depresja

Depresja to choroba, którą się leczy.

23.02 to Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Kilka słów komentarza z mojej strony w temacie DEPRESJA.

Depresja – leczymy, działamy. Warto bo da się z tego wyjść.

Depresję leczy się różnymi sposobami, a najlepiej połączyć kilka na raz. Terapia zmasowana na różnych płaszczyznach jest najskuteczniejsza: leki lub nie, psychoterapia, dieta, sport, sen.

Depresja może dotknąć KAŻDEGO.

Nie ważne, czy wyglądasz dobrze czy źle, czy masz wszystko czy nie masz nic, czy podróżujesz po świecie czy siedzisz w domu, masz wfuj kasy czy przymierasz głodem. Sytuacja jest dość prosta – choroby nie wybierają. Biorą jak leci.

Nie ma nic złego w tym, że masz gorszy nastrój czy depresję.

Nie ma nic złego w tym, że masz wszystko i masz fatalny nastrój lub depresję.

Nie ma nic złego w tym, że nie masz absolutnie żadnych powodów aby narzekać i mimo to masz dołek. 

Nie musisz ukrywać gorszego nastroju ani depresji.

Tak jak nie ukrywasz grypy, zapalenia płuc czy złamania nogi. Depresja to choroba jak każda inna. Ma swoją jednostkę – a właściwie jednostki, bo jest tego trochę – w ogólnej klasyfikacji chorób.

Leczenie to nie wstyd.

Psychoterapia czy chodzenie do specjalisty to powód do dumy, a nie wstydu. To, że przyjmujesz leki przepisywane na obniżenie nastroju czy zaburzenia lękowe to nie jest powód do wstydu, nie świadczy to źle o Tobie w żaden sposób. Przeciwnie! Dbanie o siebie jest super!

Nie ma nic złego w tym, że jesteś Twardzielem / Twardzielką ale coś Cię przytłacza i leżysz na podłodze.

Nie mam problemu z przyznaniem, że rok 2017 przytłoczył mnie pod każdym możliwym względem począwszy od zawodowego, przez osobisty na zdrowotnym zakończywszy. Wszystko zwaliło mi się na głowę w ciągu 4 miesięcy właściwie. Jestem silną psychicznie osobą jak pewnie niektórzy wiedzą, mimo to długotrwały brak snu, odpoczynku, gorsza dieta i poważne problemy zrobiły swoje. Walnęło mnie i tyle. Wyszłam sama z dołka ale mówię Wam otwarcie, nie miałabym absolutnie żadnych wątpliwości w temacie udania się do specjalisty, gdybym nie była w stanie się podnieść. Grypy też się nie wstydzę.

A teraz BARDZO WAŻNE❗️

Jeśli u bliskiej osoby lub znajomego widzisz, że coś jest nie tak – wyciągnij rękę. Osoba w dołku często nie jest w stanie, po prostu.

NIE PYTAJ. Przyjedź, zrób herbatę, rosół, przytul, umów do specjalisty, cokolwiek. 

Działaj.

Jeśli obserwujesz u siebie niepokojące objawy – pora na działanie. Nie czekaj, nie trać czasu.

W życiu trzeba mieć czas na życie, jeśli zaczynasz umierać od środka – pora coś z tym zrobić. To prostsze niż myślisz – zrób dziś pierwszy, mały krok. Pomyśl, że tak nie będzie zawsze i to kiedyś minie. 

Poradzisz sobie sama lub z pomocą, ale to się kiedyś skończy i niebo znowu będzie niebieskie, wiosenne, takie jak lubisz…

Kategorie: Inne, Temat miesiąca
badania

Badania kontrolne dla opornych.

Wstajesz rano: łazienka, śniadanie, praca.

Praca poza domem, w domu, przy dzieciach – zawsze coś. Może na wstępie zabrzmi to trochę dziwnie, ale zachęcam Cię do wyjścia rano z domu 1 – 2 razy w roku bez śniadania, na czczo. Mówię zupełnie serio. Wyjdź raz wcześniej z domu i przed pracą zajrzyj do laboratorium diagnostycznego. Podstawowe badania krwi to morfologia i glukoza. Fajnie zrobić też badanie ogólne moczu (dzień wcześniej kup pojemnik w aptece, zbierasz pierwszy poranny mocz) a nawet TSH.

Robisz badania kontrolne regularnie?

Zwykle oznacza to 1 – 2 razy w roku lub tak jak zaleci lekarz. Zorientuj się, czy Twoja Siostra, Brat, Mama, Tata, Partnerka, Partner, Dzieci też badają się raz na jakiś czas? Zapytaj kiedy oddawali krew do przeglądu ostatni raz?

Nie badam się, bo nie muszę.

Przecież jestem zdrowa/y. To super! Bardzo się cieszę! Aby utwierdzić się w tym radosnym przekonaniu warto czasem zrobić proste badanie, bo jak mawiają niektórzy 'nie ma ludzi zdrowych, są tylko nie zdiagnozowani’. A tak serio, jeśli dobrze się czujesz – takie badanie to tylko prosta formalność, po otrzymaniu wyników prawdopodobieństwo 'bycia zdrowym’ jest zdecydowanie większe i o to chodzi.

Nie mam czasu. Nie martw się, proste badanie, które już coś daje można wykonać prywatnie nie zerując zawartości portfela, nie czekając na lekarza, który da (lub nie) skierowanie, nie stojąc w męczących kolejkach itp. itd. Ba! Można to zrobić nawet w weekend! Sprawdź które laboratoria czynne są w sobotę (a nawet w niedzielę!) w Twoim mieście.

Nie mam pieniędzy. To faktycznie może być przeszkoda. Ale jeśli zdobędziesz skierowanie od lekarza – będzie łatwiej. Jeśli nie masz takiej opcji – nie martw się. Podstawowe badania nie kosztują fortuny. Możesz w jednym miesiącu zrobić ogólne moczu (ok. 8 pln), w następnym morfologię (ok. 15 pln) i glukozę (ok. 7 pln) lub przełożyć na następny miesiąc. A może kasa leci jakoś bokiem i zamiast kupować bzdury dasz radę uzbierać 30 pln i uda się zrobić wszystko od razu?

Boję się. Każdy świadomy człowiek boi się czegoś, ja też. Brak strachu ułatwia życie ale czy na pewno…? Pomyśl logicznie – większość chorób naprawdę bez problemu można wyleczyć jeśli zdiagnozowane są wcześnie. To nie mit! Jak zrobisz badanie teraz – nawet jeśli coś Ci dolega – jesteś krok przed chorobą, która nie dała jeszcze objawów. Pokonasz ją! Nie ma się czego bać, bo na pewno wszystko jest w porządku. Zrób to a upewnisz się, że jest ok i strach zniknie. Po co mieć kolejne wątpliwości gdzieś z tyłu głowy? Organizm bardzo tego nie lubi! Do skrytek w mózgu chowaj dobre wspomnienia a nie lęki. Lepiej odwalić i po sprawie.

Trudno się zmobilizować.

Wiem. Badanie krwi, moczu, usg, rtg, cytologia… Jutro, jak będę miała lepszy miesiąc, jak cośtam, ktośtam, gdzieśtam. Ale choroba nie zaczeka aż się zdecydujesz, przestaniesz bać lub znajdziesz 30 pln. Bądź kilka albo chociaż jeden krok przed nią.

Ten jeden krok może uratować Ci życie.

Kategorie: Moja opinia

Czy warto szczepić?

Wiele osób pyta mnie co sądzę o szczepionkach. Na każde pytanie zawsze odpowiadam indywidualnie ale wczoraj wpadł mi w ręce tak absurdalny artykuł rozsiewany na Facebooku (nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać), że postanowiłam przedstawić swój punk widzenia dotyczący szczepionek ale również ogólnie leków powszechnie stosowanych.

Prawdą jest, że każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie. Istnieją różne schorzenia, które mogą i powinny wpływać na modyfikację kalendarza szczepień. Niestety nie zawsze da się postawić diagnozę w pierwszych dobach życia, a szczepionka np. na WZW dla noworodka z grupy ryzyka przebywającego w szpitalu może być sprawą życia i śmierci. Czy koniecznie trzeba szczepić natychmiast po urodzeniu? Trudne pytanie, byłoby super gdyby ktoś przekopał się przez polską (!) literaturę, a następnie również zagraniczną i zrewidował obecne standardy biorąc pod uwagę polskie realia sanitarno-ekonomiczne… Może kiedyś. Podkreślę to jeszcze raz: jestem przeciwnikiem bezmyślnego szczepienia wszystkich jak leci, z automatu.

Prawdą jest, że nie wszystkie leki i szczepionki są jednakowo oczyszczone, a z zanieczyszczeniami może (ale nie musi) związane być wystąpienie efektów ubocznych. Do tego nie ma preparatów, które nadają się dla wszystkich bez wyjątku. Dlatego ZAWSZE należy czytać ulotkę dołączoną do leku, szczepionki- tam jest wszystko napisane (np. kto NIE MOŻE stosować, na co zwrócić uwagę, kiedy NIE MOŻNA stosować preparatu itp. itd.). Ale czy ktoś to w ogóle czyta?

Poza tym zejdźmy na ziemię, kobieta po 20h porodu nie będzie blokowała szczepienia dziecka z tekstami 'ja chcę czystą szczepionkę!’. Interesujesz się tematem? Znajdź położną w szpitalu lub zapytaj farmaceutę, który jest na bieżąco ze szczepionkami- ja nie jestem przedstawicielem medycznym ani lekarzem oraz nie reklamuję żadnego preparatu- nie bede rzucała nazwami.

Prawdą jest, że niektóre preparaty nie są przebadane na przestrzeni kilkunastu- kilkudziesięciu lat, zatem ciężko ocenić jakie mogą być długofalowe skutki zażywania czy zaszczepienia. Z drugiej strony jest grupa leków o solidnie udokumentowanej historii, w tym dokładnie poznanych efektach ubocznych, a mimo to są demonizowane na równi z nowymi preparatami lub stosowane bezmyślnie mimo oczywistych ostrzeżeń.

Przykładowo nadużywanie antybiotyków bez zrobienia antybiogramu (badanie dopasowujące konkretny antybiotyk do indywidualnego przypadku). Najdziwniejsze jest, że tzw. antyszczepionkowcom nie przeszkadza wjazd do organizmu czołgiem w celu zabicia muchy (często antybiotyk wcale nie jest potrzebny bo przyczyną choroby jest wirus) i związane z tym powszechnie znane efekty uboczne. Dlaczego nie interesuje ich nieodłączne zaburzenie równowagi flory jelitowej, której odzyskanie może trwać miesiącami lub latami a konsekwencje bywają nieodwracalne i rzutują na działanie całego organizmu?

Denerwuje mnie, że w ruchu antyszczepionkowym są często ludzie zaszczepieni w dzieciństwie, którzy nie mają bladego pojęcia jak wygląda np. gruźlica lub zapalenie wątroby, którzy nigdy nie widzieli w szpitalu dziecka chorego na krztusiec lub inną chorobę stanowiącą zagrożenie życia. Zdaję sobie sprawę, że wśród Rodziców, którzy nie szczepią są osoby świadome, wybierające brak szczepienia jako mniejsze zło dla swojego dziecka pod warunkiem, że jest to poparte realnymi wskazaniami związanymi np. z problemami na tle neurologicznym, alergiami itp.

Pamiętajcie, że w leczeniu często wybieramy mniejsze zło. Cudownie byłoby (i być może kiedyś tak będzie) mieć zindywidualizowany tok postępowania, terapia celowana rozwija się na naszych oczach. Ważną gałęzią jest też moim zdaniem medycyna naturalna (dieta!), którą zawsze warto się wspierać jeśli można i nie stanowi to zagrożenia życia. Natomiast nie bądźmy idiotami i nie podawajmy noworodkom czy niemowlętom preparatów z kurkumy (czarny humor) przy ciężkich zakażeniach, bo ten biedny dzieciak za chwilę będzie miał sepsę i organizm nie da rady nawet ze wsparciem antybiotykiem.

Tak samo jest ze szczepionkami. Żeby była jasność- jestem przeciwnikiem nadużywania 'chemii’ oraz nie jestem fanem wszystkich szczepionek, jednak często należy wybrać mniejsze zło bo priorytetem jest ratowanie życia tu i teraz, zwłaszcza w grupie ryzyka.

Nikt nie twierdzi, że wszystkie preparaty są idealne ale w warunkach szpitalnych, gdzie istnieje realne ryzyko zagrożenia dla kilkudniowego dziecka (np. WZW u matki)- nie ma się nad czym zastanawiać, trzeba szczepić!

W artykule rzucano hasłami 'szczepionki wywołują raka i autyzm’. Z dostępnej literatury powszechnie wiadomo, że podłoże autyzmu jest bardzo złożone, wpadły mi w ręce badania dotyczące zwiększonego ryzyka u kobiet w ciąży narażonych na kontakt z chemią spożywczą oraz środkami ochrony roślin.

Podłoże występowania chorób nowotworowych to temat rzeka (notabene bardzo ciekawy- pisałam m.in. o tym pracę doktorską). Droga Mamo, skoro tak bardzo interesujesz się autyzmem i rakiem w kontekście szczepionek- poczytaj na ten temat w wolnej chwili kilka artykułów naukowych, a póki co nie jedz byle czego, sprawdzaj skład na opakowaniu w celu uniknięcia powszechnie stosowanych śmieci w produktach spożywczych i dbaj o siebie! Jest realne ryzyko, że wyrządzisz większą szkodę dziecku jedząc wędliny ze sklepu, wołowinę na kilogramy i żywność wysokoprzetworzoną niż szczepiąc.

Prawdą jest, że rtęć jako konserwant w lekach nie jest składnikiem, który chcielibyśmy sobie aplikować tak samo jak konserwanty w żywności. Tam gdzie można- trzeba tego unikać (np. rakotwórczych azotanów w wędlinach) ale nie popadajmy w paranoję! Są sytuacje, w których się nie da inaczej (np. stosowanie leków w razie wyraźnej potrzeby) i konieczne jest wybranie mniejszego zła.

Tak naprawdę każdy składnik leku lub produktu spożywczego może wywołać większą lub mniejszą niespodziewaną reakcję uboczną i trzeba o tym pamiętać (zwłaszcza u alergików).

Oddzielnym tematem są polskie realia- szczepionki są zamawiane wg pewnego klucza (heh), kalendarz szczepień jest jaki jest- może kiedyś w końcu się zmieni jak komuś przyjdzie do głowy pogrzebać w literaturze- bardzo na to czekam.

Odnośnie kilku szczepionek w jednym- trudno określić jednoznacznie co jest na 100% lepsze, każde rozwiązanie ma swoje wady i zalety. Z jednej strony być może przeładowanie układu immunologicznego, z drugiej zaangażowanie organizmu w miejsce wkłucia + obrona + stres. Warto jednak pamiętać, że układ immunologiczny noworodka styka się codziennie z olbrzymią liczbą nowych alergenów, a niesamowitym i najlepszym wsparciem jest karmienie piersią, stanowiące ochronę nie do podrobienia. Bardzo istotna jest wnikliwa obserwacja dziecka po zaszczepieniu i zareagowanie na jakiekolwiek (!) nietypowe zachowania, nawet jeśli wydają się błahe.

Jeśli nadal do kogoś nie dociera, że mimo wszystko warto szczepić gdy nie ma przeciwwskazań- przedstawię to obrazowo. Nawet jeśli szczepionka jest czymś zanieczyszczona (jak zapewniają autorzy teorii spiskowych) i jest taka opcja, że mogą wystąpić efekty uboczne na przestrzeni następnych lat czy dziesięcioleci- jeśli nie zaszczepisz, Twoje dziecko może tego nie dożyć, bo w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności może zachorować i z tej choroby nie wyjść już w pierwszych dniach, tygodniach życia.

Nigdy nie myśl 'mnie to nie dotyczy’ w kontekście chorób. Zmieniaj świat tam gdzie masz na to realny wpływ, np. własną dietę, aktywność fizyczną. Nie ubolewaj nad sprawami na które nie masz wpływu.

Ryzyko jest wszędzie, nawet w zaciszu domowym dziecku może stać się krzywda w wyniku nieszczęśliwego wypadku, nie można kierować się takim tokiem rozumowania podejmując decyzję o stosowaniu leków. Poradź się dobrego lekarza zamiast przyjaciół lub znajomych z forów internetowych.

Nie wymagaj rzeczy niemożliwych– samotna matka trójki dzieci ledwo wiążąca koniec z końcem na dziesięciu etatach nie zacznie nagle piec codziennie chleba orkiszowego z mąki ekologicznej i latać na jogę 5 razy w tygodniu. Składu szczepionki sam/a nie zmienisz ale wybierając mniejsze zło możesz uratować dziecku życie. Jeśli nie ma wyraźnych przeciwwskazań, warto szczepić.