piersi

14 faktów dotyczących piersi, o których nie wiedziałaś

1. Ładna skóra to efekt pracy, bo geny to nie wszystko.

Jeśli jesteś przeciętną Polką, pewnie bardziej dbasz o swoją twarz niż o piersi. A jak nie dbasz o biust, w pewnym momencie on Ci to wypomni. Dbanie to nie tylko zdrowe, zbilansowane odżywianie, wpływające od środka na jakość skóry. To również regularne badania, PIELĘGNACJA kremami, olejkami, oraz zabiegi. Zwłaszcza podczas zmian masy ciała, w ciąży, w trakcie i po karmieniu piersią – nasza skóra zmienia się, traci elastyczność. Warto o nią dbać, aby fajnie wyglądała przez długie lata, niezależnie od zmian w naszym życiu. 

2. Badanie nie boli.

Tak jak badanie węzłów chłonnych, migdałków, osłuchiwanie płuc – badanie piersi to zwykły, neutralny dotyk. Ponieważ część kobiet jednak czuje niechęć do samodzielnego badania lub zapomina o tym – warto coś z tym zrobić. Jeśli z jakiegoś powodu nie robisz tego, warto poprosić o pomoc Partnera lub lekarza podczas wizyty. Raz na jakiś czas, np. raz w roku dobrze jest wykonać kontrolne usg piersi. Ale wiesz co jest najważniejsze? Nie wystarczy o tym wszystkim pamiętać, nie wystarczy przytakiwać. To trzeba ROBIĆ! Jeśli się boisz – ok, bój się. Ale badaj.

3. Nie ma głupich pytań.

O wiele głupsze wydaje się pozostawanie latami w niewiedzy, nic z tym nie robiąc. Jeśli nie wiesz jakich preparatów używać do pielęgnacji biustu – zapytaj farmaceutę. Jeśli nie wiesz jak samodzielnie badać piersi, jeśli wydaje Ci się, że znalazłaś coś niepokojącego – po prostu zapytaj – najlepiej lekarza. Nie wstydź się, dla niego to codzienność.

4. NIE wszystko co znajdziesz, jest groźne.

Nie każda zmiana jest groźna, dlatego nie musisz martwić się, jeśli wyczujesz coś pod skórą. Wręcz przeciwnie! Im szybciej odkryjesz, że coś się dzieje, tym lepiej bo prawie zawsze łatwiej poradzić sobie z drobnymi zmianami, które mogą okazać się czymś błahym. Ale i w przypadkach poważniejszych dolegliwości medycyna świetnie daje sobie radę. Strach przed znalezieniem ‚czegoś’ nie powinien Cię w żaden sposób blokować, to tylko niepotrzebny stres, bez racjonalnego uzasadnienia.

5. Amputacja piersi NIE jest leczeniem z automatu.

Wiele kobiet boi się badania, bo jeśli coś znajdą, na bank skończy się to amputacją piersi. To BZDURA. Nawet jeśli coś znajdziesz, dalsze postępowanie zależy od wielkości i charakteru zmiany. Leczenie oszczędzające pierś przeprowadza się ZAWSZE wtedy, gdy nie ma ku temu przeciwwskazań i jest to tryb STANDARDOWY. Dlatego najlepiej badać się regularnie i reagować od razu, gdy tylko pojawi się coś niepokojącego. Wtedy szansa na leczenie oszczędzające jest największa.

6. Nowe piersi możesz mieć od ręki.

Gdy nie można oszczędzić piersi, lekarze starają się, żeby pacjentka obudziła się z nową piersią. Co to oznacza? Idziesz na zabieg usunięcia zmiany, lekarz robi swoje, a Ty budzisz się bez nowotworu, z nową, piękną piersią. Nie ma etapu przejściowego, jeśli nie jest konieczne dalsze leczenie. Otwierasz oczy i jest tak, jak było. Czasem potrzeba dwóch zabiegów, czasem korekty zdrowej piersi, co doprowadza do finalnego efektu czyli ładnych, kształtnych i symetrycznych piersi. Korekta czy powiększenie wygląda w tym przypadku tak samo jak u pacjentek z zakresu medycyny estetycznej.

7. Leczenie onkoplastyczne to standard.

Leczenie onkoplastyczne to leczenie oszczędzające lub rekonstrukcja piersi. Nawet 95% pacjentek ma możliwość rekonstrukcji wtedy, gdy ma raka i musi mieć amputację. Niestety w praktyce tylko ok. 5% pacjentek korzysta z tej możliwości, a szkoda, bo nie wiem czy wiesz, ale…

8. Rekonstrukcja jest refundowana.

Serio. Rekonstrukcja operowanej piersi jest w całości REFUNDOWANA i pacjentka nic nie dopłaca. I nie ma tu znaczenia czy chcesz mieć nową pierś od razu po otworzeniu oczu, czy rok po zakończeniu leczenia. Możesz kiedy chcesz – warto o tym mówić głośno, bo nie wiedzieć czemu, nadal niewiele kobiet korzysta z tej możliwości.

9. Nowe piersi są seksowne, bo to TY jesteś seksowna.

Piękno jest w Tobie i tylko od Ciebie zależy kiedy będziesz nim emanować. Leczenie onkoplastyczne to standard, nawet jeśli jesteś już jakiś czas po operacji amputacji. Nowy biust jest tak samo seksowny, a czasami wręcz bardziej, bo masz wpływ na ostateczny kształt i jędrność piersi. Kobiety z piersiami po rekonstrukcji czują się kobieco, pewnie, biorą udział w sesjach zdjęciowych. Nie wierzysz? To patrz.

piersi

piersi

piersi

10. Sutki też można zrekonstruować.

I nie ma z tym żadnego problemu! To jest prosty zabieg na 20 minut w znieczuleniu miejscowym.

11. Implanty nie rozlewają się.

To się zdarza na portalach plotkarskich. W życiu codziennym bardzo rzadko coś się dzieje z implantem, a nawet jeśli, jest on biologicznie na tyle NEUTRALNY, że wymieniany jest bez żadnych komplikacji. W Polsce najczęściej stosowane są implanty z żelem silikonowym. To żel wysokiej spoistości, który trzyma formę, zatem jeśli go np. przetniemy, czy przedziurawimy – wciąż będzie trzymał kształt i nic się nie „wyleje”.

12. Gdy jesteś w ubraniu – nie da się NIC rozpoznać.

Drobna korekta? Medycyna estetyczna? Rekonstrukcja? Jeśli idziesz do pracy – nie widać różnicy czy masz pierś rekonstruowaną czy nie. Jeśli idziesz na kolację i masz duży dekolt – nie widać cięcia, bo znajduje się ono np. w krawędzi dolnej zewnętrznej. Cięcie wykonuje się zazwyczaj pod piersią również po to, aby zachować najwięcej czucia i unerwienia.

13. KAŻDĄ pierś można zrekonstruować.

Każda pacjentka ma PRAWO i MOŻLIWOŚĆ zrekonstruować swoją pierś. Dla każdej z pacjentek dostępna jest ODPOWIEDNIA technika, począwszy od implantów przez płaty. Płat to tkanka własna. Czyli np. lekarz pobierze od Ciebie fragment z brzucha lub z pleców. Nie martw się, to procedura, która nie oszpeca.

14. Masz wpływ na przyszłość.

Być może przejrzałaś nagłówki i obojętnie przejdziesz dalej, ale pamiętaj, że wcale nie musisz uczestniczyć w smutnych, polskich statystykach. Nowotwór piersi to DRUGA, po raku płuc, przyczyna zgonu u Polek z przyczyn onkologicznych i nadal piąte miejsce na ogólnej liście, jeśli chodzi o przyczyny zgonów. Każda z nas ma średnio 12% szans na to, że zachoruje. Dlatego tak ważne jest, by badać się regularnie.

Pamiętaj, że po leczeniu, po rekonstrukcji i potwierdzeniu przez lekarza, że wszystko jest w porządku – Twoje życie wraca do normy tak jak po grypie, złamaniu nogi czy rozstroju żołądka. 

Porozmawiaj z kobietami, które są po rekonstrukcji. Zobacz jak nadal emanują spokojem, siłą, pewnością siebie i niezachwianym seksapilem. Poszukaj fachowców, grup wsparcia, informacji z potwierdzonych źródeł.

Nie bój się badań, rozmów, leczenia. Cokolwiek się nie stanie – na pewno sobie z tym poradzisz bo Twoja siła i piękno jest w Twojej głowie. Ale nie daj się zaskoczyć. 

Nie czekaj. Zbadaj piersi już dziś.

 

 

________

W tekście wykorzystałam wypowiedzi (kursywa) dr Daniela Maliszewskiego (za zgodą autora), który zajmuje się chirurgią onkologiczną, ze szczególnym uwzględnieniem onkologicznych i estetycznych aspektów leczenia chorob piersi. Jest członkiem Towarzystwa Chirurgów Polskich, Polskiego Towarzystwa Onkologicznego oraz American Society of Breast Surgeons.

Zdjęcia pochodzą z archiwum Fundacji Wspierania Rozwoju Medycyny ANIZJA, przedstawiają Pacjentki dr Daniela Maliszewskiego, zdjęcia zostały wykorzystane za zgodą modelek, fotografa Anji Choluy oraz Agnieszki Kośnik-Zając – autorki projektu „Brest is the best”.

azotany dziecko

Dlaczego robicie to naszym DZIECIOM?

IARC ogłosiło temat rakotwórczości mięsa przetworzonego, może skłoni to kogoś do przemyślenia tematu spożywania mięsa kilka razy dziennie. Ja już jakiś czas temu ograniczyłam spożycie wędlin, a jeśli już – szukam produktów o wysokiej zawartości mięsa i bez zawartości azotynów.

Nie da się ich uniknąć zupełnie, to oczywiste. Ale ograniczając spożycie mięsa oraz świadomie wybierając produkty, można próbować zmniejszyć podaż. O tym dlaczego warto unikać tych substancji pisałam tu.

Dziś w nocy naszło mnie na przeglądanie stron rządowych, a konkretnie Rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie dozwolonych substancji dodatkowych, a zwłaszcza załącznika dotyczącego warunków stosowania w żywności dla niemowląt i małych dzieci.

Wnioski.

Jeśli mam aktualną wersję, to na liście dozwolonych substancji NIE MA azotynów (o działaniu rakotwórczym). Czyli produkty dla niemowląt i małych dzieci NIE MAJĄ PRAWA ich zawierać.
 
Ale już parówy i szyneczki dla starszych dzieci – luzik. Producenci ochoczo ładują w mięso konserwant i bez mrugnięcia okiem opakowują to w kolorowe kwiatuszki, serduszka, świnki, ludziki i Bóg wie co jeszcze.

Problem polega na tym, że…

Piszą do mnie Mamy niemowląt i małych dzieci, pytając które parówki mogą dać dziecku. Odpowiadam im zwykle: ŻADNE.

Rodzice nie zdają sobie sprawy, że żywność zawierająca dodatek azotynu nie jest odpowiednia dla dzieci, ani dla nich samych. Wystarczy nam już tych substancji dookoła, serio.

Droga Kancelario, Panie Ministrze i wszyscy, którzy możecie coś zrobić.

Dlaczego ktoś dopuszcza do obrotu produkt z założenia dla dzieci, w którym jest zaledwie 54% mięsa, a reszta to długa historia o niczym, z dodatkiem rakotwórczego konserwantu? Przecież nazwa „Bobaski” sugeruje, że produkt mogą spożywać małe dzieci, ale czy na pewno…?

parówki parówki

Na cholerę tu te uśmiechnięte dzieci i słoneczko? Bo mnie, szczerze mówiąc jest totalnie nie do śmiechu widząc takie rarytasy w sklepie.

Dlaczego na opakowaniach z żywnością zawierającą dodatek azotynu sodu typu szynka czy parówki nie ma informacji dotyczących ich szkodliwości, tak jak jest na innych produktach zawierających szkodliwe substancje?

Tak, wiem, że są normy.

Tak, wiem, że źródłem azotanów(V) i azotanów(III) (azotynów) w codziennej diecie człowieka są jeszcze warzywa i woda pitna.

Tak, wiem, że mięso bez konserwantu też może być szkodliwe, a zepsute to już dno.

Tak, wiem, że azotany i azotyny są wszędzie i nie da się znakować wszystkiego.

ALE WĘDLINY ZAWIERAJĄCE DODANE AZOTYNY W ILOŚCIACH KONSERWUJĄCYCH SIĘ DA, ZWŁASZCZA TE DLA DZIECI, PRAWDA?

Wszystko się da, tylko trzeba chcieć. Ale ktoś tu ewidentnie nie chce. A szkoda.

rakotworcza szynka parowki

Czy szynka i parówki są rakotwórcze?

Czy spożywanie szynki lub parówek może przyczyniać się do zwiększonego ryzyka występowania nowotworów? To trochę tak, jakbyście zapytali mnie czy palenie papierosów jest rakotwórcze. Nie wierzycie? To przeczytajcie!

Było, minęło.

Pamiętam jak 2 lata temu w spożywce zawrzało, zakotłowało się, a następnie wszystko zostało przykryte kotarą 'eeee luuuuz’ i zamiecione pod dywan 'przecież wszyscy jedzą i żyją’.

Dziś już nikt o tym nie pamięta, a jak wrzucam na Instagram lub Facebooka jakąkolwiek wędlinę lub parówki pisząc, że są „be”, dość duża grupa osób jest bardzo zdziwiona – o co w ogóle chodzi?

Zacznę więc od początku.

Jest coś takiego jak Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC), która powołuje ludzi, którzy badają różne czynniki w kontekście działania rakotwórczego dla człowieka (seria wydawnicza IARC Monographs on the Evaluation of Carcinogenic Risks to Humans). Niezależnie od ocen IARC lub wykorzystując te oceny, w Unii Europejskiej, Niemczech i USA ustala się i publikuje własne wykazy lub listy czynników, które zostały uznane za rakotwórcze. Inne kraje opracowują swoje wykazy na podstawie danych pochodzących z wymienionych organizacji międzynarodowych lub danych z USA i Niemiec.

Na podstawie przyjętych kryteriów oceny dowodu działania rakotwórczego, mamy cztery kategorie czynników rakotwórczych dla ludzi.

Grupa 1 – istnieje wystarczający dowód działania rakotwórczego na ludzi. 

Grupa 2 –  prawdopodobne kancerogeny (2A) lub przypuszczalne kancerogeny (2B).

Grupa 3 – czynniki nie mogą być zaliczone do żadnej innej grupy.

Grupa 4 – prawdopodobnie nie są rakotwórcze dla ludzi. 

Problem w tym, że…

  • Wędliny, parowki i inne przykłady przetworzonego mięsa zostały zakwalifikowane do grupy 1. Owszem, dobrze przeczytaliście, to nie pomyłka. Istnieją wystarczające dowody działania rakotwórczego.

Pisząc „przetworzone mięso” mam na myśli mięso poddane obróbce takiej jak: solenie, fermentacja, wędzenie lub innym procesom przeprowadzonym w celu zwiększenia smaku lub poprawy trwałości. Przykłady przetworzonego mięsa obejmują parówki, szynkę, kiełbasy, przetwory mięsne oraz sosy.

  • Do grupy 2A (prawdopodobnie rakotwórcze) zostało zakwalifikowane czerwone mięso, a więc: wołowina, cielęcina, wieprzowina, jagnięcina, baranina.

To nie jest banda oszołomów.

Nie ma co wyzywać czy obrażać się na grupę badawczą z IARC – TO NIE SĄ PRZYPADKOWE WYNIKI uzyskane przez kilku spiskowców na małej grupie.

Naukowcy odpowiadający za wyniki dotyczące mięsa to grupa robocza złożona z 22 ekspertów z 10 krajów. Przeanalizowali oni ponad 800 badań, które dotyczyły ponad dwunastu rodzajów raka związanych z konsumpcją czerwonego mięsa lub przetworzonego mięsa w wielu krajach i populacjach o różnych dietach.

Najbardziej wpływowym dowodem były duże prospektywne badania kohortowe przeprowadzone w ciągu ostatnich 20 lat.

Co z tym rakiem?

Obserwacje dotyczą głównie występowania raka jelita grubego (mięso przetworzone), ale obserwowano również związek w przypadku raka trzustki i raka prostaty (czerwone mięso).

O jakich ilościach mówimy?

Ryzyko występowania raka jelita grubego zwiększało się już przy spożyciu 50 g przetworzonego mięsa dziennie.

Ile to jest 50 g? JEDNA parówka dziennie LUB kilka plastrów szynki.

Czy jedzenie szynki jest tak samo niezdrowe jak palenie tytoniu?

Klasyfikacja odzwierciedla jedynie siłę naukowych dowodów na to, czy środek powoduje raka u ludzi, a nie jak silny ma wpływ na ryzyko rozwoju raka.  Dlatego porównania w ramach kategorii nie mają za bardzo sensu. 

Czyli naukowcy są tak samo pewni, że szynka, parówki i palenie przyczyniają się do powstawania nowotworów u ludzi, natomiast co jest „gorsze”? A, to już inna bajka i o tym z klasyfikacji się nie dowiesz.

Nie można na podstawie wyników tych badań powiedzieć, że „plaster szynki wywołuje nowotwory tak silnie jak jeden papieros”, ale można śmiało głosić, że ” istnieją wystarczające dowody działania rakotwórczego na ludzi zarówno jeśli chodzi o szynkę, jak i papierosy”.

Dlaczego mięso może być szkodliwe i rakotwórcze?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jest kilka czynników, m.in. obecność związków azotowych, zwłaszcza azotynów, z których mogą powstać rakotwórcze nitrozoaminy. Azotyny i nitrozoaminy wykazują szeroki negatywny wpływ na zdrowie. Przykładowo, azotyny utleniają jony żelaza zawarte w hemoglobinie, w wyniku czego powstaje methemoglobina. Czerwony barwnik krwi traci zdolność transportowania tlenu, co prowadzi do niedotlenienia ośrodkowego układu nerwowego i mięśnia sercowego. Jest to szczególnie niebezpieczne u niemowląt i małych dzieci (w ich organizmach dużo szybciej dochodzi do przekształcania azotanów w toksyczne azotyny). Ale azotany to nie wszystko. Drugim czynnikiem są rakotwórcze związki powstające w wyniku obróbki cieplnej (smażenie, palenie na grillu, wędzenie itd). Wędzona szynka bez azotynów też jest szkodliwa.

Jak żyć?

American Cancer Society od dawna zaleca dietę, która ogranicza przetworzone mięso i czerwone mięso, a bazuje na warzywach, owocach i pełnych ziarnach. Wytyczne American Cancer Society dotyczące odżywiania i aktywności fizycznej w zapobieganiu chorobie nowotworowej zalecają wybieranie ryb, drobiu lub fasoli zamiast czerwonego i przetworzonego mięsa.

Co mogę zrobić już dziś?

Z pewnością nie panikować. Spróbuj przyjrzeć się temu co jesz. Czy jest posiłek, gdzie możesz w jakiś sposób ograniczyć spożycie przetworzonego mięsa? Jajecznica bez boczku / szynki? Kanapka z hummusem lub inną pastą zamiast szynki? Makaron z sosem pomidorowym i czerwoną fasolą zamiast mięsa mielonego? Warto zacząć od drobnych kroków, zwłaszcza jeśli kochasz mięso. To nie znaczy, że masz je odstawić natychmiast. Jedyne do czego Cię dziś zachęcam to rezygnacja z parówek, a jeśli już to wybieranie tych wysokiej jakości, czyli zawartość mięsa powyżej 97% plus brak azotynów dosypanych – pamiętasz mój mini poradnik (kliknij)? Plus ograniczenie spożycia mięsa czerwonego. Tyle, na ile się da. Metoda małych kroków, metoda świadomego jedzenia wydaje się być najprostszym sposobem na zdrowsze życie i lepsze samopoczucie. Jeśli czujesz, że sama nie dasz rady – śmiało odezwij się do mnie. Możemy pogadać, spotkać się, wspólnie zaplanować działania. Jedno jest pewne. Nie odwlekaj tego. Nie od jutra, nie od poniedziałku, nie od nowego miesiąca czy roku.

Zacznij teraz, dziś. Na zakupach kup mniej szynki, odpuść parówki, kiełbasę, zamiast większej porcji czerwonego mięsa wybierz mniej, lub białe mięso, a najlepiej czerwoną lub białą fasolę (może mix mięso plus fasola?). Drobne kroki, duże efekty. To jest moja filozofia w odżywianiu, tego uczę swoich podopiecznych i uwierzcie mi – da się.

Kategorie: Temat miesiąca
dieta antyrakowa

TOP 10 – dieta antyrakowa.

Dieta antyrakowa część I, czyli krótko i zwięźle o tym, jakich warzyw 'nie lubią’ i 'boją się’ komórki nowotworowe.

Naturalnie stosuję język uproszczony, słowo 'rak’ używane jest w języku potocznym niezbyt fortunnie (rak to pewna grupa nowotworów) ale skupmy się tym razem na produktach zamiast na różnicach semantycznych.

Dieta antyrakowa.

Jest wiele cennych substancji, których nie lubią komórki rakowe jednak pamiętajcie, że przyczyny występowania i leczenie nowotworów to trudny, złożony temat. Walka odbywa się najczęściej na wielu płaszczyznach, obszarami gdzie nie wolno nam odpuszczać jest DIETA (antyrakowa?) i sport. Jeśli możesz coś zdziałać – spróbuj! Nawet jeśli nie da się powstrzymać wystąpienia czy gwałtownego rozwoju choroby – nieźle skopiesz rakowi tyłek. A może właśnie są to komórki wrażliwe na substancje z zewnątrz? Warto spróbować!

1. Czosnek.

Absolutny namber łan w walce z różnymi nieproszonymi gośćmi w naszym organizmie. Świeży ma niezwykłą moc, chociaż potrafi też dać popalić osobom z wrażliwym przewodem pokarmowym. Czosnek nie wybiera – nawala każdego, kto się nawinie. Prawdziwa siekiera praktycznie na każdego raka. Wpierdol murowany.

2. Por.

Niedoceniane warzywo o ogromnym potencjale. Groźnie wygląda i nie każdy wie, co z nim zrobić ale jak już się dowiecie – drżyjcie komórki nowotworowe!

3. Młoda cebula.

Wydaje się bliska naszym sercom i słusznie. Rak nie lubi jak wpada cebula bo zawsze narobi mu siary przy znajomych. Mocna rzecz, warto wplatać gdzie się da bo nie jest to trudne.

4. Brukselka.

Te znienawidzone przez niektórych małe kulki mają całkiem spory arsenał ukryty pod zielonym płaszczykiem. Mimo specyficznego smaku i odruchu wymiotnego na sam widok czy zapach, warto jakoś ograć ten smak (na masełku?) i czasem zjeść kilka, aby pogrozić rakowi zielonym paluszkiem.

5. Kapusta.

Różne rodzaje mają różną moc. Największego kopa daje głowiasta. Duża i ciężka więc nie ma zdziwka, że jak przywali z baśki to się o tym długo pamięta.

6. Burak.

Najlepiej wybierać te mniejsze i średnie. Podobno rak boi się intensywnego koloru, że jak mu zabrudzi kieckę uszytą specjalnie na przerzuty to już się nie spierze.

7. Brokuły & kalafior.

Takie trochę rodzeństwo przyszywane tylko coś z kolorem nie teges. Wyglądają niepozornie ale potrafią zrobić niezły burdel na chacie u raka.

8. Szpinak.

Niby ładne zielone listki ale nie dajcie nabrać się na te pozory. Szpinak jest waleczny i rak się go boi od dzieciństwa (a dokładnie od czasu obiadów w przedszkolu typu szpinak + ziemniaki + jajko sadzone, bleeee).

9. Szparagi.

Ciężko nabyć, nie wiadomo jak przyrządzić a już kompletnie zerowa rozkmina jak to zjeść. Co obierać? Co odkrawać? Tak, Wy tu się godzinami zastanawiajcie, a komórki nowotworowe zacierają rączki, że nie chcecie tego jeść.

10. Inne WARZYWA.

Rak nie znosi warzyw, to fakt. Jak nie jecie 5 porcji warzyw to jest zachwycony bo nikt z zewnątrz mu się nie wieprza w interesy, nikt nie bruździ. Jak unikacie warzyw do każdego posiłku to jest idealnie bo może sobie spokojnie rosnąć, jeśli policja w organizmie nie ogarnia tematu. Fani na insta przyrastają w ekspresowym tempie bo rak bardzo dba o wizerunek w mediach społecznościowych. Zwłaszcza jak spożywacie duuużo cukru. Tak, komóreczki nowotworowe lubią duuużo cukru, one kochają cukier. Mają wtedy power i flow – jest co wrzucać na fejsbuczka, że niby jakie to ciekawe życie prowadzą, rozwój osobisty, dalekie podróże. Wiecie – tu jeden węzęł chłonny, tam wakacje w drugim – lans na całego. Także powodzenia z tym cukrem.

Nie daj się złapać: regularne badania profilaktyczne (np. krew, usg i in.), samokontrola (np. badanie piersi, jąder, pieprzyków itd.) oraz sport + dieta bogata w cenne substancje (warzywa, ryby, cenne tłuszcze itd.) i niech gościu spada na drzewo!

Spieprzaj Dziadu!

 

badania

Badania kontrolne dla opornych.

Wstajesz rano: łazienka, śniadanie, praca.

Praca poza domem, w domu, przy dzieciach – zawsze coś. Może na wstępie zabrzmi to trochę dziwnie, ale zachęcam Cię do wyjścia rano z domu 1 – 2 razy w roku bez śniadania, na czczo. Mówię zupełnie serio. Wyjdź raz wcześniej z domu i przed pracą zajrzyj do laboratorium diagnostycznego. Podstawowe badania krwi to morfologia i glukoza. Fajnie zrobić też badanie ogólne moczu (dzień wcześniej kup pojemnik w aptece, zbierasz pierwszy poranny mocz) a nawet TSH.

Robisz badania kontrolne regularnie?

Zwykle oznacza to 1 – 2 razy w roku lub tak jak zaleci lekarz. Zorientuj się, czy Twoja Siostra, Brat, Mama, Tata, Partnerka, Partner, Dzieci też badają się raz na jakiś czas? Zapytaj kiedy oddawali krew do przeglądu ostatni raz?

Nie badam się, bo nie muszę.

Przecież jestem zdrowa/y. To super! Bardzo się cieszę! Aby utwierdzić się w tym radosnym przekonaniu warto czasem zrobić proste badanie, bo jak mawiają niektórzy 'nie ma ludzi zdrowych, są tylko nie zdiagnozowani’. A tak serio, jeśli dobrze się czujesz – takie badanie to tylko prosta formalność, po otrzymaniu wyników prawdopodobieństwo 'bycia zdrowym’ jest zdecydowanie większe i o to chodzi.

Nie mam czasu. Nie martw się, proste badanie, które już coś daje można wykonać prywatnie nie zerując zawartości portfela, nie czekając na lekarza, który da (lub nie) skierowanie, nie stojąc w męczących kolejkach itp. itd. Ba! Można to zrobić nawet w weekend! Sprawdź które laboratoria czynne są w sobotę (a nawet w niedzielę!) w Twoim mieście.

Nie mam pieniędzy. To faktycznie może być przeszkoda. Ale jeśli zdobędziesz skierowanie od lekarza – będzie łatwiej. Jeśli nie masz takiej opcji – nie martw się. Podstawowe badania nie kosztują fortuny. Możesz w jednym miesiącu zrobić ogólne moczu (ok. 8 pln), w następnym morfologię (ok. 15 pln) i glukozę (ok. 7 pln) lub przełożyć na następny miesiąc. A może kasa leci jakoś bokiem i zamiast kupować bzdury dasz radę uzbierać 30 pln i uda się zrobić wszystko od razu?

Boję się. Każdy świadomy człowiek boi się czegoś, ja też. Brak strachu ułatwia życie ale czy na pewno…? Pomyśl logicznie – większość chorób naprawdę bez problemu można wyleczyć jeśli zdiagnozowane są wcześnie. To nie mit! Jak zrobisz badanie teraz – nawet jeśli coś Ci dolega – jesteś krok przed chorobą, która nie dała jeszcze objawów. Pokonasz ją! Nie ma się czego bać, bo na pewno wszystko jest w porządku. Zrób to a upewnisz się, że jest ok i strach zniknie. Po co mieć kolejne wątpliwości gdzieś z tyłu głowy? Organizm bardzo tego nie lubi! Do skrytek w mózgu chowaj dobre wspomnienia a nie lęki. Lepiej odwalić i po sprawie.

Trudno się zmobilizować.

Wiem. Badanie krwi, moczu, usg, rtg, cytologia… Jutro, jak będę miała lepszy miesiąc, jak cośtam, ktośtam, gdzieśtam. Ale choroba nie zaczeka aż się zdecydujesz, przestaniesz bać lub znajdziesz 30 pln. Bądź kilka albo chociaż jeden krok przed nią.

Ten jeden krok może uratować Ci życie.

Kategorie: Moja opinia

Lekarstwo na raka re – odkryte!

’EKSPERCI ZACHWYCENI KAPUSTKĄ!’, 'NIESAMOWITE!’ krzyczą nagłówki od kilku dni. Nie kumam tych nagłych zachwytów, przecież kapustka znana jest od tysięcy lat. Wiadomo od dawna, że jest niskokaloryczna, zawiera m.in. sporo witamin, wapń, magnez, potas, żelazo oraz kwas foliowy. Panie bardzo ucieszy obecność siarki, która poprawia wygląd włosów, skóry i paznokci. Kiszona bogata jest w probiotyki a okłady ze świeżych liści docenią m.in. mamy karmiące piersią oraz osoby z chorymi stawami.
Najistotniejsza wydaje się być jednak obecność substancji antynowotworowych. Jak działają? Jak dobry sędzia- zabierają piłkę, pokazują czerwona kartkę i żegnaj przygodo!
Osoby z problemami z przewodem pokarmowym i/lub tarczycą, matki karmiące i małe dzieci nie powinny spożywać kapustki na tony. Reszta wedle uznania (tak jak brzuch pozwala), np. w postaci surówki lub soku.
Tak więc od dziś kapustka z pospolitej jarzyny w złym guście stanie się wyrafinowanym, cennionym na salonach składnikiem o tysiącu twarzach. Teraz zamiast 'zamknij gar bo wali na cały dom’ będzie 'jak wspaniale te lotne cząsteczki zapachu podstawowego (aromat) podrażniają moje neurony opuszki węchowej!’ lub 'cóż za wyborne nuty trzeciorzędne (bukiet)!’
Ps. Czekam teraz na jakiegoś Czosneczka: może strzeli dwa gole na raz? Może skoczy 500m na dużej skoczni? Cokolwiek. Eksperci na bank będą mega zachwyceni (no może poza specami z koncernów farmaceutycznych), w końcu czosneczek w rankingach antyrakowych jest zwykle na 1 miejscu a kapustka dopiero na 4 lub 5. Tylko kiedy ktoś w końcu zrobi wokół tego szum…?

Czy warto szczepić?

Wiele osób pyta mnie co sądzę o szczepionkach. Na każde pytanie zawsze odpowiadam indywidualnie ale wczoraj wpadł mi w ręce tak absurdalny artykuł rozsiewany na Facebooku (nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać), że postanowiłam przedstawić swój punk widzenia dotyczący szczepionek ale również ogólnie leków powszechnie stosowanych.

Prawdą jest, że każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie. Istnieją różne schorzenia, które mogą i powinny wpływać na modyfikację kalendarza szczepień. Niestety nie zawsze da się postawić diagnozę w pierwszych dobach życia, a szczepionka np. na WZW dla noworodka z grupy ryzyka przebywającego w szpitalu może być sprawą życia i śmierci. Czy koniecznie trzeba szczepić natychmiast po urodzeniu? Trudne pytanie, byłoby super gdyby ktoś przekopał się przez polską (!) literaturę, a następnie również zagraniczną i zrewidował obecne standardy biorąc pod uwagę polskie realia sanitarno-ekonomiczne… Może kiedyś. Podkreślę to jeszcze raz: jestem przeciwnikiem bezmyślnego szczepienia wszystkich jak leci, z automatu.

Prawdą jest, że nie wszystkie leki i szczepionki są jednakowo oczyszczone, a z zanieczyszczeniami może (ale nie musi) związane być wystąpienie efektów ubocznych. Do tego nie ma preparatów, które nadają się dla wszystkich bez wyjątku. Dlatego ZAWSZE należy czytać ulotkę dołączoną do leku, szczepionki- tam jest wszystko napisane (np. kto NIE MOŻE stosować, na co zwrócić uwagę, kiedy NIE MOŻNA stosować preparatu itp. itd.). Ale czy ktoś to w ogóle czyta?

Poza tym zejdźmy na ziemię, kobieta po 20h porodu nie będzie blokowała szczepienia dziecka z tekstami 'ja chcę czystą szczepionkę!’. Interesujesz się tematem? Znajdź położną w szpitalu lub zapytaj farmaceutę, który jest na bieżąco ze szczepionkami- ja nie jestem przedstawicielem medycznym ani lekarzem oraz nie reklamuję żadnego preparatu- nie bede rzucała nazwami.

Prawdą jest, że niektóre preparaty nie są przebadane na przestrzeni kilkunastu- kilkudziesięciu lat, zatem ciężko ocenić jakie mogą być długofalowe skutki zażywania czy zaszczepienia. Z drugiej strony jest grupa leków o solidnie udokumentowanej historii, w tym dokładnie poznanych efektach ubocznych, a mimo to są demonizowane na równi z nowymi preparatami lub stosowane bezmyślnie mimo oczywistych ostrzeżeń.

Przykładowo nadużywanie antybiotyków bez zrobienia antybiogramu (badanie dopasowujące konkretny antybiotyk do indywidualnego przypadku). Najdziwniejsze jest, że tzw. antyszczepionkowcom nie przeszkadza wjazd do organizmu czołgiem w celu zabicia muchy (często antybiotyk wcale nie jest potrzebny bo przyczyną choroby jest wirus) i związane z tym powszechnie znane efekty uboczne. Dlaczego nie interesuje ich nieodłączne zaburzenie równowagi flory jelitowej, której odzyskanie może trwać miesiącami lub latami a konsekwencje bywają nieodwracalne i rzutują na działanie całego organizmu?

Denerwuje mnie, że w ruchu antyszczepionkowym są często ludzie zaszczepieni w dzieciństwie, którzy nie mają bladego pojęcia jak wygląda np. gruźlica lub zapalenie wątroby, którzy nigdy nie widzieli w szpitalu dziecka chorego na krztusiec lub inną chorobę stanowiącą zagrożenie życia. Zdaję sobie sprawę, że wśród Rodziców, którzy nie szczepią są osoby świadome, wybierające brak szczepienia jako mniejsze zło dla swojego dziecka pod warunkiem, że jest to poparte realnymi wskazaniami związanymi np. z problemami na tle neurologicznym, alergiami itp.

Pamiętajcie, że w leczeniu często wybieramy mniejsze zło. Cudownie byłoby (i być może kiedyś tak będzie) mieć zindywidualizowany tok postępowania, terapia celowana rozwija się na naszych oczach. Ważną gałęzią jest też moim zdaniem medycyna naturalna (dieta!), którą zawsze warto się wspierać jeśli można i nie stanowi to zagrożenia życia. Natomiast nie bądźmy idiotami i nie podawajmy noworodkom czy niemowlętom preparatów z kurkumy (czarny humor) przy ciężkich zakażeniach, bo ten biedny dzieciak za chwilę będzie miał sepsę i organizm nie da rady nawet ze wsparciem antybiotykiem.

Tak samo jest ze szczepionkami. Żeby była jasność- jestem przeciwnikiem nadużywania 'chemii’ oraz nie jestem fanem wszystkich szczepionek, jednak często należy wybrać mniejsze zło bo priorytetem jest ratowanie życia tu i teraz, zwłaszcza w grupie ryzyka.

Nikt nie twierdzi, że wszystkie preparaty są idealne ale w warunkach szpitalnych, gdzie istnieje realne ryzyko zagrożenia dla kilkudniowego dziecka (np. WZW u matki)- nie ma się nad czym zastanawiać, trzeba szczepić!

W artykule rzucano hasłami 'szczepionki wywołują raka i autyzm’. Z dostępnej literatury powszechnie wiadomo, że podłoże autyzmu jest bardzo złożone, wpadły mi w ręce badania dotyczące zwiększonego ryzyka u kobiet w ciąży narażonych na kontakt z chemią spożywczą oraz środkami ochrony roślin.

Podłoże występowania chorób nowotworowych to temat rzeka (notabene bardzo ciekawy- pisałam m.in. o tym pracę doktorską). Droga Mamo, skoro tak bardzo interesujesz się autyzmem i rakiem w kontekście szczepionek- poczytaj na ten temat w wolnej chwili kilka artykułów naukowych, a póki co nie jedz byle czego, sprawdzaj skład na opakowaniu w celu uniknięcia powszechnie stosowanych śmieci w produktach spożywczych i dbaj o siebie! Jest realne ryzyko, że wyrządzisz większą szkodę dziecku jedząc wędliny ze sklepu, wołowinę na kilogramy i żywność wysokoprzetworzoną niż szczepiąc.

Prawdą jest, że rtęć jako konserwant w lekach nie jest składnikiem, który chcielibyśmy sobie aplikować tak samo jak konserwanty w żywności. Tam gdzie można- trzeba tego unikać (np. rakotwórczych azotanów w wędlinach) ale nie popadajmy w paranoję! Są sytuacje, w których się nie da inaczej (np. stosowanie leków w razie wyraźnej potrzeby) i konieczne jest wybranie mniejszego zła.

Tak naprawdę każdy składnik leku lub produktu spożywczego może wywołać większą lub mniejszą niespodziewaną reakcję uboczną i trzeba o tym pamiętać (zwłaszcza u alergików).

Oddzielnym tematem są polskie realia- szczepionki są zamawiane wg pewnego klucza (heh), kalendarz szczepień jest jaki jest- może kiedyś w końcu się zmieni jak komuś przyjdzie do głowy pogrzebać w literaturze- bardzo na to czekam.

Odnośnie kilku szczepionek w jednym- trudno określić jednoznacznie co jest na 100% lepsze, każde rozwiązanie ma swoje wady i zalety. Z jednej strony być może przeładowanie układu immunologicznego, z drugiej zaangażowanie organizmu w miejsce wkłucia + obrona + stres. Warto jednak pamiętać, że układ immunologiczny noworodka styka się codziennie z olbrzymią liczbą nowych alergenów, a niesamowitym i najlepszym wsparciem jest karmienie piersią, stanowiące ochronę nie do podrobienia. Bardzo istotna jest wnikliwa obserwacja dziecka po zaszczepieniu i zareagowanie na jakiekolwiek (!) nietypowe zachowania, nawet jeśli wydają się błahe.

Jeśli nadal do kogoś nie dociera, że mimo wszystko warto szczepić gdy nie ma przeciwwskazań- przedstawię to obrazowo. Nawet jeśli szczepionka jest czymś zanieczyszczona (jak zapewniają autorzy teorii spiskowych) i jest taka opcja, że mogą wystąpić efekty uboczne na przestrzeni następnych lat czy dziesięcioleci- jeśli nie zaszczepisz, Twoje dziecko może tego nie dożyć, bo w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności może zachorować i z tej choroby nie wyjść już w pierwszych dniach, tygodniach życia.

Nigdy nie myśl 'mnie to nie dotyczy’ w kontekście chorób. Zmieniaj świat tam gdzie masz na to realny wpływ, np. własną dietę, aktywność fizyczną. Nie ubolewaj nad sprawami na które nie masz wpływu.

Ryzyko jest wszędzie, nawet w zaciszu domowym dziecku może stać się krzywda w wyniku nieszczęśliwego wypadku, nie można kierować się takim tokiem rozumowania podejmując decyzję o stosowaniu leków. Poradź się dobrego lekarza zamiast przyjaciół lub znajomych z forów internetowych.

Nie wymagaj rzeczy niemożliwych– samotna matka trójki dzieci ledwo wiążąca koniec z końcem na dziesięciu etatach nie zacznie nagle piec codziennie chleba orkiszowego z mąki ekologicznej i latać na jogę 5 razy w tygodniu. Składu szczepionki sam/a nie zmienisz ale wybierając mniejsze zło możesz uratować dziecku życie. Jeśli nie ma wyraźnych przeciwwskazań, warto szczepić.