FAK of The Year

FAK of The Year – lipiec.

W lipcu nominacja trafia do produktów, które obecne są na rynku z jednego zapewne powodu – bo ludzie je kupują, często ze względu na cenę. Mam tu na myśli smarowidła do złudzenia przypominające masło ale już nie w opakowaniach idealnie podobnych do „masła extra”.

Tym razem chodzi o produkty typu „osełka”, które kojarzą się z masłem w kształcie bryłki opakowanym w białawy papier. W ręce wpadł mi ostatnio ten „Z TRADYCJĄ Z WARLUBIA”.

Osełka

FAK of The Year

Co na opakowaniu: TRADYCJA, młyn, dzban – czy z mlekiem? Bo przecież jak masło czy śmietanka to wiadomo, że z mleka.

Mamy też „gwarancję jakości” oraz info, że osełka jest ŚMIETANKOWA.

Gwoli ścisłości: jest na froncie napis, że to „miks tłuszczowy”, ale dla starszych osób bez okularów, dla ludzi, którzy się spieszą oraz dla całej rzeszy przyzwyczajonej do synonimowego znaczenia słowa „osełka” – napis ten pozostaje niewidoczny.

A „osełka” to może być po prostu kształt produktu. Tyle, że w domyśle funkcjonuje to jako „bryłka masła”.

Co w składzie?

Plus za to, że nieutwardzony, ale jednak aż 63% jest to tłuszcz palmowy. Następnie zaledwie 7% tłuszczu mlecznego – a to właściwie m.in. na nim zależy fanom masła. Następnie mleko odtłuszczone i maślanka – ile? możemy jedynie domyślać się, że w sumie około 30%. Ale ile czego – nie wiadomo.

Na otarcie łez – aromat maślany i jogurtowy. Miło, że naturalne. Oraz karoteny i emulgator. Tak więc, połykając krokodyle łzy podczas jedzenia (bo przecież jak kupione to trzeba zjeść), będzie Ci kanapeczka pięknie pachniała jogurtem i masłem.

Gdzie śmietanka?

Nie wiem.

FAK of The Year
FAK of The Year

Być może część osób zupełnie świadomie kupuje takie miksy tłuszczowe, z różnych względów. Być może część osób czyta etykietę i po prostu ma ochotę na tłuszcz palmowy o zapachu jogurtu i masła.

Być może.

Ale biorąc pod uwagę ilość zdjęć, które otrzymuję od wkurzonych ludzi, którzy piszą, że „mama nie zauważyła różnicy”, „zawsze kupowała i było dobre”, „na szybko kupiłam”, część takich zakupów jest zupełnie przypadkowa.

Polmlek, why?

Zastanawiam się, jak daleko sięga ta tradycja z Warlubia odnośnie do tłuszczu palmowego, gdzie jest tytułowa śmietanka, oraz czy opłaca się – na tle innych produktów firmy – produkować się taki miks do smarowania. Pewnie tak, ale jak dla mnie to szkoda marki trochę.

Kategorie: FAK of The Year
łeldan

ŁelDan – maj.

Tym razem będzie kontrowersyjnie, ale przypominam jakie są założenia plebiscytu ŁelDan of The Year:

  • nie chodzi o produkty super zdrowe
  • nie chodzi o produkty w ładnym opakowaniu
  • nie chodzi o produkty z dobrym i spójnym ze składem marketingiem.

Chodzi o produkty, które rozwiązują pewien problem. Nie może to być oczywiście z deszczu pod rynnę, ale nawet jeśli nie jest to super zdrowe – stanowi istotnie ważną alternatywę dla istniejących na rynku produktów z danego działu.

Takie są właśnie w mojej opinii kukurydziane chipsy paprykowe POPCOOL CHIPS papryka od SONKO.

łeldan

Jest to przekąska alternatywna dla chipsów. W typowych ziemniaczanych czipsach skład stanowią ziemniaki z olejem, najczęściej słonecznikowym (w ilości 34% czyli 1/3 składu), solą i większą lub mniejszą ilością dodatków.

Oznacza to, że duża (np. 140g) paczka typowych czipsów to 47.6 gramów tłuszczu.

Czy to dużo czy mało?

Duża paczka czipsów ziemniaczanych to niemal 10 łyżeczek tłuszczu.

Czy jesteś w stanie wziąć łyżeczkę i wypić 9-10 takich porcyjek oleju słonecznikowego?

Może spróbuj?

Ale z czipsikami wchodzi jak złoto, prawda?

Dla kogo?

O nie, nie przeczytasz teraz, że tu jest super i trzeba jeść. Nie ma mowy.

To ALTERNATYWA. Nie polecam tego jako przekąski, w standardzie – w żadnym razie.

Pokazuję ten produkt jako coś, co warto zauważyć, co jest na rynku od dawna, coś dla osób uzależnionych od czipsów, które nie potrafią rzucić tych słonych ziemniaków pływających w tłuszczu z dnia na dzień. Coś dla osób, które z jakiegoś powodu muszą kupić czipsy, dla osób uzależnionych od ton tłustych fastfoodów na wzmacniaczach smaku oraz osób na diecie bezglutenowej, które nie trawią miałkich przekąsek opartych na tekturze z solą albo tłustych przecukrzonych rarytasów i czasem szukają odmiany. W takich przypadkach widzę to jako istotną alternatywę. Dlaczego?

Skład.

Kukurydza to 85%.

Tłuszczu jest tu 7.4 grama na 100 gramów produktu.

Ponad 4 x mniej niż w klasycznych czipsach. I nie słonecznikowy tylko oliwa z wytłoczyn z oliwek. Oczywiście NIE JEST to oliwa extra virgin tylko inna (gorsza) wersja po tej najlepszej i najbardziej cenionej, niemniej jednak nie jest to też wszechobecny olej słonecznikowy. Nie ma co się doszukiwać cudowności w tym rodzaju tłuszczu. Pisałam o tym w mojej książce „SMART SHOPPING”.

Jeśli macie wybór – zawsze kupujcie extra virgin do spożycia na zimno czy szybkiego obsmażenia.

Sól – tu bez zmian. 2 gramy na 100 gramów produktu. Czyli nadal sporo.

Cukier – total to 2 gramy, nie skaczę z radości ale ilościowo to raczej dodatek do smaku.

Pozostałe dodatki robią robotę smakową (ekstrakt drożdżowy, aromat itd.)

łeldan

To, co jest też istotne – paczka zawiera 60 gramów, niby 2 porcje, ale profilaktycznie zobaczmy jak wyglądają zawartości w całości:

  • tłuszcz 4.4g
  • cukier 1.2g
  • białko 5.4 (!)
  • sól 1.2g

Jeszcze raz podkreślę: nie jest to produkt, który teraz należy zacząć jeść bo jest super. Super to są warzywa i owoce.

ALE jeśli chcesz rzucić czipsy, nie potrafisz tak po prostu z dnia na dzień i realnie rzecz biorąc jest Ci ciężko się za to w ogóle zabrać – szukaj alternatyw, stadiów pośrednich. Nawet ze względu na zawartość tłuszczu, która jest tu znacząco mniejsza.

Well done SONKO.

pączki

Cała prawda o pączkach.

Przed nami Tłusty Czwartek, zatem już niebawem prawie cała Polska rzuci się na przecenioną mąkę z syropem glukozowym i tłuszczem palmowym. Będą radosne przekomarzania – kto, ile, za ile, po ile, kto już umiera, a kto jeszcze ma w domu 6 sztuk bo były w promo, jak za darmo. 
No to jak dają po taniości TO PRZECIEŻ TRZEBA BRAĆ, prawda…?

Oczekiwania vs reality.

Nie jestem fanem pączków (chociaż lubię ciasta i ciastka), aczkolwiek lubię raz na jakiś czas czyli 1-2 x w roku zjeść PRAWDZIWEGO pączka. Bez rozmrażania, bez wspomagania, bez dosypki polepszaczy.

Lubię, gdy ten pączek ma konsystencję pączka i smak pączka. Nie lubię, gdy kupuję pączka, płacę jak za pączka, a jem pseudo-pączko-kapcia, po którym pół dnia jest mi niedobrze.

Nie oczekuję od produktów za 49 gr, że będą przypominały składem, smakiem czy konsystencją prawdziwe pączki. Stawiam na mniejszą ilość ale lepszą jakość – jestem gotowa zapłacić w tłusty czwartek 6x więcej i zjeść 1-2 sztuki zamiast 6 przecenionych wyrobów cukierniczych o wyglądzie pączka. Jestem w stanie zapłacić jeszcze więcej i zjeść 1 sztukę, jeśli producent nie użyje do wyrobu oleju palmowego (co obecnie niemal graniczy z cudem, ale wyjątki się zdarzają – wystarczy zapytać).

Droższy, znaczy lepszy?

Przeszłam się po cukierniach obiecujących „tradycyjne” wyroby. Widziałam pączki w cenie ok. 3 pln za sztukę. Zdobycie składu czasem było nierealne („kierowniczka ma”), czasem dostawałam bez problemu specyfikacje do wglądu, a czasem wystarczyło poczekać aż miła, zmęczona chyba życiem Pani, przestanie wywracać oczami i robić miny oraz uwierzy, że naprawdę CHCĘ ZNAĆ SKŁAD TEGO PĄCZKA.

Wniosek z moich podróży po „renomowanych” cukierniach jest jeden.

To, że płacisz prawie 3 pln zamiast 79 gr nie gwarantuje NICZEGO.

Owszem, niektóre piekarnie mają tradycyjne pączki składające się z typowych składników (czyli nie są to pączki „z proszku”, gdzie czytasz skład i nie masz pojęcia czym jest połowa składników) ale widziałam też bezczelnie reklamowane tradycją wyroby pączko-podobne. W cenie pączka.

W dobrej cukierni jak masz „pączek z jabłkiem”, to faktycznie jest to pączek z jabłkiem, a nie z mazią jabłko-podobną. Z marmoladą różnie bywa ale wydaje się być najbezpieczniejszym nadzieniem.

Jeśli zamierzasz jeść pączki dziesiątkami, odradzam wymyślne nadzienia typu toffii, advocat itp. bo tu ślizgają się nawet najlepsi i w sumie nie ma w tym nic dziwnego.

Tańszy znaczy jaki?

Przeszłam się też po dyskontach i delikatesach.

W delikatesach bez problemu można znaleźć normalne pączki, bo dostarczają je tam m.in. normalne cukiernie. Te nienormalne też dostarczają, więc warto czytać te malutkie opisy.

W supermarketach – wyrób własny… Ach czego tam nie ma. Prawdziwa lekcja technologii cukierniczej. Ale TANIO, panie!

Dyskonty – królują długie składy albo brak składu bo nie na wszystkich wystawionych produktach jest opis.

Nie widziałam ANI JEDNEGO tradycyjnego pączka w cenie niższej niż ok. 2.50pln.

Konstrukcja cepa.

Pączki to w gruncie rzeczy składowo prosta sprawa. Tak jak ciasto drożdżowe, tylko tu się smaży (zapytaj jak często cukiernia wymienia olej do smażenia), a tam się piecze.

Natomiast gdy ktoś potrzebuje „stabilnych produktów o  gładkiej powierzchni, ładnej obwódce oraz dużej objętości” – można robić na mieszance, która btw. nadaje się również do produkcji drożdżówek, makowców i ciast drożdżowych.

Składniki jednej z przykładowych mieszanek: mąka pszenna, cukier, serwatka w proszku, mąka sojowa, sól, białko jaja w proszku, żółtko jaja w proszku, emulgator: E471, E472e, lecytyna rzepakowa; substancja przeciwzbrylająca: węglan wapnia; gluten pszenny, substancja zagęszczająca: guma guar; środek do przetwarzania mąki: kwas askorbinowy; regulator kwasowości: dwuoctan sodu; enzymy: ksylanaza, amylaza, fosfolipaza; barwnik: E101.

Jak widzę cukiernię z napisami „Tradycyjne wypieki” a skład ciasta drożdżowego ma 7 linijek, to coś tu chyba jest nie tak.

„Tradycyjne” donaty i pseudo pączki.

Zagościły już na dobre – niestety. Do wyboru kolorowe polewy, różnorodne posypki – skład często jednym słowem: DRAMAT.

„Pączek to pączek, co za różnica?”

Otóż jest i to spora. Niewiele osób wie, że te odmrożone okrągłe, kapciowate, kolorowe pączko-podobne wyroby to najczęściej 2 x więcej tłuszczu (np. 14g vs 28g/100g), bardzo często z udziałem tłuszczu częściowo utwardzonego (zwłaszcza polewy i posypki!). Rozpoznać je można po cenie – zwykle oscylującej w okolicach < 1 pln. Często w promocji po < 49 gr.

Tanio, panie!

Mam wrażenie, że dla niektórych nie ma różnicy między pączkiem a tłustym palmowym kapciem z cukrem. Ważne, żeby się bezmyślnie nawpieprzać cukru z tłuszczem, bo wszyscy tak robią. Smak, konsystencja, skład – bez znaczenia. „Przecież słodkie jest, to smakuje”, „ja tam nie widzę różnicy”. Jasne, przecież jeśli mam 3 pln, to lepiej kupić 6 pseudo pączko-kapciów po 49 gr niż jednego prawdziwego pączka. Bo czemu mam kupić jednego, skoro mogę 6.

Zadziwiające jest dla mnie to, jak bardzo niektórzy ludzie są zdziwieni tym, że chcę wiedzieć co jem i mam ochotę na tradycyjny wyrób – nie na produkt z proszku. Skład bułki, chleba, pączka – w piekarniach i cukierniach mam zwykle najwięcej problemów. Najłatwiej jest, gdy producent podaje skład na swoich stronach, ale nie każdy ma odwagę i/lub czas, a szkoda.

Twoja kolej.

Tłusty Czwartek to doskonały test dla Twojej ulubionej cukierni. Do tej pory kupowałaś/eś bezrefleksyjnie wszystko jak leci, bezgraicznie ufając w napisy „tradycyjne”, „domowe”. Teraz pora przekonać się jaka jest prawda.

Zanim więc kolejny raz kupisz od uśmiechniętej Pani pięknego, pachnącego pączusia – zapytaj o skład i sprawdź.

Jeśli kupujesz tanio – nie oczekuj tradycyjnej receptury. Wyroby na proszku są zwykle tańsze.

Jeśli jednak płacisz jak za zboże, a pączek to x-linijkowa litania, gdzie nie znasz połowy składników, to za co tak właściwie płacisz..?

sernik

Czy warto kupować markowy sernik?

Czy wybierając markowe cukiernie, zawsze mamy gwarancję, że wyroby będą najwyższej jakości? Jak pokazują wyniki moich obserwacji, jeśli chodzi o polskie piekarnie – niestety NIE, czasami wręcz przeciwnie. Zatem czy da się jeszcze kupić gdzieś prawdziwy sernik? Taki prosty, zrobiony z podstawowych składników. Bo ileż trzeba zachodu, by zrobić dobry sernik? Ot, zmielić twaróg, dodać cukier, jaja, masło, mąkę i gotowe!

A jednak nie.

Wystarczy spojrzeć na etykietę sernika z Auchan. Biorę pod uwagę składniki użyte do zrobienia masy serowej z kruchym spodem. Pomijam dodatki tworzące górę ciasta, owoce itp.

Ilość substancji wspomagających przyprawia o zawrót głowy. Emulgatory, zagęstniki, spulchniacze, regulatory kwasowości… Plus konserwant. I nie chodzi tu nawet o szkodliwość lub jej brak. Pytanie: PO CO używać tylu składników, do – w miarę – prostego ciasta? Odpowiedź jest chyba oczywista.

sernik

Dla kontrastu, sernik nr 2.

A teraz coś dla porównania. Sernik z kawiarni Blikle. Pani Kelnerka na moją prośbę znalazła skład, a nawet pozwoliła zrobić zdjęcie.

sernik

Ciasto wygląda tak:

sernik

Teraz uwaga.

Skład jest długi, wygląda na katastrofę. Ale gdy wczytamy się uważnie (pomijam skład skórki kandyzowanej i margaryny) – to są zwykłe, proste produkty. Tu nie ma syfu. Nie jest to może tradycyjny skład, ale wielkiego dramatu też nie ma.

Wnioski.

Czy wszystkie produkty pod nazwą własną dużego sklepu są beznadziejne? Nie, ale akurat ciasta produkcji własnej chyba wszędzie są słabe.

Czy wszystkie produkty markowe są wybitnej jakości? Nie, bywają gnioty. A w przypadku dużych zagranicznych koncernów, zdarza się to podejrzanie często.

Trudno wyciągnąć ogólne wnioski na podstawie tego prostego porównania, jednak obserwując polski rynek spożywczy zaczynam dostrzegać pewną prawidłowość. Firmy o ugruntowanej pozycji, z wieloletnią tradycją, przerzucając się na 'nowe’ metody produkcji – często (nie zawsze!) starają się zachować pewną 'naturalność’ składu. Przykładowo: owszem – użyją syropu cukrowego czy proszku mlecznego, ale nie wrzucą enigmatycznie brzmiących dodatków typu 'polepszacz’ czy 'przyprawy’ (gdzie pod nazwą kryje się 20 różnych składników, z których po kilku boli mnie brzuch). Zatem w składzie będą obecne nowoczesne formy ułatwiające życie i obniżające koszt produkcji, ale jednocześnie nie dostaniemy totalnego syfu i popłuczyn.

Brzmi całkiem rozsądnie, chociaż niezmiennie najlepszym ciastem na świecie jest to, zrobione przez Ciebie. Nie, nie to z proszku.

Kategorie: Porównanie
gorzka czekolada

Czym różni się czekolada gorzka od…gorzkiej?

Zawartość kakao? Eee, co za różnica, czekolada to czekolada.

Otóż jest różnica i to całkiem znaczna. W smaku też, chociaż zwolennicy mlecznej pewnie powiedzą, że każda jest 'fuj’. Posłużę się trzema przykładami gorzkiej. Oto one:

czekolada

czekolada

Cukier.

To chyba najistotniejsza różnica. W tej 60% jest 38g, w 70% : 28g, a w 81% : 17g na 100g produktu.
Czyli jeśli tabliczka ma 100g to w tej 60% prawie 40% to czysty cukier (7.6 łyżeczki) ale już w tej 81% mniej niż połowa tej dawki, tylko 17% (3.4 łyżeczki).

Tłuszcz.

Tu nie ma aż tak znaczących różnic. Zwykle im więcej kakao, tym więcej tłuszczu. Ale np. w tym konkretnym przypadku, wszystkie trzy czekolady zawierają ok. 40g tłuszczu (8 łyżeczek) na 100g produktu. Obiektywnie rzecz biorąc to całkiem sporo, prawda? Ważne, aby był to tłuszcz kakaowy, a nie np. palmowy lub inny utwardzony.

Skład.

Wszystkie trzy mają prosty, fajny skład, w którym zawartość 'pochodzenia kakaowego’ jest na pierwszym miejscu – super. W mlecznych na pierwszym miejscu zawsze jest cukier, bo ponad połowa zawartości (a zdarza się, że grubo ponad połowa) to właśnie cukier. Czyli słabo.

Podsumowanie.

Z reguly jest tak: im WIĘCEJ kakaowych składników (od 25% przy słabych mlecznych do 99% przy prawdziwej siekierze), tym MNIEJ cukru (czyli dobrze) i więcej tłuszczu. W smaku – różnica między 25% a 70% jest znaczna, nie ma co się oszukiwać. Ale już między 55 a 70% mniej wyczuwalna, a cukru 2x mniej w tej 70%. Wniosek? Stopniowe przestawienie się z mlecznej na deserową (40-55%), a poźniej być może na gorzką przyniesie Wam same korzyści. Pamiętajcie, że trudniej zjeść większą ilość gorzkiej, ze względu na mniejszją zawartość cukru. W gruncie rzeczy dobrej jakości ciemna czekolada ma swoje zalety i jestem absolutnym fanem odrobiny (czyli kostki lub dwóch!) takiej przyjemności. Codziennie.

Kategorie: Porównanie
parówki

Jak wybierać parówki?

Zaciekawiła mnie obecność wielu rodzajów parówek do wyboru w jednym ze sklepów, cenowo podobnie, mięsność podobna – co robić? Które wybrać…?

Najlepiej żadne. Nie jestem fanem parówek, zdarza mi się zjeść hot-doga ale nikt nie przekona mnie do tego, że jest to produkt warty częstego spożycia. Natomiast dla kochających parówki przygotowałam małe zestawienie, aby ułatwić Wam wybór.
Sama jestem ciekawa, czy za coraz wyższą ceną idzie w parze lepsza jakość produktu.

Na co zwrócić uwagę?

Należy zwrócić uwagę przede wszystkim na zawartość mięsa, co można z grubsza zweryfikować sprawdzając zawartość białka oraz tłuszczu. Jeśli producent deklaruje wysoką mięsność, zwłaszcza przy obietnicy fileta lub innego chudego fragmentu mięsa w składzie, a wg tabeli mamy ponad 30g tłuszczu na 100g produktu i zaledwie kilka gram białka, to coś tu nie gra. Albo jest to mięso (czyli więcej białka, a mniej tłuszczu – w porównaniu z gorszej jakości produktami) albo go nie ma!

Ranking.

Celowo ułożyłam produkty cenowo, od najtańszego. Tym razem wyłącznie produkty z Lidla. Ceny podane są za 100g produktu.

Parówki drobiowo-wieprzowe – 0.80pln.

parówki

Mięso 43%, w tym tłuszcz wieprzowy, skóry wieprzowe, bajery, azotyn sodu (szkodliwy konserwant).

Białko 11g, tłuszcz 20g.

Parówki wieprzowe – 1.35pln.

parówki

Mięso 83%, trochę bajerów ze wzmacniaczem i azotynem sodu łącznie,

białko 14g, tłuszcz 26g.

Parówki z szynki wieprzowej – 1.80pln.

par1

Mięso 93%, sporo bajerów ze wzmacniaczem i azotynem sodu łącznie,

białko 14g, tłuszcz 24g.

Parówki z szynki 'Pure’ – 1.95pln.

parówki

Mięso 93%, skład w miarę, chociaż jakie przyprawy i jakie aromaty…?

Białko 14g, tłuszcz 24g.

Piratki – 2.00pln

parówki

Mięso 93%, skład w miarę, chociaż jakie przyprawy i jakie aromaty…? Nie wiadomo! Skład niemal identyczny jak 'Pure’.

Białko 14g, tłuszcz 24g.

Kiełbaski z szynki lekkie – 2.50pln.

parówki

Mięso 83%, w składzie są difosforany i azotyn sodu,

białko 14g, tłuszcz 18g (czyli trochę mniej).

Podsumowanie.

Najtańsze parówki – każde i wszędzie – zdecydowanie odradzam. To nawet w połowie nie jest mięso.

Średnia półka – można znaleźć lepsze (tutaj są to 'pure’) i słabsze (tu wieprzowe) w podobnej cenie ale jak widać wystarczy naprawdę niewiele dopłacić (0,15pln/100g) za lepszą jakość.

Dziecięce parówki Piratki podobne są do tych 'pure’, czyli w miarę w porządku i bez szkodliwego konserwanta.

Najdroższe kiełbaski poza mniejszą zawartością tłuszczu nie wyróżniają się zbytnio, bez sensu przepłacać.

Czyli wziąć najdroższe, droższe i średnie, porównać i wybrać te z mięsem, a najlepiej bez konserwantu.

Parówki mają raczej więcej wad niż zalet ale jeśli ktoś kocha i musi – warto wybierać z głową, da się znaleźć lepszy produkt w dobrej cenie.

Kategorie: Porównanie
apetyt

Gdy apetyt zanika.

Są momenty, dni, gdy nie jesteśmy w stanie nic przełknąć. Apetyt zero. Albo nawet na minusie. Organizm reaguje po swojemu na pewne wydarzenia i nie mamy na to wpływu. Aby nie doprowadzić do niepożądanych konsekwencji zdrowotnych, trzeba coś z tym zrobić. Oto trzy proste zasady, które pozwolą Ci przetrwać.

Mniej znaczy więcej.

Musisz COŚ zjeść. Cokolwiek. Wiem, że apetyt zerowy. Spróbuj. Byle mega napakowane na maksa wartościami odżywczymi. Jeśli chodzi o energię: 1 gram tłuszczu to 9 kcal, 1 gram białka czy węgli – ponad 2 x mniej bo 4 kcal. Co z tego wynika? Jak zjesz łyżkę tłuszczu, organizm będzie miał więcej paliwa niż po łyżeczce czegoś innego ale to nie znaczy, że masz lecieć do maka lub po drożdżówkę! Postaraj się zjeść coś wartościowego, np. kawałek awokado, garść orzechów, migdałów, jajko, kawałek tłustej ryby, kromkę chleba z masłem i/lub serem, kawałek gorzkiej czekolady (> 70 %), pestki dyni (bardzo przydatne na poprawę samopoczucia!) itp. Spróbuj wśród ulubionych potraw znaleźć tę najbardziej kaloryczną i wartościową, np. jajecznica na maśle klarowanym, mała kanapka z masłem i rybą lub z masłem, awokado i pestkami itd. Kawałek gorzkiej czekolady + orzechy/migdały/pestki dyni (!) to zastrzyk energii i cennych substancji wpływających na samopoczucie.

Napój bogów.

Dużo pij, dostarczając energii w postaci płynnej – to najłatwiejszy sposób! Organizm wbrew pozorom chętnie przyjmie napój bo nie musi babrać się z gryzieniem, rozgniataniem, przepychaniem, obracaniem, popychaniem – nic! Tylko sobie ten płynik leci elegancko. Co pić? Najlepiej soki wielowarzywne z dodatkiem dobrego oleju, wartościowe koktajle na bazie np. mleka roślinnego (orzechowego, migdałowego itp.), smoothie itp. Jeśli nie to świeże soki (sklep) lub prosta letnia woda z miodem – super pomysł. Napoje gazowane z toną cukru itp. odradzam chyba, że to ostatnia deska ratunku. Wtedy wybierz mądrze (mały poradnik tu). W bardzo skrajnych przypadkach można wypróbować napoje typu Nutridrink (w aptekach) – mała buteleczka nabita wszystkim co się da.

Ostatnia deska ratunku.

Jeśli apetyt znika na długo, warto odwiedzić specjalistę. Przyczyny mogą być różne, począwszy od sytuacji na tle nerwowym (np. silny stres), przez tematy parazytologiczne (pasożyty) na chorobach układu pokarmowego zakończywszy. Czasem proste badanie diagnostyczne lub nawet krótka rozmowa z fachowcem może pomóc rozwiązać problem.

Nie czekaj, działaj!

Kategorie: Odżywianie

Kawiarnia Costa – Sernik light i inne bajery.

Lubisz kawiarnie Costa? To lepiej przeczytaj ten tekst. Raczej Ci się nie spodoba kilka newsów, mnie też się nie spodobało bo czasem tam wpadam. Teraz już wyłącznie na kawę, tymczasem coś na temat ciastka o nazwie 'sernik light’.

A było to tak.

Kawusia w jednej z sieciowych kawiarni. Ciasta i ciastka wesoło się uśmiechają – jak zawsze. Tym razem postanowiłam jednak sprawdzić co tak konkretnie się do mnie uśmiecha zza szyby. Słodycze to słodycze, więc 'lekki’ = będzie ciekawie. Zamówiłam ten  'sernik light’. Zjadłam (chociaż nie lubię serników na zimno) – dla niepoznaki. Podczas jedzenia podejrzliwość level ogar na polowaniu – kurka, niby light a słodki jak cholera! Nic to, zapytam o skład.

Huston, mamy problem.

Składniki? Ani widu ani słychu. Barista nie wie ale poszuka. Dostałam jakieś wydruki z których niewiele wynikało. Nie mogę ujawnić całości bo mnie Costa zaraz ścignie za ujawnianie tajemnicy państwowej (i tak pewnie będą mieli pretensje, że ujawniam cokolwiek). Powiem tylko tyle: poza 'mieszanką na biszkopt’ (a co – myśleliście, że z mleka i jaj?) składniki wymienione językiem przedszkolaka (co to do wuja pana jest 'żel’?!), wartości odżywcze niedokładnie podane, niepełne info o produkcie. A na deser ciekawostka – czy ten świeżutki, niemal prosto z krzaczka – słodki, malutki, kolorowy serniunio to…mrożonka?

sernik light

Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej – napisałam więc maila do Costy. Daruję Wam brazylijską telenowelę ciągnącą się chyba ze 3 tygodnie. Stanęło na tym, że składu NIKT NIE ZNA.

Ludzie, czy Wy tak SERIO nie wiecie co sprzedajecie!? Ile czasu Costa jest na rynku polskim? Kilka lat? Niestety jeszcze nie zdążyli ogarnąć się w tym temacie.

sernik light

Po wielokrotnych prośbach, udało mi się jedynie uzyskać info ile to cudo ma kcal i cukru – zawsze coś.

image

378kcal. Wiecie ile to jest? Tyle co 1.5 hamburgera z Maka.

A teraz największa niespodzianka.

sernik light

Czy widzicie zawartość cukru? 48g w porcji to jest…prawie 10 łyżeczek cukru!

Tak, dobrze przeczytaliście. DZIESIĘĆ.

A teraz pytanie za 100 punktów.

Co producent miał na myśli pisząc 'LIGHT’?

Rozumiem. Czy zamysł był taki, że napiszemy 'light’, przylecą baby i będą szarpały jak Reksio szynkę…? A może, że ma mniej kcal niż Brownie? Ale Brownie ma mniej kalorii niż salami z bitą śmietaną, to może Brownie też nazwiemy 'light’?

Brownie ma prawie 700kcal i ponad 9 łyżeczek cukru w porcji – masakra. Tyle, że po brownie można się tego spodziewać, więc nie ma się co oburzać.

Werdykt.

Mimo, że obsługa w kawiarniach jest zwykle miła, a ludzie z teamu odpowiadają na moje maile i wiadomości – jak dla mnie to kompletnie dyskwalifikujące, żeby po kilku latach na rynku nie było możliwości sprawdzenia co dokładnie jem.

NIE POLECAM sernika light osobom dbających o figurę i/lub poziom cukru we krwi.

Z niecierpliwością czekam na grudzień, jak na razie totalna DYSKWALIFIKACJA! No luuudzie.

Dlaczego herbatniki Leibniz zawierają olej palmowy?

Na pewno wiele osób zauważyło 'Nowy lepszy smak’ (a mianowicie 'BARDZIEJ MAŚLANY’) herbatników Leibniz.

Nie do końca rozumiem na czym polega zmiana ale zauważyłam, że polska wersja ma olej palmowy + 5% masła zamiast 12 % masła jak w wersji niemieckiej (skan ze strony http://www.leibniz.de/produkte/butterkeks.html#/slide_1).

Herbatniki

 

Zapytałam producenta o co chodzi.

Herbatniki, doktorania.pl

Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się innej odpowiedzi. To nie pierwszy raz, gdy dostaję ładnie owiniętą w bawełnę, bolesną prawdę.

Dobra jakość kosztuje. Chcesz płacić mniej? Dostaniesz coś w zamian. Jeśli nie czytasz składu – możesz dostać coś, co Ci się nie spodoba i nawet nie zorientujesz się, że to zamiennik.

Kategorie: Raporty

Tawerna Orłowska

Tawerna Orłowska w Gdyni to miejsce gdzie zaglądam na kawkę. Było zatem tylko kwestią czasu, kiedy uśmiechnę się do obsługi o skład tego i owego.

Zaczęłam od słodyczy.

Wiadomo. Zamówiłam brownie.

image

Wiem, że wiele osób teraz mi współczuje, takie niezdrowe i kaloryczne – masakra. Dziękuję ale wiecie – musiałam się poświęcić.
Po konsumpcji zapytałam (grzecznie) kelnera o skład, nie znał – podeszłam zatem do baru.

Nieśmiertelne pytanie ’a po co to pani?’ zawsze przyprawia mnie w myślach o atak histerycznego śmiechu. Jasny gwint, czy to takie dziwne, że chcę wiedzieć co jem? Jak w karcie jest 'Przysmak Królowej’ to chyba do cholery jest istotne czy to sernik czy pasztet, prawda? A więc chcę wiedzieć czy to jest brownie-brownie czy brownie-czekoladopodobna, brązowa, nasączona tłuszczem palmowym gąbka.

O dziwo…

Pan Manager był miły mimo, iż miałam na sobie kalosze (dla niepoznaki, że niby taka turystka). Do tego jakaś gadka o straszliwych chorobach metabolicznych, a może po prostu pomogły sztuczne rzesy (jak nie to zawsze pozostaje styl słodka idiotka – koleżanka mówiła, że kolega jej mówił, że podobno niektórzy mężczyźni to lubią).

Summa summarum.

Dowiedziałam się, że ciasto ma ok. 6 łyżeczek cukru (ekhm) i 6 tłuszczu, poznałam także dokładny skład (miły pan wysłał wieczorem maila z info). Prosty przepis bez udziwnień. Pan Manager dość odkrywczo zauważył, że brownie 'nie jest ciastem dietetycznym’. Okazało się też, że potrafi (Pan Manager) używać kalkulatora albo przynajmniej nieźle symuluje, pozdrawiam tak przy okazji! (Naturalnie Pana Managera, a nie kalkulator.)

O, już słyszę te Wasze 'ojezusy’ i 'omajgady’.

Jak wiecie nie jestem fanem diety 'nie wolno’ jeśli nie ma uwarunkowań zdrowotnych – już kiedyś o tym pisałam, o tu.
Jak mam ochotę zjeść chamskie brownie to jem chamskie brownie: na kilogramie masła, tonach glutenu i 100 tabliczkach czekolady, a nie brownie light: na wypełniaczach, spulchniaczach, syropach, czekoladopodobnej palmowej brei i obowiązkowo barwniku + aromacie cobym to mogła sobie ewentualnie wyobrazić, że jem czekoladowe brownie. Jak chcę zjeść chamskie ciasto to nie przychodzę do cukierni i nie pytam które to ciastunio jest bez cukru, tłuszczu i sensu, a tak w ogóle to chciałam polizać przez szybkę.

Nie jem takich bomb codziennie.

Wiem też, że muszę wtedy zrobić wyrwę w całodziennym jadłospisie (ZERO innych słodyczy, cukru, tłuszczów nasyconych itd.) oraz musowo aktywność fizyczna (np. parkuję daleko samochód – wtedy nie mam wyjścia, hehe).

Zaraz, zaraz – to nie znaczy, że można mnie przekupić blachą bezglutenowego brownie z najlepszej czekolady gorzkiej z sosem z ekologicznych malin i kulką dobrej jakości lodów, które wygrały ranking (hmm w sumie teraz jak to napisałam to sama nie wiem… Ok, ŻARTUJĘ – nie można).

Następnym razem.

Przetestuję standardowe menu. Jakieś video z eventu? Obowiązkowo nagram dyskusję o składzie – sami zobaczycie co i jak. Jak byłam ostatnim razem – było średnio w tym temacie a szkoda bo knajpa ma klimat i ogromny potencjał – moim zdaniem nie wykorzystany.

Tak więc, Droga Tawerno Orłowska, za brownie macie u mnie plusa – jedzenie jeszcze raz obczaję bo nie podeszło mi kompletnie jak dotąd.

Zatem, do zobaczenia!

doktorania.pl, leptyna

Leptyna. Ona odmieni Twoje życie.

Już wiesz kto tu naprawdę rządzi i może doprowadzić Cię do ruiny (Mafia Pokarmowa), powinieneś zatem bliżej poznać bardzo ważną osobę, mającą wpływ na wiele aspektów Twojego życia: to Leptyna. Kto by pomyślał, że np. o aparycji nastolatki lub lochy, jurnego młodzieńca lub knura decyduje Burdelmama, heh.

To ona.

Leptyna to mega turbo zajebista laska, idealna figura, zadbana, wiek nieznany ale głowa do interesów, że szok. Łeb jak sklep normalnie. Niby non stop paznokcie, fryzjer, kosmetyczka i inne cuda wianki ale jak przyjdzie co do czego – dobrze wie, że „byznes yz byznes”. Ale chwilunia, bo my tu sobie gadu gadu, a z Leptyną trzeba jak ze zgniłym jajkiem – grzecznie i spokojnie. Żadnego ścierwa pod jej adresem nie rzucę bo sama nie chcę mieć kłopotów na karku.

Chodzą słuchy.

Leptyna krąży we krwi w postaci wolnej oraz z obstawą (z białkami osocza). Podobno regularnie nadaje z frontu Mózgowi a także współpracuje z ochroną Żołądka. Jest to bardziej niż pewne bo mają wspólnych znajomków od dawna w różnych tematach. Działa osobiście lub za pośrednictwem swoich ludzi (lafirynd i przydupasów). Generalnie wiadomo, że na bank bierze udział w regulacji przepływu energetycznego więc ma powiązania z Mafią Paliwową – niektórzy twierdzą, że burdel to tylko przykrywka, a tak naprawdę jest Szefową grupy paliwowej. Gdybyście wiedzieli na ile spraw w organizmie ma wpływ Leptyna – nie uwierzylibyście, laska ma naprawdę MEGA WEJŚCIA.

Raport policyjny.

Jeden z nich wpadł mi w ręce. Było szyfrem i brzmiało mega groźnie. Pisali, że jest podejrzewana o bycie „obwodowym czynnikiem sygnałowym wpływających na hamowanie szlaków sygnałowych odpowiedzialnych za odczuwanie głodu i stymulujących szlaki związane z odczuwaniem sytości na poziomie podwzgórza”, kumasz? Wiesz co to znaczy? To znaczy, że masz PRZERĄBANE! A im więcej tkanki tłuszczowej tym masz bardziej PRZERĄBANE. A jak masz skrajną niedowagę to zgadnij co? Tak! Też masz PRZERĄBANE! Musi być norma wyrobiona, proste.

To nie wszystko.

Ogólnie jak ktoś jej nie słucha albo nie ma siemki to zasadniczo też ma przerąbane. Biada temu kto w ogóle jest niewrażliwy na jej wdzięki. Wtedy masakra. Jesli chcesz mieć na coś w swoim życiu wpływ, niech jedną z tych rzeczy będą wzorowe stosunki z Leptyną. Jeśli nie chcesz wyglądać jak prosiak albo inna krowa – pamiętaj o pięknej Leptynie. Jeśli chcesz mieć kiedyś dzieci – dogadaj się z Leptyną.

Co robić.

Mów jej dziendobry i do widzenia, proszę i dziękuję a najlepiej przepraszam jak coś skopiesz. Lubi aktywność fizyczną, dobre jedzenie z małą ilością cukru, warzywa i inne duperele, które zwykle lubią laski. Nie znosi sztucznej biżuterii typu syrop glukozowo-fruktozowy i inne gówna typu tłuszcze utwardzone ale to chyba oczywiste. Wyłącznie diamenty. Możesz kombinować z klasą czystości (typu im mniej śmieci w produkcie tym lepiej) jak w portfelu krucho.

Jeśli zadarłeś z Szefową i masz sporą nadwagę – do końca życia będziesz się chrzanić się z jej mega czepliwą rodzinką czyli Adipocytami. Ale jeśli za szybko chudniesz lub masz skrajną niedowagę – też masz przerąbane i warto o tym pamiętać, prawda?

Zaraz, zaraz…

Czy ja dobrze słyszę? Nie martwisz się brzuchem jak u knura bo laska kocha Cię takiego jaki jesteś? Mhm. A co robi jak się pokłócicie? Bo jak idzie do chlewu przytulać spasłe prosiaki to luuuuz i (poza tym, że wkrótce przestanie Ci stawać) możesz dalej żreć jak świnia.

A Ty Kochana? Ciebie też partner akceptuje taką, jaka jesteś…? To cudnie! A jakie porno ma na kompie? Jeśli MILF i/lub rubensowskie klimaty, to (poza tym, że umrzesz szybciej zostawiajac swoje dzieci bez opieki albo w ogóle nie zajdziesz w ciążę) możesz spać spokoooojnie. Ale jeśli ma milion giga plików typu TEENS to chyba trochę słabo z tą Twoją grubą dupą, co nie?

Więc wiesz.

Trzeba się trochę ogarnąć i poprawić stosunki z Leptyną. Znaczy się na wstępie schudnąć lub przytyć. Bo tu nie chodzi wyłącznie o wygląd ale przede wszystkim o zdrowie. Nieprawidłowa masa ciała = choroby. Choroby = kasa. Kasa = problemy.

To nie takie proste, wiadomo, ale małymi kroczkami może się udać. Żadne tam 'dziś chrzanię, ale od jutra, od nowego miesiąca’ i co jeszcze? No w sumie 2020 jest blisko. Ale czy dożyjesz…?

Małe kroczki bo Mózg sie skapnie, że coś kombinujesz i wtedy zapomnij. Chodzi o to, żeby on nie wiedział bo inaczej wyskoczy Ci z tekstami typu 'o co Ci człowieniu chodzi, życie jest krótkie’ itp. itd. i co mu powiesz? Warto sobie zawczasu przygotować jakąś gadkę na taką ewentualność a z laską po prostu musisz się dogadać po cichu. A tak w ogóle to nie z żadną 'laską’, tylko z Leptyną. A jak dla Ciebie to z Panią Leptyną. Się manier naucz jak chcesz z Panią Leptyną rozmawiać, bo Cię Pani Leptyna tak urządzi, że Cię własna Matka nie pozna.

Kategorie: Inne

Jak wybrać dobre musli?

Żeby wybrać dobre musli warto odpowiedzieć sobie najpierw na bardzo proste pytanie – ma być zdrowo czy nie? Jeśli masz wylane – sprawa jest prosta bo kupujesz cokolwiek a najczęściej to, co ma dobrą reklamę czyli badziew w ładnym opakowaniu. Jeśli chcesz kupić dobry produkt, rzuć okiem na kilka wskazówek ode mnie.

Jak rozpoznać dobre musli na pierwszy rzut oka.

Spójrz na zawartość cukru w tabeli. O tym jak to zrobić pisałam tu. Jeśli musli zawiera 7-10g cukru na 100g – może być, 15-20g już niekoniecznie, powyżej 20 – wywal.
Dodatkowo: crunchy z definicji jest słabsze.

Jeśli masz więcej czasu.

Zwróć uwagę na skład. Każde słowo 'cukier’, 'syrop’ itp. powinno wzbudzić Twoją niechęć – wywalić. Nie podoba mi się również 'ekstrudat’ (papka zbożowa najczęściej z cukrem) – wywal. Dobrze jest unikać dodatkowych składników typu ’emulgator’, 'aromat’ itp. Ja nie lubię też (niby dobrych) składników typu 'olej’, 'tłuszcz’ bo kupując zdrowy produkt mam je w naturalnej postaci – nie potrzebuję dosypki. Stosując jeszcze bardziej ostre kryteria – nie lubię płatków kukurydzianych (bo zwykle są z cukrem), 'dwutlenku siarki’, 'regulatora kwasowości’ itp. Zdrowe musli to proste musli.

Czego szukać?

Co najchętniej kupuję? Zróżnicowany (zboża) skład, np.: płatki jęczmienne + owsiane + żytnie. Cenię obecność orzechów, migdałów, pestek, nasion, np. siemię lniane, słonecznik, dynia itd. Jeśli nie masz alergii, mogą być też orzechy ziemne.

Przejdźmy do konkretów.

Tym razem wytłumaczę to na przykładzie musli z Lidla. Mam dwa rodzaje bio, dwa rodzaje premium i dwa zwykłe.

Bio.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIVNo fajnie, że bio ale co z tego jak zawartość cukru – masakra. Obecność ekstrudatu – słabo.
Crunchy z definicji jest mniej zdrowe więc nie kopmy leżącego.
Wholegrain byłoby fajne ale nie jest bo zasypali cenne składniki cukrem, słowo 'trzcinowy’ nie rzuca mnie na kolana bo nie jestem idiotą (wiecie jaki mam stosunek do cukru, pisałam o tym tu).
Cenamasakra jak na taki skład. Co ciekawe to samo musli bio w niemiecki lidlu kosztuje 2.59€…

Premium.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIV

Zawartość cukru – dramat. Ależ ja doskonale zdaję sobie sprawę, że wynika to z obecności owoców. Problem w tym, że JA NIE CHCĘ żreć nasmarowanych jakimś tłuszczem, często dodatkowo przecukrzonych (ananas, banan, papaja itd.) owoców z regulatorami kwasowości i przeciwutleniaczami i jeszcze za to dodatkowo płacić! To chyba żart!

Klasyczne.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIV

Więcej płatków, trochę pestek, nasion, orzechów – fajnie ale znów to owocowe (pomarańczowe opakowanie) zawiera sporo cukru (czyli częściowo odbajerzone owoce). Zwykłe (granatowe opakowanie) muesli z rodzynkami i orzechami wygląda za to dość przytomnie. Nie ideał ale moim zdaniem najlepsze z całego zestawu. Cena 8pln za 1000g. Dobrze liczysz: jest 4 x tańsze od BIO.

Podsumowując.

image

Masz nadmiar gotówki i koniecznie musi być bio? Wybierz pełnoziarniste, byle nie crunchy.
Masz mniejszy budżet? Wybiesz zwykłe: dużo płatków, trochę owoców ale przede wszystkim to co bardzo cenne czyli orzechy, migdały, pestki, nasiona.
Powodzenia!

Ps. Jeśli myślisz, że komuś przydadzą się te wskazówki – udostępnij proszę ten tekst. Po co pochłaniać tony cukru i jeszcze za to przepłacać…?