

Sukces dzielony powinien być odczuwany podwójnie, a smutek po połowie – a nie na odwrót.

Jesteś wystarczajaco dobra, jesteś wystarczajaco fajny – tu i teraz.

Zawsze można być lepszym, pewnie. Zawsze warto się starać, jasne. Ale nie da się posiąść całej wiedzy od razu i w sumie nie ma takiej potrzeby. Czasem warto znaleźć kogoś, dla kogo będziesz po prostu w sam raz. Będziesz wystarczająco OK. Kogoś, kto będzie Cię szanował, bo każdy z nas na to zasługuje – bez względu na stan wiedzy, umiejętności, kolor skóry, wyznanie czy orientację. Kogoś, dla kogo będziesz ’wow’, zamiast 'no ok, niech będzie skoro już jest’.

Jak wyjść z toksycznej relacji?

To najczęściej bardzo trudne.

Pierwszy ważny krok – uświadomić sobie, że to co się dzieje nie jest dla mnie dobre. Ktoś zabiera mi cenną energię i przy okazji zdrowie. Bo organizm nie lubi toksycznych klimatów, o nie. 

Drugi krok – przyjrzeć się uważnie, czy jest jakakolwiek szansa na zmianę w układzie. Czy druga osoba to odpowiedni Partner do dyskusji czy jednak szkoda czasu? 

Jeśli szkoda czasu – pora na zbieranie całej energii na opuszczenie chorego, zabierającego życie układu. To trudne ale da się. Milionom się udało, Tobie też się uda. Czasem lepiej stopniowo, czasem chirurgicznym cięciem. Oceń samodzielnie jak będzie lepiej ale nie dla kogoś. Jak będzie lepiej DLA CIEBIE.

Wyjście wydaje się nierealne? Potrzebujesz impulsu? Nie czekaj, poszukaj go. Odwiedź grupy wsparcia, konferencje, eventy, pogadaj z koleżankami, kumplami, którym się udało. Toksyczni Rodzice to dość skomplikowany temat, ale jeśli szczere rozmowy nie pomagają, warto ograniczyć kontakty do minimum albo drastycznie dać do zrozumienia, że coś musi się zmienić albo kontakt zostanie urwany. Do niektórych dociera. Fatalne szefostwo też nie jest bułką z masłem ale zachęcam do działania. Szkoda organizmu, szkoda czasu, szkoda życia.

Nie żałuj tego co było.

To był piękny czas, który nauczył Cię wielu nowych rzeczy. Podziękuj, bądź wdzięczna losowi za lekcję i idź do przodu. A jeśli nadal trudno Ci się zdecydować, pomyśl o tym, co możesz stracić, jeśli poświęcisz życie na porywanie się z motyką na słońce. Jeśli jesteś w stanie zamienić motykę na turbo tarczę, a słońce na energooszczędną żarówkę – walcz o relację. W przeciwnym razie albo spalisz się w promieniach albo Twoja skóra stanie się skorupą. Czy na pewno warto…?

Kategorie: Inne
prezent

Idealny prezent dla kobiety.

Jak wiadomo, zbliżają się święta, wszyscy publikują swoje listy prezentów, wiec i ja postanowiłam podpowiedzieć Wam co nieco w tym jakże ważkim temacie. Dziś pierwsza część, czyli idealne prezenty dla Matki oraz dla Singielki. 

Top 5 dla Matki.

1. Zamrażarka XXL.

Najlepszy i najbardziej uniwersalny prezent ever. Można trzymać tam tony mrożonego jedzenia, które pojawia się tam samo – gotowe do spożycia po rozmrożeniu. Rozmiar XXL przydaje się również w przypadku uciążliwego Partnera, który np. udaje że nie słyszy. Krótkotrwałe ochłodzenie osobnika powoduje przywrócenie zdolności słyszenia i reagowania na komunikaty.

Jeśli nie masz miejsca w kuchni na ten niezbędny hit – nie martw się. Można przebić się lekko do sąsiada lub zagospodarować odrobinkę wspólnego korytarza w bloku. Hej, to nie lata 60, mamy 21 wiek – wystarczy, że udostępnisz mu swój szybki internet forever albo obiecasz, że zawsze będziesz lajkowal jego głupie posty na fejsbuku i po problemie. 

A skoro już jest sprzęt to przyda się…

2. Talon na mrożonki.

Może to być talon do dyskontu na 90 paczek mrożonej marchwi ale jeśli masz rozmach – idź na całość. Zainwestuj w torby plus wkłady chłodzące, kup warzywa na patelnię, ładnie opakuj i gotowe. Drożej – wiadomo, ale w końcu święta są raz w roku. Prezent umieść w wiadrze i owiń w papier w grube Mikołaje, nadając bryle kształt cukierka. Dla niepoznaki, hyhy.

3. Turbo Lizak 

Najlepsza inwestycja to ta w siebie, swój rozwój – jak mawiają kołcze na szkoleniach za 7990 pln. Ale jak tu inwestować, gdy wokoło latają bachory? W dodatku Twoje.

Jest na to sposób, będący zarazem idealnym prezentem dla zalatanej Matki – lizak! Ale nie jakiś tam XXL czupaczups. Tu musi być solidny konkret, bo rozwój nie trwa 5 min, zatem warto poszukać w sklepach lizaka wielkości główki od kapusty. W ten sposób, w końcu masz czas dla siebie, tylko nie zmarnuj go na sudoku – to wymysł szatana! Tam są ZAGRANICZNE cyfry (i to arabskie!), jak już to tylko jolka – nasza polska. 

Ale tak serio to żarty na bok, pomyśl ile prań, ile zmywarek, ile prasowania możesz wtedy zrobić w ramach relaksu i samorozwoju! Przecież praca w domu, to nie praca – to Twój czas wolny i czysta przyjemność, powinnaś się cieszyć z takiego prezentu, doceniając niezwykły gest darczyńcy.

4. Folia uspokajająco – rozwojowa.

prezent

Kolejny niewiarygodnie genialny prezent to rolka folii z bąbelkami – jest to wręcz podarunek widowiskowy, z elementami magii. Można sobie z tej folii kilka kawałków odciąć i rozdać członkom Rodziny. W ten sposób pozbywamy się na kilka – kilkanaście minut (w zależności od metrażu) wybranych członków (Rodziny) w sposób dla nich niezwykle zdrowy. Po pierwsze jest to produkt sugarfree (bez cukru), po drugie rozwija zdolności manualne oraz po trzecie – obniża napięcie i stres. Zaoszczędzony czas można wykorzystać w wybrany przez siebie sposób czyli na drobne prace domowe typu zaszywanie dziury w gaciach lub mycie szyby upieprzonej zaschniętym czymś (jak widać z metody BLW nie wyrasta się tak szybko). Czyli po prostu magia Świąt!

5. Magiczne bułki.

Jeśli natomiast dysponujesz skromniejszym budżetem, polecam Ci serdecznie bułki ze świeżutkiego ciasta mrożonego prosto z aksamitnie czystych ekologicznych terenów zielonej Azji typu Chiny, które to bułki przyleciały dziś rano transportem lotniczym aby zachować najświeższą swieżość. W świątecznych zestawach można je dostać z równie aksamitnym sprejem o zapachu bagietki, bo jak wiadomo najlepszym prezentem dla matki jest poranny aromat świeżo zmielonej, zaparzonej kawy rozpuszczalnej, świeżo zrobionego prania, które powiesi się samo albo świeżo odpalonego spreju bagietkowego. Ach któż nie marzy o tak idealnym poranku w świątecznej atmosferze bukietu relaksujących zapachów (typu bagietka)?

Top 5 dla singielki 

1. Tabletki wzdymające.

Najbardziej trafionym prezentem jest oczywiście sztuczny brzuch, ale należy go podarować PRZED imprezą rodzinną, aby Petentka mogła go od razu użyć. Krótka instrukcja obsługi obejmuje wymowne spojrzenia z ewentualnym mrugnięciem oka, tudzież 'nie mogę jeszcze powiedzieć, bo nie chcę zapeszyć’ Ewentualne ataki smiechu odbywać należy w wucecie, gdzie oczywiście co chwilę latasz BO CIĄŻA. Nie martw się, od dziś wszystko możesz zwalić na ciążę, przynajmniej przez jakiś czas. Później wymyśli się coś innego.

2. Pierścionek w kształcie obrączki.

Doskonałym uzupełnieniem lub prezentem samodzielnym jest obrączka. Również polecam dać przed nasiadem rodzinnym. W trakcie posiedzenia błyskasz co i rusz komu trzeba przed nosem, wspominając między słowami, że no wiecie – Elvis, Las Vegas – ale wiecie – to tajemnica i ucinasz temat zdaniem, że jeszcze nie chcesz się chwalić zanim nie zalegalizujecie w Polsce. Proste jak drut, a ile durnych dyskusji mniej.

3. Talon na eko jarmuż.

Wybornym prezentem wydaje się być talon na ekologiczny jarmuż z pobliskiego bazaru. Podobno bazarowe bony podarunkowe są już od 30 pln, tak więc nie ma dramatu. W razie braku jarmużu, zawsze można dopisać 'wymiennie na eko warzywa, zroszone eko rosą o eko świcie’ co wydaje się zupełnie oczywiste ale wolałam dodać, jakby co. Gdyby ktoś się czepiał, że warzywa uprawiane są tuż przy autostradzie, możesz odpyskować coś w stylu, że lepsze przy polskiej autostradzie niż przy chińskiej – zawsze działa.

4. Kupon na iPhona.

Jeśli dysponujesz większym budżetem, a bliska Ci singielka to gadżeciara – oczywistym rozwiązaniem jest kupon zniżkowy na iPhona Y. Teraz wszyscy szaleją na punkcie X, ale te kolejki i histeria są po prostu żenujące. Czyż nie lepiej spokojnie, kulturalnie i z godnością zapisać się już do kolejki oczekujących na kolejny model? Do tego kupon zniżkowy na 1% to doskonała inwestycja w przyszłość, w końcu 1% teraz to nie to samo co 1% za 5 miesięcy!

5. Premiumator Wody

Uniwersalnym ale niestety drogim prezentem wydaje się być Premiumator Wody, dzięki któremu ze zwykłej, taniej kranówy otrzymujemy wodę Premium, zbliżoną smakiem do tej z lodowca. Działanie urządzenia opiera się na znanym od tysięcy lat mechanizmie, tzw. Efekcie Place-boo.

Otóż Premiumator ma na froncie bardzo dobrej jakości (bardzo wysoka rozdzielczość) zdjęcie lodowca, zatem gdy tania i żenująca kranówa przepływa przez urządzenie, a odbiorca patrzy intensywnie na zdjęcie (nawet bez mrugania), następuje wewnętrzna przemiana i otrzymana woda jest w jakości HDMI, czyli niemal jak lodowiec. Wadą urządzenia jest jego wysoka cena, bo aż 13999 pln, ale w sumie zalety mówią same za siebie i jak pomyślisz sobie ILE dzięki tym 13999 zyskujesz w przyszłości, to okazuje się, że prawie nic, czyli wychodzi jak za darmo.

 

Powodzenia!

Kategorie: Inne, Temat miesiąca

Zlituj się nad swoim dzieckiem.

Tak się składa, że z wykształcenia jestem również pedagogiem i skutkiem, a może przyczyną tego jest zainteresowanie tematami dzieciowymi. A z racji mojej obecności na wczorajszej konferencji 'Dziecko w rozwodzie”, gdzie przez większość czasu siedziałam w szoku, z niedowierzaniem kiwając głową, nasunęły mi się pewne wnioski. Przykłady, które przywołam pochodzą z autentycznych rozpraw sądowych, o których opowiadali Prelegenci.

Naturalnie można rozpocząć długą i burzliwą dyskusję… 

Zaczynając od tego dokąd zmierza świat, omówić wady i zalety postępu technologicznego, później płynnie przejść do dysfunkcyjnych relacji – w kontekście przeniesienia życia do świata wirtualnego. Można wrzucić szczyptę samotności w sieci i bez sieci, dodać narodową skłonność do cierpienia i poświęceń, zahaczyć o wszechobecną hipokryzję bo przecież jestem dobrym człowiekiem, chodzę do kościoła ale jak zupa za słona to wpierdol albo nie dam ci kasy na nowe spodnie. Następnie gładko wszedłby temat olbrzymiej wartości jaką jest małżeństwo, bo przecież zawsze warto walczyć – za wszelką cenę. Otóż nie zawsze i nie za wszelką cenę, bo moje życie nie podlega przetargom, ale o tym cicho sza, przecież to niemoralne dbać o własne sprawy, szczęście, pieniądze. I właściwie jesteśmy już blisko meritum, bo jeśli szczęście i pieniądze to przecież nic nie da Ci w życiu takiej radości i nie będzie Cię tyle kosztowało co dzieci. Jeśli nie masz dzieci to przecież „nie znasz życia” i nie wiesz co to studnia bez dna. Jeśli niedajboże dbasz przy okazji o siebie i/lub masz pieniądze – przegrałaś życie. Heh.

Ale wróćmy do dzieci.

Jestem gorącym zwolennikiem filozofii nie płakania nad rozlanym mlekiem – i w pracy i w życiu prywatnym ale też w odżywianiu. Oczywiście mogę zawsze kupować żywność eko, nieprzetworzoną itp., ale nadejdzie w końcu taki moment, że nie będzie innej opcji: kupię coś innego i już. Jestem gorącym przeciwnikiem bycia w małzeństwie za wszelką cenę. Jeśli obydwie (!) osoby uważają, że jest co ratować – ok. Ale w sytuacji, gdy pozostał tylko popiół, warto dać sądowi ten popiół posprzątać. 

Co tam w sądzie słychać?

Temat rzeka. W opinii Prelegentów – mnóstwo do zrobienia, do zmiany, do poprawy. Momentami tragedia. Brak tablic alimentacyjnych. Sąd ma dbać o dobro dzieci. Bo Rodzice nie są w stanie.

Włos mi się zjeżył na głowie, gdy usłyszałam o walkach (przed sądem!) o punkty na kartach lojalnościowych w sklepach. Jak to powiedziała właśnie jedna z Prelegentek – sąd jest od sprzątania popiołu. Nie od idiotycznych dyskusji jaki kolor bluzek ma nosić dziecko (autentyk). Historie jakie usłyszałam nie mieszczą mi się w głowie, bo nie potrafię zrozumieć jak można być takim potworem dla swojej ukochanej pociechy. Oddzielnym tematem są sprawy finansowe – chyba na osobny wpis bo to co się dzieje również nie mieści się w głowie. Smutne i prawdziwe. 

Dziecko w rozwodzie.

Najtrudniejsze tematy to te związane z ochroną dzieci. Nie rozumiem rodziców, którzy mają w dupie dobro swoich dzieci, wciągając je w zagrywki między sobą. Rozumiem, że rozstanie jest bardzo trudne i bolesne, że niektórzy czują potrzebę odwetu, pokazania, udowodnienia czegoś komuś – ja to wszystko doskonale rozumiem. Wiem, że to jest bardzo ciężki okres dla wszystkich, że potrzeba czasu, pomocy specjalistycznej bardzo często, że samemu trudno to nie raz udźwignąć. Ale dlaczego, do kurwy nędzy, wciągasz w to swoje dziecko? Udowadniaj, walcz, rób co Ci serce podpowiada – to Twoje życie. Ale nie krzywdź dziecka!

Ludzie ludziom zgotowali ten los.

Serio. Zaskakujące i szokujące są dla mnie matki i ojcowie, którzy tak wiele uwagi, dbałości i poświęcenia ofiarowali swoim dzieciom, a następnie bez żalu jadą walcem po psychice swojego ukochanego maleństwa – zabraniając czy utrudniając kontakty z matką/ojcem, która/y dotychczas zachowywał/a się wobec dziecka bez zarzutu. A robią to dla zasady. Żeby mu/jej pokazać. Ale co pokazać? I nie mam na myśli teraz, podkreślam to jeszcze raz, rodzin, gdzie ojcowie czy matki mieli w dupie dzieci i nagle się obudzili i też – dla zasady – walczą.

Człowieku, opanuj się! DLA JAKIEJ ZASADY TY TO ROBISZ?

Dlaczego robisz to swojemu dziecku? Ono ma tak wiele stresu, cierpienia – czemu dokładasz mu swoje brudy? Czemu smarujesz to biedne dziecko swoim gównem? Ono później chodzi – do przedszkola, do szkoły – umazane, oblepione.

Tak. Właśnie tak to sobie teraz wyobraź, bo tak to wygląda: dziecko chodzi oblepione gównem Twoich kłamliwych historii, Twojego napuszczania, robienia zdjęć dowodowych, wypytywania, nastawiania, angażowania w dowolny sposób. To bardzo ciężkie brzemię, czy naprawdę chcesz aby je nosiło?

Weź się w garść.

Załatw te bardzo trudne, wyczerpujące sprawy w czterech ścianach BEZ obecności dzieci. Musisz wzbić się na wyżyny swojej inteligencji, również tej emocjonalnej i wszelkie spory, pokazywanie kto, co i dlaczego, śledzenie i inne genialne pomysły – załatwić w cztery oczy. Nie w sześć, nie w osiem.  W cztery.

Poszukaj pomocy specjalisty – warto! Nie wszyscy są dodatkowo płatni. Rozmawiaj ze swoim dzieckiem o wszystkim SZCZERZE. Tłumacz trudne zagadnienia, w przeciwnym razie dziecko sobie dopowie – niekoniecznie prawdę. Nie pozwalaj, by dziecko było Twoim opiekunem, pocieszycielem.

A tak serio…

Czasem warto po prostu odpuścić. Zemsta niewiele daje. Zranienie jest straszne, to prawda. Otwarta rana goi się powoli, na pewno. Ale wszelkie dziwne i wykańczające akcje niewiele tak naprawdę zmieniają. Pogodzenie się z pewnymi sprawami, spokój wewnętrzny i pozytywne nastawienie są bardzo korzystne dla nas pod kątem zdrowotnym. A jeśli chodzi o dzieci… Pamiętaj proszę, że dziura którą robisz swojemu dziecku w mózgu, zachowując się jak idiotka/ta, ograniczając kontakty bez wyraźnej przyczyny, walcząc w obecności dziecka, wciągając je we wszystko, budując fałszywy obraz i zabierając poczucie równowagi, bezpieczeństwa – pozostanie w tej małej główce na zawsze. I nie zmienią tego tony drogich zabawek, zagraniczne wyjazdy czy odwracanie uwagi słodyczami i wizytami w makdonaldzie.

Tylko TY możesz to zmienić. Twoje dziecko na to zasługuje, bo ono nie jest winne temu, że Wam nie wyszło.

Zagryź zęby i nie pytaj, nie mów, nie kłam, nie podpowiadaj, nie szantażuj. Spróbuj coś zmienić – nawet drobiazg, jeśli jest Ci teraz bardzo trudno. Zrób to. Niech to będzie dobry weekend, pierwszy z wielu następnych. Wiem, że potrafisz.

 

Kategorie: Dzieci, Inne
mamo

Droga Mamo…

Kilka słów ode mnie, bo dziś Twoje święto. Właściwie nie tylko dziś, codziennie. Ale dziś pewnie dostaniesz kwiaty, a może kupisz je sobie sama?

Właśnie tego Ci życzę Mamo, abyś potrafiła kupować sobie kwiaty, gdy nikt nie obdaruje Cię nimi z okazji, bez okazji. Bo dbanie o siebie nie kończy się z pierwszym krzykiem noworodka, chociaż jak wiesz – na początku jest różnie.

Życzę Ci codziennej dbałości o chwilę czasu dla siebie. To czasem trudne, wiem. Sprobuj zacząć od 5 min. Codziennie! I nie przekładaj, 'od jutra’. Twoje jutro jest dziś!

Spokojnego oddechu Ci życzę, Mamo. Bez zadręczania się drobiazgami. Bez wyrzutów sumienia, z sensem czy bez sensu. Każdy stres dla organizmu to mniejsza lub większa destrukcja. A Ty przecież musisz dbać o swoje zdrowie, nie jesteś już sama. Olej głupie myśli, nie przejmuj się rzeczami na które nie masz wpływu, spróbuj złapać dystans. Może czasem odpuść, Mamo? Warto.

Szczęścia Ci życzę, Mamo. Ono samo nie przyjdzie. Trzeba wykrzesać je z siebie. Zobacz, jak pięknie kwitną bzy, zamknij oczy, powąchaj, niech oszałamiający zapach wypełni Twoje płuca, to tylko 5 sekund, łapiesz…?

Więcej czasu bez kompa i telefonu, Mamo, Ci życzę. Choć jeśli kochasz swoją pracę nie jest to łatwe. Tej magicznej równowagi Ci życzę. Ona jest osiągalna, sama wiesz. Da się! Nie rezygnuj z siebie, nie trzeba totalnie poświęcać się wbrew sobie. Chyba, że sprawia Ci to radość, wtedy życzę Ci abyś pamietała, że cnota jest sama w sobie nagrodą. Nie oczekuj podziękowań, ukłonów. To Twoja świadoma decyzja. Bardzo słuszna zresztą, bo jeśli poświęcasz swój cenny czas dziecku – to najlepsza inwestycja na świecie. Miej jednak oczy dookoła głowy, rzeczywistość zmienia się jak w kalejdoskopie, a wraz z nią priorytety i oczekiwania nasze i innych – nie obudź się z ręką w nocniku, Mamo.

Jeśli fasolka śpi grzecznie w brzuchu, albo czujesz już radosne kopnięcia zniecierpliwienia, życzę Ci uśmiechu i odwagi. Nie martw się, wszystko będzie dobrze. To naturalne, że czasem czujesz niepokój. W głębi serca jednak wiesz, że poradzisz sobie ze wszystkim. Nowe sytuacje opanujesz z prędkością światła, bo natura wyposażyła nas w instynkt. Teraz wydaje się to absurdalne, ale mowię Ci – będziesz wiedziała co robić. Życzę Ci tylko zdrowia i jak najwięcej przespanych nocy.

Specjalne ukłony i życzenia wytrwałości dla Ciebie, samotna Mamo. Jesteś dzielna i silna. Chwile słabości ma każdy z nas, korzystaj z nich jak z trampoliny. Spadając na dno, szykuj się już do odbicia, regeneruj siły, oszczędzaj energię. Da się, wszystko się Droga Mamo, prawda?

Kochane Mamy, nie dajcie się wyrzucić z zakrętów życiowych, odsuńcie się od złych ludzi, miejcie odwagę walczyć o siebie, bo walcząc o swoje dobro i szczęście uczycie tego swe dzieci. Jesteście pięknymi, mądrymi kobietami z wielką misją, którą każda z Was realizuje wedle własnej oceny i możliwości. Życzę Wam, aby ta misja dawała satysfakcję oraz by zawsze udawało się Wam tę misję wpleść w realizację samej siebie, bo żyjecie tylko raz. Drugiego podejścia nie będzie.

Kategorie: Inne