Matcha

Matcha

Matcha – produkt obecny na rynku, od lat (ja pierwsze herbaty oraz akcesoria do przygotowania kupowałam 10 lat temu), obecnie jest chyba najsilniejszym trendem na polskim rynku. Dodatek tego surowca gwarantuje zakup, bo hype na zielone produkty jest tak silny, że ma je w ofercie niemal każda firma produkująca napoje czy słodycze.

Hype na produkty z dodatkiem proszku matcha

Jest tego coraz więcej. Mam wrażenie, że za każdym razem gdy wchodzę do sklepu widzę coś nowego „z dodatkiem” lub „o smaku matcha”. Oto kilka przykładów:

Ciastka z dodatkiem matcha

matcha cookie frank & oni

Gotowa do wypicia matcha na napoju kokosowym

Gotowa do wypicia matcha bez dodatku cukru

Czekoladki o smaku matcha

Gotowa do wypicia matcha latte na mleku krowim

Czy to dobrze czy źle?

To zależy, jak zawsze. Myślę, że w ogólnym rozrachunku – to jeden z najbardziej pozytywnych trendów ostatnich lat, ponieważ:

  • matcha jest wartościowym surowcem
  • przyrządzanie napoju (czyli oryginalnej herbaty lub wersji z mlekiem, np. latte) to przyjemna i uspokajająca rutyna, którą nasz mózg lubi
  • zwrócenie uwagi na wartościowe surowce i proste rutyny dające ukojenie, to jednocześnie doskonały wstęp do dobrego treningu uważności.

Gdzie zatem haczyk? Oczywiście jak zawsze – w składach produktów. Nie oszukujmy się – dodatek tytułowego składnika, chia czy innego wartościowego surowca nie sprawi, że produkt jest automatycznie zdrowy czy dobry. Tona cukru, tłuszczu i dodatki spożywcze, których nie potrzebuje nasz przewód pokarmowy to wystarczający powód aby nie kupować produktu reklamowanego nawet jeśli zawiera ułamek wartościowego surowca.

Jak oceniać produkty z dodatkiem matcha?

  1. Nie kupuj na szybko wyłącznie dlatego, że na foncie jest napis matcha.
  2. Nie kupuj produktów „o smaku”.
  3. Sprawdź 3 pierwsze miejsca w składzie – tych składników jest najwiecej w produkcie.
  4. Rzuć okiem na tabelę wartości odżywczych – rubryka cukry proste oraz tłuszcz. Powyżej 10g cukru czy tłuszczu na 100 g produktu to dużo bo zwykle jesz/pijesz 100-200g czy ml.

Podsumowując

Niewielki dodatek nawet najlepszego surowca nie sprawi, że słodki napój czy przekąska stanie się wartościowym produktem bo nadmiar cukru, tłuszczu i kalorii w diecie nie zostanie zniwelowany dodatkiem 2% dowolnego superfood. Dlaczego? Na moim blogu doktor Ania znajdziesz odpowiedź na to pytanie, jak również teksty na temat cukru, soli, tłuszczu, przekąsek, nawyków żywieniowych, edukacji dzieci i wielu innych spraw zmieniających życie! A jeśli potrzebujesz jeszcze więcej informacji na ten temat, jeśli chcesz nauczyć się oceniać produkty spożywcze, wybierać zamienniki oraz jeśli chcesz dowiedzieć się jak zadbać o zdrowie swoje i bliskich – zapraszam Cię na moją Platformę Edukacyjną, gdzie znajdziesz opisy produktów (m.in. tych wymienionych powyżej), ich zamienniki, szkolenia, wykłady i kursy online oraz podcast o życiu po swojemu. Dostęp jest na 3 lub 12 miesięcy, zobacz jakie są opcje (kliknij).

święta

Święta. Jeść czy nie jeść?

Jeść! Oczywiście, że jeść ale z głową i… z sercem.

1. Cieszmy się smakołykami, również po to są Święta.

Nawet jeśli nie ma atmosfery świątecznej – doceńmy trud ludzi dookoła, dajmy odpocząć swojej głowie, wyrzućmy złe myśli chociaż na chwilę. Zero spożywczych wyrzutów sumienia. Innych też – to naprawdę niepotrzebne. Bądźmy mili dla siebie, dla innych, dla naszego organizmu – on ma sporo problemów np. z syfiastym jedzeniem, zanieczyszczonym powietrzem – nie musimy dobijać go jeszcze bezsensownym stresem. Bycie złośliwym, wrednym, przesadnie srogim i inne negatywne emocje, również wobec siebie – to wszystko ma wpływ. To, co dzieje się w Twojej głowie wpływa na stan Twojego zdrowia.

2. Jedzmy powoli, delektujmy się.

Organizm to lubi, a my unikniemy obżarstwa. Starajmy się docenić kompozycję smakową każdej potrawy ale też trud włożony w przygotowanie posiłku przez Rodzinę czy ludzi w restauracji.

3. Pamiętajmy o warzywach.

One nadal istnieją – w Święta też. Natka, koperek, szczypiorek – to nie jest duży wysiłek. Solidna porcja sałatki – super. Warzywna, 'tradycyjna’ sałatka – ale nie zupa majonezowa tylko warzywa np. z dodatkiem jogurtu, lub jogurtu z majonezem – też ok.

4. Unikajmy długich przerw.

Przykładowo śniadanie o 9, obiad na 16, więc o 16:02 następuje rzucanie się na jedzenie i pochłanianie 160% normy w 15 min – niezdrowe i nieekonomiczne. Wystarczy zjeść lekką przegryzkę. Jaką? To co lubisz, to co jest pod ręką, to co łatwo spakować. Tak, na spacerze też można jeść. Odradzam cukrowe atrakcje jako przekąskę główną: apetyt wraca, nawet może być większy, przewód pokarmowy (a najbardziej trzustka) płacze, próchnica zaciera ręce.

5. Zdarzyło się.

Każdemu się zdarza. 'Bo tak wyszło’, 'bo święta są raz w roku’ (ta, jasne), 'bo życie jest ciężkie’ i co? I nic! Jeśli wpadła nam nadprogramowa porcja ciasta i mamy opcję wyjścia na spacer – problem z głowy. Ruch to najlepsze wyjście i warto z niego korzystać. A jak nie? Akceptujemy ten fakt i nie robimy sobie w głowie samobiczowania z ukrzyżowaniem. Zdarzyło się, następnym razem spróbujemy mniej. A może wcale. Lub obowiązkowo dołożymy spacer. Bo o to w tym chodzi – próbujemy. Jak nie uda się tym razem, to następnym. Z uśmiechem, na luzie, powoli w swoim tempie ale do przodu. Damy radę!

Smacznego !

Kategorie: Odchudzanie
obżerać

Jak się obżerać, aby nie przybierać?

Mieć ciastko i zjeść ciastko – czy to możliwe? CZYM warto się obżerać? Jak to zrobić, żeby jednak nie przytyć tych 100kg w dwa dni? Oto 10 zajebiście prostych zasad przydatnych każdemu, kto lubi sobie czasem zjeść.

1. Woda – pić!

Obecność prawidłowego poziomu wody gwarancją dobrego trawienia (i nie tylko) jest! Do tego wypicie szklanki wody np. pół godziny przed posiłkiem zmniejsza chwilowo apetyt. A mówiąc inaczej, nieco zmniejsza prawdopodobieństwo tego, że będziesz się mega obżerać. Pić!

2. Woda – nie pić!

Czy warto pić wodę podczas jedzenia? Zdania są podzielone. Jednym przeszkadza (rozrzedza soki trawienne), innym pomaga (łatwiej przełknąć kęs). Myślę, że jeśli już ktoś musi to jednak lepiej mniej niż więcej. A osobom z kłopotami trawiennymi raczej odradzam mimo, iż woda dość szybko wchłania się z przewodu pokarmowego i teoretycznie nie ma jakiegoś wielkiego dramatu.

3. Zjedz białko.

Białko jest dobre. Polecam roślinne. Lubisz mięsko? Zjedz do tego coś kwaśnego, np. spróbuj z żurawiną, morelami, jabłkiem itp. Soczewica? Fasola? Dodaj pomidory, mogą być przetworzone – fajne i zdrowe połączenie.

4. Uważaj na cukier.

Nadmiar cukrów prostych w diecie sprzyja tyciu – wiadomo. Dlaczego? Dużo glukozy to hiper wyrzut insuliny. Upraszczając – pojawia się takie dość nieprzyjemne hasełko 'tkanko tłuszczowa, przybywaj!’. A TEGO BYŚMY CHYBA NIE CHCIELI, prawda?

5. Nie bój się tłuszczu.

Mam na myśli dobry tłuszcz. Dobrej jakości wartościowe oleje i tłuste ryby to Twoi przyjaciele. Nie ma szarpaniny z insuliną, zapewniają uczucie sytości, są źródłami cennych (niezbędnych!) substancji. Pamiętaj, że mega ważne witaminy (A, D, E, K) słabo wchłaniają się bez tłuszczu. Od tłuszczu utwardzonego (gotowce i inne atrakcje) trzymaj się z daleka.

6. Pamiętaj o błonniku.

Wypełnia dając uczucie sytości oraz działa jak miotełka z szufelką – a sio nieczystości pokarmowe! Krótko i zwięźle? Jedz warzywa! DUŻO WARZYW. Warzywami MOŻNA się obżerać.

7. Nie jedz gówien.

Cóż tu więcej rzec. Unikaj żywności przetworzonej, ”gotowców’ i produktów typu 'light’. Większość z nich to kaloryczno-zdrowotny DRAMAT.

8. Zapomnij o zbyt długich przerwach między posiłkami.

Nie zachęcam do jedzenia co 1-2h ale zjedzenie śniadania, a następnie czekanie 9-10 h na obiadokolację nie jest chyba zbyt dobrym pomysłem. To ZDECYDOWANIE zły pomysł.

9. Jedz świadomie.

Czyli powoli, uważnie. Doceń każdy kęs, pomyśl o smaku, nie połykaj w pośpiechu źle pogryzionego jedzenia. Nie jedz oglądając  (TV, na kompie itp).

10. Pomóż, gdy jest źle.

Wspomaganie trawienia czasem jest potrzebne. Tradycyjnie stosowane środki na niestrawność (np. ziołowe) mają sens, pod warunkiem, że nie przesadzisz i PRZECZYTASZ ULOTKĘ.

Banalne, prawda? Powodzenia!

Co mogę zjeść na noc?

To pytanie zadaje sobie czasem każdy z nas. Ja najchętniej usłyszałabym 'co tylko chcesz!’ albo chociaż 'deska serów i kieliszek wina brzmi ok!’. No dobra, może być po prostu 'porcja lodów czekoladowych z advocatem’ i po sprawie.

Sorry ale NIE.

To tak, jakby ktoś mnie zapytał 'Aniu, ile mogę wypić wódki, żeby jutro rano nie mieć kaca?’. Szczerze? Nie mam bladego pojęcia. Każdy z nas inaczej metabolizuje alkohol, sami wiecie jaki może być rozrzut. Ale jest jedna odpowiedź, która zawsze pasuje i każdemu się sprawdzi: ZERO. Jak wypijesz zero alkoholu, to na bank nie będziesz mieć kaca, proste.

Podobnie jest z jedzeniem na noc.

Szklanka ciepłego mleka? Powiedz to osobom, które nie tolerują laktozy! Porcja owoców? Świetny wybór! Zwłaszcza docukrzonych suszonych, najlepiej od razu pół paczki – organizm na pewno będzie zachwycony 7 łyżeczkami cukru na dobranoc. Tak, świeże owoce też nie bardzo. Może makaron razowy? Zdrowe węglowodany złożone! Super – przewód pokarmowy właśnie marzył o tym, żeby zamiast iść spać – zakasać rękawy i wziąć się za odczepianie tych cholernych cukrów z łańcucha. No rewelacyjna noc się szykuje. To może produkty 'light’? Zero tłuszczu, tona cukru przykładowo? Widzicie to mordercze spojrzenie trzustki? Wiecie co ona zaraz zrobi z tym light-cukrem na noc? Przywali go Wam w oponę np. na brzuchu. Każdusieńki jeden gramik. Wszystko pójdzie w pas i/lub biodra. Pomijając te 'lekkie’ z niską zawartością tłuszczu nadrabiające wysoką cukru (słabo) – dodatki spożywcze też nie są mile widziane na noc. Wątroba ma w dupie Wasze wyniki badań oraz to, że te wszystkie E są dopuszczone do spożycia i są to bezpieczne dawki dla szczurów.

Czego bym nie napisała – zawsze będzie coś nie tak.

Zawsze jest jakieś 'ale’, a wiesz dlaczego? Bo organizm wieczorkiem jak szykujesz się do snu, szykuje się razem z Tobą. Cały dzień marzysz o ciepłym łóżeczku i odpoczynku? On też. Organizm lubi jak dostarczasz mu żarcia na spokojnie i na bieżąco, bez szarpaniny w stylu 'cały dzień jestem na diecie’ a o 23:00 następuje zwolnienie blokady losującej w drzwiach lodówki.

Nie może być tak, że od rana trzymasz fason i dzielnie odmawiasz czekoladowych muffinów (700kcal) do kawy, a do filmu czy playstation wpierdzielasz pakę słonego gówna albo wiadro lodów. Ok, od dzwonu można taki odpust zrobić ALE uważaj! Raz, drugi zrobisz i poźniej zaczną się teksty 'ojtam ojtam’, 'na coś trzeba umrzeć’, 'warzywa też są be bo zawierają pestycydy’ itp. Do żarcia na noc łatwo się przyzwyczaić.

Co zrobić?

Nie jestem fanem diet 'po 18:00 nic nie jem!’ jeśli nie wynika to ze względów zdrowotnych. Jak się ratować? Nie dopuszczać do nocnych ataków głodu. Przezorny zawsze ubezpieczony: ZJEŚĆ KOLACJĘ! Jakieś 3h przed snem. Coś lekkiego, coś co lubicie. Coś, co nie zawiera tony cukru i tłuszczu utwardzonego. Z braku czasu może być kilka orzechów czy migdałów, może trochę pestek dyni lub słonecznika?

No fajnie, fajnie a TUŻ przed snem?

Nie chcecie tego usłyszeć ale odpowiem. Jeśli nie wynika to ze względów zdrowotnych, nie karmicie piersią itd. – najlepiej NIC. Jeśli macie z tym duży problem, może warto znaleźć dobrego (!) dietetyka, który indywidualnie dobierze jadłospis? Dla mnie jest to podstawowa sprawa – INDYWIDUALNY dobór. Zalecenia typu 'dla wszystkich’, 'wszyscy mogą’, 'jedz do woli’ uważam za trochę niebezpieczne.

Jeśli jednak musiałabym coś Wam doradzić odnośnie jedzenia na noc – polecam produkty, dania LEKKOSTRAWNE, o niskiej zawartości cukru.

Nie wiecie co to znaczy lekkostrawne?

Nie martwcie się, już wyjaśniam. Chodzi o to, żeby nie wkurzać przewodu pokarmowego na noc. To jak wejście do sklepu 5 min przed zamknięciem, gdy wydrukowali już raport fiskalny. Organizm taki raport sobie elegancko drukuje, a Wy mu wyjeżdżacie nagle z kabanosa. Raczej słabo, co? Jak już musicie – wrzucie mu coś, z czym upora się szybko i bezboleśnie, a później będzie mógł odpocząć. Widziałam ciekawe propozycje na stronie jednego ze szpitali, rzućcie okiem. To tylko ogólne założenia – dostosujcie je do siebie, tego co lubicie. Chudy jogurt naturalny bez dodatków? Chuda galaretka warzywna lub mięsna?

Co zrobić gdy szykuje się wieczorny nasiad?

Spróbujcie zamienić ciężką artylerię na coś lżejszego. Chipsy (33g tłuszczu /100g produktu) na nachosy (20g / 100g) – jak już nie ma innej opcji. A co sądzicie o świeżym, cieplutkim popcornie na małej ilości tłuszczu? Nieśmiertelne kabanosy i parówki zamieńcie na chudą wędlinę czy chudą kiełbasę, słone, tłuste precelki itp. na lżejsze kanapki a może warzywa + dipy na bazie jogurtu? Może hummus + chlebek naan?

Kombinujcie! Przewód pokarmowy będzie Wam wdzięczny, dogada się z całym organizmem i wspólnie odwdzięczą się Wam spokojniejszym snem i lepszym samopoczuciem od rana. Opłaca się!

Jak wybrać dobre musli?

Żeby wybrać dobre musli warto odpowiedzieć sobie najpierw na bardzo proste pytanie – ma być zdrowo czy nie? Jeśli masz wylane – sprawa jest prosta bo kupujesz cokolwiek a najczęściej to, co ma dobrą reklamę czyli badziew w ładnym opakowaniu. Jeśli chcesz kupić dobry produkt, rzuć okiem na kilka wskazówek ode mnie.

Jak rozpoznać dobre musli na pierwszy rzut oka.

Spójrz na zawartość cukru w tabeli. O tym jak to zrobić pisałam tu. Jeśli musli zawiera 7-10g cukru na 100g – może być, 15-20g już niekoniecznie, powyżej 20 – wywal.
Dodatkowo: crunchy z definicji jest słabsze.

Jeśli masz więcej czasu.

Zwróć uwagę na skład. Każde słowo 'cukier’, 'syrop’ itp. powinno wzbudzić Twoją niechęć – wywalić. Nie podoba mi się również 'ekstrudat’ (papka zbożowa najczęściej z cukrem) – wywal. Dobrze jest unikać dodatkowych składników typu ’emulgator’, 'aromat’ itp. Ja nie lubię też (niby dobrych) składników typu 'olej’, 'tłuszcz’ bo kupując zdrowy produkt mam je w naturalnej postaci – nie potrzebuję dosypki. Stosując jeszcze bardziej ostre kryteria – nie lubię płatków kukurydzianych (bo zwykle są z cukrem), 'dwutlenku siarki’, 'regulatora kwasowości’ itp. Zdrowe musli to proste musli.

Czego szukać?

Co najchętniej kupuję? Zróżnicowany (zboża) skład, np.: płatki jęczmienne + owsiane + żytnie. Cenię obecność orzechów, migdałów, pestek, nasion, np. siemię lniane, słonecznik, dynia itd. Jeśli nie masz alergii, mogą być też orzechy ziemne.

Przejdźmy do konkretów.

Tym razem wytłumaczę to na przykładzie musli z Lidla. Mam dwa rodzaje bio, dwa rodzaje premium i dwa zwykłe.

Bio.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIVNo fajnie, że bio ale co z tego jak zawartość cukru – masakra. Obecność ekstrudatu – słabo.
Crunchy z definicji jest mniej zdrowe więc nie kopmy leżącego.
Wholegrain byłoby fajne ale nie jest bo zasypali cenne składniki cukrem, słowo 'trzcinowy’ nie rzuca mnie na kolana bo nie jestem idiotą (wiecie jaki mam stosunek do cukru, pisałam o tym tu).
Cena – masakra jak na taki skład. Co ciekawe to samo musli bio w niemiecki lidlu kosztuje 2.59€…

Premium.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIV

Zawartość cukru – dramat. Ależ ja doskonale zdaję sobie sprawę, że wynika to z obecności owoców. Problem w tym, że JA NIE CHCĘ żreć nasmarowanych jakimś tłuszczem, często dodatkowo przecukrzonych (ananas, banan, papaja itd.) owoców z regulatorami kwasowości i przeciwutleniaczami i jeszcze za to dodatkowo płacić! To chyba żart!

Klasyczne.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIV

Więcej płatków, trochę pestek, nasion, orzechów – fajnie ale znów to owocowe (pomarańczowe opakowanie) zawiera sporo cukru (czyli częściowo odbajerzone owoce). Zwykłe (granatowe opakowanie) muesli z rodzynkami i orzechami wygląda za to dość przytomnie. Nie ideał ale moim zdaniem najlepsze z całego zestawu. Cena 8pln za 1000g. Dobrze liczysz: jest 4 x tańsze od BIO.

Podsumowując.

image

Masz nadmiar gotówki i koniecznie musi być bio? Wybierz pełnoziarniste, byle nie crunchy.
Masz mniejszy budżet? Wybiesz zwykłe: dużo płatków, trochę owoców ale przede wszystkim to co bardzo cenne czyli orzechy, migdały, pestki, nasiona.
Powodzenia!

Ps. Jeśli myślisz, że komuś przydadzą się te wskazówki – udostępnij proszę ten tekst. Po co pochłaniać tony cukru i jeszcze za to przepłacać…?

Lubisz żelki? Kupujesz żelki swojemu dziecku?


Jeśli myślisz, że żelki mogą być choć trochę zdrowe bo dostarczą Tobie lub Twojemu Dziecku cennych substancji typu witaminy- ten tekst jest dla Ciebie.

Szlag mnie trafia jak widzę reklamy syropów cukrowych z cukrem i bajerami pod hasłem 'mleko’ oraz 'jogurt’ albo jeszcze lepiej: 'witaminy’. Najgorsze jest to, że te cuda weszły do aptek i stoją dumnie na półkach na wysokości Twoich oczu i oczu Twojego dziecka, najlepiej jak najbliżej lady.

Marketing – rozumiem.

Ale do jasnej cholery czemu znowu strzał w dzieci i dlaczego tak zmasowane działania w aptekach?! Zauważyliście, że na prawie żadnym opakowaniu aptecznym NIE MA PODANEJ ZAWARTOŚCI CUKRU? Sprawdzałam!

Powiem Wam dlaczego: bo nie musi, bo wynosi ona od ponad 50 do nawet prawie 80%! Przeciętna paczka (100g) żelków to minimum (!) 11 łyżeczek cukru. 

Rekordzista zawierał prawie 16 łyżeczek. W JEDNYM małym (100g) opakowaniu. Serio.

Nie wiem kto rozpoczął modę na ładowanie różnych rzeczy w żelki i udawanie, że są zdrowe ale osoba ta na pewno nieźle na tym zarobiła, mając przy okazji w nosie zdrowie Wasze i Waszych Dzieci – możecie być tego pewni.

Poza tym, ludzie! To są żelki!

Jakie mleko! Jaki jogurt! Jakie witaminy! Ten produkt ma w składzie głównie syrop glukozowy lub glukozowo-fruktozowy plus cukier!

TO NIE ŻART!

Mleka czy jogurtu jest ok. 5% (1 łyżeczka na paczkę!) a na otarcie łez jakieś zhydrolizowane białka.
Czym Wy chcecie odżywić siebie i te biedne dzieciaki? Łyżeczką (ok. 5% na całość) soku z zagęszczonych soków? Regulatorami kwasowości? Aromatami? Koncentratami barwiącymi? Żelatyną i substancją żelującą? Czy nabłyszczającymi woskami?
Jeśli tak, to zacznijcie już odkładać kasę na leczenie cukrzycy, otyłości, próchnicy oraz innych ciekawych atrakcji, które fundujecie sobie i swoim dzieciom ładując w nie tony cukru.

Bo chyba nie myślicie, że tych kilka witaminek wchłania się tak samo z syropu glukozowego (czy glukozowo-fruktozowego) jak ze źródeł naturalnych typu warzywa czy owoce…?

Dlaczego cukier wpływa na płodność?

Statystycznie większość z Was wie, że nadmiar cukru może być przyczyną wielu chorób. Kojarzymy cukrzycę, otyłość oraz związane z tym choroby układu krążenia. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że regularne spożywanie cukru w większych ilościach (przy niskiej aktywności fizycznej) może skutkować nie tylko zwiększeniem masy ciała (co ma negatywny wpływ na płodność) ale też ZABURZENIAMI HORMONALNYMI występującymi również u osób NIE MAJĄCYCH nadwagi. Dlaczego tak się dzieje?

Węglowodany oddziałują na stężenie glukozy i insuliny we krwi. Gdy ich podaż (zwłaszcza produktów o wysokim IG- indeksie glikemicznym, czyli szybko podnoszących poziom glukozy) jest stale zbyt wysoka, może prowadzić to do zakłócenia równowagi związanej z regulacją poziomu glukozy we krwi, za którą odpowiada INSULINA. Po spożyciu produktu bogatego w cukier (np. słodyczy), poziom glukozy gwałtownie podnosi się, następnie wyrzut insuliny pojawia się w celu wyrównania. Przy systematycznej podaży większych dawek cukru insulina utrzymuje się na wysokim poziomie- stan ten nazywamy hiperinsulinemią, czego konsekwencją może być insulinooporność. Oznacza to, że tkanki przestają prawidłowo reagować na ten hormon, co (łącznie z hiperinsulinemią) zaburza równowagę hormonalną (insulina związana jest również z innymi procesami w organizmie). Insulinooporności sprzyja występowanie nadmiaru tkanki tłuszczowej, której odkładanie wzmaga sama insulina. W prostych słowach: organizm lubi równowagę i spokój bo wszystko ma elegancko poukładane- hormony krążą we krwi przekazując różne informacje, wszyscy ładnie pracują jak przysłowiowy facet z taczką. Jeśli w każdym posiłku dostarczasz cukry proste (patrząc na składy produktów nie jest to wcale takie trudne) i to w nadmiarze- następuje zaburzenie równowagi, za dużo glukozy, insuliny, sprzeczne komunikaty, nawet chaos. Generalnie jest 'taki zapieprz, że nie ma kiedy taczki załadować’. Co to oznacza?

Gdy jesteśmy głodni, spożywamy posiłek ale zamiast sytości nadal mamy apetyt, więc jemy więcej. Dzieje się tak również dlatego, że otyłość wiąże się z zaburzeniami poziomu leptyny- substancji odpowiedzialnej za uczucie sytości. Dodatkowo nieprawidłowy poziom leptyny oddziałuje poprzez receptory na komórki ziarniste i hamuje syntezę hormonów steroidowych. Zmiany te wpływają na funkcjonowanie jajników i jakość oocytów, co powoduje zaburzenia menstruacji i może mieć negatywny wpływ na płodność.  Wg badaczy leptyna może pełnić rolę łącznika między odżywianiem a reprodukcją- zgromadzone dane wskazują na udział leptyny w regulacji procesów związanych z dojrzewaniem seksualnym oraz rozrodem.

Niestety to nie wszystko, otyłość oznacza też zwiększoną produkcję estrogenów, których liczba koreluje z wydzielaniem hormonu luteinizującego (LH) oraz zwiększonym stosunkiem LH/FSH (FSH – hormon folikulotropowy), co niekorzystnie wpływa na wzrost pęcherzyków jajnikowych. Zawartość tkanki tłuszczowej determinuje również morfologię i grubość endometrium, jakość oocytu i embrionu. Nie dziwi więc fakt, że kobiety z nadmierną masą ciała mają TRZYKROTNIE WIĘKSZE RYZYKO wystąpienia zaburzeń płodności.

O czym warto jeszcze pamiętać? O tym, że oprócz spożywania nadmiaru 'zwykłego’ cukru (sacharozy), niekorzystna jest też podaż FRUKTOZY (dodawanej do niektórych napojów, lodów itp.), która nie powoduje skoków insuliny, ale jest dużo łatwiej przekształcana w tkankę tłuszczową. Więcej o fruktozie znajdziecie tu. Zamiast żywności przetworzonej i produktów o wysokiej zawartości cukru lub (co gorsze) syropów cukrowych, jadłospis warto wzbogacać o węglowodany złożone (pełnoziarniste pieczywo, kasze), produkty o niższym IG, dzięki którym nie narażamy się na gwałtowne skoki glukozy (a w konsekwencji insuliny). Rezygnując z nadmiaru słodyczy (np. 1 – 2 kostki czekolady zamiast połowy tabliczki) warto również ograniczać spożycie owoców do jednej porcji dziennie.

Nie myślcie sobie, że uwagi te dotyczą wyłącznie kobiet! U otyłych MĘŻCZYZN ryzyko zaburzeń erekcji jest trzykrotnie większe w niż u mężczyzn z prawidłową masą ciała. Im wyższa masa ciała tym niższe jest również stężenie testosteronu (uczestniczącego w procesie powstawania i dojrzewania plemników).

Jaki z tego wniosek? Stabilizacja poziomu cukru we krwi oraz skuteczna walka z otyłością może być jednym z elementów dbania o siebie oraz leczenia niepłodności i to bardzo ważnym, ponieważ ma dobrze udokumentowane pozytywne efekty. ALE bezmyślne odchudzanie pod postacią eliminacji tłuszczu z diety może mieć negatywny wpływ bo zarówno nadmiar, jak i niedobór masy ciała wynikające ze sposobu żywienia mogą negatywnie wpływać na płodność.  Myślę, że warto spróbować i zacząć od obserwowania siebie – kiedy i dlaczego spożywamy produkty słodzone. Jeśli potrzebujesz wsparcia w tym temacie – więcej informacji jak ograniczyć cukry proste i cukier dodany oraz sporo prostych wskazówek jak zadbać o siebie i o rodzinę znajdziesz na mojej platformie edukacyjnej (klik). Jeśli chcesz w 2 tygodnie zacząć kontrolować to co kupujesz oraz ilość cukru, którą spożywasz w tym prostym szkoleniu (klik) nauczę Cię kilku prostych trików – wystarczy 10 minut dziennie (to szkolenie jest też na mojej platformie w pakiecie premium).

A właśnie, że zjem tego gofra!

Z niezdrowym jedzeniem jest jak z niektórymi związkami. Czasem już na dzień dobry doskonale wiesz, że to zły pomysł, że być może będziesz później żałował/a, że będzie bolał brzuch ale…jednak robisz krok do przodu. Zestaw z maka, metrowa zapiekanka, gofry z proszku wymieszanego z wodą z bitą śmietaną w sprayu i polewą czekoladopodobną, paczka chipsów, wiadro lodów w nocy i co tam jeszcze jest Twoim fisiem. Dla osób dbających o figurę lub odchudzających się- totalny zakaz na amen ale…czy na pewno?

Jestem przeciwnikiem diet restrykcyjnych, w których chcąc nie chcąc, prędzej czy później pojawia się jakaś obsesja jedzeniowa.
Generalnie ludzki mózg dość słabo reaguje na słowo 'nie’.
Sformułowanie 'nie wolno’ w diecie ma dla mnie uzasadnienie w przypadku alergii na jakiś składnik (np. białka mleka), chorób układu pokarmowego (np. alkohol w chorobie wrzodowej), podczas zatruć itp. A może po prostu mam alergię na wszelkie zakazy? Choć nie twierdzę, że zawsze je łamię.

Czy da się zjeść coś ulubionego bez tragedii? Oczywiście, że da, ale…
1. Zaplanuj to. Cały tydzień zdrowego jedzenia bez przesadnych ekscesów, a w niedzielę słuszna (!) porcja lodów brzmi nieźle.
2. Wybierz moment. Jeśli masz możliwość, postaraj się realizować zachcianki spożywcze w pierwszej połowie dnia. Organizm nie lubi obżarstwa na noc, w nocy układ pokarmowy też chce spać, tak jak Ty.
3. Nie przesadzaj! Nie musi być od razu XXXXL. Wersja minimum (w maku) lub standard (lody, gofry) też są ok.
4. Coś za coś- skoro już zjesz coś ekstra, zrezygnuj z dokładki obiadu, deseru u Babci, 'jeszcze tylko jednej kanapki’, bułek z masłem podczas czekania na obiad w restauracji lub drugiej porcji owoców wieczorem.
5. Nie żałuj! Facet okazal się dupkiem ale przez chwilę czułaś się piękna, laska stwierdziła, że 'to nie to’ ale odważyłeś się zagadać, spotkać czy nawet udało spędzić miłe chwile. Goferek z bitą śmietaną okazał się ciężkim sztucznym deserem ale podczas jedzenia wydawał się świeżusieńki i pyszny.

Życie składa się właśnie z takich (czasem krótkich) momentów. Jak byłoby ich za dużo, nie potrafiłabyś/potrafiłbyś ich docenić, zauważyć. Jakby codziennie były wypasione gofry toby nie było tego 'łooooo’ na widok miliarda kalorii. Pewnie, może być też 'wow’ na widok mrożonych truskawek z bananami i dobrze! Ale różnorodność daje poczucie świeżości, wytrąca z rutyny jak podróż gdziekolwiek z depresji. Dlatego nie biadol bez sensu tuż po fakcie (ani później też).

Bądź dla siebie dobra/y- kto jak nie Ty? W dzień wolny lub przed/po pracy, w swoim mieście lub gdzieś daleko- jest lato, pora na małe wakacje gdziekolwiek jesteś!

Dalej, zjedz tego gofra.

Najlepsza dieta na świecie.

Którą dietę wybrać? Całkiem spory wybór na rynku. Bez tego, bez tamtego, taka, siaka, owaka…

Ale jak to, nie wiesz jaka dieta jest najlepsza dla Ciebie? Twoja własna! Dobrze zbilansowana. Jedyna w swoim rodzaju!

Niestety nie mówię w tej chwili o tej dużej pizzy popitej litrową colą (a na deser kilogram żelków) ani o tabliczce czekolady i/lub lodach plus hektolitrach kawy (ups!).

Najlepszą dietą jest ta, składającą się z WARTOŚCIOWYCH produktów, w odpowiednich DLA CIEBIE ilościach, po których dobrze się czujesz.

Cały czas! Lekko, aktywnie, bez obsesyjnego myślenia o jedzeniu. Włosy nie lecą garściami, nie ma wysypki, suchej skóry itp. itd.

Nie ma moralniaka (jak po 6 hot-dogach z IKEI) typu 'nigdy więcej’ (ktoś o tym pamięta następnego dnia?), nie ma bólu brzucha, wzdęć, gazów, zgagi, odbijania, dobijania i innych ciekawych elementów dodatkowych- niepotrzebne skreślić.

Czujesz się dobrze po żelkach? A nie jesteś później trochę ospała/y? A po kawie? A po drugiej? Trzeciej…? Po obfitym śniadaniu zjedzonym 'na siłę’?

Wiele lat trwała kampania 'pij mleko, będziesz wielki’, same autorytety, eksperci. Tyle wartości odżywczych, same krowie skarby przemysłowe- idealne dla cieląt i ludzi a jak nie pijesz to osteoporoza czeka za rogiem. Od jutra praktycznie.
Źle się czujesz po mleku? Nie pij.

Pszenica też super- białko, witaminy, błonnik nawet czasem jak coś. Celiakia to moda, kolejna bzdura, kilka procent dosłownie. Żle się czujesz po glutenie? Odstaw na próbę.

Mięso to doskonałe źródło białka, żelaza, witaminy B12, zupa bez mięsa to jakaś bezwartościowa woda. Źle się czujesz po rosole wołowym? Nie jedz.

Zdrowe ryby są zdrowe, to fakt. Należy je jeść przynajmniej raz w tygodniu. Duszone, pieczone a jak nie to chociaż wędzone. Źle się czujesz po śledziach w occie? Nie jedz.

Strączkowe warzywa- rewelacja. Samo zdrowie i świetna alternatywa dla mięsa jeśli potrafisz wykorzystać ich potencjał. Źle się czujesz po strączkach? Nie jedz.

Kawa to podstawa. Przed wypiciem kawy bez kija nie podchodź. Czarna, wiadomo. Najlepiej na pusty żołądek. Albo latte z sieciówki lub ze stacji benzynowej na pełny. Źle się czujesz po kawie? Nie pij.

Skóry z owoców są ekstra. Bo najwięcej witamin jest pod skórką. Generalnie owoce to świetna sprawa i tylko przypadkowo wylądowały w nowej piramidzie trochę wyżej niż ostatnio. Źle się czujesz po owocach? Nie jedz.

Czosnek jest silnym wojownikiem o dobro organizmu i serio: z nim nie ma żartów. Boli Cię brzuch po zjedzeniu? Nie jedz.

A teraz miejsce na Twoją…nie, nie reklamę, tylko historię, śmiało. Pamiętasz coś?

Jeśli nie, zwróć na to uwagę, przyjrzyj się. Kiedy pojawia się dyskomfort lub objawy niepożądane?

I co teraz? Nic strasznego chyba. Może wystarczy jeść/pić to coś po/w trakcie posiłku zamiast na czczo? Zmienić sposób przygotowania? Może zmniejszyć ilość? Zmienić brand? Wyeliminować jeden ze składników potrawy/napoju? A może powoli wyeliminować całość zastępując czymś WARTOŚCIOWYM i sensownym?
Ja (ku wielkiemu zaskoczeniu) zdałam sobie dziś sprawę z tego, że boli mnie brzuch po wędzonej makreli. Jakieś substancje (pewnie wędzenie jest tu kluczowym elementem) podrażniają błonę śluzową i ani rusz.

Jakiś czas temu wyeliminowałam kawę kupowaną przy okazji tankowania paliwa na jednej ze stacji benzynowych i już nie boli mnie brzuch na trasie, a myślałam, że to nieodłączny element podróży.

Nie, nie musi boleć. To mit.

Czasem wystarczy mała zmiana (inna stacja benzynowa lub sieciówka) a czasem większa (nie będę jadła wędzonej makreli, zamiast tego kupię surową jak tylko dorwę albo czasem śledzia w zamian) i tyle.

Warto zastanowić się i być uczciwym wobec siebie bo to się po prostu opłaca. Własna dieta to podstawa. Każdy z nas jest inny: ma inne preferencje smakowe, robi coś innego więc ma inne potrzeby energetyczne itd., a także inne choroby współistniejące itp. itd.

To nie takie proste? Nie martw się, pójdziemy krok po kroku. Zacznij od eliminacji produktów po których źle się czujesz. Metoda prób i błędów brzmi nieźle.

Tyle różnych spraw po drodze w życiu to niech chociaż ta dieta daje radę zamiast ciała.

Popracujmy nad tym.

Czy istnieją zamienniki cukru?

Całą dyskusję o zamiennikach można sprowadzić do jednego banalnego stwierdzenia: słodkie to słodkie. Brązowy, trzcinowy, z czegoś tam, taki, siaki, mający mniej lub więcej kcal, większy lub mniejszy IG – to nadal cukier i / LUB nadal towarzyszy nam słodki smak oraz budowanie złego nawyku (zwłaszcza u dzieci).

Nie bądźmy hipokrytami.

Wiele osób lubi częściej lub rzadziej zjeść coś słodkiego ale (nie oszukujmy się!) nie potrzebujemy go AŻ TYLE. Czy wiesz, że obecnie zjadamy go 10 x więcej niż 100 lat temu?!

Dlatego warto jeść 3-5 zbilansowanych posiłków zawierających węglowodany złożone i nie mieć napadów głodu czy „ataków cukrowych”.

Wyobraźmy sobie, że…

Wyobraźmy sobie, że węglowodany złożone są jak döner kebab, natomiast organizm jest jak kebab-mistrz (gość od krojenia i nakładania): przyjeżdża taki wielki döner (kawał mięsa), wrzuta na pionowy rożen, następnie elegancko opieczony jest spokojnie porozdzielany przez mistrza (organizm) jak komu co potrzeba w danej chwili i wszyscy są zadowoleni. Mamy tu kulturalne rozdawnictwo – każdy czeka grzecznie w kolejce, nie ma bijatyk ani przepychanek. Każdy klient ma inne potrzeby: przychodzi taki mózg i prosi kebab + pitę (duża płaska bułka), a układ pokarmowy chce do tego surówkę, a wątroba woli np. rollo (naleśnik) itd.

A co się dzieje jak nażremy się cukru? Wyobraź sobie, że organizm czeka na mięso, a tu wjeżdża mu nagle na kwaterę 500 gotowych do sprzedania, zawiniętych w folię durumów (w tej roli wystąpi dziś cukier) z majonezem (niestety) i robi się bałagan, wszyscy się wkurzają bo ten prosił z sosem jogurtowym małą porcję, ten więcej ale z keczupem i nie w tej kolejności, ten bez surówki, a tamten bez sosu, bułka, naleśnik, fryty itd. A tu – nie ma! Jest 500 z majonezem i coś z tym trzeba zrobić. A jeszcze tkanka tłuszczowa coś szmugluje na boku (bo ktoś nażarł się fruktozy) i już w ogóle wszyscy są wściekli. Na pomoc wpada straż miejska (insulina), robi porządek i niby wszystko wraca do normy ale tylko pozornie. Nikt bowiem nie lubi jak przy jedzeniu sterczy mu nad głową jakiś gościu i liczy kalorie czy wręcz komentuje, że zabijasz zwierzęta i że obok jest kebab wegetariański, też dobry tylko lepszy.

A jak koniecznie trzeba dodać czegoś słodkiego?

Jeśli nie muszę – nie stosuję erytrolu i innych 'oli’, bo nawet po teoretycznie zdrowym ksylitolu spożytym w nadmiarze (dla każdego to inna ilość) mogą wystąpić problemy z układem pokarmowym, a nieprzyjaciele mojego układu pokarmowego są moimi nieprzyjaciółmi. Sporadycznie – nie ma sprawy. Nie masz sensacji po ksylitolu? Super, ja niestety mam. Ale podkreślam – wszystko jest dla ludzi, jeśli są to dopuszczone przez organizacje badające dodatki spożywcze ilości i nic Ci nie dolega.

Absolutnie nie polecam stosowania fruktozy (więcej o tym tu) i syropów cukrowych (pisałam o tym tu).

Co robić?

Jestem zwolennikiem rozwiązań naturalnych i lokalnych. Jeśli muszę coś posłodzić – używam naturalnego miodu z Polski lub owoców (świeżych najlepiej lokalnych lub suszonych najlepiej bez siarki). Jak trzeba dać cukier – daje minimalną (!) ilość CUKRU. Oczywiście najkorzystniej nierafinowanego, ale nie bądźmy idiotami, myśląc że „trzcinowy nierafinowany jest zdrowy wiec można sypać więcej”. Cukier to cukier! Nierafinowanym niedoborów nie uzupełnisz. Chyba, że jesz na tony ale wtedy pal licho niedobory bo wczesnej umrzesz na zespół metaboliczny.

Jeśli ktoś kocha nowości i mody – można na co dzień stosować syrop z agawy, klonowy, stewię itp. itd. zwłaszcza gdy mieszkamy w miejscu gdzie to rośnie. Absolutnie nie twierdzę, że to fatalne produkty – przeciwnie! Nie ma nic złego w różnorodności i probowaniu nowych smaków ale wprowadzanie kolejnych syropów jako standard nie jest dobrym pomysłem.

Próbuj lokalnych, domowych rozwiązań w roli dosładzaczy: miodu, owoców i ich przetworów bez cukru np. powideł śliwkowych, dżemów itp., a tam gdzie trzeba cukru – minimalnej jego ilości.

A może spróbować czegoś nowego…?

Zachęcam też do zmiany sposobu postrzegania cukru – zamiast szukać zamienników, może warto pomyśleć o zmianie sposobu myślenia…? Czy bezwzględnie 'musi być słodkie’?

Odzwyczajenie się od słodkiego smaku nie jest proste. Uważam, że trzeba robić to bardzo powoli, stopniowo i bezstresowo.

Przykładowo: pijesz kawę z 2 łyżeczkami cukru? Nasyp jutro kilka – kilkanaście ziarenek (!) cukru mniej ale nie mów tego mózgowi, czyli wizualnie nadal 2 łyżeczki. I tak przez kilka dni- nie skapnie się, mowię Ci. Później jeszcze kilka ziarenek mniej – sam/a oceń tempo.

Nie martw się, że to potrwa kilka tygodni czy miesięcy, to nic w skali roku czy lat – 365 kaw z cukrem to kilka kg, a przecież nie pijesz jednej dziennie…? Podobnie z herbatą, ciastem, czekoladą, musli na śniadanie itp. itd.

Z dziecięcymi tematami też można sposobem – żre tylko owocowe jogurty? Zamiast samego badziewia z 5 łyżeczkami cukru i barwnikiem z owadów kup naturalny i dodaj trochę do tego owocowego, stopniowo (!) dodawaj coraz więcej naturalnego. A może zamiast owocowego spróbuj samego naturalnego – dodaj 0.5 (lub 1) łyżeczki miodu (naturalnego z Polski)?

Co Ci szkodzi spróbować…?

Chcesz zacząć jeść bardziej świadomie oraz poszukać nowych rozwiązań w swoim stylu odżywiania? Więcej informacji jak ograniczyć cukry proste i cukier dodany oraz prostych wskazówek jak zadbać o siebie i o rodzinę znajdziesz na mojej platformie edukacyjnej (klik). Jeśli chcesz w 2 tygodnie zacząć kontrolować to co kupujesz oraz ilość cukru, którą spożywasz w tym prostym szkoleniu (klik) nauczę Cię kilku prostych trików – wystarczy 10 minut dziennie (to szkolenie jest też na mojej platformie w pakiecie premium).

Lekarstwo na raka re – odkryte!

’EKSPERCI ZACHWYCENI KAPUSTKĄ!’, 'NIESAMOWITE!’ krzyczą nagłówki od kilku dni. Nie kumam tych nagłych zachwytów, przecież kapustka znana jest od tysięcy lat. Wiadomo od dawna, że jest niskokaloryczna, zawiera m.in. sporo witamin, wapń, magnez, potas, żelazo oraz kwas foliowy. Panie bardzo ucieszy obecność siarki, która poprawia wygląd włosów, skóry i paznokci. Kiszona bogata jest w probiotyki a okłady ze świeżych liści docenią m.in. mamy karmiące piersią oraz osoby z chorymi stawami.
Najistotniejsza wydaje się być jednak obecność substancji antynowotworowych. Jak działają? Jak dobry sędzia- zabierają piłkę, pokazują czerwona kartkę i żegnaj przygodo!
Osoby z problemami z przewodem pokarmowym i/lub tarczycą, matki karmiące i małe dzieci nie powinny spożywać kapustki na tony. Reszta wedle uznania (tak jak brzuch pozwala), np. w postaci surówki lub soku.
Tak więc od dziś kapustka z pospolitej jarzyny w złym guście stanie się wyrafinowanym, cennionym na salonach składnikiem o tysiącu twarzach. Teraz zamiast 'zamknij gar bo wali na cały dom’ będzie 'jak wspaniale te lotne cząsteczki zapachu podstawowego (aromat) podrażniają moje neurony opuszki węchowej!’ lub 'cóż za wyborne nuty trzeciorzędne (bukiet)!’
Ps. Czekam teraz na jakiegoś Czosneczka: może strzeli dwa gole na raz? Może skoczy 500m na dużej skoczni? Cokolwiek. Eksperci na bank będą mega zachwyceni (no może poza specami z koncernów farmaceutycznych), w końcu czosneczek w rankingach antyrakowych jest zwykle na 1 miejscu a kapustka dopiero na 4 lub 5. Tylko kiedy ktoś w końcu zrobi wokół tego szum…?

10 'zdrowych’ produktów, przez które nie możesz schudnąć.

Follow my blog with Bloglovin


Oto kilka produktów, przez które nie możesz schudnąć, których nadmierne spożycie może przyczynić się wręcz do wystąpienia nadwagi. Plus ewentualne zamienniki.

1. Śmietana/ śmietanka.

Do zup i innych potraw, do owoców, dipów, sosów, kawy, deseru etc.- bomba kaloryczna (10-30% to tłuszcz), nie pozwala schudnąć. Zamiennik: naturalny jogurt grecki 0% tłuszczu, do kawy: mleko roślinne (owsiane, orzechowe, migdałowe itp.).

2. Jogurty owocowe.

Kilka łyżeczek cukru w małym kubeczku. Zamiennik: jogurt naturalny + owoc/ łyżeczka naturalnego miodu.

3. Pasteryzowane soki owocowe z soku zagęszczonego, wody smakowe.

Kilka łyżeczek cukru w szklance. Zamiennik: woda, rozcieńczony sok, woda z łyżeczką miodu naturalnego, domowa lemoniada.

4. Gazowane napoje z dodatkiem herbaty lub soku.

Nawet 7 łyżeczek cukru w szklance. Zamiennik: domowa herbata mrożona, lemoniada na wodzie gazowanej, ewentualnie napoje słodzone stewią.

5. Zbożowe ciastka.

Czyli cukier + tłuszcz. Zamiennik: zdrowych ciastek w zwykłym sklepie praktycznie nie ma. Najlepsze są domowe wersje, ewentualnie wafelki ryżowe.

6. Batony muesli.

Czyli cukier + tłuszcz. Zamiennik: dostępne są batony dobrej jakości w stylu owoce + orzechy, ale są dość drogie i nadal zawierają sporo cukru (z owoców). Najlepsze są domowe batony, ewentualnie wafelki ryżowe, batony z samych owoców.

7. Granola, płatki na odchudzanie itp.

Czyli cukier + tłuszcz. Zamiennik: zwykle płatki np. owsiane + mała porcja owoców (świeżych lub kilka suszonych), kilka orzechów.

8. Owoce świeże.

Duże ilości mogą być złym pomysłem dla osób z zespołem jelita wrażliwego (problemy z przewodem pokarmowym), natomiast spożywane na noc są niepotrzebnym obciążeniem organizmu cukrem (przekształcanym w tłuszcz). Zamiennik: owoce są zdrowe, ale najlepiej spożywać umiarkowane ilości i raczej w pierwszej połowie dnia.

9. Owoce suszone.

Nawet 1/2 – 3/4 masy to cukier, przegryzanie większych ilości na noc to pułapka. Zamiennik: woda, warzywa do chrupania.

10. Sosy do sałatek.

Tłuszcz, czasem również cukier. Zamiennik: w domu czy w restauracji: oliwa z oliwek (płaska łyżka), ocet balsamiczny (odrobina), zioła. Ewentualnie naturalny jogurt grecki 0% tłuszczu.

Przy nieuzasadnionych problemach z masą ciała zawsze warto zrobić badania profilaktyczne: morfologię krwi, ogólne moczu, poziom hormonów tarczycy (!) oraz inne zalecone przez lekarza.

Kategorie: Odchudzanie