vegan

VEGAN czyli zdrowe

Z bliżej nieokreślonych przyczyn, utarło się fałszywe przekonanie dotyczące produktów VEGAN (czyli roślinnych) o tym, że skoro jest roślinny to MUSI być zdrowy. I wcale nie jestem przedstawicielem produktów odzwierzęcych szukającym dziury w całym. Wręcz przeciwnie. Uważam, że jemy zbyt dużo mięsa i zdaję sobie sprawę, że podłoże tej sytuacji jest zróżnicowane i wielopłaszczyznowe.

Więc o co z tym vegan chodzi?

Oczywiście o pieniądze. Bo skoro część osób chętniej sięga po produkt z napisem VEGAN to czemu tego nie wykorzystać?

Przeprowadzając proste ankiety typu „tak” lub „nie” wśród kilku-kilkunastu tysięcy dość świadomych konsumentów okazało się, że większość osób nie nabiera się już na pytania typu „czy VEGAN = ZDROWY?” Niemniej jednak nadal 21% osób uważa, że wegańskie słodycze mają raczej lepszy skład niż niewegańskie, a 20% osób zaznaczyło, że wegańskie ciasto jest raczej zdrowsze niż niewegańskie.

ALE… Już przy bardziej podchwytliwie skonstruowanych pytaniach mniej więcej ta sama grupa badawcza uważa, że:

  • wegańskie posiłki w knajpie będą raczej zdrowsze niż te niewegańskie (47%)
  • jeśli coś ma napis VEGAN, chętniej sięgamy po to w sklepie (26%)
  • w wegańskiej kawiarni są raczej lepsze produkty niż w zwykłej (35%).

Dość skwapliwie wykorzystują to niektórzy producenci. Zatem warto zwracać na to uwagę. Produkty oklejone napisami VEGAN z motywem roślinnym nie powinny nikomu sugerować, że „roślinny” automatycznie zawsze znaczy „lepszy”, a już na pewno nie powinno się to kojarzyć z „zawsze zdrowszy”.

Podobnie producenci słodzonego nabiału. Chętnie dodają informacje dotyczące witamin, składników mineralnych oraz korzyści, jakie płyną z suplementowania tych substancji. Oczywiście z ich produktów. Cały problem niestety w tym, że owszem – korzyści są i to niepodważalne. Organizm ludzki potrzebuje przykładowo zarówno witaminy D jak i wapnia oraz innych substancji. Tyle, że nie ma potrzeby aby wraz z witaminami i innymi niezbędnymi składnikami pochłaniać tony cukru. Ale o tym na opakowaniach produktów pseudoprozdrowotnych już nie przeczytamy.

Czy niektórzy producenci robią z ciebie idiotę?

Tak.

Nie przeczytamy bowiem o skutkach CODZIENNEGO nadmiaru cukru dodanego w diecie, o tragicznych skutkach CODZIENNEGO nadmiaru kalorii w codziennym jadłospisie. Nie przeczytamy o przecukrzeniu dzieci, o tym, że statystyki są coraz bardziej tragiczne, że wiele chorób zaczyna się bardzo niewinnie a kończy przedwczesną śmiercią, np. tuż po 40-tce. Nie przeczytamy też najczęściej o tym, że miejsce deserów jest (jeśli już muszą być) NIE w pozycji śniadania + kolacji. Bo budowanie nawyku jedzenia słodkich posiłków niemal przez cały dzień jest niebezpieczne zwłaszcza u dzieci. Miejsce deseru jest na deser. PO zjedzeniu pełnowartościowego posiłku.

Tymczasem słodzone deserki proponowane są dzieciom i dorosłym jako świetna wersja śniadania, drugiego śniadania, kolacji lub jako fajna przekąska. Jako propozycja na jakiś tam głód czy apetyt. Na wycieczkę, na chwilę zapomnienia, na luźny wieczór po ciężkim dniu.

Czy dla organizmu ma znaczenie z jakiej marki napoju czerpie nadmiar cukru? Nie.

Czy dla organizmu ma znaczenie z jakiej marki jogurtu owocowego czerpie nadmiar cukru? Nie.

Czy dla organizmu ma znaczenie z jakiej marki wegańskiego odpowiednika jogurtu czy deseru czerpie nadmiar cukru? Nie.

Nadmiar cukru z produktu typu VEGAN jest tak samo niebezpieczny jak z produktu nieweganskiego.

Kultura przecukrzania, czipsyzacji i alkoholizacji ma się świetnie.

Ciasta czy ciastka wegańskie oparte o ogromną ilość cukru i słaby tłuszcz utwardzony są tak samo niezdrowe jak niewegańskie. Czipsy z ogromna ilością tłuszczu – nawet jeśli są z różnych warzyw i są BIO – nadal zawierają ogromną ilość najczęściej słabego tłuszczu.

Wiele ciast i ciastek typu cukier z mąką + margaryna zawierająca tłuszcze częściowo utwardzone NIGDY nie zawierało składników pochodzenia zwierzęcego. Czipsy typu ziemniaki, olej słonecznikowy, sól NIGDY nie zawierały składników pochodzenia zwierzęcego. Zarówno ciasta, ciastka jak i czipsy zawsze były wegańskie i zawsze były niezdrowe.

Dzięki reklamom w TV i mediach społecznościowych dobrze wiemy, że jak impreza to ziemniory z tłuszczem. Jak rodzinny obiad to oczywiście zbliży nas do siebie butla gazowanej wody z cukrem. A gdy wracamy styrani z roboty – warto sięgnąć po słodzony nabiał, batonik lub po prostu flaszkę. Bo co się będziemy rozdrabniać skoro można raz a dobrze. Oczywiście najlepiej drogą flaszkę, bo jak już pić, to na bogato: na drogim blacie, w drogim kieliszku, kulturalnie i z klasą. A nie jak menele – najtańszy syf na ławce w parku. Bo przecież to nie my jesteśmy uzależnionymi od cukru alkoholikami. My jemy wyłącznie zdrowsze wersje słodyczy, a łychę pijemy wyłącznie drogą, prawda?

I teraz wkracza VEGAN, cały na zielono.

A skoro było już o nabiale, pseudozdrowych batonikach z czymś tam na coś tam oraz o alkoholu, to pora na nowy sektor, który ma dać nam ukojenie i chwilę zapomnienia. Albo chociaż nasycić głód oraz uspokoić głowę, bo przecież jest VEGAN.

Czyli zdrowo.

Czyli można.

Bez wyrzutów sumienia.

Gdy przeczytamy etykiety pierwszych z brzegu deserów, okazuje się, że skład opiera się o wodę z cukrem i dodatkami. A dla organizmu naprawdę nie ma większego znaczenia czy te 2-3 łyżeczki cukru dostanie z wody z tej czy innej firmy. 2-3 łyżeczki cukru w porcji to może być spora ilość na raz dla małego dziecka ale też dla osoby dorosłej, która ma nieprawidłowo zbilansowaną dietę opartą o same słodzone posiłki.

Jak żyć?

O wyrzutach sumienia, a właściwie o kompletnym bezsensie posiadania wyrzutów sumienia związanych z jedzeniem pisałam chyba w każdej mojej książce, a najszerzej w NIE ŻRYJ GÓWIEN” (klik), czy bliźniaczej „Na coś trzeba umrzeć (klik)„. Bo jedzenie nie ma psychicznie niszczyć. Ma odżywiać, dostarczać wszystkich niezbędnych składników odżywczych. Jedzenie nie ma rozgrzeszać, nie ma wypełniać luki po czymś tam, słodycze nie mają być codziennym lekiem na chroniczne psychiczne zmęczenie, samotność i stres. Na zmęczenie psychiczne, samotność i stres są zupełnie inne rozwiązania, nie mające z pseudozdrowymi słodyczami nic wspólnego.

Niestety wiele osób nadal utożsamia VEGAN z „czyli mogę zjeść więcej bo zdrowe„. Dlatego w bezmyślnej konsumpcji produktów BIO czy VEGAN upatruję większe zagrożenie niż kiedyś w sektorze LIGHT. Zwłaszcza u osób, które nie zwracają uwagi na skład, mają średnio zbilansowaną dietę z nadmiarem cukrów prostych dodanych oraz szukają rozgrzeszenia dotyczącego jedzenia słodyczy.

Słodycze to słodycze, słodzone produkty to element menu, słodzony deser to też słodycze. To coś, co jedni mogą jeść w większych a inni w mniejszych ilościach i tyle.

Same słodzone produkty nie zastąpią całodziennego jadłospisu w dobrze zbilansowanej diecie. Objadanie się „zdrowszymi” słodyczami „bo skoro są zdrowsze to mogę zjeść więcej” to słaby pomysł. To również słaby przekaz w stronę nieświadomych wszystkich konsekwencji nadmiaru cukru i kalorii w menu dzieci.

Wegańskie desery to również element menu, zwłaszcza dla osób, które z różnych przyczyn unikają nabiału, mleka krowiego czy produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie ma sensu dorabiać prozdrowotnych ideologii bo zarówno słodzony deserek oparty na mleku krowim jak i na wegańskich odpowiednikach to najczęściej 2-3 łyżeczki cukru dodanego w małym kubeczku.

Wegańskie wersje produktów powstały dla osób unikających z różnych przyczyn surowców pochodzenia zwierzęcego. I bardzo dobrze, rozrastający się rynek produktów roślinnych cieszy mnie podobnie jak rosnąca świadomość konsumentów. Bo właśnie o tę świadomość tu chodzi. O to, aby nie sięgać bezmyślnie po produkty z napisem VEGAN. O to, aby pamiętać, że deser to DESER. A jeśli ktoś ma ochotę na roślinną wersję – bardzo dobrze, że asortyment jest coraz bardziej zróżnicowany i dostępny.

______________

PS Jeśli nie chce Ci się na razie czytać książek, a chcesz na szybko wiedzieć które produkty mają sprawdzony przeze mnie skład, oraz jak ograniczyć cukry proste i cukier dodany zajrzyj na moją platformę edukacyjną (klik). Jeśli chcesz w 2 tygodnie zacząć kontrolować to co kupujesz oraz ilość cukru, którą spożywasz w tym prostym szkoleniu (klik) nauczę Cię kilku prostych trików – wystarczy 10 minut dziennie (to szkolenie jest też na mojej platformie w pakiecie premium).

fak of the year

FAK of The Year – listopad.

W tym miesiącu produkt, który powinien dostać nominację już dawno. Mimo, iż z tej samej firmy są też propozycje całkiem ciekawe, np. chrupki z dodatkiem kaszy jaglanej, ta – z resztą podobnie jak FLIPSY smakowe- to moim zdaniem słaby wybór. Dlaczego?

W składzie 30% to krem oparty na oleju z cukrem z dodatkiem tłuszczów częściowo utwardzonych.

Mamy jeszcze dopisek „Barwione owocami i warzywami”. Fajnie, tylko co z tego? NIC, bo robiąc produkt z dodatkiem kakao, nie jest to wielka filozofia, a same chrupki kukurydziane wcale nie zawierają barwników.

22 gramy tłuszczu i 10 gramów cukru na 100 gramów produktu to zdecydowanie więcej niż w zwykłych chrupkach.

Zdecydowanie lepszą alternatywą są Tygryski z dodatkiem kaszy jaglanej, jeśli ktoś kupuje chrupki kukurydziane. Te czekoladowe to po prostu słodycze i to z dodatkiem tłuszczów częściowo utwardzonych, czyli słabo. Bo tłuszcze te, to nie jest pożądany składnik w naszej diecie, a słodycze to słaby pomysł jeśli chodzi o przekąski dla dzieci.

Kategorie: FAK of The Year

ŁelDan – wrzesień.

W tym miesiącu nominacja może być ponownie dla niektórych trochę zaskoczeniem, ale idea ŁelDana to proste rozwiązania popularnych, skomplikowanych produktów czy sytuacji.

Nie jestem fanem spożywania słodyczy w nadmiarze, czy przykrywania cukru kołderką pseudozdrowej zajebistości. Jeśli już jem coś słodkiego, robię z pełną świadomością i najczęściej łączę to z aktywnością sportową.

Jeśli wybieram słodycze – stawiam na proste rozwiązania.

Jak ciasto, to mniejszy kawałek i bez dokładki ale prawdziwego ciasta na prawdziwych składnikach, zamiast dwóch porcji pseudozdrowego light na wypełniaczach. Jak lody to lody, a nie długa lista dodatków spożywczych, żeby produkt trzymał się kupy.

W tym miesiącu nominacja leci właśnie do prostego produktu – lodów 5-6 składników Marletto z Biedronki.

leldan wrzesien

Skład prosty jak konstrukcja cepa.

Bo lody naprawdę mogą mieć prosty skład. Ale można zrobić też z nich lekcję o dodatkach spożywczych, jeśli ktoś chce np. zaoszczędzić na składnikach.

leldan wrzesien

Skład jaki jest każdy widzi.

Dawno nie widziałam tak prosto zrobionych lodów w sklepie ALE to nie oznacza, że „są zdrowe”. Często obserwuję skrót myślowy tego typu, co ma swoje konsekwencje- ludzie przerzucają się z jednych ton cukru na inne, to błąd. Zawartość cukru w tych lodach jest typowa dla lodów, czyli na poziomie 24 g/ 100 g produktu. To oznacza, że niemal 1/4 składu to cukier. To są słodycze, prosto zrobione ale jednak SŁODYCZE, a nie produkt prozdrowotny.

Nie wpadajmy w pułapkę prostego składu, bio, vegan, glutenfree i innych określeń. Obojętnie czy słodycze są bio czy nie, mają 3 składniki czy 30 – zawsze pozostaną słodyczami, czyli dawką cukru. W ilościach dostosowanych do jadłospisu i aktywności sportowej- tak. W nadmiarze- NIE.

A jak już jeść, to mniejsze porcje ale lepszych jakościowo, prostych produktów. Well done, Biedronka!

jedzenie dla dzieci

Witaj szkoło!

Zbliża się 1.09, śniadaniówki, mniejsze i większe wojenki domowe z dziećmi, nauczycielami, babciami itd. o to kto chce być otyły i mieć cukrzycę typu drugiego oraz kiedy.

I oczywiście wszystko jest kwestią dawki, równowagi, aktywności sportowej itp. ale patrząc na otyłe przedszkolaki oraz uczniów szkół podstawowych, czyli grupy wiekowe gdzie Rodzice i Opiekunowie mają jeszcze stosunkowo dużo do powiedzenia– chce mi się płakać. 

Tak, 'do powiedzenia’ bo niestety SAMO SIĘ NIE ZROBI. Trzeba dziecku powiedzieć, wyjaśnić pokazać oraz DAWAĆ PRZYKŁAD. Dziecko nie jest przedmiotem, robotem, kolejnym Twoim projektem. To Człowiek – taki jak TY. Ten mały Człowiek oczekuje tego samego co TY i zasługuje na to co Ty – na równe traktowanie i dostęp do informacji, czyli raczej inne odpowiedzi niż „bo tak”, „bo nie”.

Wiem, że jesteś zmęczona ale z czegoś trzeba niestety zrezygnować i poświęcić te 5-10 minut na wyjaśnienie tematu.

Czego NIE KUPOWAĆ?

Posłużę się przykładem. Oto co dla Waszych dzieci przygotowała jedna z sieci sklepów. Co ciekawe, szukałam tego w wersji papierowej ale nie znalazłam. Widzę te strony tylko online i stamtąd pochodzą skriny.

Dla mnie to jest totalny DRAMAT.

TONY CUKRU.

Ogromne ilości cukru dziennie spożywają dzieci, które bez nadzoru jedzą co popadnie, CODZIENNIE. W gazetce są produkty, których nie kupowałabym dzieciom do śniadaniówek, no może poza bakaliami.

Cukier, cukier z tłuszczem, słone, tłuste przekąski – dlaczego?

Jeśli od małego uzależniamy dziecko od słodkich i słonych przekąsek – może ono chętniej sięgać po nie później. Dla dziecka to potencjalne problemy zdrowotne, dla sklepu kolejny klient, który wróci bo uzależnił się od pewnych produktów.

Jak żyć?

Ja wiem, że to nie jest do zrobienia na raz, efektów nie widać od razu. To jest proces, droga, próby, powtarzanie, konsekwencja, wzloty i upadki. Ale warto ten proces przeprowadzić. Bakalie zamiast słodyczy, świeże owoce zamiast musów i soków czy napojów, woda zamiast pseudowody, jasne zasady spożywania słodyczy związane z aktywnością sportową. Zmiany wprowadzaj spokojnie, powoli, małymi krokami. Dawaj dobry przykład, nie zrażaj się niepowodzeniami. Początki często są trudne ale warto pozostać konsekwentnym.

Permanentny nadmiar cukru w diecie może być przyczyną chorób, np. cukrzycy typu 2, jest prostą drogą do otyłości, wielu zaburzeń, w skrócie- pod wieloma względami trudniejszego życia.

Zastanów się czy chcesz fundować to swojemu dziecku zanim następnym razem sięgniesz po cukier z tłuszczem bo tak ładnie prosi, bo nie chcesz marnować dzieciństwa, bo była promocja, bo oj tam oj tam, raz można.

A jeśli nie umiesz poradzić sobie z Babcią lub Teściową podrzuć jej to (klik).

Fot. pixabay.com

Kategorie: Dzieci, Wyróżnione
dzien dziecka

Dzień Dziecka.

O słodyczach dla dzieci wypowiadałam się wielokrotnie, nawet tu na blogu (klik), a ponieważ planuję różne akcje społeczne, pewnie jeszcze nie raz zobaczysz mnie na barykadach.

Tymczasem, z okazji Dnia Dziecka, jeszcze raz przypominam: NIE WARTO kupować dzieciom słodyczy w nagrodę.

Słodycze to element menu. 

Coraz bardziej powszechny, niestety. Załamuje mnie przyzwolenie społeczne na przekarmianie dzieci cukrem – w placówkach służby zdrowia, żłobkach, przedszkolach, szkołach, salach zabaw, restauracjach.

Z niedowierzaniem patrzę na lekarzy częstujących dzieci lizakami po badaniu. Nie chodzę do dentystów dających dzieciom lizaki po borowaniu zęba. Próchnica u dzieci jest powszechnym zjawiskiem i razem z otyłością na tle nieprawidłowych nawyków żywieniowych są sygnałami, że należy działać od podstaw – edukując nie tylko Rodziców ale też pracowników służby zdrowia, przedszkoli i szkół.

Jeśli teraz nie zaczniemy działać – za kilka lat będziemy borykali się z problemami nie tylko zdrowotnymi ale też psychologicznymi. Bo permanentnie wysoki cukier w menu to nie tylko nieprzyjemne borowanie mleczaka. To przede wszystkim większe ryzyko cukrzycy, otyłości i wielu innych chorób, których teraz na horyzoncie jeszcze nie widać, stąd powszechne „oj tam, oj tam”.

Nie ma co robić z tego sensacji.

Słodycze ciężko wyeliminować do zera ale można zminimalizować ich siłę, nie robiąc z nich sensacji. Można przestać robić z nich cel działania, jeśli przestaniemy pokazywać je jako nagroda za „bycie dzielnym” oraz za „bycie grzecznym” (przy okazji: co to w ogóle za tekst „bądź grzeczny” – bez wyjaśnienia konkretnie dziecko nie wie co to znaczy być grzecznym + dziecko nie będzie siedziało w bezruchu BO JEST DZIECKIEM A NIE ROBOTEM).

Chcesz iść na lody? Ok, ale później idziemy grać w piłkę, na plac zabaw, na spacer itd. Cukier można połączyć ze sportem, pokazując, wyjaśniając na czym polega metabolizm glukozy, jak działa insulina. Fajnie pomaga w tym seria „Było sobie życie”, na której uczyłam się fizjologii jako dziecko.

Wszystko jest dla ludzi.

Ale nie wszystko jest dla dzieci. Młodym konsumentom trudno jest odróżnić reklamę od rzetelnej informacji. Dzieci nie są osobami dorosłymi, z wiedzą opartą na świadomości istnienia odcieni szarości. Dla dzieci często jest „tak lub nie”. Czarne lub białe. Nie każde dziecko rozumie słowo „czasami”. Jasne zasady spożywcze bardzo się przydają, chociaż nie zawsze jest gładko podczas ich wprowadzania, zwłaszcza gdy od zawsze w sklepie, szafce i lodówce panowała samowolka.

Nie płacz nad rozlanym mlekiem.

Twoje dziecko ma glukozę z syropem cukrowym zamiast krwi? Trudno, mleko się rozlało. Teraz zamiast płakać czy wprowadzać drastyczne zmiany w jadłospisie podejdź do działania z głową. Zaplanuj powolny, stopniowy odwyk. Ty też nie lubisz drastycznych zmian, prawda?

Zamiast ton słodyczy w nagrodę wymyśl coś, co Twoje Dziecko naprawdę lubi, niekoniecznie materialnego – wizyta na ulubionym wielkim placu zabaw? Kino? Jak musi być przedmiot – może kolorowanka, naklejki z brokatem? Gazetka z zadaniami i komiksem? Magiczny długopis? Książeczka? Jest tak duży wybór w sklepach, że w każdym przedziale cenowym da się znaleźć coś fajnego.

Zamiast kolorowych, gazowanych napojów, postaw na wyciskane świeżo soki, domową lemoniadę ze świeżymi owocami pływającymi w butelce, wodę gazowaną z miodem i cytryną, napoje oparte na wodzie z sokiem lub soki tłoczone.

Jogurt owocowy zastąp naturalnym z owocami lub odrobiną miodu lub mieszaj naturalny z ulubionym owocowym. Słodkie płatki śniadaniowe mieszaj ze zwykłymi owsianymi, żytnimi, jaglanymi.

Ciastka z cukrem i tłuszczem częściowo utwardzonym zastąp ciastkami z owocami suszonymi i normalnym nieutwardzonym tłuszczem (w składzie jest informacja jaki tłuszcz). Jeśli macie czas, możecie RAZEM upiec muffiny marchewkowe, banalne ciastka owsiane itd.

Nie trzeba zmieniać wszystkiego diametralnie w ciagu jednego dnia. Metoda MAŁYCH KROCZKÓW – małych ale stawianych CODZIENNIE jest łatwiejsza i często bardziej skuteczna.

Zmarnuj Dziecku dzieciństwo.

Śmiało, nie krępuj się. Bez żenady, w akompaniamencie głupkowatych tekstów od znajomych i rodziny – konsekwentnie, codziennie marnuj dziecku dzieciństwo, tłumacząc czemu permanentny nadmiar cukru w diecie jest szkodliwy. Codziennie, krok po kroku działajcie RAZEM w celu ograniczania cukru w menu. Naucz Dziecko jak szukać w składzie cukrów ukrytych, wprowadź do wspólnych działań element zabawy.

To tylko wydaje się trudne i „nie do zrobienia”. Tak naprawdę Twoje Dziecko to bardzo mądry Mały Człowiek, który widzi, czuje i słyszy więcej niż myślisz, który wiele potrafi zrozumieć. Po prostu ma trochę mniej informacji i doświadczenia. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, abyś pokazała mu piękno tego świata, nauczyła czerpania radości z prostych rzeczy. Bo niestety ani tony nowych przedmiotów, ubrań czy sprzętów, ani tony nowych, plastikowych zabawek, ani tony cukru nie są podstawą czy gwarancją lepszego życia i wiecznego szczęścia. I właśnie tego warto uczyć dzieci. Od małego.

Wpis nie jest sponsorowany.

Fot. tytułowe – pixabay.com

Kategorie: Dzieci, Wyróżnione
sernik

Czy warto kupować markowy sernik?

Czy wybierając markowe cukiernie, zawsze mamy gwarancję, że wyroby będą najwyższej jakości? Jak pokazują wyniki moich obserwacji, jeśli chodzi o polskie piekarnie – niestety NIE, czasami wręcz przeciwnie. Zatem czy da się jeszcze kupić gdzieś prawdziwy sernik? Taki prosty, zrobiony z podstawowych składników. Bo ileż trzeba zachodu, by zrobić dobry sernik? Ot, zmielić twaróg, dodać cukier, jaja, masło, mąkę i gotowe!

A jednak nie.

Wystarczy spojrzeć na etykietę sernika z Auchan. Biorę pod uwagę składniki użyte do zrobienia masy serowej z kruchym spodem. Pomijam dodatki tworzące górę ciasta, owoce itp.

Ilość substancji wspomagających przyprawia o zawrót głowy. Emulgatory, zagęstniki, spulchniacze, regulatory kwasowości… Plus konserwant. I nie chodzi tu nawet o szkodliwość lub jej brak. Pytanie: PO CO używać tylu składników, do – w miarę – prostego ciasta? Odpowiedź jest chyba oczywista.

sernik

Dla kontrastu, sernik nr 2.

A teraz coś dla porównania. Sernik z kawiarni Blikle. Pani Kelnerka na moją prośbę znalazła skład, a nawet pozwoliła zrobić zdjęcie.

sernik

Ciasto wygląda tak:

sernik

Teraz uwaga.

Skład jest długi, wygląda na katastrofę. Ale gdy wczytamy się uważnie (pomijam skład skórki kandyzowanej i margaryny) – to są zwykłe, proste produkty. Tu nie ma syfu. Nie jest to może tradycyjny skład, ale wielkiego dramatu też nie ma.

Wnioski.

Czy wszystkie produkty pod nazwą własną dużego sklepu są beznadziejne? Nie, ale akurat ciasta produkcji własnej chyba wszędzie są słabe.

Czy wszystkie produkty markowe są wybitnej jakości? Nie, bywają gnioty. A w przypadku dużych zagranicznych koncernów, zdarza się to podejrzanie często.

Trudno wyciągnąć ogólne wnioski na podstawie tego prostego porównania, jednak obserwując polski rynek spożywczy zaczynam dostrzegać pewną prawidłowość. Firmy o ugruntowanej pozycji, z wieloletnią tradycją, przerzucając się na 'nowe’ metody produkcji – często (nie zawsze!) starają się zachować pewną 'naturalność’ składu. Przykładowo: owszem – użyją syropu cukrowego czy proszku mlecznego, ale nie wrzucą enigmatycznie brzmiących dodatków typu 'polepszacz’ czy 'przyprawy’ (gdzie pod nazwą kryje się 20 różnych składników, z których po kilku boli mnie brzuch). Zatem w składzie będą obecne nowoczesne formy ułatwiające życie i obniżające koszt produkcji, ale jednocześnie nie dostaniemy totalnego syfu i popłuczyn.

Brzmi całkiem rozsądnie, chociaż niezmiennie najlepszym ciastem na świecie jest to, zrobione przez Ciebie. Nie, nie to z proszku.

Kategorie: Porównanie

Postanowienia Noworoczne, Nowy Rok, nowa ja itp. LOL

W obliczu wszechobecnych list 'Postanowienia Noworoczne’, chciałabym oficjalnie oświadczyć, że takowych nie robiłam i nie robię. Koniec komunikatu.

Słowo wyjaśnienia.

Ustalam sobie cele na bieżąco. Staram się aby były realne (nie zakładam na ten przykład 'never ever brownie’), mierzalne (wiem ile zjem brownie w miesiącu, PRAWDA?) oraz osiągalne (nie będę zakładała bez sensu 'nigdy więcej brownie’ bo wiem, że to nieosiągalne. Po co mi frustracja? A nie lepiej zacząć od 'ok, jedno brownie w miesiącu’ albo '2 x 1/2 brownie w miesiącu’…?). Tak, prawie jak S.M.A.R.T.

Nie tworzę idiotycznych list noworocznych.

W których wiadomo, że połowa zadań jest totalnie z dupy. Ale staram się określać zadania, postanowienia na dany dzień, tydzień. Czasem zapisuję sobie w kalendarzu, telefonie. Pamiętając, żeby były to REALNE cele.

Schudnę 5kg. Tony warzyw dziennie. Ta, jasne. Oczywiście chciałabym jeść 5 dużych porcji warzyw dziennie i totalnie ograniczyć słodycze aaale realnie rzecz ujmując postaram się do każdego posiłku zjeść COKOLWIEK warzywnego, jeden posiłek totalnie warzywny, a słodycze raczej w wersji 'zdrowszej’ (owoce, gorzka czekolada, orzechy) i w pierwszej połowie dnia.

Tworzę realne postanowienia.

Schudnę 1kg. Jak się uda – fajnie. Zobaczymy, czy jeszcze 1 dam radę. Natka, pomidor, liść sałaty, czosnek, kapusta kiszona, ogórek kiszony – można banalnie, tanio, szybko i zdrowo dołożyć do kanapki rano lub schrupać na wczesną kolację. Realne postanowienia, założenia (w dowolnym momencie roku, a najlepiej jak najszybciej) to 'zjem o jeden gówniany produkt mniej w tygodniu’, 'wypalę jednego papierosa mniej’ itd. Jestem zwolennikiem metody małych kroczków ale jeśli na Was lepiej działa radykalna zmiana – śmiało. Dobrze jest gdzieś to zapisać, a później jak się nam udaje – wymazywać, wykreślać, odznaczać, oznaczać. To dobrze robi na głowę, mózg lubi małe sukcesiki, zróbmy więc mu taką przyjemność, a co – niech chłopak ma coś od życia! Patrzcie, jakie to fajne: sami kreujemy temat, działamy we własnym tempie i obserwujemy mierzalne rezultaty!

Trzy proste uwagi.

(Chociaż nie dla każdego takie oczywiste):

1. Zmiany są dobre.

2. Nawet największe sprawy, postanowienia i działania zaczynają się od jednego małego kroczku. To może być ten jeden papieros, mały kawałek czekolady, rogalik, jedno ciastko czy jedna pralinka mniej. Pomidor do śniadania czy czosnek z natką do kolacji.

3. Nie trzeba się zniechęcać + zawsze warto próbować. Tyle razy próbowałaś/łeś i nic? NO I CO Z TEGO? To spróbuj jeszcze raz! Nie trać czasu na zniechęcanie się i durne założenia: nie udało się za 100 razem? SO WHAT? Pewnie uda się za 101!

Do boju Drodzy, ja wiem, że (nawet jeśli po malutku, to i tak na spokojnie) dacie radę. Kto jak nie WY?!

Poza tym: 2017 jest Wasz, SERIO!

Kategorie: Moja opinia

LAS – kawiarnia w Sopocie.

Schowana kawiarnia w Sopocie.

Idąc ulicą Haffnera w Sopocie możecie przegapić ciekawe miejsce. Mnie zdarzyło się to kilka razy zanim zauważyłam napisy na szybie knajpy: 'glutenfree, sugarfree, lactosefree’. Tym razem postanowiłam sprawdzić co kryje się za tymi obietnicami i czy w ogóle da się takie cuda zjeść.

Co oni tam mają?

Wystrój ciekawy, eklektyczny. Kawa bardzo smaczna, różne opcje: z ekspresu, drip itd. – jak kto lubi.

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Na słono zamówiłam tartę z sałatką. Do kawy, kilka rodzajów ciast – chciałam spróbować wszystkich jakie były aktualnie w ofercie. Plus pudding z chia.

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Prócz jedzenia były też koktajle, herbaty i fajne napoje.

kawiarnia Las, Sopot, doktorania
Kawiarnia w Sopocie

Smak.

Każdy ma ulubione ciasta, smaki, konsystencje itd. – o tym nie ma co dyskutować ale generalizując, z pewnością nie są to dania, które smakują tekturowo, podejrzanie. Nie ma też mowy o niskokalorycznym podejściu za wszelką cenę bo CIASTO TO CIASTO – ma być słodko i jest słodko, zatem jeśli ktoś szuka dietetycznych atrakcji opartych na słodzikach – nie ten adres.

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Skład.

Po konsumpcji zapytałam miłą Panią (akurat Właścicielkę lokalu) o skład KAŻDEGO dania, które zamówiłam. Cierpliwie odpowiadała na moje pytania, chociaż trwało to dobre parę minut. Nie zarejestrowałam nic podejrzanego. Słodycz wynika z obecności naturalnego cukru (ale nadal jest to cukier!), tłuszcz – kokosowy. Mąki różne, w zależności od pozycji z menu. Ciasto ze śliwkami to ciasto ze śliwkami a nie ze śliwko-podobną breją. Wszystko trzyma się (że tak powiem) kupy, a w smaku jest praktycznie nie do odróżnienia w porównaniu do tradycyjnych odpowiedników ciast (np. czekoladowe, śliwkowe – moi faworyci). DO TEGO CIEKAWE DODATKI:  pestki, nasiona, jagody goji itp.

Werdykt.

Nie jest to knajpa z odbajerzonym wnętrzem typu metal-szkło, nie jest to knajpa ze spektakularnym widokiem na morze – amatorów dopracowanego bogatego designu i/lub plażowych widoków zaproszę wkrótce gdzieś indziej. Niemniej jednak uważam, że jest to bardzo fajne miejsce na mapie Sopotu dla osób szukających zdrowszych alternatyw 'czegoś słodkiego’ (zwłaszcza dla tragicznych ciast z sieciówek i pseudo-zdrowych opcji na Monciaku) –  wpadajcie tam spróbować co mają.

Myślę, że warto wspierać właśnie takie miejsca, zamiast zagranicznych gigantów serwujących gówniane byle co z dobrym marketingiem. Las to nie tylko ciasta. Są też fajne napoje, koktajle i muesli, gdzieś na facebooku widziałam, że mają weekendowy brunch, a nawet można zamówić chleb! Kawiarnio LAS – trzymaj poziom!

Doktor Ania kawiarnia Las Sopot, Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Kategorie: Doktor Ania WOW

Kawiarnia Costa – Sernik light i inne bajery.

Lubisz kawiarnie Costa? To lepiej przeczytaj ten tekst. Raczej Ci się nie spodoba kilka newsów, mnie też się nie spodobało bo czasem tam wpadam. Teraz już wyłącznie na kawę, tymczasem coś na temat ciastka o nazwie 'sernik light’.

A było to tak.

Kawusia w jednej z sieciowych kawiarni. Ciasta i ciastka wesoło się uśmiechają – jak zawsze. Tym razem postanowiłam jednak sprawdzić co tak konkretnie się do mnie uśmiecha zza szyby. Słodycze to słodycze, więc 'lekki’ = będzie ciekawie. Zamówiłam ten  'sernik light’. Zjadłam (chociaż nie lubię serników na zimno) – dla niepoznaki. Podczas jedzenia podejrzliwość level ogar na polowaniu – kurka, niby light a słodki jak cholera! Nic to, zapytam o skład.

Huston, mamy problem.

Składniki? Ani widu ani słychu. Barista nie wie ale poszuka. Dostałam jakieś wydruki z których niewiele wynikało. Nie mogę ujawnić całości bo mnie Costa zaraz ścignie za ujawnianie tajemnicy państwowej (i tak pewnie będą mieli pretensje, że ujawniam cokolwiek). Powiem tylko tyle: poza 'mieszanką na biszkopt’ (a co – myśleliście, że z mleka i jaj?) składniki wymienione językiem przedszkolaka (co to do wuja pana jest 'żel’?!), wartości odżywcze niedokładnie podane, niepełne info o produkcie. A na deser ciekawostka – czy ten świeżutki, niemal prosto z krzaczka – słodki, malutki, kolorowy serniunio to…mrożonka?

sernik light

Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej – napisałam więc maila do Costy. Daruję Wam brazylijską telenowelę ciągnącą się chyba ze 3 tygodnie. Stanęło na tym, że składu NIKT NIE ZNA.

Ludzie, czy Wy tak SERIO nie wiecie co sprzedajecie!? Ile czasu Costa jest na rynku polskim? Kilka lat? Niestety jeszcze nie zdążyli ogarnąć się w tym temacie.

sernik light

Po wielokrotnych prośbach, udało mi się jedynie uzyskać info ile to cudo ma kcal i cukru – zawsze coś.

image

378kcal. Wiecie ile to jest? Tyle co 1.5 hamburgera z Maka.

A teraz największa niespodzianka.

sernik light

Czy widzicie zawartość cukru? 48g w porcji to jest…prawie 10 łyżeczek cukru!

Tak, dobrze przeczytaliście. DZIESIĘĆ.

A teraz pytanie za 100 punktów.

Co producent miał na myśli pisząc 'LIGHT’?

Rozumiem. Czy zamysł był taki, że napiszemy 'light’, przylecą baby i będą szarpały jak Reksio szynkę…? A może, że ma mniej kcal niż Brownie? Ale Brownie ma mniej kalorii niż salami z bitą śmietaną, to może Brownie też nazwiemy 'light’?

Brownie ma prawie 700kcal i ponad 9 łyżeczek cukru w porcji – masakra. Tyle, że po brownie można się tego spodziewać, więc nie ma się co oburzać.

Werdykt.

Mimo, że obsługa w kawiarniach jest zwykle miła, a ludzie z teamu odpowiadają na moje maile i wiadomości – jak dla mnie to kompletnie dyskwalifikujące, żeby po kilku latach na rynku nie było możliwości sprawdzenia co dokładnie jem.

NIE POLECAM sernika light osobom dbających o figurę i/lub poziom cukru we krwi.

Z niecierpliwością czekam na grudzień, jak na razie totalna DYSKWALIFIKACJA! No luuudzie.

Lody na patyku – porównanie.

Trzy lody na patyku – waniliowe w czekoladzie z migdałami. Czy są podobne? Który jest lepszy? Sami zobaczcie!

Zacznijmy od składu.

Lody Koral Grand Gold, 95g (120ml), ok. 4 pln: odtworzone mleko odtłuszczone, mleczna czekolada 37% (cukier, masło kakaowe, odtłuszczone mleko w proszku, miazga kakaowa, tłuszcz mleczny, serwatka w proszku (mleko), olej roślinny kokosowy, emulgatory: lecytyny (z soi), E476, wanilia. Masa kakaowa min. 33%), cukier, olej roślinny kokosowy, migdał krojony 8%, odtłuszczone mleko w proszku, syrop glukozowy, emulgator: E 471, stabilizatory: E 410, E 466, E 407, aromat, wanilia naturalna 0,02%.

Lody Algida Magnum almond, 86g (120ml), ok. 5 pln: odtworzone odtłuszczone mleko, cukier, masło kakaowe, preparat serwatkowy (mleko), migdały, olej kokosowy, odtłuszczone mleko w proszku, syrop glukozowy, tłuszcz mleczny, syrop glukozowo-fruktozowy, miazga kakaowa, emulgatory (E 471, E 442, E 476), stabilizatory (E 410, E 412, E 407), kawałki wanilii, aromaty, barwnik (E 160a).

Lody Häagen-Dazs Vanilla Caramel Almond Stickbar, 80g (70ml), ok. 9 pln: lody- śmietana, zagęszczone mleko odtłuszczone, cukier, żółtko jaja, naturalny aromat waniliowy, czekolada- tłuszcz kakaowy, cukier, pasta kakaowa, mleko pełne w proszku, bezwodny tłuszcz z mleka, olej kokosowy, odtłuszczone mleko w proszku, emulgator lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy, sos karmelowy- cukier, zagęszczone mleko odtłuszczone, syrop glukozowy, masło, syrop glukozowy w proszku, sól, substancja żelująca- pektyny, naturalny aromat waniliowy, prażone migdały- migdały, olej z krokosza barwierskiego.

Zawartość cukru.

Cukier na 100g produktu:
Grand / Magnum / HD
24g / 29g / 24.7g

Zawartość tłuszczu.

Tłuszcz na 100g produktu (w nawiasie kwasy tłuszczowe nasycone):
Grand / Magnum / HD
19g (13g) / 21g (13g) / 25.6g (14.4g).

Mój komentarz.

Jeśli chodzi o zawartość cukru – nie ma kolosalnych różnic, chociaż Magnum ma o 1 łyżeczkę więcej. Tłuszcz też podobnie, o 1 łyżeczkę więcej ma HD ale kwasów nasyconych wszystkie trzy zawierają podobną ilość, najmniej tłuszczu ma Grand.

Grand podobny jest do Magnum jeśli chodzi o skład: baza na odtworzonym mleku, tłuszcz mleczny + kokosowy, cukier + syrop glukozowy. Dodane bajery aby składniki trzymały się kupy to emulgatory + stabilizatory. Magnum wyróżnia się obecnością: syropu glukozowo-fruktozowego (brak w Grandzie), barwnika (brak w Grandzie) oraz 3 emulgatorów (Grand ma jeden), w tym polirycynooleinianem poliglicerolu E476. O ten składnik pytał Szymon Kubicki speców z Wedla, przeczytacie o tym tu.
Podsumowując – wybrałabym Granda.

Häagen-Dazs wygląda najbardziej naturalnie na tle kolegów – baza na śmietanie, jeden emulgator, syrop glukozowy (ale wyłącznie jako składnik sosu karmelowego), za to zero stabilizatorów (substancja żelująca – pektyny ale ponownie jako składnik sosu karmelowego). Zawiera najwięcej tłuszczu ale z dwojga złego wybieram mniej cukru niż tłuszczu.

Podsumowując.

Jeśli stać mnie na HD – wybiorę zjedzenie jednego loda o bardziej naturalnym składzie zamiast 2 x Magnum (cenowo wychodzi na to samo) na odtworzonym mleku z 6 polepszaczami. Jeśli szkoda mi kasy – wybieram Granda. Wspieram Polską firmę, stawiam na 4 polepszacze zamiast 6 i mniej cukru oraz tłuszczu.

Dlaczego cukier wpływa na płodność?

Statystycznie większość z Was wie, że nadmiar cukru może być przyczyną wielu chorób. Kojarzymy cukrzycę, otyłość oraz związane z tym choroby układu krążenia. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że regularne spożywanie cukru w większych ilościach (przy niskiej aktywności fizycznej) może skutkować nie tylko zwiększeniem masy ciała (co ma negatywny wpływ na płodność) ale też ZABURZENIAMI HORMONALNYMI występującymi również u osób NIE MAJĄCYCH nadwagi. Dlaczego tak się dzieje?

Węglowodany oddziałują na stężenie glukozy i insuliny we krwi. Gdy ich podaż (zwłaszcza produktów o wysokim IG- indeksie glikemicznym, czyli szybko podnoszących poziom glukozy) jest stale zbyt wysoka, może prowadzić to do zakłócenia równowagi związanej z regulacją poziomu glukozy we krwi, za którą odpowiada INSULINA. Po spożyciu produktu bogatego w cukier (np. słodyczy), poziom glukozy gwałtownie podnosi się, następnie wyrzut insuliny pojawia się w celu wyrównania. Przy systematycznej podaży większych dawek cukru insulina utrzymuje się na wysokim poziomie- stan ten nazywamy hiperinsulinemią, czego konsekwencją może być insulinooporność. Oznacza to, że tkanki przestają prawidłowo reagować na ten hormon, co (łącznie z hiperinsulinemią) zaburza równowagę hormonalną (insulina związana jest również z innymi procesami w organizmie). Insulinooporności sprzyja występowanie nadmiaru tkanki tłuszczowej, której odkładanie wzmaga sama insulina. W prostych słowach: organizm lubi równowagę i spokój bo wszystko ma elegancko poukładane- hormony krążą we krwi przekazując różne informacje, wszyscy ładnie pracują jak przysłowiowy facet z taczką. Jeśli w każdym posiłku dostarczasz cukry proste (patrząc na składy produktów nie jest to wcale takie trudne) i to w nadmiarze- następuje zaburzenie równowagi, za dużo glukozy, insuliny, sprzeczne komunikaty, nawet chaos. Generalnie jest 'taki zapieprz, że nie ma kiedy taczki załadować’. Co to oznacza?

Gdy jesteśmy głodni, spożywamy posiłek ale zamiast sytości nadal mamy apetyt, więc jemy więcej. Dzieje się tak również dlatego, że otyłość wiąże się z zaburzeniami poziomu leptyny- substancji odpowiedzialnej za uczucie sytości. Dodatkowo nieprawidłowy poziom leptyny oddziałuje poprzez receptory na komórki ziarniste i hamuje syntezę hormonów steroidowych. Zmiany te wpływają na funkcjonowanie jajników i jakość oocytów, co powoduje zaburzenia menstruacji i może mieć negatywny wpływ na płodność.  Wg badaczy leptyna może pełnić rolę łącznika między odżywianiem a reprodukcją- zgromadzone dane wskazują na udział leptyny w regulacji procesów związanych z dojrzewaniem seksualnym oraz rozrodem.

Niestety to nie wszystko, otyłość oznacza też zwiększoną produkcję estrogenów, których liczba koreluje z wydzielaniem hormonu luteinizującego (LH) oraz zwiększonym stosunkiem LH/FSH (FSH – hormon folikulotropowy), co niekorzystnie wpływa na wzrost pęcherzyków jajnikowych. Zawartość tkanki tłuszczowej determinuje również morfologię i grubość endometrium, jakość oocytu i embrionu. Nie dziwi więc fakt, że kobiety z nadmierną masą ciała mają TRZYKROTNIE WIĘKSZE RYZYKO wystąpienia zaburzeń płodności.

O czym warto jeszcze pamiętać? O tym, że oprócz spożywania nadmiaru 'zwykłego’ cukru (sacharozy), niekorzystna jest też podaż FRUKTOZY (dodawanej do niektórych napojów, lodów itp.), która nie powoduje skoków insuliny, ale jest dużo łatwiej przekształcana w tkankę tłuszczową. Więcej o fruktozie znajdziecie tu. Zamiast żywności przetworzonej i produktów o wysokiej zawartości cukru lub (co gorsze) syropów cukrowych, jadłospis warto wzbogacać o węglowodany złożone (pełnoziarniste pieczywo, kasze), produkty o niższym IG, dzięki którym nie narażamy się na gwałtowne skoki glukozy (a w konsekwencji insuliny). Rezygnując z nadmiaru słodyczy (np. 1 – 2 kostki czekolady zamiast połowy tabliczki) warto również ograniczać spożycie owoców do jednej porcji dziennie.

Nie myślcie sobie, że uwagi te dotyczą wyłącznie kobiet! U otyłych MĘŻCZYZN ryzyko zaburzeń erekcji jest trzykrotnie większe w niż u mężczyzn z prawidłową masą ciała. Im wyższa masa ciała tym niższe jest również stężenie testosteronu (uczestniczącego w procesie powstawania i dojrzewania plemników).

Jaki z tego wniosek? Stabilizacja poziomu cukru we krwi oraz skuteczna walka z otyłością może być jednym z elementów dbania o siebie oraz leczenia niepłodności i to bardzo ważnym, ponieważ ma dobrze udokumentowane pozytywne efekty. ALE bezmyślne odchudzanie pod postacią eliminacji tłuszczu z diety może mieć negatywny wpływ bo zarówno nadmiar, jak i niedobór masy ciała wynikające ze sposobu żywienia mogą negatywnie wpływać na płodność.  Myślę, że warto spróbować i zacząć od obserwowania siebie – kiedy i dlaczego spożywamy produkty słodzone. Jeśli potrzebujesz wsparcia w tym temacie – więcej informacji jak ograniczyć cukry proste i cukier dodany oraz sporo prostych wskazówek jak zadbać o siebie i o rodzinę znajdziesz na mojej platformie edukacyjnej (klik). Jeśli chcesz w 2 tygodnie zacząć kontrolować to co kupujesz oraz ilość cukru, którą spożywasz w tym prostym szkoleniu (klik) nauczę Cię kilku prostych trików – wystarczy 10 minut dziennie (to szkolenie jest też na mojej platformie w pakiecie premium).

List otwarty do Kubusia.

Drogi Kubusiu!

Dlaczego robisz nam wodę z mózgu?

Jeszcze soki z zagęszczonych cieczy byłam w stanie przeboleć ale obecna ekspansja 'zbożowych’, 'maślanych’ i 'mlecznych’ cudów zaczyna mnie irytować. Prawie każdy twój produkt trafia na mój instagram, a uwierz – nie jest to dobry znak.

Umówmy się – słodycze to słodycze. Kupujemy je w konkretnym celu. Nie kupujemy ich aby uzupełnić niedobory witamin lub składników odżywczych i niech tak zostanie. Nie uczmy naszych dzieci, że słodycze mogą mieć jakiekolwiek nawet śladowe wartości prozdrowotne. Jeśli mają to super, ale założenie odpuśćmy.

Nie pisz na opakowaniu '8 zbóż i mleko’ jeśli dodajesz jakieś śmieszne cyferki typu 2.4% mleka w proszku albo 'ciasteczka maślane’ i bęc! 1.9% masła. Nie uczmy dzieci, że ’water’ (napisałeś sprytnie 'waterrr’ – wow! Niebywały sukces marketingowy!) znaczy woda z cukrem (tak, wiem, że masz też zwykłą wodę). Nie wspominając o tym, że butla Play ma prawie 8 łyżeczek cukru, a mała buteleczka GO ponad 6.

Polska już w tej chwili zaczyna przodować w wybranych rankingach otyłości wśród dzieci, nie wiesz przypadkiem dlaczego?

Cukier jest potrzebny – zaraz rykniesz. Tak, oczywiście, że jest! Zwłaszcza szalejącym na powietrzu dzieciakom!

A teraz pokaż mi ile spośród kupujących taką butlę z 8 łyżeczkami cukru idzie grać na boisku, a ile na telefonie/ tablecie/ PS/ kompie.

Jak Ci się nie podoba to nie kupuj – powiesz obrażony. Owszem, ja nie kupuję ale leżysz zwykle na dolnych półkach tak, aby dzieci mogły same po ciebie siegnąć, a nie wszystkie maluchy dadzą sobie wytłumaczyć, że mleko, masło i różnorodność zbóż mogą być głównie na opakowaniu.

Są też piękne frazesy, na które nabierają się zabiegani rodzice. Czytajcie składy – powiesz. Ale jak tu czytać malutkie literki po 8h przy kompie, mając ciężką torbę z jednej strony oraz wyjącego przedszkolaka z drugiej? Trzeciej ręki brak.

Z resztą każda osoba kupująca produkt przeznaczony dla dzieci wychodzi z założenia, że powinien być on najlepszej jakości. Czy nadmiar cukru, oleje utwardzane i różne ulepszające bajery to serio takie rarytasy? Nawet do durnego musu owocowego dodajesz aromaty.  Po co?

Tak btw., ciekawe jaki jest procentowy udział mąk w zbożowych tabliczkach. Chyba mam złe przeczucia widząc w składzie kolejne niepotrzebne dzieciom dodatki, np. difosforany.

Nie da się inaczej – krzykniesz. Da się, ale trzeba chcieć. Dlaczego do jasnej cholery nie wpadniesz na pomysł promowania warzyw pięknymi opakowaniami i zgodnymi z prawdą hasłami o zdrowiu?

Demonizuję i przesadzam? Pojedź do dowolnego gimnazjum w Polsce. Zobacz ile dzieci ma nadwagę.

Dzieci. Mają nadwagę! Programowanie chorób od małego. Dlaczego? To się nie mieści w głowie!

Pamiętasz ile dzieci z podstawówki miało nadwagę 20-30 lat temu? Pewnie – rozwój technologii, telefony, tablety. Ale gdyby grał żrąc brokuły toby nie przytył – gwarantuję.

Ale, że co – nie można promować warzyw pięknymi opakowaniami i zgodnymi z prawdą hasłami o zdrowiu?

Powiem ci w sekrecie, że obserwuję polski rynek spożywczy bardzo uważnie i wiem, że producenci wprowadzają produkty z warzywami. Są już chrupki kukurydziane z marchewką, chrupki zbożowe z marchewką i pomidorem – będzie tego coraz więcej.

Ludzie dorośli nie są aż tak głupi, prędzej czy później skapną się co jest dobre, a co nie. Ale szkoda małych dzieci. One nie potrafią czytać, a budowanie złych nawyków od pierwszych lat życia przyniesie w przyszłości straszliwe żniwo.

Ale ciebie to nie dotyczy. Twoje dzieci nie żrą utwardzanych olejów roślinnych tylko pyszny zdrowy miodek naturalny więc możesz mieć resztę w dupie.

Nie masz w dupie? A chcesz wzorować się na zagranicznych potentatach mających dobro dzieci wyłącznie na plakatach i opakowaniach? Czemu nie zatrudnisz speca od zdrowego żywienia i nie zmienicie składów na jeszcze bardziej przyjazne dzieciom? To ogromna szansa dla Ciebie.

Wiedz, że idzie nowe, lepsze. Sądząc po moich profilach w mediach społecznościowych, komentarzach oraz prywatnych wiadomościach – powiększa się armia ludzi, którzy nie wyrażają zgody na robienie z siebie idiotów. Którzy żyją świadomie i tę świadomość przekazują następnemu pokoleniu. Którzy nie mają ochoty na 'bylejakość’. 

Bo dobra jakość nie zawsze jest kwestią ceny ale zawsze jest kwestią mózgu, czego i tobie życzę.

Bez poważania jak na razie ale wszystko w twoich rękach. A właściwie łapach.
Doktor Ania