dziecku

Nie kupuj dziecku gówien w nagrodę.

Kiedy mogę dać dziecku kolorowy jogurcik? A paróweczkę?

Takie pytania dostaję codziennie. Odpowiadam zwykle zgodnie z prawdą „nigdy” albo „to zależy”. Ponieważ rynek produktów dla dzieci działa na mnie jak płachta na byka – rzuć okiem na kilka uwag ogólnych. O parówkach było już kiedyś (kliknij jak chcesz przeczytać), dziś o innych fast-foodach.

Zastanów się co kupujesz.

Dajesz dziecku żelki z witaminami? Ciastka z tłuszczem utwardzonym? Słabo, a raczej dramat. A może popularne jogurciki smakowe w kolorowych kubeczkach? A może wszechobecne musy owocowe? Może słodkie serki homogenizowane? Też nie najlepiej.

Jeśli totalnie nie patrzysz na skład, tylko jak leci – bierzesz z półki wszystko co z napisem „dla dzieci” – dobrze się zastanów, bo za kilka – kilkanaście lat, Twoje dziecko może przyjść do Ciebie z pytaniem ‚dlaczego?’. Co mu wtedy odpowiesz?

Kiedy zaczyna się edukacja żywieniowa?

Jeśli myślisz, że w szkole czy w przedszkolu – grubo się mylisz. Edukacja zaczyna się w łonie matki. Jeśli jesteś w ciąży ale odżywiasz się raczej słabo – najwyższa pora aby coś zmienić. Dziecko zaczyna przyzwyczajać się do pewnych smaków już na etapie bezpiecznego oczekiwania w brzuchu Mamy. Wiesz co to jest programowanie żywieniowe? Pierwsze trzy lata w życiu dziecka to czas na przygotowanie organizmu i zbudowanie właściwych nawyków żywieniowych. W przedszkolu jest już za późno, a w szkole dochodzi presja grupy, z której ciężko wyjść nie mając racjonalnych argumentów w zanadrzu podczas przeciętnej pyskówki.

Ojej, ale dlaczego nie dawać żelków, kolorowych serków i jogurcików?

Przecież nabiał jest zdrowy! Nabiał być może tak, nabiał z rafinowanych cukrem lub syropem glukozowo-fruktozowym już niekoniecznie. Żelki to słodycze, a nie źródło witamin. Witaminy są np. w warzywach.

Ale przecież dziecko POTRZEBUJE cukru!

Serio? Ale ile dokładnie? Cukrów prostych czy złożonych? A ile dodanych? A ile czasu dziennie Twoje dziecko spędza na świeżym powietrzu? No właśnie. Cukrów dodanych może śmiało być ZERO. Tak. Cukrów prostych naturalnego pochodzenia – ułamek całości, bo stawiamy na węglowodany złożone. Dziecko potrzebuje węglowodanów złożonych, może spokojnie spożywać trochę cukrów prostych naturalnego pochodzenia, może spokojnie jeść naturalny cukier obecny w jogurcie czy świeżych owocach – byle z umiarem. Cukrów dodanych NIE potrzebuje.

No to ile mogę maksymalnie podać?

Przyjmij sobie, że w przeciętnym przypadku cukry dodane przewidziane są dla dzieci w maksymalnej ilości (to wartość baaardzo ogólna i uśredniona) około 3 łyżeczek dziennie (15 g). TRZECH. Paczka żelków to około 10 łyżeczek (50 gramów). Cukrów prostych naturalnych można zjeść trochę więcej – najlepiej w postaci świeżych owoców i warzyw, a nie soków czy musów.

Przecież musy to same owoce!

Zgoda. Ale musy to przetworzone owoce. Mus NIGDY nie zastąpi owocu. Nawet jeśli mają podobną zawartość cukru w porcji – owoc bogaty jest witaminy i składniki mineralne nie poddane obróbce. 

No to już najlepiej nic nie jeść!

Jeść ale z umiarem. Jeść ale nie budować idiotycznych nawyków. Kolorowy kubeczek słodkiej brei nie dostarczy wyłącznie cennych składników – dostarczy również cukru. Niepotrzebnie. Kolorowy mus pokazuje, że owoce czy warzywa nie są niezbędne – wystarczy słodka papka. A to nie jest prawdą.

Coś jeszcze?

Urozmaicenie jest dobre. Czasami wychodzenie poza schemat jest dobre. Sporadyczne ekscesy są dobre. Uśmiech i radość z jedzenia są dobre.

Codzienny nadmiar cukru i tłuszczów utwardzonych jest zły. Brak lub niewielka ilość warzyw – są złe. Słodkie papki zamiast naturalnych nieprzetworzonych produktów są złe. Żywność przetworzona jako codzienny standard jest zła. Nagradzanie i karanie jedzeniem JEST FATALNE. Nie wgrywaj fatalnego oprogramowania w głowę swojego dziecka – słono za to kiedyś zapłaci.

Jak żyć?

Raz na jakiś czas – ok. Czemu nie? Codziennie jako standard, nawyk, przyzwyczajenie, rytuał – NIE! Pokaż dziecku, że jogurt lub serek naturalny (!) można wzbogacić owocami ŚWIEŻYMI, orzechami, może łyżeczką miodu, sezamem, siemieniem lnianym itp. – w zależności od wieku.

I na litość boską NIE KUPUJ DZIECKU GÓWIEN W NAGRODĘ! Żelki w nagrodę? Ciastka z utwardzonym tłuszczem w nagrodę? Hamburger w nagrodę? Badziew wyglądający jak jogurt w nagrodę? W nagrodę dostaje się NAGRODY, a nie gówna. Jeśli chcesz wprowadzić element zaskoczenia – powiedz, że „dla odmiany”, „na spróbowanie”, „na trasie łatwiej jest zjeść to, ale to wyjątkowa sytuacja” itd.

Tak, zgadzam się, te fast-foody dziecięce czasem bardzo się przydają, ale niech „czasem” pozostanie „czasem”, a nie „codziennie”.

Buduj dobre nawyki od urodzenia.

Jeśli jesteś świadomym Rodzicem – pamiętaj, że edukacja żywieniowa zaczyna się od samego początku. Niemowlak nie potrzebuje docukrzanych herbatek, ciastek, musów i słodkich serków w kolorowych opakowaniach. Niemowlak potrzebuje mleka z piersi, przytulić się i w kimę. A następnie w ramach rozszerzania diety po 6 miesiącu – dobrego, prostego jedzenia bez cukru dodanego. Jeśli nauczysz dziecko jeść jogurt naturalny – będzie jadło jogurt naturalny. Jeśli nauczysz picia wody – będzie piło wodę. Jeśli sama jesz byle co i nauczysz picia i jedzenia gówien w ładnych opakowaniach – będzie piło i jadło gówna – bo tak to działa.

Nie daj robić z siebie idioty.

Nadmiar cukru jest niekorzystny na każdym etapie naszego życia. Zbywamy temat tekstami typu: przecież nic się nie dzieje, przecież jestem szczupła, przecież dziecko normalnie wygląda, nie można sobie wszystkiego odmawiać, przecież tak ładnie prosi. Nie nabieraj się na to, że reklamowali coś w telewizji, że przecież napisane ‚dla dzieci’, że kolorowe opakowanie, że stoi na półce w aptece. To często jedynie MARKETING, bo musi nastąpić SPRZEDAŻ, nic więcej.

Buduj w dziecku siłę.

Jeśli robisz w mózgu dziecka bazę wiedzy na temat zdrowego odżywiania – będzie mu łatwiej oprzeć się presji grupy podczas urodzinek lub przerwy w szkole. Dajesz mu oręże do głupkowatych dyskusji, których wszędzie pełno.

Ale wiesz co? Nie martw się tym, że dookoła banda ignorantów, Twoje dziecko doskonale sobie poradzi. To Ty masz rację ładując spory wysiłek w wychowanie i kształtowanie prawidłowych wzorców dotyczących jedzenia. Czasem jest ciężko, wiem. Ale to Ty będziesz czuła radość i odetchniesz z ulgą za parę lat, gdy wiele Twoich koleżanek będzie załamywało ręce. I to właśnie Ty usłyszysz „dziękuję” zamiast „dlaczego”.

 

 

 

_________________________

Ps. Jeśli uwagi ogólne to dla Ciebie za mało – rzuć okiem na profil @doktorania na Facebooku i Instagramie – tam sporo szczegółowych informacji oraz zdjęcia produktów. Na Facebooku oceniam produkty na żywo podczas transmisji raz na jakiś czas. A jeśli to wszystko to dla Ciebie jeszcze mało, zajrzyj tu (kliknij) i przejrzyj plan lekcji – następne zapisy jesień 2018! Uczysz się gdzie chcesz i kiedy chcesz – we własnym tempie.

24
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
13 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
18 Comment authors
doktoraniaKamilaEwaMichalinaJulia Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aleksandra Wojtyna
Gość
Aleksandra Wojtyna

Tak właśnie robię, nieustannie w moich dzieciach kształtuję dobre nawyki, nigdy nie slodzą napojów, nie jedzą maka, sporo u nas kiszonek, które uwielbiają, zero garmażerki, za to własny chleb i ciasto orkiszowe, kasza gryczana i buraki. Córka znajomej, która nocowała u mojej córki, stwierdziła, że tego nie da się jeść i zadzwoniła do mamy, że jest głodna i chce do maka… Wyobraź sobie, jak się czułam goszcząc tę 10-latkę w domu, która nie chciała zjeść nic, bo jej nie smakowało, a co pomyślała o mnie jej mama, hmm 😉 ciociu, u was jest jakieś dziwne jedzenie, nie macie mikrofali, nie… Czytaj więcej »

mika
Gość
mika

mój starszy syn spędzał dzien u kolegi i prawie skakał w kosmos na wieść o pójściu do maka, bo ja fanką takiego jedzenia nie jestem, więc nie chodzimy – no i co.. zjadł kilka frytek i wypił łyka coli, bo sie okazało, że wcale nie takie pyszne jak się wydawało 😉

Natalia | runwithmum
Gość

Podpisuję się rękami i nogami 🙂 Tak się porobiło, że chociaż ludzie wokół są dużo bardziej świadomi, to i tak w stosunku do dzieci coś się przestawia w głowie. Słodycze jako nagroda, ich brak – odbieranie dzieciństwa. Moja mała skończyła niedawno magiczne trzy lata, pędzona jest na zdrowej diecie 🙂 I choć dużo musiałam modyfikować po drodze i nie jest tak idealnie, jak sobie wymarzyłam, naprawdę widać rezultaty. Bardzo potrzebny artykuł!

Keira
Gość
Keira

Moje dziecko od początku miało przerąbane, bo AZS i ciągle trzeba było uważać co je, dlatego teraz np uwielbia awokado, jogurt naturalny czy picie wody. Problem zaczął się w szkole, bo przecież inne dzieci biorą na 2gie śniadanie słodycze, a on ma marchewkę i było mu po prostu przykro… 🙁 Później zmieniłam pracę i przez to mam dużo mniej czasu, więc niestety czasami muszę posiłkować się ‚fast foodami’. Ale nawyki zostają i jak widział, że ja nie słodzę herbaty czy kawy(u mnie w domu prawie w ogóle cukru się nie używało), to on tez nie musiał, albo woli napić się… Czytaj więcej »

Agnieszka Kłosińska
Gość
Agnieszka Kłosińska

Byłam świadkiem przemian nenu w przedszkolu i to w panstwowym. Nie było to łatwe , ale jest możliwe.

Jessica Karlińska
Gość
Jessica Karlińska

Tak.. mam ten sam problem.. placówka publiczna, a nawet i prywatne(!) w kwestii żywienia dzieci pozostawiają wiele do życzenia.. a potem trudno dziecko wyprowadzić na prostą..

Ola Sobiegraj
Gość

Można znaleźć przedszkole, które ma catering, a nie własną kuchnię i wtedy można przynosić swoje wyżywienie w pojemnikach 🙂 tak robię – z tego właśnie względu… Bo kolorowe serki na podwieczorek to raz, warzywa wyłącznie w surówce to dwa, a jeszcze smażenie na byle jakim oleju to trzy….no nie, stwierdziłam, że nie po to to wszystko było…

Weronika Pomin
Gość
Weronika Pomin

Bardzo oceniający artykuł, nawet jeśli autorka pisze samą prawdę, to zmęczyłam się czytając go. Umiaru w używaniu pejoratywnych określeń i epitetów pod kątem nieświadomych rodziców. Cel uswiadamiania dobry, dziękuję za tę wiedzę, ale środek zbyt nieprzyjemny, żeby się nim dzielić.

Julia
Gość
Julia

Rzeczywiście jakoś tak agresywnie napisany artykuł.

Ania
Gość
Ania

Zgadzam się. Ciężko się czyta. I trochę mało konkretów jak dla mnie.

Olga
Gość
Olga

Mi też się źle czytało, stanowczo zbyt agresywnie. Wolę na spokojnie napisany artykuł z jakimś źródłem do badań najlepiej, mogę wtedy go komuś podesłać. A takiego artykułu nie podeślę koleżance karmiącej swoje dziecko kinderkami, bo zamiast edukować bym obraziła i zraziła.

Kamila
Gość
Kamila

Myślę, że jeżeli ktoś miałby się obrazić to Pani, a nie koleżanka. Ludzie potrzebują drastycznych obrazów, mocnych słów itd. żeby coś do nich dotarło.
Pozdrawiam

Michalina
Gość
Michalina

A mnie bardzo się podoba podejście autorki. Szanuję za bezkompromisowość – mało jest miejsc w sieci, gdzie tak jednoznacznie wskazuje się co jest złe zamiast lukrować i dawać dobre rady.
Sama mam syna alergika, dzięki temu nauczyłam się czytać etykiety i wybierać zdrowsze alternatywy. I teraz widzę, jaką krzywdę wyrządzono mi w domu stałą dostępnością słodyczy.

Julia
Gość
Julia

Tak czytam i aż trudno mi uwierzyć – naprawdę da się tak wychować dziecko, że autentycznie nie chce (a nie na siłę się powstrzymuje, bo rodzice zabronili) jeść słodkiego kolorowego tortu na urodzinkach? Nie ironizuję, nie atakuję, a sama nie mam dzieci, więc po prostu nie wiem, i dlatego pytam. Wydaje mi się to po prostu niemożliwe, wszystkie dzieci zawsze tak się rwą do tortów….

Ola Sobiegraj
Gość

Hehe wiesz, no właśnie”rwie się” to dobre słowo 🙂 bo właśnie kolorowe, ładne, atrakcyjne i dzieci się rzucają. I tak, zje trochę, podziubie i jej po prostu nie smakuje, jest za słodkie.
Da się 🙂 i wymaga asertywności wobec otoczenia, wcale nie zabraniania dziecku.
No i podstawa – przykład płynący od rodziców. Zdrowe nawyki w domu, ale to takie oczywiste chyba, że z biegiem czasu dzieci będą po prostu jeść tak jak my.

Julia
Gość
Julia

W takim razie jak kiedyś będę miała dzieci, zobaczę na własne oczy jak to działa 🙂

Ola Sobiegraj
Gość

Powodzenia 🙂
Pozdrawiam

Julia
Gość
Julia

Dzięki 🙂
Pozdrawiam

Olga
Gość
Olga

Zależy od dziecka. Przy podobnym podejściu do słodkiego, wybierania zdrowszych wersji słodyczy itd jedno dziecko ugryzie czekoladę i zostawi, drugie zje z apetytem. Tym drugim jest mój synek. Uwielbia owoce, jada różnorodnie i zdrowo jak na typowego 3 latka ale słodkie lubi i jak ktoś go poczęstuje mleczną czekoladą to chętnie i z radością zje (i będzie chciał kolejny kawałek) mimo iż w domu jadamy gorzką.

Ewa
Gość
Ewa

U nas widać pewne efekty, np. córka (4l.) częstowana jajkiem niespodzianką zjada 1/4. Oczy i mózg ciągnie co tego co jedzą inni, próbuje, ale nie pożre ile widzi, podobnie z mega przesłodzonym tortem. To samo np. z colą, nie tknie w ogóle. Słodycze w domu są, ale albo domowe, albo kupne, ale te mniej słodkie. Zawsze jako deser. W niewielkich ilościach, nie codziennie, nie zamiast posiłku. „przewinieniem” jest słodka żurawina i rodzynki, najczęściej do owsianki. Czekoladę mleczną zje z przyjemnością, ale z równie dużą zje gorzką. Lody są atrakcją na wakacjach. Cukier, ten prosty w diecie istnieje, ale myślę, że… Czytaj więcej »

Canadiana
Gość
Canadiana

Nazi attitude. Radziłabym trochę zelżeć z tonem, jeśli chcesz, żeby ktokolwiek potraktował Cię poważnie. W obecnych czasach takie drastyczne nawoływania do rzucenia wszystkiego i pójścia jak za Jezusem skazane są na porażkę. Chcesz edukować ludzi, rób to z głową. Metodą małych kroków.

Ania [PKNDL]
Gość

Nie mam dzieci, niby średnio mnie temat interesuje, ale dawno nie czytałam tak dobrego wpisu o dzieciach 😉 Pozdrawiam!

Aneta W.
Gość

W rodzinie i wśród znajomych uważana jestem za kosmitkę 😀 bo nie pozwalam/ograniczam/wyliczam, itd. Ale na litość boską! Dziadkom nie przetłumaczysz… Swego czasu ZAWSZE jedna połka w lodówce to były kolorowe danonki i monte (i inne badziewia). Drugie pół półki? Parówki! Najlepiej jakieś sokoliki i inne cuda – bo przecież dla dzieci. Szafka (jedna z dolnych, a jakże – żeby dzieciom wygodniej było wyciągać) pełna ciastek, herbatniczków, biszkopcików i soczków ze słomeczką. Mieszkamy w jednym domu. Pomimo moich zakazów, wrzasków wręcz i awantur NIE KUPUJ non stop byłam zbywana, bo „przyjeżdżają też inne wnuki i jak ja mogę dla nich… Czytaj więcej »