piersi

14 faktów dotyczących piersi, o których nie wiedziałaś

1. Ładna skóra to efekt pracy, bo geny to nie wszystko.

Jeśli jesteś przeciętną Polką, pewnie bardziej dbasz o swoją twarz niż o piersi. A jak nie dbasz o biust, w pewnym momencie on Ci to wypomni. Dbanie to nie tylko zdrowe, zbilansowane odżywianie, wpływające od środka na jakość skóry. To również regularne badania, PIELĘGNACJA kremami, olejkami, oraz zabiegi. Zwłaszcza podczas zmian masy ciała, w ciąży, w trakcie i po karmieniu piersią – nasza skóra zmienia się, traci elastyczność. Warto o nią dbać, aby fajnie wyglądała przez długie lata, niezależnie od zmian w naszym życiu. 

2. Badanie nie boli.

Tak jak badanie węzłów chłonnych, migdałków, osłuchiwanie płuc – badanie piersi to zwykły, neutralny dotyk. Ponieważ część kobiet jednak czuje niechęć do samodzielnego badania lub zapomina o tym – warto coś z tym zrobić. Jeśli z jakiegoś powodu nie robisz tego, warto poprosić o pomoc Partnera lub lekarza podczas wizyty. Raz na jakiś czas, np. raz w roku dobrze jest wykonać kontrolne usg piersi. Ale wiesz co jest najważniejsze? Nie wystarczy o tym wszystkim pamiętać, nie wystarczy przytakiwać. To trzeba ROBIĆ! Jeśli się boisz – ok, bój się. Ale badaj.

3. Nie ma głupich pytań.

O wiele głupsze wydaje się pozostawanie latami w niewiedzy, nic z tym nie robiąc. Jeśli nie wiesz jakich preparatów używać do pielęgnacji biustu – zapytaj farmaceutę. Jeśli nie wiesz jak samodzielnie badać piersi, jeśli wydaje Ci się, że znalazłaś coś niepokojącego – po prostu zapytaj – najlepiej lekarza. Nie wstydź się, dla niego to codzienność.

4. NIE wszystko co znajdziesz, jest groźne.

Nie każda zmiana jest groźna, dlatego nie musisz martwić się, jeśli wyczujesz coś pod skórą. Wręcz przeciwnie! Im szybciej odkryjesz, że coś się dzieje, tym lepiej bo prawie zawsze łatwiej poradzić sobie z drobnymi zmianami, które mogą okazać się czymś błahym. Ale i w przypadkach poważniejszych dolegliwości medycyna świetnie daje sobie radę. Strach przed znalezieniem ‚czegoś’ nie powinien Cię w żaden sposób blokować, to tylko niepotrzebny stres, bez racjonalnego uzasadnienia.

5. Amputacja piersi NIE jest leczeniem z automatu.

Wiele kobiet boi się badania, bo jeśli coś znajdą, na bank skończy się to amputacją piersi. To BZDURA. Nawet jeśli coś znajdziesz, dalsze postępowanie zależy od wielkości i charakteru zmiany. Leczenie oszczędzające pierś przeprowadza się ZAWSZE wtedy, gdy nie ma ku temu przeciwwskazań i jest to tryb STANDARDOWY. Dlatego najlepiej badać się regularnie i reagować od razu, gdy tylko pojawi się coś niepokojącego. Wtedy szansa na leczenie oszczędzające jest największa.

6. Nowe piersi możesz mieć od ręki.

Gdy nie można oszczędzić piersi, lekarze starają się, żeby pacjentka obudziła się z nową piersią. Co to oznacza? Idziesz na zabieg usunięcia zmiany, lekarz robi swoje, a Ty budzisz się bez nowotworu, z nową, piękną piersią. Nie ma etapu przejściowego, jeśli nie jest konieczne dalsze leczenie. Otwierasz oczy i jest tak, jak było. Czasem potrzeba dwóch zabiegów, czasem korekty zdrowej piersi, co doprowadza do finalnego efektu czyli ładnych, kształtnych i symetrycznych piersi. Korekta czy powiększenie wygląda w tym przypadku tak samo jak u pacjentek z zakresu medycyny estetycznej.

7. Leczenie onkoplastyczne to standard.

Leczenie onkoplastyczne to leczenie oszczędzające lub rekonstrukcja piersi. Nawet 95% pacjentek ma możliwość rekonstrukcji wtedy, gdy ma raka i musi mieć amputację. Niestety w praktyce tylko ok. 5% pacjentek korzysta z tej możliwości, a szkoda, bo nie wiem czy wiesz, ale…

8. Rekonstrukcja jest refundowana.

Serio. Rekonstrukcja operowanej piersi jest w całości REFUNDOWANA i pacjentka nic nie dopłaca. I nie ma tu znaczenia czy chcesz mieć nową pierś od razu po otworzeniu oczu, czy rok po zakończeniu leczenia. Możesz kiedy chcesz – warto o tym mówić głośno, bo nie wiedzieć czemu, nadal niewiele kobiet korzysta z tej możliwości.

9. Nowe piersi są seksowne, bo to TY jesteś seksowna.

Piękno jest w Tobie i tylko od Ciebie zależy kiedy będziesz nim emanować. Leczenie onkoplastyczne to standard, nawet jeśli jesteś już jakiś czas po operacji amputacji. Nowy biust jest tak samo seksowny, a czasami wręcz bardziej, bo masz wpływ na ostateczny kształt i jędrność piersi. Kobiety z piersiami po rekonstrukcji czują się kobieco, pewnie, biorą udział w sesjach zdjęciowych. Nie wierzysz? To patrz.

piersi

piersi

piersi

10. Sutki też można zrekonstruować.

I nie ma z tym żadnego problemu! To jest prosty zabieg na 20 minut w znieczuleniu miejscowym.

11. Implanty nie rozlewają się.

To się zdarza na portalach plotkarskich. W życiu codziennym bardzo rzadko coś się dzieje z implantem, a nawet jeśli, jest on biologicznie na tyle NEUTRALNY, że wymieniany jest bez żadnych komplikacji. W Polsce najczęściej stosowane są implanty z żelem silikonowym. To żel wysokiej spoistości, który trzyma formę, zatem jeśli go np. przetniemy, czy przedziurawimy – wciąż będzie trzymał kształt i nic się nie „wyleje”.

12. Gdy jesteś w ubraniu – nie da się NIC rozpoznać.

Drobna korekta? Medycyna estetyczna? Rekonstrukcja? Jeśli idziesz do pracy – nie widać różnicy czy masz pierś rekonstruowaną czy nie. Jeśli idziesz na kolację i masz duży dekolt – nie widać cięcia, bo znajduje się ono np. w krawędzi dolnej zewnętrznej. Cięcie wykonuje się zazwyczaj pod piersią również po to, aby zachować najwięcej czucia i unerwienia.

13. KAŻDĄ pierś można zrekonstruować.

Każda pacjentka ma PRAWO i MOŻLIWOŚĆ zrekonstruować swoją pierś. Dla każdej z pacjentek dostępna jest ODPOWIEDNIA technika, począwszy od implantów przez płaty. Płat to tkanka własna. Czyli np. lekarz pobierze od Ciebie fragment z brzucha lub z pleców. Nie martw się, to procedura, która nie oszpeca.

14. Masz wpływ na przyszłość.

Być może przejrzałaś nagłówki i obojętnie przejdziesz dalej, ale pamiętaj, że wcale nie musisz uczestniczyć w smutnych, polskich statystykach. Nowotwór piersi to DRUGA, po raku płuc, przyczyna zgonu u Polek z przyczyn onkologicznych i nadal piąte miejsce na ogólnej liście, jeśli chodzi o przyczyny zgonów. Każda z nas ma średnio 12% szans na to, że zachoruje. Dlatego tak ważne jest, by badać się regularnie.

Pamiętaj, że po leczeniu, po rekonstrukcji i potwierdzeniu przez lekarza, że wszystko jest w porządku – Twoje życie wraca do normy tak jak po grypie, złamaniu nogi czy rozstroju żołądka. 

Porozmawiaj z kobietami, które są po rekonstrukcji. Zobacz jak nadal emanują spokojem, siłą, pewnością siebie i niezachwianym seksapilem. Poszukaj fachowców, grup wsparcia, informacji z potwierdzonych źródeł.

Nie bój się badań, rozmów, leczenia. Cokolwiek się nie stanie – na pewno sobie z tym poradzisz bo Twoja siła i piękno jest w Twojej głowie. Ale nie daj się zaskoczyć. 

Nie czekaj. Zbadaj piersi już dziś.

 

 

________

W tekście wykorzystałam wypowiedzi (kursywa) dr Daniela Maliszewskiego (za zgodą autora), który zajmuje się chirurgią onkologiczną, ze szczególnym uwzględnieniem onkologicznych i estetycznych aspektów leczenia chorob piersi. Jest członkiem Towarzystwa Chirurgów Polskich, Polskiego Towarzystwa Onkologicznego oraz American Society of Breast Surgeons.

Zdjęcia pochodzą z archiwum Fundacji Wspierania Rozwoju Medycyny ANIZJA, przedstawiają Pacjentki dr Daniela Maliszewskiego, zdjęcia zostały wykorzystane za zgodą modelek, fotografa Anji Choluy oraz Agnieszki Kośnik-Zając – autorki projektu „Brest is the best”.

Czy kaszki dla dzieci są zdrowe?

Czy produkt leżący na półce ze zdrową żywnością’ jest bardziej wartościowy? Jak widzę na opakowaniu uśmiechnięte dzieciaki i wielkie kolorowe owoce to zwykle zapala mi się czerwona lampka, tak było i tym razem.

Dziś o kaszce mleczno-kukurydzianej Celiko. Nie mam nic do firmy Celiko- przeciwnie, uważam, że mają fajne pomysły ale tym razem jak dla mnie kulą w płot.

Zacznę od końca, tzn. od zawartości cukru: 56g na 100g produktu (czyli w porcji ponad 5.5 łyżeczki). Jak ktoś dużo biega- czemu nie. Jak ktoś siedzi- trochę dużo. Moim zdaniem? Jest to dla każdego dziecka spora dawka cukru w dużej mierze pochodzenia 'sztucznego’.

W tym momencie powinno nastąpić 'dziękuję, do widzenia’ ale zobaczcie co jeszcze ciekawego producent przeznaczył dla kolorowych uśmiechniętych dzieci prócz cukru i syropu glukozowego.

Trzon produktu stanowi kaszka kukurydziana (50%) + mleko w proszku (16%). Do kompletu cześciowo utwardzony tłuszcz palmowy. Słowo 'utwardzony’ powinno budzić u Was jawny sprzeciw. To nie jest dobra grupa tłuszczów dla dorosłych (choroby krążenia, otyłość), tym bardziej dla dzieci. 'Palmowego’ też nie lubię- nie jest aż tak wartościowy, żebym padała na kolana plus otoczka ekologiczna.

Truskawki są w ilości 2.5% na całość, naturalnie w proszku. Niestety główny składnik tego proszku to maltodekstryna, mająca tyle wspólnego z truskawkami co kwiatek z kożuchem.

Do tego w składzie jakieś witaminy (zalewane wodą 75’C, heh) oraz 'minerały’ (na studiach mówili, że 'minerały to są w ziemi’), regulator kwasowości, przeciwzbrylacz, aromat, sól.

Jakaś alternatywa? Pewnie! Kaszka kukurydziana zwykła bez dodatków (owsiana, jaglana itp.) z jogurtem (kefirem, maślanką) z truskawkami lub innymi świeżymi lub suszonymi (byle umytymi!) owocami (dla starszych dzieci: pestkami, nasionami plus ewentualnie lokalnym miodem naturalnym).

Prościej, taniej ale przede wszystkim zdrowiej.

Czy gofry i naleśniki mogą być niezdrowe?

Gofry i naleśniki – temat bardzo aktualny zwłaszcza latem. Wiem, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Jeśli tak, miejsce mam tam stale szykowane już od urodzenia.

Lubię czasem zjeść gofra.

Ostatnio popytałam miłe panie i panów w różnych miejscach z czego robią gofry. Za każdym razem padała ta sama odpowiedź: 'aaa z takiej mieszanki’. Pogrzebałam, poszukałam i proszsz: przykładowy produkt można znaleźć w internecie.

image

Wydajność.

Całkiem spora bo 5 kg (np. za 35 pln) daje w efekcie aż ok. 100 gofrów czyli jeden goferek to ok. 0.35 pln (a sprzedają po 4 pln, złoty interes!). Do tego proszku należy doliczyć jeszcze inne opłaty- jasna sprawa. Np. za wodę i olej (ciekawe jaki…), które dodaje się do proszku aby otrzymać masę. Producent zapewnia, że produkt nadaje się również do otrzymania naleśników i biszkoptu. A ja głupia myślałam, że jem w knajpach prawdziwe naleśniki (bo że jajecznicę z proszku to już słyszałam).

Dyskusja.

Zapewne zaraz podniosą się głosy 'ale o co ci chodzi z tym proszkiem?’. Już wyjaśniam.

1. Nie lubię produktów z proszku bo mają niższą (o ile jakąkolwiek) wartość odżywczą i nie wiem co ten konkretny proszek zawiera.
2. Nie podoba mi się zawartość fosforanów w takich proszkach (ogólnie w żywności) bo np. zaburzają równowagę kwasowo – zasadową oraz wapniową.

O ile dorośli mogą pozwolić sobie na różne szaleństwa dietetyczne o tyle dzieci już nie bardzo albo nie tak często. Równowaga wapniowo – fosforowa jest bardzo ważna właśnie u dzieci ale też u kobiet w ciąży i karmiących. Jasne, że jak zjesz coś z proszku od dzwonu – nic nie powinno się stać ale jeśli spożywasz takie cuda regularnie, może pojawić się problem.

– Jak napcha się ciastkami lub goframi to nie zje nic innego.
– Daj spokój, są wakacje.
Nie jestem psychologiem dziecięcym ale wiem, że niektóre dzieci z reguły nie kumają tego, że 'w wakacje można a później nie można’. Bo po wakacjach miejsce gofrów zastępują ciastka z fosforanami. Chyba lepiej sprawdza się system zero – jedynkowy. Ale jest na to inny sposób.

Ekscesy spożywcze.

Tak ale z głową. Skoro wiem, że nażarłam się fosforanów – dla równowagi muszę zjeść produkty z wysoką zawartością wapnia. Przykładowo: kefir, jogurt, ser, małe rybki z ośćmi, orzechy a nawet natkę pietruszki. Czemu nie wytłumaczyć tego również dzieciom- to tacy sami ludzie jak my tylko mali i z mniejszym doświadczeniem. Jem coś mniej zdrowego ale do tego coś bardziej zdrowego- coś za coś- myślę, że to zrozumieją.

Ps. Jak ktoś chce i ma czas- gofry można łatwo zrobić sobie czy dzieciom w domu z 'prawdziwych’ produktów, np. ze zsiadłego mleka, nawet bez użycia proszku do pieczenia, fosforanów itp. W internecie znajdziecie mnóstwo fajnych, sprawdzonych przepisów. Zdrowiej, taniej a jaka satysfakcja!

Smacznego!

Dlaczego cukier wpływa na płodność?

Statystycznie większość z Was wie, że nadmiar cukru może być przyczyną wielu chorób. Kojarzymy cukrzycę, otyłość oraz związane z tym choroby układu krążenia. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że regularne spożywanie cukru w większych ilościach (przy niskiej aktywności fizycznej) może skutkować nie tylko zwiększeniem masy ciała (co ma negatywny wpływ na płodność) ale też ZABURZENIAMI HORMONALNYMI występującymi również u osób NIE MAJĄCYCH nadwagi. Dlaczego tak się dzieje?

Węglowodany oddziałują na stężenie glukozy i insuliny we krwi. Gdy ich podaż (zwłaszcza produktów o wysokim IG- indeksie glikemicznym, czyli szybko podnoszących poziom glukozy) jest stale zbyt wysoka, może prowadzić to do zakłócenia równowagi związanej z regulacją poziomu glukozy we krwi, za którą odpowiada INSULINA. Po spożyciu produktu bogatego w cukier (np. słodyczy), poziom glukozy gwałtownie podnosi się, następnie wyrzut insuliny pojawia się w celu wyrównania. Przy systematycznej podaży większych dawek cukru insulina utrzymuje się na wysokim poziomie- stan ten nazywamy hiperinsulinemią, czego konsekwencją może być insulinooporność. Oznacza to, że tkanki przestają prawidłowo reagować na ten hormon, co (łącznie z hiperinsulinemią) zaburza równowagę hormonalną (insulina związana jest również z innymi procesami w organizmie). Insulinooporności sprzyja występowanie nadmiaru tkanki tłuszczowej, której odkładanie wzmaga sama insulina. W prostych słowach: organizm lubi równowagę i spokój bo wszystko ma elegancko poukładane- hormony krążą we krwi przekazując różne informacje, wszyscy ładnie pracują jak przysłowiowy facet z taczką. Jeśli w każdym posiłku dostarczasz cukry proste (patrząc na składy produktów nie jest to wcale takie trudne) i to w nadmiarze- następuje zaburzenie równowagi, za dużo glukozy, insuliny, sprzeczne komunikaty, nawet chaos. Generalnie jest 'taki zapieprz, że nie ma kiedy taczki załadować’. Co to oznacza?

Gdy jesteśmy głodni, spożywamy posiłek ale zamiast sytości nadal mamy apetyt, więc jemy więcej. Dzieje się tak również dlatego, że otyłość wiąże się z zaburzeniami poziomu leptyny- substancji odpowiedzialnej za uczucie sytości. Dodatkowo nieprawidłowy poziom leptyny oddziałuje poprzez receptory na komórki ziarniste i hamuje syntezę hormonów steroidowych. Zmiany te wpływają na funkcjonowanie jajników i jakość oocytów, co powoduje zaburzenia menstruacji i może mieć negatywny wpływ na płodność.  Wg badaczy leptyna może pełnić rolę łącznika między odżywianiem a reprodukcją- zgromadzone dane wskazują na udział leptyny w regulacji procesów związanych z dojrzewaniem seksualnym oraz rozrodem.

Niestety to nie wszystko, otyłość oznacza też zwiększoną produkcję estrogenów, których liczba koreluje z wydzielaniem hormonu luteinizującego (LH) oraz zwiększonym stosunkiem LH/FSH (FSH – hormon folikulotropowy), co niekorzystnie wpływa na wzrost pęcherzyków jajnikowych. Zawartość tkanki tłuszczowej determinuje również morfologię i grubość endometrium, jakość oocytu i embrionu. Nie dziwi więc fakt, że kobiety z nadmierną masą ciała mają TRZYKROTNIE WIĘKSZE RYZYKO wystąpienia zaburzeń płodności.

O czym warto jeszcze pamiętać? O tym, że oprócz spożywania nadmiaru 'zwykłego’ cukru (sacharozy), niekorzystna jest też podaż FRUKTOZY (dodawanej do niektórych napojów, lodów itp.), która nie powoduje skoków insuliny, ale jest dużo łatwiej przekształcana w tkankę tłuszczową. Więcej o fruktozie znajdziecie tu. Zamiast żywności przetworzonej i produktów o wysokiej zawartości cukru lub (co gorsze) syropów cukrowych, jadłospis warto wzbogacać o węglowodany złożone (pełnoziarniste pieczywo, kasze), produkty o niższym IG, dzięki którym nie narażamy się na gwałtowne skoki glukozy (a w konsekwencji insuliny). Rezygnując z nadmiaru słodyczy (np. 1 – 2 kostki czekolady zamiast połowy tabliczki) warto również ograniczać spożycie owoców do jednej porcji dziennie.

Nie myślcie sobie, że uwagi te dotyczą wyłącznie kobiet! U otyłych MĘŻCZYZN ryzyko zaburzeń erekcji jest trzykrotnie większe w niż u mężczyzn z prawidłową masą ciała. Im wyższa masa ciała tym niższe jest również stężenie testosteronu (uczestniczącego w procesie powstawania i dojrzewania plemników).

Jaki z tego wniosek? Stabilizacja poziomu cukru we krwi oraz skuteczna walka z otyłością może być jednym z elementów dbania o siebie oraz leczenia niepłodności i to bardzo ważnym, ponieważ ma dobrze udokumentowane pozytywne efekty. ALE bezmyślne odchudzanie pod postacią eliminacji tłuszczu z diety może mieć negatywny wpływ bo zarówno nadmiar, jak i niedobór masy ciała wynikające ze sposobu żywienia mogą negatywnie wpływać na płodność.  Myślę, że warto spróbować i zacząć od obserwowania siebie – kiedy i dlaczego spożywamy produkty słodzone. Jeśli potrzebujesz wsparcia w tym temacie – więcej informacji jak ograniczyć cukry proste i cukier dodany oraz sporo prostych wskazówek jak zadbać o siebie i o rodzinę znajdziesz na mojej platformie edukacyjnej (klik). Jeśli chcesz w 2 tygodnie zacząć kontrolować to co kupujesz oraz ilość cukru, którą spożywasz w tym prostym szkoleniu (klik) nauczę Cię kilku prostych trików – wystarczy 10 minut dziennie (to szkolenie jest też na mojej platformie w pakiecie premium).

Lekarstwo na raka re – odkryte!

’EKSPERCI ZACHWYCENI KAPUSTKĄ!’, 'NIESAMOWITE!’ krzyczą nagłówki od kilku dni. Nie kumam tych nagłych zachwytów, przecież kapustka znana jest od tysięcy lat. Wiadomo od dawna, że jest niskokaloryczna, zawiera m.in. sporo witamin, wapń, magnez, potas, żelazo oraz kwas foliowy. Panie bardzo ucieszy obecność siarki, która poprawia wygląd włosów, skóry i paznokci. Kiszona bogata jest w probiotyki a okłady ze świeżych liści docenią m.in. mamy karmiące piersią oraz osoby z chorymi stawami.
Najistotniejsza wydaje się być jednak obecność substancji antynowotworowych. Jak działają? Jak dobry sędzia- zabierają piłkę, pokazują czerwona kartkę i żegnaj przygodo!
Osoby z problemami z przewodem pokarmowym i/lub tarczycą, matki karmiące i małe dzieci nie powinny spożywać kapustki na tony. Reszta wedle uznania (tak jak brzuch pozwala), np. w postaci surówki lub soku.
Tak więc od dziś kapustka z pospolitej jarzyny w złym guście stanie się wyrafinowanym, cennionym na salonach składnikiem o tysiącu twarzach. Teraz zamiast 'zamknij gar bo wali na cały dom’ będzie 'jak wspaniale te lotne cząsteczki zapachu podstawowego (aromat) podrażniają moje neurony opuszki węchowej!’ lub 'cóż za wyborne nuty trzeciorzędne (bukiet)!’
Ps. Czekam teraz na jakiegoś Czosneczka: może strzeli dwa gole na raz? Może skoczy 500m na dużej skoczni? Cokolwiek. Eksperci na bank będą mega zachwyceni (no może poza specami z koncernów farmaceutycznych), w końcu czosneczek w rankingach antyrakowych jest zwykle na 1 miejscu a kapustka dopiero na 4 lub 5. Tylko kiedy ktoś w końcu zrobi wokół tego szum…?

Czy warto szczepić?

Wiele osób pyta mnie co sądzę o szczepionkach. Na każde pytanie zawsze odpowiadam indywidualnie ale wczoraj wpadł mi w ręce tak absurdalny artykuł rozsiewany na Facebooku (nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać), że postanowiłam przedstawić swój punk widzenia dotyczący szczepionek ale również ogólnie leków powszechnie stosowanych.

Prawdą jest, że każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie. Istnieją różne schorzenia, które mogą i powinny wpływać na modyfikację kalendarza szczepień. Niestety nie zawsze da się postawić diagnozę w pierwszych dobach życia, a szczepionka np. na WZW dla noworodka z grupy ryzyka przebywającego w szpitalu może być sprawą życia i śmierci. Czy koniecznie trzeba szczepić natychmiast po urodzeniu? Trudne pytanie, byłoby super gdyby ktoś przekopał się przez polską (!) literaturę, a następnie również zagraniczną i zrewidował obecne standardy biorąc pod uwagę polskie realia sanitarno-ekonomiczne… Może kiedyś. Podkreślę to jeszcze raz: jestem przeciwnikiem bezmyślnego szczepienia wszystkich jak leci, z automatu.

Prawdą jest, że nie wszystkie leki i szczepionki są jednakowo oczyszczone, a z zanieczyszczeniami może (ale nie musi) związane być wystąpienie efektów ubocznych. Do tego nie ma preparatów, które nadają się dla wszystkich bez wyjątku. Dlatego ZAWSZE należy czytać ulotkę dołączoną do leku, szczepionki- tam jest wszystko napisane (np. kto NIE MOŻE stosować, na co zwrócić uwagę, kiedy NIE MOŻNA stosować preparatu itp. itd.). Ale czy ktoś to w ogóle czyta?

Poza tym zejdźmy na ziemię, kobieta po 20h porodu nie będzie blokowała szczepienia dziecka z tekstami 'ja chcę czystą szczepionkę!’. Interesujesz się tematem? Znajdź położną w szpitalu lub zapytaj farmaceutę, który jest na bieżąco ze szczepionkami- ja nie jestem przedstawicielem medycznym ani lekarzem oraz nie reklamuję żadnego preparatu- nie bede rzucała nazwami.

Prawdą jest, że niektóre preparaty nie są przebadane na przestrzeni kilkunastu- kilkudziesięciu lat, zatem ciężko ocenić jakie mogą być długofalowe skutki zażywania czy zaszczepienia. Z drugiej strony jest grupa leków o solidnie udokumentowanej historii, w tym dokładnie poznanych efektach ubocznych, a mimo to są demonizowane na równi z nowymi preparatami lub stosowane bezmyślnie mimo oczywistych ostrzeżeń.

Przykładowo nadużywanie antybiotyków bez zrobienia antybiogramu (badanie dopasowujące konkretny antybiotyk do indywidualnego przypadku). Najdziwniejsze jest, że tzw. antyszczepionkowcom nie przeszkadza wjazd do organizmu czołgiem w celu zabicia muchy (często antybiotyk wcale nie jest potrzebny bo przyczyną choroby jest wirus) i związane z tym powszechnie znane efekty uboczne. Dlaczego nie interesuje ich nieodłączne zaburzenie równowagi flory jelitowej, której odzyskanie może trwać miesiącami lub latami a konsekwencje bywają nieodwracalne i rzutują na działanie całego organizmu?

Denerwuje mnie, że w ruchu antyszczepionkowym są często ludzie zaszczepieni w dzieciństwie, którzy nie mają bladego pojęcia jak wygląda np. gruźlica lub zapalenie wątroby, którzy nigdy nie widzieli w szpitalu dziecka chorego na krztusiec lub inną chorobę stanowiącą zagrożenie życia. Zdaję sobie sprawę, że wśród Rodziców, którzy nie szczepią są osoby świadome, wybierające brak szczepienia jako mniejsze zło dla swojego dziecka pod warunkiem, że jest to poparte realnymi wskazaniami związanymi np. z problemami na tle neurologicznym, alergiami itp.

Pamiętajcie, że w leczeniu często wybieramy mniejsze zło. Cudownie byłoby (i być może kiedyś tak będzie) mieć zindywidualizowany tok postępowania, terapia celowana rozwija się na naszych oczach. Ważną gałęzią jest też moim zdaniem medycyna naturalna (dieta!), którą zawsze warto się wspierać jeśli można i nie stanowi to zagrożenia życia. Natomiast nie bądźmy idiotami i nie podawajmy noworodkom czy niemowlętom preparatów z kurkumy (czarny humor) przy ciężkich zakażeniach, bo ten biedny dzieciak za chwilę będzie miał sepsę i organizm nie da rady nawet ze wsparciem antybiotykiem.

Tak samo jest ze szczepionkami. Żeby była jasność- jestem przeciwnikiem nadużywania 'chemii’ oraz nie jestem fanem wszystkich szczepionek, jednak często należy wybrać mniejsze zło bo priorytetem jest ratowanie życia tu i teraz, zwłaszcza w grupie ryzyka.

Nikt nie twierdzi, że wszystkie preparaty są idealne ale w warunkach szpitalnych, gdzie istnieje realne ryzyko zagrożenia dla kilkudniowego dziecka (np. WZW u matki)- nie ma się nad czym zastanawiać, trzeba szczepić!

W artykule rzucano hasłami 'szczepionki wywołują raka i autyzm’. Z dostępnej literatury powszechnie wiadomo, że podłoże autyzmu jest bardzo złożone, wpadły mi w ręce badania dotyczące zwiększonego ryzyka u kobiet w ciąży narażonych na kontakt z chemią spożywczą oraz środkami ochrony roślin.

Podłoże występowania chorób nowotworowych to temat rzeka (notabene bardzo ciekawy- pisałam m.in. o tym pracę doktorską). Droga Mamo, skoro tak bardzo interesujesz się autyzmem i rakiem w kontekście szczepionek- poczytaj na ten temat w wolnej chwili kilka artykułów naukowych, a póki co nie jedz byle czego, sprawdzaj skład na opakowaniu w celu uniknięcia powszechnie stosowanych śmieci w produktach spożywczych i dbaj o siebie! Jest realne ryzyko, że wyrządzisz większą szkodę dziecku jedząc wędliny ze sklepu, wołowinę na kilogramy i żywność wysokoprzetworzoną niż szczepiąc.

Prawdą jest, że rtęć jako konserwant w lekach nie jest składnikiem, który chcielibyśmy sobie aplikować tak samo jak konserwanty w żywności. Tam gdzie można- trzeba tego unikać (np. rakotwórczych azotanów w wędlinach) ale nie popadajmy w paranoję! Są sytuacje, w których się nie da inaczej (np. stosowanie leków w razie wyraźnej potrzeby) i konieczne jest wybranie mniejszego zła.

Tak naprawdę każdy składnik leku lub produktu spożywczego może wywołać większą lub mniejszą niespodziewaną reakcję uboczną i trzeba o tym pamiętać (zwłaszcza u alergików).

Oddzielnym tematem są polskie realia- szczepionki są zamawiane wg pewnego klucza (heh), kalendarz szczepień jest jaki jest- może kiedyś w końcu się zmieni jak komuś przyjdzie do głowy pogrzebać w literaturze- bardzo na to czekam.

Odnośnie kilku szczepionek w jednym- trudno określić jednoznacznie co jest na 100% lepsze, każde rozwiązanie ma swoje wady i zalety. Z jednej strony być może przeładowanie układu immunologicznego, z drugiej zaangażowanie organizmu w miejsce wkłucia + obrona + stres. Warto jednak pamiętać, że układ immunologiczny noworodka styka się codziennie z olbrzymią liczbą nowych alergenów, a niesamowitym i najlepszym wsparciem jest karmienie piersią, stanowiące ochronę nie do podrobienia. Bardzo istotna jest wnikliwa obserwacja dziecka po zaszczepieniu i zareagowanie na jakiekolwiek (!) nietypowe zachowania, nawet jeśli wydają się błahe.

Jeśli nadal do kogoś nie dociera, że mimo wszystko warto szczepić gdy nie ma przeciwwskazań- przedstawię to obrazowo. Nawet jeśli szczepionka jest czymś zanieczyszczona (jak zapewniają autorzy teorii spiskowych) i jest taka opcja, że mogą wystąpić efekty uboczne na przestrzeni następnych lat czy dziesięcioleci- jeśli nie zaszczepisz, Twoje dziecko może tego nie dożyć, bo w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności może zachorować i z tej choroby nie wyjść już w pierwszych dniach, tygodniach życia.

Nigdy nie myśl 'mnie to nie dotyczy’ w kontekście chorób. Zmieniaj świat tam gdzie masz na to realny wpływ, np. własną dietę, aktywność fizyczną. Nie ubolewaj nad sprawami na które nie masz wpływu.

Ryzyko jest wszędzie, nawet w zaciszu domowym dziecku może stać się krzywda w wyniku nieszczęśliwego wypadku, nie można kierować się takim tokiem rozumowania podejmując decyzję o stosowaniu leków. Poradź się dobrego lekarza zamiast przyjaciół lub znajomych z forów internetowych.

Nie wymagaj rzeczy niemożliwych– samotna matka trójki dzieci ledwo wiążąca koniec z końcem na dziesięciu etatach nie zacznie nagle piec codziennie chleba orkiszowego z mąki ekologicznej i latać na jogę 5 razy w tygodniu. Składu szczepionki sam/a nie zmienisz ale wybierając mniejsze zło możesz uratować dziecku życie. Jeśli nie ma wyraźnych przeciwwskazań, warto szczepić.

Dlaczego w słoiczkach BoboVita dla niemowląt jest mleko?

Wg najnowszego schematu żywienia niemowląt: 'Małe ilości mleka krowiego można stosować do przygotowania pokarmów uzupełniających od 7/8 miesiąca życia, ale nie powinno być ono stosowane jako
główny produkt mleczny przed 12. miesiącem życia’. Ponieważ producenci stosują mleko niemodyfikowane jako składnik główny w niektórych słoiczkach, postanowiłam zapytać o przyczynę, oto co odpowiedziała Nutricia (BoboVita).

image

Czego nie jeść w ciąży?

Wszystko jest kwestią prawdopodobieństwa, nie dajmy się w ciąży zwariować ale… Nikt nie zagwarantuje Ci, że będziesz w tych 999 osobach na 1000, którym nic się nie stało. Czasem lepiej dmuchać na zimne, zatem czego warto unikać:

  1. Produkty niepasteryzowane.

    Ze względu na obecność pasożytów: nabiał (mleko, sery, kremy w deserach itd.) oraz soki (jednodniowe, z cukierni/restauracji gdzie 'świeżo zrobione’ soki stoją Bóg wie ile czasu po zrobieniu). Najlepiej sprawdzać: na opakowaniu ZAWSZE jest napisane, np. na serze: 'z mleka pasteryzowanego’ (można) lub 'z mleka surowego’ (nie można). Jest naprawdę dużo smacznych produktów pasteryzowanych, po co ryzykować?

  2. Produkty surowe.

    Ze względu na obecność pasożytów: mięso (ryby też), jajka. Ale też mięsa półsurowe oraz upieczone poprzedniego dnia, mięsa 'na zimno’, pasztety (dobrze byłoby podgrzać przed spożyciem). Z surowizną nie ma zmiłuj w ciąży.

  3. Wątróbka.

    Jeśli ktoś musi to sporadycznie, ze względu na zawartość witaminy A (wysokie dawki nie są korzystne, przy okazji: kremy z retinolem do twarzy też nie są wskazane!) oraz innych 'cudów’ (wątroba magazynem wielu substancji jest).

  4. Sól.

    Wysokie dawki nie są korzystne z uwagi na ryzyko nadciśnienia i obrzęków. Czyli można, ale nie na tony.

  5. Produkty zawierające kwas fosforowy, difosforany.

    Np. cola, natomiast difosforany są w bardzo wielu produktach (sprawdzaj skład!). Zaburzenia w stężeniu fosforanów we krwi są ściśle sprzężone ze zmianami stężenia wapnia (a wapń jest ważnym pierwiastkiem w ciąży jak wiecie).

  6. Kofeina.

    Mówią, że jedną małą kawkę można. Z herbatami też bez przesady! W organizmie kobiet ciężarnych metabolizm kofeiny jest znacznie wydłużony, a kofeina i jej metabolity swobodnie przechodzą przez łożysko do płodu. Wysokie dawki kofeiny są na serio niebezpieczne. Może więc lepiej bezkofeinową lub zbożową…? Wystarczy poprosić kelnera o alternatywę- teraz kawę bezkofeinową dużo łatwiej dostać niż kilka- kilkanaście lat temu.

  7. Miód z nieznanego źródła lub spoza UE.

    Więcej o tym znajdziecie tu oraz tu).

  8. Produkty zawierające tłuszcze trans.

    Szukajcie hasła 'utwardzane’ na opakowaniu, czyli większość fastfoodów i słodyczy zawierających tłuszcz, niestety. Substancje te przechodzą przez łożysko, czyli faszerujecie bobasa pływającego w brzuchu fastfoodem, jeszcze zanim się urodził- bez sensu. Trzeba ograniczać na tyle na ile się da (rzadko, raz na jakiś czas nie powinno dzidzi zrobić krzywdy).

  9. Produkty nadpleśniałe.

    Nawet jeśli odkroisz ten brzydki kawałek. Tu nie ma innej opcji- wyrzuć, nie truj dziecka.

  10. Produkty z długą listą składników.

    Czyli tzw. chemia spożywcza: ograniczać a najlepiej unikać! Zwłaszcza konserwantów np. zawartych w wędlinach (działanie rakotwórcze), sztucznych barwników, słodzików i innych 'przecież nie są szkodliwe’ bajerów. Na tyle na ile się da- jak najmniej chemii bobasowi podawać- i tak dostanie swoją dawkę poźniej, niestety.

  11. Napoje zawierające alkohol.

    Mówią, że łyczek wina do obiadu można…ale ŁYCZEK! Oczywiście każda ilość alkoholu może zaszkodzić, trzeba o tym pamiętać.

  12. Leki, suplementy, witaminy (zwłaszcza A).

    Absolutnie ŻADNYCH leków NIE WOLNO ordynować sobie samemu. Trzeba zapytać lekarza (lub farmaceuty) i kropka. Jeśli chodzi o witaminy i preparaty bez recepty- tak samo. Są na rynku propozycje dla kobiet w ciąży i karmiących ale zawsze warto się skonsultować, każda ciąża jest inna.

  13. Brudne owoce i warzywa typu 'prosto z krzaczka’.

    Nie radzę (pasożyty). W ciąży (i nie tylko) trzeba wszystko myć. Ręce też.

  14. Zioła (herbatki, przyprawy).

    Zapytać lekarza. Są takie, które można (np. rumianek, bazylia) oraz takie, z którymi ostrożnie lub zakaz (np. dziurawiec, tymianek, rozmaryn itd.) lepiej upewnić się, z niektórymi ziołami nie ma zabawy.

  15. Napoje gazowane.

    Ze względu na dwutlenek węgla- niektórym nie służą, więcej o tym przeczytacie tu.

  16. Tonik.

    Ze względu na chininę (po co bobasowi?).

  17. Niektóre ryby.

    Nie wszystkie są polecane ciężarnym, więcej o tym znajdziecie tu.

  18. Herbata zielona w nadmiarze.

    Nie tylko ze względu na kofeinę, również z uwagi na katechiny- blokują enzym potrzebny do obróbki kwasu foliowego, a jak na pewno wiecie kwas foliowy jest potrzebny i musi być elegancko obrabiany w waszym organizmie bo dzidzia go potrzebuje. Raz na jakiś czas nie powinna zaszkodzić ale jeśli piłaś 5 filiżanek dziennie to teraz zapomnij.

  19. Cukier.

    W umiarkowanych ilościach jak najbardziej! Na tony absolutnie nie. Jeśli chcecie nauczyć się prostych obliczeń, aby samodzielnie obczajać zawartość cukru w produktach- zajrzyjcie tu.

  20. Produkty zawierające fruktozę.

    Nie demonizowałabym, ale jednak zwracam Waszą uwagę na nie, więcej o tym znajdziecie tu.

Zajrzyjcie też do listy produktów, które mogą utrudnić Wam powrót do formy sprzed ciąży.

Gratuluję Dziewczyny! Uważajcie na siebie, dbajcie o siebie i wyluzujcie- wszystko będzie dobrze!

Trzymam kciuki <3 !!!

 

Follow my blog with Bloglovin

Czy tonik jest szkodliwy?

Czy picie toniku jest bezpieczne?

Tonik, przez zawartą w nim chininę, nie pozostaje obojętny wobec organizmu człowieka. Nawet niewielkie ilości chininy, zwłaszcza tej gromadzącej się w endolimfie aparatu przedsionkowego (ucho wewnętrzne), mogą powodować oczopląs i zaburzenia równowagi.

Co to jest chinina?

Chinina to alkaloid o silnie gorzkim smaku, stosowany jako pierwszy lek w leczeniu malarii.

Jak działa chinina?

Chinina zmniejsza przemianę materii, hamuje czynność enzymów oksydacyjnych, przez co obniża ciepłotę ciała, wywiera działanie przeciwbólowe i przeciwgorączkowe, pobudza wydzielanie soków trawiennych, rozszerza naczynia krwionośne w skórze, wzmaga wydzielanie potu (wpływ napotny) oraz skurcze mięśni gładkich, niszczy zarodźce malaryczne. W dużych dawkach spowalnia przewodzenie bodźców w mięśniu sercowym.

Czy chinina może być stosowana w przemyśle spożywczym?

Chinina znalazła zastosowanie w przemyśle spożywczym jako aromat. Dodawana jest do produktów spożywczych w postaci chlorowodorku chininy, soli łatwo rozpuszczalnej w wodzie. Jest związkiem odpowiedzialnym za charakterystyczny gorzki smak toniku.

Czy chinina jest toksyczna?

Substancja ta jest toksyczna w gramowych dawkach, śmiertelna dawka doustna wynosi 10–15 g.

Czy nadużywanie chininy może być niebezpieczne?

Nadużywanie chininy prowadzi do przewlekłego, a także i ostrego zatrucia. Przedawkowanie może być przyczyną zespołu zwanego cinchonizmem (zaburzenia wzroku, słuchu i równowagi), potwierdzono także jej działanie alergiczne.

Kto nie powinien pić napojów typu tonik?

Spożywanie toniku może być przeciwwskazane dla niektórych osób, ze względów medycznych lub z uwagi na nadmierną wrażliwość na tę substancję. Dla kierowców i operatorów maszyn, stan przy nadużywaniu i częstym piciu tego napoju, może wpływać pogarszająco na sprawność zawodową. Napoju tego nie powinny pić także kobiety w ciąży oraz dzieci.

Które napoje zawierają najwięcej chininy?

Ze względu na różnorodność napojów typu tonik, zróżnicowana jest też zawartość chininy w poszczególnych produktach.
Niektóre napoje zawierają ilość bliską przyjętej maksymalnej zawartości- ok. 7,5 mg/100 ml tego aromatu (np. Schweppes Indian, Freeway Original oraz Kinley Tonic). Większość pozostałych toników zawiera średnio 2,98 mg/100 ml czyli tylko 40 % przyjętej maksymalnej zawartości chlorowodorku chininy.

Literatura:
1. Czajkowska A., Bartodziejska B., Gajewska M., Bromat. Chem. Toksykol., XLV, 2012, 3, 433–438.

2. Kasprzykowska R., Kołodziejczyk A. S., Chemiczna analiza środków leczniczych (Leki proste), 2010.

Słodkie napoje- pić czy nie pić?

Jaka jest wartość odżywcza przeciętnego napoju słodzonego cukrem?

Napoje gazowane słodzone cukrem, poza wodą oraz tzw. pustymi kaloriami, zwykle nie wnoszą do diety innych wartościowych składników odżywczych.

Ile cukru zawierają napoje słodzone?

Zawartość cukru w napojach słodzonych waha się zwykle od ok. 6 – 13 g na 100 mL, przeciętnie ok. 10 g / 100 mL, zatem szklanka napoju zawiera od ok. 15 do 32.5 g cukru (3 – 6.5 łyżeczek cukru), przeciętnie 25 g (5 łyżeczek cukru). Ilość cukru w napoju można łatwo obliczyć samemu.

Co to są napoje typu 'cola’?

Są to napoje, w których występuje dodatkowo substancja barwiąca (najczęściej karmel), kofeina oraz kwas fosforowy, pełniący funkcję regulatora kwasowości.

Dla kogo nie jest polecane nadmierne spożycie kwasu fosforowego i dlaczego?

Dodatek kwasu fosforowego do środków spożywczych jest szczególnie niewskazany dla dzieci, kobiet w ciąży i karmiących oraz osób starszych (zagrożonych osteoporozą), gdyż zaburzenia w stężeniu fosforanów we krwi są ściśle sprzężone ze zmianami stężenia wapnia.

Kto nie powinien spożywać nadmiernych ilości kofeiny?

Przede wszystkim kobiety w ciąży oraz dzieci i młodzież. W organizmie kobiet ciężarnych metabolizm kofeiny jest znacznie wydłużony, a kofeina i jej metabolity swobodnie przechodzą przez łożysko do płodu. Z tego powodu kobietom w okresie ciąży zaleca się ograniczenie spożycia kofeiny. Kontrola ilości kofeiny zalecana jest także w diecie dzieci i młodzieży, przede wszystkim z uwagi na jej oddziaływanie na ośrodkowy układ nerwowy, znajdujący się w okresie intensywnego wzrostu i dojrzewania, a także gospodarkę wapniową w organizmie oraz czas snu.

Dlaczego osoby z dolegliwościami żołądkowymi nie powinny spożywać napojów gazowanych?

Dwutlenek węgla, który dostaje się wraz z napojem do przewodu pokarmowego, jest czynnikiem ryzyka choroby refluksowej żołądkowo-przełykowej, a niskie pH powoduje nasilenie objawów tej choroby.

Co to są napoje typu 'light’?

Są to napoje, w których częściowo lub całkowicie zastąpiono cukier przez dozwolone substancje silnie słodzące, np. aspartam i/lub acesulfam K.

Dla kogo przeznaczone są napoje typu 'light’?

Podstawowymi odbiorcami napojów „light” są diabetycy oraz osoby odchudzające się lub kontrolujące swoją wagę przez ograniczenie cukru.

Jakie skutki może mieć częste spożywanie słodzonych napojów?

Wysokie spożycie słodzonych napojów np. gazowanych najczęściej łączone jest z ryzykiem wystąpienia otyłości, ze względu na wysoką zawartość cukrów prostych. Prawdopodobnie zwiększa również ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2. Cukry proste oraz kwasy z tych napojów mogą sprzyjać rozwojowi próchnicy zębów. Dwutlenek węgla jest czynnikiem ryzyka choroby refluksowej żołądkowo-przełykowej. Nie można wykluczyć również związku pomiędzy spożyciem słodzonych napojów gazowanych a ryzykiem chorób układu krążenia, nowotworów złośliwych i osteoporozy. Niektóre składniki tych napojów mogą wywoływać objawy alergii pokarmowych, a także dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego. Ryzyko wystąpienia zaburzeń metabolicznych związane jest również z obecnością syropu glukozowo-fruktozowego oraz fruktozy.

Czy warto proponować dzieciom słodzone napoje gazowane?

Dzieci nie powinny spożywać znacznych ilości napojów słodzonych, gdyż- ze względu na wysoką zawartość cukrów prostych- może być to głównym czynnikiem wpływającym na występowanie otyłości, oraz zwiększać ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2. Cukry proste oraz kwasy występujące w napojach mogą również sprzyjać rozwojowi próchnicy zębów.  Nie spełniają zatem kryteriów dla produktów szczególnie polecanych dla dzieci.

Czy napoje z dodatkiem soków owocowych mogą sprzyjać występowaniu otyłości?

Mając na względzie potrzeby energetyczne dzieci, które w zależności od wieku i masy ciała wynoszą; w przedziale 1-3 lat: 1000-1500 kcal, 4-6 lat: 1500-1900 kcal, a dzieci starsze w zależności od płci: 2100-2800 kcal, wypijanie słodzonych napojów i soków w dużych ilościach może przyczyniać się do rozwoju nadwagi i otyłości, ze względu na dużą zawartość dodanego cukru.

Literatura:

  1. Towaroznawstwo produktów spożywczych – materiały opracowane przez prof. dr hab. Henryka Szymusiaka.
  2. Czerwonogrodzka-Senczyna A. et all., Endokrynologia Pediatryczna, Vol. 13/2014 Nr 2(47).
  3. Wierzejska R., Rocz. Państw. Zakł. Hig. 2012, 63, Nr 2, 141 – 147
  4. www.wodanastart.pl

Jak obliczyć ilość cukru w produkcie?


Większość produktów charakteryzuje się prostą tabelką na opakowaniu: 'Wartość odżywcza 100g produktu’. Właśnie tam należy znaleźć hasło 'węglowodany’, oraz niżej 'w tym cukry’.

Dana ilość zawarta jest w 100g/100ml, czasami dodane są wartości dla konkretnego produktu (rubryka po prawej stronie od '100g’). Jeśli podana jest jedynie ilość na 100g/100ml, wystarczy dokonać prostego obliczenia, np. w tabeli podano 20g cukru (na 100g produktu), jeśli batonik waży 50g (połowę ze 100g), zawiera również połowę (1/2 z 20g czyli 10g) podanej ilości cukru. Dla uproszczenia,  uniwersalny wzór:

ilość cukru z tabeli na 100g/ml x masa (lub objętość) naszego produktu / 100 = ilość cukru w badanym produkcie

Jeśli ktoś woli obrazowo- łyżeczka to 5g cukru. Aby sprawdzić ilość 'w łyżeczkach’ zamiast w gramach, dzielimy otrzymany wynik przez 5, zatem batonik zawiera 2 łyżeczki (10g / 5 = 2) cukru.

Przykład: napój zawiera 10g cukru na 100ml, ile zawiera puszka napoju (330ml)?

10 x 330 / 100 = 33 (ilość w naszym produkcie, czyli zawartość cukru w puszce- w gramach)

33 / 5 = 6.6 łyżeczki cukru.

Niezależnie od pochodzenia- czy produkt zawiera owoce, czy syrop glukozowo-fruktozowy- nadal jest to CUKIER prosty (więcej fruktozie tu), który jest mniej pożądany w naszej diecie.