jedzenie dla dzieci

Witaj szkoło!

Zbliża się 1.09, śniadaniówki, mniejsze i większe wojenki domowe z dziećmi, nauczycielami, babciami itd. o to kto chce być otyły i mieć cukrzycę typu drugiego oraz kiedy.

I oczywiście wszystko jest kwestią dawki, równowagi, aktywności sportowej itp. ale patrząc na otyłe przedszkolaki oraz uczniów szkół podstawowych, czyli grupy wiekowe gdzie Rodzice i Opiekunowie mają jeszcze stosunkowo dużo do powiedzenia– chce mi się płakać. 

Tak, 'do powiedzenia’ bo niestety SAMO SIĘ NIE ZROBI. Trzeba dziecku powiedzieć, wyjaśnić pokazać oraz DAWAĆ PRZYKŁAD. Dziecko nie jest przedmiotem, robotem, kolejnym Twoim projektem. To Człowiek – taki jak TY. Ten mały Człowiek oczekuje tego samego co TY i zasługuje na to co Ty – na równe traktowanie i dostęp do informacji, czyli raczej inne odpowiedzi niż „bo tak”, „bo nie”.

Wiem, że jesteś zmęczona ale z czegoś trzeba niestety zrezygnować i poświęcić te 5-10 minut na wyjaśnienie tematu.

Czego NIE KUPOWAĆ?

Posłużę się przykładem. Oto co dla Waszych dzieci przygotowała jedna z sieci sklepów. Co ciekawe, szukałam tego w wersji papierowej ale nie znalazłam. Widzę te strony tylko online i stamtąd pochodzą skriny.

Dla mnie to jest totalny DRAMAT.

TONY CUKRU.

Ogromne ilości cukru dziennie spożywają dzieci, które bez nadzoru jedzą co popadnie, CODZIENNIE. W gazetce są produkty, których nie kupowałabym dzieciom do śniadaniówek, no może poza bakaliami.

Cukier, cukier z tłuszczem, słone, tłuste przekąski – dlaczego?

Jeśli od małego uzależniamy dziecko od słodkich i słonych przekąsek – może ono chętniej sięgać po nie później. Dla dziecka to potencjalne problemy zdrowotne, dla sklepu kolejny klient, który wróci bo uzależnił się od pewnych produktów.

Jak żyć?

Ja wiem, że to nie jest do zrobienia na raz, efektów nie widać od razu. To jest proces, droga, próby, powtarzanie, konsekwencja, wzloty i upadki. Ale warto ten proces przeprowadzić. Bakalie zamiast słodyczy, świeże owoce zamiast musów i soków czy napojów, woda zamiast pseudowody, jasne zasady spożywania słodyczy związane z aktywnością sportową. Zmiany wprowadzaj spokojnie, powoli, małymi krokami. Dawaj dobry przykład, nie zrażaj się niepowodzeniami. Początki często są trudne ale warto pozostać konsekwentnym.

Permanentny nadmiar cukru w diecie może być przyczyną chorób, np. cukrzycy typu 2, jest prostą drogą do otyłości, wielu zaburzeń, w skrócie- pod wieloma względami trudniejszego życia.

Zastanów się czy chcesz fundować to swojemu dziecku zanim następnym razem sięgniesz po cukier z tłuszczem bo tak ładnie prosi, bo nie chcesz marnować dzieciństwa, bo była promocja, bo oj tam oj tam, raz można.

A jeśli nie umiesz poradzić sobie z Babcią lub Teściową podrzuć jej to (klik).

Fot. pixabay.com

Kategorie: Dzieci, Wyróżnione

„Żywność dla dzieci” od środka.

Każdy autor ma swój styl pisania, a ponieważ mojej nowej książki w tym roku nie będzie w księgarniach i nie będzie jak jej przekartkować – chcę przybliżyć Ci jak wygląda jej zawartość. Styl i układ podobny jest do mojej poprzedniej książki, „SMART SHOPPING”, którą znajdziesz np. w empiku – tam była wiedza ogólna, tym razem jest szerzej o produktach dla dzieci i niemowląt, stąd tytuł.: „Żywność dla dzieci”.

(Jeśli chcesz od razu zobaczyć spis treści, zajrzyj tu (klik).)

Zanim zaczniesz

Książkę zaczynam od przypomnienia prostych faktów oraz wprowadzenia w dalsze rozdziały.

Żywność dla dzieci

Tytułem wstępu

Wstęp to dyskusja z popularnymi zagrywkami rzucanymi przez osoby nieświadome lub świadomie negujące wpływ stylu życia na zdrowie. Wcale nie jest łatwo rozmawiać, gdy ktoś jest święcie przekonany, że tylko jej/jego argumenty są prawdziwe albo uważa, że „się nie da”. Ja wychodzę z założenia, że najpierw warto zdobyć wiedzę, spróbować, przetestować różne rozwiązania, a dopiero później dyskutować czy jest sens i czy się da.

Żywność dla dzieci

Część szczegółowa

W dalszych rozdziałach omawiam skrótowo najpopularniejsze grupy produktów, zaczynając zawsze od kluczowych informacji – na co zwrócić uwagę, co omijać szerokim łukiem, czym się nie martwić.

Żywność dla dzieci

Niemal w każdym rozdziale są lepsze i gorsze składy ze słowem komentarza. Pokazuję też kilka razy jak i po co obliczać cukry dodane w produkcie.

Żywność dla dzieci

Zakończenie

Podsumowanie książki „Żywność dla dzieci” to kilka słów o zmianie nawyków żywieniowych oraz kilka stron do własnego zagospodarowania lub podrzucenia krótkiego przypomnienia bliskiej osobie.

Żywność dla dzieci

Chcesz wiedzieć więcej?

Więcej informacji oraz krótkie filmy o tym jak powstawała książka, na jakim papierze jest drukowana i jak wygląda proces tworzenia itp. znajdziesz na instagramie @doktorania (profil prywatny).

Jeśli chcesz zobaczyć spis treści, zajrzyj tu (klik).

Ps. Książkę możesz zamówić jedynie tu (klik).

Żywność dla dzieci

Spis treści książki „Żywność dla dzieci”

Ja też nie lubię kupować kota w worku, zatem przedstawiam Ci spis treści mojej najnowszej książki, a przed oficjalną premierą (czyli póki ceny są jeszcze niższe) pokażę Ci też kilka stron ze środka. Książkę kupić można tylko w jednym miejscu – na mojej stronie internetowej (kliknij tu).

Jest to pozycja dla początkujących, polecam ją osobom, które nie do końca pewnie czują się w sklepie spożywczym na dziale dziecięcym, które nie wiedzą czym się kierować podczas wyboru produktów spożywczych, oraz dla tych, dla których żywność dla dzieci to „oj tam, oj tam” i „nie marnuj mu dzieciństwa”.

Napisałam tę książkę również dla tych Rodziców i Opiekunów, którym już ręce opadły i czują się bezsilni wobec otoczenia. W pierwszej części podejmuję polemikę z najczęstszymi komentarzami i mitami na temat żywienia dzieci. Następnie skrótowo omawiam produkty z najważniejszych grup spożywczych pokazując lepsze i gorsze składy, wspominam też w rozmowie z Iwoną Kibil o diecie roślinnej u dzieci. Na koniec serwuję przydatne listy zakupów oraz krótkie zadania do samodzielnego zrobienia.

Jeśli uważasz, że w Twojej biblioteczce lub wśród zasobów kogoś bliskiego mogłaby się przydać taka pozycja – zapraszam do nabycia. Obecnie trwa przedsprzedaż – ceny są obniżone, książka jest w drukarni i do magazynu wjedzie około 19.08. Zatem wysyłka nastąpi w dniach 20-23.08.

Jeśli chcesz sprawdzić ceny i pakiety, zajrzyj tu (kliknij).

dzien dziecka

Dzień Dziecka.

O słodyczach dla dzieci wypowiadałam się wielokrotnie, nawet tu na blogu (klik), a ponieważ planuję różne akcje społeczne, pewnie jeszcze nie raz zobaczysz mnie na barykadach.

Tymczasem, z okazji Dnia Dziecka, jeszcze raz przypominam: NIE WARTO kupować dzieciom słodyczy w nagrodę.

Słodycze to element menu. 

Coraz bardziej powszechny, niestety. Załamuje mnie przyzwolenie społeczne na przekarmianie dzieci cukrem – w placówkach służby zdrowia, żłobkach, przedszkolach, szkołach, salach zabaw, restauracjach.

Z niedowierzaniem patrzę na lekarzy częstujących dzieci lizakami po badaniu. Nie chodzę do dentystów dających dzieciom lizaki po borowaniu zęba. Próchnica u dzieci jest powszechnym zjawiskiem i razem z otyłością na tle nieprawidłowych nawyków żywieniowych są sygnałami, że należy działać od podstaw – edukując nie tylko Rodziców ale też pracowników służby zdrowia, przedszkoli i szkół.

Jeśli teraz nie zaczniemy działać – za kilka lat będziemy borykali się z problemami nie tylko zdrowotnymi ale też psychologicznymi. Bo permanentnie wysoki cukier w menu to nie tylko nieprzyjemne borowanie mleczaka. To przede wszystkim większe ryzyko cukrzycy, otyłości i wielu innych chorób, których teraz na horyzoncie jeszcze nie widać, stąd powszechne „oj tam, oj tam”.

Nie ma co robić z tego sensacji.

Słodycze ciężko wyeliminować do zera ale można zminimalizować ich siłę, nie robiąc z nich sensacji. Można przestać robić z nich cel działania, jeśli przestaniemy pokazywać je jako nagroda za „bycie dzielnym” oraz za „bycie grzecznym” (przy okazji: co to w ogóle za tekst „bądź grzeczny” – bez wyjaśnienia konkretnie dziecko nie wie co to znaczy być grzecznym + dziecko nie będzie siedziało w bezruchu BO JEST DZIECKIEM A NIE ROBOTEM).

Chcesz iść na lody? Ok, ale później idziemy grać w piłkę, na plac zabaw, na spacer itd. Cukier można połączyć ze sportem, pokazując, wyjaśniając na czym polega metabolizm glukozy, jak działa insulina. Fajnie pomaga w tym seria „Było sobie życie”, na której uczyłam się fizjologii jako dziecko.

Wszystko jest dla ludzi.

Ale nie wszystko jest dla dzieci. Młodym konsumentom trudno jest odróżnić reklamę od rzetelnej informacji. Dzieci nie są osobami dorosłymi, z wiedzą opartą na świadomości istnienia odcieni szarości. Dla dzieci często jest „tak lub nie”. Czarne lub białe. Nie każde dziecko rozumie słowo „czasami”. Jasne zasady spożywcze bardzo się przydają, chociaż nie zawsze jest gładko podczas ich wprowadzania, zwłaszcza gdy od zawsze w sklepie, szafce i lodówce panowała samowolka.

Nie płacz nad rozlanym mlekiem.

Twoje dziecko ma glukozę z syropem cukrowym zamiast krwi? Trudno, mleko się rozlało. Teraz zamiast płakać czy wprowadzać drastyczne zmiany w jadłospisie podejdź do działania z głową. Zaplanuj powolny, stopniowy odwyk. Ty też nie lubisz drastycznych zmian, prawda?

Zamiast ton słodyczy w nagrodę wymyśl coś, co Twoje Dziecko naprawdę lubi, niekoniecznie materialnego – wizyta na ulubionym wielkim placu zabaw? Kino? Jak musi być przedmiot – może kolorowanka, naklejki z brokatem? Gazetka z zadaniami i komiksem? Magiczny długopis? Książeczka? Jest tak duży wybór w sklepach, że w każdym przedziale cenowym da się znaleźć coś fajnego.

Zamiast kolorowych, gazowanych napojów, postaw na wyciskane świeżo soki, domową lemoniadę ze świeżymi owocami pływającymi w butelce, wodę gazowaną z miodem i cytryną, napoje oparte na wodzie z sokiem lub soki tłoczone.

Jogurt owocowy zastąp naturalnym z owocami lub odrobiną miodu lub mieszaj naturalny z ulubionym owocowym. Słodkie płatki śniadaniowe mieszaj ze zwykłymi owsianymi, żytnimi, jaglanymi.

Ciastka z cukrem i tłuszczem częściowo utwardzonym zastąp ciastkami z owocami suszonymi i normalnym nieutwardzonym tłuszczem (w składzie jest informacja jaki tłuszcz). Jeśli macie czas, możecie RAZEM upiec muffiny marchewkowe, banalne ciastka owsiane itd.

Nie trzeba zmieniać wszystkiego diametralnie w ciagu jednego dnia. Metoda MAŁYCH KROCZKÓW – małych ale stawianych CODZIENNIE jest łatwiejsza i często bardziej skuteczna.

Zmarnuj Dziecku dzieciństwo.

Śmiało, nie krępuj się. Bez żenady, w akompaniamencie głupkowatych tekstów od znajomych i rodziny – konsekwentnie, codziennie marnuj dziecku dzieciństwo, tłumacząc czemu permanentny nadmiar cukru w diecie jest szkodliwy. Codziennie, krok po kroku działajcie RAZEM w celu ograniczania cukru w menu. Naucz Dziecko jak szukać w składzie cukrów ukrytych, wprowadź do wspólnych działań element zabawy.

To tylko wydaje się trudne i „nie do zrobienia”. Tak naprawdę Twoje Dziecko to bardzo mądry Mały Człowiek, który widzi, czuje i słyszy więcej niż myślisz, który wiele potrafi zrozumieć. Po prostu ma trochę mniej informacji i doświadczenia. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, abyś pokazała mu piękno tego świata, nauczyła czerpania radości z prostych rzeczy. Bo niestety ani tony nowych przedmiotów, ubrań czy sprzętów, ani tony nowych, plastikowych zabawek, ani tony cukru nie są podstawą czy gwarancją lepszego życia i wiecznego szczęścia. I właśnie tego warto uczyć dzieci. Od małego.

Wpis nie jest sponsorowany.

Fot. tytułowe – pixabay.com

Kategorie: Dzieci, Wyróżnione
dzień mamy

Droga Mamo.

Życzę Ci, żebyś pamiętała, że jesteś TAK SAMO ważna jak inni Członkowie Rodziny. 

Niezależnie od wykształcenia, wyglądu, pochodzenia, pracy lub jej braku, stanu konta, popełnionych w przeszłości błędów itd. – nadal jesteś FAJNYM Człowiekiem, jesteś Mamą, zasługujesz na szacunek. Naucz tego siebie, wymagaj tego od innych. Bycie popychadłem źle robi nie tylko w Twojej głowie – to również słaby wzorzec dla Twoich Dzieci.

Życzę Ci, żebyś potrafiła zawalczyć o przestrzeń dla siebie. 

Przysłowiowe 5min dziennie. A tak serio, to raczej ciut więcej. Przeznacz ten czas wyłącznie na SWOJE sprawy. To co lubisz, relaks, drzemka, manikiur, ulubiona książka, spacer, kawa, nauka. Rozwijaj się, ucz, nie rezygnuj, jeśli tylko możesz choć chwilę dziennie przeznaczyć na rozwój. Bądź trochę egoistką. To niemodne w obliczu kultu zarzynającej się Matki Polki, która wszystko robi sama, wiem. Ale dzięki temu nauczysz Dzieci, że trzeba być ważnym dla siebie samego, że dbanie o siebie jest kluczowe, że umiejętność bycia samemu ze sobą, LUBIENIE SIEBIE to większe szanse na zdrowy związek z drugim Człowiekiem.

Życzę Ci, żebyś umiała zarządzać wyrzutami sumienia. 

Nie, nie mogłaś zrobić lepiej. Powiedzieć inaczej, podjąć innej decyzji. Wtedy zrobiłaś najlepiej, wedle wiedzy w tamtej sytuacji. Wyciągnij wnioski, przyjmij lekcję z pokorą. Idź dalej. Nie zajmuj się rzeczami, na które nie masz wpływu – zamartwianie się to strata czasu.

Życzę Ci umiejętnego dogadywania się z Ojcem Dziecka, Mężem, Partnerem.

Wbrew obiegowej i niestety powszechnej opinii – On NIE MA CI POMAGAĆ przy dziecku. To nie jest dodatkowy projekt, dorywcza praca, dodatek do życia. ON MA JE WYCHOWYWAĆ. Ma przewijać, karmić, usypiać, zawozić, przywozić, płacić, być. Dokładnie tak jak Ty. Jeśli nie umie – spokojnie wytłumacz, pokaż, rozmawiajcie, uczcie się razem.

Uważaj na wygodny schemat 'o nic nie muszę się martwić’. Ma swoje plusy, ale dziwnym trafem nikt nie wspomina o minusach. Nie obudź się pewnego pięknego dnia z ręką w nocniku – bez pięknego domu, bez kasy, bez pozycji zawodowej, bez możliwości życia 'jak zawsze’. To zimny, nieprzyjemny prysznic, który zdarza się nie tylko na filmach, uwierz.

I na koniec, Droga Mamo, życzę Ci dużo siły podczas podejmowania trudnych decyzji.

’Jakoś to będzie’ jest najgorszym wyborem.

Być może myślisz, że utrzymywanie Rodziny w obecnym kształcie – za wszelką cenę – ma sens. Może uważasz, że Dzieci 'muszą mieć ojca’ i to jest priorytet. Płacisz za to słuchaniem epitetów, byciem na końcu listy ważności, tolerowaniem dziwnych zachowań. Płacisz często dużo więcej. Teraz.

Zapominasz, że Twoje Dzieci też za to zapłacą, ale w przyszłości. One obserwują bardzo nieprawidłowy schemat, wiesz? Dla nich to taki standard, być może będą bezwiednie powielać go w przyszłości. Masz tego świadomość? Chcesz, żeby Twoja Córka żyła w takim układzie?

Dobrze się zastanów i podejmij kroki jeśli jest źle. Będzie Ci ciężko, owszem, ale z czasem będzie lepiej. Najtrudniej jest zacząć. Jeśli nie masz wsparcia u najbliższych – poszukaj pomocy na zewnątrz. Znajomi, przyjaciele, terapeuci, ośrodki pomocy. Działaj, nie trać czasu. Ratuj Dzieci.

Droga Mamo, życzę Ci uśmiechu, więcej snu i spokoju, nawet gdy Ci ciężko.

Pamiętaj, że to minie. Nawet gdy czasem myślisz, że nie dasz już rady. WSZYSCY tak mamy. Czasem nie mamy siły wstać z podłogi. Nie da się być Supermenką 24/7. Każdy z nas ma czasem lepszą, czasem gorszą formę. Korzystaj z lepszej, zaakceptuj gorszą jeśli nie trwa zbyt długo. Zrób badania, odwiedź specjalistę, jeśli nie dajesz już rady i trwa to od dawna. Dbaj o siebie. Maskę tlenową zakładasz w samolocie najpierw sobie, prawda…?

I pamiętaj, że niezależnie od tego, co mówią inni, niezależnie od tego czy mogłaś lepiej, co by było gdyby – nie rozpamiętuj, nie porównuj siebie do innych. Odpuść, pogódź się i idź dalej, do przodu.

Jesteś wystarczająco dobra.

Jesteś NAJLEPSZĄ MAMĄ NA ŚWIECIE.

kaszka

Kaszka dla niemowląt? Dramat.

Która kaszka to dramat? Myślisz, że poleje się krew? Że polecą inwektywy? Że idę na wojenkę z wielkim koncernem?

Jeśli weszłaś tu tylko dla jatki – muszę Cię rozczarować. Moja działalność w internecie to naświetlanie problemów, próba dokonania zmian w myśleniu konsumentów, zwiększenie świadomości, pomaganie ludziom w podejmowaniu wysiłku, jakim jest praca z nawykami.

Nie jestem Wodzirejem Gównoburzy i nie zależy mi na popularności opartej na konfliktach z markami. Nie hejtuję marek, chociaż nie ukrywam, że mam ulubione oraz takie, za którymi nie przepadam (ze względu na słabe składy produktów). Ale w dyskusji ZAWSZE chodzi o konkretny PRODUKT i o to, czy skład jest lepszy czy gorszy, a nie o rzucanie mięsem czy oczernianie marki. Nie interesują mnie clickbaitowe nagłówki i granie na skrajnych emocjach Czytelników. Chodzi o to, żeby się czegoś dowiedzieć, poznać inny sposób widzenia, o to żeby wyłapać błędy i wspólnie zastanowić się nad rozwiązaniem.

Dla mnie liczy się PRAWDA, a celem działań jest ZMIANA. No ale do rzeczy.

O co chodzi?

Na warsztat wzięłam „Porcja zbóż, mleczna kaszka bez dodatku cukru”, która wedle tabeli zawiera 41g cukrów prostych na 100g produktu. Sporo, nawet jak na naturalne cukry.

kaszkakaszka

Podobna kaszka z dodatkiem cukru zawiera ok 24g cukrów (naturalny + dodany) na 100g produktu. Zatem jak to możliwe i która jest lepsza?

kaszkakaszka

O komentarz dotyczący zawartości cukru w „kaszce bez dodatku cukru” poprosiłam Bobovitę, czekam na ich odpowiedź, tymczasem…

Zalecenia zaleceniami, a skład jaki jest – każdy widzi.

Generalnie w produktach dla niemowląt najlepiej W OGÓLE NIE DODAWAĆ CUKRU (ani soli).  Kaszka z dosypanym cukrem to dla mnie dyskwalifikacja. To jest budowanie niebezpiecznego nawyku i to już w pierwszych miesiącach życia. Dziecko chętniej zje słodkie, ale czy warto…?

Jak żyć?

Po pierwsze nie skreślam Bobovity bo nie widzę na razie powodu. Jak się powód znajdzie to dam znać. W rozmowie telefonicznej Pani z Bobovity obiecała odpowiedzieć na moje dość szczegółowe pytania drogą mailową, zatem czekam cierpliwie na rozwiązanie tej zagadki.

Bardzo podoba mi się linia bezcukrowych kaszek, nie tylko Bobovity, ale też innych firm – jest ich już sporo na rynku! Poszukaj, wystarczy wpisać „kaszka bez dodatku cukru” – myślę, że to fajne rozwiązanie jeśli chodzi o błyskawiczny posiłek dla dziecka. Oczywiście można też ugotować płatki czy kaszę i zblendować – super rozwiązanie.

A wracając ogólnie do żywienia niemowląt i kaszek – zawsze wybieraj jogurty, kaszki itp. BEZ dodatku CUKRU.

Nie kupuj herbatek granulowanych, docukrzanych napojów owocowych i innych badziewi. Niemowlę, ale też starsze dziecko, naprawdę nie potrzebuje docukrzania. Więcej w tym temacie przeczytasz w tym tekście (kliknij).

Nie funduj zwiększonego ryzyka chorób swojemu kilkumiesięcznemu dziecku. Tony zabawek i góra pieniędzy nie pomogą później w odwracaniu zmian zdrowotnych i fatalnych nawyków, choćbyś nie wiem jak bardzo chciała.

Bądź „wariatką”, „niszcz dzieciństwo” – z premedytacją.

Nie patrz na przyjaciółki, rodzinę, znajomych. Patrz tylko na swoje dziecko. Widzisz je? Widzisz jego przyszłość? Niech będzie fajna, tak zdrowa jak tylko się da, radosna. Niech będzie BEZ dodatku CUKRU.

żłobek

Żłobek – zobacz co je Twoje dziecko.

Bulisz za prywatny żłobek.

NIEMAŁO.

A może udało się z państwowym? Jadłospis gdzieś wisi, chyba jest ok. Czasem nawet ma jakąś pieczątkę dietetyka – czyli wygląda nieźle.

Tak myślisz?

No to teraz patrz.

  • wszechobecna żywność przetworzona – płatki śniadaniowe, napoje, słodzone jogurty i pseudo jogurty, ciastka z fatalnym składem itd. – brak normalnego jedzenia (np. płatków owsianych, jaglanych, jogurtów naturalnych, kaszy jaglanej, WODY do picia),
  • przypalone, smażone, tłuste potrawy – kompletnie nie nadające się dla starszych dzieci, a już na bank nie dla żłobkowych,
  • produkty niskiej i bardzo niskiej jakości – np. wędlina z niską zawartością mięsa, dżem z fatalnym składem itd.,
  • faktyczny jadłospis niezgodny z podanym na kartce, np. było napisane „jogurt”, dzieci dostały przecukrzony deser wyglądający jak jogurt (tak, ten truskawkowy za 59 groszy).

Do tego jedzenie totalnie niedostosowane dla tych najmłodszych dzieci (żłobek) – np. kawały ogórka kiszonego ze skórą, twarda fasola, papryka ze skórą w sporych kawałkach, niepokrojona kapusta kiszona, chleb z pestkami i ziarnami (np. duże kawałki soi) itd. – dla starszego dziecka może nie stanowić to problemu, dla młodszych – tu bywa różnie,

To tylko przykłady moich zastrzeżeń z nalotów na jeden z prywatnych żłobków (zdjęcia mają słabą rozdzielczość i nie zawsze widać problem – były robione ukradkiem).

żłobekżłobekżłobekżłobekżłobek

[Spalone racuchy]

Tu powinno być zdjęcie spalonych, ociekających tłuszczem racuchów ale gdzieś mi uciekło. Jak znajdę to dodam do tego wpisu.

To są autentyczne zdjęcia, które zrobiłam jakiś czas temu (żłobek – jeden z prywatnych w Trójmieście). Każdej z tych potraw próbowałam sama. Większość posiłków nie nadawała się dla małych dzieci (żłobek), niektóre były słabe również dla przedszkolaków, a kilku nie podawałabym nawet dorosłym.

Co na to dyrekcja?

Na moje pytanie dotyczące jedzenia (i powyższe uwagi) Pani Dyrektor powiedziała, że mają wspólne jedzenie z przedszkolem i „tak wyszło”. 

Poza tym popularną odpowiedzią jest „bo dzieci nie chcą tego jeść”. Czy wszystkie dzieci w wieku żłobkowym nie chcą jeść prawdziwego jedzenia i pić wody? Dlatego cała grupa dostaje napoje CODZIENNIE do picia? Jakie to jest słabe.

Czy da się coś zmienić?

Czasem dostaję maile od Czytelników z opisem sytuacji, czasem z menu, jedna z Czytelniczek poprosiła mnie wczoraj o pomoc bo wchodzi na drogę sądową z jedną z placówek prywatnych, która ewidentnie wprowadza rodziców w błąd. Dla niej próby negocjacji zakończyły się usunięciem dziecka ze żłobka – to jest NIENORMALNE. 

Da się.

Zanim zapiszesz dziecko do przedszkola czy żłobka – zobacz menu, zajrzyj do kuchni jeśli masz możliwość.

Moja interwencja w jednym z państwowych przedszkoli w Trójmieście odniosła pozytywny skutek. Pani Dyrektor była otwarta na zmiany, zastrzegła, że mają ograniczony budżet ale że się POSTARAJĄ. I wiecie co? Naprawdę się udało. Wiedziałam, że nie uda się przeforsować wszystkich zmian ale byłam pod wrażeniem, że zrobili sporo w granicach swoich możliwości. CZYLI DA SIĘ. Nawet w państwowej placówce. Są prywatne żłobki i przedszkola gdzie jadłospis jest fenomenalny, poszukaj.

Co mogę zrobić?

Sprawdzaj, kontroluj, pytaj, rozmawiaj – nie poddawaj się. W ostateczności samodzielnie przygotowuj posiłki lub możesz zawsze zabrać dziecko z placówki – to są trudne rozwiązania, wiem. Plus oczywiście zgłoś sprawę odpowiednim władzom w swojej miejscowości lub nagłośnij temat. Nawet jeśli to mała miejscowość. Jeśli wszyscy będą siedzieć sicho – nic się nie zmieni.

Pamiętaj.

Pierwsze 36 miesięcy w życiu Twojego dziecka to takie trochę „programowanie żywieniowe”. Ten okres będzie rzutował na całe życie Twojej Pociechy. Zrób wszystko co w Twojej mocy, żeby uniknąć błędów żywieniowych – nie kupuj przesłodzonych produktów, fastfoodów, kolorowych napojów – generalnie stawiaj na żywność nieprzetworzoną jak najczęściej. Na spróbowanie czy na zasadzie pokazania jakiegoś dziwoląga – tak. W razie awarii czy sytuacji wyjątkowej – tak. Ale nigdy w standardzie. 

Prywatne żłobki to szersze pole do popisu. W Państwowych też da się coś zrobić, ale potrzebne są chęci.

To co jest dla mnie najsmutniejsze, to totalne zlanie tematu ciepłym moczem w niektórych placówkach. Władze czasem mają w dupie – jest wspólna kuchnia i tyle. Albo na kartce wisi co innego, a dzieci dostają co innego. I o tyle o ile mogę jeszcze zrozumieć związane czasem ręce w placówkach państwowych (co też jest dla nie realnym dramatem), kompletnie nie rozumiem samowolki w prywatnych żłobkach. Kiedy ludzie w końcu zrozumieją, że dzieciom (zwłaszcza tym malutkim) NIE WOLNO DAWAĆ BYLE CZEGO DO JEDZENIA? Strasznie mi szkoda tych Maluchów.

Takie działania są niedopuszczalne i jeśli widzisz problem – nie czekaj. Jeśli potrzebujesz pomocy – pisz, podpowiem, pomogę na tyle ile mogę.

Pora coś z tym zrobić. TERAZ. 

 

dziecku

Nie kupuj dziecku gówien w nagrodę.

Kiedy mogę dać dziecku kolorowy jogurcik? A paróweczkę?

Takie pytania dostaję codziennie. Odpowiadam zwykle zgodnie z prawdą „nigdy” albo „to zależy”. Ponieważ rynek produktów dla dzieci działa na mnie jak płachta na byka – rzuć okiem na kilka uwag ogólnych. O parówkach było już kiedyś (kliknij jak chcesz przeczytać), dziś o innych fast-foodach.

Zastanów się co kupujesz.

Dajesz dziecku żelki z witaminami? Ciastka z tłuszczem utwardzonym? Słabo, a raczej dramat. A może popularne jogurciki smakowe w kolorowych kubeczkach? A może wszechobecne musy owocowe? Może słodkie serki homogenizowane? Też nie najlepiej.

Jeśli totalnie nie patrzysz na skład, tylko jak leci – bierzesz z półki wszystko co z napisem „dla dzieci” – dobrze się zastanów, bo za kilka – kilkanaście lat, Twoje dziecko może przyjść do Ciebie z pytaniem 'dlaczego?’. Co mu wtedy odpowiesz?

Kiedy zaczyna się edukacja żywieniowa?

Jeśli myślisz, że w szkole czy w przedszkolu – grubo się mylisz. Edukacja zaczyna się w łonie matki. Jeśli jesteś w ciąży ale odżywiasz się raczej słabo – najwyższa pora aby coś zmienić. Dziecko zaczyna przyzwyczajać się do pewnych smaków już na etapie bezpiecznego oczekiwania w brzuchu Mamy. Wiesz co to jest programowanie żywieniowe? Pierwsze trzy lata w życiu dziecka to czas na przygotowanie organizmu i zbudowanie właściwych nawyków żywieniowych. W przedszkolu jest już za późno, a w szkole dochodzi presja grupy, z której ciężko wyjść nie mając racjonalnych argumentów w zanadrzu podczas przeciętnej pyskówki.

Ojej, ale dlaczego nie dawać żelków, kolorowych serków i jogurcików?

Przecież nabiał jest zdrowy! Nabiał być może tak, nabiał z rafinowanych cukrem lub syropem glukozowo-fruktozowym już niekoniecznie. Żelki to słodycze, a nie źródło witamin. Witaminy są np. w warzywach.

Ale przecież dziecko POTRZEBUJE cukru!

Serio? Ale ile dokładnie? Cukrów prostych czy złożonych? A ile dodanych? A ile czasu dziennie Twoje dziecko spędza na świeżym powietrzu? No właśnie. Cukrów dodanych może śmiało być ZERO. Tak. Cukrów prostych naturalnego pochodzenia – ułamek całości, bo stawiamy na węglowodany złożone. Dziecko potrzebuje węglowodanów złożonych, może spokojnie spożywać trochę cukrów prostych naturalnego pochodzenia, może spokojnie jeść naturalny cukier obecny w jogurcie czy świeżych owocach – byle z umiarem. Cukrów dodanych NIE potrzebuje.

No to ile mogę maksymalnie podać?

Przyjmij sobie, że w przeciętnym przypadku cukry dodane przewidziane są dla dzieci w maksymalnej ilości (to wartość baaardzo ogólna i uśredniona) około 3 łyżeczek dziennie (15 g). TRZECH. Paczka żelków to około 10 łyżeczek (50 gramów). Cukrów prostych naturalnych można zjeść trochę więcej – najlepiej w postaci świeżych owoców i warzyw, a nie soków czy musów.

Przecież musy to same owoce!

Zgoda. Ale musy to przetworzone owoce. Mus NIGDY nie zastąpi owocu. Nawet jeśli mają podobną zawartość cukru w porcji – owoc bogaty jest witaminy i składniki mineralne nie poddane obróbce. 

No to już najlepiej nic nie jeść!

Jeść ale z umiarem. Jeść ale nie budować idiotycznych nawyków. Kolorowy kubeczek słodkiej brei nie dostarczy wyłącznie cennych składników – dostarczy również cukru. Niepotrzebnie. Kolorowy mus pokazuje, że owoce czy warzywa nie są niezbędne – wystarczy słodka papka. A to nie jest prawdą.

Coś jeszcze?

Urozmaicenie jest dobre. Czasami wychodzenie poza schemat jest dobre. Sporadyczne ekscesy są dobre. Uśmiech i radość z jedzenia są dobre.

Codzienny nadmiar cukru i tłuszczów utwardzonych jest zły. Brak lub niewielka ilość warzyw – są złe. Słodkie papki zamiast naturalnych nieprzetworzonych produktów są złe. Żywność przetworzona jako codzienny standard jest zła. Nagradzanie i karanie jedzeniem JEST FATALNE. Nie wgrywaj fatalnego oprogramowania w głowę swojego dziecka – słono za to kiedyś zapłaci.

Jak żyć?

Raz na jakiś czas – ok. Czemu nie? Codziennie jako standard, nawyk, przyzwyczajenie, rytuał – NIE! Pokaż dziecku, że jogurt lub serek naturalny (!) można wzbogacić owocami ŚWIEŻYMI, orzechami, może łyżeczką miodu, sezamem, siemieniem lnianym itp. – w zależności od wieku.

I na litość boską NIE KUPUJ DZIECKU GÓWIEN W NAGRODĘ! Żelki w nagrodę? Ciastka z utwardzonym tłuszczem w nagrodę? Hamburger w nagrodę? Badziew wyglądający jak jogurt w nagrodę? W nagrodę dostaje się NAGRODY, a nie gówna. Jeśli chcesz wprowadzić element zaskoczenia – powiedz, że „dla odmiany”, „na spróbowanie”, „na trasie łatwiej jest zjeść to, ale to wyjątkowa sytuacja” itd.

Tak, zgadzam się, te fast-foody dziecięce czasem bardzo się przydają, ale niech „czasem” pozostanie „czasem”, a nie „codziennie”.

Buduj dobre nawyki od urodzenia.

Jeśli jesteś świadomym Rodzicem – pamiętaj, że edukacja żywieniowa zaczyna się od samego początku. Niemowlak nie potrzebuje docukrzanych herbatek, ciastek, musów i słodkich serków w kolorowych opakowaniach. Niemowlak potrzebuje mleka z piersi, przytulić się i w kimę. A następnie w ramach rozszerzania diety po 6 miesiącu – dobrego, prostego jedzenia bez cukru dodanego. Jeśli nauczysz dziecko jeść jogurt naturalny – będzie jadło jogurt naturalny. Jeśli nauczysz picia wody – będzie piło wodę. Jeśli sama jesz byle co i nauczysz picia i jedzenia gówien w ładnych opakowaniach – będzie piło i jadło gówna – bo tak to działa.

Nie daj robić z siebie idioty.

Nadmiar cukru jest niekorzystny na każdym etapie naszego życia. Zbywamy temat tekstami typu: przecież nic się nie dzieje, przecież jestem szczupła, przecież dziecko normalnie wygląda, nie można sobie wszystkiego odmawiać, przecież tak ładnie prosi. Nie nabieraj się na to, że reklamowali coś w telewizji, że przecież napisane 'dla dzieci’, że kolorowe opakowanie, że stoi na półce w aptece. To często jedynie MARKETING, bo musi nastąpić SPRZEDAŻ, nic więcej.

Buduj w dziecku siłę.

Jeśli robisz w mózgu dziecka bazę wiedzy na temat zdrowego odżywiania – będzie mu łatwiej oprzeć się presji grupy podczas urodzinek lub przerwy w szkole. Dajesz mu oręże do głupkowatych dyskusji, których wszędzie pełno.

Ale wiesz co? Nie martw się tym, że dookoła banda ignorantów, Twoje dziecko doskonale sobie poradzi. To Ty masz rację ładując spory wysiłek w wychowanie i kształtowanie prawidłowych wzorców dotyczących jedzenia. Czasem jest ciężko, wiem. Ale to Ty będziesz czuła radość i odetchniesz z ulgą za parę lat, gdy wiele Twoich koleżanek będzie załamywało ręce. I to właśnie Ty usłyszysz „dziękuję” zamiast „dlaczego”.

 

 

 

_________________________

Ps. Jeśli uwagi ogólne to dla Ciebie za mało – rzuć okiem na profil @doktorania na Facebooku i Instagramie – tam sporo szczegółowych informacji oraz zdjęcia produktów.

Kategorie: Dzieci, Wyróżnione

Zlituj się nad swoim dzieckiem.

Tak się składa, że z wykształcenia jestem również pedagogiem i skutkiem, a może przyczyną tego jest zainteresowanie tematami dzieciowymi. A z racji mojej obecności na wczorajszej konferencji 'Dziecko w rozwodzie”, gdzie przez większość czasu siedziałam w szoku, z niedowierzaniem kiwając głową, nasunęły mi się pewne wnioski. Przykłady, które przywołam pochodzą z autentycznych rozpraw sądowych, o których opowiadali Prelegenci.

Naturalnie można rozpocząć długą i burzliwą dyskusję… 

Zaczynając od tego dokąd zmierza świat, omówić wady i zalety postępu technologicznego, później płynnie przejść do dysfunkcyjnych relacji – w kontekście przeniesienia życia do świata wirtualnego. Można wrzucić szczyptę samotności w sieci i bez sieci, dodać narodową skłonność do cierpienia i poświęceń, zahaczyć o wszechobecną hipokryzję bo przecież jestem dobrym człowiekiem, chodzę do kościoła ale jak zupa za słona to wpierdol albo nie dam ci kasy na nowe spodnie. Następnie gładko wszedłby temat olbrzymiej wartości jaką jest małżeństwo, bo przecież zawsze warto walczyć – za wszelką cenę. Otóż nie zawsze i nie za wszelką cenę, bo moje życie nie podlega przetargom, ale o tym cicho sza, przecież to niemoralne dbać o własne sprawy, szczęście, pieniądze. I właściwie jesteśmy już blisko meritum, bo jeśli szczęście i pieniądze to przecież nic nie da Ci w życiu takiej radości i nie będzie Cię tyle kosztowało co dzieci. Jeśli nie masz dzieci to przecież „nie znasz życia” i nie wiesz co to studnia bez dna. Jeśli niedajboże dbasz przy okazji o siebie i/lub masz pieniądze – przegrałaś życie. Heh.

Ale wróćmy do dzieci.

Jestem gorącym zwolennikiem filozofii nie płakania nad rozlanym mlekiem – i w pracy i w życiu prywatnym ale też w odżywianiu. Oczywiście mogę zawsze kupować żywność eko, nieprzetworzoną itp., ale nadejdzie w końcu taki moment, że nie będzie innej opcji: kupię coś innego i już. Jestem gorącym przeciwnikiem bycia w małzeństwie za wszelką cenę. Jeśli obydwie (!) osoby uważają, że jest co ratować – ok. Ale w sytuacji, gdy pozostał tylko popiół, warto dać sądowi ten popiół posprzątać. 

Co tam w sądzie słychać?

Temat rzeka. W opinii Prelegentów – mnóstwo do zrobienia, do zmiany, do poprawy. Momentami tragedia. Brak tablic alimentacyjnych. Sąd ma dbać o dobro dzieci. Bo Rodzice nie są w stanie.

Włos mi się zjeżył na głowie, gdy usłyszałam o walkach (przed sądem!) o punkty na kartach lojalnościowych w sklepach. Jak to powiedziała właśnie jedna z Prelegentek – sąd jest od sprzątania popiołu. Nie od idiotycznych dyskusji jaki kolor bluzek ma nosić dziecko (autentyk). Historie jakie usłyszałam nie mieszczą mi się w głowie, bo nie potrafię zrozumieć jak można być takim potworem dla swojej ukochanej pociechy. Oddzielnym tematem są sprawy finansowe – chyba na osobny wpis bo to co się dzieje również nie mieści się w głowie. Smutne i prawdziwe. 

Dziecko w rozwodzie.

Najtrudniejsze tematy to te związane z ochroną dzieci. Nie rozumiem rodziców, którzy mają w dupie dobro swoich dzieci, wciągając je w zagrywki między sobą. Rozumiem, że rozstanie jest bardzo trudne i bolesne, że niektórzy czują potrzebę odwetu, pokazania, udowodnienia czegoś komuś – ja to wszystko doskonale rozumiem. Wiem, że to jest bardzo ciężki okres dla wszystkich, że potrzeba czasu, pomocy specjalistycznej bardzo często, że samemu trudno to nie raz udźwignąć. Ale dlaczego, do kurwy nędzy, wciągasz w to swoje dziecko? Udowadniaj, walcz, rób co Ci serce podpowiada – to Twoje życie. Ale nie krzywdź dziecka!

Ludzie ludziom zgotowali ten los.

Serio. Zaskakujące i szokujące są dla mnie matki i ojcowie, którzy tak wiele uwagi, dbałości i poświęcenia ofiarowali swoim dzieciom, a następnie bez żalu jadą walcem po psychice swojego ukochanego maleństwa – zabraniając czy utrudniając kontakty z matką/ojcem, która/y dotychczas zachowywał/a się wobec dziecka bez zarzutu. A robią to dla zasady. Żeby mu/jej pokazać. Ale co pokazać? I nie mam na myśli teraz, podkreślam to jeszcze raz, rodzin, gdzie ojcowie czy matki mieli w dupie dzieci i nagle się obudzili i też – dla zasady – walczą.

Człowieku, opanuj się! DLA JAKIEJ ZASADY TY TO ROBISZ?

Dlaczego robisz to swojemu dziecku? Ono ma tak wiele stresu, cierpienia – czemu dokładasz mu swoje brudy? Czemu smarujesz to biedne dziecko swoim gównem? Ono później chodzi – do przedszkola, do szkoły – umazane, oblepione.

Tak. Właśnie tak to sobie teraz wyobraź, bo tak to wygląda: dziecko chodzi oblepione gównem Twoich kłamliwych historii, Twojego napuszczania, robienia zdjęć dowodowych, wypytywania, nastawiania, angażowania w dowolny sposób. To bardzo ciężkie brzemię, czy naprawdę chcesz aby je nosiło?

Weź się w garść.

Załatw te bardzo trudne, wyczerpujące sprawy w czterech ścianach BEZ obecności dzieci. Musisz wzbić się na wyżyny swojej inteligencji, również tej emocjonalnej i wszelkie spory, pokazywanie kto, co i dlaczego, śledzenie i inne genialne pomysły – załatwić w cztery oczy. Nie w sześć, nie w osiem.  W cztery.

Poszukaj pomocy specjalisty – warto! Nie wszyscy są dodatkowo płatni. Rozmawiaj ze swoim dzieckiem o wszystkim SZCZERZE. Tłumacz trudne zagadnienia, w przeciwnym razie dziecko sobie dopowie – niekoniecznie prawdę. Nie pozwalaj, by dziecko było Twoim opiekunem, pocieszycielem.

A tak serio…

Czasem warto po prostu odpuścić. Zemsta niewiele daje. Zranienie jest straszne, to prawda. Otwarta rana goi się powoli, na pewno. Ale wszelkie dziwne i wykańczające akcje niewiele tak naprawdę zmieniają. Pogodzenie się z pewnymi sprawami, spokój wewnętrzny i pozytywne nastawienie są bardzo korzystne dla nas pod kątem zdrowotnym. A jeśli chodzi o dzieci… Pamiętaj proszę, że dziura którą robisz swojemu dziecku w mózgu, zachowując się jak idiotka/ta, ograniczając kontakty bez wyraźnej przyczyny, walcząc w obecności dziecka, wciągając je we wszystko, budując fałszywy obraz i zabierając poczucie równowagi, bezpieczeństwa – pozostanie w tej małej główce na zawsze. I nie zmienią tego tony drogich zabawek, zagraniczne wyjazdy czy odwracanie uwagi słodyczami i wizytami w makdonaldzie.

Tylko TY możesz to zmienić. Twoje dziecko na to zasługuje, bo ono nie jest winne temu, że Wam nie wyszło.

Zagryź zęby i nie pytaj, nie mów, nie kłam, nie podpowiadaj, nie szantażuj. Spróbuj coś zmienić – nawet drobiazg, jeśli jest Ci teraz bardzo trudno. Zrób to. Niech to będzie dobry weekend, pierwszy z wielu następnych. Wiem, że potrafisz.

 

Kategorie: Dzieci, Inne
azotany dziecko

Dlaczego robicie to naszym DZIECIOM?

IARC ogłosiło temat rakotwórczości mięsa przetworzonego, może skłoni to kogoś do przemyślenia tematu spożywania mięsa kilka razy dziennie. Ja już jakiś czas temu ograniczyłam spożycie wędlin, a jeśli już – szukam produktów o wysokiej zawartości mięsa i bez zawartości azotynów.

Nie da się ich uniknąć zupełnie, to oczywiste. Ale ograniczając spożycie mięsa oraz świadomie wybierając produkty, można próbować zmniejszyć podaż. O tym dlaczego warto unikać tych substancji pisałam tu.

Dziś w nocy naszło mnie na przeglądanie stron rządowych, a konkretnie Rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie dozwolonych substancji dodatkowych, a zwłaszcza załącznika dotyczącego warunków stosowania w żywności dla niemowląt i małych dzieci.

Wnioski.

Jeśli mam aktualną wersję, to na liście dozwolonych substancji NIE MA azotynów (o działaniu rakotwórczym). Czyli produkty dla niemowląt i małych dzieci NIE MAJĄ PRAWA ich zawierać.
 
Ale już parówy i szyneczki dla starszych dzieci – luzik. Producenci ochoczo ładują w mięso konserwant i bez mrugnięcia okiem opakowują to w kolorowe kwiatuszki, serduszka, świnki, ludziki i Bóg wie co jeszcze.

Problem polega na tym, że…

Piszą do mnie Mamy niemowląt i małych dzieci, pytając które parówki mogą dać dziecku. Odpowiadam im zwykle: ŻADNE.

Rodzice nie zdają sobie sprawy, że żywność zawierająca dodatek azotynu nie jest odpowiednia dla dzieci, ani dla nich samych. Wystarczy nam już tych substancji dookoła, serio.

Droga Kancelario, Panie Ministrze i wszyscy, którzy możecie coś zrobić.

Dlaczego ktoś dopuszcza do obrotu produkt z założenia dla dzieci, w którym jest zaledwie 54% mięsa, a reszta to długa historia o niczym, z dodatkiem rakotwórczego konserwantu? Przecież nazwa „Bobaski” sugeruje, że produkt mogą spożywać małe dzieci, ale czy na pewno…?

parówki parówki

Na cholerę tu te uśmiechnięte dzieci i słoneczko? Bo mnie, szczerze mówiąc jest totalnie nie do śmiechu widząc takie rarytasy w sklepie.

Dlaczego na opakowaniach z żywnością zawierającą dodatek azotynu sodu typu szynka czy parówki nie ma informacji dotyczących ich szkodliwości, tak jak jest na innych produktach zawierających szkodliwe substancje?

Tak, wiem, że są normy.

Tak, wiem, że źródłem azotanów(V) i azotanów(III) (azotynów) w codziennej diecie człowieka są jeszcze warzywa i woda pitna.

Tak, wiem, że mięso bez konserwantu też może być szkodliwe, a zepsute to już dno.

Tak, wiem, że azotany i azotyny są wszędzie i nie da się znakować wszystkiego.

ALE WĘDLINY ZAWIERAJĄCE DODANE AZOTYNY W ILOŚCIACH KONSERWUJĄCYCH SIĘ DA, ZWŁASZCZA TE DLA DZIECI, PRAWDA?

Wszystko się da, tylko trzeba chcieć. Ale ktoś tu ewidentnie nie chce. A szkoda.

urodziny

Jak zrobić urodziny dla dziecka?

Organizacyjnie urodziny to ciężki temat, bo człowiek chciałby jak najlepiej ale nie do końca wiadomo CO jest najlepsze.
Dasz dziecku gówniane rzeczy – ŹLE, bo budujesz fatalny w skutkach nawyk.
Dasz 'tylko raz, wyjątkowo, bo na urodziny itp.’ – też ŹLE bo uczysz idiotycznej zasady, że gówno je się z okazji święta.
Nie dasz – też ŹLE bo przecież inni jedzą i jest super!

A może ugryźć te urodziny inaczej?

Zastanówmy się, co jest takiego fajnego w jedzeniu na urodzinach? TONY CUKRU, TŁUSZCZU I SOLI! Proste!

Czemu zatem nie dostarczyć tych ton w formie zdrowszej niż gówniane syropy, polepszacze, utwardzony palmowy, szkodliwe barwniki itp.?

Aaa bo to jest trudne, drogie itp. itd. No tak, jak masz przydział 1.5 pln na osobę to ciężko kupić coś innego niż pakę syfiastych ciastek i butlę napoju (chociaż można po prostu upiec proste i tanie ciasto drożdżowe + zrobić banalną mrożoną herbatę + cytryna i miód, prawda…?).

Jeśli już masz zamiar wybulić na takie urodziny, może warto zrobić mniej a lepszego? A może, jeśli masz możliwość, zrezygnować raz z restauracji + kina i dołożyć tych kilka złotych na lepsze jedzenie dla swojego DZIECKA.

To jest też okazja do dyskusji o jedzeniu.

Do pokazania ludziom, że da się. Ok, 10 matek powie, że Ci odwaliło, że jesteś nawiedzona/y, że 'przecież to są urodziny’ itp. itd. ale po pierwsze: dziecko nie do końca kuma to 'dziś tak a jutro nie’ a po drugie: nie przejmuj się i rób swoje. Spójrzmy prawdzie w oczy – będziesz o tych laskach pamiętał/a za 2, 3, 4 lata…? Dlaczego w ogóle przejmować sie opinią ludzi, którzy NIE SZANUJĄ tego, że masz inne zdanie na temat gównianego jedzenia? Laski nie kumają, że chcesz dla swojej Pociechy jak najlepiej? Trudno! Jeśli ktoś ma inne zdanie- szanuję to ALE nie wpłynie to jednak na obecność lub nie śmieci na moim stole czego i Tobie życzę.

Co robić?

Unikać kolorowych produktów nafaszerowanych substancjami dodatkowymi. Dzieciaki kochają kolorowe ozdoby do muffinek? Super! Ozdabiamy marchewkowe muffinki toną kolorowego badziewia, można spróbować taką kulkę: o jaka słodka, niezdrowa i sztuczna – lepiej odłożyć i zjeść samą muffinkę + mały kawalek czekolady z orzechami.

Masz większy budżet – będzie łatwiej. Większość niezdrowych rzeczy można zastąpić zdrowszymi alternatywami. Nie masz kasy? Nie martw się, można pokombinować.

Lizaki.

Nie stać Cię na te z ksylitolem? Ok, kup zwykłe. NIE KUPUJ za to tych okrągłych, płaskich z obrazkami. To najgorszy, szkodliwy syf i malaria.

Fryty.

Muszą być fryty? Świetnie. Zrób z warzyw (pokroić, dodać sól, przyprawy, zioła, spryskać olejem i do piekarnika) lub robione / kupione, same ziemniaczane ale z piekarnika.

Chrupki.

Bądź twarda i kup zwykłe kukurydziane ale śmieszne kształty. Można podać do nich (i do frytek) dobry keczup bez konserwantów i będzie zabawa. Jak masz kasę kup warzywne – udają niezdrowe pomidorowe, a są dobre – nikt się nie skapnie.

Chipsy.

Jak nie ma opcji bez chipsów, trzeba jakoś to obejść (fryty zamiast chipsów?). W razie W dać nachosy (mniej tłuszczu) lub kukurydziane talarki smakowe. Można też zrobić samemu chipsy z warzyw (np. cukinia itp. w cienkie plastry, przyprawy, sól, upiec).

Ciastka itp.

Zdrowsza alternatywa (ciastka bez polepszaczy) jest w sklepach ale trzeba wykonać wysiłek umysłowy aby nie kupić tego co pod ręką, najtańsze, z najlepszym marketingiem. A może rób sam/a owsiane, jakieś bakaliowe lub inne ewentualnie kup dobrą alternatywę, może dobre sezamki? Może fajna chałwa? Niech coś za tym cukrem idzie.

Tort.

Może być jakieś 'eko-sreko’ ciasto ale ma przypominać wyglądem tort lub po prostu musi być tort. Fajnie zrobić prosty tort samemu (nie musi mieć pierdyliarda pięter, dla dzieci najważniejsze jest JAK WYGLĄDA z zewnątrz, a figurki cukrowe itp. można kupić – jakie to sprytne: zdrowy, jadalny środek i na zewnątrz coś ekstra średnio jadanego). Może obczaj dobrą cukiernię? Zapytaj o skład! Zwykły biszkopt + krem na śmietanie brzmi zupełnie ok, w końcu to tort urodzinowy, a nie kiełki na sałacie – byle bez spulchniaczy, polepszaczy, syropów i chuk wie czego jeszcze. PO CO TO W TORCIE?

Picie.

Woda – wiadomo. Może świeżo wyciskany sok? Jak nie to domowa, mrożona (banalna i tania) herbata, lemoniada. Gazowane? Proszę bardzo – domowa lemoniada na wodzie gazowanej. Przecież domową zrobisz z miodem lub Twoją ulubioną ilością cukru na wielką butlę, zamiast odgórnie dodanymi 20 łyżeczkami, można? Można!

Żelki.

W ogóle bym NIE KUPOWAŁA. Jeśli jest dramat to: można kupić lepszej jakości (drogie) lub z ciut mniejszą ilością cukru. Można też zrobić samemu. Można zamiast żelków podać owoce suszone (np. morele bez siarki!). Dla niektórych dzieci będzie to nowość, może polubią fajną alternatywę? A ponieważ morele są kwaskowate i słodkie – dają radę.

Czekolada.

Wiadomo, że musi być. Dobrej jakości (bez zbędnych składników), z orzechami, byle NIE NADZIEWANA. Można zrobić fajne praliny samemu – jest robota ale nie ma dramatu bo szybko się je kręci, a jaki wtedy będzie szał! 'Hej, Dzieci! Zdrowe czekoladki!’ Kumasz?

Zawsze masz wybór.

Nawet jeśli wydaje Ci się, że nie masz wyboru – to nie prawda. Po prostu kosztuje to więcej czasu czy pieniędzy, ale da się. Tak samo szczupła sylwetka, gładka skóra, sukcesy w pracy zawodowej, czysta podłoga, forma do maratonu – WSZYSTKO wymaga pracy. Wychowywanie dzieci, budowanie i kształtowanie nawyków, codzienny jadłospis – to też wymaga PRACY. Dlaczego chce Ci się dbać o projekty w robocie, o dom, o samochód, o szczupłą talię, szeroką klatę, 10 km biegu dziennie a nie masz juz siły i czasu na projekt 'dziecięce party’? Może kilka konkretnych podpowiedzi znajdziesz tu (klik), zajrzyj.

’Aaa niech ma’.

Tak jest najłatwiej. Niestety łatwo często znaczy słabo. Warto włożyć w ten event trochę pracy, uwierz – da się! Warto! Jest to możliwe aby dzieci były szczęśliwe, a jednocześnie nie jadły byle czego. Ulubiony obiad i nieco zmodyfikowane przysmaki, do tego garść przyjaciół, fajna muza i kilka prezentów. Może postawić na stole orzechy, świeże owoce, cienkie paski marchewek do chrupania? Może fajne banalne domowe sosy do marchewek lub domowych frytek? Wszyscy się upaćkają i będzie wesoło. Sam/a z resztą wiesz, co Twoje dzieci lubią robić najbardziej.

Nie chcesz, nie możesz zorganizować full opcji? Ok, sprobuj znaleźć zamienniki będące w zasięgu Twoich możliwości. Na początek kilka zmian, następnym razem może uda się więcej.

PO PROSTU SPRÓBUJ!

Kategorie: Dzieci
babci

List do Babci i Dziadka.

Droga Babciu, drogi Dziadku!

Zanim powiesz, że wiesz lepiej, że kiedyś było inaczej, że mam nie zabierać dzieciństwa itd., przeczytaj proszę do końca.

Praktycznie codziennie dostaję wiadomości, komentarze, sygnały od zrozpaczonych matek – one nie wiedzą już co robić. Jak do Ciebie trafić.

Jeszcze w ciąży dbają o to co jedzą, po porodzie gotują i przecierają te cholerne papki, pilnują aby cukier pojawił się w życiu dziecka jak najpóźniej i w jak najbardziej przyjaznej formie, wkładają wysiłek w minimum chemii na talerzu i nagle bang! Przyjeżdżają dziadkowie.

Hulaj dusza, piekła nie ma.

Pół działu typu łakocie, witaminy, zdrowy start, mleko i zboża i co tam jeszcze wymyślisz ze sklepu spożywczego ląduje na stole, plus obowiązkowo kilogramy lepszych i gorszych czekolad.

Bo to Zła Matka była.

'Ona już zwariowała z tym jedzeniem, 'przesadza’ ‚dlaczego nie daje dziecku niczego słodkiego’, ‚dzieci potrzebują cukru’, ‚bo Wnusia tak prosiła’, ‚bo kocham’, 'oj tam oj tam’.

Po co te złośliwości, drwiny?

Dlaczego podważasz autorytet matki? To, że czegoś nie rozumiesz lub że masz inne zdanie NIE OZNACZA, ŻE MASZ RACJĘ. Dlaczego wprowadzasz dziwną atmosferę domową, nie potrafiąc uszanować zasad?

Rozumiem, że chcesz jak najlepiej.

Wiem, że Dziadkowie są od rozpieszczania. Tak, masz prawo nie być na bieżąco z najnowszywmi wytycznymi żywieniowymi, możesz nie wiedzieć.

Producenci są sprytni, ukrywają tony cukru pod krystaliczną powłoką pseudo zalet, a jak przyciśnie się ich do muru to udają głupków ale uwierz: Twoja córka, syn, zięć, synowa są często doskonale zorientowani.

WYSTARCZY ZAPYTAĆ.

Chcesz kupić coś dzieciakom? Kup książkę, kolorowankę z naklejkami za 2.99pln, gazetkę z durnym gratisem, który cieszy czasem bardziej niż milion dolarów, śmieszne plasterki na skaleczenie z bohaterami z bajek (zawsze wiszą przy kasie), albo jak już jedzenie – jakąś alternatywę, np. bakalie, batonika owocowo-orzechowego. 

Jeśli MUSI być czekolada – wybieraj tę dobrej jakości, czyli minimalna ilość składników (NIE biała, NIE nadziewana) i najlepiej z całymi orzechami.

Niech dzieci kojarzą słodycze z owocami, orzechami, polskim miodem naturalnym, a nie z gównem w kolorowym opakowaniu. 

Słodzony napój w kolorze marchewki nie zastąpi marchewki choćby nie wiem jak się starać, a do picia służy WODA, nie łoter z siugar.

Pseudo kakałko, pseudo jogurcik, pseudo miłość.

Jeśli kochasz, zadbaj o przyszłość swoich wnuków. Fajna przyszłość to nie jest fundowanie cukrzycy, otyłości i w konsekwencji problemów psychologicznych, hormonalnych i całego kalejdoskopu zdarzeń. Bo nie każde dziecko potrafi ‚zostawić na później’. Nie każde biega cały dzień po podwórku jak kiedyś.

Te słodkości za którymi tęsknisz, których najczęściej w Twoim domu kiedyś nie było – NIE ISTNIEJĄ. W ich miejsce, taśmą produkcyjną płynie najczęściej ściek. Na sklepowych półkach leży sztucznie farbowane BYLE CO z dobrym marketingiem, dobrą reklamą telewizyjną i uśmiechniętą buzią na opakowaniu. Te uśmiechnięte dzieciaki ze szklanego ekranu nawet kijem nie dotkną gówna z tłuszczem częściowo utwardzonym, które reklamują, które tak ufnie kupujesz.

Jeśli kochasz swoje wnuki – poświęć im CZAS, opowiedz ciekawe HISTORIE, zróbcie WSPÓLNIE zdrowe, smaczne ciasto marchewkowe, ciastka owsiane ale błagam – NIE KUPUJ GÓWNIANYCH PRODUKTÓW spożywczych 'dla dzieci’.

O to proszą Cię teraz Twoje Dzieci. Za to podziękują Ci później Twoje Wnuki.