vegan

VEGAN czyli zdrowe

Z bliżej nieokreślonych przyczyn, utarło się fałszywe przekonanie dotyczące produktów VEGAN (czyli roślinnych) o tym, że skoro jest roślinny to MUSI być zdrowy. I wcale nie jestem przedstawicielem produktów odzwierzęcych szukającym dziury w całym. Wręcz przeciwnie. Uważam, że jemy zbyt dużo mięsa i zdaję sobie sprawę, że podłoże tej sytuacji jest zróżnicowane i wielopłaszczyznowe.

Więc o co z tym vegan chodzi?

Oczywiście o pieniądze. Bo skoro część osób chętniej sięga po produkt z napisem VEGAN to czemu tego nie wykorzystać?

Przeprowadzając proste ankiety typu „tak” lub „nie” wśród kilku-kilkunastu tysięcy dość świadomych konsumentów okazało się, że większość osób nie nabiera się już na pytania typu „czy VEGAN = ZDROWY?” Niemniej jednak nadal 21% osób uważa, że wegańskie słodycze mają raczej lepszy skład niż niewegańskie, a 20% osób zaznaczyło, że wegańskie ciasto jest raczej zdrowsze niż niewegańskie.

ALE… Już przy bardziej podchwytliwie skonstruowanych pytaniach mniej więcej ta sama grupa badawcza uważa, że:

  • wegańskie posiłki w knajpie będą raczej zdrowsze niż te niewegańskie (47%)
  • jeśli coś ma napis VEGAN, chętniej sięgamy po to w sklepie (26%)
  • w wegańskiej kawiarni są raczej lepsze produkty niż w zwykłej (35%).

Dość skwapliwie wykorzystują to niektórzy producenci. Zatem warto zwracać na to uwagę. Produkty oklejone napisami VEGAN z motywem roślinnym nie powinny nikomu sugerować, że „roślinny” automatycznie zawsze znaczy „lepszy”, a już na pewno nie powinno się to kojarzyć z „zawsze zdrowszy”.

Podobnie producenci słodzonego nabiału. Chętnie dodają informacje dotyczące witamin, składników mineralnych oraz korzyści, jakie płyną z suplementowania tych substancji. Oczywiście z ich produktów. Cały problem niestety w tym, że owszem – korzyści są i to niepodważalne. Organizm ludzki potrzebuje przykładowo zarówno witaminy D jak i wapnia oraz innych substancji. Tyle, że nie ma potrzeby aby wraz z witaminami i innymi niezbędnymi składnikami pochłaniać tony cukru. Ale o tym na opakowaniach produktów pseudoprozdrowotnych już nie przeczytamy.

Czy niektórzy producenci robią z ciebie idiotę?

Tak.

Nie przeczytamy bowiem o skutkach CODZIENNEGO nadmiaru cukru dodanego w diecie, o tragicznych skutkach CODZIENNEGO nadmiaru kalorii w codziennym jadłospisie. Nie przeczytamy o przecukrzeniu dzieci, o tym, że statystyki są coraz bardziej tragiczne, że wiele chorób zaczyna się bardzo niewinnie a kończy przedwczesną śmiercią, np. tuż po 40-tce. Nie przeczytamy też najczęściej o tym, że miejsce deserów jest (jeśli już muszą być) NIE w pozycji śniadania + kolacji. Bo budowanie nawyku jedzenia słodkich posiłków niemal przez cały dzień jest niebezpieczne zwłaszcza u dzieci. Miejsce deseru jest na deser. PO zjedzeniu pełnowartościowego posiłku.

Tymczasem słodzone deserki proponowane są dzieciom i dorosłym jako świetna wersja śniadania, drugiego śniadania, kolacji lub jako fajna przekąska. Jako propozycja na jakiś tam głód czy apetyt. Na wycieczkę, na chwilę zapomnienia, na luźny wieczór po ciężkim dniu.

Czy dla organizmu ma znaczenie z jakiej marki napoju czerpie nadmiar cukru? Nie.

Czy dla organizmu ma znaczenie z jakiej marki jogurtu owocowego czerpie nadmiar cukru? Nie.

Czy dla organizmu ma znaczenie z jakiej marki wegańskiego odpowiednika jogurtu czy deseru czerpie nadmiar cukru? Nie.

Nadmiar cukru z produktu typu VEGAN jest tak samo niebezpieczny jak z produktu nieweganskiego.

Kultura przecukrzania, czipsyzacji i alkoholizacji ma się świetnie.

Ciasta czy ciastka wegańskie oparte o ogromną ilość cukru i słaby tłuszcz utwardzony są tak samo niezdrowe jak niewegańskie. Czipsy z ogromna ilością tłuszczu – nawet jeśli są z różnych warzyw i są BIO – nadal zawierają ogromną ilość najczęściej słabego tłuszczu.

Wiele ciast i ciastek typu cukier z mąką + margaryna zawierająca tłuszcze częściowo utwardzone NIGDY nie zawierało składników pochodzenia zwierzęcego. Czipsy typu ziemniaki, olej słonecznikowy, sól NIGDY nie zawierały składników pochodzenia zwierzęcego. Zarówno ciasta, ciastka jak i czipsy zawsze były wegańskie i zawsze były niezdrowe.

Dzięki reklamom w TV i mediach społecznościowych dobrze wiemy, że jak impreza to ziemniory z tłuszczem. Jak rodzinny obiad to oczywiście zbliży nas do siebie butla gazowanej wody z cukrem. A gdy wracamy styrani z roboty – warto sięgnąć po słodzony nabiał, batonik lub po prostu flaszkę. Bo co się będziemy rozdrabniać skoro można raz a dobrze. Oczywiście najlepiej drogą flaszkę, bo jak już pić, to na bogato: na drogim blacie, w drogim kieliszku, kulturalnie i z klasą. A nie jak menele – najtańszy syf na ławce w parku. Bo przecież to nie my jesteśmy uzależnionymi od cukru alkoholikami. My jemy wyłącznie zdrowsze wersje słodyczy, a łychę pijemy wyłącznie drogą, prawda?

I teraz wkracza VEGAN, cały na zielono.

A skoro było już o nabiale, pseudozdrowych batonikach z czymś tam na coś tam oraz o alkoholu, to pora na nowy sektor, który ma dać nam ukojenie i chwilę zapomnienia. Albo chociaż nasycić głód oraz uspokoić głowę, bo przecież jest VEGAN.

Czyli zdrowo.

Czyli można.

Bez wyrzutów sumienia.

Gdy przeczytamy etykiety pierwszych z brzegu deserów, okazuje się, że skład opiera się o wodę z cukrem i dodatkami. A dla organizmu naprawdę nie ma większego znaczenia czy te 2-3 łyżeczki cukru dostanie z wody z tej czy innej firmy. 2-3 łyżeczki cukru w porcji to może być spora ilość na raz dla małego dziecka ale też dla osoby dorosłej, która ma nieprawidłowo zbilansowaną dietę opartą o same słodzone posiłki.

Jak żyć?

O wyrzutach sumienia, a właściwie o kompletnym bezsensie posiadania wyrzutów sumienia związanych z jedzeniem pisałam chyba w każdej mojej książce, a najszerzej w NIE ŻRYJ GÓWIEN” (klik), czy bliźniaczej „Na coś trzeba umrzeć (klik)„. Bo jedzenie nie ma psychicznie niszczyć. Ma odżywiać, dostarczać wszystkich niezbędnych składników odżywczych. Jedzenie nie ma rozgrzeszać, nie ma wypełniać luki po czymś tam, słodycze nie mają być codziennym lekiem na chroniczne psychiczne zmęczenie, samotność i stres. Na zmęczenie psychiczne, samotność i stres są zupełnie inne rozwiązania, nie mające z pseudozdrowymi słodyczami nic wspólnego.

Niestety wiele osób nadal utożsamia VEGAN z „czyli mogę zjeść więcej bo zdrowe„. Dlatego w bezmyślnej konsumpcji produktów BIO czy VEGAN upatruję większe zagrożenie niż kiedyś w sektorze LIGHT. Zwłaszcza u osób, które nie zwracają uwagi na skład, mają średnio zbilansowaną dietę z nadmiarem cukrów prostych dodanych oraz szukają rozgrzeszenia dotyczącego jedzenia słodyczy.

Słodycze to słodycze, słodzone produkty to element menu, słodzony deser to też słodycze. To coś, co jedni mogą jeść w większych a inni w mniejszych ilościach i tyle.

Same słodzone produkty nie zastąpią całodziennego jadłospisu w dobrze zbilansowanej diecie. Objadanie się „zdrowszymi” słodyczami „bo skoro są zdrowsze to mogę zjeść więcej” to słaby pomysł. To również słaby przekaz w stronę nieświadomych wszystkich konsekwencji nadmiaru cukru i kalorii w menu dzieci.

Wegańskie desery to również element menu, zwłaszcza dla osób, które z różnych przyczyn unikają nabiału, mleka krowiego czy produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie ma sensu dorabiać prozdrowotnych ideologii bo zarówno słodzony deserek oparty na mleku krowim jak i na wegańskich odpowiednikach to najczęściej 2-3 łyżeczki cukru dodanego w małym kubeczku.

Wegańskie wersje produktów powstały dla osób unikających z różnych przyczyn surowców pochodzenia zwierzęcego. I bardzo dobrze, rozrastający się rynek produktów roślinnych cieszy mnie podobnie jak rosnąca świadomość konsumentów. Bo właśnie o tę świadomość tu chodzi. O to, aby nie sięgać bezmyślnie po produkty z napisem VEGAN. O to, aby pamiętać, że deser to DESER. A jeśli ktoś ma ochotę na roślinną wersję – bardzo dobrze, że asortyment jest coraz bardziej zróżnicowany i dostępny.

______________

PS Jeśli nie chce Ci się na razie czytać książek, a chcesz na szybko wiedzieć które produkty mają sprawdzony przeze mnie skład, oraz jak ograniczyć cukry proste i cukier dodany zajrzyj na moją platformę edukacyjną (klik). Jeśli chcesz w 2 tygodnie zacząć kontrolować to co kupujesz oraz ilość cukru, którą spożywasz w tym prostym szkoleniu (klik) nauczę Cię kilku prostych trików – wystarczy 10 minut dziennie (to szkolenie jest też na mojej platformie w pakiecie premium).

dziecku

Nie kupuj dziecku gówien w nagrodę.

Kiedy mogę dać dziecku kolorowy jogurcik? A paróweczkę?

Takie pytania dostaję codziennie. Odpowiadam zwykle zgodnie z prawdą „nigdy” albo „to zależy”. Ponieważ rynek produktów dla dzieci działa na mnie jak płachta na byka – rzuć okiem na kilka uwag ogólnych. O parówkach było już kiedyś (kliknij jak chcesz przeczytać), dziś o innych fast-foodach.

Zastanów się co kupujesz.

Dajesz dziecku żelki z witaminami? Ciastka z tłuszczem utwardzonym? Słabo, a raczej dramat. A może popularne jogurciki smakowe w kolorowych kubeczkach? A może wszechobecne musy owocowe? Może słodkie serki homogenizowane? Też nie najlepiej.

Jeśli totalnie nie patrzysz na skład, tylko jak leci – bierzesz z półki wszystko co z napisem „dla dzieci” – dobrze się zastanów, bo za kilka – kilkanaście lat, Twoje dziecko może przyjść do Ciebie z pytaniem 'dlaczego?’. Co mu wtedy odpowiesz?

Kiedy zaczyna się edukacja żywieniowa?

Jeśli myślisz, że w szkole czy w przedszkolu – grubo się mylisz. Edukacja zaczyna się w łonie matki. Jeśli jesteś w ciąży ale odżywiasz się raczej słabo – najwyższa pora aby coś zmienić. Dziecko zaczyna przyzwyczajać się do pewnych smaków już na etapie bezpiecznego oczekiwania w brzuchu Mamy. Wiesz co to jest programowanie żywieniowe? Pierwsze trzy lata w życiu dziecka to czas na przygotowanie organizmu i zbudowanie właściwych nawyków żywieniowych. W przedszkolu jest już za późno, a w szkole dochodzi presja grupy, z której ciężko wyjść nie mając racjonalnych argumentów w zanadrzu podczas przeciętnej pyskówki.

Ojej, ale dlaczego nie dawać żelków, kolorowych serków i jogurcików?

Przecież nabiał jest zdrowy! Nabiał być może tak, nabiał z rafinowanych cukrem lub syropem glukozowo-fruktozowym już niekoniecznie. Żelki to słodycze, a nie źródło witamin. Witaminy są np. w warzywach.

Ale przecież dziecko POTRZEBUJE cukru!

Serio? Ale ile dokładnie? Cukrów prostych czy złożonych? A ile dodanych? A ile czasu dziennie Twoje dziecko spędza na świeżym powietrzu? No właśnie. Cukrów dodanych może śmiało być ZERO. Tak. Cukrów prostych naturalnego pochodzenia – ułamek całości, bo stawiamy na węglowodany złożone. Dziecko potrzebuje węglowodanów złożonych, może spokojnie spożywać trochę cukrów prostych naturalnego pochodzenia, może spokojnie jeść naturalny cukier obecny w jogurcie czy świeżych owocach – byle z umiarem. Cukrów dodanych NIE potrzebuje.

No to ile mogę maksymalnie podać?

Przyjmij sobie, że w przeciętnym przypadku cukry dodane przewidziane są dla dzieci w maksymalnej ilości (to wartość baaardzo ogólna i uśredniona) około 3 łyżeczek dziennie (15 g). TRZECH. Paczka żelków to około 10 łyżeczek (50 gramów). Cukrów prostych naturalnych można zjeść trochę więcej – najlepiej w postaci świeżych owoców i warzyw, a nie soków czy musów.

Przecież musy to same owoce!

Zgoda. Ale musy to przetworzone owoce. Mus NIGDY nie zastąpi owocu. Nawet jeśli mają podobną zawartość cukru w porcji – owoc bogaty jest witaminy i składniki mineralne nie poddane obróbce. 

No to już najlepiej nic nie jeść!

Jeść ale z umiarem. Jeść ale nie budować idiotycznych nawyków. Kolorowy kubeczek słodkiej brei nie dostarczy wyłącznie cennych składników – dostarczy również cukru. Niepotrzebnie. Kolorowy mus pokazuje, że owoce czy warzywa nie są niezbędne – wystarczy słodka papka. A to nie jest prawdą.

Coś jeszcze?

Urozmaicenie jest dobre. Czasami wychodzenie poza schemat jest dobre. Sporadyczne ekscesy są dobre. Uśmiech i radość z jedzenia są dobre.

Codzienny nadmiar cukru i tłuszczów utwardzonych jest zły. Brak lub niewielka ilość warzyw – są złe. Słodkie papki zamiast naturalnych nieprzetworzonych produktów są złe. Żywność przetworzona jako codzienny standard jest zła. Nagradzanie i karanie jedzeniem JEST FATALNE. Nie wgrywaj fatalnego oprogramowania w głowę swojego dziecka – słono za to kiedyś zapłaci.

Jak żyć?

Raz na jakiś czas – ok. Czemu nie? Codziennie jako standard, nawyk, przyzwyczajenie, rytuał – NIE! Pokaż dziecku, że jogurt lub serek naturalny (!) można wzbogacić owocami ŚWIEŻYMI, orzechami, może łyżeczką miodu, sezamem, siemieniem lnianym itp. – w zależności od wieku.

I na litość boską NIE KUPUJ DZIECKU GÓWIEN W NAGRODĘ! Żelki w nagrodę? Ciastka z utwardzonym tłuszczem w nagrodę? Hamburger w nagrodę? Badziew wyglądający jak jogurt w nagrodę? W nagrodę dostaje się NAGRODY, a nie gówna. Jeśli chcesz wprowadzić element zaskoczenia – powiedz, że „dla odmiany”, „na spróbowanie”, „na trasie łatwiej jest zjeść to, ale to wyjątkowa sytuacja” itd.

Tak, zgadzam się, te fast-foody dziecięce czasem bardzo się przydają, ale niech „czasem” pozostanie „czasem”, a nie „codziennie”.

Buduj dobre nawyki od urodzenia.

Jeśli jesteś świadomym Rodzicem – pamiętaj, że edukacja żywieniowa zaczyna się od samego początku. Niemowlak nie potrzebuje docukrzanych herbatek, ciastek, musów i słodkich serków w kolorowych opakowaniach. Niemowlak potrzebuje mleka z piersi, przytulić się i w kimę. A następnie w ramach rozszerzania diety po 6 miesiącu – dobrego, prostego jedzenia bez cukru dodanego. Jeśli nauczysz dziecko jeść jogurt naturalny – będzie jadło jogurt naturalny. Jeśli nauczysz picia wody – będzie piło wodę. Jeśli sama jesz byle co i nauczysz picia i jedzenia gówien w ładnych opakowaniach – będzie piło i jadło gówna – bo tak to działa.

Nie daj robić z siebie idioty.

Nadmiar cukru jest niekorzystny na każdym etapie naszego życia. Zbywamy temat tekstami typu: przecież nic się nie dzieje, przecież jestem szczupła, przecież dziecko normalnie wygląda, nie można sobie wszystkiego odmawiać, przecież tak ładnie prosi. Nie nabieraj się na to, że reklamowali coś w telewizji, że przecież napisane 'dla dzieci’, że kolorowe opakowanie, że stoi na półce w aptece. To często jedynie MARKETING, bo musi nastąpić SPRZEDAŻ, nic więcej.

Buduj w dziecku siłę.

Jeśli robisz w mózgu dziecka bazę wiedzy na temat zdrowego odżywiania – będzie mu łatwiej oprzeć się presji grupy podczas urodzinek lub przerwy w szkole. Dajesz mu oręże do głupkowatych dyskusji, których wszędzie pełno.

Ale wiesz co? Nie martw się tym, że dookoła banda ignorantów, Twoje dziecko doskonale sobie poradzi. To Ty masz rację ładując spory wysiłek w wychowanie i kształtowanie prawidłowych wzorców dotyczących jedzenia. Czasem jest ciężko, wiem. Ale to Ty będziesz czuła radość i odetchniesz z ulgą za parę lat, gdy wiele Twoich koleżanek będzie załamywało ręce. I to właśnie Ty usłyszysz „dziękuję” zamiast „dlaczego”.

 

 

 

_________________________

Ps. Jeśli uwagi ogólne to dla Ciebie za mało – rzuć okiem na profil @doktorania na Facebooku i Instagramie – tam sporo szczegółowych informacji oraz zdjęcia produktów.

Kategorie: Dzieci, Wyróżnione
czekolada

Czekolada – 10 prawd i mitów.

Czekolada. Wszyscy ją kochamy (ja nawet za bardzo, niestety). Jak zatem wybrać najlepszą? Czy droższa zawsze jest lepsza? Czy te ze sklepu czymś w ogóle się różnią?

1. Czekolada to czekolada. Obojętnie jaką jem, wszystkie są podobne.

Mit. Czekolady różnią się od siebie składem, chociaż często nie widać tego na pierwszy rzut oka. Zwykle jest to mniej lub bardziej wyraźna różnica w proporcji składników, inny emulgator, aromat. Ponadto czekolada może zawierać sporo syfu (np. tłuszcze utwardzone, konserwanty) lub przewagę cennych składników (orzechy, migdały). Na koniec najważniejsza różnica – zawartość cukru. Bywa, że dwie podobne czekolady różnią się o 30-50% w tym temacie. Jeśli jesz 1 kawałek w tygodniu, to faktycznie może mieć mniejsze znaczenie. Jeśli tabliczkę na raz, już gorzej. Wtedy warto wybrać taką, która ma najwięcej cennych wartości, ale smak jeszcze na tyle akceptowalny, że czerpiemy przyjemność z jedzenia – to mój przepis na sukces.

2. Czekolada gorzka podobna jest do mlecznej, tylko mniej słodka – bez sensu jest się katować.

Mit. Gorzka zawiera więcej składników 'kakaowych’, a przecież o to nam również chodzi, rozważając jej zalety. Zawartość kakao określa procentowość czekolady. Np. gorzka 70% zawiera 70% kakao. W mlecznych producenci nie chwalą się procentami, bo nie ma czym. 25%? 30%? Trochę słabo. A reszta…? Mleczna to przede wszystkim CUKIER (średnio 50-55%), tłuszcz plus składniki mleka.

3. Gorzka czekolada jest zdrowa, więc mogę zjeść więcej.

Mit. Zdrowe są ekologiczne warzywa i czysta woda. KAŻDA czekolada zawiera cukier i tłuszcz, jeśli jesz jej za dużo, sprzyja to występowaniu otyłości i cukrzycy. Zwłaszcza namierne spozycie mlecznej, z uwagi na zawartość cukru (tak, tak – często PONAD POŁOWA TABLICZKI TO CUKIER).

4. Gorzka ma o połowę mniej cukru niż mleczna.

Prawda. Przykładowo mleczna ma 48-55 g w tabliczce, gorzka 20-30 g. Można sprawdzić i wybrać taką, która ma najmniej. Organizmowi, a zwłaszcza trzustce, NIE jest wszystko jedno, nawet jeśli Tobie tak.

5. Czekolada nadziewana jest najbardziej niezdrowa.

Prawda. Czekolada nadziewana wypełniona jest zwykle czymś dziwnym w stylu tłuszcz utwardzony plus cukier o smaku (czyli plus) czegoś tam. Czyli źle plus źle o smaku źle.

6. Ta z orzechami jest zdrowsza.

Prawda. Orzechy, migdały – fajnie. Jestem za, zwłaszcza, że połączenie to działa synergistycznie (czyli lepiej razem, niż osobno).

7. Prawdziwa, dobra czekolada to wyłącznie ta ręcznie robiona. Ewentualnie najdroższa jaką znajdę w sklepie.

Mit. Niestety nie ma tak. Kupując w sklepie czekoladę w cenie 12 pln za 80 g nie dostaniemy lepszego cukru. Cukier to cukier. Połowa tabliczki, będąca cukrem jest zawsze tak samo niezdrowa dla Twojego organizmu, a trzustce wszystko jedno czy te 10 łyżeczek cukru kosztowało 3 plny czy 30. Chociaż faktem jest, że im droższa czekolada, tym większe prawdopodobieństwo lepszego składu. Np. zwykła gorzka wedla za 3pln zawiera poprawiacz E476, natomiast Maestria tej samej firmy (2 x droższa) już nie…

8. Biała jest taka sama jak ciemna, tylko nie zawiera barwnika.

Mit. Czekolada nie zawiera barwnika, ciemny kolor to obecność miazgi kakaowej. Szczerze? Dla mnie biała czekolada nie ma kompletnie sensu. Jeśli decyduję się na zjedzenie czegoś tak kalorycznego jak czekolada, chciałabym aby coś minimalnie sensownego za tym szło, np. chcę czerpać z zalet obecności kakao w produkcie. Jeśli nie ma miazgi kakaowej, to zostaje nam po prostu zwykły cukier z tłuszczem. Sorry, ale dla mnie to nie jest czekolada. To cukier z tłuszczem.

9. Czekolada uzależnia.

Prawda. Cukier uzależnia, kakao jest uznane za używkę. Mówiąc krótko – jest spore prawdopodobieństwo, że im więcej jesz słodyczy (cukru ogólnie) czyli np. czekolady, tym z czasem potrzebujesz więcej (potwierdzam na własnym przykładzie).

10. Czekolada mleczna jest zdrowa bo jest pełna mleka. Dlatego jem sama i daję ją dziecku.

Mit. Jasne, najlepiej alpejskiego. Alpejskie mleko, najczystsze norweskie łososie, zdrowe danonki, aktimele i suplementy na powiększenie penisa lub biustu. Coś pominęłam…?

Dziecko nie rozumie, że cukier uzależnia, że nadmiar cukru w diecie jest szkodliwy. Dziecko lubi słodki smak i szybko się do niego przywiązuje. Raz dasz jogurcik owocowy i nie ma zmiłuj – naturalnego nie tknie. Raz dasz czekoladę i koniec – roczniak nauczy się mówić 'cekolada’ tylko po to, abyś zrozumiała, jak bardzo jej potrzebuje. Dokładnie tak jak Ty i ja. Ale my znamy skalę zagrożenia. Do trzeciego roku życia dziecka nie dawałabym czekolady w standardzie, a jeśli już to symbolicznie i od dzwonu. Później wyłącznie zwykłą, prostą czekoladę –  zdecydowanie bez nadzienia! Może być z orzechami, a może deserową lub odrobinę gorzkiej? Byle bez przesady. I najważniejsze: CIEMNĄ, a nie białą. Lepiej jeden mały kawałek czekolady, niż syfiaste ciastka, czekoladki, idiotyczne kindery itp. Nie łudź się, że czekoladowymi przysmakami typu 'kinderek pełen mleka’ uzupełnisz jakiekolwiek cenne składniki bez konsekwencji – no błagam. To jak podawanie dziecku syropu glukozowo-fruktozowego, w celu dostarczenia śladowej ilości (bo rozłożonej już dawno) witaminy C z czymś (również w śladowych, totalnie pomijalnych jeśli chodzi o działanie ale fajnie wyglądających w reklamie ilościach). No nie mów, że tak robisz…? Maślanka, kefir, jogurt, kapusta kiszona, a nawet odrobinę czosnku – takie rzeczy dawaj dziecku, budując zdrowy nawyk, zamiast udawać, że słodycze i syropki tego typu mają jakąkolwiek wartość dodaną. NIE MAJĄ.

Kategorie: Porównanie
Okres

Ten okres, gdy „bez kija (lub czekolady) nie podchodź”.

Wiecie jak to w życiu bywa – różnie. Jedna leży, inna siedzi, a jeszcze inna biega mając okres. Niektóre nawet nie zauważą tych kilku dni, reszta zwija się z bólu przez tydzień. Wspólny mianownik? Troszkę ucieka żelazo.

Niektóre Dziewczyny miewają drobne zachcianki (może komuś czekoladki…?), inne pożerają wszystko co się rusza, jeszcze inne nie jedzą nic. Co więc zrobić żeby:
a) przeżyć
b) było miło
c) nie spaść się jak świnia / nie schudnąć 5kg przez te kilka dni? W końcu jak leżysz to organizm potrzebuje jednak mniej kalorii niż podczas maratonu, prawda?

Prosta zasada.

Przydatna wszędzie i zawsze – przygotuj się wcześniej!
Organizm najprawdopodobniej będzie bardzo potrzebował żelaza (zaopatrz się w ulubione źródła czyli mięso lub warzywka, np. banalna natka i owoce np. morele suszone itp.) i magnezu, zapewne odruchowo sięgniesz po czekoladę (przypadkowo po 23:00). W przypływie dyktowanego hormonami (okres) nastroju pojawią się ulubione hasełka tkanki tłuszczowej czyli: 'pierdolę’, 'chrzanić dietę dziś’, 'od jutra dieta’, 'tylko jeden kawałek / trzy sztuki / pół paczusi’. O tak, adipocyty tylko na to czekają. Bezmyślne obżeranie się na poprawę nastroju: 60 sekund przyjemności, dwie doby moralniaka, że może wiadro lodów i/lub 300g milka to jednak do dupy pomysł był.

Nie da się inaczej!

Eee tam. Da. Przygotuj wcześniej (pare dni przed lub rano, zanim będziesz jeszcze bardziej padnięta) lekkie posiłki i przekąski. Coś co lubisz ale co jednocześnie nie będzie powodowało problemów trawiennych (np. wzdęć), nie będzie toną cukru z utwardzonym tłuszczem palmowym. Lekkostrawne i sycące dania to dobry pomysł. Małe porcje też. Stawiaj na witaminy i składniki odżywcze. Jeśli źle czujesz się po nabiale lub dużych ilościach błonnika – odstaw mleko, otręby, skórki owoców i warzyw (itd.) na kilka dni. Zainwestuj w zamienniki ulubionych przekąsek. Kakao jak najbardziej na TAK! Wiele cennych substancji + poprawiacz nastroju. Ale mówię o KAKAO, a nie o produkcie kakao-podobnym typu cukier ze szczyptą kakao. Ciastka z płatków owsianych i kakao? Dodaj do nich suszone morele bez siarki! Rewelacja! Banalne, szybkie i tanie rzepisy krążą gdzieś na blogach (ja nie jestem specem w gotowaniu). Zamiast tony cukru – rodzynki, morele, daktyle, ksylitol, miód whatever. Może być nawet zwykły cukier – gwarantuję, że użyjesz go mniej niż producenci ciastek ze sklepu. A może trufle czekoladowe? Nutella? Przepisy na zdrowe (nawet wegańskie) zamienniki krążą w sieci.

Nie masz czasu gotować?

Nie kupuj byle czego. Niepotrzebne Ci produkty obciążające organizm, zwłaszcza teraz. Postaw na coś lekkostrawnego, zdrowe przekąski. Kup zwykłe pestki dyni, suszone morele, gorzką czekoladę, orzechy, widziałam też fajne batony owocowo-orzechowe z kakao, idealne do pracy zamiast marsa. Miej gdzieś blisko koło siebie, pod ręką – mogą się przydać. Nie zachęcam jednak do jedzenia owoców (zwłaszcza suszonych) na noc.

Pamiętaj o napojach.

Okres nie okres, pić coś trzeba ale po co Ci teraz puste, gazowane, kolorowe kalorie, zwłaszcza, gdy leżysz lub siedzisz? Woda z cytryną, miodem i imbirem? Na ciepło (na zimę!) lub na zimno, herbata zwykła lub mrożona, domowa lemoniada – przygotuj sobie dzbanek lub w butlę do roboty i temat z głowy! Lubisz słodzoną? Śmiało, łycha miodu lub ulubionego słodzidła to i tak zdecydowanie mniej niż w butli przeciętnego napoju.

A co na noc?

Ulubione książki, film, tabletki rozkurczowe i…coś do chrupania? Byle nie chipsy i żelki. Co powiesz na pieczone / grillowane warzywa skropione oliwą? Surowe warzywa z dipem na chudym jogurcie (natka!!!)? Lekka zupa lub duszone warzywa na ciepło (zima)? Może coś w stylu gazpacho (na lato)? Duże ilości cukru (w każdej postaci, owocowy też) stanowczo odradzam (zwłaszcza na noc). Jeśli bezwzględnie musi być czekolada, a masz problemy z cukrem lub nadwagą, może poszukaj takiej słodzonej stewią (lub czymś w ten deseń)? Jeśli masz wylane i pożerasz 3/4 tabliczki tuż przed snem, nie dziw się później skąd dodatkowe kg, jeśli kilka dni w miesiącu przyjmujesz milion kcal na leżąco (winien jest cukier!).

Pamiętaj.

Tu nie chodzi tylko o wygląd. A właściwie wygląd jest gdzieś na końcu listy, to efekt uboczny prawidłowo zbilansowanej diety i odpowiednio dobranej aktywności fizycznej. Tkanka tłuszczowa w nadmiarze i częste skoki (wysoki poziom) cukru przyczyniają się do wielu chorób, a jedzenie byle czego pogarsza samopoczucie: bywa przyczyną dolegliwości żołądkowych (po co Ci to teraz, mało masz problemów z brzuchem?) i nie dostarcza niezbędnych składników (mało tego, często zaburza wchłanianie!).

Jeśli nic nie możesz przełknąć…

Spróbuj czegoś na maxa napakowanego wartościami (pisałam o tym tu). Musisz coś zjeść (żelazo!) i koniecznie wypić, ustaw przypomnienie – niech dzwoni co 2-3h.

Ps. Warto dostarczać też pokarmy bogate w tryptofan (pisałam o tym tu) – organizm sobie poprzerabia na serotoninę i wszyscy będą zadowoleni.

Dziewczyny, trzeba sobie jakoś radzić, poprawiamy koronę i zapieprzamy dalej! Na leżąco też się da!

Kategorie: Moja opinia
mleko

Mleko roślinne – dlaczego go nie lubię?

Wiele osób pyta mnie dlaczego nie lubię alpro. Spieszę zatem uprzejmie z odpowiedzią: nie chodzi o alpro. Chodzi o napoje typu 'mleko roślinne’ (nazwa potoczna) NA BOGATO. (Czyli większość.)

Ale niech będzie przykładowo 'mleko roślinne’ alpro.

'Każdy napój wyprodukowany jest z wyselekcjonowanych ziaren soi…’ bla bla bla. Siedzi kurde selekcjoner i selekcjonuje te ziarna. A później nagle, nie wiadomo czemu, napój light zawiera fruktozę, a 'mleko roślinne’ dedykowane dzieciom maltodekstrynę, syrop fruktozowo-glukozowy lub cukier trzcinowy i fruktozę itd. Chyba w każdym alpro są: regulator kwasowości (fosforany potasu), aromaty, stabilizator (guma gellan i inne) + różne przecudne i niezbędne z pewnością substancje wzbogacające.

Przecież to niewielkie ilości niegroźnych substancji – powiecie.

Więc w czym problem?

Absolutnie popieram ideę napojów roślinnych. Ba! Dla mnie takie mleko roślinne to codzienność! Poszłabym nawet na kompromis: jeśli piłabym te alpro czy inne produkty wzbogacone sporadycznie lub na naparstki (np. odrobinę do kawki) – spoko, nie ma sprawy.

ALE spożywając 0.5-1L takiego napoju dziennie (kawa jedna, kawa druga, płatki śniadaniowe, pudding, naleśniki etc.) z niewinnych (średnio) 6g cukru na 100g 'mleka’, robi się nagle 6-12 ŁYŻECZEK cukru dziennie – Z SAMEGO TYLKO napoju.

PLUS reszta cudnych wzbogacaczy, czyniących z produktu aksamitny w odbiorze dar od bogów (podobno nr 1 w Polsce).

Ale wiecie co?

W dupie mam ten odbiór, te witaminy i poprawiacze. Mnie nie przeszkadza, że proste 'mleko roślinne’ nie smakuje jak woda z cukrem (bo nie przywalili syropu) i że przed użyciem muszę wymieszać czy wstrząsnąć zawartość (bo nie ma stabilizatora).

Jak mam ochotę na słodszą wersję, dodaję np. 2 – 5g (na 250g produktu niesłodzonego) miodu naturalnego z Polski i po sprawie. 2 – 5g! Zamiast 15g cukru z automatu (3 łyżeczki) jak w tym z kartonu.

Poza tym wkurza mnie, że wszędzie walą ten fosforan potasu! No Ludzie, ile można? Mam dookoła naprawdę sporo fosforanów i zapewniam Was, nie potrzebuję wypijać ich dodatkowo z kawą czy jeść z płatkami.

I jeszcze teksty w stylu 'jesteś gotowy na chwilę relaksu?’ Albo: 'porzuć wyrzuty sumienia i delektuj się napojem!’

Kto im to pisał???

(Selekcjoner ziaren soi?)

gluten

Gluten – prawdy i mity.

Gluten to składnik mąki.

Mit. Potocznie mówi się, że gluten jest w mące ale to uproszczenie. Mąka zawiera jedynie białka glutenowe. Gluten jest tworem sztucznym, powstającym w obecności wody dopiero podczas mieszania ciasta.

Gluten

Gluten to toksyna.

Prawda i mit. Gluten to niejednorodne białko występujące w różnych zbożach. W przeliczeniu na suchą masę zawiera 75-86% białka, do 10% polisacharydów, ok. 8% lipidów i ok. 2% składników mineralnych. Wśród białek glutenu pszennego występują przede wszystkim gliadyny (prolaminy pszenicy) – ok. 50%, gluteniny (gluteliny pszenicy) – ok. 35-40% oraz albuminy. Ma swoje wady i zalety natomiast rzeczywiście toksyczny jest dla osób chorych na celiakię (istnieją doniesienia dotyczące toksyczności glutenu dla osób bez celiakii ale wyniki badań są jeszcze niejednoznaczne).

Gluten jest tylko w pszenicy.

Mit. Do glutenu zostały też zaliczone prolaminy innych zbóż.

gluten  gluten

 

Cały wpis jest częścią lekcji o glutenie, którą znajdziesz w kursie Programowanie Żywieniowe Dorosłych oraz Programowanie Żywieniowe Dorosłych. Nabór na szkolenia jest dwa razy w roku, wtedy cena kursu niższa jest nawet o 50% (pierwszy dzień zapisów).

Kategorie: Odżywianie

Mafia Paliwowa.

O haraczach już było – niektórym warto. ALE jest grupa, której haraczy płacić nie warto. To Mafia Paliwowa.

Sytuacja jest złożona.

Kto tak naprawdę znajduje się w strukturach tej grupy? Mówi się o Przydupasach z Systemu Nagrody i Kary (Mózg), o Leptynie, o mitycznym Zdrowym Rozsądku ale to nie takie proste. Wiadomo natomiast, że mamy dzielną Policję Paliwową (Insulina) z najlepszej Szkoły Policyjnej – Trzustki.

Dlaczego nie warto płacić haraczu?

Mafia Paliwowa jak raz, drugi, trzeci, piąty dostanie cukrowy haracz – zawsze później chce więcej. I więcej. I więcej. CORAZ WIĘCEJ. To nie jest pstryk od razu. Ona robi z Ciebie idiotę powolutku, pomalutku, po cichutku…i nagle JEB! Cukrzycaotyłośćdepresja i inna lawina konsekwencji (może być bez otyłości 'jak masz dobre geny’).

Nie wspominając o kupie szmalu wydanych na różne badziewia – ile miesięcznie? Ile rocznie?

Ciebie to nie dotyczy?

Taaaa? To pozwól, że coś Ci pokażę. Taki mały eksperymencik matematyczny.

Wstajesz rano. Kawusia. Z cukrem? A może z syropem i bajerami ze starbunia? 5 – 20g.

Śniadanko. Jogurcik owocowy. 15 – 20g. Płateczki do tego? Proszsz: 10 – 30g.

Drugie śniadanko w pracy. Mafia grzecznie prosi o jakiś zastrzyk – 'na pewno doda energii przed kompem’. Bo przecież siedząc, biegniesz w myślach maraton więc POTRZEBUJESZ cukru. Drożdżówka? Batonik? 10 – 50g. Kanapka z szynką? 2 – 10g.

Coś trzeba pić w ciągu dnia c’nie? Mafia radzi coś 'na wzmocnienie’. Herbatka z granulek? Napój energetyczny? ColaFantaSprite? 30g (puszka) – 100g (litrowa butla).

Pędem do domu bo Mafia grozi palcem, z pewnością za chwilę zemdlejesz albo co najmniej umrzesz z głodu. Coś na szybko czy wykwintny obiad? Łotewer. Wszędzie masz cukier – w gotowcach na tony, w restauracjach też nie żałują. Coś zdrowego w domu – zdecydowanie mniej. Przyjmijmy, że 5g (zdrowo i domowo) – 30g (fastfood, sos ze słoika etc).

Deserek? Mafia będzie bardzo zadowolona jak zjesz deser więc lepiej zjedz deser – należy Ci się. Ciężki dzień był, urodziny, imieniny, dzień lekarza, stolarza, bo brzydka pogoda, bo jakoś tak smutno, bo mnie nie kocha, więc co za różnica, bo ciężki wieczór, bo ZASŁUŻYŁAM/ŁEM. Na co? Na cukrzycę? Eeeetam. 'Nie bądź Oszołomem’ – grzecznie podpowiada Mafia. Muffinka? Ciasto? Nie ma sprawy! 20 – 50g.

Kolacja? 5 – 50g bo nie wiem co tam po cichu podjadasz na noc. A może wieczorkiem paczusia żelków do filmu/prasowania/książki? To tylko kilka kolorowych żelków. Z witaminami! 60g.

Dołożysz coś jeszcze? Podjadanie po dzieciach? Mafia ma podpowiedź: 'bo szkoda wyrzucić’!

Umiesz liczyć?

Średnio 110 – 400g.

22 – 80 łyżeczek cukru.

Niektórzy z Was zżerają dziennie nawet PÓŁ KILOGRAMA CUKRU! 100 łyżeczek.

Wiesz ile to jest? Popatrz na 5 tabliczek czekolady. Mały karton na mleko lub połowa dużego. Dwie pełne szklanki.

Śmiało: wsyp do nich cukier – przyjrzyj się. Wysyp na stół – właśnie tyle haraczu płacisz codziennie jeśli przesadzasz z cukrem. To uśrednione wartości – jedni jedzą mniej inni więcej. Niestety cukier jest wszędzie – nie tylko w słodyczach i napojach.

Pan płaci, Pani płaci.

Płacisz też CODZIENNIE nieświadomie: w pieczywie, mięsie, sosach, fastfoodach, gotowych daniach obiadowych itd. Płacimy wszyscy – więcej niż potrzebujemy. Płacą niemowlęta i dzieci – więcej niż potrzebują. Co dalej…?

Policja nie daje rady.

Trzustka może nie radzić sobie z takim nawałem pracy. Wiesz jak to jest, jak ktoś non stop pieprzy jakieś bzdury? Ciągle to samo. W końcu przestajesz to rejestrować. Insulina ma ten sam problem. Ciągle obczajanie haraczy. W końcu ferajna przestaje reagować na policyjne pieprzenie i organy mają wyrąbane. MAJĄ W DUPIE INSULINĘ.

Wtedy zaczyna się właśnie koniec bajki. Policja Paliwowa ma wpływ na wiele innych rzeczy, powiązana jest z różnymi biznesami po wsiach i miastach. Tam coś, tu coś – ręka rękę myje. ALE żeby wszystko grało i wszyscy byli zadowoleni jak na zdjęciach z  instagrama – musi być RÓWNOWAGA. Gdy Policja średnio ogarnia temat z haraczami, rozjeżdża się wszystko.

Wiesz kto żyje najdłużej?

Długowieczności, dobremu zdrowiu i urodzie sprzyja BRAK TON CUKRU oraz ODPOWIEDNIA wartość energetyczna posiłków – nie za dużo i nie za mało. Banał?

A teraz spójrz na swoje dzisiejsze menu. Ile cukru? Ile kcal? Ile chemicznych dodatków dla wątroby i nerek? Bo było gratis? Taniej? One mają w dupie takie gratisy! Trzustka nie wyrabia z takim obciążeniem.

Pomóż!

Pomóż swojej Policji Paliwowej – ogranicz cukier ale nie odstawiaj z dnia na dzień! Bo się SKAPNĄ, że coś kmbinujesz. Powoli, spokojnie.

Eliminuj kilka procent dziennie, żeby nie było. Spójrz tutaj, pisałam o słodkim smaku. Wiem, jak bardzo jest to trudne. Wymaga silnej woli: NIE, NIE POTRZEBUJE TEGO, baton nie zrobi za mnie roboty. Żelki nie poprawią niedoborów witaminowych.

Sytuacja wymaga przejęcia kontroli nad grupą przestępczą i wiem, że potrafisz to zrobić!

Nie pozwól, aby rządziła Tobą Mafia Paliwowa!

To TY decydujesz co i kiedy będziesz jadł/a a nie jakieś Przydupasy z Systemu Kar i Nagród. Cukier jest potrzebny ale w odpowiednich do Twojego trybu życia ilościach i postaci.

Kostka (gorzkiej?) czekolady do kawy – tak. Baton lub pół tabliczki nadziewanego badziewia – NIE!

Jogurt naturalny z łyżeczką polskiego naturalnego miodu – tak. Pseudo-owocowy szajs – NIE!

Naturalnie suszone morele – tak. Udające niewiadomoco żelki – NIE!

Spróbuj, co Ci szkodzi – nic nie tracisz, a możesz odzyskać swoje życie.

Kategorie: Inne

Kawiarnia Costa – Sernik light i inne bajery.

Lubisz kawiarnie Costa? To lepiej przeczytaj ten tekst. Raczej Ci się nie spodoba kilka newsów, mnie też się nie spodobało bo czasem tam wpadam. Teraz już wyłącznie na kawę, tymczasem coś na temat ciastka o nazwie 'sernik light’.

A było to tak.

Kawusia w jednej z sieciowych kawiarni. Ciasta i ciastka wesoło się uśmiechają – jak zawsze. Tym razem postanowiłam jednak sprawdzić co tak konkretnie się do mnie uśmiecha zza szyby. Słodycze to słodycze, więc 'lekki’ = będzie ciekawie. Zamówiłam ten  'sernik light’. Zjadłam (chociaż nie lubię serników na zimno) – dla niepoznaki. Podczas jedzenia podejrzliwość level ogar na polowaniu – kurka, niby light a słodki jak cholera! Nic to, zapytam o skład.

Huston, mamy problem.

Składniki? Ani widu ani słychu. Barista nie wie ale poszuka. Dostałam jakieś wydruki z których niewiele wynikało. Nie mogę ujawnić całości bo mnie Costa zaraz ścignie za ujawnianie tajemnicy państwowej (i tak pewnie będą mieli pretensje, że ujawniam cokolwiek). Powiem tylko tyle: poza 'mieszanką na biszkopt’ (a co – myśleliście, że z mleka i jaj?) składniki wymienione językiem przedszkolaka (co to do wuja pana jest 'żel’?!), wartości odżywcze niedokładnie podane, niepełne info o produkcie. A na deser ciekawostka – czy ten świeżutki, niemal prosto z krzaczka – słodki, malutki, kolorowy serniunio to…mrożonka?

sernik light

Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej – napisałam więc maila do Costy. Daruję Wam brazylijską telenowelę ciągnącą się chyba ze 3 tygodnie. Stanęło na tym, że składu NIKT NIE ZNA.

Ludzie, czy Wy tak SERIO nie wiecie co sprzedajecie!? Ile czasu Costa jest na rynku polskim? Kilka lat? Niestety jeszcze nie zdążyli ogarnąć się w tym temacie.

sernik light

Po wielokrotnych prośbach, udało mi się jedynie uzyskać info ile to cudo ma kcal i cukru – zawsze coś.

image

378kcal. Wiecie ile to jest? Tyle co 1.5 hamburgera z Maka.

A teraz największa niespodzianka.

sernik light

Czy widzicie zawartość cukru? 48g w porcji to jest…prawie 10 łyżeczek cukru!

Tak, dobrze przeczytaliście. DZIESIĘĆ.

A teraz pytanie za 100 punktów.

Co producent miał na myśli pisząc 'LIGHT’?

Rozumiem. Czy zamysł był taki, że napiszemy 'light’, przylecą baby i będą szarpały jak Reksio szynkę…? A może, że ma mniej kcal niż Brownie? Ale Brownie ma mniej kalorii niż salami z bitą śmietaną, to może Brownie też nazwiemy 'light’?

Brownie ma prawie 700kcal i ponad 9 łyżeczek cukru w porcji – masakra. Tyle, że po brownie można się tego spodziewać, więc nie ma się co oburzać.

Werdykt.

Mimo, że obsługa w kawiarniach jest zwykle miła, a ludzie z teamu odpowiadają na moje maile i wiadomości – jak dla mnie to kompletnie dyskwalifikujące, żeby po kilku latach na rynku nie było możliwości sprawdzenia co dokładnie jem.

NIE POLECAM sernika light osobom dbających o figurę i/lub poziom cukru we krwi.

Z niecierpliwością czekam na grudzień, jak na razie totalna DYSKWALIFIKACJA! No luuudzie.

Dlaczego herbatniki Leibniz zawierają olej palmowy?

Na pewno wiele osób zauważyło 'Nowy lepszy smak’ (a mianowicie 'BARDZIEJ MAŚLANY’) herbatników Leibniz.

Nie do końca rozumiem na czym polega zmiana ale zauważyłam, że polska wersja ma olej palmowy + 5% masła zamiast 12 % masła jak w wersji niemieckiej (skan ze strony http://www.leibniz.de/produkte/butterkeks.html#/slide_1).

Herbatniki

 

Zapytałam producenta o co chodzi.

Herbatniki, doktorania.pl

Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się innej odpowiedzi. To nie pierwszy raz, gdy dostaję ładnie owiniętą w bawełnę, bolesną prawdę.

Dobra jakość kosztuje. Chcesz płacić mniej? Dostaniesz coś w zamian. Jeśli nie czytasz składu – możesz dostać coś, co Ci się nie spodoba i nawet nie zorientujesz się, że to zamiennik.

Kategorie: Raporty

Jak wybrać dobre musli?

Żeby wybrać dobre musli warto odpowiedzieć sobie najpierw na bardzo proste pytanie – ma być zdrowo czy nie? Jeśli masz wylane – sprawa jest prosta bo kupujesz cokolwiek a najczęściej to, co ma dobrą reklamę czyli badziew w ładnym opakowaniu. Jeśli chcesz kupić dobry produkt, rzuć okiem na kilka wskazówek ode mnie.

Jak rozpoznać dobre musli na pierwszy rzut oka.

Spójrz na zawartość cukru w tabeli. O tym jak to zrobić pisałam tu. Jeśli musli zawiera 7-10g cukru na 100g – może być, 15-20g już niekoniecznie, powyżej 20 – wywal.
Dodatkowo: crunchy z definicji jest słabsze.

Jeśli masz więcej czasu.

Zwróć uwagę na skład. Każde słowo 'cukier’, 'syrop’ itp. powinno wzbudzić Twoją niechęć – wywalić. Nie podoba mi się również 'ekstrudat’ (papka zbożowa najczęściej z cukrem) – wywal. Dobrze jest unikać dodatkowych składników typu ’emulgator’, 'aromat’ itp. Ja nie lubię też (niby dobrych) składników typu 'olej’, 'tłuszcz’ bo kupując zdrowy produkt mam je w naturalnej postaci – nie potrzebuję dosypki. Stosując jeszcze bardziej ostre kryteria – nie lubię płatków kukurydzianych (bo zwykle są z cukrem), 'dwutlenku siarki’, 'regulatora kwasowości’ itp. Zdrowe musli to proste musli.

Czego szukać?

Co najchętniej kupuję? Zróżnicowany (zboża) skład, np.: płatki jęczmienne + owsiane + żytnie. Cenię obecność orzechów, migdałów, pestek, nasion, np. siemię lniane, słonecznik, dynia itd. Jeśli nie masz alergii, mogą być też orzechy ziemne.

Przejdźmy do konkretów.

Tym razem wytłumaczę to na przykładzie musli z Lidla. Mam dwa rodzaje bio, dwa rodzaje premium i dwa zwykłe.

Bio.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIVNo fajnie, że bio ale co z tego jak zawartość cukru – masakra. Obecność ekstrudatu – słabo.
Crunchy z definicji jest mniej zdrowe więc nie kopmy leżącego.
Wholegrain byłoby fajne ale nie jest bo zasypali cenne składniki cukrem, słowo 'trzcinowy’ nie rzuca mnie na kolana bo nie jestem idiotą (wiecie jaki mam stosunek do cukru, pisałam o tym tu).
Cenamasakra jak na taki skład. Co ciekawe to samo musli bio w niemiecki lidlu kosztuje 2.59€…

Premium.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIV

Zawartość cukru – dramat. Ależ ja doskonale zdaję sobie sprawę, że wynika to z obecności owoców. Problem w tym, że JA NIE CHCĘ żreć nasmarowanych jakimś tłuszczem, często dodatkowo przecukrzonych (ananas, banan, papaja itd.) owoców z regulatorami kwasowości i przeciwutleniaczami i jeszcze za to dodatkowo płacić! To chyba żart!

Klasyczne.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIV

Więcej płatków, trochę pestek, nasion, orzechów – fajnie ale znów to owocowe (pomarańczowe opakowanie) zawiera sporo cukru (czyli częściowo odbajerzone owoce). Zwykłe (granatowe opakowanie) muesli z rodzynkami i orzechami wygląda za to dość przytomnie. Nie ideał ale moim zdaniem najlepsze z całego zestawu. Cena 8pln za 1000g. Dobrze liczysz: jest 4 x tańsze od BIO.

Podsumowując.

image

Masz nadmiar gotówki i koniecznie musi być bio? Wybierz pełnoziarniste, byle nie crunchy.
Masz mniejszy budżet? Wybiesz zwykłe: dużo płatków, trochę owoców ale przede wszystkim to co bardzo cenne czyli orzechy, migdały, pestki, nasiona.
Powodzenia!

Ps. Jeśli myślisz, że komuś przydadzą się te wskazówki – udostępnij proszę ten tekst. Po co pochłaniać tony cukru i jeszcze za to przepłacać…?

Lubisz żelki? Kupujesz żelki swojemu dziecku?


Jeśli myślisz, że żelki mogą być choć trochę zdrowe bo dostarczą Tobie lub Twojemu Dziecku cennych substancji typu witaminy- ten tekst jest dla Ciebie.

Szlag mnie trafia jak widzę reklamy syropów cukrowych z cukrem i bajerami pod hasłem 'mleko’ oraz 'jogurt’ albo jeszcze lepiej: 'witaminy’. Najgorsze jest to, że te cuda weszły do aptek i stoją dumnie na półkach na wysokości Twoich oczu i oczu Twojego dziecka, najlepiej jak najbliżej lady.

Marketing – rozumiem.

Ale do jasnej cholery czemu znowu strzał w dzieci i dlaczego tak zmasowane działania w aptekach?! Zauważyliście, że na prawie żadnym opakowaniu aptecznym NIE MA PODANEJ ZAWARTOŚCI CUKRU? Sprawdzałam!

Powiem Wam dlaczego: bo nie musi, bo wynosi ona od ponad 50 do nawet prawie 80%! Przeciętna paczka (100g) żelków to minimum (!) 11 łyżeczek cukru. 

Rekordzista zawierał prawie 16 łyżeczek. W JEDNYM małym (100g) opakowaniu. Serio.

Nie wiem kto rozpoczął modę na ładowanie różnych rzeczy w żelki i udawanie, że są zdrowe ale osoba ta na pewno nieźle na tym zarobiła, mając przy okazji w nosie zdrowie Wasze i Waszych Dzieci – możecie być tego pewni.

Poza tym, ludzie! To są żelki!

Jakie mleko! Jaki jogurt! Jakie witaminy! Ten produkt ma w składzie głównie syrop glukozowy lub glukozowo-fruktozowy plus cukier!

TO NIE ŻART!

Mleka czy jogurtu jest ok. 5% (1 łyżeczka na paczkę!) a na otarcie łez jakieś zhydrolizowane białka.
Czym Wy chcecie odżywić siebie i te biedne dzieciaki? Łyżeczką (ok. 5% na całość) soku z zagęszczonych soków? Regulatorami kwasowości? Aromatami? Koncentratami barwiącymi? Żelatyną i substancją żelującą? Czy nabłyszczającymi woskami?
Jeśli tak, to zacznijcie już odkładać kasę na leczenie cukrzycy, otyłości, próchnicy oraz innych ciekawych atrakcji, które fundujecie sobie i swoim dzieciom ładując w nie tony cukru.

Bo chyba nie myślicie, że tych kilka witaminek wchłania się tak samo z syropu glukozowego (czy glukozowo-fruktozowego) jak ze źródeł naturalnych typu warzywa czy owoce…?

pieczywo

Czy pieczywo może być szkodliwe?

Czy pieczywo z osiedlowej piekarni jest zdrowsze niż to z supermarketu, z ciasta głęboko mrożonego? Jak się okazuje – bywa różnie.

Jak się chce coś osiągnąć, trzeba próbować.

Moja mała osiedlowa Piekarnia, a raczej sklep z pieczywem. Po kilku nieudanych próbach uzyskania informacji na temat składu sprzedawanego asortymentu wymyśliłam historyjkę + sposób na odwrócenie uwagi Sprzedawczyni (w celu wykonania kilku zdjęć) godne agenta 007. Udało się, ale jakość dowodów adekwatna do entuzjazmu Pani ze sklepu.

A teraz konkrety.

Rzuć okiem na te tabelki. To listy składników poszczególnych produktów. Być może przeczytasz kilka z nich dokładnie ale jeśli nie masz na to czasu – tylko ogarnij wizualnie wielkość poszczególnych rubryk. Zwróć uwagę: to są często proste rodzaje pieczywa – dlaczego mają tak długi i skomplikowany skład? Substancje poprawiające smak, zapach, konsystencję, wygląd,  itd. Polepszacze są praktycznie wszędzie. Znalazłam również KONSERWANTY.

Dlaczego pieczywo może zaszkodzić?

Istnieją normy, zawartość nie przekracza, badania wykazały, ale o co Ci chodzi, nie przesadzaj itp. itd.

Jesz pieczywo codziennie? Ile kromek? Ile kilogramów niepotrzebnego syfu rocznie musi przerobić Twój organizm? Ile osób może mieć alergię lub nietolerancję bo w środku są np. składniki pochodzenia mlecznego, wzmacniacze smaku, konserwanty, barwniki i inne bajery? Ale to jeszcze nic – najlepsze przed Tobą!

Rzuć okiem (np. ciasto drożdżowe):

 

doktorania.pldoktorania.pldoktorania.pldoktorania.pldoktorania.pldoktorania.pl

Droższy znaczy lepszy.

Nic bardziej mylnego. Wśród pospolitych wyrobów są też „batony” – chleb na wagę. Cena 15 pln/kg i wzwyż. Za kilka kromek zapłacisz 6-10 pln. Skład? Ciut lepszy ale POLEPSZACZE NADAL OBECNE.

Zastanawia mnie…

Zainteresował mnie Baton Diabetyka. Jak przeczytałam na stronie Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, „od 2011 roku w piekarniach na terenie całego kraju można nabyć Chleb dla Diabetyków rekomendowany i certyfikowany przez Polskie Stowarzyszenie Diabetyków”. Tej piekarni nie ma na liście (może funkcjonuje pod inną nazwą?) a chleb zawiera cukier. Ile? Nie wiadomo.

Do tego piekarnia ta na swojej stronie internetowej ma opis: ” (…) od X roku zajmuje się produkcją smacznych oraz różnorodnych wypieków według sprawdzonych i zdrowych receptur” – czy to żart?

Ale wiesz co jest najgorsze?

Okrągłe zdania o pieczywie z ciasta głęboko mrożonego znajdziesz tu. Martwi mnie, że małe osiedlowe piekarnie coraz częściej oferują pieczywo słabej jakości, nie wspominając o rozpylaniu spray’u o zapachu bagietki (bez problemu do kupienia przez internet).

Niestety jest całkiem spore prawdopodobieństwo, że to co widzisz na zdjęciach powyżej jest też w Twojej piekarni. Nie wierzysz?

To sprawdź.