gluten

Gluten – prawdy i mity.

Gluten to składnik mąki.

Mit. Potocznie mówi się, że gluten jest w mące ale to uproszczenie. Mąka zawiera jedynie białka glutenowe. Gluten jest tworem sztucznym, powstającym w obecności wody dopiero podczas mieszania ciasta.

Gluten

Gluten to toksyna.

Prawda i mit. Gluten to niejednorodne białko występujące w różnych zbożach. W przeliczeniu na suchą masę zawiera 75-86% białka, do 10% polisacharydów, ok. 8% lipidów i ok. 2% składników mineralnych. Wśród białek glutenu pszennego występują przede wszystkim gliadyny (prolaminy pszenicy) – ok. 50%, gluteniny (gluteliny pszenicy) – ok. 35-40% oraz albuminy. Ma swoje wady i zalety natomiast rzeczywiście toksyczny jest dla osób chorych na celiakię (istnieją doniesienia dotyczące toksyczności glutenu dla osób bez celiakii ale wyniki badań są jeszcze niejednoznaczne).

Gluten jest tylko w pszenicy.

Mit. Do glutenu zostały też zaliczone prolaminy innych zbóż.

gluten  gluten

 

Cały wpis jest częścią lekcji o glutenie, którą znajdziesz w kursie Programowanie Żywieniowe Dorosłych oraz Programowanie Żywieniowe Dorosłych. Nabór na szkolenia jest dwa razy w roku, wtedy cena kursu niższa jest nawet o 50% (pierwszy dzień zapisów).

Kategorie: Odżywianie

Nagonka na gluten czy na…ludzi?

Zanim o diecie dla osób z kapryśnym przewodem pokarmowym, kilka słów o nagonce na gluten bo wiele osób o to mnie pyta.

Moja dieta.

Jak wiecie jestem zwolennikiem zdrowej indywidualnie dobranej diety po której dobrze wyglądam i dobrze się czuje. Jeśli coś mi nie służy – staram się to wyeliminować lub (gdy to wartościowy produkt) coś zmienić i przemycić.

Gluten.

To niejednorodne białko występujące np. w zbożach. Osobom zdrowym raczej nic złego się nie stanie jak zjedzą trochę (!) glutenu. Osobom chorym (celiakia i nieceliakalna nadwrażliwość) może stać się wiele. Złego. Jeśli podejrzewasz u siebie lub bliskich nietolerancję glutenu – warto iść do lekarza, przeprowadzić diagnostykę. Im szybciej tym lepiej bo liczy się czas. Stricte naukowe wyjaśnienie i coś na luzie o glutenie będzie w oddzielnych wpisach. Tymczasem warto zajrzeć na stronę tego Stowarzyszenia.

Moje zdanie.

Unikam pszenicy. Krótko i zwięźle. Unikam też kukurydzy i soi. To nie znaczy, że wykluczyłam je z jadłospisu. Po prostu unikam. Ze względów zdrowotnych jestem na wstępie, oswajam się z dietą bezglutenową. Nie boję się glutenu i niektórych odmian pszenicy ale nie lubię skonstruowanej specjalnej wysoko-glutenowej pszenicy, która jest być może zbawieniem dla piekarzy ale co za dużo, to (może okazać się, że dla niektórych) niezdrowo.

O co chodzi z pszenicą?

Gluten od zawsze był składnikiem pszenicy i w miarę 'standardowa’ (pierwotnie obecna) ilość nie jest najprawdopodobniej aż tak wielką tragedią dla osób tolerujących. Problem jak zwykle tkwi w szczegółach. Czy modyfikacje genetyczne dają wyłącznie korzystne rezultaty? Kombinowanie co tu zrobić, żeby roślina ze zmienionym zapotrzebowaniem na składniki odżywcze i ochronne rosła na kamieniu jest trudnym tematem. Z jednej strony prowadzi to do zmian, których odległych skutków nie potrafimy przewidzieć. Z drugiej zaś, kolejny raz pojawia się 'wina po stronie klienta’. Chcecie kupować taniej, prawda? Wolicie 1kg mąki pszennej za 3pln czy orkiszowej za 9pln? Przecież nie każdego stać na kupowanie eko i nie-GMO, nie oszukujmy się. Ludzi jest coraz więcej, jakoś trzeba ich wykarmić. Daleko mi do hipokryzji ale…nie powiem, żeby ten stan rzeczy mi się podobał. Cóż, 'sorry – taki mamy klimat’.

Do rzeczy.

Właściwie wszędzie już widzę teksty w stylu 'jak nie masz celiakii to NIE odstawiaj glutenu Oszołomie!’.

BO CO?

Ludzie, odpieprzcie się od tego czy ktoś je gluten czy nie! Zajrzyjcie w swoje jelita, obczajcie równowagę bakteryjną, którą zaburzacie od pierwszej kropli sztucznego (przy braku karmienia piersią) mleka lub pierwszego zjedzonego antybiotyku, a kontynuujecie (to zaburzanie) spożywaniem gównianego żarcia. Czy wiecie, że 100 lat temu przeciętna zawartość ludzkich jelit była inna? Było więcej i lepiej a przez to bezpieczniej dla nas.

Nie rozumiem.

Nie kumam tej nagonki na osoby unikające glutenu. Nie kumam też nagonki na jedzących. Jeśli ktoś lepiej się czuje i wygląda po odstawieniu pszenicy to dlaczego ma ją jeść – dla zasady? JAKIEJ ZASADY?

To nie jest aż taki cud spożywczy, jak np. czosnek, żeby się do tego naginać i wyginać by jednak pojawił się w naszej diecie!
Jeśli coś jest nie tak lub boli mnie brzuch po pszenicy wysoko-glutenowej czy pseudo-mleku to nie mam zamiaru spożywać tego, choćby zebrał się nawet sztab lekarzy i przekonywał mnie np. do wartości odżywczej produktu UHT (ta, jasne).

Możecie bazować na wynikach badań naukowców lubiących gluten lub nie lubiących (wrzucę Wam literaturę w artykule o glutenie), sympatyzujących z firmami obrabiającymi pszenicę lub nie. Możecie bazować wyłącznie na opiniach jeśli wolicie, jedno jest pewne. Organizmu nie oszukacie. Jak nie boli lub jest lepiej to łot de fak ja się pytam?

Jeśli Wasze samopoczucie poprawia się po odstawieniu pszenicy, jeśli macie lepsze wyniki tarczycowe krwi po odstawieniu glutenu to dlaczego do cholery nie iść tym torem? DLACZEGO??? Co się wielkiego stanie jak odstawię gluten? Cóż takiego stracę? Bo jeszcze gównoburzę z odstawianiem nabiału jestem w stanie jakoś zrozumieć ale pszenica? Poza tym, że niektóre firmy mniej zarobią, jakie będą konsekwencje zdrowotne zamiany zbóż zawierających gluten na inne? No właśnie.

LOL.

Najbardziej śmieszy mnie tekst 'bo to nie gluten tylko ludzie ogólnie zaczynają się lepiej odżywiać’. Niektórzy chyba myślą, że jak już jest ten biedny przekreślony kłos (symbol braku glutenu) to mamy super zdrowy produkt, amen. Zajrzyjcie na mój instagram. Większość gotowych produktów bezglutenowych zbożowych (i nie tylko) jest GÓWNIANA bo czymś ten brak elastyczności trzeba zastąpić. Konsument nie chce jeść tektury. Dobrego, powszechnie dostępnego chleba bezglutenowego jeszcze nie znalazłam. To są chemiczne pieczywo-podobne wytwory. Owszem – ludzie zaczynają się lepiej odżywiać jak odstawią fastfoody oraz gdy sami pieką zdrowy chleb i nie kupują bezglutenowych śmieci.

Tymczasem…

Boli? Coś nie tak? Zrób badania. Idź do lekarza. Poobserwuj swój organizm – kiedy boli najbardziej? Kiedy wcale? To nie musi być gluten. Może nabiał? Owoce? Może to bóle na tle nerwowym? A może jakiś sygnał? Coś się dzieje i organizm daje znać:  czas rozpocząć diagnostykę Koleżanko! Kolego!

Są specyficzne objawy typowo 'brzuchowe’ ale niektóre osoby z celiakią nie mają żadnych – choroba przebiega po cichu, niszcząc błonę śluzową jelit. Celiakii poświęcę osobny wpis, to zbyt poważna sprawa by traktować ją po łebkach. Nie diagnozuje się jej 'bo mnie się tak wydaje’. Potrzebny jest pełen obraz: objawy kliniczne, wyniki badań serologicznych, histopatologicznych itd. Napiszę też o nieceliakalnej nadwrażliwości na gluten bo warto coś o tym wiedzieć.

Nie boli? Super. Lubisz mrożone pseudo-pieczywo z wysoką zawartością glutenu, żeby było bardziej puchate i rumiane? Jedz. Nie chcesz kupować byle czego ale nie czujesz potrzeby by rezygnować z glutenu? Czytaj skład, wybieraj różne zboża zamiast wyłącznie pszenicy. Ale zostaw ludzi rezygnujących lub ograniczających z jakiegoś powodu gluten w spokoju. Zamiast im współczuć sporych utrudnień związanych z dietą i zdrowiem, pieprzysz te swoje smutne bzdury o tym, że nie warto odstawiać.

Lepiej zatkaj sobie buzię pszenną bułą (ważącą tyle co pół tabliczki czekolady ale napompowanej do wielkości pomarańczy) i zamilcz, bo jak widać, u niektórych WARTO.

Kategorie: Moja opinia

Najlepsza dieta na świecie.

Którą dietę wybrać? Całkiem spory wybór na rynku. Bez tego, bez tamtego, taka, siaka, owaka…

Ale jak to, nie wiesz jaka dieta jest najlepsza dla Ciebie? Twoja własna! Dobrze zbilansowana. Jedyna w swoim rodzaju!

Niestety nie mówię w tej chwili o tej dużej pizzy popitej litrową colą (a na deser kilogram żelków) ani o tabliczce czekolady i/lub lodach plus hektolitrach kawy (ups!).

Najlepszą dietą jest ta, składającą się z WARTOŚCIOWYCH produktów, w odpowiednich DLA CIEBIE ilościach, po których dobrze się czujesz.

Cały czas! Lekko, aktywnie, bez obsesyjnego myślenia o jedzeniu. Włosy nie lecą garściami, nie ma wysypki, suchej skóry itp. itd.

Nie ma moralniaka (jak po 6 hot-dogach z IKEI) typu 'nigdy więcej’ (ktoś o tym pamięta następnego dnia?), nie ma bólu brzucha, wzdęć, gazów, zgagi, odbijania, dobijania i innych ciekawych elementów dodatkowych- niepotrzebne skreślić.

Czujesz się dobrze po żelkach? A nie jesteś później trochę ospała/y? A po kawie? A po drugiej? Trzeciej…? Po obfitym śniadaniu zjedzonym 'na siłę’?

Wiele lat trwała kampania 'pij mleko, będziesz wielki’, same autorytety, eksperci. Tyle wartości odżywczych, same krowie skarby przemysłowe- idealne dla cieląt i ludzi a jak nie pijesz to osteoporoza czeka za rogiem. Od jutra praktycznie.
Źle się czujesz po mleku? Nie pij.

Pszenica też super- białko, witaminy, błonnik nawet czasem jak coś. Celiakia to moda, kolejna bzdura, kilka procent dosłownie. Żle się czujesz po glutenie? Odstaw na próbę.

Mięso to doskonałe źródło białka, żelaza, witaminy B12, zupa bez mięsa to jakaś bezwartościowa woda. Źle się czujesz po rosole wołowym? Nie jedz.

Zdrowe ryby są zdrowe, to fakt. Należy je jeść przynajmniej raz w tygodniu. Duszone, pieczone a jak nie to chociaż wędzone. Źle się czujesz po śledziach w occie? Nie jedz.

Strączkowe warzywa- rewelacja. Samo zdrowie i świetna alternatywa dla mięsa jeśli potrafisz wykorzystać ich potencjał. Źle się czujesz po strączkach? Nie jedz.

Kawa to podstawa. Przed wypiciem kawy bez kija nie podchodź. Czarna, wiadomo. Najlepiej na pusty żołądek. Albo latte z sieciówki lub ze stacji benzynowej na pełny. Źle się czujesz po kawie? Nie pij.

Skóry z owoców są ekstra. Bo najwięcej witamin jest pod skórką. Generalnie owoce to świetna sprawa i tylko przypadkowo wylądowały w nowej piramidzie trochę wyżej niż ostatnio. Źle się czujesz po owocach? Nie jedz.

Czosnek jest silnym wojownikiem o dobro organizmu i serio: z nim nie ma żartów. Boli Cię brzuch po zjedzeniu? Nie jedz.

A teraz miejsce na Twoją…nie, nie reklamę, tylko historię, śmiało. Pamiętasz coś?

Jeśli nie, zwróć na to uwagę, przyjrzyj się. Kiedy pojawia się dyskomfort lub objawy niepożądane?

I co teraz? Nic strasznego chyba. Może wystarczy jeść/pić to coś po/w trakcie posiłku zamiast na czczo? Zmienić sposób przygotowania? Może zmniejszyć ilość? Zmienić brand? Wyeliminować jeden ze składników potrawy/napoju? A może powoli wyeliminować całość zastępując czymś WARTOŚCIOWYM i sensownym?
Ja (ku wielkiemu zaskoczeniu) zdałam sobie dziś sprawę z tego, że boli mnie brzuch po wędzonej makreli. Jakieś substancje (pewnie wędzenie jest tu kluczowym elementem) podrażniają błonę śluzową i ani rusz.

Jakiś czas temu wyeliminowałam kawę kupowaną przy okazji tankowania paliwa na jednej ze stacji benzynowych i już nie boli mnie brzuch na trasie, a myślałam, że to nieodłączny element podróży.

Nie, nie musi boleć. To mit.

Czasem wystarczy mała zmiana (inna stacja benzynowa lub sieciówka) a czasem większa (nie będę jadła wędzonej makreli, zamiast tego kupię surową jak tylko dorwę albo czasem śledzia w zamian) i tyle.

Warto zastanowić się i być uczciwym wobec siebie bo to się po prostu opłaca. Własna dieta to podstawa. Każdy z nas jest inny: ma inne preferencje smakowe, robi coś innego więc ma inne potrzeby energetyczne itd., a także inne choroby współistniejące itp. itd.

To nie takie proste? Nie martw się, pójdziemy krok po kroku. Zacznij od eliminacji produktów po których źle się czujesz. Metoda prób i błędów brzmi nieźle.

Tyle różnych spraw po drodze w życiu to niech chociaż ta dieta daje radę zamiast ciała.

Popracujmy nad tym.