ciastka

Ciastka na śniadanie, czyli o tym jak zrobić z kogoś idiotę.

Śniadanie. Zboża + mleko. 5 zbóż nawet.

Na rysunku szczyt technologicznej finezji zdobnictwa cukierniczego czyli zbożowo rzeźbione ciastko oraz kubek plus jakiś dzbanuszek (?) i kłos. Grafik się postarał, chociaż nie do końca rozumiem co miał na myśli, jeśli chodzi o kompatybilność ze składem.

Spojrzałam na opakowanie okiem spieszącego się Konsumenta.

Wysoka zawartość, wyselekcjonowane, wartościowe, jedyne takie, witaminy – te hasełka robią robotę. Wygląda na to, że cztery ciastka załatwią mi czasowo i zdrowotnie „cały poranek”. Hehe.

Ciastka prawie zdrowe.

Opisy na opakowaniu sprawiają, że ciastka wyglądają na, hmm, niemal prozdrowotne. Niektórzy mogą odnieść wrażenie, że to pełnowartościowy posiłek. Zwłaszcza gdy ktoś nie ma czasu lub możliwości, żeby wyjąć lupę i czytać co producent miał na myśli pisząc 'pełnowartościowy posiłek’ tym drobnym druczkiem. Jak zatem podejść do tematu śniadaniowych ciastek?

Fakty.

Jak kupujesz ciastka to patrz zawsze na zawartość zbóż, cukier i jaki dodano tłuszcz. Tu jest 47% zwykłej pszenicy, czyli prawie połowa składu. Pełnoziarnistych zbóż 22.6% – nieco ponad 1/5 składu. I teraz uwaga. Akurat w tym konkretnym przypadku producent zlitował się i napisał jak jest – czyli dał total w produkcie. Niestety często bywa inaczej i należy mieć ze sobą kalkulator, aby dowiedzieć się ile tak naprawdę jest czego. 

Standardowe zagranie.

Wizualnie wygląda super, po obliczeniu już niestety gorzej. Czyli operowanie procentem procenta.

Jeśli producent Twoich ciastek użył takiego zagrania, to zboża stanowią X % składu i dopiero z tej wartości trzeba wyliczać dalsze procenty, zatem zwykłej pszenicy jest Y % z X %, czyli total wychodzi  Z %.  SERIO. Podobnie jest z owocami w jogurtach owocowych. Mamy wsad owocowy, i w tym wsadzie dopiero jest ileś owoców czyli ułamek ułamka.

A wracając – zbóż pełnoziarnistych innych niż pszenica jest w tych konkretnych ciastkach zaledwie ok. 16.4%, głównie płatki owsiane (6.3 %) i grys gryczany 4.3%. To się nazywa „wielozbożowość” i tak jest w większości wyrobów.

Tłuszcz.

Nie kupuj ciastek zawierających oleje/tłuszcze utwardzane/uwodornione. Koniec kropka. Palmowy: jeśli podane jest źródło pochodzenia (pozyskiwanie z odpowiednich terenów) – ok. Kokosowy, rzepakowy – ok. Różnorodność tłuszczów jest ok. Jedzenie ciągle tego samego nie jest ok. W tych ciastkach jest rzepak.

Ciastka to ciastka.

Czyli oprócz pszenicy i tłuszczu (tu olej rzepakowy, ale w innych wersjach jest też palmowy), producent dodał cukier, dorzucił wypełniacz, spulchniacze, aromaty i galante.

Gdyby ktoś szukał mleka…

To jest, owszem – narysowane na opakowaniu. Do tego być może jakiś aromat oraz 0.8% pełnego i jakaś śladowa ilość odtłuszczonego w składzie.

Podsumowując.

W tych ciastkach prawie 1/2 składu to zwykła mąka pszenna. Po prostu.

1/5 składu to cukier. W większości ciastek cukru jest > 30%.

1/7 składu to tłuszcz. W większości ciastek tłuszczu jest > 30%.

Jednym słowem te na foto to lekko podrasowane i lekko odchudzone zwykłe ciastka. Owszem, jest w nich trochę mniej tłuszczu i cukru niż w przeciętnych ale dorabianie jakiejś niesamowitej ideologii czy śniadaniowej magii do CIASTEK jest nie tyle zabawne co niebezpieczne. Zwłaszcza dla mniej świadomych konsumentów, a już na pewno dla dzieci.

A magnez!?

Ale w sensie, że magnez ma się wchłaniać z węglanu magnezu z 4 ciastek? LOL.

Czy ciastka to jest dobre śniadanie?

Nie jestem fanem żywności mocno przetworzonej, zwłaszcza takiej gdzie jest większa lub mniejsza dosypka cukru i bajerów. Jeśli potrzebuję cukru, lub gdy mam określoną (podbramkową) sytuację – takie i inne ciastka mogą mieć zastosowanie. 

Codziennie? Przekąska do biura? No fcuking way.

Dlaczego producenci to robią?

Bo mogą.

Bo Ty to kupujesz.

Bo to się opłaca.

Jak żyć?

Jak muszą być koniecznie ciastka – zrób sama. Owsiane to banalna, tania i zdrowsza alternatywa. 10 min roboty, 15-20min pieczenia i spokój na kilka dni.

Jak musisz kupić – wybieraj mądrze. Jak najwięcej składnika pełnoziarnistego i nie tylko ciągle ta nieśmiertelna pszenica. Cukier czerp z owoców, miodu itp. ALE NIE SAMYCH OWOCÓW. Stawiaj na węgle złożone z owocami i np. orzechami czy kakao. Bez dodanego cukru. Da się. 

Nie zgadzaj się na przecukrzanie syropami na potęgę. Dodatek suszonych owoców jest zdecydowanie lepszą alternatywą. Zwracaj też uwagę na bajery – im mniej tym lepiej. Na cholerę Ci farbowane, aromatyzowane gówna? Jak potrzebujesz coś kolorowego i pachnącego – wejdź do pierwszego z brzegu warzywniaka. Witaminy i składniki mineralne w cenie.

Nie pozwól robić z siebie idioty i nie czekaj na lepsze jutro.

Jak będziesz kupowała świadomie – bylejakości będzie coraz mniej na półkach. I nie, nie od jutra. Zacznij dziś, teraz. To idealny moment. Lepszego nie będzie, bo (do znudzenia będę to powtarzała, aż zrozumiesz) lepsze jutro zaczyna się dziś.

gluten

Gluten – prawdy i mity.

Gluten to składnik mąki.

Mit. Potocznie mówi się, że gluten jest w mące ale to uproszczenie. Mąka zawiera jedynie białka glutenowe. Gluten jest tworem sztucznym, powstającym w obecności wody dopiero podczas mieszania ciasta.

Gluten

Gluten to toksyna.

Prawda i mit. Gluten to niejednorodne białko występujące w różnych zbożach. W przeliczeniu na suchą masę zawiera 75-86% białka, do 10% polisacharydów, ok. 8% lipidów i ok. 2% składników mineralnych. Wśród białek glutenu pszennego występują przede wszystkim gliadyny (prolaminy pszenicy) – ok. 50%, gluteniny (gluteliny pszenicy) – ok. 35-40% oraz albuminy. Ma swoje wady i zalety natomiast rzeczywiście toksyczny jest dla osób chorych na celiakię (istnieją doniesienia dotyczące toksyczności glutenu dla osób bez celiakii ale wyniki badań są jeszcze niejednoznaczne).

Gluten jest tylko w pszenicy.

Mit. Do glutenu zostały też zaliczone prolaminy innych zbóż.

gluten  gluten

 

Cały wpis jest częścią lekcji o glutenie, którą znajdziesz w kursie Programowanie Żywieniowe Dorosłych oraz Programowanie Żywieniowe Dorosłych. Nabór na szkolenia jest dwa razy w roku, wtedy cena kursu niższa jest nawet o 50% (pierwszy dzień zapisów).

Kategorie: Odżywianie

Gliadyna z ferajną czyli hello Gluten!

Dzisiaj trudny i drażliwy temat, który najłatwiej byłoby przemilczeć albo udawać, że 'jest spoko’ ale niestety NIE JEST SPOKO więc nie ma co zamiatać pod dywan.

Jak wiecie, mamy takie drobniutkie mafijne wojenki w organizmie i jedną z nich jest coś, co leży na (że tak powiem) wątrobie kumplowi Żołądka. W czym rzecz? Wytłumaczę jednym słowem i część z Was nie musi czytać dalej bo skuma ocb.

TEŚCIOWAAA!

Tak, chodzi o Teściową Jelita czyli Wytworną Gliadynę. Jelito to spoko gość, jest z reguły mega wyluzowany, chociaż zdarzają sytuacje gdy jest rozdrażniony lub leniwy ale dziś nie o tym.

Gliadyna to Bardzo Wytworna Dama, wywodzi się ze znanego rodu Białek Zbóż, z klanu Prolaminy Pszenicy. Razem z przyszywaną Siostrą z klanu Glutelin – Gluteniną i innymi Babami założyły Kółko Gospodyń Wiejskich o pseudonimie Gluten ale to Gliadyna gra tu pierwsze skrzypce. Mówią, że Babsztyl jest do bitki i do wypitki, do tego niestety to Teściowa. A z teściowymi bywa różnie – są różne wersje ale najgorsza jest ponoć alfa.

Dawno, dawno temu…

Za siedmioma rewolucjami przemysłu spożywczego, za siedmioma modyfikacjami genetycznymi – Gliadyna mieszkała daleko od Jelita. Owszem, przyjeżdżała w odwiedziny ale z rzadka więc wszyscy byli raczej zadowoleni.

Teraz jest inaczej.

Gliadyna z psiapsiółkami przeprowadziła się blisko domu i wpada z ferajną niespodziewanie. Człowiek je sobie kulturalnie jakieś rarytasy typu parówki a tam co? Gliadyna! Fastfoody, dania gotowe i nie gotowe, sosy, pasty, mięso, wędliny, pieczywo, ciastka – no wszędzie ten pieprzony Gluten! Przylezą jedna z drugą, szydełkują albo jeżdżą walcem i trajkoczą.

Sytuacja jest więc taka.

A właściwie może być kilka różnych. Na ten przykład: Jelito ma wkurw z automatu na Gliadynę (a zdarza się to w kilku % przypadków), sytuacja jest napięta na dzień dobry i mówią na dzielni, że tera to cicho sza bo jest taka afera – Celiakia. Jelito chodzi nabzdyczony bo Gliadyna potrafi opierdolić za byle co i robi afery przy ludziach, równa z ziemią normalnie, jak walec. Biedny chłopak jest po krótkim czasie jakiś taki płaski jak kartka papieru. A jak płaski to i nic nie dociera. Interesy idą słabo, Żołądek coś szmugluje zadowolony a ten nic! Nie dość, że NIC, to jeszcze w łapę nie bierze, nieprzytomny. Do tego wiecie – jak to w stresie: i sraczka i wymioty i bóle brzucha, a jak Gliadyna opuszcza progi na amen – jest ok. No może nie od razu, ale jest lepiej – wiadomo

Jeśli Jelito nie ma piany z automatu?

Może mieć wkurw utajony. Gliadyna robi nalot a on siedzi cicho. Ona mu tam pierdoli głupoty, że to, że tamto – on siedzi cicho. I tak siedzi i siedzi, siedzi i siedzi. A wkurw rośnie. W sumie to nikt nie wie, że on tak przeżywa. Czasem coś gdzieś wyjdzie w badaniach – jakaś niedokrwistość, zahamowanie wzrostu, jakieś wahania czegoś, niedobory. A on wkurwiony siedzi i NIE JEST DOBRZE. Trzeba zrobić diagnostykę bo on tak długo nie posiedzi bez konsekwencji. Badanie krwi, histopatologia i inne gry towarzyskie. Trzeba to obczaić.

Trzecia sytuacja.

Jelito wyluzowany – nic się nie dzieje, teoretycznie zero problemu. Gliadyna przyjeżdża z ferajną, on ma niby generalnie wyjebane, herbatka, kawka i tyle.

ALE jest ktoś, kto nie ma wyjebane. To jego kumple, którzy podburzają go przeciw Gliadynie – PRZECIWCIAŁA. On może sobie być na luzie ale oni się spinają i to wychodzi w badaniach krwi. Wiecie jak to jest – człowiek ma pewien poziom maksymalny wyjebania i później już nie jest wyjebane I robi się NIEMIŁO.

Itp. itd.

Te i inne – wszystkie sytuacje są poważne, bo jak wiecie z Teściową nie ma żartów. Problem jest nagłaśniany bo niestety z biegiem lat narasta – dlaczego? Teściowa coraz częściej pojawia się tam, gdzie się tego nie spodziewamy. Przywleka te swoje kumy i jest tego coraz więcej. Coraz częściej. Coraz bardziej! Coraz wszędziej! Kurwaaa!

Co robić?

Nie bać się. Jeśli Jelito ma stalowe nerwy, jego kumple trzymają język za zębami a Wy nie wpieprzacie byle czego na tony – może obędzie się bez dramatu.

ALE jeśli obserwujcie jakieś drobne objawy – nie zawsze typowo jelitowe, jakieś dziwne atrakcje, podejrzane niedobory – pędem do lekarza i diagnostyka. Można darować sobie czasowo wizyty Gliadyny – poprosić, żeby sobie poszła, obczaić co będzie ale wiecie – grzecznie i wytwornie, bułkę przez bibułkę, ą ę czyli powiedzieć 'spierdalaj’ w taki sposób, żeby nie mogła doczekać się podróży.

Do celów diagnostycznych nie odstawia się glutenu, żeby nie zaburzać tematu. Idziecie na badania podczas standardowej diety czyli słodko zagryzając mrożonym badziewiem z odpieku, kupionym w nasprejowanym 'świeżą bagietką’ sklepie.
A tak w ogóle to trzymać rękę na pulsie i nie dać Małpie wejść na głowę!

Gdzie Małpa z inwentarzem urzęduje?

Wszystko z napisem PSZENNA, żytnia, jęczmienna a nawet owsiana (czyli obecnie prawie wszystko, heh).

Gdzie Małpa z ferajną może być ukryta?

Jak nie ma zaznaczonego, że jest ok to może być nie ok.

Białka roślinne i hydrolizowane białka roślinne.
Składniki mączne i zbożowe.
Słód.
Skrobia modyfikowana.
Guma roślinna.

Tu ich zwykle nie spotkasz.

Cenne są szczególnie: amarantus, gryka (kasza gryczana), proso (kasza jaglana), quinoa. W porzo jest też ryż. Na końcu kukurydza.

Wniosek.

Nie masz objawów – czytaj składniki, jedz z umiarem, wszystkiego po trochu.

Masz objawy lub podejrzewasz coś u dziecka? Badania zweryfikują i jak coś to hohohoooo! Nie tak łatwo pozbyć się Teściowej, o nieee.

Hulaj Skarbeńku po sklepach w poszukiwaniu czegoś dobrego bo półki sklepowe a i owszem – uginają się pod ciężarem produktów bezglutenowych ale w większości są to niestety tzw. G&G – tak to nazywam, ładnie brzmi nawet ale nie daj się zmylić ładnemu opakowaniu i pseudo-zdrowym hasłom.

Nie kupuj produktów G&G bo G&G to nic innego jak glutenfree & gówno!

Kategorie: Inne

Nagonka na gluten czy na…ludzi?

Zanim o diecie dla osób z kapryśnym przewodem pokarmowym, kilka słów o nagonce na gluten bo wiele osób o to mnie pyta.

Moja dieta.

Jak wiecie jestem zwolennikiem zdrowej indywidualnie dobranej diety po której dobrze wyglądam i dobrze się czuje. Jeśli coś mi nie służy – staram się to wyeliminować lub (gdy to wartościowy produkt) coś zmienić i przemycić.

Gluten.

To niejednorodne białko występujące np. w zbożach. Osobom zdrowym raczej nic złego się nie stanie jak zjedzą trochę (!) glutenu. Osobom chorym (celiakia i nieceliakalna nadwrażliwość) może stać się wiele. Złego. Jeśli podejrzewasz u siebie lub bliskich nietolerancję glutenu – warto iść do lekarza, przeprowadzić diagnostykę. Im szybciej tym lepiej bo liczy się czas. Stricte naukowe wyjaśnienie i coś na luzie o glutenie będzie w oddzielnych wpisach. Tymczasem warto zajrzeć na stronę tego Stowarzyszenia.

Moje zdanie.

Unikam pszenicy. Krótko i zwięźle. Unikam też kukurydzy i soi. To nie znaczy, że wykluczyłam je z jadłospisu. Po prostu unikam. Ze względów zdrowotnych jestem na wstępie, oswajam się z dietą bezglutenową. Nie boję się glutenu i niektórych odmian pszenicy ale nie lubię skonstruowanej specjalnej wysoko-glutenowej pszenicy, która jest być może zbawieniem dla piekarzy ale co za dużo, to (może okazać się, że dla niektórych) niezdrowo.

O co chodzi z pszenicą?

Gluten od zawsze był składnikiem pszenicy i w miarę 'standardowa’ (pierwotnie obecna) ilość nie jest najprawdopodobniej aż tak wielką tragedią dla osób tolerujących. Problem jak zwykle tkwi w szczegółach. Czy modyfikacje genetyczne dają wyłącznie korzystne rezultaty? Kombinowanie co tu zrobić, żeby roślina ze zmienionym zapotrzebowaniem na składniki odżywcze i ochronne rosła na kamieniu jest trudnym tematem. Z jednej strony prowadzi to do zmian, których odległych skutków nie potrafimy przewidzieć. Z drugiej zaś, kolejny raz pojawia się 'wina po stronie klienta’. Chcecie kupować taniej, prawda? Wolicie 1kg mąki pszennej za 3pln czy orkiszowej za 9pln? Przecież nie każdego stać na kupowanie eko i nie-GMO, nie oszukujmy się. Ludzi jest coraz więcej, jakoś trzeba ich wykarmić. Daleko mi do hipokryzji ale…nie powiem, żeby ten stan rzeczy mi się podobał. Cóż, 'sorry – taki mamy klimat’.

Do rzeczy.

Właściwie wszędzie już widzę teksty w stylu 'jak nie masz celiakii to NIE odstawiaj glutenu Oszołomie!’.

BO CO?

Ludzie, odpieprzcie się od tego czy ktoś je gluten czy nie! Zajrzyjcie w swoje jelita, obczajcie równowagę bakteryjną, którą zaburzacie od pierwszej kropli sztucznego (przy braku karmienia piersią) mleka lub pierwszego zjedzonego antybiotyku, a kontynuujecie (to zaburzanie) spożywaniem gównianego żarcia. Czy wiecie, że 100 lat temu przeciętna zawartość ludzkich jelit była inna? Było więcej i lepiej a przez to bezpieczniej dla nas.

Nie rozumiem.

Nie kumam tej nagonki na osoby unikające glutenu. Nie kumam też nagonki na jedzących. Jeśli ktoś lepiej się czuje i wygląda po odstawieniu pszenicy to dlaczego ma ją jeść – dla zasady? JAKIEJ ZASADY?

To nie jest aż taki cud spożywczy, jak np. czosnek, żeby się do tego naginać i wyginać by jednak pojawił się w naszej diecie!
Jeśli coś jest nie tak lub boli mnie brzuch po pszenicy wysoko-glutenowej czy pseudo-mleku to nie mam zamiaru spożywać tego, choćby zebrał się nawet sztab lekarzy i przekonywał mnie np. do wartości odżywczej produktu UHT (ta, jasne).

Możecie bazować na wynikach badań naukowców lubiących gluten lub nie lubiących (wrzucę Wam literaturę w artykule o glutenie), sympatyzujących z firmami obrabiającymi pszenicę lub nie. Możecie bazować wyłącznie na opiniach jeśli wolicie, jedno jest pewne. Organizmu nie oszukacie. Jak nie boli lub jest lepiej to łot de fak ja się pytam?

Jeśli Wasze samopoczucie poprawia się po odstawieniu pszenicy, jeśli macie lepsze wyniki tarczycowe krwi po odstawieniu glutenu to dlaczego do cholery nie iść tym torem? DLACZEGO??? Co się wielkiego stanie jak odstawię gluten? Cóż takiego stracę? Bo jeszcze gównoburzę z odstawianiem nabiału jestem w stanie jakoś zrozumieć ale pszenica? Poza tym, że niektóre firmy mniej zarobią, jakie będą konsekwencje zdrowotne zamiany zbóż zawierających gluten na inne? No właśnie.

LOL.

Najbardziej śmieszy mnie tekst 'bo to nie gluten tylko ludzie ogólnie zaczynają się lepiej odżywiać’. Niektórzy chyba myślą, że jak już jest ten biedny przekreślony kłos (symbol braku glutenu) to mamy super zdrowy produkt, amen. Zajrzyjcie na mój instagram. Większość gotowych produktów bezglutenowych zbożowych (i nie tylko) jest GÓWNIANA bo czymś ten brak elastyczności trzeba zastąpić. Konsument nie chce jeść tektury. Dobrego, powszechnie dostępnego chleba bezglutenowego jeszcze nie znalazłam. To są chemiczne pieczywo-podobne wytwory. Owszem – ludzie zaczynają się lepiej odżywiać jak odstawią fastfoody oraz gdy sami pieką zdrowy chleb i nie kupują bezglutenowych śmieci.

Tymczasem…

Boli? Coś nie tak? Zrób badania. Idź do lekarza. Poobserwuj swój organizm – kiedy boli najbardziej? Kiedy wcale? To nie musi być gluten. Może nabiał? Owoce? Może to bóle na tle nerwowym? A może jakiś sygnał? Coś się dzieje i organizm daje znać:  czas rozpocząć diagnostykę Koleżanko! Kolego!

Są specyficzne objawy typowo 'brzuchowe’ ale niektóre osoby z celiakią nie mają żadnych – choroba przebiega po cichu, niszcząc błonę śluzową jelit. Celiakii poświęcę osobny wpis, to zbyt poważna sprawa by traktować ją po łebkach. Nie diagnozuje się jej 'bo mnie się tak wydaje’. Potrzebny jest pełen obraz: objawy kliniczne, wyniki badań serologicznych, histopatologicznych itd. Napiszę też o nieceliakalnej nadwrażliwości na gluten bo warto coś o tym wiedzieć.

Nie boli? Super. Lubisz mrożone pseudo-pieczywo z wysoką zawartością glutenu, żeby było bardziej puchate i rumiane? Jedz. Nie chcesz kupować byle czego ale nie czujesz potrzeby by rezygnować z glutenu? Czytaj skład, wybieraj różne zboża zamiast wyłącznie pszenicy. Ale zostaw ludzi rezygnujących lub ograniczających z jakiegoś powodu gluten w spokoju. Zamiast im współczuć sporych utrudnień związanych z dietą i zdrowiem, pieprzysz te swoje smutne bzdury o tym, że nie warto odstawiać.

Lepiej zatkaj sobie buzię pszenną bułą (ważącą tyle co pół tabliczki czekolady ale napompowanej do wielkości pomarańczy) i zamilcz, bo jak widać, u niektórych WARTO.

Kategorie: Moja opinia

List otwarty do Kubusia.

Drogi Kubusiu!

Dlaczego robisz nam wodę z mózgu?

Jeszcze soki z zagęszczonych cieczy byłam w stanie przeboleć ale obecna ekspansja 'zbożowych’, 'maślanych’ i 'mlecznych’ cudów zaczyna mnie irytować. Prawie każdy twój produkt trafia na mój instagram, a uwierz – nie jest to dobry znak.

Umówmy się – słodycze to słodycze. Kupujemy je w konkretnym celu. Nie kupujemy ich aby uzupełnić niedobory witamin lub składników odżywczych i niech tak zostanie. Nie uczmy naszych dzieci, że słodycze mogą mieć jakiekolwiek nawet śladowe wartości prozdrowotne. Jeśli mają to super, ale założenie odpuśćmy.

Nie pisz na opakowaniu '8 zbóż i mleko’ jeśli dodajesz jakieś śmieszne cyferki typu 2.4% mleka w proszku albo 'ciasteczka maślane’ i bęc! 1.9% masła. Nie uczmy dzieci, że ’water’ (napisałeś sprytnie 'waterrr’ – wow! Niebywały sukces marketingowy!) znaczy woda z cukrem (tak, wiem, że masz też zwykłą wodę). Nie wspominając o tym, że butla Play ma prawie 8 łyżeczek cukru, a mała buteleczka GO ponad 6.

Polska już w tej chwili zaczyna przodować w wybranych rankingach otyłości wśród dzieci, nie wiesz przypadkiem dlaczego?

Cukier jest potrzebny – zaraz rykniesz. Tak, oczywiście, że jest! Zwłaszcza szalejącym na powietrzu dzieciakom!

A teraz pokaż mi ile spośród kupujących taką butlę z 8 łyżeczkami cukru idzie grać na boisku, a ile na telefonie/ tablecie/ PS/ kompie.

Jak Ci się nie podoba to nie kupuj – powiesz obrażony. Owszem, ja nie kupuję ale leżysz zwykle na dolnych półkach tak, aby dzieci mogły same po ciebie siegnąć, a nie wszystkie maluchy dadzą sobie wytłumaczyć, że mleko, masło i różnorodność zbóż mogą być głównie na opakowaniu.

Są też piękne frazesy, na które nabierają się zabiegani rodzice. Czytajcie składy – powiesz. Ale jak tu czytać malutkie literki po 8h przy kompie, mając ciężką torbę z jednej strony oraz wyjącego przedszkolaka z drugiej? Trzeciej ręki brak.

Z resztą każda osoba kupująca produkt przeznaczony dla dzieci wychodzi z założenia, że powinien być on najlepszej jakości. Czy nadmiar cukru, oleje utwardzane i różne ulepszające bajery to serio takie rarytasy? Nawet do durnego musu owocowego dodajesz aromaty.  Po co?

Tak btw., ciekawe jaki jest procentowy udział mąk w zbożowych tabliczkach. Chyba mam złe przeczucia widząc w składzie kolejne niepotrzebne dzieciom dodatki, np. difosforany.

Nie da się inaczej – krzykniesz. Da się, ale trzeba chcieć. Dlaczego do jasnej cholery nie wpadniesz na pomysł promowania warzyw pięknymi opakowaniami i zgodnymi z prawdą hasłami o zdrowiu?

Demonizuję i przesadzam? Pojedź do dowolnego gimnazjum w Polsce. Zobacz ile dzieci ma nadwagę.

Dzieci. Mają nadwagę! Programowanie chorób od małego. Dlaczego? To się nie mieści w głowie!

Pamiętasz ile dzieci z podstawówki miało nadwagę 20-30 lat temu? Pewnie – rozwój technologii, telefony, tablety. Ale gdyby grał żrąc brokuły toby nie przytył – gwarantuję.

Ale, że co – nie można promować warzyw pięknymi opakowaniami i zgodnymi z prawdą hasłami o zdrowiu?

Powiem ci w sekrecie, że obserwuję polski rynek spożywczy bardzo uważnie i wiem, że producenci wprowadzają produkty z warzywami. Są już chrupki kukurydziane z marchewką, chrupki zbożowe z marchewką i pomidorem – będzie tego coraz więcej.

Ludzie dorośli nie są aż tak głupi, prędzej czy później skapną się co jest dobre, a co nie. Ale szkoda małych dzieci. One nie potrafią czytać, a budowanie złych nawyków od pierwszych lat życia przyniesie w przyszłości straszliwe żniwo.

Ale ciebie to nie dotyczy. Twoje dzieci nie żrą utwardzanych olejów roślinnych tylko pyszny zdrowy miodek naturalny więc możesz mieć resztę w dupie.

Nie masz w dupie? A chcesz wzorować się na zagranicznych potentatach mających dobro dzieci wyłącznie na plakatach i opakowaniach? Czemu nie zatrudnisz speca od zdrowego żywienia i nie zmienicie składów na jeszcze bardziej przyjazne dzieciom? To ogromna szansa dla Ciebie.

Wiedz, że idzie nowe, lepsze. Sądząc po moich profilach w mediach społecznościowych, komentarzach oraz prywatnych wiadomościach – powiększa się armia ludzi, którzy nie wyrażają zgody na robienie z siebie idiotów. Którzy żyją świadomie i tę świadomość przekazują następnemu pokoleniu. Którzy nie mają ochoty na 'bylejakość’. 

Bo dobra jakość nie zawsze jest kwestią ceny ale zawsze jest kwestią mózgu, czego i tobie życzę.

Bez poważania jak na razie ale wszystko w twoich rękach. A właściwie łapach.
Doktor Ania