Matcha

Matcha

Matcha – produkt obecny na rynku, od lat (ja pierwsze herbaty oraz akcesoria do przygotowania kupowałam 10 lat temu), obecnie jest chyba najsilniejszym trendem na polskim rynku. Dodatek tego surowca gwarantuje zakup, bo hype na zielone produkty jest tak silny, że ma je w ofercie niemal każda firma produkująca napoje czy słodycze.

Hype na produkty z dodatkiem proszku matcha

Jest tego coraz więcej. Mam wrażenie, że za każdym razem gdy wchodzę do sklepu widzę coś nowego „z dodatkiem” lub „o smaku matcha”. Oto kilka przykładów:

Ciastka z dodatkiem matcha

matcha cookie frank & oni

Gotowa do wypicia matcha na napoju kokosowym

Gotowa do wypicia matcha bez dodatku cukru

Czekoladki o smaku matcha

Gotowa do wypicia matcha latte na mleku krowim

Czy to dobrze czy źle?

To zależy, jak zawsze. Myślę, że w ogólnym rozrachunku – to jeden z najbardziej pozytywnych trendów ostatnich lat, ponieważ:

  • matcha jest wartościowym surowcem
  • przyrządzanie napoju (czyli oryginalnej herbaty lub wersji z mlekiem, np. latte) to przyjemna i uspokajająca rutyna, którą nasz mózg lubi
  • zwrócenie uwagi na wartościowe surowce i proste rutyny dające ukojenie, to jednocześnie doskonały wstęp do dobrego treningu uważności.

Gdzie zatem haczyk? Oczywiście jak zawsze – w składach produktów. Nie oszukujmy się – dodatek tytułowego składnika, chia czy innego wartościowego surowca nie sprawi, że produkt jest automatycznie zdrowy czy dobry. Tona cukru, tłuszczu i dodatki spożywcze, których nie potrzebuje nasz przewód pokarmowy to wystarczający powód aby nie kupować produktu reklamowanego nawet jeśli zawiera ułamek wartościowego surowca.

Jak oceniać produkty z dodatkiem matcha?

  1. Nie kupuj na szybko wyłącznie dlatego, że na foncie jest napis matcha.
  2. Nie kupuj produktów „o smaku”.
  3. Sprawdź 3 pierwsze miejsca w składzie – tych składników jest najwiecej w produkcie.
  4. Rzuć okiem na tabelę wartości odżywczych – rubryka cukry proste oraz tłuszcz. Powyżej 10g cukru czy tłuszczu na 100 g produktu to dużo bo zwykle jesz/pijesz 100-200g czy ml.

Podsumowując

Niewielki dodatek nawet najlepszego surowca nie sprawi, że słodki napój czy przekąska stanie się wartościowym produktem bo nadmiar cukru, tłuszczu i kalorii w diecie nie zostanie zniwelowany dodatkiem 2% dowolnego superfood. Dlaczego? Na moim blogu doktor Ania znajdziesz odpowiedź na to pytanie, jak również teksty na temat cukru, soli, tłuszczu, przekąsek, nawyków żywieniowych, edukacji dzieci i wielu innych spraw zmieniających życie! A jeśli potrzebujesz jeszcze więcej informacji na ten temat, jeśli chcesz nauczyć się oceniać produkty spożywcze, wybierać zamienniki oraz jeśli chcesz dowiedzieć się jak zadbać o zdrowie swoje i bliskich – zapraszam Cię na moją Platformę Edukacyjną, gdzie znajdziesz opisy produktów (m.in. tych wymienionych powyżej), ich zamienniki, szkolenia, wykłady i kursy online oraz podcast o życiu po swojemu. Dostęp jest na 3 lub 12 miesięcy, zobacz jakie są opcje (kliknij).

„Żywność dla dzieci” od środka.

Każdy autor ma swój styl pisania, a ponieważ mojej nowej książki w tym roku nie będzie w księgarniach i nie będzie jak jej przekartkować – chcę przybliżyć Ci jak wygląda jej zawartość. Styl i układ podobny jest do mojej poprzedniej książki, „SMART SHOPPING”, którą znajdziesz np. w empiku – tam była wiedza ogólna, tym razem jest szerzej o produktach dla dzieci i niemowląt, stąd tytuł.: „Żywność dla dzieci”.

(Jeśli chcesz od razu zobaczyć spis treści, zajrzyj tu (klik).)

Zanim zaczniesz

Książkę zaczynam od przypomnienia prostych faktów oraz wprowadzenia w dalsze rozdziały.

Żywność dla dzieci

Tytułem wstępu

Wstęp to dyskusja z popularnymi zagrywkami rzucanymi przez osoby nieświadome lub świadomie negujące wpływ stylu życia na zdrowie. Wcale nie jest łatwo rozmawiać, gdy ktoś jest święcie przekonany, że tylko jej/jego argumenty są prawdziwe albo uważa, że „się nie da”. Ja wychodzę z założenia, że najpierw warto zdobyć wiedzę, spróbować, przetestować różne rozwiązania, a dopiero później dyskutować czy jest sens i czy się da.

Żywność dla dzieci

Część szczegółowa

W dalszych rozdziałach omawiam skrótowo najpopularniejsze grupy produktów, zaczynając zawsze od kluczowych informacji – na co zwrócić uwagę, co omijać szerokim łukiem, czym się nie martwić.

Żywność dla dzieci

Niemal w każdym rozdziale są lepsze i gorsze składy ze słowem komentarza. Pokazuję też kilka razy jak i po co obliczać cukry dodane w produkcie.

Żywność dla dzieci

Zakończenie

Podsumowanie książki „Żywność dla dzieci” to kilka słów o zmianie nawyków żywieniowych oraz kilka stron do własnego zagospodarowania lub podrzucenia krótkiego przypomnienia bliskiej osobie.

Żywność dla dzieci

Chcesz wiedzieć więcej?

Więcej informacji oraz krótkie filmy o tym jak powstawała książka, na jakim papierze jest drukowana i jak wygląda proces tworzenia itp. znajdziesz na instagramie @doktorania (profil prywatny).

Jeśli chcesz zobaczyć spis treści, zajrzyj tu (klik).

Ps. Książkę możesz zamówić jedynie tu (klik).

Żywność dla dzieci

Spis treści książki „Żywność dla dzieci”

Ja też nie lubię kupować kota w worku, zatem przedstawiam Ci spis treści mojej najnowszej książki, a przed oficjalną premierą (czyli póki ceny są jeszcze niższe) pokażę Ci też kilka stron ze środka. Książkę kupić można tylko w jednym miejscu – na mojej stronie internetowej (kliknij tu).

Jest to pozycja dla początkujących, polecam ją osobom, które nie do końca pewnie czują się w sklepie spożywczym na dziale dziecięcym, które nie wiedzą czym się kierować podczas wyboru produktów spożywczych, oraz dla tych, dla których żywność dla dzieci to „oj tam, oj tam” i „nie marnuj mu dzieciństwa”.

Napisałam tę książkę również dla tych Rodziców i Opiekunów, którym już ręce opadły i czują się bezsilni wobec otoczenia. W pierwszej części podejmuję polemikę z najczęstszymi komentarzami i mitami na temat żywienia dzieci. Następnie skrótowo omawiam produkty z najważniejszych grup spożywczych pokazując lepsze i gorsze składy, wspominam też w rozmowie z Iwoną Kibil o diecie roślinnej u dzieci. Na koniec serwuję przydatne listy zakupów oraz krótkie zadania do samodzielnego zrobienia.

Jeśli uważasz, że w Twojej biblioteczce lub wśród zasobów kogoś bliskiego mogłaby się przydać taka pozycja – zapraszam do nabycia. Obecnie trwa przedsprzedaż – ceny są obniżone, książka jest w drukarni i do magazynu wjedzie około 19.08. Zatem wysyłka nastąpi w dniach 20-23.08.

Jeśli chcesz sprawdzić ceny i pakiety, zajrzyj tu (kliknij).

dzień mamy

Droga Mamo.

Życzę Ci, żebyś pamiętała, że jesteś TAK SAMO ważna jak inni Członkowie Rodziny. 

Niezależnie od wykształcenia, wyglądu, pochodzenia, pracy lub jej braku, stanu konta, popełnionych w przeszłości błędów itd. – nadal jesteś FAJNYM Człowiekiem, jesteś Mamą, zasługujesz na szacunek. Naucz tego siebie, wymagaj tego od innych. Bycie popychadłem źle robi nie tylko w Twojej głowie – to również słaby wzorzec dla Twoich Dzieci.

Życzę Ci, żebyś potrafiła zawalczyć o przestrzeń dla siebie. 

Przysłowiowe 5min dziennie. A tak serio, to raczej ciut więcej. Przeznacz ten czas wyłącznie na SWOJE sprawy. To co lubisz, relaks, drzemka, manikiur, ulubiona książka, spacer, kawa, nauka. Rozwijaj się, ucz, nie rezygnuj, jeśli tylko możesz choć chwilę dziennie przeznaczyć na rozwój. Bądź trochę egoistką. To niemodne w obliczu kultu zarzynającej się Matki Polki, która wszystko robi sama, wiem. Ale dzięki temu nauczysz Dzieci, że trzeba być ważnym dla siebie samego, że dbanie o siebie jest kluczowe, że umiejętność bycia samemu ze sobą, LUBIENIE SIEBIE to większe szanse na zdrowy związek z drugim Człowiekiem.

Życzę Ci, żebyś umiała zarządzać wyrzutami sumienia. 

Nie, nie mogłaś zrobić lepiej. Powiedzieć inaczej, podjąć innej decyzji. Wtedy zrobiłaś najlepiej, wedle wiedzy w tamtej sytuacji. Wyciągnij wnioski, przyjmij lekcję z pokorą. Idź dalej. Nie zajmuj się rzeczami, na które nie masz wpływu – zamartwianie się to strata czasu.

Życzę Ci umiejętnego dogadywania się z Ojcem Dziecka, Mężem, Partnerem.

Wbrew obiegowej i niestety powszechnej opinii – On NIE MA CI POMAGAĆ przy dziecku. To nie jest dodatkowy projekt, dorywcza praca, dodatek do życia. ON MA JE WYCHOWYWAĆ. Ma przewijać, karmić, usypiać, zawozić, przywozić, płacić, być. Dokładnie tak jak Ty. Jeśli nie umie – spokojnie wytłumacz, pokaż, rozmawiajcie, uczcie się razem.

Uważaj na wygodny schemat 'o nic nie muszę się martwić’. Ma swoje plusy, ale dziwnym trafem nikt nie wspomina o minusach. Nie obudź się pewnego pięknego dnia z ręką w nocniku – bez pięknego domu, bez kasy, bez pozycji zawodowej, bez możliwości życia 'jak zawsze’. To zimny, nieprzyjemny prysznic, który zdarza się nie tylko na filmach, uwierz.

I na koniec, Droga Mamo, życzę Ci dużo siły podczas podejmowania trudnych decyzji.

’Jakoś to będzie’ jest najgorszym wyborem.

Być może myślisz, że utrzymywanie Rodziny w obecnym kształcie – za wszelką cenę – ma sens. Może uważasz, że Dzieci 'muszą mieć ojca’ i to jest priorytet. Płacisz za to słuchaniem epitetów, byciem na końcu listy ważności, tolerowaniem dziwnych zachowań. Płacisz często dużo więcej. Teraz.

Zapominasz, że Twoje Dzieci też za to zapłacą, ale w przyszłości. One obserwują bardzo nieprawidłowy schemat, wiesz? Dla nich to taki standard, być może będą bezwiednie powielać go w przyszłości. Masz tego świadomość? Chcesz, żeby Twoja Córka żyła w takim układzie?

Dobrze się zastanów i podejmij kroki jeśli jest źle. Będzie Ci ciężko, owszem, ale z czasem będzie lepiej. Najtrudniej jest zacząć. Jeśli nie masz wsparcia u najbliższych – poszukaj pomocy na zewnątrz. Znajomi, przyjaciele, terapeuci, ośrodki pomocy. Działaj, nie trać czasu. Ratuj Dzieci.

Droga Mamo, życzę Ci uśmiechu, więcej snu i spokoju, nawet gdy Ci ciężko.

Pamiętaj, że to minie. Nawet gdy czasem myślisz, że nie dasz już rady. WSZYSCY tak mamy. Czasem nie mamy siły wstać z podłogi. Nie da się być Supermenką 24/7. Każdy z nas ma czasem lepszą, czasem gorszą formę. Korzystaj z lepszej, zaakceptuj gorszą jeśli nie trwa zbyt długo. Zrób badania, odwiedź specjalistę, jeśli nie dajesz już rady i trwa to od dawna. Dbaj o siebie. Maskę tlenową zakładasz w samolocie najpierw sobie, prawda…?

I pamiętaj, że niezależnie od tego, co mówią inni, niezależnie od tego czy mogłaś lepiej, co by było gdyby – nie rozpamiętuj, nie porównuj siebie do innych. Odpuść, pogódź się i idź dalej, do przodu.

Jesteś wystarczająco dobra.

Jesteś NAJLEPSZĄ MAMĄ NA ŚWIECIE.

mleczko kokosowe

Cena a skład – mleczko kokosowe.

Ten, kto używa mleczka kokosowego doskonale wie, jak trudno jest znaleźć produkt o prostym składzie. Oczywiście wynika to również z preferencji konsumenckich – klient po otwarciu puszki woli zobaczyć ładniejszą, bardziej niż mniej jednolitą konsystencję, a nie grudkowatą breję. Podobnie jak w przypadku śmietany – tu również wolimy przewidywalny w użyciu produkt zamiast kalejdoskopu wydarzeń podczas gotowania.

Co zatem wybrać i czy kierować się ceną?

mleczko kokosowe

Dwa produkty o podobnej cenie, rzućmy okiem na skład.

mleczko kokosowe
mleczko kokosowe

Czyli woda z dodatkiem miąższu plus substancje dodatkowe.

mleczko kokosowe
mleczko kokosowe

Miąższ z dodatkiem wody + guma guar. Uwagę zwraca znaczna różnica w zawartości wapnia.

Cena.

Zwykle im więcej wody tym więcej substancji wypełniających, udających, nadających, dodających, formujących itp.

Nie jest tajemnicą, że surowce są droższe niż woda z tanim olejem i najczęściej nie da się zrobić produktu przetworzonego tanio i dobrze. Tu chciałabym, pokazać Ci, że zdarzają się sytuacje gdzie cena jest naprawdę podobna.

Ale czy zawsze warto dopłacać?

Nie. Nie dopłacam do wysoko przetworzonych produktów zawierających tony cukru i tłuszczu. Wolę płatki owsiane za 2-3pln za paczkę niż mniejsze opakowanie przecukrzonego produktu płatko-podobnego. Ale już mając do wyboru loda za 3pln ze skomplikowanym składem, wybiorę wersję za 5pln o podobnej zawartości cukru ale prostszym składem. Bo wolę zjeść raz w tygodniu prawdziwego loda niż 2x w tygodniu produkt lodo-podobny.

Skład a cena.

Oczywiście ktoś może potrzebować wody z dodatkiem kokosa. Ja zwykle szukając tego typu produktów potrzebuję głównie miąższu. Chętnie dopłacę te 50 gr czy nawet 1 pln, bo wodę mam w kranie, nie muszę kupować jej w puszce czy w słoiku.

Mimo wzrostu świadomości konsumenckiej, coraz uważniejszego robienia zakupów, nadal obserwuję wahanie i drżącą rękę jeśli chodzi o dokładanie kilku pln do lepszej jakości produktów spożywczych. Kupujemy tony potrzebnych i niepotrzebnych szmat, butów, kosmetyków, bierzemy na kredyt telewizory, samochody, a często szkoda komuś dopłacić te 2-3 pln do sosu pomidorowego opartego na pomidorach zamiast wodzie i/lub oleju z dodatkiem warzyw, szkoda zainwestować w lepszy olej itd. Oszczędzamy na czymś, co buduje nasz organizm płacąc za coś, co rozwali się po kilku praniach czy dwóch sezonach polskiej zimy.

Dla mnie inwestowanie odrobinę lub trochę więcej w jedzenie o lepszym składzie jest inwestycją w lepsze samopoczucie i zdrowie, ale decyzję tradycyjnie pozostawiam Tobie. Pamiętaj tylko, że po iluś latach jedzenia taniego przetworzonego syfu nie będzie miało znaczenia który model butów czy jaki pasek miałaś na sobie w SS2019.

pieczywo

Co zawiera Twoje pieczywo i dlaczego?

Zespół z Piekarni Putka zgłosił się z prośbą o sprawdzenie składów kilku produktów oraz rzucenie okiem na proces produkcji i dystrybucji. Przyznam szczerze: niewiele firm ma odwagę przystać na moje warunki sprawdzania asortymentu. Jeśli nie mogę pisać prawdy, pokazywać jak jest w sklepie czy na produkcji na co dzień – nie dochodzimy do porozumienia i nie ma możliwości współpracy. Nie zgadzam się na wybielanie i zamiatanie pewnych spraw pod dywan, pokazywanie wyłącznie tęczy i samych cudów na kiju. Wiadomo, że niemal każda firma, każdy sklep ma w portfolio czy na półkach lepsze i gorsze produkty – cała zabawa w tym, aby wybierać te lepsze. Piekarnie Putka zgodziły się na moje zasady współpracy, dlatego w najbliższym czasie sprawdzę czy faktycznie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów. Czy może jednak nie bardzo. Na start wywiad z technologiem z piekarni.

Dlaczego niektóre bułki i chleby po kilku godzinach stają się kapciowate lub przeciwnie – twarde jak kamień?

Kluczowe są proporcje mąki i wody – im więcej wody w produkcie, tym dłużej trzyma on świeżość, jednak woda utrudnia prowadzenie ciasta, dlatego ta proporcja musi być wyważona. Jest także wiele sposobów i składników, które mogą przedłużyć świeżość produktu, np. płatki ziemniaczane, wstępne zaparzenie mąki, lub nasączenie ziaren słonecznika w wodzie przed ich dodaniem do ciasta. Z kolei dodanie zbyt dużej ilości drożdży ułatwia i skraca proces prowadzenia ciasta, ale powoduje skrócenie okresu świeżości, dlatego najlepiej stosować zakwas, który zawiera naturalne drożdże i najwyżej delikatnie wzmocnić go niewielkimi ilościami drożdży piekarskich. Do innych produktów, w szczególności bułek pszennych, najlepiej skorzystać z tzw. polepszaczy, czyli skoncentrowanych mieszanek różnych najczęściej naturalnych enzymów. 

Proces mieszania ciasta też ma znaczenie, musi być na tyle intensywny i długi, aby woda w pełni i trwale połączyła się z mąką, ale nie na tyle długi, aby zaczęła zrywać się struktura glutenu, a znalezienie tego idealnego punktu wymaga wielu lat praktyki. Na tym etapie, kluczowe są odpowiednio dobrane warunki procesu fermentacyjnego i rozrostu ciasta. Ciasto to żywy organizm i nie należy tego procesu przyśpieszać poprzez podnoszenie temperatury, ale dać mu dojrzeć w optymalnych dla danego ciasta warunkach. W naszej piekarni niektóre produkty garują nawet 24 godziny. Znaczny wpływ na świeżość pieczywa mają też warunki przechowywania gotowych wyrobów, np. wilgotność powietrza. Zbyt niska jest przyczyną wysychania chleba prowadząc do szybkiego czerstwienia, zbyt wysoka z kolei sprawia, że pieczywo marszczy się, staje się gumowate, a jego skórka z czasem przestaje być chrupiąca. W drugim przypadku powstają również idealne warunki do rozwoju mikroorganizmów niepożądanych. 

Dlaczego do pieczywa czasami dodaje się aż tyle składników, jeśli w domu potrzebuję tylko mąki, wody i soli? 

W ofercie mamy produkty zawierające właśnie tylko te trzy składniki, jak chleb pradziadka, chleb razowy, chleb pełnoziarnisty. Ale jeśli chcemy mieć urozmaiconą ofertę, większość produktów musi zawierać dodatkowe składniki, wpływające na smak, świeżość czy wartości odżywcze. Stosujemy różnego rodzaju polepszacze po to, aby uzyskać powtarzalność wyrobu, polepszenie właściwości ciasta pod kątem obróbki, ładniejszy wygląd oraz przedłużenie świeżości. Do pieczywa dodawane są też substancje, których zadaniem jest uzyskanie określonych parametrów pieczywa tj. wielkość porów w miękiszu czy też walory smakowe. Jest to szczególnie istotne, ponieważ parametry wypiekowe mąki, takie jak np. liczba opadania czy rozpływalność glutenu pomiędzy partiami często się różnią i zapewnienie powtarzalności produktów wymaga ich ustabilizowania.

Czy do pieczywa można dodać dowolne substancje?

Firmy zajmujące się produkcją artykułów spożywczych są świadome, że klienci oczekują produktów z czystą etykietą, więc na rynku jest dostępna cała gama produktów, które spełnią te wymagania. Nawet jeśli piekarnie zastosują substancje dodatkowe z symbolem E – są one zastosowane przy produkcji w określonym celu technologicznym, stają się składnikami żywności i nie mogą być niebezpieczne. Żaden szkodliwy lub niebezpieczny środek spożywczy nie może być wprowadzany do obrotu – to podstawowe wymagania prawa żywnościowego (rozp. 178/2002). 

Jak przedłuża trwałość pieczywa technolog, a jak można zrobić to w domu?

Jeśli chodzi o pieczywo świeże, dostępne w piekarniach, najważniejsze są elementy które omawialiśmy wcześniej, czyli składniki oraz proces przygotowania ciasta. Istnieje jednak wiele dodatkowych metod na przedłużenie świeżości pieczywa, np. zastosowanie metod termicznych (pasteryzacja), polegających na ogrzaniu pieczywa do temperatury 95°C we wnętrzu miękiszu. 

W Polsce dopuszcza się również do konserwacji pieczywa, dodając substancje antypleśniowe, tj. kwas propionowy oraz niektóre jego sole, przede wszystkim sodowe i wapniowe. Dodatek ich do mąki w ilości 0,2% pozwala na przedłużenie trwałości chleba do 10 dni, ale opóźnia on nieco fermentację ciasta, a w przypadku wyrobu z mąk jasnych zmienia jego posmak. Dobrymi właściwościami antyseptycznymi charakteryzuje się także alkohol etylowy. Substancje konserwujące nie są jednak uniwersalnym i radykalnym środkiem, ale jedynie pomocniczym w uzyskaniu dłuższej trwałości. 

Okres trwałości pieczywa można znacznie przedłużyć również poprzez jego przechowywanie w modyfikowanej atmosferze. Jednym z zasadniczych czynników ograniczających trwałość produktów piekarskich, oprócz czerstwienia, jest ich pleśnienie. Ten rodzaj ich psucia się jest częstszy niż powodowany przez bakterie. Dlatego głównym składnikiem stosowanych atmosfer gazowych jest dwutlenek węgla, który działa hamująco na wzrost tych drobnoustrojów. O okresie trwałości decyduje nie tylko optymalny dobór mieszanin gazowych i odpowiednich opakowań, ale też rodzaj i jakość produktu oraz utrzymanie dobrych warunków sanitarno-higienicznych w czasie przetwarzania i pakowania.  

Dodatek serwatki wykazuje lepszą elastyczność i porowatość, korzystniejsze walory smakowo-zapachowe oraz intensywniejsze zabarwienie skórki i charakteryzuje się dłuższą przydatnością do spożycia niż jego odpowiedniki bez tego składnika. 

Znaczny wpływ na jakość i trwałość pieczywa mają także dodawane tłuszcze. W trakcie wypieku ciasta tworzą one kompleksy ze skrobią i tym samym opóźniają czerstwienie oraz twardnienie miękiszu chleba. W odniesieniu do pieczywa szczególnie interesującymi i skutecznymi dodatkami są enzymy, np. amylazy, które dodane do ciasta powodują rozkład skrobi do dekstryn i dwucukrów, polepszają porowatość miękiszu, zwiększają objętość i znacząco powstrzymują szybkość starzenia się chleba. 

Bardzo skutecznym sposobem opóźniania czerstwienia i przedłużania trwałości oraz przydatności do spożycia jest proces zamrażania i przechowywania pieczywa w stanie zamrożonym – pozwala to uniknąć stosowania substancji przedłużających trwałość. Tę ostatnią metodę polecam do przedłużania trwałości pieczywa w warunkach domowych.

Jak przechowywać pieczywo w domu?

Każde pieczywo powinniśmy przechowywać w suchym miejscu, w temperaturze pokojowej. W domowych warunkach najlepiej jest przechowywać pieczywo w drewnianych chlebakach, papierowych torbach lub lnianych woreczkach. W takich warunkach pieczywo będzie utrzymane w najlepszej wilgotności. Należy jednak pamiętać, iż pleśń, która raz pojawi się w miejscu przechowywania chleba, jest bardzo trudna do usunięcia i może w przyszłości zakażać nowe bochenki, także czystość miejsc do przechowywania pieczywa jest także kluczowa.

Dlaczego do pszennego pieczywa, które przecież zawiera gluten dodaje się jeszcze dodatkowo gluten?

Dodatkowy gluten powoduje zwiększenie wodochłonności, dzięki czemu można uzyskać pożądaną strukturę miękiszu i odnosimy wrażenie, że pieczywo jest miękkie i bardziej wilgotne, dłużej pozostaje także świeże. Wysoka zawartość glutenu jest szczególnie istotna dla pieczywa mrożonego. Odpiekanie pieczywa z półproduktu mrożonego ma tendencję do zmniejszania objętości, co związane jest ze zjawiskiem zamrażalniczego uszkodzenia w nim drożdży, szczególnie przy długim okresie składowania i znacznych wahaniach temperatury. To niekorzystne działanie niskiej temperatury można zmniejszyć przez zastosowanie do przygotowania ciasta mąki wzbogaconej dodatkiem glutenu.

Dlaczego do pieczywa pszennego naturalnie zawierającego gluten dodawane są drożdże?

Drożdże wydzielają w procesie oddychania i fermentacji dwutlenek węgla, przekształcając ciasto w gąbczastą i porowatą masę. Po wypieku spulchnionego ciasta uzyskuje się chleb lub bułkę z łatwo „rozpływającym” się w ustach miękiszem. Drożdże poza spulchnianiem ciasta, spełniają jeszcze jedną bardzo ważną rolę. Podczas fermentacji powstaje nie tylko alkohol etylowy i dwutlenek węgla, ale wiele innych związków, które biorą udział w tworzeniu chlebowego aromatu i dobrego smaku pieczywa. Podczas wyrabiania ciasta z mąki, zawarty w nim gluten w wyniku sieciowania tworzy z wodą strukturę przestrzenną nadającą ciastu ciągliwą konsystencję. Powoduje to uwięzienie pęcherzyków dwutlenku węgla powstającego w cieście, gdy podlega ono fermentacji dzięki drożdżom, co z kolei odpowiada za wzrost jego objętości podczas „wyrastania”, a po wypieczeniu otrzymane pieczywo ma porowatą strukturę. Do pieczywa dodaje się też czasami cukier, którego zadaniem jest dostarczenie energii dla drożdży niezbędnej do przeprowadzenia procesu fermentacji.

Czy produkty/mąki badane są na obecność metali ciężkich i pestycydów?

W ramach kontroli, nasi dostawcy mąki są zobowiązani raz w roku przesłać wyniki badań na obecność metali ciężkich, pestycydów, mykotoksyn oraz badania mikrobiologiczne. Dokładna weryfikacja dostawcy jest bardzo ważną kwestią, przeprowadza ją nasz dział jakości zgodnie z procedurą, która jest oparta na wymaganiach wdrożonego w piekarni międzynarodowego standardu bezpieczeństwa żywności IFS.

Czy łatwo jest zrobić smaczną bułkę o prostym składzie?

Jest możliwe, ale wymaga dużych umiejętności piekarza, cierpliwości, spokoju i dużej dokładności. Z ciastem trzeba się obchodzić bardzo delikatnie. Przed każdym etapem np. dzielenia, robienia kulki, czy formowania trzeba dać mu kilkanaście, kilkadziesiąt minut „odpocząć”. Pośpiech nie jest wskazany. Enzymy, które można dodać do ciasta i tak się naturalnie uaktywnią. One po prostu są w mące i dodatkowo są produkowane w czasie fermentacji drożdżowej przez drożdże i bakterie w kwasie. Z racji, że jest ich mniej, to czasu na fermentację potrzeba więcej.

Na stronie internetowej macie podane składy wyrobów, sprawdziłam bułkę, którą promujecie jako „żywność funkcjonalna” – ma prosty skład, ale zawiera „skondensowaną mąkę owsianą” – co to?

Jest to koncentrat dodawany do wyrabianego ciasta, otrzymywany przez hydrotermiczną obróbkę ziaren owsa pozbawionych łuski, w celu zagęszczenia w ekstrakcie związków zawartych w warstwie aleuronowej ziarna. Brzmi to dosyć abstrakcyjnie, ale de facto wszystko odbywa się w sposób całkiem naturalny. Koncentrat ma postać suchego proszku, do którego przed dodaniem do innych składników ciasta dodaje się wodę w takiej ilości, aby uzyskać zdefiniowany udział składników koncentratu. To właśnie wraz z tym składnikiem dostarczamy znaczącą ilość beta-glukanu do produktu. Receptura bułki, jest zastrzeżona patentem. 

Skąd wiadomo, że ta bułka zawiera beta-glukan? Czy ktoś to bada?

Jak najbardziej, bułka została przebadana na zawartość beta-glukanu w zewnętrznym laboratorium. 

Czy każdy producent może sobie napisać na etykiecie oświadczenie o działaniu prozdrowotnym beta-glukanu?

Na szczęście nie, jest to szczegółowo uregulowane w prawodawstwie polskim i europejskim. My takie oświadczenie stosujemy np. na Bułce Beta, na podstawie Rozporządzenia UE nr 1160/2011 z 14 listopada 2011 r., które mówi, że jest możliwe oznaczenie produktu oświadczeniem żywieniowym: „Wykazano, że beta-glukan występujący w owsie obniża/redukuje poziom cholesterolu we krwi. Wysoki poziom cholesterolu jest czynnikiem ryzyka rozwoju choroby wieńcowej serca.” w przypadku żywności zawierającej co najmniej 1 g beta-glukanu występującego w owsie, na określoną ilościowo porcję. Przy czym konsument musi być poinformowany, że korzystny efekt występuje przy dziennym spożyciu 3 g beta-glukanu występującego w owsie. 

Czyli ile gramów beta-glukanu jest w jednej bułce?

Wg raportu z badań na zawartość beta-glukanu przeprowadzonych przez zewnętrzne laboratorium uzyskaliśmy wynik 1,6 g beta-glukanu na 100 g produktu. Zatem w jednej bułce jest ok. 1.92g beta-glukanu.

Ile gramów beta-glukanu należy spożyć, aby uzyskać efekt leczniczy?

Wg Rozporządzenia Komisji (UE) NR 432/2012 z dnia 16 maja 2012 r.: „Beta-glukany pomagają w utrzymaniu prawidłowego poziomu cholesterolu we krwi” – aby takie oświadczenie mogło być stosowane, podaje się informację dla konsumenta, że korzystne działanie występuje w przypadku spożywania dziennie 3 g beta-glukanów pochodzących z owsa, otrębów owsianych, jęczmienia, otrębów jęczmiennych lub mieszanek tych beta-glukanów. „Spożycie beta-glukanów pochodzących z owsa lub jęczmienia w ramach posiłku pomaga ograniczyć wzrost poziomu glukozy we krwi po tym posiłku” – takie oświadczenie może być stosowane wyłącznie w odniesieniu do żywności zawierającej co najmniej 4 g beta-glukanów z owsa lub jęczmienia na każde 30 g węglowodanów przyswajalnych w określonej ilościowo porcji w ramach posiłku.

Jaki rodzaj mąki pszennej używany jest do produkcji Bułek Beta?

Bułka Beta jest na bazie mąki pszennej typu 550, pochodzącej z ziaren z polskich upraw.  

Czy używana mąka pszenna zawiera dodatkowe substancje?

W celu standaryzacji mąki i polepszenia jej wartości wypiekowych w mąkach z młynów znajduje się dodatek kwasu askorbinowego, potocznie nazywanego witaminą C. 

Czy nie byłoby lepiej zrobić bułkę na większej ilości mąki owsianej z dodatkiem pszennej?

Mamy w swojej ofercie także bułkę owsianą, jednak ma ona zupełnie inny charakter i smak. Dzięki zastosowaniu mąki pszennej mamy delikatną bułkę o równomiernie porowatm miękiszu, a dzięki dodatkowi skoncentrowanej mąki owsianej stworzyliśmy produkt, który w prosty sposób uzupełnia zapotrzebowanie organizmu na beta glukany. 

Czyli Bułka Beta jest produktem funkcjonalnym.

Jak najbardziej tak. Żywność funkcjonalna to rodzaj produktów spożywczych, które nie tylko dostarczają nam podstawowych składników odżywczych, ale również przyczyniają się do poprawy stanu naszego zdrowia. Bułka Beta to źródło substancji, które obniżają poziom cholesterolu, zmniejszają wchłanianie tłuszczów oraz obniżają indeks glikemiczny pokarmu.

Kto wymyśla składy produktów funkcjonalnych?

Za tworzenie receptur i składów produktów funkcjonalnych i nie tylko odpowiedzialny jest nasz dział technologiczny. Wprowadzenie całkowicie nowego produktu żywnościowego na rynek jest niezmiernie trudne. Opracowywanie nowych produktów przebiega wieloetapowo i obejmuje takie kroki jak: faza koncepcji, etap wstępny, opracowanie w skali laboratoryjnej lub półtechnicznej, etap opracowania zaawansowanego, etap wdrożenia do produkcji. 

Proces prowadzony jest z uwzględnieniem wymogów rynku, własnych doświadczeń oraz przepisów dotyczących produkcji artykułów spożywczych. Widzimy, że z roku na rok spożycie pieczywa jest coraz mniejsze, coraz więcej osób potrzebuje specjalnej diety, dlatego w Putce posiadamy linie produktowe dopasowane do indywidualnych potrzeb klientów tj. bezglutenowe, BIO, czy diabetyków.

Skąd w ogóle pomysł na produkty funkcjonalne?

Jest to wynik naszych wieloletnich obserwacji. Na ich podstawie wywnioskowaliśmy, że nowocześni konsumenci są coraz bardziej świadomi jaki jest związek pomiędzy codzienną dietą, a zdrowiem i poszukują pożywienia, które wpłynie na zachowanie dobrego zdrowia i sprawności fizycznej. W dzisiejszych czasach ukształtowały się więc nowe potrzeby żywieniowe, projektuje się nowe produkty spożywcze, jak żywność niskoprzetworzona, wygodna, ekologiczna czy funkcjonalna. To rzeczywistość wymusza na technologach opracowanie nowych sposobów odżywiania się. Należy jednak pamiętać, że żywności funkcjonalnej nie należy traktować jako panaceum na wszystkie schorzenia. Rolą tej żywności jest wspomaganie organizmu w utrzymaniu dobrej kondycji fizycznej i psychicznej oraz pomoc w zapobieganiu niektórym objawom chorobowym. Produkty funkcjonalne mogą stanowić uzupełnienie zrównoważonej i urozmaiconej diety, mogą być jednym z elementów tzw. zdrowego stylu życia.

No właśnie. To jest dobre podsumowanie, bo niektórym osobom wydaje się, że jak kupią błonnik w kapsułkach, otręby lub jogurt to właściwie temat z głowy. A dbanie o zdrowie to nie tylko jedzenie – to również aktywność fizyczna, odpowiednia ilość snu, oraz wody do picia. A żywność funkcjonalna może być elementem i uzupełnieniem, a nie substytutem. 

Dzięki za odpowiedzi!

Fot. pixabay.com

Wpis powstał w ramach współpracy z Piekarnią Putka.

Smart shopping!

Smart shopping – moje najnowsze dziecko.

Jeszcze nie ma jej fizycznie ale już możecie zamówić ją online i to z rabatem – za ok 33 pln w księgarniach, np. tu (kliknij).

Nie mogę jeszcze pokazać skanu z książki ale ponieważ nie mogłam się doczekać, żeby pokazać spis treści – zrobiłam taką grafikę, rzuć okiem.

Smart shopping Smart shopping

Nie jest to 1000 stronicowa encyklopedia, raczej zwięzłe uwagi na temat pewnych produktów. Są też krótkie komentarze do niektórych składów.

Jest to bardziej inspiracja i zachęta do robienia mądrych zakupów. Bo warto kupować świadomie – i dla zdrowia i dla…portfela.

Jeśli chcesz zamówić książkę w niższej cenie na empik.com, kliknij tu.

Kategorie: Temat miesiąca
kurs online

Nie czekaj – weź się za siebie już dziś.

Jak wiesz, niezwykle rzadko współpracuję z firmami. Produkty kupuję sama, pokazuję i piszę co chcę bo mam ten luksus dzięki zarabianiu na przekazywaniu wiedzy w inny sposób. Nauczanie innych to jest dokładnie to, co kocham robić w życiu. Przekazywanie wiedzy mam w genach – to jest u mnie w Rodzinie od pokoleń. Dodatkowo nauczanie to moja PASJA ale również zawód (tak, mam dyplom z pedagogiki).

Moje wykształcenie jest dość szerokie – obejmuje farmację, chemię medyczną oraz zahacza o obszar dietetyki. Korzystam z wiedzy z różnych dziedzin, dodaję szczyptę pasji i umiejętność przekazywania wiedzy w prosty sposób KAŻDEMU i właśnie dzięki temu moje szkolenia są tak ciekawe i SKUTECZNE.

Wiem, że część z osób, które mnie obserwują doskonale radzi sobie z tematami odżywiania i zakupów spożywki. Takim osobom do szlifowania wiedzy zupełnie spokojnie wystarczają bezpłatne szkolenia, które odbywają się 2-3 x w miesiącu + zawartość facebooka + instagrama i fajnie!

Ale jeśli chcesz więcej…

Jeśli masz ochotę na większą porcję wiedzy, dodatkowe mini wykłady na żywo, chcesz wrzucać produkty do oceny itd. – zapraszam Cię na grupę dla Patronów serwisu patronite.pl (zarejestrować możesz się klikając tu).

Na facebooku jest specjalna zamknięta grupa + mam dla Patronów specjalną platformę, z której mogą pobierać materiały, w tym dostają hasła do poprzednich bezpłatnych webinarów (czyli można zobaczyć WSZYSTKIE poprzednie webinary i pobrać materiały w zależności od progu wsparcia – również nie mając facebooka).

Przy okazji dziękuję Wam Drodzy Patroni bardzo, bardzo za wsparcie!

Jak to działa?

Rejestrujesz się na patronite.pl (kliknij) i w zależności od potrzeb z automatu wpłacasz co miesiąc kwoty:

10 pln – dostęp do zamkniętej grupy na facebooku (tam są mini transmisje LIVE oraz można wrzucać produkty),

20 pln – dostęp do grupy + do platformy z linkami do webinarów + niektóre materiały,

50 pln – wszystko co powyżej + więcej materiałów,

100 pln – wszystko co powyżej + dostęp do wybranych lekcji z wybranego kursu + bezpłatny udział w 1 wybranym kursie po 5 miesiącach wsparcia.

Chcesz jeszcze więcej?

Jeśli potrzebujesz wiedzieć jeszcze więcej – śmiało wbijaj na platformę kursową kursy.doktorania.pl (kliknij tu).

Na platformie 2 x w roku odbywają się edycje kursów online podzielone na grupy wiekowe i zapotrzebowanie. Zwykle zapisy zaczynają się 3-4 tygodnie przed datą startu i przez pierwszy tydzień cena kursu jest najniższa (min. -50%), później rośnie. Kurs możesz oczywiście kupić przez cały rok ale dwa razy w roku masz szansę zapłacić za niego mniej niż połowę ceny.

Jak wygląda nauka?

Przede wszystkim uczysz się kiedy chcesz – oglądasz video na platformie lub na facebooku. Na żywo lub retransmisję. Pobierasz i czytasz materiały o dowolnej porze dnia i nocy, z dowolnego miejsca na Ziemi. Uczysz się w swoim tempie i na swoich zasadach.

Otrzymujesz dożywotni dostęp do zamkniętej grupy na facebooku – możesz oglądać wykłady na żywo z poprzednich, obecnej i przyszłych edycji, możesz zadawać pytania kiedy chcesz, nawet 2 lata po rozpoczęciu kursu.

Masz okrągłe 12 miesięcy dostępu do materiałów w formie VIDEO i PDF na platformie.

Wyjaśniam wszystkie trudne dla Ciebie kwestie – możesz w każdej chwili zadać pytanie mailem lub w trakcie wykładu na żywo. Nie ma głupich pytań, wszyscy Uczestnicy moich szkoleń i wykładów doskonale o tym wiedzą, możesz ich zapytać.

Nie trać czasu.

Obojętnie czy chcesz uczyć się ze mną czy planujesz samodzielną zmianę nawyków żywieniowych – u siebie czy swojej Rodziny: zrób to jak najszybciej.

Nie trać czasu, weź się w końcu za siebie i swoje odżywianie. U mnie jest zawsze na luzie, bez zbędnej presji i zmuszania, w swoim tempie i z uśmiechem.

Nie czekaj do jutra. Wiesz przecież, że lepsze jutro zaczyna się DZIŚ.

kaszka

Kaszka dla niemowląt? Dramat.

Która kaszka to dramat? Myślisz, że poleje się krew? Że polecą inwektywy? Że idę na wojenkę z wielkim koncernem?

Jeśli weszłaś tu tylko dla jatki – muszę Cię rozczarować. Moja działalność w internecie to naświetlanie problemów, próba dokonania zmian w myśleniu konsumentów, zwiększenie świadomości, pomaganie ludziom w podejmowaniu wysiłku, jakim jest praca z nawykami.

Nie jestem Wodzirejem Gównoburzy i nie zależy mi na popularności opartej na konfliktach z markami. Nie hejtuję marek, chociaż nie ukrywam, że mam ulubione oraz takie, za którymi nie przepadam (ze względu na słabe składy produktów). Ale w dyskusji ZAWSZE chodzi o konkretny PRODUKT i o to, czy skład jest lepszy czy gorszy, a nie o rzucanie mięsem czy oczernianie marki. Nie interesują mnie clickbaitowe nagłówki i granie na skrajnych emocjach Czytelników. Chodzi o to, żeby się czegoś dowiedzieć, poznać inny sposób widzenia, o to żeby wyłapać błędy i wspólnie zastanowić się nad rozwiązaniem.

Dla mnie liczy się PRAWDA, a celem działań jest ZMIANA. No ale do rzeczy.

O co chodzi?

Na warsztat wzięłam „Porcja zbóż, mleczna kaszka bez dodatku cukru”, która wedle tabeli zawiera 41g cukrów prostych na 100g produktu. Sporo, nawet jak na naturalne cukry.

kaszkakaszka

Podobna kaszka z dodatkiem cukru zawiera ok 24g cukrów (naturalny + dodany) na 100g produktu. Zatem jak to możliwe i która jest lepsza?

kaszkakaszka

O komentarz dotyczący zawartości cukru w „kaszce bez dodatku cukru” poprosiłam Bobovitę, czekam na ich odpowiedź, tymczasem…

Zalecenia zaleceniami, a skład jaki jest – każdy widzi.

Generalnie w produktach dla niemowląt najlepiej W OGÓLE NIE DODAWAĆ CUKRU (ani soli).  Kaszka z dosypanym cukrem to dla mnie dyskwalifikacja. To jest budowanie niebezpiecznego nawyku i to już w pierwszych miesiącach życia. Dziecko chętniej zje słodkie, ale czy warto…?

Jak żyć?

Po pierwsze nie skreślam Bobovity bo nie widzę na razie powodu. Jak się powód znajdzie to dam znać. W rozmowie telefonicznej Pani z Bobovity obiecała odpowiedzieć na moje dość szczegółowe pytania drogą mailową, zatem czekam cierpliwie na rozwiązanie tej zagadki.

Bardzo podoba mi się linia bezcukrowych kaszek, nie tylko Bobovity, ale też innych firm – jest ich już sporo na rynku! Poszukaj, wystarczy wpisać „kaszka bez dodatku cukru” – myślę, że to fajne rozwiązanie jeśli chodzi o błyskawiczny posiłek dla dziecka. Oczywiście można też ugotować płatki czy kaszę i zblendować – super rozwiązanie.

A wracając ogólnie do żywienia niemowląt i kaszek – zawsze wybieraj jogurty, kaszki itp. BEZ dodatku CUKRU.

Nie kupuj herbatek granulowanych, docukrzanych napojów owocowych i innych badziewi. Niemowlę, ale też starsze dziecko, naprawdę nie potrzebuje docukrzania. Więcej w tym temacie przeczytasz w tym tekście (kliknij).

Nie funduj zwiększonego ryzyka chorób swojemu kilkumiesięcznemu dziecku. Tony zabawek i góra pieniędzy nie pomogą później w odwracaniu zmian zdrowotnych i fatalnych nawyków, choćbyś nie wiem jak bardzo chciała.

Bądź „wariatką”, „niszcz dzieciństwo” – z premedytacją.

Nie patrz na przyjaciółki, rodzinę, znajomych. Patrz tylko na swoje dziecko. Widzisz je? Widzisz jego przyszłość? Niech będzie fajna, tak zdrowa jak tylko się da, radosna. Niech będzie BEZ dodatku CUKRU.

kanapki

Kanapki – cała prawda.

Jeśli kupujesz kanapki, musisz wiedzieć jedno – czytanie składu w pewnych przypadkach nie ma sensu. Tak, dobrze czytasz. Zobacz dlaczego.

Krótki skład.

Sformułowanie „krótki skład” jeśli chodzi o kanapki z kilkudniowym terminem ważności raczej nie istnieje.

Są kanapki, które mają prosty skład ale to te robione na świeżo, które trzeba zjeść teraz:

  • chleb: 3-4 składniki,
  • ser: 2-4 składniki,
  • masło,
  • warzywa.

Jak widać z opisu może być: „chleb, ser, masło, sałata”- fajnie. Ale w rzeczywistości i tak zamykamy się w 10-12 składnikach w sytuacji najbardziej luksusowej.

Cała prawda o kanapkach.

Dla jasności – moim celem nigdy nie jest niszczenie marki czy producenta. Zawsze naświetlam problem, oczywiście na konkretnych przykładach ale tylko dlatego, że chcę pokazać Ci na co należy zwrócić uwagę.

Oto etykieta popularnych kanapek:

kanapki

Wygląda fajnie, prawda? Całkiem prosto i gdyby brać życie tak prosto, to żyłoby nam się o wiele łatwiej.

Niestety tak nie jest. Kupując takie kanapki, w rzeczywistości jesz to:

kanapki

Ale jak to?

Myślisz, że oni są tacy źli i niedobrzy? Tak wygląda skład niemal wszystkich kanapek więc nie ma sensu wieszać psów na konkretnej marce. Jedyna moja uwaga to fakt, że niektórzy producenci podają total skład jak należy, a innym „nie starczyło miejsca”. I o tyle o ile znam przepisy i wiem, że na etykiecie bochenka chleba, czyli papierku wielkości 2 cm kwadratowych faktycznie czasami się NIE DA, o tyle wiem, że niektórzy jednak na tak małym świstu dają radę – bo to zależy od składu i CHĘCI.

I tu jest pies pogrzebany, bo skład to czasami litania, plus tych chęci jak widać niektórym brakuje.

Co teraz?

To nie jest koniec tej sprawy, jak wiesz. Chcę dowiedzieć się więcej, chce sprawdzić, czy faktycznie nie da się NIC zmienić, mam przeczucie, że się da.

Nie walczę z firmami, markami, nie tępię, nie niszczę – nie mam na to ani ochoty ani czasu.

Zależy mi na odgórnej zmianie, grzebaniu w przepisach oraz budowaniu świadomości konsumenckiej. Bo tak serio to MY, konsumenci, mamy bardzo dużo do powiedzenia, tylko Ty jeszcze o tym nie wiesz.

Ale nie martw się, ja Ci to wszystko wytłumaczę.

żłobek

Żłobek – zobacz co je Twoje dziecko.

Bulisz za prywatny żłobek.

NIEMAŁO.

A może udało się z państwowym? Jadłospis gdzieś wisi, chyba jest ok. Czasem nawet ma jakąś pieczątkę dietetyka – czyli wygląda nieźle.

Tak myślisz?

No to teraz patrz.

  • wszechobecna żywność przetworzona – płatki śniadaniowe, napoje, słodzone jogurty i pseudo jogurty, ciastka z fatalnym składem itd. – brak normalnego jedzenia (np. płatków owsianych, jaglanych, jogurtów naturalnych, kaszy jaglanej, WODY do picia),
  • przypalone, smażone, tłuste potrawy – kompletnie nie nadające się dla starszych dzieci, a już na bank nie dla żłobkowych,
  • produkty niskiej i bardzo niskiej jakości – np. wędlina z niską zawartością mięsa, dżem z fatalnym składem itd.,
  • faktyczny jadłospis niezgodny z podanym na kartce, np. było napisane „jogurt”, dzieci dostały przecukrzony deser wyglądający jak jogurt (tak, ten truskawkowy za 59 groszy).

Do tego jedzenie totalnie niedostosowane dla tych najmłodszych dzieci (żłobek) – np. kawały ogórka kiszonego ze skórą, twarda fasola, papryka ze skórą w sporych kawałkach, niepokrojona kapusta kiszona, chleb z pestkami i ziarnami (np. duże kawałki soi) itd. – dla starszego dziecka może nie stanowić to problemu, dla młodszych – tu bywa różnie,

To tylko przykłady moich zastrzeżeń z nalotów na jeden z prywatnych żłobków (zdjęcia mają słabą rozdzielczość i nie zawsze widać problem – były robione ukradkiem).

żłobekżłobekżłobekżłobekżłobek

[Spalone racuchy]

Tu powinno być zdjęcie spalonych, ociekających tłuszczem racuchów ale gdzieś mi uciekło. Jak znajdę to dodam do tego wpisu.

To są autentyczne zdjęcia, które zrobiłam jakiś czas temu (żłobek – jeden z prywatnych w Trójmieście). Każdej z tych potraw próbowałam sama. Większość posiłków nie nadawała się dla małych dzieci (żłobek), niektóre były słabe również dla przedszkolaków, a kilku nie podawałabym nawet dorosłym.

Co na to dyrekcja?

Na moje pytanie dotyczące jedzenia (i powyższe uwagi) Pani Dyrektor powiedziała, że mają wspólne jedzenie z przedszkolem i „tak wyszło”. 

Poza tym popularną odpowiedzią jest „bo dzieci nie chcą tego jeść”. Czy wszystkie dzieci w wieku żłobkowym nie chcą jeść prawdziwego jedzenia i pić wody? Dlatego cała grupa dostaje napoje CODZIENNIE do picia? Jakie to jest słabe.

Czy da się coś zmienić?

Czasem dostaję maile od Czytelników z opisem sytuacji, czasem z menu, jedna z Czytelniczek poprosiła mnie wczoraj o pomoc bo wchodzi na drogę sądową z jedną z placówek prywatnych, która ewidentnie wprowadza rodziców w błąd. Dla niej próby negocjacji zakończyły się usunięciem dziecka ze żłobka – to jest NIENORMALNE. 

Da się.

Zanim zapiszesz dziecko do przedszkola czy żłobka – zobacz menu, zajrzyj do kuchni jeśli masz możliwość.

Moja interwencja w jednym z państwowych przedszkoli w Trójmieście odniosła pozytywny skutek. Pani Dyrektor była otwarta na zmiany, zastrzegła, że mają ograniczony budżet ale że się POSTARAJĄ. I wiecie co? Naprawdę się udało. Wiedziałam, że nie uda się przeforsować wszystkich zmian ale byłam pod wrażeniem, że zrobili sporo w granicach swoich możliwości. CZYLI DA SIĘ. Nawet w państwowej placówce. Są prywatne żłobki i przedszkola gdzie jadłospis jest fenomenalny, poszukaj.

Co mogę zrobić?

Sprawdzaj, kontroluj, pytaj, rozmawiaj – nie poddawaj się. W ostateczności samodzielnie przygotowuj posiłki lub możesz zawsze zabrać dziecko z placówki – to są trudne rozwiązania, wiem. Plus oczywiście zgłoś sprawę odpowiednim władzom w swojej miejscowości lub nagłośnij temat. Nawet jeśli to mała miejscowość. Jeśli wszyscy będą siedzieć sicho – nic się nie zmieni.

Pamiętaj.

Pierwsze 36 miesięcy w życiu Twojego dziecka to takie trochę „programowanie żywieniowe”. Ten okres będzie rzutował na całe życie Twojej Pociechy. Zrób wszystko co w Twojej mocy, żeby uniknąć błędów żywieniowych – nie kupuj przesłodzonych produktów, fastfoodów, kolorowych napojów – generalnie stawiaj na żywność nieprzetworzoną jak najczęściej. Na spróbowanie czy na zasadzie pokazania jakiegoś dziwoląga – tak. W razie awarii czy sytuacji wyjątkowej – tak. Ale nigdy w standardzie. 

Prywatne żłobki to szersze pole do popisu. W Państwowych też da się coś zrobić, ale potrzebne są chęci.

To co jest dla mnie najsmutniejsze, to totalne zlanie tematu ciepłym moczem w niektórych placówkach. Władze czasem mają w dupie – jest wspólna kuchnia i tyle. Albo na kartce wisi co innego, a dzieci dostają co innego. I o tyle o ile mogę jeszcze zrozumieć związane czasem ręce w placówkach państwowych (co też jest dla nie realnym dramatem), kompletnie nie rozumiem samowolki w prywatnych żłobkach. Kiedy ludzie w końcu zrozumieją, że dzieciom (zwłaszcza tym malutkim) NIE WOLNO DAWAĆ BYLE CZEGO DO JEDZENIA? Strasznie mi szkoda tych Maluchów.

Takie działania są niedopuszczalne i jeśli widzisz problem – nie czekaj. Jeśli potrzebujesz pomocy – pisz, podpowiem, pomogę na tyle ile mogę.

Pora coś z tym zrobić. TERAZ. 

 

ciastka

Ciastka na śniadanie, czyli o tym jak zrobić z kogoś idiotę.

Śniadanie. Zboża + mleko. 5 zbóż nawet.

Na rysunku szczyt technologicznej finezji zdobnictwa cukierniczego czyli zbożowo rzeźbione ciastko oraz kubek plus jakiś dzbanuszek (?) i kłos. Grafik się postarał, chociaż nie do końca rozumiem co miał na myśli, jeśli chodzi o kompatybilność ze składem.

Spojrzałam na opakowanie okiem spieszącego się Konsumenta.

Wysoka zawartość, wyselekcjonowane, wartościowe, jedyne takie, witaminy – te hasełka robią robotę. Wygląda na to, że cztery ciastka załatwią mi czasowo i zdrowotnie „cały poranek”. Hehe.

Ciastka prawie zdrowe.

Opisy na opakowaniu sprawiają, że ciastka wyglądają na, hmm, niemal prozdrowotne. Niektórzy mogą odnieść wrażenie, że to pełnowartościowy posiłek. Zwłaszcza gdy ktoś nie ma czasu lub możliwości, żeby wyjąć lupę i czytać co producent miał na myśli pisząc 'pełnowartościowy posiłek’ tym drobnym druczkiem. Jak zatem podejść do tematu śniadaniowych ciastek?

Fakty.

Jak kupujesz ciastka to patrz zawsze na zawartość zbóż, cukier i jaki dodano tłuszcz. Tu jest 47% zwykłej pszenicy, czyli prawie połowa składu. Pełnoziarnistych zbóż 22.6% – nieco ponad 1/5 składu. I teraz uwaga. Akurat w tym konkretnym przypadku producent zlitował się i napisał jak jest – czyli dał total w produkcie. Niestety często bywa inaczej i należy mieć ze sobą kalkulator, aby dowiedzieć się ile tak naprawdę jest czego. 

Standardowe zagranie.

Wizualnie wygląda super, po obliczeniu już niestety gorzej. Czyli operowanie procentem procenta.

Jeśli producent Twoich ciastek użył takiego zagrania, to zboża stanowią X % składu i dopiero z tej wartości trzeba wyliczać dalsze procenty, zatem zwykłej pszenicy jest Y % z X %, czyli total wychodzi  Z %.  SERIO. Podobnie jest z owocami w jogurtach owocowych. Mamy wsad owocowy, i w tym wsadzie dopiero jest ileś owoców czyli ułamek ułamka.

A wracając – zbóż pełnoziarnistych innych niż pszenica jest w tych konkretnych ciastkach zaledwie ok. 16.4%, głównie płatki owsiane (6.3 %) i grys gryczany 4.3%. To się nazywa „wielozbożowość” i tak jest w większości wyrobów.

Tłuszcz.

Nie kupuj ciastek zawierających oleje/tłuszcze utwardzane/uwodornione. Koniec kropka. Palmowy: jeśli podane jest źródło pochodzenia (pozyskiwanie z odpowiednich terenów) – ok. Kokosowy, rzepakowy – ok. Różnorodność tłuszczów jest ok. Jedzenie ciągle tego samego nie jest ok. W tych ciastkach jest rzepak.

Ciastka to ciastka.

Czyli oprócz pszenicy i tłuszczu (tu olej rzepakowy, ale w innych wersjach jest też palmowy), producent dodał cukier, dorzucił wypełniacz, spulchniacze, aromaty i galante.

Gdyby ktoś szukał mleka…

To jest, owszem – narysowane na opakowaniu. Do tego być może jakiś aromat oraz 0.8% pełnego i jakaś śladowa ilość odtłuszczonego w składzie.

Podsumowując.

W tych ciastkach prawie 1/2 składu to zwykła mąka pszenna. Po prostu.

1/5 składu to cukier. W większości ciastek cukru jest > 30%.

1/7 składu to tłuszcz. W większości ciastek tłuszczu jest > 30%.

Jednym słowem te na foto to lekko podrasowane i lekko odchudzone zwykłe ciastka. Owszem, jest w nich trochę mniej tłuszczu i cukru niż w przeciętnych ale dorabianie jakiejś niesamowitej ideologii czy śniadaniowej magii do CIASTEK jest nie tyle zabawne co niebezpieczne. Zwłaszcza dla mniej świadomych konsumentów, a już na pewno dla dzieci.

A magnez!?

Ale w sensie, że magnez ma się wchłaniać z węglanu magnezu z 4 ciastek? LOL.

Czy ciastka to jest dobre śniadanie?

Nie jestem fanem żywności mocno przetworzonej, zwłaszcza takiej gdzie jest większa lub mniejsza dosypka cukru i bajerów. Jeśli potrzebuję cukru, lub gdy mam określoną (podbramkową) sytuację – takie i inne ciastka mogą mieć zastosowanie. 

Codziennie? Przekąska do biura? No fcuking way.

Dlaczego producenci to robią?

Bo mogą.

Bo Ty to kupujesz.

Bo to się opłaca.

Jak żyć?

Jak muszą być koniecznie ciastka – zrób sama. Owsiane to banalna, tania i zdrowsza alternatywa. 10 min roboty, 15-20min pieczenia i spokój na kilka dni.

Jak musisz kupić – wybieraj mądrze. Jak najwięcej składnika pełnoziarnistego i nie tylko ciągle ta nieśmiertelna pszenica. Cukier czerp z owoców, miodu itp. ALE NIE SAMYCH OWOCÓW. Stawiaj na węgle złożone z owocami i np. orzechami czy kakao. Bez dodanego cukru. Da się. 

Nie zgadzaj się na przecukrzanie syropami na potęgę. Dodatek suszonych owoców jest zdecydowanie lepszą alternatywą. Zwracaj też uwagę na bajery – im mniej tym lepiej. Na cholerę Ci farbowane, aromatyzowane gówna? Jak potrzebujesz coś kolorowego i pachnącego – wejdź do pierwszego z brzegu warzywniaka. Witaminy i składniki mineralne w cenie.

Nie pozwól robić z siebie idioty i nie czekaj na lepsze jutro.

Jak będziesz kupowała świadomie – bylejakości będzie coraz mniej na półkach. I nie, nie od jutra. Zacznij dziś, teraz. To idealny moment. Lepszego nie będzie, bo (do znudzenia będę to powtarzała, aż zrozumiesz) lepsze jutro zaczyna się dziś.