Jaki kraj, takie mieszanki przypraw

Byłoby wspaniale

Życie byłoby prostsze i mniej stresujące, gdyby człowiek nie musiał zastanawiać się nad jakością informacji w reklamie w tv, na profilu influencera czy na etykiecie produktu spożywczego. Ale ten idealny świat bez ściemniania niestety nie istnieje. Oczy należy mieć dookoła głowy, zwłaszcza jeśli towarzyszą nam choroby lub musimy unikać określonych składników. Ale też dlatego, by przykładowo pewnego pięknego dnia nie napić się swojej ulubionej, pysznej, aromatycznej kawusi z unoszącymi się na powierzchni białawymi plamami pozlepianych kłaków mąki.

Jak to możliwe?

Normalnie.

Nie chcemy podwyżek cen. Nie chcemy płacić kilka PLN za małą paczusię przypraw. Jednocześnie nie chce nam się czytać etykiet. Chcielibyśmy wszystko mieć podane na tacy, najlepiej za darmo. I nikogo nie interesuje, że niektóre surowce są po prostu drogie. Z wielu względów. A producenci nie są fundatorami naszych zachcianek.

Jaki kraj, takie mieszanki

Asortyment serwowany w obrębie jednej marki często różni się nieco w detalach (ilość i jakość danego składnika) w zależności od kraju na jaki jest rzucany. Wachlarz jest adekwatny m.in. do określonych przyzwyczajeń konsumenta, tradycji, średnich cen na danym rynku oraz…mentalności. A w Polsce inwestowanie w zdrowie, w tym w zdrowe jedzenie, wynika z sytuacji społeczno-ekonomicznej ukształtowanej przez ostatnie dziesięciolecia. Czyli jest na poziomie początkującym. Nie chcemy płacić więcej za jedzenie wyższej jakości bo po pierwsze nie zawsze nas na to stać, a po drugie – jedzenia NIE WIDAĆ. Nowe szmaty, buty, zegarek, samochód czy drogie wakacje – owszem. A przecież powszechnie wiadomo, że dla wielu osób najważniejsze jest jedno: co ludzie powiedzą? Niestety w Polsce nadal wyznacznikiem standardu życia i pewnym synonimem luksusu jest przykładowo drogi samochód, zadbany dom, rajskie wakacje, oraz pasek, buty i torba od projektanta a nie zadbane zęby, skóra, regularne badania profilaktyczne i zdrowe jedzenie codziennie na talerzu. Stąd szeroki rynek produktów, mieszanek i półproduktów gdzie składnik główny i/lub oczekiwany zastąpiony jest częściowo innym: bazą, zamiennikiem, czy jak np. w przypadku przetworzonego mięsa – wodą z dodatkami i/lub wypełniaczem. Podobnie jest na rynku przypraw.

Zestawy do pierników, aromatycznej szarlotki czy ciastek korzennych kojarzą mi się z mieszaniną korzennych przypraw z udziałem przede wszystkim cynamonu, kardamonu, imbiru i goździków. I faktycznie w mieszankach, których ceny zaczynają się już od 0.99 PLN znajdziemy takie składniki. Warto jednak być czujnym i świadomie wybierać zestawy przypraw. Na co zwrócić uwagę? Jak omijać pułapki jeśli potrzebujemy zestawu przypraw bez dodatków?

Krok 1 – pierwszy składnik

Jeśli potrzebujemy wyłącznie samych przypraw do ciasta, ciastek, aromatycznej kawy lub herbaty lub z jakiegoś powodu nie możemy spożywać cukru lub najnormalniej w świecie nie smakuje nam kawa z cukrem – możemy się mocno zdziwić kupując produkt bez czytania składu. Jeszcze pół biedy jeśli to kawa z łyżeczką cukru, gorzej jeśli do ulubionej kawusi sypniemy przyprawę opartą o mąkę pszenną.

Krok 2 – tabela wartości odżywczych

Zdarza się, że pierwszy składnik na etykiecie to mieszanka, a więc litania surowców. To zdarza się często np. na etykietach płatków śniadaniowych, granoli, muesli itp. ale też na przyprawach. Wydaje nam się wtedy, że skład wygląda spoko. Tymczasem w tabeli wartości odżywczych NIESPODZIANKA! No bo jak to możliwe, że cynamon daje 50g cukru na 100g produktu?! Normalnie. Na drugim miejscu jest cukier. Czyli przykładowo 50% to przyprawy, a druga połowa – cukier. Można? Można.

Dlatego szybki rzut na rubrykę w tym cukry i wszystko jasne.

Krok 3 – cena

Cudów nie ma, bo producenci spożywki to nie organizacje charytatywne. Z pustego nie nalejesz. Jak kiełbasa kosztuje 5 PLN za kg to można spodziewać się, że z mięsem będzie miała niewiele wspólnego poza stroną wizualną, o co spece od stron wizualnych z pewnością starannie zadbają.

Każdy orze jak może

Podobnie jest w przyprawach. Jak przyprawowy surowiec jest drogi, to kosztuje minimum kilka PLN za małą paczkę a nie 90 groszy. Oczywiście zdarzają się wyjątki, takie jak nieuzasadniona wysoka cena, promocja, moda na coś czy wyprzedaż ze względu na bliski termin przydatności do spożycia. Jednak generalna zasada jest taka, że przyprawy bez wypełniaczy, bazy czy innych dodatków kosztują więcej.

Tu dwie podobne przyprawy, w których głównym składnikiem jest CUKIER, mimo sporej różnicy w cenie.

Światełko w tunelu

Przyznam, że nie jest łatwo znaleźć w powszechnie obecnym sklepie prostą przyprawę korzenną, którą bez obawy dodamy i do ciastek i do kawy czy herbaty. Jednak takie produkty istnieją i tu przedstawiam jeden z nich.

Jak widać skład prosty jak konstrukcja cepa, cena wyższa niż w przypadku innych produktów. Jednak nie jest to różnica torpedująca nasz lubiący promocje i niskie ceny umysł, prawda?

Jak żyć?

W każdej książce, którą napisałam powtarza się jedno zdanie: decyzja należy do ciebie.

Bo przecież nie ma obowiązku kupowania produktów lepszej jakości, podobnie nikt nie powinien oceniać cię, jeśli wybierzesz coś z wypełniaczem. To indywidualne decyzje, zależne od wielu czynników.

Ja niezmiennie zachęcam cię do świadomego kupowania. Jeśli potrzebujesz maksymalnie uniwersalnego produktu, warto wybrać prostą mieszankę bez cukru i mąki, którą możesz wykorzystać do różnych celów.

Jeśli potrzebujesz małej ilości przypraw do ciastek, jeśli nie chorujesz na coś, co wiąże się z dietą wykluczającą, jeśli ciasto czy ciastka robisz raptem raz w roku – na mące pszennej i zawsze słodzisz cukrem – nie ma co się spinać i płakać nad składami. Weź to, co możesz, to co masz pod ręką.

Zawsze jest jakieś wyjście, często mamy wybór. Niech w większości przypadków będzie to wybór świadomy. Bo świadome życie smakuje lepiej. Po prostu.

_____

PS Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o świadomym jedzeniu i robieniu zakupów spożywczych zajrzyj tu (klik). Zwłaszcza jeśli zostawiasz kupowanie prezentów świątecznych na ostatnią chwilę i potrzebujesz zestawu różnorodnych książek dla kilku osób.

Wpis nie jest sponsorowany.
tarczyn

Sok Tarczyn – odpowiedź producenta.

Pamiętacie jak postanowiłam zapytać producenta „sok wielowarzywny Tarczyn” jakie dodaje przyprawy?

 

tarczyn

 

Zapytałam, dostałam odpowiedź oraz zgodę na publikację.

 

tarczyn

 

Czy to jest dokładnie to czego się spodziewałam? I tak i nie.

Odpowiedź dość enigmatyczna i niewiele mówiąca. Rozumiem doskonale stanowisko firmy, chroniące know-how. Jednak z drugiej strony wiem, że diabeł tkwi w szczegółach i istotne są też proporcje.

Nie wiem czy potrzebuję w soku warzywnym tego słodkiego dodatku oraz aż tak skomplikowanego (?) zestawu przypraw, żeby nie można było ich ujawnić. Do podbicia smaku warzyw wystarczy czasem szczypta soli, po prostu. Czy jestem odosobnionym przypadkiem w badaniach preferencji konsumenckich? 

Podsumowując, ciężko ocenić co jest w środku. Cenię firmy stawiające na transparentność. Tu jest tajemnica i być może jest to totalnie prosty zestaw kilku przypraw, może dwóch, trzech, pięciu – z czym nie mam problemu, ale niestety tego nie wiem. Warto dodać, że nie tylko tarczyn stosuje „tajemnicze mieszanki przypraw” – na szczęście wielu innych producentów wymienia te kilka składników i nie musze prosić ich o wyjaśnienia.

Kategorie: Raporty
rosół

Kostka rosołowa.

Przeciętna kostka rosołowa to utwardzony tłuszcz z solą i wzmacniaczem smaku. Działa jak diabli jeśli chodzi o poprawianie, ponieważ sól podkreśla smak potraw, wzmacniacz też (plus wpływa na odczucie), a tłuszcz jest nośnikiem smaku. Proste jak drut w kieszeni. No właśnie, w kieszeni.

Czy kostka rosołowa jest zdrowa?

Nie jest. Tłuszcz utwardzony jest składnikiem wpływającym negatywnie na zdrowie, tak samo jak nadmiar soli. Wybrane wzmacniacze smaku (nie mówię tu o glutaminianie, tylko o innych wzmacniaczach) też nie są takie obojętne dla organizmu. Podsumowując: nie, nie i nie. To sam SYF.

Czy kostka rosołowa BIO jest zdrowa?

Nie. To zwykle dokładnie ten sam produkt tylko przygotowany z surowców bio. Ewentualnie mniej syfiastych składników (np. wzmacniaczy) na rzecz ekstraktu drożdżowego, ale to niewielkie pocieszenie.

bio kostkabio-kostka

Czy da się zastąpić kostkę?

Tak. Umiejętny dobór świeżych warzyw, ziół, przypraw, zdrowy tłuszcz i gotowe! Tak jak robili to ludzie zawsze.

Czy istnieją zdrowe gotowce?

Tak i nie. Jeśli są to suszone warzywa z toną soli to też trochę nie ma sensu, bo duża ilość soli w diecie nie jest dobra, zwłaszcza dla kobiet w ciąży oraz osób z chorobami towarzyszącymi typu nadciśnienie. Wybrałabym same suszone warzywa lub warzywa z ziołami i/lub przyprawami. Klasyk w stylu zioło angielskie i liść laurowy można wzbogacić dodatkiem lubczyka itp. Warto zapytać speców od rosołu co dodają do bazy w zależności od jej późniejszego przeznaczenia.

Innym rozwiązaniem są sosy typu AJVAR. Można dodać np. łyżkę stołową do dania lub zupy i też sprawa załatwiona. Lubie te sosy (pod warunkiem, że mają prosty skład) bo składają się prawie wyłącznie z warzyw. Do tego odrobina octu dla podkreślenia smaku (byle nie przesadzać, zwłaszcza dzieciom i osobom 'wrażliwym’) i gotowe!

bulionwarzywa suszonewarzywa suszone

Co robić?

Zrobić samodzielnie wywar przy użyciu 'prawdziwych’ składników lub kupić suszone warzywa lub suszone warzywa z ziołami. Sól, jeśli ktoś nie potrafi bez, warto dodać samemu – wedle uznania. Jest duże prawdopodobieństwo, że dodamy tej soli o wiele mniej niż producent zastosował w gotowej mieszance. I o to chodzi.

Ważne.

Pozbądź się wyrzutów sumienia. Czasem każdy z nas używa półproduktów typu mrożonki i gotowce – nie ma w tym nic złego, potrzebujemy zaoszczędzonego czasu na inne – również ważne – sprawy. Bo życie nie polega tylko na ciągłym myśleniu o jedzeniu. A przynajmniej nie powinno, hehe.

 

Więcej o zdrowych zamiennikach w kuchni dowiecie się już niebawem tu: http://maszwybor.edu.pl.

Sos indyjski Łowicz.


Nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że dobrej jakości sos pomidorowy lub kupione 'gotowe’ pomidory ratują czasem życie. Pisałam już o tym tu.

Dziś o sosie Łowicza.

image

Wpadł mi w ręce Sos indyjski. Skład nie pozostawia wątpliwości – miło nie będzie.

image

Podstawą produktu jest niestety woda. Warzywa stanowią zaledwie 22% z czego 8% to koncentrat pomidorowy.

Czwartym składnikiem jest cukier.

Trochę słabo. Całkowita zawartość cukrów prostych w słoiku to prawie 8 łyżeczek.

Reszta składników?

Śmietana (3%), sól, aromaty, przyprawy: tytułowych curry i kolendry po 0.01%.
Co zatem czyni z tak ubogiego składu pól kilograma sosu? Skrobia modyfikowana! Tu kukurydziana i ziemniaczana.

Nic nie mam do Łowicza.

Być może mają inne fajne produkty? Nie wiem, poszukam.

Niestety tym razem jest marnie – czy słowo 'sos’ w ogóle oddaje charakter produktu? Moim zdaniem to coś powinno się nazywać kisiel pomidorowy!

Jestem na NIE!

Kategorie: Moja opinia