2017

Podsumowanie 2017 – zaskoczenia, trendy, gnioty.

Trzy konferencje (Gdynia i Warszawa) z udziałem i wsparciem osób z niepełnosprawnościami, szkolenia, wykłady, spotkania, dawka wiedzy w sieci, kurs online. Tysiące zdjęć, komentarzy, rozmów z producentami, naloty na sklepy, kawiarnie, restauracje. Dzień Dobry TVN, Radio Gdańsk, Komisja Europejska w Brukseli, kilka wywiadów. Mój prywatny samochód celowo umazany w fusach po kawie, a innego dnia piękne, okrągłe kotlety z surowego mięsa mielonego za klamkami, niestety bez buraczków. Było kolorowo. Kocham to co robię i cieszę się, że przy okazji frajdy mogę pomagać innym. A jaki byl ten 2017 rok w sklepach? Równie ciekawy!

Trendy 2017 na plus!

Z dobrych trendów w 2017 roku, cieszy mnie obecna już prawie wszędzie moda na wędliny z wysoką zawartością mięsa i brakiem konserwantów. Naturalnie azotany są ale producenci zaczęli nas oszczędzać jeśli chodzi i dodatkową zawartość azotynu sodu. O azotynie więcej pisałam tu (kliknij).

Coraz większa ekspansja kaszy jaglanej jako dodatku do typowych zbożowych produktów to kolejny doskonały i zdrowy trend, przykładowo chrupki, musy z kaszą itp. 

Na rynku jest też coraz więcej „zdrowych fastfoodów”. Gotowe miksy śniadaniowe, gotowe dania obiadowe – i nie jest to żywność przetworzona. Proste składniki skomponowane w gotowe do przyrządzenia danie. Wady? Cena. Za gotowiec prawie zawsze trzeba więcej zapłacić ale nadal nie jest to kwota przewyższająca typowe, gówniane fasfoody. Bo owszem, hamburger może kosztuje ze 3 pln ale czy znasz kogoś, kto zamawia jednego i się nim naje? No właśnie. Więc porownując ceny – nadal zdrowy fastfood wychodzi taniej. 

Bardzo cieszy mnie powiększające się grono polskich producentów usprawniających swoimi propozycjami naszą krzątaninę w kuchni: producentów past do kanapek, baz do zup, mieszanek do obiadów, batonów z ziarnami i pestkami itd. Często bardzo ciężko im się przebić na rynku wśród prawdziwych gigantów, ale zachęcam Was do działania, nie poddawania się i kontaktu – wartościowe produkty można i trzeba promować w social mediach.

Dobrym trendem jest również powolne odchodzenie od produktów typu LIGHT – obserwuję coraz mniej propozycji z tej grupy na półkach. Coraz bardziej świadomy konsument wie, że to najczęściej ściema, a chyba jedną z niewielu grup LIGHT, którą warto kupować jest nabiał. Ale nie zawsze 0 % – raczej 1.5, jeśli nie ma przeciwwskazań do znacznego ograniczenia tłuszczów w diecie.

Warto też zwrócić uwagę na trend dotyczący pieczywa – coraz więcej jest na rynku mieszanek do samodzielnego wypieku. Dostępne są przykładowo produkty bez mąki, gdzie upieczenie własnego bochenka nie wymaga ani specjalistycznego sprzętu ani nadzwyczajnych umiejętności. Taki chleb ma co prawda zdecydowanie wyższą kaloryczność oraz nieco niższą wartość odżywczą niż ziarna i pestki nie poddane obróbce cieplnej, ale stanowi przyjemne urozmaicenie jadłospisu.

Trendem, który obserwuję z pewnym dystansem jest zastępowanie cukru zamiennikami. O ile z jednej strony ma to sens (nadmiar cukru jest słaby), o tyle w produktach dla dzieci nie widzę aż tylu zalet. Dlaczego? Walka z nadmiarem cukru nie polega na zamianie jednego produktu słodkiego na inny. Chodzi o to, aby coś zrobić z nawykiem, może nie pozbyć się go – raczej zamienić środkową część. Wskazówka i nagroda zostają, ale ładowanie cukru zamieniamy na coś innego. Warto, aby to coś innego było coraz mniej słodkie z czasem lub wręcz zamieniło się w coś innego niż jedzenie. Trudne, wiem. Ale da się. Jeśli produkty oparte na ksylitolu mają pomóc i być etapem przejściowym – ok. Natomiast zamiana setek kilogramów cukru na setki kilogramów ksylitolu jest dla mnie lekko dyskusyjna w kontekście przyszłościowym.

Gnioty 2017.

Na pewno zwróciliście uwagę na coraz silniejszy, mocno zaznaczony w 2017 roku trend dotyczący opakowań, tzn. nie podawanie numerka tylko opisanie dodatków do żywności pełną nazwą chemiczną. Konsument rzucający okiem na etykietę nie widzi symbolu 'E’ – czyli jest ok i pakuje produkt do koszyka. Każdemu z nas zdarzyło się to nie raz, prawda? Jest na to rada. Jeśli prosty produkt typu jogurt ma kilka linijek tekstu – odkładamy na półkę. Są wyjątki, jasne. Przykładowo dobre, kilku składnikowe musli może mieć 10 linijek tekstu bo taką ma zawartość. Ale to są wyjątki.

Pieczywo i dział cukierniczy w supermarketach nadal jest totalnym dramatem. Tzw. „produkcja własna” to miejsce, gdzie mogłabym nakręcić kilkugodzinny LIVE – oj, czego tam nie ma. Etykieta prostego tak naprawdę ciasta drożdżowego służyła mi na warsztatach do nauczania o dodatkach spożywczych i uwierzcie – byliśmy wszyscy w lekkim szoku. Dwadzieścia – trzydzieści składników.

Smutnym tematem jest nadal produkcja oleju palmowego na pewnych obszarach, chów klatkowy, hodowla przemysłowa itd. Jest to trudny temat, bo ludzie nadal chodzą na kurczaki, nadal jedzą tony żywności zawierającej jajka i produkty pochodne, nadal spożywają setki kilogramów ciastek z tłuszczami utwardzonymi itd. – dopóki to się nie zmieni, nie ma szans na cokolwiek. A zdaje się, że nie zmieni się jeszcze długo. Ciężko produkować tanie ciastka czy kurczaki w panierce na tony, dysponując wolnym wybiegiem czy hodowlą szczęśliwych zwierząt – to po prostu nierealne. Dlatego zachęcam do stopniowego ograniczania produktów pochodzenia zwierzęcego w naszym jadłospisie

Dziwi mnie też ciągła obecność słabych markowych produktów, np. parówek i dalsze pakowanie kasy w dzialania marketingowe wokół nich. Przypomina mi to trochę sytuację sprzed wielu lat, gdy różne znane marki wykładały się na swoich złotych strzałach.

Drodzy Szefowie Działów i inne Tęgie Głowy Marketingowo-Storytellingowe – może pora zatrudnić wizjonera z wykształceniem przynajmniej korespondującym z dietetycznym, hmm?

Co jeszcze? Cukier pod różnymi nazwami. Zdarza się, że słodki składnik widzę na etykiecie w pięciu miejscach… Jedyne co nas ratuje to tabela wartości odżywczych, która nie powinna kłamać. Ale jak wiadomo bywa różnie, o czym mówiłam podczas mojej wizyty w Dzień Dobry TVN w pierwszej połowie 2017. Przykładowo, ostatnio wpadła mi do ręki etykieta miodowego batona, gdzie producent deklaruje 6.28g cukru na 100g produktu co jest niestety nierealne. Napisałam w tej sprawie i czekam na odpowiedź – ewidentna pomyłka, co się zdarza. Czasami przypadkiem, czasami celowo.

Irytującym tematem są sztuczki typu sektor PREMIUM, gdzie (poza ceną) nadal nie wiem jakie jest kryterium tego „premium”, bo z pewnością nie dobry skład, oraz „TRADYCYJNE„, gdzie chemia spożywcza rozgościła się na dobre, co jest najzwyczajniejszym na świecie oszustwem.

Ale chyba najgorszym trendem w 2017 roku jest coraz częstsza obecność żelków z dodatkami, zwłaszcza w aptekach. Jestem wręcz obsesyjnie uczulona na tego typu produkty, bo nawet przy dawkowaniu 2 szt dziennie – po 1. jest to dodatkowa porcja cukru KAŻDEGO dnia, po 2. nadmiar cukru nigdy nie jest dobry, choćby połączony był z różnymi przecudownymi składnikami, po 3, uczymy dzieci FATALNYCH nawyków i w końcu po 4. nie każdy jest w stanie powstrzymać się od zjedzenia większej ilości niż DWA, prawda…?

Produkty dla dzieci.

Tu niestety nie jest kolorowo. Rynek produktów dla dzieci to nadal, w 2017 roku, jeden wielki dramat i kompletna samowolka, zwłaszcza w sektorze produktów dla NIEMOWLĄT. Niestety robię autentyczny bojkot działów dziecięcych, polecając Rodzicom kupowanie prostych produktów z innych półek, a FOR KIDS omijamy szerokim łukiem. Zwłaszcza płatki śniadaniowe. Pod płaszczykiem „wielozbożowości” i innych czczych obietnic znajdziemy zwykle tonę cukru, który owszem smakuje ale niestety uzależnia i nadmiar tego składnika w diecie jest bardzo niebezpieczny, zwłaszcza dla dzieci.

Trendem, o którym wspominałam wyżej, a który zaznacza się w 2017 są produkty, np. napoje z zamiennikami cukru. Obserwuję to zjawisko z niepokojem, bo tak jak mówiłam – ma to sens (nadmiar cukru jest słaby), ale w produktach dla dzieci niesie pewne niebezpieczeństwo. Dziecko nie rozumie często dlaczego nie może pić pysznego słodkiego napoju, Rodzic nie zawsze chce lub potrafi to wytłumaczyć. Natomiast oszukiwanie siebie i młodego konsumenta, że na rynku są „zdrowe” napoje, żelki czy lizaki – to duży błąd, mający szereg negatywnych konsekwencji, ciągnących się latami, a kończący się najczęściej w lekarskim gabinecie. 

O parówkach dla dzieci pisałam tu (kliknij), na szczęście tekst szeroko rozniósł się w sieci i szczerze mówiąc nie chcę podnosić sobie ciśnienia pisząc o tym ponownie.

Z pozytywnych rzeczy zaznaczonych w 2017 roku:

  • Kolorowe wody, które kolory mają jedynie na opakowaniach, a w składzie czysta woda. Fajnie.
  • Powolna ekspansja produktów o dobrym, prostym składzie, np. bez konserwantów, z dodatkiem kaszy jaglanej itd.
  • Barwniki naturalne – jest ich coraz więcej na rynku ale nadal za mało.
  • Kaszki i dodatki polskich producentów, o banalnym, dobrym składzie – droższe ale lepiej na to niż na tonę zabawek, serio.

Jak widzisz niewiele tu można dodać, ten sektor nadaje się do gruntownej przemiany, ale gdy zapytałam speców w Komisji Europejskiej co i jak zrobić w tej sprawie – okazało się, że nie jest to proste i jeszcze długa droga przed nami. Pozostaje zatem czytać etykiety i omijać produkty dedykowane szerokim łukiem. Dotyczy to również menu dla dzieci w restauracjach, gdzie w 90% przypadków zawsze jest ten sam byle jaki, fatalny zestaw.

Tak przy okazji, jeśli Ci mało i chcesz przeczytać podsumowanie 2016, to jest ono tu (kliknij).

Co robić? Jak żyć?

Na luzie żyć! Oddzielić emocje od jedzenia! Odżywianie to nie wyścig szczurów ani pole do autosabotażu. Warto próbować nowych produktów, nowych smaków, bo każda nowość budzi nasz śpiący pod kołderką rutyny mózg na nowo do życia. Nawet jeśli coś ma gorszy skład, można sprobować i tyle.

A jeśli popełnisz błąd? Trudno. Każdemu z nas to się zdarza i nie ma w tym nic wielkiego. Istotne w popełnianiu błędów jest to, jak z nich wyjdziesz. Trauma i wyrzuty sumienia nie są potrzebne. Podziękuj za lekcję i idź dalej. Odpuszczanie jest czasem dobre i zdrowe, pod warunkiem, że nie jest sposobem na życie. To, że jeden raz odpuścisz nie przekreśla przeszłości ani przyszłości.

A jeśli nawet ten błąd jest duży to co się stanie? NIC. Jeśli ktoś Cię ocenia, lub komuś coś się nie podoba to co się staie? NIC. I w momencie, gdy zdasz sobie z tego sprawę, świat stanie się bardziej przyjaznym miejscem do życia, gwarantuję.

A wy, Drodzy Producenci Gniotów – ogarnijcie się, pliz. 

Wiem, że na żywności dla dzieci da się zarobić najwięcej, ale serio, czy naprawdę warto? Jeśli musicie ładować gdzieś ten swój tani syf, dodawajcie go do produktów dla osób dorosłych – mniej lub bardziej ale świadomych tego, co pakują do swoich biednych żołądków.

A jeśli nie wzrusza Was płacz naszych organów wewnętrznych i nie chcecie zmieniać składów swoich gównianych produktów – brnijcie dalej w swoje marketingowe sztuczki, na które nabiera się coraz mniej z nas. Ładujcie dalej grube miliony w reklamy z idiotyczną treścią i kłamliwym zdjęciem. Będę miała o czym pisać i z czego się pośmiać przynajmniej, bo nawet kijem bym nie dotknęła niektórych produktów, które oferujecie i to często z półki PREMIUM.

Chciałabym napisać…

Listę spektakularnych rzeczy i z uśmiechem na ustach wklejać #bestin2017 ale nie znoszę braku autentyczności u innych, tym bardziej u siebie. Ten 2017 był bardzo trudny dla mnie, pod każdym możliwym względem. Tym bardziej dziękuję wszystkim, którzy bezinteresownie i interesownie wspierali mnie we wszelkich działaniach, oraz tym którzy próbowali pomagać ale nie wiedzieli jak albo wyszło odwrotnie.

Tak jak Ty, ja również podnoszę się kolejny raz, wyciągam wnioski i idę do przodu. Bo na tym ta zabawa zwana życiem polega.

Jeszcze tylko mały detalik…

Tak dla przypomnienia.

Nie bierz tego co jest w sieci czy w TV 1:1, czyli zbyt dosłownie. Pamiętaj, że to co widzisz, to tylko część prawdy. Nigdy nie jest tak, że ich życie jest takie piękne i kolorowe, a Twoje nudne i beznadziejne…

Choroby, nerwy, strata czy brak szczęścia nie omija nikogo z nas. Za pięknymi i dalekimi podróżami chowa się stres i często mordercze zmęczenie, za sukcesami prawie zawsze stoi wiele fuckupów, za uśmiechniętą buzią – smutek i bezsilność, a za wyrzeźbionym ciałem czy medalem – godziny ćwiczeń i litry potu. Ale to właśnie one czynią z nas coraz silniejszych ludzi, gotowych na jeszcze trudniejsze zadania. Bo życie to nie jebajka. Tak mówią, ja to potwierdzam, a Ty o tym pamiętaj, gdy następnym razem będziesz zazdrościła ładnej, chudej pani z telewizji…

Fałszowanie żywności

Fałszowanie żywności – typowe oszustwa.

Nie każdy producent oszukuje, ale fałszowanie żywności jest powszechne. Wg niektórych raportów z ostatnich lat prawie 50% kontrolowanych partii wybranych produktów było zafałszowanych. Oto typowe przykłady w jaki sposób producenci robią Cię w konia, a Ty jeszcze za to płacicisz.

Typowe oszustwa:

  • wydłużenie przez producenta daty minimalnej trwałości (to może być groźne),
  • wykaz składników nie zawiera wszystkich składników (to też może być groźne),
  • określenia „Tradycyjne przysmaki” oraz „100% tradycyjnego smaku” mimo zastosowania w procesie produkcji substancji dodatkowych, np. substancji konserwującej, „bieszczadzki”, mimo braku dowodów uzasadniających użycie powyższego wyrażenia,
  • użycie nazwy „staropolski” podczas gdy surowiec nie pochodzi z Polski oraz produkt nie jest wytwarzany ani dawnymi metodami, ani na podstawie dawnych receptur, ani z użyciem składników stosowanych dawniej do produkcji produktu.
  • określenie „wiejska”, mimo że do produkcji użyto substancję konserwującą.

Chcesz więcej szczegółów?

Przejrzałam kilkadziesiąt raportów, najwięcej było tych dotyczących wędlin i pieczywa. Oto niektóre oszustwa:

Wędliny. Tu jest dramat, więc ZAWSZE czytaj skład.

  • obecność fosforanów oraz azotanów i azotynów mimo, że nie ma ich na etykiecie,
  • zaniżenie zawartości białka,
  • więcej wody niż zadeklarowana ilość,
  • producent „zapomniał” wspomnieć na etykiecie o dodatku: stabilizatora E450, glukozy, przeciwutleniacza E300, hydrolizatu białka sojowego (alergen) wzmacniacza smaku E621 i E635, regulatora kwasowości E330, barwnika E150c i aromatu, a także przypraw, aromatu (zawierającego ekstrakt drożdżowy, hydrolizat białka roślinnego oraz przyprawy), oleożywicy naturalnej przypraw (ekstrakt naturalny przypraw) i alergenu dwutlenku siarki (SO2), będących składnikami mieszanek funkcjonalnych użytych do produkcji, azotynu sodu stosowanego do produkcji,
  • za długi termin przydatności do spożycia (2 x dłuższy niż powinien! Groźne!).

Jaja. Ciężko sprawdzić bez aparatury.

  • błędne oznaczenie pochodzenia jaj (kupujesz 'jedynki’, a w rzeczywistości to 'trójki’),
  • zmiana terminu przydatności do spożycia, może być groźne.

Produkty ekologiczne – ufam i sprawdzam?

  • logo EKO mimo, że produkt nie był wyprodukowany w warunkach ekologicznych.

Pieczywo. „Oj, zapomniałem dopisać” czyli ZAWSZE czytaj skład.

  • zastosowanie nazwy 'Chleb orkiszowy’, chociaż orkisz nie jest dominującym składnikiem w wyrobie, stanowi jedynie 3%,
  • na etykiecie pominięto: smalec i polepszacz o składzie: mąka ze słodu pszennego, cukier, emulgator E472e, mąka sojowa, dekstroza, środek do przetwarzania mąki kwas askorbinowy, enzymy, użyte do produkcji pieczywa. Czyli kupujesz prostą, pachnącą drożdżówkę, ale okazuje się, że to produkt z wieloskładnikowej mieszanki zawierającej alergeny – to może być groźne dla zdrowia!
  • użycie w nazwie produktu określenia „wiejski”, a pieczywo wyprodukowane z użyciem polepszacza,
  • „produkowany na naturalnym zakwasie bez polepszaczy”, ale badania laboratoryjne nie potwierdziły obecności bakterii fermentacji mlekowej.
  • w wykazie składników pominięto kwas askorbinowy będący składnikiem mieszanki funkcjonalnej użytej w produkcji, oraz wykazano tłuszcz roślinny palmowy, gluten pszenny plus niewłaściwą zawartość procentową mąki pszennej i mąki żytniej.

Słodycze. Bywa różnie.

  • Czekolada: użycie do produkcji niezadeklarowanych przez producenta odpowiedników (zamienników) tłuszczu kakaowego. Bo taniej.
  • Ciastka: 

– napis „Bez konserwantów”, ale składnik z konserwantem,

– napis „polewa czekoladowa” , ale do produkcji użyto „polewę kakaową” (wolę czekoladową),

– sformułowanie „Domowe”, mimo że do produkcji użyto barwnik E160a oraz emulgator,

– w wykazie składników pominięto: glutentłuszcz palmowy oraz laktozę – składniki mieszanki tłuszczowo-cukrowej użytej do produkcji. Dla alergików – może być groźne!

Nabiał. Jest lepiej, ale może być jeszcze lepiej.

  • Mleko – obecność wody, obecność wody w mleku narusza definicję „mleka”.
  • Sery: brak surowca owczego w oscypku (mleka owczego), KOMEDIA! To jak pizza salami bez salami. W innym serze nie napisali o substancjach dodatkowych: natamycynie E235, barwniku Annatto E160b, plus zaniżona masa partii czyli kupujesz ser 150g ale waży on np. 132g.
  • Masło – obecność tłuszczu roślinnego, co narusza definicję „masła”. Masło to produkt zawierający tłuszcz WYŁĄCZNIE z mleka.

Alkohol. Well…

  • zamieszczenia elementu graficznego w postaci wizerunku liścia i kiści winogron mimo, ze do produkcji nie użyto winogron,
  • wykazania w wykazie składników substancji słodzących: E951, E950, E961, E954, E300, E202 i E220 mimo, że nie użyto ich do produkcji.

Napoje. ZAWSZE czytaj skład.

  • użycie przez producenta w nazwie słowa winogrono, mimo że do produkcji użyto tylko 0,2% odtworzonego zagęszczonego soku winogronowego, który nie wpływa w istotny sposób na smak produktu. W rzeczywistości smak wyrobu pochodzi od zastosowanych substancji aromatycznych. Standard.

Oleje roślinne. Raczej nie do sprawdzenia.

  • Original Extra Virgin – zawyżona zawartość estrów etylowych kwasów tłuszczowych (56 ± 9 mg/kg) w stosunku do wymagań rozporządzenia Komisji (EWG) nr 2568/91 (nie więcej niż 35 mg/kg), tym samym produkt nie należy do wskazanej kategorii oliwy z oliwek najwyższej jakości z pierwszego tłoczenia. Czyli ściek zamiast wysokiej jakości?
  • Wiejski olej rzepakowy – użycie w nazwie sformułowania „Wiejski”, mimo że w procesje produkcji zastosowano etap rafinowania. Słabo.

Ryby. Trzeba uważać, ale da się.

  • niewłaściwa nazwa produktu: zastosowanie nazwy nieadekwatnej do zastosowanego surowca i technologii produkcji,
  • pominięto składnik stosowany w produkcji – substancję konserwującą benzoesan sodu (E 211),
  • w oznakowaniu podano informację „ręcznie przyprawiane” podczas gdy nie stosowano przypraw. Komedia.
  • zaniżenie procentowej zawartości ryby w produkcie (deklarowano 50 %, a badania laboratoryjne wykazały 36,2 %).

Gotowce. Temat rzeka. A właściwie ściek.

  • nie wyszczególnienie w wykazie wszystkich składników użytych do produkcji: glutaminianu monosodowego E621 oraz białka sojowego, oraz zamieszczenie informacji „bez dodatku glutaminianu sodu”, czyli zapychacz z polepszaczem zamiast wartościowych składników, super!
  • podany na etykiecie wykaz składników nie zawierał wszystkich składników mieszanki funkcjonalnej oraz tłuszczu wieprzowego (słonina), czyli kupujesz np. pierogi z mięsem ale bez mięsa. Ale ze słoniną. Smacznego!
  • ilość błonnika użyta przy produkcji wyrobu nie jest wystarczająca, aby zasadne było stosowanie w oznakowaniu zapisów „produkt o podwyższonej zawartości błonnika” i „żywność o podwyższonych walorach żywieniowych”. A miało być tak zdrowo.

 

Nie mamy możliwości unikania fałszowanej żywności, bo nikt nie chodzi na zakupy z podręcznym laboratorium. ALE im mniej przetworzoną żywność kupujemy, tym mniejsze ryzyko nadziania się na byle co.

 

Cytowane dane pochodzą z raportów i decyzji Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno – Spożywczych.