Jaki kraj, takie mieszanki przypraw

Byłoby wspaniale

Życie byłoby prostsze i mniej stresujące, gdyby człowiek nie musiał zastanawiać się nad jakością informacji w reklamie w tv, na profilu influencera czy na etykiecie produktu spożywczego. Ale ten idealny świat bez ściemniania niestety nie istnieje. Oczy należy mieć dookoła głowy, zwłaszcza jeśli towarzyszą nam choroby lub musimy unikać określonych składników. Ale też dlatego, by przykładowo pewnego pięknego dnia nie napić się swojej ulubionej, pysznej, aromatycznej kawusi z unoszącymi się na powierzchni białawymi plamami pozlepianych kłaków mąki.

Jak to możliwe?

Normalnie.

Nie chcemy podwyżek cen. Nie chcemy płacić kilka PLN za małą paczusię przypraw. Jednocześnie nie chce nam się czytać etykiet. Chcielibyśmy wszystko mieć podane na tacy, najlepiej za darmo. I nikogo nie interesuje, że niektóre surowce są po prostu drogie. Z wielu względów. A producenci nie są fundatorami naszych zachcianek.

Jaki kraj, takie mieszanki

Asortyment serwowany w obrębie jednej marki często różni się nieco w detalach (ilość i jakość danego składnika) w zależności od kraju na jaki jest rzucany. Wachlarz jest adekwatny m.in. do określonych przyzwyczajeń konsumenta, tradycji, średnich cen na danym rynku oraz…mentalności. A w Polsce inwestowanie w zdrowie, w tym w zdrowe jedzenie, wynika z sytuacji społeczno-ekonomicznej ukształtowanej przez ostatnie dziesięciolecia. Czyli jest na poziomie początkującym. Nie chcemy płacić więcej za jedzenie wyższej jakości bo po pierwsze nie zawsze nas na to stać, a po drugie – jedzenia NIE WIDAĆ. Nowe szmaty, buty, zegarek, samochód czy drogie wakacje – owszem. A przecież powszechnie wiadomo, że dla wielu osób najważniejsze jest jedno: co ludzie powiedzą? Niestety w Polsce nadal wyznacznikiem standardu życia i pewnym synonimem luksusu jest przykładowo drogi samochód, zadbany dom, rajskie wakacje, oraz pasek, buty i torba od projektanta a nie zadbane zęby, skóra, regularne badania profilaktyczne i zdrowe jedzenie codziennie na talerzu. Stąd szeroki rynek produktów, mieszanek i półproduktów gdzie składnik główny i/lub oczekiwany zastąpiony jest częściowo innym: bazą, zamiennikiem, czy jak np. w przypadku przetworzonego mięsa – wodą z dodatkami i/lub wypełniaczem. Podobnie jest na rynku przypraw.

Piękne etykiety

Zestawy do pierników, aromatycznej szarlotki czy ciastek korzennych kojarzą mi się z mieszaniną korzennych przypraw z udziałem przede wszystkim cynamonu, kardamonu, imbiru i goździków. I faktycznie w mieszankach, których ceny zaczynają się już od 0.99 PLN znajdziemy takie składniki. Warto jednak być czujnym i świadomie wybierać zestawy przypraw. Na co zwrócić uwagę? Jak omijać pułapki jeśli potrzebujemy zestawu przypraw bez dodatków?

Krok 1 – pierwszy składnik

Jeśli potrzebujemy wyłącznie samych przypraw do ciasta, ciastek, aromatycznej kawy lub herbaty lub z jakiegoś powodu nie możemy spożywać cukru lub najnormalniej w świecie nie smakuje nam kawa z cukrem – możemy się mocno zdziwić kupując produkt bez czytania składu. Jeszcze pół biedy jeśli to kawa z łyżeczką cukru, gorzej jeśli do ulubionej kawusi sypniemy przyprawę opartą o mąkę pszenną.

Krok 2 – tabela wartości odżywczych

Zdarza się, że pierwszy składnik na etykiecie to mieszanka, a więc litania surowców. To zdarza się często np. na etykietach płatków śniadaniowych, granoli, muesli itp. ale też na przyprawach. Wydaje nam się wtedy, że skład wygląda spoko. Tymczasem w tabeli wartości odżywczych NIESPODZIANKA! No bo jak to możliwe, że cynamon daje 50g cukru na 100g produktu?! Normalnie. Na drugim miejscu jest cukier. Czyli przykładowo 50% to przyprawy, a druga połowa – cukier. Można? Można.

Krok 3 – cena

Cudów nie ma, bo producenci spożywki to nie organizacje charytatywne. Z pustego nie nalejesz. Jak kiełbasa kosztuje 5 PLN za kg to można spodziewać się, że z mięsem będzie miała niewiele wspólnego poza stroną wizualną, o co spece od stron wizualnych z pewnością starannie zadbają.

Każdy orze jak może

Podobnie jest w przyprawach. Jak przyprawowy surowiec jest drogi, to kosztuje minimum kilka PLN za małą paczkę a nie 90 groszy. Oczywiście zdarzają się wyjątki, takie jak nieuzasadniona wysoka cena, promocja, moda na coś czy wyprzedaż ze względu na bliski termin przydatności do spożycia. Jednak generalna zasada jest taka, że przyprawy bez wypełniaczy, bazy czy innych dodatków kosztują więcej.

Światełko w tunelu

Przyznam, że nie jest łatwo znaleźć w powszechnie obecnym sklepie prostą przyprawę korzenną, którą bez obawy dodamy i do ciastek i do kawy czy herbaty. Jednak takie produkty istnieją i na mojej platformie edukacyjnej przedstawiam kilka z nich (kliknij aby zobaczyć).

Składy mogą być proste jak konstrukcja cepa, cena wyższa niż w przypadku innych produktów. Jednak nie jest to różnica torpedująca nasz lubiący promocje i niskie ceny umysł, prawda?

Jak żyć?

W każdej książce, którą napisałam powtarza się jedno zdanie: decyzja należy do ciebie.

Bo przecież nie ma obowiązku kupowania produktów lepszej jakości, podobnie nikt nie powinien oceniać cię, jeśli wybierzesz coś z wypełniaczem. To indywidualne decyzje, zależne od wielu czynników.

Ja niezmiennie zachęcam cię do świadomego kupowania. Jeśli potrzebujesz maksymalnie uniwersalnego produktu, warto wybrać prostą mieszankę bez cukru i mąki, którą możesz wykorzystać do różnych celów.

Jeśli potrzebujesz małej ilości przypraw do ciastek, jeśli nie chorujesz na coś, co wiąże się z dietą wykluczającą, jeśli ciasto czy ciastka robisz raptem raz w roku – na mące pszennej i zawsze słodzisz cukrem – nie ma co się spinać i płakać nad składami. Weź to, co możesz, to co masz pod ręką.

Zawsze jest jakieś wyjście, często mamy wybór. Niech w większości przypadków będzie to wybór świadomy. Bo świadome życie smakuje lepiej. Po prostu.

_____

PS Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o zdrowym stylu życia oraz świadomym jedzeniu i robieniu zakupów spożywczych zajrzyj tu (klik).

Wpis nie jest sponsorowany.
vegan

VEGAN czyli zdrowe

Z bliżej nieokreślonych przyczyn, utarło się fałszywe przekonanie dotyczące produktów VEGAN (czyli roślinnych) o tym, że skoro jest roślinny to MUSI być zdrowy. I wcale nie jestem przedstawicielem produktów odzwierzęcych szukającym dziury w całym. Wręcz przeciwnie. Uważam, że jemy zbyt dużo mięsa i zdaję sobie sprawę, że podłoże tej sytuacji jest zróżnicowane i wielopłaszczyznowe.

Więc o co z tym vegan chodzi?

Oczywiście o pieniądze. Bo skoro część osób chętniej sięga po produkt z napisem VEGAN to czemu tego nie wykorzystać?

Przeprowadzając proste ankiety typu „tak” lub „nie” wśród kilku-kilkunastu tysięcy dość świadomych konsumentów okazało się, że większość osób nie nabiera się już na pytania typu „czy VEGAN = ZDROWY?” Niemniej jednak nadal 21% osób uważa, że wegańskie słodycze mają raczej lepszy skład niż niewegańskie, a 20% osób zaznaczyło, że wegańskie ciasto jest raczej zdrowsze niż niewegańskie.

ALE… Już przy bardziej podchwytliwie skonstruowanych pytaniach mniej więcej ta sama grupa badawcza uważa, że:

  • wegańskie posiłki w knajpie będą raczej zdrowsze niż te niewegańskie (47%)
  • jeśli coś ma napis VEGAN, chętniej sięgamy po to w sklepie (26%)
  • w wegańskiej kawiarni są raczej lepsze produkty niż w zwykłej (35%).

Dość skwapliwie wykorzystują to niektórzy producenci. Zatem warto zwracać na to uwagę. Produkty oklejone napisami VEGAN z motywem roślinnym nie powinny nikomu sugerować, że „roślinny” automatycznie zawsze znaczy „lepszy”, a już na pewno nie powinno się to kojarzyć z „zawsze zdrowszy”.

Podobnie producenci słodzonego nabiału. Chętnie dodają informacje dotyczące witamin, składników mineralnych oraz korzyści, jakie płyną z suplementowania tych substancji. Oczywiście z ich produktów. Cały problem niestety w tym, że owszem – korzyści są i to niepodważalne. Organizm ludzki potrzebuje przykładowo zarówno witaminy D jak i wapnia oraz innych substancji. Tyle, że nie ma potrzeby aby wraz z witaminami i innymi niezbędnymi składnikami pochłaniać tony cukru. Ale o tym na opakowaniach produktów pseudoprozdrowotnych już nie przeczytamy.

Czy niektórzy producenci robią z ciebie idiotę?

Tak.

Nie przeczytamy bowiem o skutkach CODZIENNEGO nadmiaru cukru dodanego w diecie, o tragicznych skutkach CODZIENNEGO nadmiaru kalorii w codziennym jadłospisie. Nie przeczytamy o przecukrzeniu dzieci, o tym, że statystyki są coraz bardziej tragiczne, że wiele chorób zaczyna się bardzo niewinnie a kończy przedwczesną śmiercią, np. tuż po 40-tce. Nie przeczytamy też najczęściej o tym, że miejsce deserów jest (jeśli już muszą być) NIE w pozycji śniadania + kolacji. Bo budowanie nawyku jedzenia słodkich posiłków niemal przez cały dzień jest niebezpieczne zwłaszcza u dzieci. Miejsce deseru jest na deser. PO zjedzeniu pełnowartościowego posiłku.

Tymczasem słodzone deserki proponowane są dzieciom i dorosłym jako świetna wersja śniadania, drugiego śniadania, kolacji lub jako fajna przekąska. Jako propozycja na jakiś tam głód czy apetyt. Na wycieczkę, na chwilę zapomnienia, na luźny wieczór po ciężkim dniu.

Czy dla organizmu ma znaczenie z jakiej marki napoju czerpie nadmiar cukru? Nie.

Czy dla organizmu ma znaczenie z jakiej marki jogurtu owocowego czerpie nadmiar cukru? Nie.

Czy dla organizmu ma znaczenie z jakiej marki wegańskiego odpowiednika jogurtu czy deseru czerpie nadmiar cukru? Nie.

Nadmiar cukru z produktu typu VEGAN jest tak samo niebezpieczny jak z produktu nieweganskiego.

Kultura przecukrzania, czipsyzacji i alkoholizacji ma się świetnie.

Ciasta czy ciastka wegańskie oparte o ogromną ilość cukru i słaby tłuszcz utwardzony są tak samo niezdrowe jak niewegańskie. Czipsy z ogromna ilością tłuszczu – nawet jeśli są z różnych warzyw i są BIO – nadal zawierają ogromną ilość najczęściej słabego tłuszczu.

Wiele ciast i ciastek typu cukier z mąką + margaryna zawierająca tłuszcze częściowo utwardzone NIGDY nie zawierało składników pochodzenia zwierzęcego. Czipsy typu ziemniaki, olej słonecznikowy, sól NIGDY nie zawierały składników pochodzenia zwierzęcego. Zarówno ciasta, ciastka jak i czipsy zawsze były wegańskie i zawsze były niezdrowe.

Dzięki reklamom w TV i mediach społecznościowych dobrze wiemy, że jak impreza to ziemniory z tłuszczem. Jak rodzinny obiad to oczywiście zbliży nas do siebie butla gazowanej wody z cukrem. A gdy wracamy styrani z roboty – warto sięgnąć po słodzony nabiał, batonik lub po prostu flaszkę. Bo co się będziemy rozdrabniać skoro można raz a dobrze. Oczywiście najlepiej drogą flaszkę, bo jak już pić, to na bogato: na drogim blacie, w drogim kieliszku, kulturalnie i z klasą. A nie jak menele – najtańszy syf na ławce w parku. Bo przecież to nie my jesteśmy uzależnionymi od cukru alkoholikami. My jemy wyłącznie zdrowsze wersje słodyczy, a łychę pijemy wyłącznie drogą, prawda?

I teraz wkracza VEGAN, cały na zielono.

A skoro było już o nabiale, pseudozdrowych batonikach z czymś tam na coś tam oraz o alkoholu, to pora na nowy sektor, który ma dać nam ukojenie i chwilę zapomnienia. Albo chociaż nasycić głód oraz uspokoić głowę, bo przecież jest VEGAN.

Czyli zdrowo.

Czyli można.

Bez wyrzutów sumienia.

Gdy przeczytamy etykiety pierwszych z brzegu deserów, okazuje się, że skład opiera się o wodę z cukrem i dodatkami. A dla organizmu naprawdę nie ma większego znaczenia czy te 2-3 łyżeczki cukru dostanie z wody z tej czy innej firmy. 2-3 łyżeczki cukru w porcji to może być spora ilość na raz dla małego dziecka ale też dla osoby dorosłej, która ma nieprawidłowo zbilansowaną dietę opartą o same słodzone posiłki.

Jak żyć?

O wyrzutach sumienia, a właściwie o kompletnym bezsensie posiadania wyrzutów sumienia związanych z jedzeniem pisałam chyba w każdej mojej książce, a najszerzej w NIE ŻRYJ GÓWIEN” (klik), czy bliźniaczej „Na coś trzeba umrzeć (klik)„. Bo jedzenie nie ma psychicznie niszczyć. Ma odżywiać, dostarczać wszystkich niezbędnych składników odżywczych. Jedzenie nie ma rozgrzeszać, nie ma wypełniać luki po czymś tam, słodycze nie mają być codziennym lekiem na chroniczne psychiczne zmęczenie, samotność i stres. Na zmęczenie psychiczne, samotność i stres są zupełnie inne rozwiązania, nie mające z pseudozdrowymi słodyczami nic wspólnego.

Niestety wiele osób nadal utożsamia VEGAN z „czyli mogę zjeść więcej bo zdrowe„. Dlatego w bezmyślnej konsumpcji produktów BIO czy VEGAN upatruję większe zagrożenie niż kiedyś w sektorze LIGHT. Zwłaszcza u osób, które nie zwracają uwagi na skład, mają średnio zbilansowaną dietę z nadmiarem cukrów prostych dodanych oraz szukają rozgrzeszenia dotyczącego jedzenia słodyczy.

Słodycze to słodycze, słodzone produkty to element menu, słodzony deser to też słodycze. To coś, co jedni mogą jeść w większych a inni w mniejszych ilościach i tyle.

Same słodzone produkty nie zastąpią całodziennego jadłospisu w dobrze zbilansowanej diecie. Objadanie się „zdrowszymi” słodyczami „bo skoro są zdrowsze to mogę zjeść więcej” to słaby pomysł. To również słaby przekaz w stronę nieświadomych wszystkich konsekwencji nadmiaru cukru i kalorii w menu dzieci.

Wegańskie desery to również element menu, zwłaszcza dla osób, które z różnych przyczyn unikają nabiału, mleka krowiego czy produktów pochodzenia zwierzęcego. Nie ma sensu dorabiać prozdrowotnych ideologii bo zarówno słodzony deserek oparty na mleku krowim jak i na wegańskich odpowiednikach to najczęściej 2-3 łyżeczki cukru dodanego w małym kubeczku.

Wegańskie wersje produktów powstały dla osób unikających z różnych przyczyn surowców pochodzenia zwierzęcego. I bardzo dobrze, rozrastający się rynek produktów roślinnych cieszy mnie podobnie jak rosnąca świadomość konsumentów. Bo właśnie o tę świadomość tu chodzi. O to, aby nie sięgać bezmyślnie po produkty z napisem VEGAN. O to, aby pamiętać, że deser to DESER. A jeśli ktoś ma ochotę na roślinną wersję – bardzo dobrze, że asortyment jest coraz bardziej zróżnicowany i dostępny.

______________

PS Jeśli nie chce Ci się na razie czytać książek, a chcesz na szybko wiedzieć które produkty mają sprawdzony przeze mnie skład, oraz jak ograniczyć cukry proste i cukier dodany zajrzyj na moją platformę edukacyjną (klik). Jeśli chcesz w 2 tygodnie zacząć kontrolować to co kupujesz oraz ilość cukru, którą spożywasz w tym prostym szkoleniu (klik) nauczę Cię kilku prostych trików – wystarczy 10 minut dziennie (to szkolenie jest też na mojej platformie w pakiecie premium).

łeldan

ŁelDan – grudzień.

Ostatnia w 2019 roku nominacja do nagrody ŁelDan of The Year trafia do firmy produkującej przetwory, którym warto się przyjrzeć. Przynajmniej niektórym.

Krokus ma szansę na ŁelDana 2019 za serię „Powidła bez dodatku cukru”. W ofercie widziałam (prócz śliwkowych) przykładowo jabłkowo-aroniowe (aronia aż 50%!). Tu same jabłkowe.

„Nie da się bez cukru.”

To coś, co najczęściej słyszę od osób robiących przetwory „od lat”.

Owszem, łatwiej i taniej jest użyć garstkę owoców i zasypać wszystko cukrem lub zalać sokiem. Dużo trudniej jest użyć więcej owoców i trochę nad nimi popracować. To właśnie robi Krokus. Aż 210 gramów owoców na 100g produktu i ZERO dosypki cukru. Zawartość cukrów naturalnych 16g/100g.

Jeśli masz ochotę na owoce z cukrem czy sokiem – nie ma sprawy. Ja kupując owocowe przetwory, chcę zjeść po prostu OWOCE. Nie owoce zasypane cukrem. Nie owoce zalane sokiem. Jak będę chciała zjeść cukier – kupię cukier, jak wypić sok – kupię sok.

A ile cukru i owoców mają Twoje przetwory…?

Zawsze warto to sprawdzać, 40g owoców na 100g to dla mnie bardzo słabo. 100g trochę lepiej ale nadal bez szału. Powidła śliwkowe zwykle wygrywają zawartością na poziomie 200g, często bez dodatku cukru.

Przypominam też, że „bio” na opakowaniu nie oznacza, że owoców będzie więcej. Pisałam o tym w mojej książce SMART SHOPPING (zobacz tu, klik) pokazując przykłady dżemów oraz wyjaśniając różnice między dżemem, konfiturą a powidłami.

Nie wszystkie przetwory tej firmy są bez cukru ale cała ta seria powideł tak, zatem well done, Krokus!

ŁelDan – wrzesień.

W tym miesiącu nominacja może być ponownie dla niektórych trochę zaskoczeniem, ale idea ŁelDana to proste rozwiązania popularnych, skomplikowanych produktów czy sytuacji.

Nie jestem fanem spożywania słodyczy w nadmiarze, czy przykrywania cukru kołderką pseudozdrowej zajebistości. Jeśli już jem coś słodkiego, robię z pełną świadomością i najczęściej łączę to z aktywnością sportową.

Jeśli wybieram słodycze – stawiam na proste rozwiązania.

Jak ciasto, to mniejszy kawałek i bez dokładki ale prawdziwego ciasta na prawdziwych składnikach, zamiast dwóch porcji pseudozdrowego light na wypełniaczach. Jak lody to lody, a nie długa lista dodatków spożywczych, żeby produkt trzymał się kupy.

W tym miesiącu nominacja leci właśnie do prostego produktu – lodów 5-6 składników Marletto z Biedronki.

leldan wrzesien

Skład prosty jak konstrukcja cepa.

Bo lody naprawdę mogą mieć prosty skład. Ale można zrobić też z nich lekcję o dodatkach spożywczych, jeśli ktoś chce np. zaoszczędzić na składnikach.

leldan wrzesien

Skład jaki jest każdy widzi.

Dawno nie widziałam tak prosto zrobionych lodów w sklepie ALE to nie oznacza, że „są zdrowe”. Często obserwuję skrót myślowy tego typu, co ma swoje konsekwencje- ludzie przerzucają się z jednych ton cukru na inne, to błąd. Zawartość cukru w tych lodach jest typowa dla lodów, czyli na poziomie 24 g/ 100 g produktu. To oznacza, że niemal 1/4 składu to cukier. To są słodycze, prosto zrobione ale jednak SŁODYCZE, a nie produkt prozdrowotny.

Nie wpadajmy w pułapkę prostego składu, bio, vegan, glutenfree i innych określeń. Obojętnie czy słodycze są bio czy nie, mają 3 składniki czy 30 – zawsze pozostaną słodyczami, czyli dawką cukru. W ilościach dostosowanych do jadłospisu i aktywności sportowej- tak. W nadmiarze- NIE.

A jak już jeść, to mniejsze porcje ale lepszych jakościowo, prostych produktów. Well done, Biedronka!

fak of the year

FAK of The Year – maj.

Kolejna nominacja do nagrody FAK of The Year dla płatków śniadaniowych dla dzieci. To naprawdę niewiarygodne, że na polskim rynku pojawia się kolejny taki produkt, tym razem pod nazwą „MIKUŚ poduszki”, wyprodukowane dla BAKOMA.

FAK of the year

Chrupki zbożowe, z dodatkiem otrąb pszennych, krowa i dopisek „z nadzieniem”, co ZAWSZE powinno włączyć lampkę ostrzegawczą w Twojej głowie, zwłaszcza jeśli chodzi o produkty dla dzieci.

Bo „z nadzieniem” powinno kojarzyć się jednoznacznie, błyskawicznie i automatycznie ze słowem „SPRAWDZAM”.

Fakty.

Otoczka to zboża, otręby, cukier i kakao. Aha.

Nadzienie to 40% czyli sporo. A w składzie m.in. cukier i tłuszcz częściowo utwardzony. Jak dla mnie dyskwalifikacja. O tłuszczach częściowo utwardzonych już pisałam, pokazując fajny materiał źródłowy, który łatwo znaleźć w sieci.

FAK of the year

Zawartość cukru 29g na 100g produktu, tłuszcz 15g/100g.

FAK of the year

Ciekawostki.

Mamy rok 1995. Firma Chaber wprowadza na rynek płatki śniadaniowe w kształcie poduszek z nadzieniem. Niestety nie wiem jaki wtedy miały skład, ale wiem, że obecnie też zawierają cukier z tłuszczem częściowo utwardzonym, zboża i otręby, dlatego co jakiś czas o nich przypominam na Facebooku i Instagramie.

W roku 2019 mamy kolejny taki produkt, niestety nie ma go na stronie Bakomy, na opakowaniu nie ma info kto go produkuje, dlatego postanowiłam zadzwonić na infolinię. Miła Pani powiedziała mi, że marka MIKUŚ należy Bakomy, ale nie wie kto robi płatki.

Niezależnie od producenta, to niesamowite, że przez prawie 25 lat nikt nie jest w stanie wymyślić czegoś innego, czegoś co nie zawiera tyle cukru, czegoś co nie zawiera przede wszystkim tłuszczu częściowo utwardzonego.

Podsumowując.

Wiem, że poduszki z nadzieniem są popularne również u dorosłych, zwłaszcza u osób „wychowanych” na Jaśkach od Chabra. Jednak patrząc na front, produkt przeznaczony jest głównie dla dzieci, co przy takim składzie jest w mojej opinii strzałem w kolano dla firmy takiej jak BAKOMA.

Dopiero co pisałam o ciekawych jogurtach, które wprowadzili na rynek, wydawało się, że zaczynamy iść w inną stronę niż przecukrzony nabiał z bajerami, a tu taka niespodzianka.

Gdybym chciała zlecać firmie zewnętrznej produkcję płatków, oprócz głosu klienta i względów finansowych, wzięłabym też pod uwagę wpływ na zdrowie oraz trendy żywieniowe na świecie. Od stosowania tłuszczów częściowo utwardzonych odchodzi się już od lat, firmy bardziej lub mniej głośno zmieniają składy swoich produktów, Rodzice są coraz bardziej świadomi, coraz częściej dokonują wyborów w sklepie w oparciu o SKŁAD, a nie tylko ładne opakowanie czy fajną reklamę,

Bakoma, WHY?

pączki

Cała prawda o pączkach.

Przed nami Tłusty Czwartek, zatem już niebawem prawie cała Polska rzuci się na przecenioną mąkę z syropem glukozowym i tłuszczem palmowym. Będą radosne przekomarzania – kto, ile, za ile, po ile, kto już umiera, a kto jeszcze ma w domu 6 sztuk bo były w promo, jak za darmo. 
No to jak dają po taniości TO PRZECIEŻ TRZEBA BRAĆ, prawda…?

Oczekiwania vs reality.

Nie jestem fanem pączków (chociaż lubię ciasta i ciastka), aczkolwiek lubię raz na jakiś czas czyli 1-2 x w roku zjeść PRAWDZIWEGO pączka. Bez rozmrażania, bez wspomagania, bez dosypki polepszaczy.

Lubię, gdy ten pączek ma konsystencję pączka i smak pączka. Nie lubię, gdy kupuję pączka, płacę jak za pączka, a jem pseudo-pączko-kapcia, po którym pół dnia jest mi niedobrze.

Nie oczekuję od produktów za 49 gr, że będą przypominały składem, smakiem czy konsystencją prawdziwe pączki. Stawiam na mniejszą ilość ale lepszą jakość – jestem gotowa zapłacić w tłusty czwartek 6x więcej i zjeść 1-2 sztuki zamiast 6 przecenionych wyrobów cukierniczych o wyglądzie pączka. Jestem w stanie zapłacić jeszcze więcej i zjeść 1 sztukę, jeśli producent nie użyje do wyrobu oleju palmowego (co obecnie niemal graniczy z cudem, ale wyjątki się zdarzają – wystarczy zapytać).

Droższy, znaczy lepszy?

Przeszłam się po cukierniach obiecujących „tradycyjne” wyroby. Widziałam pączki w cenie ok. 3 pln za sztukę. Zdobycie składu czasem było nierealne („kierowniczka ma”), czasem dostawałam bez problemu specyfikacje do wglądu, a czasem wystarczyło poczekać aż miła, zmęczona chyba życiem Pani, przestanie wywracać oczami i robić miny oraz uwierzy, że naprawdę CHCĘ ZNAĆ SKŁAD TEGO PĄCZKA.

Wniosek z moich podróży po „renomowanych” cukierniach jest jeden.

To, że płacisz prawie 3 pln zamiast 79 gr nie gwarantuje NICZEGO.

Owszem, niektóre piekarnie mają tradycyjne pączki składające się z typowych składników (czyli nie są to pączki „z proszku”, gdzie czytasz skład i nie masz pojęcia czym jest połowa składników) ale widziałam też bezczelnie reklamowane tradycją wyroby pączko-podobne. W cenie pączka.

W dobrej cukierni jak masz „pączek z jabłkiem”, to faktycznie jest to pączek z jabłkiem, a nie z mazią jabłko-podobną. Z marmoladą różnie bywa ale wydaje się być najbezpieczniejszym nadzieniem.

Jeśli zamierzasz jeść pączki dziesiątkami, odradzam wymyślne nadzienia typu toffii, advocat itp. bo tu ślizgają się nawet najlepsi i w sumie nie ma w tym nic dziwnego.

Tańszy znaczy jaki?

Przeszłam się też po dyskontach i delikatesach.

W delikatesach bez problemu można znaleźć normalne pączki, bo dostarczają je tam m.in. normalne cukiernie. Te nienormalne też dostarczają, więc warto czytać te malutkie opisy.

W supermarketach – wyrób własny… Ach czego tam nie ma. Prawdziwa lekcja technologii cukierniczej. Ale TANIO, panie!

Dyskonty – królują długie składy albo brak składu bo nie na wszystkich wystawionych produktach jest opis.

Nie widziałam ANI JEDNEGO tradycyjnego pączka w cenie niższej niż ok. 2.50pln.

Konstrukcja cepa.

Pączki to w gruncie rzeczy składowo prosta sprawa. Tak jak ciasto drożdżowe, tylko tu się smaży (zapytaj jak często cukiernia wymienia olej do smażenia), a tam się piecze.

Natomiast gdy ktoś potrzebuje „stabilnych produktów o  gładkiej powierzchni, ładnej obwódce oraz dużej objętości” – można robić na mieszance, która btw. nadaje się również do produkcji drożdżówek, makowców i ciast drożdżowych.

Składniki jednej z przykładowych mieszanek: mąka pszenna, cukier, serwatka w proszku, mąka sojowa, sól, białko jaja w proszku, żółtko jaja w proszku, emulgator: E471, E472e, lecytyna rzepakowa; substancja przeciwzbrylająca: węglan wapnia; gluten pszenny, substancja zagęszczająca: guma guar; środek do przetwarzania mąki: kwas askorbinowy; regulator kwasowości: dwuoctan sodu; enzymy: ksylanaza, amylaza, fosfolipaza; barwnik: E101.

Jak widzę cukiernię z napisami „Tradycyjne wypieki” a skład ciasta drożdżowego ma 7 linijek, to coś tu chyba jest nie tak.

„Tradycyjne” donaty i pseudo pączki.

Zagościły już na dobre – niestety. Do wyboru kolorowe polewy, różnorodne posypki – skład często jednym słowem: DRAMAT.

„Pączek to pączek, co za różnica?”

Otóż jest i to spora. Niewiele osób wie, że te odmrożone okrągłe, kapciowate, kolorowe pączko-podobne wyroby to najczęściej 2 x więcej tłuszczu (np. 14g vs 28g/100g), bardzo często z udziałem tłuszczu częściowo utwardzonego (zwłaszcza polewy i posypki!). Rozpoznać je można po cenie – zwykle oscylującej w okolicach < 1 pln. Często w promocji po < 49 gr.

Tanio, panie!

Mam wrażenie, że dla niektórych nie ma różnicy między pączkiem a tłustym palmowym kapciem z cukrem. Ważne, żeby się bezmyślnie nawpieprzać cukru z tłuszczem, bo wszyscy tak robią. Smak, konsystencja, skład – bez znaczenia. „Przecież słodkie jest, to smakuje”, „ja tam nie widzę różnicy”. Jasne, przecież jeśli mam 3 pln, to lepiej kupić 6 pseudo pączko-kapciów po 49 gr niż jednego prawdziwego pączka. Bo czemu mam kupić jednego, skoro mogę 6.

Zadziwiające jest dla mnie to, jak bardzo niektórzy ludzie są zdziwieni tym, że chcę wiedzieć co jem i mam ochotę na tradycyjny wyrób – nie na produkt z proszku. Skład bułki, chleba, pączka – w piekarniach i cukierniach mam zwykle najwięcej problemów. Najłatwiej jest, gdy producent podaje skład na swoich stronach, ale nie każdy ma odwagę i/lub czas, a szkoda.

Twoja kolej.

Tłusty Czwartek to doskonały test dla Twojej ulubionej cukierni. Do tej pory kupowałaś/eś bezrefleksyjnie wszystko jak leci, bezgraicznie ufając w napisy „tradycyjne”, „domowe”. Teraz pora przekonać się jaka jest prawda.

Zanim więc kolejny raz kupisz od uśmiechniętej Pani pięknego, pachnącego pączusia – zapytaj o skład i sprawdź.

Jeśli kupujesz tanio – nie oczekuj tradycyjnej receptury. Wyroby na proszku są zwykle tańsze.

Jeśli jednak płacisz jak za zboże, a pączek to x-linijkowa litania, gdzie nie znasz połowy składników, to za co tak właściwie płacisz..?

FAK of The Year

FAK – styczeń 2019

Pierwsza nominacja do nagrody FAK of The Year w tym roku trafia do płatków „Miodusie”. Za pobicie konkurencji na głowę.

FAK of The Year

Nie ukrywam, że lubię niektóre produkty firmy Cenos – nie te pakowane w osobnych torebkach foliowych. Te zbiorcze opakowania. Strączki, kasze, płatki – naprawdę jest w czym wybierać, portfolio jest bogate i zróżnicowane.

Marketing.

Patrząc na opakowanie – produkt dedykowany raczej dzieciom.

10 witamin, pszenica, „idealne na każdy dzień”, smak miodowy – „oblane złocistym miodem” wręcz.

Fakty.

Pszenica 53%, a ten „złocisty miód”, który jest dodatkiem do zbożowej części to w rzeczywistości cukier z syropem glukozowo-fruktozowym z 2.3% dodatkiem miodu i ekstraktem słodowym. Plus aromat miodowy.

Poza tym skład jest prosty – m.in. olej rzepakowy, mieszanki witaminowe, emulgator, regulator.

To, co mnie przeraża w tym produkcie to zawartość cukrów prostych.

39 gramów na 100 gramów produktu to jak dla mnie REKORDOWA ilość!

Przypominam, że zwykła pszenica dmuchana (bez dodatku cukru) ma około 3-4g cukrów prostych na 100g produktu, a miodu jest tu zaledwie 2.3%.

FAK of The Year

Nominację przyznaję za rekordową ilość cukrów prostych.

Dla porównania – płatki konkurencyjnych firm mają średnio 25g/100g co już jest dla mnie wysoką zawartością cukru jeśli chodzi o płatki dla dzieci, a nie każde dziecko jest aktywne fizycznie.

39g/100g to o ponad połowę więcej cukru w porównaniu do konkurencji. W obliczu informacji o szkodliwości nadmiaru cukru w diecie, tendencjach do mniejszego przecukrzenia dzieci – zwiększanie zawartości cukru w produktach dla najmłodszych to dla mnie strzał w kolano i DRAMAT.

fak of the year

FAK of The Year 2018 – najbardziej skandaliczny produkt 2018 roku.

12 nominacji do nagrody FAK of The Year za nami.

Przypomnijmy sobie zatem kto, co i za co.

💥 Styczeń: Mlekosmyki Nimm2.

Za dorabianie certyfikowanej ideologii opartej na mleku+witaminach do syropu glukozowego z cukrem.

💥 Luty: Czekomety Mieszko.

Za info na temat pożywności dla juniorów produktu zawierającego sporą dawkę cukru z tłuszczem częściowo utwardzonym.

💥 Marzec: Mini Ptasie Mleczko.

Za info dotyczące źródła wapnia dla uczniów w postaci kilku łyżeczek cukru z dodatkami.

💥 Kwiecień: Kubuś Waterrr.

Za nieustanne promowanie napoju z cukrem (16 łyżeczek w 1.5L) pod nazwą związaną z angielskim słowem 'water’, które oznacza 'wodę’.

💥 Maj: Oats z żurawiną.

Za info dotyczące pomocy w walce z poziomem cholesterolu przy jednoczesnym docukrzeniu produktu na poziomie prawie 25%.

💥 Czerwiec: żelki z witaminami, frontman: Gumy Zizzz.

Za sugerowanie spożywania do 6 gum dziennie (zawierających syrop glukozowy z cukrem+częściowo utwardzonym tłuszczem roślinnym) dzieciom od 3 r.ż.

💥 Lipiec: produkty mięsne dla dzieci, frontmani: Morska fantazja figurki rybne oraz paróweczki Bobaski.

Za całokształt składu, który jest dla mnie nie do przyjęcia, plus piękne kolorowe opakowanko.

💥 Sierpień: Gołąbki 'Kuchnia STAROPOLSKA’.

Za napisy na opakowaniu, które w mojej opinii są niespójne z rzeczywistym składem.

💥 Wrzesień: Serek truskawkowy 'OZO’.

Za sugestie dotyczące 'zdrowego odżywiania’ niespójne w mojej opinii ze składem.

💥 Październik: Czekoladowe Muszelki Lubelli.

Za piękną komunikację na produkcie o zawartości cukrów prostych na poziomie 1/4 składu przy sugerowanym targecie 'dla dzieci’.

💥 Listopad: Chruposzki junior.

Za komunikację niespójną w mojej opinii ze składem oraz sugerowany target 'junior’ przy obecności tłuszczu częściowo utwardzonego.

💥 Grudzień: kaszki z cukrem dla niemowląt, frontman: kaszka bezmleczna malinowa Nestle 'od 4 miesiąca’.

Za wysoką w mojej opinii zawartość cukru dodanego, jak na produkt dla niemowląt + za sugestie dotyczące rozszerzania diety po 4m.ż., co nie powinno być złotym standardem w świetle najnowszych informacji dotyczących zaleceń rozszerzania diety PO 6 m.ż.

FAK Publiczności.

Gdyby były FAKi Publiczności to zdaje się, że w 2018 roku wygrałyby równolegle dwie grupy produktów:

Napoje z cukrem z nazwą kojarzącą się z wodą, np. Kubuś Waterrr (zobacz nominację) oraz kaszki dla niemowląt z napisem 'od 4mies.’ z dodanym cukrem np. Nestle kaszka bezmleczna malinowa (kliknij i zobacz nominację).

 

FAK of The Year 2018.

 

fak of the year

 

Natomiast ja przyznaję nagrodę FAK of The Year produktowi, który pod każdym względem jest dla mnie SKANDALICZNY.

1. Nazwa 'Polski Lek’.

Skoro 'polski’ to super bo wspieramy nasz kraj przecież, słowo 'lek’ kojarzy się z przebadanymi preparatami o UDOWODNIONYM działaniu, preparatami które dużo trudniej zarejestrować na rynku niż suplementy diety.

Tu przypominam po raz kolejny, że SUPLEMENTY TO NIE LEKI! To elementy DIETY. Suplement możesz zarejestrować samodzielnie, to nie ma nic współnego z rejestracją LEKU.

W nieumiejętnym spożywaniu, czy raczej patrząc na polski rynek – NADUŻYWANIU – suplementów widzę ogromne zagrożenie. Producent 'Polski Lek’ nie produkuje leków. Produkuje suplementy. Przyznam szczerze, że gdybym nie była farmaceutą, prostu bym się na ten chwyt nabrała bez mrugnięcia okiem.

2. Witaminy.

Każdy niemal Rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej, a w obliczu 'wszechobecnej chemii’ oraz dobrze klikających się nagłówków o 'bezwartościowych, zanieczyszczonych owocach i warzywach’ zaczyna rozważać suplementację. Drogi Rodzicu, suplementacja jest czasem konieczna, ale o tym decyduje wykształcony w kierunku suplementacji SPECJALISTA. Warzywa i owoce zawierają witaminy i składniki mineralne, jeśli nie ma wskazania od SPECJALISTY – nie należy ich odstawiać. Zwłaszcza nie należy zamieniać ich na suszone wersje za miliony monet. To jest jakaś paranoja!

WSZĘDZIE JEST CHEMIA.

Chemia to my, naprawdę! Proszę, skup się na unikaniu żywności przetworzonej, nadmiaru cukru i fatalnej jakości tłuszczu w diecie swoich dzieci zamiast tropić teorie spiskowe, które ktoś podsyła.

 

fak of the year

 

3. Postacie z bajek.

Ulubiony chwyt producentów, bo dziecko przecież musi mieć wszystko z ulubioną bohaterką/bohaterem.

4. Absolutny SKANDAL nr 1 to skład:

  • solidna dawka syropu glukozowego z cukrem (oczywiście brak info o ilości i nie znajdziecie tego na żadnych aptecznych żelkach bo są to naprawdę potężne dawki. Wystarczy sprawdzić zwykłe żelki w sklepie – zwykle minimum połowa składu to syrop z cukrem, niektóre mają nawet cukier na poziomie 70% składu),
  • produkt zawiera TŁUSZCZE CZĘŚCIOWO UTWARDZANE, które są źródłem izomerów trans. Zalecenie dotyczące spożycia izomerów trans jest jasne i nie pozostawia wątpliwości: JAK NAJMNIEJ. Związki te są obecne również naturalnie, tyle, że w niewielkich ilościach. Nie musimy zatem dokładać sobie na talerz dodatkowej porcji, prawda? A dawać na tacy źródło izomerów trans dzieciom? PO CO?

Wklejam skrin wypowiedzi na temat izomerow trans Dyrektora Instytutu Żywności i Żywienia (więcej informacji oraz cytowaną wypowiedź o izomerach trans znajdziesz tu).

izomery trans

 

5. Absolutny skandal nr 2 – dawkowanie.

Wśród wielu „witaminowych cudow”, które widziałam ten preparat wysunął się na prowadzenie, bo wyróżnia go jedno. Zwykle producent zaleca jednego żelka dziennie, rzadko zdarza się, że 2-3. Tu jasno i wyraźnie jest pozwolenie do 6 gum dziennie. Czyli mogę 6 prawda?

130g to około 30 gum. Czyli 1 guma to około 4g. 6 x 4 = 24g.  

24g to 5 (PIĘĆ) łyżeczek cukru z tłuszczem i dodatkami DZIENNIE. Dla dziecka powyżej 3 r.ż.

Przy tak skandalicznym składzie dawka jest dla mnie nie do przyjęcia.

 

fak of the year

 

Podsumowanie.

Na rynku (również w aptekach) są coraz bardziej widoczne żelki dla dorosłych i dzieci oraz cukierki, lizaki i gumy z witaminami lub innymi składnikami dla dzieci. 

Jestem przeciwnikiem takiej formy podawania czegokolwiek. Każda dodatkowa porcja cukru w diecie przy wszechobecnym przecukrzeniu (zwłaszcza dzieci) to powód do niepokoju i zwiększone ryzyko późniejszych problemów. Żelki z witaminami zdobywały rynek w tempie huraganu, obserwując półki sklepowe i apteczne byłam naprawdę zaskoczona jak wiele firm wprowadza do swojej oferty suplementy w tej postaci.  A skoro to robiły – przyczyna musi być jedna. Ty to kupujesz. Jeśli przestaniesz kupować dodatkowe porcje cukru, jeśli przestaniesz karmić swoje dziecko syropem glukozowym pod płaszczykiem witamin czy czegokolwiek – producenci po jakimś czasie przestaną produkować takie rzeczy.

Witaminek i składników mineralnych, Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, szukaj proszę w warzywach i owocach, nie w żelkach, gumach, lizakach. A jeśli coś się dzieje – udaj się do specjalisty, zamiast łykać kolorową papkę marketingową, słuchając złotych rad koleżanek. Bo droga z napisem „na skróty” nie zawsze jest drogą lepszą. Zwłaszcza dla Twojego dziecka.

owsianka

Owsianka z Biedronki.

Czy zastanawiałaś się kiedyś nad tym co kupujesz?

Jeśli nie, pora to zmienić, bo najczęściej w podobnej cenie można mieć produkt nieco lepszy albo ciut gorszy, a skoro leżą obok siebie i kosztują tyle samo – po co płacić za gorszy?

Owsianka.

Wydawałoby się, że prosta jak konstrukcja cepa. A jednak.

   owsianka

Płatki z cukrem, zawartość cukru dodanego 10.5%, niby mało, tylko w sumie po co? Kolejna mini porcyjka cukru to kawałki czekolady. Total cukrów prostych w porcji – 2.5 łyżeczki.

owsianka

Tu cukru dodanego 11.6% – i co z tego, że trzcinowy? Nic.

Trzcinowy, brązowy, bio, eko, organic – to nadal cukier, który jest dodany. Cukier, którego NIE POTRZEBUJESZ w owsiance.

Da się? Pewnie, że się da.

Proszę bardzo, produkt z tej samej serii.

owsianka

Płatki, trochę owoców i odrobina orzechów. Tak samo słodko ale bez niepotrzebnego sypnięcia cukrem pudrem.

Kupuj świadomie.

Ten produkt leży w tym samym miejscu, tuż obok docukrzonych owsianek. Niby nic, niby niewiele – jedna owsianka, a jednak.

Jedna owsianka plus owocowy jogurt plus napój plus syrop do kawy plus batonik, ciasteczko, cukiereczek na gardełko, syropek – cukier dodany nie znika, sumuje się w ciągu dnia. Nie jedz go bezmyślnie.

Lepiej zrób banalne ciastka z płatków owsianych lub upiecz proste drożdżowe, a jak nie masz ochoty na babraninę w kuchni – po prostu idź raz w tygodniu na dobre, proste ciacho oparte na prawdziwych składnikach, zamiast CODZIENNIE bezwiednie wlewać w siebie hektolitry syropów cukrowych, zagryzając kilogramami cukru z tłuszczem.

Nie warto.

 

 

_______

Ps. Więcej takich pro tipów znajdziesz tu: smart shopping.

kaszka

Kaszka dla niemowląt? Dramat.

Która kaszka to dramat? Myślisz, że poleje się krew? Że polecą inwektywy? Że idę na wojenkę z wielkim koncernem?

Jeśli weszłaś tu tylko dla jatki – muszę Cię rozczarować. Moja działalność w internecie to naświetlanie problemów, próba dokonania zmian w myśleniu konsumentów, zwiększenie świadomości, pomaganie ludziom w podejmowaniu wysiłku, jakim jest praca z nawykami.

Nie jestem Wodzirejem Gównoburzy i nie zależy mi na popularności opartej na konfliktach z markami. Nie hejtuję marek, chociaż nie ukrywam, że mam ulubione oraz takie, za którymi nie przepadam (ze względu na słabe składy produktów). Ale w dyskusji ZAWSZE chodzi o konkretny PRODUKT i o to, czy skład jest lepszy czy gorszy, a nie o rzucanie mięsem czy oczernianie marki. Nie interesują mnie clickbaitowe nagłówki i granie na skrajnych emocjach Czytelników. Chodzi o to, żeby się czegoś dowiedzieć, poznać inny sposób widzenia, o to żeby wyłapać błędy i wspólnie zastanowić się nad rozwiązaniem.

Dla mnie liczy się PRAWDA, a celem działań jest ZMIANA. No ale do rzeczy.

O co chodzi?

Na warsztat wzięłam „Porcja zbóż, mleczna kaszka bez dodatku cukru”, która wedle tabeli zawiera 41g cukrów prostych na 100g produktu. Sporo, nawet jak na naturalne cukry.

kaszkakaszka

Podobna kaszka z dodatkiem cukru zawiera ok 24g cukrów (naturalny + dodany) na 100g produktu. Zatem jak to możliwe i która jest lepsza?

kaszkakaszka

O komentarz dotyczący zawartości cukru w „kaszce bez dodatku cukru” poprosiłam Bobovitę, czekam na ich odpowiedź, tymczasem…

Zalecenia zaleceniami, a skład jaki jest – każdy widzi.

Generalnie w produktach dla niemowląt najlepiej W OGÓLE NIE DODAWAĆ CUKRU (ani soli).  Kaszka z dosypanym cukrem to dla mnie dyskwalifikacja. To jest budowanie niebezpiecznego nawyku i to już w pierwszych miesiącach życia. Dziecko chętniej zje słodkie, ale czy warto…?

Jak żyć?

Po pierwsze nie skreślam Bobovity bo nie widzę na razie powodu. Jak się powód znajdzie to dam znać. W rozmowie telefonicznej Pani z Bobovity obiecała odpowiedzieć na moje dość szczegółowe pytania drogą mailową, zatem czekam cierpliwie na rozwiązanie tej zagadki.

Bardzo podoba mi się linia bezcukrowych kaszek, nie tylko Bobovity, ale też innych firm – jest ich już sporo na rynku! Poszukaj, wystarczy wpisać „kaszka bez dodatku cukru” – myślę, że to fajne rozwiązanie jeśli chodzi o błyskawiczny posiłek dla dziecka. Oczywiście można też ugotować płatki czy kaszę i zblendować – super rozwiązanie.

A wracając ogólnie do żywienia niemowląt i kaszek – zawsze wybieraj jogurty, kaszki itp. BEZ dodatku CUKRU.

Nie kupuj herbatek granulowanych, docukrzanych napojów owocowych i innych badziewi. Niemowlę, ale też starsze dziecko, naprawdę nie potrzebuje docukrzania. Więcej w tym temacie przeczytasz w tym tekście (kliknij).

Nie funduj zwiększonego ryzyka chorób swojemu kilkumiesięcznemu dziecku. Tony zabawek i góra pieniędzy nie pomogą później w odwracaniu zmian zdrowotnych i fatalnych nawyków, choćbyś nie wiem jak bardzo chciała.

Bądź „wariatką”, „niszcz dzieciństwo” – z premedytacją.

Nie patrz na przyjaciółki, rodzinę, znajomych. Patrz tylko na swoje dziecko. Widzisz je? Widzisz jego przyszłość? Niech będzie fajna, tak zdrowa jak tylko się da, radosna. Niech będzie BEZ dodatku CUKRU.

FAK of the year

FAK of The Year – półmetek.

FAK of The Year ! 

To nagroda przyznawana za wybitne osiągnięcia marketingowe  w sferze komponowania składu, dizajnu opakowań oraz prezentowanego w mediach przekazu dotyczącego często wręcz magicznych właściwości produktu. Prawda jednak jest taka, że wszystko to najczęściej ma się NIJAK do potencjalnego efektu zdrowotnego całości.

Styczeń – Mlekosmyki Nimm 2.

Nazwa związana z mlekiem, na obrazku 'witaminy dla rodziny’ – czyli prawie mleko z witaminami i to w postaci żelków.

Na odwrocie opakowania pieczątka i odręczny podpis licencjonowanego RZECZOZNAWCY ds. badań składu chemicznego – doktora nauk przyrodniczych. Jest pieczątka i podpis to przecież muszą być dobre!

W składzie głównie syrop glukozowy z cukrem.
Odtłuszczone mleko w proszku (uwaga, uwaga!) 5.5%.

Cukru ponad 50% czyli jakieś 9-10 łyżeczek w paczce. Bo to 90g, a nie 100 – ot taki drobny drobiazg.

Dalszy komentarz jest chyba zbędny – nominacja do FAK of The Year w pełni zasłużona.

FAK of The Year

Luty – Czekomety Mieszko.

W składzie chyba wszystkie popularne 'rodzaje’ dosładzaczy, częściowo utwardzony olej palmowy, aromat. Do tego sformułowania 'pożywny’ oraz 'junior’.

W rzeczywistości jest to spora dawka cukru, nawet jak na takie słodycze.

Wszystko jest dla ludzi, tak. Ale pisanie na produkcie z taką zawartością cukru, częściowo utwardzonym olejem palmowym i stosunkowo niewielką innych cennych składników, że jest 'pożywny’ i dodanie słowa 'junior’ może wprowadzać lekko w błąd niektórych Rodziców, nie wspominając już o Dziadkach, którzy zwykle z wielu względów nie czytają etykiet.

FAK of The Year

Marzec – Mini ptasie mleczko.

Opis na opakowaniu sugeruje lekko, że produkt jest fajnym źródłem wapnia (i mleka) dla dzieci (szkolnych).

W rzeczywistości jest to cukier (49%) w różnych postaciach z dodatkami oraz aromatem i konserwantem.

I o ile do składników jako takich nie będę się przyczepiała bo to jeszcze nie jest niskie dno, to do zawartości węgli już muszę.
Spożywając jedno opakowanko aplikujemy dziecku 5 łyżeczek cukru. Nie każde dziecko ma na co dzień tyle sportu aby to 'wybiegać’ (nie wspominając już o tym, że dziecko wcale nie musi spożywać cukrów prostych dodanych a jak już, to orientacyjnie nie więcej niż 3 łyżeczki dziennie).

Poza tym znam trochę lepsze źródła wapnia niż 5 łyżeczek cukrów prostych dodanych, serio.

FAK of The Year

Kwiecień – Kubuś Waterr Truskawkowy.

Firma nadal upiera się przy nazwie WATERRR, wprowadzającej niezbyt szczęśliwe skojarzenie ze słowem 'woda’ po angielsku (water).

Z pewnością niektórzy nie zdają sobie sprawy z tego, że ten Łoterrr to prawie 16 (SZESNAŚCIE) łyżeczek cukru (1.5L). Naprawdę. Silny zawodnik do wyścigu o FAK of The Year.

Prawdziwy water, drogi kubusiu, ma 0 (ZERO) cukru. Tak, gdybyś nie wiedział. 

2 lata temu opublikowałam List otwarty do Kubusia. Mieliśmy ostrą dyskusję z Producentem, niestety firma nie zgodziła się na publikację. List możecie przeczytać, nadal jest na blogu, o tu (kliknij).

Przez dwa lata Producent nadal leci z brandem, zamiast zostawić zwykłą wodę, którą też ma w ofercie, a przy napojach zmienić. Tak jak słusznie zrobili to inni. No BETON.

FAK of The Year 

Maj – Płatki Oats z żurawiną.

Być może jest to jakiś etap przejściowy między cheerios a owsianką, ale mimo to jak dla mnie przekaz jest niespójny.

Mamy bajeczkę o dobrym beta-glukanie czyli robi się całkiem fajnie i miło.

W składzie ziarna zbóż (68,3%) [płatki owsiane pełnoziarniste (57,9%), mąki pełnoziarniste [owsiana (3,8%), pszenna (3,8%), jęczmienna (2,2%), kukurydziana (0,3%), ryżowa (0,3%)]] i w tym momencie przestaje już być miło.

Dalej mamy litanię (przypominam, że produkt proponowany jest w walce z cholesterolem):
– cukier,
– żurawiny suszone słodzone (całe 6%) [żurawiny, cukier, substancja utrzymująca wilgoć (glicerol), regulator kwasowości (kwas cytrynowy)],
– jest też (a jakże!) syrop glukozowy,
– ekstrakt słodowy jęczmienny oraz
– syrop cukru inwertowanego.

Za mało Ci słodko biedny Człowieku z Wysokim Cholesterolem?

Nie martw się! Jest też

– miód i
– melasa cukru trzcinowego.

Reszty nie chce mi się czytać. Szkoda? Nie sądzę.

A teraz fakty.

Porównajmy zawartość cukrów prostych w Oats ze zwykłymi płatkami za 1.6 pln.

Płatki zawierają ok 1.8g / 100g.
Oats 25.5g na 100g produktu czyli JEDNA CZWARTA tego co sypiesz do miseczki to CUKIER.

Masz wysoki cholesterol? Chcesz beta glukan? Słusznie.
Zatem sypnij kilka łyżek ZWYKŁYCH płatków owsianych (można ugotować na wodzie nawet poprzedniego dnia).
Za mało słodko? Dodaj łyżeczkę miodu (ponad 70% skladu to cukier). A nawet dwie – nie przebijesz oats zawartością cukru w porcji a będzie słodko, gwarantuję. Do tego cenne wartości miodu w gratisie.

Kupujesz oats?
Zastanów się za co płacisz – prawie 60% składu to płatki owsiane, które są całkiem spoko i nie trzeba ich podrasowywać 6 słodzidłami. ZWŁASZCZA jak walczysz z cholesterolem.

FAK of The Year

Czerwiec – Żelki (i gumy) dla dzieci i dorosłych.

Nie ukrywam, że są to moi faworyci do statuetki FAK of The Year. Istna plaga na rynku – magnez, witaminy, bakterie kwasu mlekowego, kwasy omega. Teraz jest moda na 2 w1 czyli kochamy żelki + potrzebujemy witamin. Problem w tym, że osoba dorosła nie ma raczej problemów z odcieniami szarości i zdaje sobie sprawę, że żelki są trochę jak cukierki. A cukierki to CUKIER. I oczywiście możemy oszukiwać samych siebie, że robimy sobie dobrze ale nadal wiemy, że to troszkę jak strzał w kolano. Dzieci (małe zwłaszcza) często postrzegają świat zero-jedynkowo, dlatego tu sytuacja wygląda fatalnie, o czym pisałam wielokrotnie, np. tu (kliknij).

Budowanie u dziecka przeświadczenia, że wysokoprzetworzony produkt wysokocukrowy może w jakimkolwiek stopniu być 'zdrowy’ może mieć bardzo poważne konsekwencje zdrowotne, zwłaszcza, że niektóre żelki czy gumy (apteczne!) mają wręcz TRAGICZNY skład. 

FAK of The Year

Przkładowo Gumy Zizz (Plusssz) to głównie syrop glukozowy z cukrem i częściowo utwardzonymi tłuszczami roślinnymi – bardzo słabo. Producent pisze coś o układzie odpornościowym i za chwilę zaleca do 6 (SZEŚCIU) GUM DZIENNIE! 

 

fak of the year

fak of the year

 

Dla mnie to jest niepojęte, jak można zalecać komukolwiek (a zwłaszcza dziecku) takie dawki cukru tłumacząc, że na coś tam pomogą.

Jak żyć?

Zatrzymajmy ten niebezpieczny ciąg wydarzeń. Nie kupujmy sobie, a już na bank nie kupujmy dzieciom tych ton cukru pod płaszczykiem wartościowych składników. Witaminy, składniki mineralne i inne wartościowe substancje znajdziemy w produktach naturalnego pochodzenia – nie dość, że w tańszej, to jeszcze naturalnej konfiguracji ułatwiającej czasami wchłanianie oraz bez dodatku kosmicznych ilości cukru, syropu (oraz tłuszczów utwardzonych), których permanentny nadmiar w naszej diecie kończy się zazwyczaj w gabinecie lekarskim i/lub u psychologa.

Półmetek.

Co dalej? Ciąg dalszy FAK of The Year – jak zwykle nominacja raz w miesiącu. Pytanie do producentów czy zrobią cokolwiek w temacie? Kubuś wprowadził nowe opakowania zwykłej wody – butelki dla młodszych i starszych dzieci. A reszta? Przekonamy się za kilka miesięcy.

Niespodzianki z mcdonalds cz.I.

Lubisz fasfoody. Wiesz, że to nie jest super zdrowe ale jesz. A może nigdy nie jadasz w mcdonalds? Przecież to syf. Wpadasz na kawę, lub lody. Jeśli tak, zobacz jakie dziś ciekawostki wybrałam dla Ciebie z tabeli wartości odżywczych, którą znajdziesz w każdym mcdonalds.

Tabela.

Jest wszędzie, dość szczegółowa. I za to trzeba maka pochwalić! Tak jak za niezłą kawę jak na sieciówkę (tak, wpadam do maka na kawę. Do tego uwielbiam ich piękne zimowe wersję kubków!). Tak powinno być w każdej knajpie.

mcdonalds

Napoje.

Zapewne nie zdziwi Cię fakt, że zawierają cukier. Ale ile?

Mały napój to średnio 5 łyżeczek cukru, duży nieco ponad 10 (DZIESIĘĆ).

Shake.

Dobrze zastanów się nad szejkami. Mały shake to średnio 6 łyżeczek cukru, duży prawie 11 (JEDENAŚCIE).

Lody.

Małe lody to 3.5 łyżeczki cukru, duże  z polewą średnio 8 łyżeczek cukru. Rekordziści to oczywiście McFlurry: 11 – 12 łyżeczek cukru w porcji.

Ale nie, Ty w mcdonalds bierzesz tylko kawusię.

A jaką? Czarną? Z mlekiem? To dobrze, bo duże Iced Frappes Karmel to 11 (JEDENAŚCIE) łyżeczek cukru. I jeśli myślisz, że w innych kawiarniach kawa z syropami, bitą śmietaną i dodatkami jest lżejsza – bardzo się mylisz. Jeśli masz ochotę na taką kawę – traktuj ją jako deser.

Podsumowując.

Wpadając do mcdonalds na kanapkę, frytki, duży napój, i dużą kawę z lodami możesz w tej bardzo niekorzystnej konfiguracji przyjąć np. 32 łyżeczki cukru, czyli trochę totalny kosmos dla Twojego organizmu jak na pojedynczy strzał.

Jak żyć?

Tu był wpis z porównaniem kanapek w mcdonalds (kliknij by przeczytać). Dla niektórych osób chyba nie ma zaskoczenia, innym pewnie przydadzą się cyferki na piśmie. Z menu warto wybierać świadomie – jak deser to deser. Kaloryczna kawka, shake czy napój to solidne porcje cukru i jeśli uprawiasz sport – śmiało możesz sobie na nie pozwolić. Pracując przy biureczku, wybieraj raczej małe lody, czarną kawę i wodę. Chyba, że chcesz wyglądać jak klaun z maka, wtedy jedz wszystko jak leci.

 

Kategorie: Odżywianie