Co mogę zjeść na noc?

To pytanie zadaje sobie czasem każdy z nas. Ja najchętniej usłyszałabym 'co tylko chcesz!’ albo chociaż 'deska serów i kieliszek wina brzmi ok!’. No dobra, może być po prostu 'porcja lodów czekoladowych z advocatem’ i po sprawie.

Sorry ale NIE.

To tak, jakby ktoś mnie zapytał 'Aniu, ile mogę wypić wódki, żeby jutro rano nie mieć kaca?’. Szczerze? Nie mam bladego pojęcia. Każdy z nas inaczej metabolizuje alkohol, sami wiecie jaki może być rozrzut. Ale jest jedna odpowiedź, która zawsze pasuje i każdemu się sprawdzi: ZERO. Jak wypijesz zero alkoholu, to na bank nie będziesz mieć kaca, proste.

Podobnie jest z jedzeniem na noc.

Szklanka ciepłego mleka? Powiedz to osobom, które nie tolerują laktozy! Porcja owoców? Świetny wybór! Zwłaszcza docukrzonych suszonych, najlepiej od razu pół paczki – organizm na pewno będzie zachwycony 7 łyżeczkami cukru na dobranoc. Tak, świeże owoce też nie bardzo. Może makaron razowy? Zdrowe węglowodany złożone! Super – przewód pokarmowy właśnie marzył o tym, żeby zamiast iść spać – zakasać rękawy i wziąć się za odczepianie tych cholernych cukrów z łańcucha. No rewelacyjna noc się szykuje. To może produkty 'light’? Zero tłuszczu, tona cukru przykładowo? Widzicie to mordercze spojrzenie trzustki? Wiecie co ona zaraz zrobi z tym light-cukrem na noc? Przywali go Wam w oponę np. na brzuchu. Każdusieńki jeden gramik. Wszystko pójdzie w pas i/lub biodra. Pomijając te 'lekkie’ z niską zawartością tłuszczu nadrabiające wysoką cukru (słabo) – dodatki spożywcze też nie są mile widziane na noc. Wątroba ma w dupie Wasze wyniki badań oraz to, że te wszystkie E są dopuszczone do spożycia i są to bezpieczne dawki dla szczurów.

Czego bym nie napisała – zawsze będzie coś nie tak.

Zawsze jest jakieś 'ale’, a wiesz dlaczego? Bo organizm wieczorkiem jak szykujesz się do snu, szykuje się razem z Tobą. Cały dzień marzysz o ciepłym łóżeczku i odpoczynku? On też. Organizm lubi jak dostarczasz mu żarcia na spokojnie i na bieżąco, bez szarpaniny w stylu 'cały dzień jestem na diecie’ a o 23:00 następuje zwolnienie blokady losującej w drzwiach lodówki.

Nie może być tak, że od rana trzymasz fason i dzielnie odmawiasz czekoladowych muffinów (700kcal) do kawy, a do filmu czy playstation wpierdzielasz pakę słonego gówna albo wiadro lodów. Ok, od dzwonu można taki odpust zrobić ALE uważaj! Raz, drugi zrobisz i poźniej zaczną się teksty 'ojtam ojtam’, 'na coś trzeba umrzeć’, 'warzywa też są be bo zawierają pestycydy’ itp. Do żarcia na noc łatwo się przyzwyczaić.

Co zrobić?

Nie jestem fanem diet 'po 18:00 nic nie jem!’ jeśli nie wynika to ze względów zdrowotnych. Jak się ratować? Nie dopuszczać do nocnych ataków głodu. Przezorny zawsze ubezpieczony: ZJEŚĆ KOLACJĘ! Jakieś 3h przed snem. Coś lekkiego, coś co lubicie. Coś, co nie zawiera tony cukru i tłuszczu utwardzonego. Z braku czasu może być kilka orzechów czy migdałów, może trochę pestek dyni lub słonecznika?

No fajnie, fajnie a TUŻ przed snem?

Nie chcecie tego usłyszeć ale odpowiem. Jeśli nie wynika to ze względów zdrowotnych, nie karmicie piersią itd. – najlepiej NIC. Jeśli macie z tym duży problem, może warto znaleźć dobrego (!) dietetyka, który indywidualnie dobierze jadłospis? Dla mnie jest to podstawowa sprawa – INDYWIDUALNY dobór. Zalecenia typu 'dla wszystkich’, 'wszyscy mogą’, 'jedz do woli’ uważam za trochę niebezpieczne.

Jeśli jednak musiałabym coś Wam doradzić odnośnie jedzenia na noc – polecam produkty, dania LEKKOSTRAWNE, o niskiej zawartości cukru.

Nie wiecie co to znaczy lekkostrawne?

Nie martwcie się, już wyjaśniam. Chodzi o to, żeby nie wkurzać przewodu pokarmowego na noc. To jak wejście do sklepu 5 min przed zamknięciem, gdy wydrukowali już raport fiskalny. Organizm taki raport sobie elegancko drukuje, a Wy mu wyjeżdżacie nagle z kabanosa. Raczej słabo, co? Jak już musicie – wrzucie mu coś, z czym upora się szybko i bezboleśnie, a później będzie mógł odpocząć. Widziałam ciekawe propozycje na stronie jednego ze szpitali, rzućcie okiem. To tylko ogólne założenia – dostosujcie je do siebie, tego co lubicie. Chudy jogurt naturalny bez dodatków? Chuda galaretka warzywna lub mięsna?

Co zrobić gdy szykuje się wieczorny nasiad?

Spróbujcie zamienić ciężką artylerię na coś lżejszego. Chipsy (33g tłuszczu /100g produktu) na nachosy (20g / 100g) – jak już nie ma innej opcji. A co sądzicie o świeżym, cieplutkim popcornie na małej ilości tłuszczu? Nieśmiertelne kabanosy i parówki zamieńcie na chudą wędlinę czy chudą kiełbasę, słone, tłuste precelki itp. na lżejsze kanapki a może warzywa + dipy na bazie jogurtu? Może hummus + chlebek naan?

Kombinujcie! Przewód pokarmowy będzie Wam wdzięczny, dogada się z całym organizmem i wspólnie odwdzięczą się Wam spokojniejszym snem i lepszym samopoczuciem od rana. Opłaca się!

Kawiarnia Costa – Sernik light i inne bajery.

Lubisz kawiarnie Costa? To lepiej przeczytaj ten tekst. Raczej Ci się nie spodoba kilka newsów, mnie też się nie spodobało bo czasem tam wpadam. Teraz już wyłącznie na kawę, tymczasem coś na temat ciastka o nazwie 'sernik light’.

A było to tak.

Kawusia w jednej z sieciowych kawiarni. Ciasta i ciastka wesoło się uśmiechają – jak zawsze. Tym razem postanowiłam jednak sprawdzić co tak konkretnie się do mnie uśmiecha zza szyby. Słodycze to słodycze, więc 'lekki’ = będzie ciekawie. Zamówiłam ten  'sernik light’. Zjadłam (chociaż nie lubię serników na zimno) – dla niepoznaki. Podczas jedzenia podejrzliwość level ogar na polowaniu – kurka, niby light a słodki jak cholera! Nic to, zapytam o skład.

Huston, mamy problem.

Składniki? Ani widu ani słychu. Barista nie wie ale poszuka. Dostałam jakieś wydruki z których niewiele wynikało. Nie mogę ujawnić całości bo mnie Costa zaraz ścignie za ujawnianie tajemnicy państwowej (i tak pewnie będą mieli pretensje, że ujawniam cokolwiek). Powiem tylko tyle: poza 'mieszanką na biszkopt’ (a co – myśleliście, że z mleka i jaj?) składniki wymienione językiem przedszkolaka (co to do wuja pana jest 'żel’?!), wartości odżywcze niedokładnie podane, niepełne info o produkcie. A na deser ciekawostka – czy ten świeżutki, niemal prosto z krzaczka – słodki, malutki, kolorowy serniunio to…mrożonka?

sernik light

Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej – napisałam więc maila do Costy. Daruję Wam brazylijską telenowelę ciągnącą się chyba ze 3 tygodnie. Stanęło na tym, że składu NIKT NIE ZNA.

Ludzie, czy Wy tak SERIO nie wiecie co sprzedajecie!? Ile czasu Costa jest na rynku polskim? Kilka lat? Niestety jeszcze nie zdążyli ogarnąć się w tym temacie.

sernik light

Po wielokrotnych prośbach, udało mi się jedynie uzyskać info ile to cudo ma kcal i cukru – zawsze coś.

image

378kcal. Wiecie ile to jest? Tyle co 1.5 hamburgera z Maka.

A teraz największa niespodzianka.

sernik light

Czy widzicie zawartość cukru? 48g w porcji to jest…prawie 10 łyżeczek cukru!

Tak, dobrze przeczytaliście. DZIESIĘĆ.

A teraz pytanie za 100 punktów.

Co producent miał na myśli pisząc 'LIGHT’?

Rozumiem. Czy zamysł był taki, że napiszemy 'light’, przylecą baby i będą szarpały jak Reksio szynkę…? A może, że ma mniej kcal niż Brownie? Ale Brownie ma mniej kalorii niż salami z bitą śmietaną, to może Brownie też nazwiemy 'light’?

Brownie ma prawie 700kcal i ponad 9 łyżeczek cukru w porcji – masakra. Tyle, że po brownie można się tego spodziewać, więc nie ma się co oburzać.

Werdykt.

Mimo, że obsługa w kawiarniach jest zwykle miła, a ludzie z teamu odpowiadają na moje maile i wiadomości – jak dla mnie to kompletnie dyskwalifikujące, żeby po kilku latach na rynku nie było możliwości sprawdzenia co dokładnie jem.

NIE POLECAM sernika light osobom dbających o figurę i/lub poziom cukru we krwi.

Z niecierpliwością czekam na grudzień, jak na razie totalna DYSKWALIFIKACJA! No luuudzie.

Lody czekoladowe – ranking.

Lody czekoladowe, tak jak inne produkty, mogą być bardziej lub mniej niezdrowe, a skoro są obecne w mojej diecie dość regularnie (niestety – ale od dziś obiecuję poprawę!) a mam wybór, to po cholerę faszerować się byle czym? Mam nadzieję, że ten ranking choć trochę pomoże Wam wybrać mniejsze zło. Mnie pomógł.

Zawodnicy: lody czekoladowe.

W porównaniu biorą udział: 1. Premium z Lidla, 2. Carte Dor (CD) chocolate brownie, 3. Carte Dor (CD) chocolate&hazelnuts Algidy, 4. Haagen-Dazs (HD) Secret Sensations, 5. Haagen-Dazs Chocolate brownie, 6. Zielona Budka (ZB), 7. Bracia Koral (BK) oraz 8. Grycan (G).

Cukier.

Lidl 21.6g/100g,
CD Hazel 24g/100g, 13g/100ml,
CD Brownie 26g/100g, 15g/100ml,
HD Secret 21.4g/100g,
HD Belgian 21.8g/100g,
BK 22.5g/100g,
G 25.2g/100g,
ZB 14g/100ml (przelicznik ml na g pozostaje tajemnicą ale szacuję, że będą miały ok. 24-26g/100g).

Zawartość cukru podobna ale czy jakościowo (pochodzenie cukru) też podobnie…?

Tłuszcz.

Lidl 11.4 (7.5)g/100g,
CD Hazel 11 (8.3)g/100g, 5.7 (4.3)g/100ml,
CD Brownie 6.5 (5.2)g/100g, 3.7 (2.9)g/100ml,
HD Secret 15.4 (9)g/100g,
HD Belgian 20.6 (12.4)g/100g,
BK 15.1 (11.8)g/100g,
G 12.3 (7.6)g/100g,
ZB 7.4 (6.2)g/100ml (przelicznik ml na g nadal pozostaje tajemnicą ale szacuję, że będą miały ok. 14-15 (12-13)g/100g).

Zaskoczenie.

Największym zaskoczeniem jest najniższa zawartość tłuszczu w CD brownie (6.5g) i najwyższa w HD belgian (20.6g) – czyli lody czekoladowe algidy mają ponad 3 x mniej tłuszczu niż HD. Reszta zawiera podobną ilość (11-15g na 100g produktu).

ZB i CD brownie wyróżniają się dużą zawartością nasyconych kwasów w porównaniu do całkowitego tłuszczu (jak kto lubi, dla mnie to minus bo dostarczam w diecie wystarczającą ilość nasyconych z innych źródeł).

Najbardziej skomplikowany skład ma CD brownie: 5 substancji słodzących (w tym syrop glu-fru), 2 rodzaje mąki (w tym pszenna), emulgatory (w tym fosfatydy amonu), stabilizatory, spulchniacz. Przypomina mi to trochę produkty typu 'light’, które owszem zawierają mniej tłuszczu ale idzie za tym skomplikowany skład bo czymś trzeba ten tłuszcz przecież zastąpić, żeby lody smakowały jak lody a nie jak czekoladowe wióry. Jak dla mnie – dyskwalifikacja.

Podobna sytuacja z drugą propozycją od Algidy czyli CD Hazel: syrop glu-fru, syrop glu, glukoza, 3 stabilizatory (w tym karagen), 4 rodzaje emulgatorów, aromaty, orzechy (w postaci pasty!) – 1.5%, to żałosne. Dyskwalifikacja.

ZB i BK wygadają podobnie ale BK zawierają masło i śmietankę (na plus) oraz karagen (na minus). ZB zawiera za to dodatkową glukozę.

Finaliści…?

HD, G i Lidl robią lody czekoladowe na śmietanie. Z tego zestawu najmniej podoba mi się skład tych z Lidla, chociaż HD Secret też nie powala – owszem nie zawierają stabilizatorów ale za to jest mąka pszenna, skrobia kukurydziana, spulchniacz, sól i nieznany aromat, których nie potrzebuję w lodach (i to tych droższych). Lidl jako jedyny zawiera syrop glu-fru (i to już na 3 miejscu!), do tego zwykły cukier i glukoza. HD Secret i G są na cukrze z małym dodatkiem syropu glu. Grycan prócz braku syropu glu-fru i glukozy ma podobny skład do tych z Lidla.

Najprostszym składem wyróżnia się HD belgian: śmietanka, cukier, mleko zagęszczone odtłuszczone, miazga kakaowa, żółtko jaja, olej roślinny (bawełniany, kokosowy), kakao w proszku, naturalny aromat waniliowy, masło kakaowe, emulagtor: lecytyna sojowa. Jest to najbardziej 'naturalny’ skład ALE zawartość tłuszczu (2-3 x większa niż w pozostałych produktach) czyni te lody najbardziej kalorycznymi.

Co zatem wybrać?

Dla mnie gorsza jest zawartość syropu glufru (i generalnie cukru) oraz bajerów (+ mąki) niż tłuszczu (o syropie pisałam tu). Dlatego eliminuję Algidę, HD Secret oraz Lidla. Jeśli mam do wyboru mniej tłuszczów nasyconych to rezygnuję z ZB. BK odpuszczam bo obecność karagenu jednak trochę mnie niepokoi.

Nie ma ideału. HD belgian ma prosty skład ale ta wysoka zawartość tłuszczu i dość wysoka cena nawet podczas promocji… Grycan skład ma bardziej skomplikowany (stabilizatory, dodatek syropu glu) ale jest o połowę tańszy…

Wnioski.

Lody czekoladowe nie są produktem prozdrowotnym, wiadomo. Z założenia zawierają cukier + tłuszcz, tak jak inne słodycze. ALE jeśli mogę kupić produkt lepszej lub gorszej jakości to dlaczego mam odpuszczać z tekstem 'i tak są niezdrowe’? Przecież mogą być bardziej lub mniej niezdrowe! Być może gdybym kupowała je raz na rok, miałoby to mniejsze znaczenie ale niestety jeszcze nie osiągnęłam stanu zen na widok lodów czekoladowych, chociaż się staram.

Podsumowując, wybieram naturalny skład ale postaram się kupować je rzadziej (będę polowała na promocje HD belgian chocolate) niż byle co raz w tygodniu. Jeśli nie znajdę ich w sklepie wybiorę gorszy skład ale z mniejszą ilością bajerów (Grycan) – są bardziej dostępne. W wersji economy pozostaje Zielona Budka, ewentualnie Lidl lub Bracia Koral. Algida zdecydowanie NIE. No chyba, że olewacie aspekt zdrowotny i liczy się niska zawartość tłuszczu. Tylko pamiętajcie, że podczas odchudzania to cukier jest głównym winowajcą.

PS. Ciekawa jestem jak wyglądałby ten ranking biorąc pod uwagę wyłącznie kryterium smakowe…?