kanapki

Kanapki – cała prawda.

Jeśli kupujesz kanapki, musisz wiedzieć jedno – czytanie składu w pewnych przypadkach nie ma sensu. Tak, dobrze czytasz. Zobacz dlaczego.

Krótki skład.

Sformułowanie „krótki skład” jeśli chodzi o kanapki z kilkudniowym terminem ważności raczej nie istnieje.

Są kanapki, które mają prosty skład ale to te robione na świeżo, które trzeba zjeść teraz:

  • chleb: 3-4 składniki,
  • ser: 2-4 składniki,
  • masło,
  • warzywa.

Jak widać z opisu może być: „chleb, ser, masło, sałata”- fajnie. Ale w rzeczywistości i tak zamykamy się w 10-12 składnikach w sytuacji najbardziej luksusowej.

Cała prawda o kanapkach.

Dla jasności – moim celem nigdy nie jest niszczenie marki czy producenta. Zawsze naświetlam problem, oczywiście na konkretnych przykładach ale tylko dlatego, że chcę pokazać Ci na co należy zwrócić uwagę.

Oto etykieta popularnych kanapek:

kanapki

Wygląda fajnie, prawda? Całkiem prosto i gdyby brać życie tak prosto, to żyłoby nam się o wiele łatwiej.

Niestety tak nie jest. Kupując takie kanapki, w rzeczywistości jesz to:

kanapki

Ale jak to?

Myślisz, że oni są tacy źli i niedobrzy? Tak wygląda skład niemal wszystkich kanapek więc nie ma sensu wieszać psów na konkretnej marce. Jedyna moja uwaga to fakt, że niektórzy producenci podają total skład jak należy, a innym „nie starczyło miejsca”. I o tyle o ile znam przepisy i wiem, że na etykiecie bochenka chleba, czyli papierku wielkości 2 cm kwadratowych faktycznie czasami się NIE DA, o tyle wiem, że niektórzy jednak na tak małym świstu dają radę – bo to zależy od składu i CHĘCI.

I tu jest pies pogrzebany, bo skład to czasami litania, plus tych chęci jak widać niektórym brakuje.

Co teraz?

To nie jest koniec tej sprawy, jak wiesz. Chcę dowiedzieć się więcej, chce sprawdzić, czy faktycznie nie da się NIC zmienić, mam przeczucie, że się da.

Nie walczę z firmami, markami, nie tępię, nie niszczę – nie mam na to ani ochoty ani czasu.

Zależy mi na odgórnej zmianie, grzebaniu w przepisach oraz budowaniu świadomości konsumenckiej. Bo tak serio to MY, konsumenci, mamy bardzo dużo do powiedzenia, tylko Ty jeszcze o tym nie wiesz.

Ale nie martw się, ja Ci to wszystko wytłumaczę.

Fałszowanie żywności

Fałszowanie żywności – typowe oszustwa.

Nie każdy producent oszukuje, ale fałszowanie żywności jest powszechne. Wg niektórych raportów z ostatnich lat prawie 50% kontrolowanych partii wybranych produktów było zafałszowanych. Oto typowe przykłady w jaki sposób producenci robią Cię w konia, a Ty jeszcze za to płacicisz.

Typowe oszustwa:

  • wydłużenie przez producenta daty minimalnej trwałości (to może być groźne),
  • wykaz składników nie zawiera wszystkich składników (to też może być groźne),
  • określenia „Tradycyjne przysmaki” oraz „100% tradycyjnego smaku” mimo zastosowania w procesie produkcji substancji dodatkowych, np. substancji konserwującej, „bieszczadzki”, mimo braku dowodów uzasadniających użycie powyższego wyrażenia,
  • użycie nazwy „staropolski” podczas gdy surowiec nie pochodzi z Polski oraz produkt nie jest wytwarzany ani dawnymi metodami, ani na podstawie dawnych receptur, ani z użyciem składników stosowanych dawniej do produkcji produktu.
  • określenie „wiejska”, mimo że do produkcji użyto substancję konserwującą.

Chcesz więcej szczegółów?

Przejrzałam kilkadziesiąt raportów, najwięcej było tych dotyczących wędlin i pieczywa. Oto niektóre oszustwa:

Wędliny. Tu jest dramat, więc ZAWSZE czytaj skład.

  • obecność fosforanów oraz azotanów i azotynów mimo, że nie ma ich na etykiecie,
  • zaniżenie zawartości białka,
  • więcej wody niż zadeklarowana ilość,
  • producent „zapomniał” wspomnieć na etykiecie o dodatku: stabilizatora E450, glukozy, przeciwutleniacza E300, hydrolizatu białka sojowego (alergen) wzmacniacza smaku E621 i E635, regulatora kwasowości E330, barwnika E150c i aromatu, a także przypraw, aromatu (zawierającego ekstrakt drożdżowy, hydrolizat białka roślinnego oraz przyprawy), oleożywicy naturalnej przypraw (ekstrakt naturalny przypraw) i alergenu dwutlenku siarki (SO2), będących składnikami mieszanek funkcjonalnych użytych do produkcji, azotynu sodu stosowanego do produkcji,
  • za długi termin przydatności do spożycia (2 x dłuższy niż powinien! Groźne!).

Jaja. Ciężko sprawdzić bez aparatury.

  • błędne oznaczenie pochodzenia jaj (kupujesz 'jedynki’, a w rzeczywistości to 'trójki’),
  • zmiana terminu przydatności do spożycia, może być groźne.

Produkty ekologiczne – ufam i sprawdzam?

  • logo EKO mimo, że produkt nie był wyprodukowany w warunkach ekologicznych.

Pieczywo. „Oj, zapomniałem dopisać” czyli ZAWSZE czytaj skład.

  • zastosowanie nazwy 'Chleb orkiszowy’, chociaż orkisz nie jest dominującym składnikiem w wyrobie, stanowi jedynie 3%,
  • na etykiecie pominięto: smalec i polepszacz o składzie: mąka ze słodu pszennego, cukier, emulgator E472e, mąka sojowa, dekstroza, środek do przetwarzania mąki kwas askorbinowy, enzymy, użyte do produkcji pieczywa. Czyli kupujesz prostą, pachnącą drożdżówkę, ale okazuje się, że to produkt z wieloskładnikowej mieszanki zawierającej alergeny – to może być groźne dla zdrowia!
  • użycie w nazwie produktu określenia „wiejski”, a pieczywo wyprodukowane z użyciem polepszacza,
  • „produkowany na naturalnym zakwasie bez polepszaczy”, ale badania laboratoryjne nie potwierdziły obecności bakterii fermentacji mlekowej.
  • w wykazie składników pominięto kwas askorbinowy będący składnikiem mieszanki funkcjonalnej użytej w produkcji, oraz wykazano tłuszcz roślinny palmowy, gluten pszenny plus niewłaściwą zawartość procentową mąki pszennej i mąki żytniej.

Słodycze. Bywa różnie.

  • Czekolada: użycie do produkcji niezadeklarowanych przez producenta odpowiedników (zamienników) tłuszczu kakaowego. Bo taniej.
  • Ciastka: 

– napis „Bez konserwantów”, ale składnik z konserwantem,

– napis „polewa czekoladowa” , ale do produkcji użyto „polewę kakaową” (wolę czekoladową),

– sformułowanie „Domowe”, mimo że do produkcji użyto barwnik E160a oraz emulgator,

– w wykazie składników pominięto: glutentłuszcz palmowy oraz laktozę – składniki mieszanki tłuszczowo-cukrowej użytej do produkcji. Dla alergików – może być groźne!

Nabiał. Jest lepiej, ale może być jeszcze lepiej.

  • Mleko – obecność wody, obecność wody w mleku narusza definicję „mleka”.
  • Sery: brak surowca owczego w oscypku (mleka owczego), KOMEDIA! To jak pizza salami bez salami. W innym serze nie napisali o substancjach dodatkowych: natamycynie E235, barwniku Annatto E160b, plus zaniżona masa partii czyli kupujesz ser 150g ale waży on np. 132g.
  • Masło – obecność tłuszczu roślinnego, co narusza definicję „masła”. Masło to produkt zawierający tłuszcz WYŁĄCZNIE z mleka.

Alkohol. Well…

  • zamieszczenia elementu graficznego w postaci wizerunku liścia i kiści winogron mimo, ze do produkcji nie użyto winogron,
  • wykazania w wykazie składników substancji słodzących: E951, E950, E961, E954, E300, E202 i E220 mimo, że nie użyto ich do produkcji.

Napoje. ZAWSZE czytaj skład.

  • użycie przez producenta w nazwie słowa winogrono, mimo że do produkcji użyto tylko 0,2% odtworzonego zagęszczonego soku winogronowego, który nie wpływa w istotny sposób na smak produktu. W rzeczywistości smak wyrobu pochodzi od zastosowanych substancji aromatycznych. Standard.

Oleje roślinne. Raczej nie do sprawdzenia.

  • Original Extra Virgin – zawyżona zawartość estrów etylowych kwasów tłuszczowych (56 ± 9 mg/kg) w stosunku do wymagań rozporządzenia Komisji (EWG) nr 2568/91 (nie więcej niż 35 mg/kg), tym samym produkt nie należy do wskazanej kategorii oliwy z oliwek najwyższej jakości z pierwszego tłoczenia. Czyli ściek zamiast wysokiej jakości?
  • Wiejski olej rzepakowy – użycie w nazwie sformułowania „Wiejski”, mimo że w procesje produkcji zastosowano etap rafinowania. Słabo.

Ryby. Trzeba uważać, ale da się.

  • niewłaściwa nazwa produktu: zastosowanie nazwy nieadekwatnej do zastosowanego surowca i technologii produkcji,
  • pominięto składnik stosowany w produkcji – substancję konserwującą benzoesan sodu (E 211),
  • w oznakowaniu podano informację „ręcznie przyprawiane” podczas gdy nie stosowano przypraw. Komedia.
  • zaniżenie procentowej zawartości ryby w produkcie (deklarowano 50 %, a badania laboratoryjne wykazały 36,2 %).

Gotowce. Temat rzeka. A właściwie ściek.

  • nie wyszczególnienie w wykazie wszystkich składników użytych do produkcji: glutaminianu monosodowego E621 oraz białka sojowego, oraz zamieszczenie informacji „bez dodatku glutaminianu sodu”, czyli zapychacz z polepszaczem zamiast wartościowych składników, super!
  • podany na etykiecie wykaz składników nie zawierał wszystkich składników mieszanki funkcjonalnej oraz tłuszczu wieprzowego (słonina), czyli kupujesz np. pierogi z mięsem ale bez mięsa. Ale ze słoniną. Smacznego!
  • ilość błonnika użyta przy produkcji wyrobu nie jest wystarczająca, aby zasadne było stosowanie w oznakowaniu zapisów „produkt o podwyższonej zawartości błonnika” i „żywność o podwyższonych walorach żywieniowych”. A miało być tak zdrowo.

 

Nie mamy możliwości unikania fałszowanej żywności, bo nikt nie chodzi na zakupy z podręcznym laboratorium. ALE im mniej przetworzoną żywność kupujemy, tym mniejsze ryzyko nadziania się na byle co.

 

Cytowane dane pochodzą z raportów i decyzji Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno – Spożywczych.

urodziny

Jak zrobić urodziny dla dziecka?

Organizacyjnie urodziny to ciężki temat, bo człowiek chciałby jak najlepiej ale nie do końca wiadomo CO jest najlepsze.
Dasz dziecku gówniane rzeczy – ŹLE, bo budujesz fatalny w skutkach nawyk.
Dasz 'tylko raz, wyjątkowo, bo na urodziny itp.’ – też ŹLE bo uczysz idiotycznej zasady, że gówno je się z okazji święta.
Nie dasz – też ŹLE bo przecież inni jedzą i jest super!

A może ugryźć te urodziny inaczej?

Zastanówmy się, co jest takiego fajnego w jedzeniu na urodzinach? TONY CUKRU, TŁUSZCZU I SOLI! Proste!

Czemu zatem nie dostarczyć tych ton w formie zdrowszej niż gówniane syropy, polepszacze, utwardzony palmowy, szkodliwe barwniki itp.?

Aaa bo to jest trudne, drogie itp. itd. No tak, jak masz przydział 1.5 pln na osobę to ciężko kupić coś innego niż pakę syfiastych ciastek i butlę napoju (chociaż można po prostu upiec proste i tanie ciasto drożdżowe + zrobić banalną mrożoną herbatę + cytryna i miód, prawda…?).

Jeśli już masz zamiar wybulić na takie urodziny, może warto zrobić mniej a lepszego? A może, jeśli masz możliwość, zrezygnować raz z restauracji + kina i dołożyć tych kilka złotych na lepsze jedzenie dla swojego DZIECKA.

To jest też okazja do dyskusji o jedzeniu.

Do pokazania ludziom, że da się. Ok, 10 matek powie, że Ci odwaliło, że jesteś nawiedzona/y, że 'przecież to są urodziny’ itp. itd. ale po pierwsze: dziecko nie do końca kuma to 'dziś tak a jutro nie’ a po drugie: nie przejmuj się i rób swoje. Spójrzmy prawdzie w oczy – będziesz o tych laskach pamiętał/a za 2, 3, 4 lata…? Dlaczego w ogóle przejmować sie opinią ludzi, którzy NIE SZANUJĄ tego, że masz inne zdanie na temat gównianego jedzenia? Laski nie kumają, że chcesz dla swojej Pociechy jak najlepiej? Trudno! Jeśli ktoś ma inne zdanie- szanuję to ALE nie wpłynie to jednak na obecność lub nie śmieci na moim stole czego i Tobie życzę.

Co robić?

Unikać kolorowych produktów nafaszerowanych substancjami dodatkowymi. Dzieciaki kochają kolorowe ozdoby do muffinek? Super! Ozdabiamy marchewkowe muffinki toną kolorowego badziewia, można spróbować taką kulkę: o jaka słodka, niezdrowa i sztuczna – lepiej odłożyć i zjeść samą muffinkę + mały kawalek czekolady z orzechami.

Masz większy budżet – będzie łatwiej. Większość niezdrowych rzeczy można zastąpić zdrowszymi alternatywami. Nie masz kasy? Nie martw się, można pokombinować.

Lizaki.

Nie stać Cię na te z ksylitolem? Ok, kup zwykłe. NIE KUPUJ za to tych okrągłych, płaskich z obrazkami. To najgorszy, szkodliwy syf i malaria.

Fryty.

Muszą być fryty? Świetnie. Zrób z warzyw (pokroić, dodać sól, przyprawy, zioła, spryskać olejem i do piekarnika) lub robione / kupione, same ziemniaczane ale z piekarnika.

Chrupki.

Bądź twarda i kup zwykłe kukurydziane ale śmieszne kształty. Można podać do nich (i do frytek) dobry keczup bez konserwantów i będzie zabawa. Jak masz kasę kup warzywne – udają niezdrowe pomidorowe, a są dobre – nikt się nie skapnie.

Chipsy.

Jak nie ma opcji bez chipsów, trzeba jakoś to obejść (fryty zamiast chipsów?). W razie W dać nachosy (mniej tłuszczu) lub kukurydziane talarki smakowe. Można też zrobić samemu chipsy z warzyw (np. cukinia itp. w cienkie plastry, przyprawy, sól, upiec).

Ciastka itp.

Zdrowsza alternatywa (ciastka bez polepszaczy) jest w sklepach ale trzeba wykonać wysiłek umysłowy aby nie kupić tego co pod ręką, najtańsze, z najlepszym marketingiem. A może rób sam/a owsiane, jakieś bakaliowe lub inne ewentualnie kup dobrą alternatywę, może dobre sezamki? Może fajna chałwa? Niech coś za tym cukrem idzie.

Tort.

Może być jakieś 'eko-sreko’ ciasto ale ma przypominać wyglądem tort lub po prostu musi być tort. Fajnie zrobić prosty tort samemu (nie musi mieć pierdyliarda pięter, dla dzieci najważniejsze jest JAK WYGLĄDA z zewnątrz, a figurki cukrowe itp. można kupić – jakie to sprytne: zdrowy, jadalny środek i na zewnątrz coś ekstra średnio jadanego). Może obczaj dobrą cukiernię? Zapytaj o skład! Zwykły biszkopt + krem na śmietanie brzmi zupełnie ok, w końcu to tort urodzinowy, a nie kiełki na sałacie – byle bez spulchniaczy, polepszaczy, syropów i chuk wie czego jeszcze. PO CO TO W TORCIE?

Picie.

Woda – wiadomo. Może świeżo wyciskany sok? Jak nie to domowa, mrożona (banalna i tania) herbata, lemoniada. Gazowane? Proszę bardzo – domowa lemoniada na wodzie gazowanej. Przecież domową zrobisz z miodem lub Twoją ulubioną ilością cukru na wielką butlę, zamiast odgórnie dodanymi 20 łyżeczkami, można? Można!

Żelki.

W ogóle bym NIE KUPOWAŁA. Jeśli jest dramat to: można kupić lepszej jakości (drogie) lub z ciut mniejszą ilością cukru. Można też zrobić samemu. Można zamiast żelków podać owoce suszone (np. morele bez siarki!). Dla niektórych dzieci będzie to nowość, może polubią fajną alternatywę? A ponieważ morele są kwaskowate i słodkie – dają radę.

Czekolada.

Wiadomo, że musi być. Dobrej jakości (bez zbędnych składników), z orzechami, byle NIE NADZIEWANA. Można zrobić fajne praliny samemu – jest robota ale nie ma dramatu bo szybko się je kręci, a jaki wtedy będzie szał! 'Hej, Dzieci! Zdrowe czekoladki!’ Kumasz?

Zawsze masz wybór.

Nawet jeśli wydaje Ci się, że nie masz wyboru – to nie prawda. Po prostu kosztuje to więcej czasu czy pieniędzy, ale da się. Tak samo szczupła sylwetka, gładka skóra, sukcesy w pracy zawodowej, czysta podłoga, forma do maratonu – WSZYSTKO wymaga pracy. Wychowywanie dzieci, budowanie i kształtowanie nawyków, codzienny jadłospis – to też wymaga PRACY. Dlaczego chce Ci się dbać o projekty w robocie, o dom, o samochód, o szczupłą talię, szeroką klatę, 10 km biegu dziennie a nie masz juz siły i czasu na projekt 'dziecięce party’? Może kilka konkretnych podpowiedzi znajdziesz tu (klik), zajrzyj.

’Aaa niech ma’.

Tak jest najłatwiej. Niestety łatwo często znaczy słabo. Warto włożyć w ten event trochę pracy, uwierz – da się! Warto! Jest to możliwe aby dzieci były szczęśliwe, a jednocześnie nie jadły byle czego. Ulubiony obiad i nieco zmodyfikowane przysmaki, do tego garść przyjaciół, fajna muza i kilka prezentów. Może postawić na stole orzechy, świeże owoce, cienkie paski marchewek do chrupania? Może fajne banalne domowe sosy do marchewek lub domowych frytek? Wszyscy się upaćkają i będzie wesoło. Sam/a z resztą wiesz, co Twoje dzieci lubią robić najbardziej.

Nie chcesz, nie możesz zorganizować full opcji? Ok, sprobuj znaleźć zamienniki będące w zasięgu Twoich możliwości. Na początek kilka zmian, następnym razem może uda się więcej.

PO PROSTU SPRÓBUJ!

Kategorie: Dzieci
mleko

Mleko roślinne – dlaczego go nie lubię?

Wiele osób pyta mnie dlaczego nie lubię alpro. Spieszę zatem uprzejmie z odpowiedzią: nie chodzi o alpro. Chodzi o napoje typu 'mleko roślinne’ (nazwa potoczna) NA BOGATO. (Czyli większość.)

Ale niech będzie przykładowo 'mleko roślinne’ alpro.

'Każdy napój wyprodukowany jest z wyselekcjonowanych ziaren soi…’ bla bla bla. Siedzi kurde selekcjoner i selekcjonuje te ziarna. A później nagle, nie wiadomo czemu, napój light zawiera fruktozę, a 'mleko roślinne’ dedykowane dzieciom maltodekstrynę, syrop fruktozowo-glukozowy lub cukier trzcinowy i fruktozę itd. Chyba w każdym alpro są: regulator kwasowości (fosforany potasu), aromaty, stabilizator (guma gellan i inne) + różne przecudne i niezbędne z pewnością substancje wzbogacające.

Przecież to niewielkie ilości niegroźnych substancji – powiecie.

Więc w czym problem?

Absolutnie popieram ideę napojów roślinnych. Ba! Dla mnie takie mleko roślinne to codzienność! Poszłabym nawet na kompromis: jeśli piłabym te alpro czy inne produkty wzbogacone sporadycznie lub na naparstki (np. odrobinę do kawki) – spoko, nie ma sprawy.

ALE spożywając 0.5-1L takiego napoju dziennie (kawa jedna, kawa druga, płatki śniadaniowe, pudding, naleśniki etc.) z niewinnych (średnio) 6g cukru na 100g 'mleka’, robi się nagle 6-12 ŁYŻECZEK cukru dziennie – Z SAMEGO TYLKO napoju.

PLUS reszta cudnych wzbogacaczy, czyniących z produktu aksamitny w odbiorze dar od bogów (podobno nr 1 w Polsce).

Ale wiecie co?

W dupie mam ten odbiór, te witaminy i poprawiacze. Mnie nie przeszkadza, że proste 'mleko roślinne’ nie smakuje jak woda z cukrem (bo nie przywalili syropu) i że przed użyciem muszę wymieszać czy wstrząsnąć zawartość (bo nie ma stabilizatora).

Jak mam ochotę na słodszą wersję, dodaję np. 2 – 5g (na 250g produktu niesłodzonego) miodu naturalnego z Polski i po sprawie. 2 – 5g! Zamiast 15g cukru z automatu (3 łyżeczki) jak w tym z kartonu.

Poza tym wkurza mnie, że wszędzie walą ten fosforan potasu! No Ludzie, ile można? Mam dookoła naprawdę sporo fosforanów i zapewniam Was, nie potrzebuję wypijać ich dodatkowo z kawą czy jeść z płatkami.

I jeszcze teksty w stylu 'jesteś gotowy na chwilę relaksu?’ Albo: 'porzuć wyrzuty sumienia i delektuj się napojem!’

Kto im to pisał???

(Selekcjoner ziaren soi?)

Kawiarnia Costa – Sernik light i inne bajery.

Lubisz kawiarnie Costa? To lepiej przeczytaj ten tekst. Raczej Ci się nie spodoba kilka newsów, mnie też się nie spodobało bo czasem tam wpadam. Teraz już wyłącznie na kawę, tymczasem coś na temat ciastka o nazwie 'sernik light’.

A było to tak.

Kawusia w jednej z sieciowych kawiarni. Ciasta i ciastka wesoło się uśmiechają – jak zawsze. Tym razem postanowiłam jednak sprawdzić co tak konkretnie się do mnie uśmiecha zza szyby. Słodycze to słodycze, więc 'lekki’ = będzie ciekawie. Zamówiłam ten  'sernik light’. Zjadłam (chociaż nie lubię serników na zimno) – dla niepoznaki. Podczas jedzenia podejrzliwość level ogar na polowaniu – kurka, niby light a słodki jak cholera! Nic to, zapytam o skład.

Huston, mamy problem.

Składniki? Ani widu ani słychu. Barista nie wie ale poszuka. Dostałam jakieś wydruki z których niewiele wynikało. Nie mogę ujawnić całości bo mnie Costa zaraz ścignie za ujawnianie tajemnicy państwowej (i tak pewnie będą mieli pretensje, że ujawniam cokolwiek). Powiem tylko tyle: poza 'mieszanką na biszkopt’ (a co – myśleliście, że z mleka i jaj?) składniki wymienione językiem przedszkolaka (co to do wuja pana jest 'żel’?!), wartości odżywcze niedokładnie podane, niepełne info o produkcie. A na deser ciekawostka – czy ten świeżutki, niemal prosto z krzaczka – słodki, malutki, kolorowy serniunio to…mrożonka?

sernik light

Postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej – napisałam więc maila do Costy. Daruję Wam brazylijską telenowelę ciągnącą się chyba ze 3 tygodnie. Stanęło na tym, że składu NIKT NIE ZNA.

Ludzie, czy Wy tak SERIO nie wiecie co sprzedajecie!? Ile czasu Costa jest na rynku polskim? Kilka lat? Niestety jeszcze nie zdążyli ogarnąć się w tym temacie.

sernik light

Po wielokrotnych prośbach, udało mi się jedynie uzyskać info ile to cudo ma kcal i cukru – zawsze coś.

image

378kcal. Wiecie ile to jest? Tyle co 1.5 hamburgera z Maka.

A teraz największa niespodzianka.

sernik light

Czy widzicie zawartość cukru? 48g w porcji to jest…prawie 10 łyżeczek cukru!

Tak, dobrze przeczytaliście. DZIESIĘĆ.

A teraz pytanie za 100 punktów.

Co producent miał na myśli pisząc 'LIGHT’?

Rozumiem. Czy zamysł był taki, że napiszemy 'light’, przylecą baby i będą szarpały jak Reksio szynkę…? A może, że ma mniej kcal niż Brownie? Ale Brownie ma mniej kalorii niż salami z bitą śmietaną, to może Brownie też nazwiemy 'light’?

Brownie ma prawie 700kcal i ponad 9 łyżeczek cukru w porcji – masakra. Tyle, że po brownie można się tego spodziewać, więc nie ma się co oburzać.

Werdykt.

Mimo, że obsługa w kawiarniach jest zwykle miła, a ludzie z teamu odpowiadają na moje maile i wiadomości – jak dla mnie to kompletnie dyskwalifikujące, żeby po kilku latach na rynku nie było możliwości sprawdzenia co dokładnie jem.

NIE POLECAM sernika light osobom dbających o figurę i/lub poziom cukru we krwi.

Z niecierpliwością czekam na grudzień, jak na razie totalna DYSKWALIFIKACJA! No luuudzie.

Czy wiórki kokosowe zawierają dwutlenek siarki?


Zapytałam ludzi z Lidla, czy ich wiórki są siarkowane, oto co odpowiedzieli. Myślę, że warto o tej zasadzie pamiętać kupując produkty suszone – trzeba czytać skład.

image

image

Ale czy na pewno nie ma…?

image

Lody czekoladowe – ranking.

Lody czekoladowe, tak jak inne produkty, mogą być bardziej lub mniej niezdrowe, a skoro są obecne w mojej diecie dość regularnie (niestety – ale od dziś obiecuję poprawę!) a mam wybór, to po cholerę faszerować się byle czym? Mam nadzieję, że ten ranking choć trochę pomoże Wam wybrać mniejsze zło. Mnie pomógł.

Zawodnicy: lody czekoladowe.

W porównaniu biorą udział: 1. Premium z Lidla, 2. Carte Dor (CD) chocolate brownie, 3. Carte Dor (CD) chocolate&hazelnuts Algidy, 4. Haagen-Dazs (HD) Secret Sensations, 5. Haagen-Dazs Chocolate brownie, 6. Zielona Budka (ZB), 7. Bracia Koral (BK) oraz 8. Grycan (G).

Cukier.

Lidl 21.6g/100g,
CD Hazel 24g/100g, 13g/100ml,
CD Brownie 26g/100g, 15g/100ml,
HD Secret 21.4g/100g,
HD Belgian 21.8g/100g,
BK 22.5g/100g,
G 25.2g/100g,
ZB 14g/100ml (przelicznik ml na g pozostaje tajemnicą ale szacuję, że będą miały ok. 24-26g/100g).

Zawartość cukru podobna ale czy jakościowo (pochodzenie cukru) też podobnie…?

Tłuszcz.

Lidl 11.4 (7.5)g/100g,
CD Hazel 11 (8.3)g/100g, 5.7 (4.3)g/100ml,
CD Brownie 6.5 (5.2)g/100g, 3.7 (2.9)g/100ml,
HD Secret 15.4 (9)g/100g,
HD Belgian 20.6 (12.4)g/100g,
BK 15.1 (11.8)g/100g,
G 12.3 (7.6)g/100g,
ZB 7.4 (6.2)g/100ml (przelicznik ml na g nadal pozostaje tajemnicą ale szacuję, że będą miały ok. 14-15 (12-13)g/100g).

Zaskoczenie.

Największym zaskoczeniem jest najniższa zawartość tłuszczu w CD brownie (6.5g) i najwyższa w HD belgian (20.6g) – czyli lody czekoladowe algidy mają ponad 3 x mniej tłuszczu niż HD. Reszta zawiera podobną ilość (11-15g na 100g produktu).

ZB i CD brownie wyróżniają się dużą zawartością nasyconych kwasów w porównaniu do całkowitego tłuszczu (jak kto lubi, dla mnie to minus bo dostarczam w diecie wystarczającą ilość nasyconych z innych źródeł).

Najbardziej skomplikowany skład ma CD brownie: 5 substancji słodzących (w tym syrop glu-fru), 2 rodzaje mąki (w tym pszenna), emulgatory (w tym fosfatydy amonu), stabilizatory, spulchniacz. Przypomina mi to trochę produkty typu 'light’, które owszem zawierają mniej tłuszczu ale idzie za tym skomplikowany skład bo czymś trzeba ten tłuszcz przecież zastąpić, żeby lody smakowały jak lody a nie jak czekoladowe wióry. Jak dla mnie – dyskwalifikacja.

Podobna sytuacja z drugą propozycją od Algidy czyli CD Hazel: syrop glu-fru, syrop glu, glukoza, 3 stabilizatory (w tym karagen), 4 rodzaje emulgatorów, aromaty, orzechy (w postaci pasty!) – 1.5%, to żałosne. Dyskwalifikacja.

ZB i BK wygadają podobnie ale BK zawierają masło i śmietankę (na plus) oraz karagen (na minus). ZB zawiera za to dodatkową glukozę.

Finaliści…?

HD, G i Lidl robią lody czekoladowe na śmietanie. Z tego zestawu najmniej podoba mi się skład tych z Lidla, chociaż HD Secret też nie powala – owszem nie zawierają stabilizatorów ale za to jest mąka pszenna, skrobia kukurydziana, spulchniacz, sól i nieznany aromat, których nie potrzebuję w lodach (i to tych droższych). Lidl jako jedyny zawiera syrop glu-fru (i to już na 3 miejscu!), do tego zwykły cukier i glukoza. HD Secret i G są na cukrze z małym dodatkiem syropu glu. Grycan prócz braku syropu glu-fru i glukozy ma podobny skład do tych z Lidla.

Najprostszym składem wyróżnia się HD belgian: śmietanka, cukier, mleko zagęszczone odtłuszczone, miazga kakaowa, żółtko jaja, olej roślinny (bawełniany, kokosowy), kakao w proszku, naturalny aromat waniliowy, masło kakaowe, emulagtor: lecytyna sojowa. Jest to najbardziej 'naturalny’ skład ALE zawartość tłuszczu (2-3 x większa niż w pozostałych produktach) czyni te lody najbardziej kalorycznymi.

Co zatem wybrać?

Dla mnie gorsza jest zawartość syropu glufru (i generalnie cukru) oraz bajerów (+ mąki) niż tłuszczu (o syropie pisałam tu). Dlatego eliminuję Algidę, HD Secret oraz Lidla. Jeśli mam do wyboru mniej tłuszczów nasyconych to rezygnuję z ZB. BK odpuszczam bo obecność karagenu jednak trochę mnie niepokoi.

Nie ma ideału. HD belgian ma prosty skład ale ta wysoka zawartość tłuszczu i dość wysoka cena nawet podczas promocji… Grycan skład ma bardziej skomplikowany (stabilizatory, dodatek syropu glu) ale jest o połowę tańszy…

Wnioski.

Lody czekoladowe nie są produktem prozdrowotnym, wiadomo. Z założenia zawierają cukier + tłuszcz, tak jak inne słodycze. ALE jeśli mogę kupić produkt lepszej lub gorszej jakości to dlaczego mam odpuszczać z tekstem 'i tak są niezdrowe’? Przecież mogą być bardziej lub mniej niezdrowe! Być może gdybym kupowała je raz na rok, miałoby to mniejsze znaczenie ale niestety jeszcze nie osiągnęłam stanu zen na widok lodów czekoladowych, chociaż się staram.

Podsumowując, wybieram naturalny skład ale postaram się kupować je rzadziej (będę polowała na promocje HD belgian chocolate) niż byle co raz w tygodniu. Jeśli nie znajdę ich w sklepie wybiorę gorszy skład ale z mniejszą ilością bajerów (Grycan) – są bardziej dostępne. W wersji economy pozostaje Zielona Budka, ewentualnie Lidl lub Bracia Koral. Algida zdecydowanie NIE. No chyba, że olewacie aspekt zdrowotny i liczy się niska zawartość tłuszczu. Tylko pamiętajcie, że podczas odchudzania to cukier jest głównym winowajcą.

PS. Ciekawa jestem jak wyglądałby ten ranking biorąc pod uwagę wyłącznie kryterium smakowe…?

pieczywo

Czy pieczywo może być szkodliwe?

Czy pieczywo z osiedlowej piekarni jest zdrowsze niż to z supermarketu, z ciasta głęboko mrożonego? Jak się okazuje – bywa różnie.

Jak się chce coś osiągnąć, trzeba próbować.

Moja mała osiedlowa Piekarnia, a raczej sklep z pieczywem. Po kilku nieudanych próbach uzyskania informacji na temat składu sprzedawanego asortymentu wymyśliłam historyjkę + sposób na odwrócenie uwagi Sprzedawczyni (w celu wykonania kilku zdjęć) godne agenta 007. Udało się, ale jakość dowodów adekwatna do entuzjazmu Pani ze sklepu.

A teraz konkrety.

Rzuć okiem na te tabelki. To listy składników poszczególnych produktów. Być może przeczytasz kilka z nich dokładnie ale jeśli nie masz na to czasu – tylko ogarnij wizualnie wielkość poszczególnych rubryk. Zwróć uwagę: to są często proste rodzaje pieczywa – dlaczego mają tak długi i skomplikowany skład? Substancje poprawiające smak, zapach, konsystencję, wygląd,  itd. Polepszacze są praktycznie wszędzie. Znalazłam również KONSERWANTY.

Dlaczego pieczywo może zaszkodzić?

Istnieją normy, zawartość nie przekracza, badania wykazały, ale o co Ci chodzi, nie przesadzaj itp. itd.

Jesz pieczywo codziennie? Ile kromek? Ile kilogramów niepotrzebnego syfu rocznie musi przerobić Twój organizm? Ile osób może mieć alergię lub nietolerancję bo w środku są np. składniki pochodzenia mlecznego, wzmacniacze smaku, konserwanty, barwniki i inne bajery? Ale to jeszcze nic – najlepsze przed Tobą!

Rzuć okiem (np. ciasto drożdżowe):

 

doktorania.pldoktorania.pldoktorania.pldoktorania.pldoktorania.pldoktorania.pl

Droższy znaczy lepszy.

Nic bardziej mylnego. Wśród pospolitych wyrobów są też „batony” – chleb na wagę. Cena 15 pln/kg i wzwyż. Za kilka kromek zapłacisz 6-10 pln. Skład? Ciut lepszy ale POLEPSZACZE NADAL OBECNE.

Zastanawia mnie…

Zainteresował mnie Baton Diabetyka. Jak przeczytałam na stronie Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, „od 2011 roku w piekarniach na terenie całego kraju można nabyć Chleb dla Diabetyków rekomendowany i certyfikowany przez Polskie Stowarzyszenie Diabetyków”. Tej piekarni nie ma na liście (może funkcjonuje pod inną nazwą?) a chleb zawiera cukier. Ile? Nie wiadomo.

Do tego piekarnia ta na swojej stronie internetowej ma opis: ” (…) od X roku zajmuje się produkcją smacznych oraz różnorodnych wypieków według sprawdzonych i zdrowych receptur” – czy to żart?

Ale wiesz co jest najgorsze?

Okrągłe zdania o pieczywie z ciasta głęboko mrożonego znajdziesz tu. Martwi mnie, że małe osiedlowe piekarnie coraz częściej oferują pieczywo słabej jakości, nie wspominając o rozpylaniu spray’u o zapachu bagietki (bez problemu do kupienia przez internet).

Niestety jest całkiem spore prawdopodobieństwo, że to co widzisz na zdjęciach powyżej jest też w Twojej piekarni. Nie wierzysz?

To sprawdź.

Czy gofry i naleśniki mogą być niezdrowe?

Gofry i naleśniki – temat bardzo aktualny zwłaszcza latem. Wiem, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Jeśli tak, miejsce mam tam stale szykowane już od urodzenia.

Lubię czasem zjeść gofra.

Ostatnio popytałam miłe panie i panów w różnych miejscach z czego robią gofry. Za każdym razem padała ta sama odpowiedź: 'aaa z takiej mieszanki’. Pogrzebałam, poszukałam i proszsz: przykładowy produkt można znaleźć w internecie.

image

Wydajność.

Całkiem spora bo 5 kg (np. za 35 pln) daje w efekcie aż ok. 100 gofrów czyli jeden goferek to ok. 0.35 pln (a sprzedają po 4 pln, złoty interes!). Do tego proszku należy doliczyć jeszcze inne opłaty- jasna sprawa. Np. za wodę i olej (ciekawe jaki…), które dodaje się do proszku aby otrzymać masę. Producent zapewnia, że produkt nadaje się również do otrzymania naleśników i biszkoptu. A ja głupia myślałam, że jem w knajpach prawdziwe naleśniki (bo że jajecznicę z proszku to już słyszałam).

Dyskusja.

Zapewne zaraz podniosą się głosy 'ale o co ci chodzi z tym proszkiem?’. Już wyjaśniam.

1. Nie lubię produktów z proszku bo mają niższą (o ile jakąkolwiek) wartość odżywczą i nie wiem co ten konkretny proszek zawiera.
2. Nie podoba mi się zawartość fosforanów w takich proszkach (ogólnie w żywności) bo np. zaburzają równowagę kwasowo – zasadową oraz wapniową.

O ile dorośli mogą pozwolić sobie na różne szaleństwa dietetyczne o tyle dzieci już nie bardzo albo nie tak często. Równowaga wapniowo – fosforowa jest bardzo ważna właśnie u dzieci ale też u kobiet w ciąży i karmiących. Jasne, że jak zjesz coś z proszku od dzwonu – nic nie powinno się stać ale jeśli spożywasz takie cuda regularnie, może pojawić się problem.

– Jak napcha się ciastkami lub goframi to nie zje nic innego.
– Daj spokój, są wakacje.
Nie jestem psychologiem dziecięcym ale wiem, że niektóre dzieci z reguły nie kumają tego, że 'w wakacje można a później nie można’. Bo po wakacjach miejsce gofrów zastępują ciastka z fosforanami. Chyba lepiej sprawdza się system zero – jedynkowy. Ale jest na to inny sposób.

Ekscesy spożywcze.

Tak ale z głową. Skoro wiem, że nażarłam się fosforanów – dla równowagi muszę zjeść produkty z wysoką zawartością wapnia. Przykładowo: kefir, jogurt, ser, małe rybki z ośćmi, orzechy a nawet natkę pietruszki. Czemu nie wytłumaczyć tego również dzieciom- to tacy sami ludzie jak my tylko mali i z mniejszym doświadczeniem. Jem coś mniej zdrowego ale do tego coś bardziej zdrowego- coś za coś- myślę, że to zrozumieją.

Ps. Jak ktoś chce i ma czas- gofry można łatwo zrobić sobie czy dzieciom w domu z 'prawdziwych’ produktów, np. ze zsiadłego mleka, nawet bez użycia proszku do pieczenia, fosforanów itp. W internecie znajdziecie mnóstwo fajnych, sprawdzonych przepisów. Zdrowiej, taniej a jaka satysfakcja!

Smacznego!

Szybki obiad czy pizza?

Przychodzisz do domu, otwierasz lodówkę i nadchodzi ten krępujący moment konsternacji, że jednak obiad sam się nie ugotował. A miał kurde tyle czasu. Siedział sam w domu, albo z dziecmi siedział i przecież nic nie miał do roboty…!

Jeśli też tak miewasz, podsunę Ci kolejny produkt z serii 'to może pizza…?’ Oczywiście- pizza na cienkim cieście z dobrej jakości składnikami jest super i gdyby tylko te 1000 kcal szło w cycki- na bank jadłabym codziennie…

Dlatego nie wiem jak Wy ale ja mam zamrażarkę pełną skarbów i nie mówię w tej chwili o tej 1/3 wypełnionej grycanami (oczywiście w każdym jest koperek lub natka, przysięgam!). Mam na myśli zestawy mrożonych warzyw ale nie typu marchewka z groszkiem. Mieszanki wieloskładnikowe czyli zdrowy fast-food. To banalnie prosty i wbrew pozorom tani sposób na zdrowy posiłek.

Oczywiście najlepiej jeść świeże produkty itp. itd.- jak się da to wspaniale. Jak się nie da- trzeba jakoś wybrnąć, a odpowiednio zamrożone warzywa po rozmrożeniu nadal są wartościowe. Jest tylko jeden warunek, warunek zero: zero glutaminianu (i innych wzmacniaczy smaku typu ekstrakt drożdżowy), zero oleju palmowego, zero sztucznych barwników, aromatów i zero innych podejrzanych substancji. Najlepiej jak skład jest w miarę zróżnicowany (a nie np. 70% ziemniaków) i zbilansowany pod względem wartości odżywczej (zawierający również białko najlepiej pochodzenia roślinnego, np. soczewica, fasola, groch- odradzam 'gotowce’ z mięsem).

Zatem mieszankę wrzucasz do garnka lub na patelnię, dodajesz łyżeczkę dobrego oleju (niektóre witaminy lepiej wchłaniają się w towarzystwie odrobiny tłuszczu), w wersji rozszerzonej ulubione przyprawy, kaszę, ryż itp. a w wersji na bogato np. passatę pomidorową (przecier) lub ulubione dodatki (np. oliwki) i tyle w temacie.

Głębsza prawda jest jednak taka, że Twojego organizmu nie obchodzi czy byłaś/eś na targu warzywnym lub czy o świcie w pocie czoła zbierałaś/eś ekologiczne kaszubskie warzywa (wersja extended), które później obrawszy i zmieszawszy doprawiłaś/eś wg zasad feng shui itp. itd.

Natomiast warto wiedzieć, że taka wątroba płacze na widok seropodobnej brei będącej mieszanką tłuszczu palmowego i wody z mlekiem w proszku i milionem E, trzustka przewraca oczami na widok pseudo-salami będącego w rzeczywistości tłuszczem z dodatkiem bliżej nieokreślonej części nieznanego zwierzęcia, a bidny żołądek z przerażeniem obserwuje tonę poprawiaczy i innych substancji drażniących bo przecież bez tego to gówno szumnie zwane pizzą smakuje jak tektura z margaryną.

Zrobienie obiadu z warzyw mrożonych trwa tyle ile zamówienie/ rozmrożenie/ odgrzanie pizzy, natomiast wartość odżywczą mimo strat podczas gotowania itp. w porównaniu do wartości średniej jakości pizzy dzieli przepaść, nie wspominając o ilości chamskiego tłuszczu, którego kompletnie nie potrzebujesz np. w naczyniach wieńcowych. No chyba, że ktoś generalnie lubi mieć tłuste aorty, to wtedy sorry i smacznego.

Czy syrop glukozowo-fruktozowy jest lepszy od cukru?

Co to jest cukier? 

Cukier którym słodzicie to sacharoza (główny składnik cukru spożywczego, zwykle trzcinowego lub buraczanego), a konkretniej glukoza + fruktoza, w proporcji 1:1.

Co to jest syrop glukozowo-fruktozowy? 

Jest to ciecz otrzymywana z kukurydzy, przetworzonej na skrobię kukurydzianą. W syropach proporcja glukoza : fruktoza jest inna niż w sacharozie.

Czy są różne rodzaje syropów?

Tak, nazwa zależy od proporcji składników: wyróżniamy syrop glukozowo-fruktozowy zawierający więcej glukozy, analogicznie fruktozowo-glukozowy zawiera więcej fruktozy. W Polsce często występują pod jedną nazwą 'syrop glukozowo-fruktozowy’.

Jak reaguje organizm po spożyciu syropu cukrowego? 

U osób zdrowych, po spożyciu glukozy następuje wyrzut insuliny (regulującej m.in. poziom cukru we krwi), co ogranicza apetyt (’zjem jednego cukierka i po chwili mam dość’). Przy podwyższonym poziomie glukozy, poziom insuliny wzrasta, w konsekwencji następuje większy spadek poziomu glukozy we krwi (tzw. hipoglikemia), co prowadzi do insulinooporności (organizm jest mniej wrażliwy na insulinę) i dodatkowo zwiększa apetyt itd. (’zjem dziesięć cukierków na raz i nadal czuję potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego’). Fruktoza natomiast w całości przetwarzana jest na trójglicerydy, z których następnie powstaje tkanka tłuszczowa. Zjedzenie produktu o wysokiej zawartości fruktozy nie zwiększa ilości leptyny (substancja związana z regulacją apetytu) i nie powoduje zahamowania łaknienia, co stanowi jeszcze większe zdrowotne zagrożenie. Podsumowując: po spożyciu dużych ilości fruktozy: brak zahamowania apetytu + przyrost tkanki tłuszczowej.

Jakie konsekwencje zdrowotne może mieć regularne spożywanie syropu glukozowo-fruktozowego i pokrewnych? 

Oddziaływanie syropu na organizm nie jest do końca przebadane (badania długoterminowe), gdyż jest to stosunkowo 'nowy’ wynalazek. Natomiast wiadomo, że regularna konsumpcja produktów słodzonych syropem fruktozowo-glukozowym nie jest korzystna dla organizmu (niebezpieczny jest zwłaszcza syrop fruktozowy). Jego spożycie może prowadzić do: rozwoju otyłości, zwiększenia ryzyka rozwoju cukrzycy typu 2, nadciśnienia tętniczego, zaburzeń gospodarki lipidowej, chorób układu sercowo-naczyniowego, dny moczanowej, kamicy nerkowej oraz niektórych nowotworów.

Jakie produkty mogą zawierać syropy cukrowe?

Składniki te dodawane są obecnie nie tylko do napojów i słodyczy, ale także do wielu produktów powszechnie utożsamianych z prawidłowym sposobem żywienia (np. mleczne napoje fermentowane). Syropy można znaleźć również w niektórych wędlinach, wielu daniach typu fast-food i innych wyrobach, nie kojarzonych ze smakiem słodkim.

Dlaczego producenci stosują syropy słodzące?

Jest to tańsze, łatwiejsze, bardziej wydajne, a niektóre produkty spożywcze z dodatkiem syropów są bardziej atrakcyjne sensorycznie.

Czy po spożyciu dużych ilości syropu słodzącego mogę mieć dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego?

Tak, stwierdzono iż modyfikacja diety z eliminacją pokarmów zawierających fruktozę w nadmiarze w stosunku do glukozy, może skutkować redukcją objawów zespołu jelita drażliwego.

Czy mogę spożywać syropy słodzące w ciąży i karmiąc piersią?

Wszystkie produkty wysoko przetworzone nie są zalecane kobietom w ciąży i karmiącym. Jednorazowe czy okazjonalne spożycie produktów zawierających syrop słodzący nie powinno być niebezpieczne dla zdrowia.

Czy dzieci mogą spożywać syropy słodzące?

Produkty wysoko przetworzone nie są zalecane dla dzieci i niemowląt. Spożywanie wysokich dawek cukru może niepotrzebnie obciążać organizm oraz przyczyniać się do rozwoju wielu chorób, zwłaszcza cukrzycy i otyłości. Do tego dochodzą wszystkie negatywne skutki zbyt wysokiego poziomu cukru we krwi bezpośrednio po spożyciu produktu zawierającego wysoką dawkę syropów słodzących, np. trudności z koncentracją, zmęczenie, senność itp. itd.

Skąd mam wiedzieć, że spożywam za dużo syropów cukrowych?

Konsumpcja jednej szklanki (250-300 g) produktu słodzonego syropem glukozowo-fruktozowym itp. (np. napoje typu cola), często stanowi całodobową dopuszczalną ilość cukrów prostych w diecie.

Co jest zatem zdrowsze: glukoza, fruktoza, sacharoza czy syropy? 

Ponieważ obecnie wiele produktów zawiera cukry proste i złożone- należy ograniczać ich spożycie w każdej postaci. Fruktoza i syropy fruktozowo-glukozowe wydają się być najmniej zdrowym wyborem. Wchłanianie fruktozy jest najefektywniejsze przy równych ilośœciach glukozy i fruktozy w śœwietle jelita (np. w przypadku sacharozy). W sytuacji nadmiaru fruktozy względem glukozy, może dochodzić do niecałkowitej absorpcji fruktozy i jej przechodzenia do dalszych części przewodu pokarmowego, z następowym rozwojem metabolizującej ją flory bakteryjnej (zmiany w składzie i liczebności flory mogą być niekorzystne).