dzieci

Nie truj siebie, nie truj dzieci.

Lato. Sezon grillowy w pełni. Co wrzucasz na ruszt? Co dla dzieci? Kiełbaski? Paróweczki? Karkóweczka z tacki? Gotowa, przyprawiona, zapakowana – luksusowo. Wystarczy otworzyć opakowanko i przypiec. Na różowo? Na czarno? Poczęstujesz tym swoje dziecko?

To jest złe. Tym bardziej dla dzieci.

Spalone na węgiel czy nawet lekko przypalone mięso jest szkodliwe. Palone na ognisku kiełbachy są szkodliwe. Opiekane w ogniu grilla mięsa są szkodliwe. A wszystko przez zestaw tych cudownych substancji, wśród których są WWA (wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne), które razem z setkami innych substancji tak bardzo nam smakują, ale niestety są naprawdę szkodliwe.

Plus mięso.

Tak, ma znaczenie co wrzucisz na grilla. Jeśli kupujesz produkt dla dzieci, możesz się srogo zdziwić. Przykładowo to coś, zawiera zaledwie 54% mięsa. Reszta to długa historia o niczym.

 

dzieci

 

dzieci

 

Tu kolejna ciekawostka – kabanosiki drobiowe – w domyśle dla dzieci. A w składzie bęc! Oprócz oczywistości – tłuszcz zwierzęcy. Czyli coś, czego Twoje dziecko TOTALNIE NIE POTRZEBUJE w swojej diecie. Tak jak dodatkowej porcji azotynu sodu.

 

dzieci

dzieci

 

A może masz ochotę na domowego hamburgerka z rusztu…?

 

dzieci

 

Ale tak serio hamburgerka czy MOM z wodą, olejem i bajerami…? To chyba trochę taka parówka w kształcie hamburgera, jak myślisz?

 

dzieci

 

Jak żyć?

  1. Wybieraj warzywa – warzywa też można grillować. NAPRAWDĘ!
  2. Jeśli kochasz mięso – kupuj prawdziwe i chude mięso od dobrego dostawcy oraz przyprawiaj samodzielnie naturalnymi składnikami i warzywami.
  3. Nie pal produktów na węgiel. Możesz przecież używać tacek lub specjalnych naczyń.
  4. Nie opiekaj w ogniu, raczej nad rozżarzonym materiałem lub na grillu elektrycznym.
  5. Jeśli musisz kupić jakiś produkt – kup coś z lepszym składem. Jak musi być mięso dla dzieci, kup chudy kawałek i duś z warzywami w odpowiednim naczyniu na grillu lub zrób dziecku kanapkę z plasterkiem wędliny z wysoką zawartością mięsa i bez konserwantów + zaproponuj do tego grillowane warzywa w postaci szaszłyka i banana bio z grilla na deser.

 

dzieci

 

Jeśli chcesz wiedzieć więcej:

Jeśli chcesz dowiedzieć się jak wybierać parówki zajrzyj tu (klik).

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat odżywiania się dzieci i niemowląt, zajrzyj tu (klik).

2017

Podsumowanie 2017 – zaskoczenia, trendy, gnioty.

Trzy konferencje (Gdynia i Warszawa) z udziałem i wsparciem osób z niepełnosprawnościami, szkolenia, wykłady, spotkania, dawka wiedzy w sieci, kurs online. Tysiące zdjęć, komentarzy, rozmów z producentami, naloty na sklepy, kawiarnie, restauracje. Dzień Dobry TVN, Radio Gdańsk, Komisja Europejska w Brukseli, kilka wywiadów. Mój prywatny samochód celowo umazany w fusach po kawie, a innego dnia piękne, okrągłe kotlety z surowego mięsa mielonego za klamkami, niestety bez buraczków. Było kolorowo. Kocham to co robię i cieszę się, że przy okazji frajdy mogę pomagać innym. A jaki byl ten 2017 rok w sklepach? Równie ciekawy!

Trendy 2017 na plus!

Z dobrych trendów w 2017 roku, cieszy mnie obecna już prawie wszędzie moda na wędliny z wysoką zawartością mięsa i brakiem konserwantów. Naturalnie azotany są ale producenci zaczęli nas oszczędzać jeśli chodzi i dodatkową zawartość azotynu sodu. O azotynie więcej pisałam tu (kliknij).

Coraz większa ekspansja kaszy jaglanej jako dodatku do typowych zbożowych produktów to kolejny doskonały i zdrowy trend, przykładowo chrupki, musy z kaszą itp. 

Na rynku jest też coraz więcej „zdrowych fastfoodów”. Gotowe miksy śniadaniowe, gotowe dania obiadowe – i nie jest to żywność przetworzona. Proste składniki skomponowane w gotowe do przyrządzenia danie. Wady? Cena. Za gotowiec prawie zawsze trzeba więcej zapłacić ale nadal nie jest to kwota przewyższająca typowe, gówniane fasfoody. Bo owszem, hamburger może kosztuje ze 3 pln ale czy znasz kogoś, kto zamawia jednego i się nim naje? No właśnie. Więc porownując ceny – nadal zdrowy fastfood wychodzi taniej. 

Bardzo cieszy mnie powiększające się grono polskich producentów usprawniających swoimi propozycjami naszą krzątaninę w kuchni: producentów past do kanapek, baz do zup, mieszanek do obiadów, batonów z ziarnami i pestkami itd. Często bardzo ciężko im się przebić na rynku wśród prawdziwych gigantów, ale zachęcam Was do działania, nie poddawania się i kontaktu – wartościowe produkty można i trzeba promować w social mediach.

Dobrym trendem jest również powolne odchodzenie od produktów typu LIGHT – obserwuję coraz mniej propozycji z tej grupy na półkach. Coraz bardziej świadomy konsument wie, że to najczęściej ściema, a chyba jedną z niewielu grup LIGHT, którą warto kupować jest nabiał. Ale nie zawsze 0 % – raczej 1.5, jeśli nie ma przeciwwskazań do znacznego ograniczenia tłuszczów w diecie.

Warto też zwrócić uwagę na trend dotyczący pieczywa – coraz więcej jest na rynku mieszanek do samodzielnego wypieku. Dostępne są przykładowo produkty bez mąki, gdzie upieczenie własnego bochenka nie wymaga ani specjalistycznego sprzętu ani nadzwyczajnych umiejętności. Taki chleb ma co prawda zdecydowanie wyższą kaloryczność oraz nieco niższą wartość odżywczą niż ziarna i pestki nie poddane obróbce cieplnej, ale stanowi przyjemne urozmaicenie jadłospisu.

Trendem, który obserwuję z pewnym dystansem jest zastępowanie cukru zamiennikami. O ile z jednej strony ma to sens (nadmiar cukru jest słaby), o tyle w produktach dla dzieci nie widzę aż tylu zalet. Dlaczego? Walka z nadmiarem cukru nie polega na zamianie jednego produktu słodkiego na inny. Chodzi o to, aby coś zrobić z nawykiem, może nie pozbyć się go – raczej zamienić środkową część. Wskazówka i nagroda zostają, ale ładowanie cukru zamieniamy na coś innego. Warto, aby to coś innego było coraz mniej słodkie z czasem lub wręcz zamieniło się w coś innego niż jedzenie. Trudne, wiem. Ale da się. Jeśli produkty oparte na ksylitolu mają pomóc i być etapem przejściowym – ok. Natomiast zamiana setek kilogramów cukru na setki kilogramów ksylitolu jest dla mnie lekko dyskusyjna w kontekście przyszłościowym.

Gnioty 2017.

Na pewno zwróciliście uwagę na coraz silniejszy, mocno zaznaczony w 2017 roku trend dotyczący opakowań, tzn. nie podawanie numerka tylko opisanie dodatków do żywności pełną nazwą chemiczną. Konsument rzucający okiem na etykietę nie widzi symbolu 'E’ – czyli jest ok i pakuje produkt do koszyka. Każdemu z nas zdarzyło się to nie raz, prawda? Jest na to rada. Jeśli prosty produkt typu jogurt ma kilka linijek tekstu – odkładamy na półkę. Są wyjątki, jasne. Przykładowo dobre, kilku składnikowe musli może mieć 10 linijek tekstu bo taką ma zawartość. Ale to są wyjątki.

Pieczywo i dział cukierniczy w supermarketach nadal jest totalnym dramatem. Tzw. „produkcja własna” to miejsce, gdzie mogłabym nakręcić kilkugodzinny LIVE – oj, czego tam nie ma. Etykieta prostego tak naprawdę ciasta drożdżowego służyła mi na warsztatach do nauczania o dodatkach spożywczych i uwierzcie – byliśmy wszyscy w lekkim szoku. Dwadzieścia – trzydzieści składników.

Smutnym tematem jest nadal produkcja oleju palmowego na pewnych obszarach, chów klatkowy, hodowla przemysłowa itd. Jest to trudny temat, bo ludzie nadal chodzą na kurczaki, nadal jedzą tony żywności zawierającej jajka i produkty pochodne, nadal spożywają setki kilogramów ciastek z tłuszczami utwardzonymi itd. – dopóki to się nie zmieni, nie ma szans na cokolwiek. A zdaje się, że nie zmieni się jeszcze długo. Ciężko produkować tanie ciastka czy kurczaki w panierce na tony, dysponując wolnym wybiegiem czy hodowlą szczęśliwych zwierząt – to po prostu nierealne. Dlatego zachęcam do stopniowego ograniczania produktów pochodzenia zwierzęcego w naszym jadłospisie

Dziwi mnie też ciągła obecność słabych markowych produktów, np. parówek i dalsze pakowanie kasy w dzialania marketingowe wokół nich. Przypomina mi to trochę sytuację sprzed wielu lat, gdy różne znane marki wykładały się na swoich złotych strzałach.

Drodzy Szefowie Działów i inne Tęgie Głowy Marketingowo-Storytellingowe – może pora zatrudnić wizjonera z wykształceniem przynajmniej korespondującym z dietetycznym, hmm?

Co jeszcze? Cukier pod różnymi nazwami. Zdarza się, że słodki składnik widzę na etykiecie w pięciu miejscach… Jedyne co nas ratuje to tabela wartości odżywczych, która nie powinna kłamać. Ale jak wiadomo bywa różnie, o czym mówiłam podczas mojej wizyty w Dzień Dobry TVN w pierwszej połowie 2017. Przykładowo, ostatnio wpadła mi do ręki etykieta miodowego batona, gdzie producent deklaruje 6.28g cukru na 100g produktu co jest niestety nierealne. Napisałam w tej sprawie i czekam na odpowiedź – ewidentna pomyłka, co się zdarza. Czasami przypadkiem, czasami celowo.

Irytującym tematem są sztuczki typu sektor PREMIUM, gdzie (poza ceną) nadal nie wiem jakie jest kryterium tego „premium”, bo z pewnością nie dobry skład, oraz „TRADYCYJNE„, gdzie chemia spożywcza rozgościła się na dobre, co jest najzwyczajniejszym na świecie oszustwem.

Ale chyba najgorszym trendem w 2017 roku jest coraz częstsza obecność żelków z dodatkami, zwłaszcza w aptekach. Jestem wręcz obsesyjnie uczulona na tego typu produkty, bo nawet przy dawkowaniu 2 szt dziennie – po 1. jest to dodatkowa porcja cukru KAŻDEGO dnia, po 2. nadmiar cukru nigdy nie jest dobry, choćby połączony był z różnymi przecudownymi składnikami, po 3, uczymy dzieci FATALNYCH nawyków i w końcu po 4. nie każdy jest w stanie powstrzymać się od zjedzenia większej ilości niż DWA, prawda…?

Produkty dla dzieci.

Tu niestety nie jest kolorowo. Rynek produktów dla dzieci to nadal, w 2017 roku, jeden wielki dramat i kompletna samowolka, zwłaszcza w sektorze produktów dla NIEMOWLĄT. Niestety robię autentyczny bojkot działów dziecięcych, polecając Rodzicom kupowanie prostych produktów z innych półek, a FOR KIDS omijamy szerokim łukiem. Zwłaszcza płatki śniadaniowe. Pod płaszczykiem „wielozbożowości” i innych czczych obietnic znajdziemy zwykle tonę cukru, który owszem smakuje ale niestety uzależnia i nadmiar tego składnika w diecie jest bardzo niebezpieczny, zwłaszcza dla dzieci.

Trendem, o którym wspominałam wyżej, a który zaznacza się w 2017 są produkty, np. napoje z zamiennikami cukru. Obserwuję to zjawisko z niepokojem, bo tak jak mówiłam – ma to sens (nadmiar cukru jest słaby), ale w produktach dla dzieci niesie pewne niebezpieczeństwo. Dziecko nie rozumie często dlaczego nie może pić pysznego słodkiego napoju, Rodzic nie zawsze chce lub potrafi to wytłumaczyć. Natomiast oszukiwanie siebie i młodego konsumenta, że na rynku są „zdrowe” napoje, żelki czy lizaki – to duży błąd, mający szereg negatywnych konsekwencji, ciągnących się latami, a kończący się najczęściej w lekarskim gabinecie. 

O parówkach dla dzieci pisałam tu (kliknij), na szczęście tekst szeroko rozniósł się w sieci i szczerze mówiąc nie chcę podnosić sobie ciśnienia pisząc o tym ponownie.

Z pozytywnych rzeczy zaznaczonych w 2017 roku:

  • Kolorowe wody, które kolory mają jedynie na opakowaniach, a w składzie czysta woda. Fajnie.
  • Powolna ekspansja produktów o dobrym, prostym składzie, np. bez konserwantów, z dodatkiem kaszy jaglanej itd.
  • Barwniki naturalne – jest ich coraz więcej na rynku ale nadal za mało.
  • Kaszki i dodatki polskich producentów, o banalnym, dobrym składzie – droższe ale lepiej na to niż na tonę zabawek, serio.

Jak widzisz niewiele tu można dodać, ten sektor nadaje się do gruntownej przemiany, ale gdy zapytałam speców w Komisji Europejskiej co i jak zrobić w tej sprawie – okazało się, że nie jest to proste i jeszcze długa droga przed nami. Pozostaje zatem czytać etykiety i omijać produkty dedykowane szerokim łukiem. Dotyczy to również menu dla dzieci w restauracjach, gdzie w 90% przypadków zawsze jest ten sam byle jaki, fatalny zestaw.

Tak przy okazji, jeśli Ci mało i chcesz przeczytać podsumowanie 2016, to jest ono tu (kliknij).

Co robić? Jak żyć?

Na luzie żyć! Oddzielić emocje od jedzenia! Odżywianie to nie wyścig szczurów ani pole do autosabotażu. Warto próbować nowych produktów, nowych smaków, bo każda nowość budzi nasz śpiący pod kołderką rutyny mózg na nowo do życia. Nawet jeśli coś ma gorszy skład, można sprobować i tyle.

A jeśli popełnisz błąd? Trudno. Każdemu z nas to się zdarza i nie ma w tym nic wielkiego. Istotne w popełnianiu błędów jest to, jak z nich wyjdziesz. Trauma i wyrzuty sumienia nie są potrzebne. Podziękuj za lekcję i idź dalej. Odpuszczanie jest czasem dobre i zdrowe, pod warunkiem, że nie jest sposobem na życie. To, że jeden raz odpuścisz nie przekreśla przeszłości ani przyszłości.

A jeśli nawet ten błąd jest duży to co się stanie? NIC. Jeśli ktoś Cię ocenia, lub komuś coś się nie podoba to co się staie? NIC. I w momencie, gdy zdasz sobie z tego sprawę, świat stanie się bardziej przyjaznym miejscem do życia, gwarantuję.

A wy, Drodzy Producenci Gniotów – ogarnijcie się, pliz. 

Wiem, że na żywności dla dzieci da się zarobić najwięcej, ale serio, czy naprawdę warto? Jeśli musicie ładować gdzieś ten swój tani syf, dodawajcie go do produktów dla osób dorosłych – mniej lub bardziej ale świadomych tego, co pakują do swoich biednych żołądków.

A jeśli nie wzrusza Was płacz naszych organów wewnętrznych i nie chcecie zmieniać składów swoich gównianych produktów – brnijcie dalej w swoje marketingowe sztuczki, na które nabiera się coraz mniej z nas. Ładujcie dalej grube miliony w reklamy z idiotyczną treścią i kłamliwym zdjęciem. Będę miała o czym pisać i z czego się pośmiać przynajmniej, bo nawet kijem bym nie dotknęła niektórych produktów, które oferujecie i to często z półki PREMIUM.

Chciałabym napisać…

Listę spektakularnych rzeczy i z uśmiechem na ustach wklejać #bestin2017 ale nie znoszę braku autentyczności u innych, tym bardziej u siebie. Ten 2017 był bardzo trudny dla mnie, pod każdym możliwym względem. Tym bardziej dziękuję wszystkim, którzy bezinteresownie i interesownie wspierali mnie we wszelkich działaniach, oraz tym którzy próbowali pomagać ale nie wiedzieli jak albo wyszło odwrotnie.

Tak jak Ty, ja również podnoszę się kolejny raz, wyciągam wnioski i idę do przodu. Bo na tym ta zabawa zwana życiem polega.

Jeszcze tylko mały detalik…

Tak dla przypomnienia.

Nie bierz tego co jest w sieci czy w TV 1:1, czyli zbyt dosłownie. Pamiętaj, że to co widzisz, to tylko część prawdy. Nigdy nie jest tak, że ich życie jest takie piękne i kolorowe, a Twoje nudne i beznadziejne…

Choroby, nerwy, strata czy brak szczęścia nie omija nikogo z nas. Za pięknymi i dalekimi podróżami chowa się stres i często mordercze zmęczenie, za sukcesami prawie zawsze stoi wiele fuckupów, za uśmiechniętą buzią – smutek i bezsilność, a za wyrzeźbionym ciałem czy medalem – godziny ćwiczeń i litry potu. Ale to właśnie one czynią z nas coraz silniejszych ludzi, gotowych na jeszcze trudniejsze zadania. Bo życie to nie jebajka. Tak mówią, ja to potwierdzam, a Ty o tym pamiętaj, gdy następnym razem będziesz zazdrościła ładnej, chudej pani z telewizji…

rakotworcza szynka parowki

Czy szynka i parówki są rakotwórcze?

Czy spożywanie szynki lub parówek może przyczyniać się do zwiększonego ryzyka występowania nowotworów? To trochę tak, jakbyście zapytali mnie czy palenie papierosów jest rakotwórcze. Nie wierzycie? To przeczytajcie!

Było, minęło.

Pamiętam jak 2 lata temu w spożywce zawrzało, zakotłowało się, a następnie wszystko zostało przykryte kotarą 'eeee luuuuz’ i zamiecione pod dywan 'przecież wszyscy jedzą i żyją’.

Dziś już nikt o tym nie pamięta, a jak wrzucam na Instagram lub Facebooka jakąkolwiek wędlinę lub parówki pisząc, że są „be”, dość duża grupa osób jest bardzo zdziwiona – o co w ogóle chodzi?

Zacznę więc od początku.

Jest coś takiego jak Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC), która powołuje ludzi, którzy badają różne czynniki w kontekście działania rakotwórczego dla człowieka (seria wydawnicza IARC Monographs on the Evaluation of Carcinogenic Risks to Humans). Niezależnie od ocen IARC lub wykorzystując te oceny, w Unii Europejskiej, Niemczech i USA ustala się i publikuje własne wykazy lub listy czynników, które zostały uznane za rakotwórcze. Inne kraje opracowują swoje wykazy na podstawie danych pochodzących z wymienionych organizacji międzynarodowych lub danych z USA i Niemiec.

Na podstawie przyjętych kryteriów oceny dowodu działania rakotwórczego, mamy cztery kategorie czynników rakotwórczych dla ludzi.

Grupa 1 – istnieje wystarczający dowód działania rakotwórczego na ludzi. 

Grupa 2 –  prawdopodobne kancerogeny (2A) lub przypuszczalne kancerogeny (2B).

Grupa 3 – czynniki nie mogą być zaliczone do żadnej innej grupy.

Grupa 4 – prawdopodobnie nie są rakotwórcze dla ludzi. 

Problem w tym, że…

  • Wędliny, parowki i inne przykłady przetworzonego mięsa zostały zakwalifikowane do grupy 1. Owszem, dobrze przeczytaliście, to nie pomyłka. Istnieją wystarczające dowody działania rakotwórczego.

Pisząc „przetworzone mięso” mam na myśli mięso poddane obróbce takiej jak: solenie, fermentacja, wędzenie lub innym procesom przeprowadzonym w celu zwiększenia smaku lub poprawy trwałości. Przykłady przetworzonego mięsa obejmują parówki, szynkę, kiełbasy, przetwory mięsne oraz sosy.

  • Do grupy 2A (prawdopodobnie rakotwórcze) zostało zakwalifikowane czerwone mięso, a więc: wołowina, cielęcina, wieprzowina, jagnięcina, baranina.

To nie jest banda oszołomów.

Nie ma co wyzywać czy obrażać się na grupę badawczą z IARC – TO NIE SĄ PRZYPADKOWE WYNIKI uzyskane przez kilku spiskowców na małej grupie.

Naukowcy odpowiadający za wyniki dotyczące mięsa to grupa robocza złożona z 22 ekspertów z 10 krajów. Przeanalizowali oni ponad 800 badań, które dotyczyły ponad dwunastu rodzajów raka związanych z konsumpcją czerwonego mięsa lub przetworzonego mięsa w wielu krajach i populacjach o różnych dietach.

Najbardziej wpływowym dowodem były duże prospektywne badania kohortowe przeprowadzone w ciągu ostatnich 20 lat.

Co z tym rakiem?

Obserwacje dotyczą głównie występowania raka jelita grubego (mięso przetworzone), ale obserwowano również związek w przypadku raka trzustki i raka prostaty (czerwone mięso).

O jakich ilościach mówimy?

Ryzyko występowania raka jelita grubego zwiększało się już przy spożyciu 50 g przetworzonego mięsa dziennie.

Ile to jest 50 g? JEDNA parówka dziennie LUB kilka plastrów szynki.

Czy jedzenie szynki jest tak samo niezdrowe jak palenie tytoniu?

Klasyfikacja odzwierciedla jedynie siłę naukowych dowodów na to, czy środek powoduje raka u ludzi, a nie jak silny ma wpływ na ryzyko rozwoju raka.  Dlatego porównania w ramach kategorii nie mają za bardzo sensu. 

Czyli naukowcy są tak samo pewni, że szynka, parówki i palenie przyczyniają się do powstawania nowotworów u ludzi, natomiast co jest „gorsze”? A, to już inna bajka i o tym z klasyfikacji się nie dowiesz.

Nie można na podstawie wyników tych badań powiedzieć, że „plaster szynki wywołuje nowotwory tak silnie jak jeden papieros”, ale można śmiało głosić, że ” istnieją wystarczające dowody działania rakotwórczego na ludzi zarówno jeśli chodzi o szynkę, jak i papierosy”.

Dlaczego mięso może być szkodliwe i rakotwórcze?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jest kilka czynników, m.in. obecność związków azotowych, zwłaszcza azotynów, z których mogą powstać rakotwórcze nitrozoaminy. Azotyny i nitrozoaminy wykazują szeroki negatywny wpływ na zdrowie. Przykładowo, azotyny utleniają jony żelaza zawarte w hemoglobinie, w wyniku czego powstaje methemoglobina. Czerwony barwnik krwi traci zdolność transportowania tlenu, co prowadzi do niedotlenienia ośrodkowego układu nerwowego i mięśnia sercowego. Jest to szczególnie niebezpieczne u niemowląt i małych dzieci (w ich organizmach dużo szybciej dochodzi do przekształcania azotanów w toksyczne azotyny). Ale azotany to nie wszystko. Drugim czynnikiem są rakotwórcze związki powstające w wyniku obróbki cieplnej (smażenie, palenie na grillu, wędzenie itd). Wędzona szynka bez azotynów też jest szkodliwa.

Jak żyć?

American Cancer Society od dawna zaleca dietę, która ogranicza przetworzone mięso i czerwone mięso, a bazuje na warzywach, owocach i pełnych ziarnach. Wytyczne American Cancer Society dotyczące odżywiania i aktywności fizycznej w zapobieganiu chorobie nowotworowej zalecają wybieranie ryb, drobiu lub fasoli zamiast czerwonego i przetworzonego mięsa.

Co mogę zrobić już dziś?

Z pewnością nie panikować. Spróbuj przyjrzeć się temu co jesz. Czy jest posiłek, gdzie możesz w jakiś sposób ograniczyć spożycie przetworzonego mięsa? Jajecznica bez boczku / szynki? Kanapka z hummusem lub inną pastą zamiast szynki? Makaron z sosem pomidorowym i czerwoną fasolą zamiast mięsa mielonego? Warto zacząć od drobnych kroków, zwłaszcza jeśli kochasz mięso. To nie znaczy, że masz je odstawić natychmiast. Jedyne do czego Cię dziś zachęcam to rezygnacja z parówek, a jeśli już to wybieranie tych wysokiej jakości, czyli zawartość mięsa powyżej 97% plus brak azotynów dosypanych – pamiętasz mój mini poradnik (kliknij)? Plus ograniczenie spożycia mięsa czerwonego. Tyle, na ile się da. Metoda małych kroków, metoda świadomego jedzenia wydaje się być najprostszym sposobem na zdrowsze życie i lepsze samopoczucie. Jeśli czujesz, że sama nie dasz rady – śmiało odezwij się do mnie. Możemy pogadać, spotkać się, wspólnie zaplanować działania. Jedno jest pewne. Nie odwlekaj tego. Nie od jutra, nie od poniedziałku, nie od nowego miesiąca czy roku.

Zacznij teraz, dziś. Na zakupach kup mniej szynki, odpuść parówki, kiełbasę, zamiast większej porcji czerwonego mięsa wybierz mniej, lub białe mięso, a najlepiej czerwoną lub białą fasolę (może mix mięso plus fasola?). Drobne kroki, duże efekty. To jest moja filozofia w odżywianiu, tego uczę swoich podopiecznych i uwierzcie mi – da się.

Kategorie: Temat miesiąca
parówki

Jak wybierać parówki?

Zaciekawiła mnie obecność wielu rodzajów parówek do wyboru w jednym ze sklepów, cenowo podobnie, mięsność podobna – co robić? Które wybrać…?

Najlepiej żadne. Nie jestem fanem parówek, zdarza mi się zjeść hot-doga ale nikt nie przekona mnie do tego, że jest to produkt warty częstego spożycia. Natomiast dla kochających parówki przygotowałam małe zestawienie, aby ułatwić Wam wybór.
Sama jestem ciekawa, czy za coraz wyższą ceną idzie w parze lepsza jakość produktu.

Na co zwrócić uwagę?

Należy zwrócić uwagę przede wszystkim na zawartość mięsa, co można z grubsza zweryfikować sprawdzając zawartość białka oraz tłuszczu. Jeśli producent deklaruje wysoką mięsność, zwłaszcza przy obietnicy fileta lub innego chudego fragmentu mięsa w składzie, a wg tabeli mamy ponad 30g tłuszczu na 100g produktu i zaledwie kilka gram białka, to coś tu nie gra. Albo jest to mięso (czyli więcej białka, a mniej tłuszczu – w porównaniu z gorszej jakości produktami) albo go nie ma!

Ranking.

Celowo ułożyłam produkty cenowo, od najtańszego. Tym razem wyłącznie produkty z Lidla. Ceny podane są za 100g produktu.

Parówki drobiowo-wieprzowe – 0.80pln.

parówki

Mięso 43%, w tym tłuszcz wieprzowy, skóry wieprzowe, bajery, azotyn sodu (szkodliwy konserwant).

Białko 11g, tłuszcz 20g.

Parówki wieprzowe – 1.35pln.

parówki

Mięso 83%, trochę bajerów ze wzmacniaczem i azotynem sodu łącznie,

białko 14g, tłuszcz 26g.

Parówki z szynki wieprzowej – 1.80pln.

par1

Mięso 93%, sporo bajerów ze wzmacniaczem i azotynem sodu łącznie,

białko 14g, tłuszcz 24g.

Parówki z szynki 'Pure’ – 1.95pln.

parówki

Mięso 93%, skład w miarę, chociaż jakie przyprawy i jakie aromaty…?

Białko 14g, tłuszcz 24g.

Piratki – 2.00pln

parówki

Mięso 93%, skład w miarę, chociaż jakie przyprawy i jakie aromaty…? Nie wiadomo! Skład niemal identyczny jak 'Pure’.

Białko 14g, tłuszcz 24g.

Kiełbaski z szynki lekkie – 2.50pln.

parówki

Mięso 83%, w składzie są difosforany i azotyn sodu,

białko 14g, tłuszcz 18g (czyli trochę mniej).

Podsumowanie.

Najtańsze parówki – każde i wszędzie – zdecydowanie odradzam. To nawet w połowie nie jest mięso.

Średnia półka – można znaleźć lepsze (tutaj są to 'pure’) i słabsze (tu wieprzowe) w podobnej cenie ale jak widać wystarczy naprawdę niewiele dopłacić (0,15pln/100g) za lepszą jakość.

Dziecięce parówki Piratki podobne są do tych 'pure’, czyli w miarę w porządku i bez szkodliwego konserwanta.

Najdroższe kiełbaski poza mniejszą zawartością tłuszczu nie wyróżniają się zbytnio, bez sensu przepłacać.

Czyli wziąć najdroższe, droższe i średnie, porównać i wybrać te z mięsem, a najlepiej bez konserwantu.

Parówki mają raczej więcej wad niż zalet ale jeśli ktoś kocha i musi – warto wybierać z głową, da się znaleźć lepszy produkt w dobrej cenie.

Kategorie: Porównanie

Mięso mielone paczkowane.

Wydaje się banalne. Idziesz do sklepu po mięso, chłodnia pełna tacek. Mięso mielone paczkowane w atmosferze ochronnej, więc o co chodzi?

Czy da się kupić dobre mięso mielone paczkowane?

Da się, ale trzeba dobrze poszukać. Mięso mielone ma to do siebie, że psuje się najszybciej spośród wszystkich porcjowanych mięs i nie ma w tym nic dziwnego, że w celu przedłużenia czasu przydatności do spożycia, należy czegoś tu dosypać. W przeciwnym razie zatrucie murowane. To prosty rachunek zysków i strat. Zatem zamiast oburzenia warto zastanowić się co zrobić.

Proste rozwiązania.

Najlepiej, gdy miła Pani zmieli wybrany kawałek mięsa przy Tobie, a Ty przyrządzisz zakup tego samego dnia.

Jeśli nie, poszukaj sklepu, gdzie mięso dostarczane jest codziennie świeże – wtedy nie trzeba kupować produktu wzbogaconego.

Jeśli nie zamierzasz wychodzić z domu przez kilka dni, a mięso musisz kupić dziś – trudno. Wybierz z dłuższą datą ale nie marudź, że 1/10 składu to dodatki. Coś za coś!

A może zamiast mięsa, spróbuj ulubionego dania z dodatkiem np. fasoli czerwonej, czarnej, mung…? Będzie równie pysznie, a zdrowiej. Może na wstępie zrób pół na pół? Trochę fasoli i trochę mięsa. Co Ty na to?

Przykłady.

mięso mielone mięso mielone mięso mielone mięso mielone mięso mielone mięso mielone

Jak widać, mielona wołowina zwykle sprzedawana jest 'czysta’. Niestety wg wskazówek WHO nie jest to najlepszy wybór, jeśli chodzi o częste spożycie mięsa. Z innych gatunków, w lidlu trudniej znaleźć produkt bez dodatków. Najmniej zawiera to z indyka.

Podsumowanie.

Dodatek soli jest najbardziej naturaną metodą konserwacji, natomiast różne cuda wianki – zwłaszcza jeśli ktoś kocha mięso i je codziennie? Kwestia indywidualna. Możesz jeść przez 30 lat i no problem, możesz po jednym razie mieć niestrawność. Życie to sztuka wyboru, namawiam do wybierania roślinnych źródeł białka częściej, niż tych pochodzenia zwierzęcego. Mięso naprawdę nie jest aż tak zdrowe jak myślisz. A na dobrze zbilansowanym roślinnym można nawet zbudować formę na siłce, serio.

Kategorie: Porównanie
szynka bez konserwantow

Szynka bez konserwantów – czy to możliwe?

Na wstępie zaznaczam, że nie polecam spożywania wędlin, a parówki wręcz ODRADZAM. Jednak ponieważ część z Was lubi i kupuje, postanowiłam dowiedzieć się czegoś na temat zdrowszej alternatywy – czy faktycznie mamy wybór? Czy istnieje szynka bez konserwantów?

Na opakowaniach kilku produktów dostępnych na rynku możemy przeczytać informację 'bez konserwantów’ – o zawartość azotanów zapytałam kilku producentów mających w ofercie szynkę i parówki 'bez konserwantów’, oto wnioski:

1. Piratki, Lidl – mimo wielokrotnego przypominania i pytań, maili i wykonanych telefonów nie udało mi się uzyskać informacji na temat produktu.

2. Balcerzak – napisałam do producenta produktu bez konserwantów – brak odpowiedzi.

3. Żarłaki, Konspol – uzyskałam wyczerpującą, uprzejmą (mimo pytań dodatkowych) odpowiedź oraz pozwolenie na publikację.

Parówki i szynka bez konserwantów – czy rzeczywiście nie ma tam azotynu sodu?

Jak to możliwe, że paczkowane mięso bez dodatku azotanów nie psuje się przez 7-14 dni?

szynka bez konserwantow

szynka bez konserwantow

A może azotyn dodawany jest wcześniej? Co to za 'zestaw przypraw naturalnych’?

szynka bez konserwantow

’Azotyny pochodzenia naturalnego’ to brzmi podejrzanie…

szynka bez konserwantow

I wszystko jasne.

Jak jest z innymi produktami? Czy podobnie? Nie wiem, ale jak się dowiem to dam Wam znać!

Kategorie: Raporty

Czego nie jeść w ciąży?

Wszystko jest kwestią prawdopodobieństwa, nie dajmy się w ciąży zwariować ale… Nikt nie zagwarantuje Ci, że będziesz w tych 999 osobach na 1000, którym nic się nie stało. Czasem lepiej dmuchać na zimne, zatem czego warto unikać:

  1. Produkty niepasteryzowane.

    Ze względu na obecność pasożytów: nabiał (mleko, sery, kremy w deserach itd.) oraz soki (jednodniowe, z cukierni/restauracji gdzie 'świeżo zrobione’ soki stoją Bóg wie ile czasu po zrobieniu). Najlepiej sprawdzać: na opakowaniu ZAWSZE jest napisane, np. na serze: 'z mleka pasteryzowanego’ (można) lub 'z mleka surowego’ (nie można). Jest naprawdę dużo smacznych produktów pasteryzowanych, po co ryzykować?

  2. Produkty surowe.

    Ze względu na obecność pasożytów: mięso (ryby też), jajka. Ale też mięsa półsurowe oraz upieczone poprzedniego dnia, mięsa 'na zimno’, pasztety (dobrze byłoby podgrzać przed spożyciem). Z surowizną nie ma zmiłuj w ciąży.

  3. Wątróbka.

    Jeśli ktoś musi to sporadycznie, ze względu na zawartość witaminy A (wysokie dawki nie są korzystne, przy okazji: kremy z retinolem do twarzy też nie są wskazane!) oraz innych 'cudów’ (wątroba magazynem wielu substancji jest).

  4. Sól.

    Wysokie dawki nie są korzystne z uwagi na ryzyko nadciśnienia i obrzęków. Czyli można, ale nie na tony.

  5. Produkty zawierające kwas fosforowy, difosforany.

    Np. cola, natomiast difosforany są w bardzo wielu produktach (sprawdzaj skład!). Zaburzenia w stężeniu fosforanów we krwi są ściśle sprzężone ze zmianami stężenia wapnia (a wapń jest ważnym pierwiastkiem w ciąży jak wiecie).

  6. Kofeina.

    Mówią, że jedną małą kawkę można. Z herbatami też bez przesady! W organizmie kobiet ciężarnych metabolizm kofeiny jest znacznie wydłużony, a kofeina i jej metabolity swobodnie przechodzą przez łożysko do płodu. Wysokie dawki kofeiny są na serio niebezpieczne. Może więc lepiej bezkofeinową lub zbożową…? Wystarczy poprosić kelnera o alternatywę- teraz kawę bezkofeinową dużo łatwiej dostać niż kilka- kilkanaście lat temu.

  7. Miód z nieznanego źródła lub spoza UE.

    Więcej o tym znajdziecie tu oraz tu).

  8. Produkty zawierające tłuszcze trans.

    Szukajcie hasła 'utwardzane’ na opakowaniu, czyli większość fastfoodów i słodyczy zawierających tłuszcz, niestety. Substancje te przechodzą przez łożysko, czyli faszerujecie bobasa pływającego w brzuchu fastfoodem, jeszcze zanim się urodził- bez sensu. Trzeba ograniczać na tyle na ile się da (rzadko, raz na jakiś czas nie powinno dzidzi zrobić krzywdy).

  9. Produkty nadpleśniałe.

    Nawet jeśli odkroisz ten brzydki kawałek. Tu nie ma innej opcji- wyrzuć, nie truj dziecka.

  10. Produkty z długą listą składników.

    Czyli tzw. chemia spożywcza: ograniczać a najlepiej unikać! Zwłaszcza konserwantów np. zawartych w wędlinach (działanie rakotwórcze), sztucznych barwników, słodzików i innych 'przecież nie są szkodliwe’ bajerów. Na tyle na ile się da- jak najmniej chemii bobasowi podawać- i tak dostanie swoją dawkę poźniej, niestety.

  11. Napoje zawierające alkohol.

    Mówią, że łyczek wina do obiadu można…ale ŁYCZEK! Oczywiście każda ilość alkoholu może zaszkodzić, trzeba o tym pamiętać.

  12. Leki, suplementy, witaminy (zwłaszcza A).

    Absolutnie ŻADNYCH leków NIE WOLNO ordynować sobie samemu. Trzeba zapytać lekarza (lub farmaceuty) i kropka. Jeśli chodzi o witaminy i preparaty bez recepty- tak samo. Są na rynku propozycje dla kobiet w ciąży i karmiących ale zawsze warto się skonsultować, każda ciąża jest inna.

  13. Brudne owoce i warzywa typu 'prosto z krzaczka’.

    Nie radzę (pasożyty). W ciąży (i nie tylko) trzeba wszystko myć. Ręce też.

  14. Zioła (herbatki, przyprawy).

    Zapytać lekarza. Są takie, które można (np. rumianek, bazylia) oraz takie, z którymi ostrożnie lub zakaz (np. dziurawiec, tymianek, rozmaryn itd.) lepiej upewnić się, z niektórymi ziołami nie ma zabawy.

  15. Napoje gazowane.

    Ze względu na dwutlenek węgla- niektórym nie służą, więcej o tym przeczytacie tu.

  16. Tonik.

    Ze względu na chininę (po co bobasowi?).

  17. Niektóre ryby.

    Nie wszystkie są polecane ciężarnym, więcej o tym znajdziecie tu.

  18. Herbata zielona w nadmiarze.

    Nie tylko ze względu na kofeinę, również z uwagi na katechiny- blokują enzym potrzebny do obróbki kwasu foliowego, a jak na pewno wiecie kwas foliowy jest potrzebny i musi być elegancko obrabiany w waszym organizmie bo dzidzia go potrzebuje. Raz na jakiś czas nie powinna zaszkodzić ale jeśli piłaś 5 filiżanek dziennie to teraz zapomnij.

  19. Cukier.

    W umiarkowanych ilościach jak najbardziej! Na tony absolutnie nie. Jeśli chcecie nauczyć się prostych obliczeń, aby samodzielnie obczajać zawartość cukru w produktach- zajrzyjcie tu.

  20. Produkty zawierające fruktozę.

    Nie demonizowałabym, ale jednak zwracam Waszą uwagę na nie, więcej o tym znajdziecie tu.

Zajrzyjcie też do listy produktów, które mogą utrudnić Wam powrót do formy sprzed ciąży.

Gratuluję Dziewczyny! Uważajcie na siebie, dbajcie o siebie i wyluzujcie- wszystko będzie dobrze!

Trzymam kciuki <3 !!!

 

Follow my blog with Bloglovin