pączki

Cała prawda o pączkach.

Przed nami Tłusty Czwartek, zatem już niebawem prawie cała Polska rzuci się na przecenioną mąkę z syropem glukozowym i tłuszczem palmowym. Będą radosne przekomarzania – kto, ile, za ile, po ile, kto już umiera, a kto jeszcze ma w domu 6 sztuk bo były w promo, jak za darmo. 
No to jak dają po taniości TO PRZECIEŻ TRZEBA BRAĆ, prawda…?

Oczekiwania vs reality.

Nie jestem fanem pączków (chociaż lubię ciasta i ciastka), aczkolwiek lubię raz na jakiś czas czyli 1-2 x w roku zjeść PRAWDZIWEGO pączka. Bez rozmrażania, bez wspomagania, bez dosypki polepszaczy.

Lubię, gdy ten pączek ma konsystencję pączka i smak pączka. Nie lubię, gdy kupuję pączka, płacę jak za pączka, a jem pseudo-pączko-kapcia, po którym pół dnia jest mi niedobrze.

Nie oczekuję od produktów za 49 gr, że będą przypominały składem, smakiem czy konsystencją prawdziwe pączki. Stawiam na mniejszą ilość ale lepszą jakość – jestem gotowa zapłacić w tłusty czwartek 6x więcej i zjeść 1-2 sztuki zamiast 6 przecenionych wyrobów cukierniczych o wyglądzie pączka. Jestem w stanie zapłacić jeszcze więcej i zjeść 1 sztukę, jeśli producent nie użyje do wyrobu oleju palmowego (co obecnie niemal graniczy z cudem, ale wyjątki się zdarzają – wystarczy zapytać).

Droższy, znaczy lepszy?

Przeszłam się po cukierniach obiecujących „tradycyjne” wyroby. Widziałam pączki w cenie ok. 3 pln za sztukę. Zdobycie składu czasem było nierealne („kierowniczka ma”), czasem dostawałam bez problemu specyfikacje do wglądu, a czasem wystarczyło poczekać aż miła, zmęczona chyba życiem Pani, przestanie wywracać oczami i robić miny oraz uwierzy, że naprawdę CHCĘ ZNAĆ SKŁAD TEGO PĄCZKA.

Wniosek z moich podróży po „renomowanych” cukierniach jest jeden.

To, że płacisz prawie 3 pln zamiast 79 gr nie gwarantuje NICZEGO.

Owszem, niektóre piekarnie mają tradycyjne pączki składające się z typowych składników (czyli nie są to pączki „z proszku”, gdzie czytasz skład i nie masz pojęcia czym jest połowa składników) ale widziałam też bezczelnie reklamowane tradycją wyroby pączko-podobne. W cenie pączka.

W dobrej cukierni jak masz „pączek z jabłkiem”, to faktycznie jest to pączek z jabłkiem, a nie z mazią jabłko-podobną. Z marmoladą różnie bywa ale wydaje się być najbezpieczniejszym nadzieniem.

Jeśli zamierzasz jeść pączki dziesiątkami, odradzam wymyślne nadzienia typu toffii, advocat itp. bo tu ślizgają się nawet najlepsi i w sumie nie ma w tym nic dziwnego.

Tańszy znaczy jaki?

Przeszłam się też po dyskontach i delikatesach.

W delikatesach bez problemu można znaleźć normalne pączki, bo dostarczają je tam m.in. normalne cukiernie. Te nienormalne też dostarczają, więc warto czytać te malutkie opisy.

W supermarketach – wyrób własny… Ach czego tam nie ma. Prawdziwa lekcja technologii cukierniczej. Ale TANIO, panie!

Dyskonty – królują długie składy albo brak składu bo nie na wszystkich wystawionych produktach jest opis.

Nie widziałam ANI JEDNEGO tradycyjnego pączka w cenie niższej niż ok. 2.50pln.

Konstrukcja cepa.

Pączki to w gruncie rzeczy składowo prosta sprawa. Tak jak ciasto drożdżowe, tylko tu się smaży (zapytaj jak często cukiernia wymienia olej do smażenia), a tam się piecze.

Natomiast gdy ktoś potrzebuje „stabilnych produktów o  gładkiej powierzchni, ładnej obwódce oraz dużej objętości” – można robić na mieszance, która btw. nadaje się również do produkcji drożdżówek, makowców i ciast drożdżowych.

Składniki jednej z przykładowych mieszanek: mąka pszenna, cukier, serwatka w proszku, mąka sojowa, sól, białko jaja w proszku, żółtko jaja w proszku, emulgator: E471, E472e, lecytyna rzepakowa; substancja przeciwzbrylająca: węglan wapnia; gluten pszenny, substancja zagęszczająca: guma guar; środek do przetwarzania mąki: kwas askorbinowy; regulator kwasowości: dwuoctan sodu; enzymy: ksylanaza, amylaza, fosfolipaza; barwnik: E101.

Jak widzę cukiernię z napisami „Tradycyjne wypieki” a skład ciasta drożdżowego ma 7 linijek, to coś tu chyba jest nie tak.

„Tradycyjne” donaty i pseudo pączki.

Zagościły już na dobre – niestety. Do wyboru kolorowe polewy, różnorodne posypki – skład często jednym słowem: DRAMAT.

„Pączek to pączek, co za różnica?”

Otóż jest i to spora. Niewiele osób wie, że te odmrożone okrągłe, kapciowate, kolorowe pączko-podobne wyroby to najczęściej 2 x więcej tłuszczu (np. 14g vs 28g/100g), bardzo często z udziałem tłuszczu częściowo utwardzonego (zwłaszcza polewy i posypki!). Rozpoznać je można po cenie – zwykle oscylującej w okolicach < 1 pln. Często w promocji po < 49 gr.

Tanio, panie!

Mam wrażenie, że dla niektórych nie ma różnicy między pączkiem a tłustym palmowym kapciem z cukrem. Ważne, żeby się bezmyślnie nawpieprzać cukru z tłuszczem, bo wszyscy tak robią. Smak, konsystencja, skład – bez znaczenia. „Przecież słodkie jest, to smakuje”, „ja tam nie widzę różnicy”. Jasne, przecież jeśli mam 3 pln, to lepiej kupić 6 pseudo pączko-kapciów po 49 gr niż jednego prawdziwego pączka. Bo czemu mam kupić jednego, skoro mogę 6.

Zadziwiające jest dla mnie to, jak bardzo niektórzy ludzie są zdziwieni tym, że chcę wiedzieć co jem i mam ochotę na tradycyjny wyrób – nie na produkt z proszku. Skład bułki, chleba, pączka – w piekarniach i cukierniach mam zwykle najwięcej problemów. Najłatwiej jest, gdy producent podaje skład na swoich stronach, ale nie każdy ma odwagę i/lub czas, a szkoda.

Twoja kolej.

Tłusty Czwartek to doskonały test dla Twojej ulubionej cukierni. Do tej pory kupowałaś/eś bezrefleksyjnie wszystko jak leci, bezgraicznie ufając w napisy „tradycyjne”, „domowe”. Teraz pora przekonać się jaka jest prawda.

Zanim więc kolejny raz kupisz od uśmiechniętej Pani pięknego, pachnącego pączusia – zapytaj o skład i sprawdź.

Jeśli kupujesz tanio – nie oczekuj tradycyjnej receptury. Wyroby na proszku są zwykle tańsze.

Jeśli jednak płacisz jak za zboże, a pączek to x-linijkowa litania, gdzie nie znasz połowy składników, to za co tak właściwie płacisz..?

Restaurant Week

Zatoka Sztuki – Restaurant Week.

Ładnych parę lat temu, gdy mieszkałam w Gdańsku i miałam trochę mniej obowiązków, byłam częstszym gościem Zatoki – pamiętam niezwykłą kuchnię, zwłaszcza sałatki i desery. Teraz wpadam głównie na kawę, herbatę. W listopadzie odwiedziłam Zatokę w ramach swojego projektu Doktor Ania w Obliczu Wyzwania, gdzie pytam szefów kuchni co zawiera wybrana przeze mnie potrawa. W Zatoce testowałam menu podczas Halloween, na pytanie o skład zupy dyniowej usłyszałam od kelnerki „tajemnica”.

Nic to, postanowiłam dać Zatoce jeszcze jedną szansę – korzystając z zaproszenia w ramach Restaurant Week. Menu nr 1 było bardzo mięsne, pozostało mi więc wybrać menu nr 2. Carpaccio z pomidorków koktajlowych, gnocchi, a na deser chia na mleku kokosowym z musem z mango.

Restaurant Week

Przystawka.

Nie lubię pomidorków koktajlowych (z wielu względów), ale obiektywnie oceniając, smak przystawki był zrównoważony, mozzarelli niewiele – ale nie była gwiazdą dania, więc nie ma co się dziwić. Oliwa zielona smaczna, pietruszkowa.

Restaurant Week

Danie główne.

Również ładnie podane. Byłam ciekawa aranżacji smakowej tego w sumie prostego dania. Jako fanka sera koziego – było go dla mnie zdecydowanie za mało. Nie lubię jak w połowie potrawy kończą mi się dodatki do węglowodanowego składnika i na talerzu pozostają kluski pływające w ubogim smakowo sosie, nie daj Bóg oleju. Tu zostały mi kluski w oliwie. Bardzo podobał mi się szczypiorek jako ostrzejszy dodatek do jakże łagodnych, wręcz aksamitnych kluseczek. Nie sposób nie wspomnieć również o jajku sous vide, które stosunkowo rzadko spotyka się na polskich stołach. Jedwabista konsystencja idealnie ściętych: białka i żółtka była wspólnym mianownikiem tego dodatku i gnocchi, co w połączeniu ze słonym smakiem sera i ostrzejszym szczypiorku tworzyło ciekawe połączenie. I wszystko byłoby piękne i smacznie gdyby nie to, że ser skończył mi się po trzeciej klusce, a jajko po czwartym kęsie było przeraźliwie zimne. Nie znoszę zimnych jajek na miękko. Nawet sous vide. Nawet podczas Restaurant Week.

Restaurant Week

Muszę podkreślić, jako osoba mająca kłopoty z żołądkiem, że pesto z czosnkiem niedźwiedzim było dobrze zrównoważone dodatkiem świeżego szpinaku. Często po zjedzeniu dań zawierających nawet niewielkie ilości czosnku, odczuwam dyskomfort w postaci bólów brzucha. Po tym daniu nic takiego nie wydarzyło się, co mnie niezwykle ucieszyło.

Deser.

Modny ostatnio klasyk z chia, dość gęsta baza na mleku kokosowym plus pioruńsko słodki mus, jako kontrast do mdławej białej warstwy dolnej. Smacznie.

Restaurant Week

Całość.

Oceniam to menu pozytywnie, ale raczej książkowo, co w przypadku restauracji nie jest dla niektórych komplementem. Lubię, gdy do podstawowego przepisu Kucharz dodaje coś wedle własnego uznania, coś charakterystycznego, będącego niejako wyróżnikiem, sygnaturą. Przykładowo mus z mango – olbrzymie pole do popisu, mnogość sposobów na indywidualne podkręcenie smaku, tu naprawdę niewiele potrzeba (zarówno ilościowo jak i, w konsekwencji, finansowo), aby deser wyróżniał się spośród podobnych, dostępnych w sieciówkach.

Wybór dań, sposób podania i kompozycja smakowa kojarzą mi się dość szkolnie, na poziomie matury. Poprawnie ale bez fajerwerków, czyli mocna czwórka. Jeśli ktoś oczekuje wirtuozerii i tańca zmysłów na poziomie uniwersytetu – raczej nie to menu (w ramach Restaurant Week). Plus dla Szefowej Kuchni za odpowiedzi na moje dość szczegółowe pytania (tym razem bez zasłaniania się tajemnicą państwową).

Podsumowując.

Zatokę cenię za położenie na mapie Sopotu, podejście do dzieci i łaskawe oko, jakim patrzą na psy. W trakcie mojej wizyty lokal odwiedzili właściciele dwóch ogromnych, przyjaźnie nastawionych psów. Jako miłośnik zwierząt, zwłaszcza psów, doceniam takie restauracje (Właściciel czworonogów podszedł do każdego z gości Zatoki pytając czy spacerujące swobodnie psy nie będą przeszkadzały – jednak jest nadzieja w Narodzie).

Warto spróbować bo jest szansa na smaczne danie z pięknym widokiem, ale proponuję nie nastawiać się na ekstremalnie zmysłowe doznania kulinarne chyba, że Szefowa Kuchni nada własny sznyt zatokowemu menu. Myślę, że to jedynie kwestia czasu dlatego na bank jeszcze wpadnę tam nie raz. Lubię to miejsce za świetny klimat latem i ciepłą herbatę niemal na plaży zimą. Może następnym razem coś z menu mnie tam jednak zaskoczy, zachwyci…?

Kategorie: Doktor Ania WOW
podsumowanie

Podsumowanie 2016.

Ponad 900 zdjęć produktów na Instagramie, ponad 200 maili do firm, kilka przepychanek w sklepach plus kilka tajniackich śledztw w knajpach, w ramach projektu Doktor Ania w Obliczu Wyzwania – tak w skrócie przedstawia się rok 2016, sami zobaczcie.

Produkty lepsze.

Tu nie ma top 20 czy top 10 bo cięzko porównywać jogurt z warzywami. Są to zatem produkty o ciekawym, prostym składzie, które wyróżniają się na tle innych i po które warto sięgać częściej.

podsumowanie 2016

Zero zaskoczenia – kasze, warzywa, świeże soki zamiast soko-podobnych płynów, proste przyprawy zamiast dziwnych miksów, dobra czekolada, proste masło orzechowe, jeśli ktoś lubi nabiał do picia to mleko nisko pasteryzowane i kefir. Do tego ciekawe pasty do pieczywa i mrożonki, które zwykle są o wiele cenniejsze niż całorocznie dostępne gnioty rosnące 'na betonie’. Dlaczego? Ponieważ zbierane są sezonowo, a prawidłowo przeprowadzone mrożenie pozwala zachować sporo wartości odżywczych. Tak więc nie mówcie mi więcej, że zdrowe odżywianie jest trudne, drogie i czasochłonne.

Dla dzieci.

podsumowanie 2016

Ciężki temat. Tak źle i tak nie dobrze. Szukajmy zatem lepszych alternatyw. Jak ciastka to z lepszym składem. Jak picie poza domem to woda (!), jak węglowodany to kasza jaglana (hipp dla młodszych a zwykła dla starszych). Nie lubią? To zmieszaj z makaronem, stopniowo zwiększaj proporcje, daj dziecku czas na poznanie nowego smaku. Pamiętaj to TY decydujesz CO, a dziecko ILE. Nic na siłę. Jak jogurt – to naturalny, a jak musi być słodko to z miodem lub rozcieńczaj owocowy. Dzieci potrzebują cukru, zwłaszcza te biegające ale z pewnością nie potrzebują go AŻ TYLE ile proponują producenci kolorowych gówien w ładnym opakowaniu z ulubionym bohaterem. Dlatego gównom dla dzieci mówimy stanowcze NIE.

Produkty słabsze.

Z wielu przyczyn sięgam po nie rzadko lub wcale. Skład zbyt skomplikowany, niepotrzebne dodatki lub produkt kompletnie pozbawiony sensu. Jednym słowem, warto wybrać coś innego.

podsumowanie 2016

Taaa… Cóż mogę rzec, jest tego trochę. Desery udające jogurty, czekolado-podobne dziwolągi udające czekoladę, woda z syropem z dodatkiem piwa, cukier z czymś tam z dodatkiem kawy, sztuczny miód (serio), pies mielony z budą, batony pseudo-fit udające zdrowe, produkty z dziwnymi składnikami oraz nieśmiertelne żelki, które opanowały sklepy i apteki, z którymi walczę (np. o tu) i nie odpuszczę.

Dla dzieci.

podsumowanie 2016

Dużo złego na rynku, niestety. Unikamy : cukier, utwardzone tłuszcze, sztuczne barwniki, aromaty, dodatki. Dziecięce organizmy nie potrzebują dodatkowych obciążeń. Smog naprawdę wystarczy…

Dyskusje o produktach.

Najgłośniejsza z nich i wzbudzająca najwięcej emocji to ta o produktach marki Kubuś (przeczytacie tu). Niestety firma nie zgodziła się na publikację naszej rozmowy, a szkoda. Reszta na blogu, linkuję te ciekawsze, inne z pewnością znajdziecie sami.

Maluta – bardzo rzetelna pomoc speców z Maluty przy moim artykule o jogurtach (o tym, dlaczego zawierają mleko w proszku).

Konspol – rzetelna pomoc w wyjaśnieniu zagadki 'brak konserwantów’, jest ok.

Lidl – zawsze cierpliwie odpowiadają na moje pytania prócz jednego…o PIRATKI. Tu cicho sza, dlatego przestałam je polecać.

Leibnitz – wystosowano oficjalne oświadczenie.

Bobovita – prosta odpowiedź.

Hipp – wyczerpująca odpowiedź ale przyznaję, że naciskałam.

Develey – prosta odpowiedź ale słaby miód.

Omegamed odporność – prosta odpowiedź, nie wiem czy mogę publikować bo nie odpisali, jest średnio w każdym razie.

Oskroba – wyczerpujące odpowiedzi na wiele moich pytań co nie zmienia faktu, że ze składami różnie.

Dominik – prosta odpowiedź, jest ok.

McDonalds – O M G. Ile ja tam razy dzwoniłam, pisałam maili, przypomnień itp. W końcu mam odpowiedzi ale nadal nie wiem czy mogę opublikować. Powiem tylko, że zero zaskoczenia.

PanPomidor – prosta odpowiedź, jest ok.

Kubuś – długa, ciekawa dyskusja z początkowym atakiem ale później merytorycznie. Myślę, że coś to dało bo obiecali, że popracują nad portfolio. Na pewno nie pojawią się nagle same zdrowe rzeczy ale może kiedyś wejdzie coś fajnego do sklepów. Czekam Kubusiu.

Pan Ślimak – prosta odpowiedź, jest NIE ok.

Balcerzak – brak odpowiedzi.

Bakoma – brak odpowiedzi ale za mało pocisnęłam temat jeszcze.

Warka – prosta odpowiedź, dużo cukru.

Polmlek – prosta odpowiedź.

Lech – prosta odpowiedź, dużo cukru.

Gdańskie Młyny – prosta odpowiedź, jest ok.

Activia – prosta odpowiedź, trochę w stylu 'umywamy ręce’, zwłaszcza te smakowe – jestem na NIE.

Fit Kalorie (catering)– prosta odpowiedź + brak odpowiedzi na pytanie o konkrety.

Piekarnia SPC – odpowiedzi w stylu czeskiego filmu ale może za słabo pocisnęłam temat bo tylko 3 maile.

Lubaszka – dość dokładna odpowiedź ale jak zapytałam czy mogę opublikować to pani się zdenerwowała i obraziła heh, obiektywnie oceniając – można coś wybrać.

Putka – obczajałam składy i coś tam się spokojnie nada ale nie wszystko.

Pan Piekarz – przejrzałam ich składy pieczywa. No i wiecie… (długa, wymowna chwila ciszy…). Podobno nie kopie się leżącego.

Tajniackie naloty na knajpy i sklepy.

Tawerna Orłowska Gdynia (tylko brownie) – wyczerpująca odpowiedź, jest ok ale zaznaczam, że tylko brownie sprawdzałam.

Kawiarnia LAS Sopot – mega wyczerpujące odpowiedzi na wszystkie moje pytania, polecam!

Umei Lublin – mega wyczerpujące odpowiedzi na wszystkie moje pytania, polecam!

Zatoka Sztuki Sopot – wymijające odpowiedzi typu 'szef kuchni nie chce zdradzić’. Ta jasne.

Roszczyk – na początku szarpanina w piekarni a później wszystkie informacje dostałam grzecznie na maila, łącznie z tajemnicą państwową. Pytajcie o skład bo tam można spokojnie kupić dobry chleb.

Costa – telenowela brazylijska, musicie przeczytać sami o tu. 

F.Minga Gdynia– wyczerpujące odpowiedzi na wszystkie moje pytania, jest ok!

Biedronka – zostałam 'wyproszona’ za robienie zdjęć z jednego ze sklepów, może ktoś miał zły dzień ale w biedronkach zwykle krzywo na mnie patrzą, co o dziwo nigdy nie zdarza mi się w lidlu i innych większych sklepach.

Flame Warszawa – tak się skupiłam na soku (przeczytacie o tym tu), że nie zdąrzyłam zapytać o jedzenie bo miałam już samolot ale co się odwlecze…

Co dalej?

Rok 2017 zapowiada się jeszcze bardziej pracowicie: w dniach 8-9.04 organizuję Konferencję zdrowotno-żywieniową w Gdyni (na którą już teraz Was serdecznie zapraszam, zajrzyjcie i zapiszcie się tua lada dzień odpalam oficjalną rejestrację), gdzie wspólnie z zajebistymi ludźmi obalimy parę mitów oraz nauczymy się prostych, przydatnych sztuczek, by żyło się lepiej. Wpadajcie odpocząć, oderwać się od codzienności, zadbać o siebie i spotkać z mega inspirującymi ludźmi.

Dodatkowo zrobimy mega akcję 8.04 i spróbujemy zaktywizować osoby z niepełnosprawnościami, by pokazać im, że WSZYSTKO JEST MOŻLIWE i każdy z nas MA WYBÓR! Wiem z doświadczenia jak trudna jest codzienność osoby jeżdżącej na wózku, spędziłam unieruchomiona dużo mniej czasu niż całe życie ale do dziś pamiętam uczucie bezradności i bezsilności. W kwietniu pokażemy Wam, że tak nie musi być i trzeba działać. Nie traćcie czasu, macie go mniej, niż Wam się wydaje!

Podsumowując: to był dobry rok ale 2017 będzie lepszy. Dziękuję za Wasze komentarze, serduszka i łapki w górę – dodają energii, kopa do działania, zwłaszcza w te słabsze dni, które miewamy przecież wszyscy. Wspólnie pomagamy sobie (ja też uczę się od Was!) i troszczymy się o lepsze samopoczucie, lepsze zdrowie, lepszą sylwetkę, lepsze jutro – wychodzi to raz lepiej, raz gorzej ale mamy wolę walki dlatego prędzej czy później zrealizujemy każdy cel. Lepsze jutro zaczyna się dziś, TERAZ!

Sok na lotnisku w Warszawie.

Banalna sprawa.

Przyszłam do knajpy, zamówiłam wyciskany sok pomarańczowy (20.90pln), dostałam pomarańczową kwaśno-słodką ciecz soko-podobną. Może to taka odmiana pomarańczy? Fluorescencyjna, bez osadu, kawałków miąższu…w dzisiejszym kraju nic mnie już nie zdziwi…

Sok
Ponieważ jestem dociekliwa (niestety), grzecznie zapytałam czy mogę zobaczyć maszynę i pomarańcze (bo będąc częstym pijaczem soków wyciskanych i tłoczonych mam troszkę jakby złe przeczucia).

Sok
Plus dla knajpy za to, że zgodzili się na pokaz, drugi plus, że nie zapłaciłam za dwa soki tylko za jeden. Wnioski pozostawiam Wam.

Sok

Jak dla mnie SOK to sok, a NAPÓJ to napój.

Absolutnie nie ma między nimi znaku równości, zarówno jeśli chodzi o cenę jak i o zawartość wartości odżywczych. Natomiast sok z soku zagęszczonego czy koncentratu to inna para kaloszy.

Sok

Nie kupuję soków w kartonach. Robię sama w domu (warzywno-owocowe), a gdy jestem w knajpach i chcę sok – proszę o ŚWIEŻO WYCISKANY, rozumiem pod tym hasłem 'idź pan teraz do maszyny, wrzuć pan pomarańcze, naciśnij guzik i gotowe’, a nie 'zaraz nalejemy z kartonika’ albo 'zaraz rozcieńczymy resztę soku z rana, taki fajny mix pani dostanie’. Może wtedy wypadałoby napisać na stojaku reklamowym 'soki ze świeżo otwartego koncentratu’ albo coś w tym stylu zamiast wprowadzać ludzi w błąd?

(A może to były pomarańcze z San Escobar…?)

Kategorie: Doktor Ania WOW

LAS – kawiarnia w Sopocie.

Schowana kawiarnia w Sopocie.

Idąc ulicą Haffnera w Sopocie możecie przegapić ciekawe miejsce. Mnie zdarzyło się to kilka razy zanim zauważyłam napisy na szybie knajpy: 'glutenfree, sugarfree, lactosefree’. Tym razem postanowiłam sprawdzić co kryje się za tymi obietnicami i czy w ogóle da się takie cuda zjeść.

Co oni tam mają?

Wystrój ciekawy, eklektyczny. Kawa bardzo smaczna, różne opcje: z ekspresu, drip itd. – jak kto lubi.

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Na słono zamówiłam tartę z sałatką. Do kawy, kilka rodzajów ciast – chciałam spróbować wszystkich jakie były aktualnie w ofercie. Plus pudding z chia.

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Prócz jedzenia były też koktajle, herbaty i fajne napoje.

kawiarnia Las, Sopot, doktorania
Kawiarnia w Sopocie

Smak.

Każdy ma ulubione ciasta, smaki, konsystencje itd. – o tym nie ma co dyskutować ale generalizując, z pewnością nie są to dania, które smakują tekturowo, podejrzanie. Nie ma też mowy o niskokalorycznym podejściu za wszelką cenę bo CIASTO TO CIASTO – ma być słodko i jest słodko, zatem jeśli ktoś szuka dietetycznych atrakcji opartych na słodzikach – nie ten adres.

Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Skład.

Po konsumpcji zapytałam miłą Panią (akurat Właścicielkę lokalu) o skład KAŻDEGO dania, które zamówiłam. Cierpliwie odpowiadała na moje pytania, chociaż trwało to dobre parę minut. Nie zarejestrowałam nic podejrzanego. Słodycz wynika z obecności naturalnego cukru (ale nadal jest to cukier!), tłuszcz – kokosowy. Mąki różne, w zależności od pozycji z menu. Ciasto ze śliwkami to ciasto ze śliwkami a nie ze śliwko-podobną breją. Wszystko trzyma się (że tak powiem) kupy, a w smaku jest praktycznie nie do odróżnienia w porównaniu do tradycyjnych odpowiedników ciast (np. czekoladowe, śliwkowe – moi faworyci). DO TEGO CIEKAWE DODATKI:  pestki, nasiona, jagody goji itp.

Werdykt.

Nie jest to knajpa z odbajerzonym wnętrzem typu metal-szkło, nie jest to knajpa ze spektakularnym widokiem na morze – amatorów dopracowanego bogatego designu i/lub plażowych widoków zaproszę wkrótce gdzieś indziej. Niemniej jednak uważam, że jest to bardzo fajne miejsce na mapie Sopotu dla osób szukających zdrowszych alternatyw 'czegoś słodkiego’ (zwłaszcza dla tragicznych ciast z sieciówek i pseudo-zdrowych opcji na Monciaku) –  wpadajcie tam spróbować co mają.

Myślę, że warto wspierać właśnie takie miejsca, zamiast zagranicznych gigantów serwujących gówniane byle co z dobrym marketingiem. Las to nie tylko ciasta. Są też fajne napoje, koktajle i muesli, gdzieś na facebooku widziałam, że mają weekendowy brunch, a nawet można zamówić chleb! Kawiarnio LAS – trzymaj poziom!

Doktor Ania kawiarnia Las Sopot, Kawiarnia w Sopocie
Kawiarnia w Sopocie

Kategorie: Doktor Ania WOW

Kawiarnia Costa – Sernik light i inne bajery.

Lubisz kawiarnie Costa? To lepiej przeczytaj ten tekst. Raczej Ci się nie spodoba kilka newsów, mnie też się nie spodobało bo czasem tam wpadam. Teraz już wyłącznie na kawę, tymczasem coś na temat ciastka o nazwie 'sernik light’.

A było to tak.

Kawusia w jednej z sieciowych kawiarni. Ciasta i ciastka wesoło się uśmiechają – jak zawsze. Tym razem postanowiłam jednak sprawdzić co tak konkretnie się do mnie uśmiecha zza szyby. Słodycze to słodycze, więc 'lekki’ = będzie ciekawie. Zamówiłam ten  'sernik light’. Zjadłam (chociaż nie lubię serników na zimno) – dla niepoznaki. Podczas jedzenia podejrzliwość level ogar na polowaniu – kurka, niby light a słodki jak cholera! Nic to, zapytam o skład.

Huston, mamy problem.

Składniki? Ani widu ani słychu. Barista nie wie ale poszuka. Dostałam jakieś wydruki z których niewiele wynikało. Nie mogę ujawnić całości bo mnie Costa zaraz ścignie za ujawnianie tajemnicy państwowej (i tak pewnie będą mieli pretensje, że ujawniam cokolwiek). Powiem tylko tyle: poza 'mieszanką na biszkopt’ (a co – myśleliście, że z mleka i jaj?) składniki wymienione językiem przedszkolaka (co to do wuja pana jest 'żel’?!), wartości odżywcze niedokładnie podane, niepełne info o produkcie. A na deser ciekawostka – czy ten świeżutki, niemal prosto z krzaczka – słodki, malutki, kolorowy serniunio to…mrożonka?

sernik light

Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej – napisałam więc maila do Costy. Daruję Wam brazylijską telenowelę ciągnącą się chyba ze 3 tygodnie. Stanęło na tym, że składu NIKT NIE ZNA.

Ludzie, czy Wy tak SERIO nie wiecie co sprzedajecie!? Ile czasu Costa jest na rynku polskim? Kilka lat? Niestety jeszcze nie zdążyli ogarnąć się w tym temacie.

sernik light

Po wielokrotnych prośbach, udało mi się jedynie uzyskać info ile to cudo ma kcal i cukru – zawsze coś.

image

378kcal. Wiecie ile to jest? Tyle co 1.5 hamburgera z Maka.

A teraz największa niespodzianka.

sernik light

Czy widzicie zawartość cukru? 48g w porcji to jest…prawie 10 łyżeczek cukru!

Tak, dobrze przeczytaliście. DZIESIĘĆ.

A teraz pytanie za 100 punktów.

Co producent miał na myśli pisząc 'LIGHT’?

Rozumiem. Czy zamysł był taki, że napiszemy 'light’, przylecą baby i będą szarpały jak Reksio szynkę…? A może, że ma mniej kcal niż Brownie? Ale Brownie ma mniej kalorii niż salami z bitą śmietaną, to może Brownie też nazwiemy 'light’?

Brownie ma prawie 700kcal i ponad 9 łyżeczek cukru w porcji – masakra. Tyle, że po brownie można się tego spodziewać, więc nie ma się co oburzać.

Werdykt.

Mimo, że obsługa w kawiarniach jest zwykle miła, a ludzie z teamu odpowiadają na moje maile i wiadomości – jak dla mnie to kompletnie dyskwalifikujące, żeby po kilku latach na rynku nie było możliwości sprawdzenia co dokładnie jem.

NIE POLECAM sernika light osobom dbających o figurę i/lub poziom cukru we krwi.

Z niecierpliwością czekam na grudzień, jak na razie totalna DYSKWALIFIKACJA! No luuudzie.

Tawerna Orłowska

Tawerna Orłowska w Gdyni to miejsce gdzie zaglądam na kawkę. Było zatem tylko kwestią czasu, kiedy uśmiechnę się do obsługi o skład tego i owego.

Zaczęłam od słodyczy.

Wiadomo. Zamówiłam brownie.

image

Wiem, że wiele osób teraz mi współczuje, takie niezdrowe i kaloryczne – masakra. Dziękuję ale wiecie – musiałam się poświęcić.
Po konsumpcji zapytałam (grzecznie) kelnera o skład, nie znał – podeszłam zatem do baru.

Nieśmiertelne pytanie ’a po co to pani?’ zawsze przyprawia mnie w myślach o atak histerycznego śmiechu. Jasny gwint, czy to takie dziwne, że chcę wiedzieć co jem? Jak w karcie jest 'Przysmak Królowej’ to chyba do cholery jest istotne czy to sernik czy pasztet, prawda? A więc chcę wiedzieć czy to jest brownie-brownie czy brownie-czekoladopodobna, brązowa, nasączona tłuszczem palmowym gąbka.

O dziwo…

Pan Manager był miły mimo, iż miałam na sobie kalosze (dla niepoznaki, że niby taka turystka). Do tego jakaś gadka o straszliwych chorobach metabolicznych, a może po prostu pomogły sztuczne rzesy (jak nie to zawsze pozostaje styl słodka idiotka – koleżanka mówiła, że kolega jej mówił, że podobno niektórzy mężczyźni to lubią).

Summa summarum.

Dowiedziałam się, że ciasto ma ok. 6 łyżeczek cukru (ekhm) i 6 tłuszczu, poznałam także dokładny skład (miły pan wysłał wieczorem maila z info). Prosty przepis bez udziwnień. Pan Manager dość odkrywczo zauważył, że brownie 'nie jest ciastem dietetycznym’. Okazało się też, że potrafi (Pan Manager) używać kalkulatora albo przynajmniej nieźle symuluje, pozdrawiam tak przy okazji! (Naturalnie Pana Managera, a nie kalkulator.)

O, już słyszę te Wasze 'ojezusy’ i 'omajgady’.

Jak wiecie nie jestem fanem diety 'nie wolno’ jeśli nie ma uwarunkowań zdrowotnych – już kiedyś o tym pisałam, o tu.
Jak mam ochotę zjeść chamskie brownie to jem chamskie brownie: na kilogramie masła, tonach glutenu i 100 tabliczkach czekolady, a nie brownie light: na wypełniaczach, spulchniaczach, syropach, czekoladopodobnej palmowej brei i obowiązkowo barwniku + aromacie cobym to mogła sobie ewentualnie wyobrazić, że jem czekoladowe brownie. Jak chcę zjeść chamskie ciasto to nie przychodzę do cukierni i nie pytam które to ciastunio jest bez cukru, tłuszczu i sensu, a tak w ogóle to chciałam polizać przez szybkę.

Nie jem takich bomb codziennie.

Wiem też, że muszę wtedy zrobić wyrwę w całodziennym jadłospisie (ZERO innych słodyczy, cukru, tłuszczów nasyconych itd.) oraz musowo aktywność fizyczna (np. parkuję daleko samochód – wtedy nie mam wyjścia, hehe).

Zaraz, zaraz – to nie znaczy, że można mnie przekupić blachą bezglutenowego brownie z najlepszej czekolady gorzkiej z sosem z ekologicznych malin i kulką dobrej jakości lodów, które wygrały ranking (hmm w sumie teraz jak to napisałam to sama nie wiem… Ok, ŻARTUJĘ – nie można).

Następnym razem.

Przetestuję standardowe menu. Jakieś video z eventu? Obowiązkowo nagram dyskusję o składzie – sami zobaczycie co i jak. Jak byłam ostatnim razem – było średnio w tym temacie a szkoda bo knajpa ma klimat i ogromny potencjał – moim zdaniem nie wykorzystany.

Tak więc, Droga Tawerno Orłowska, za brownie macie u mnie plusa – jedzenie jeszcze raz obczaję bo nie podeszło mi kompletnie jak dotąd.

Zatem, do zobaczenia!