mózg

Mózg ma do Was sprawę.

Dziś Szef Wszystkich Szefów czyli Mózg. A konkretnie jedna sprawunia, którą na pewno chciałby przekazać Szanownym Kolegom i Koleżankom.

Otóż.

Mózg bardzo by prosił (póki co grzecznie) aby nie bagatelizować dłuższych (np. 2 tygodnie) tematów typu 'nie mam po co wstawać z łóżka’ oraz 'moje życie nie ma sensu’ u siebie i otoczenia. To czasem chwilowy zły humor, pewnie – każdemu się zdarza. Ale jeśli codziennie mamy przed nosem jesień średniowiecza i każdy dzień zaczyna się hasłami typu 'wszystko jest do dupy, nie nadaję się do niczego, nie mam po co żyć’ – uprasza się o zareagowanie. A konkretnie…

Trzeba dać haracz.

Mózg jak wiadomo ma swoje biznesy, przewala tonę koksu w lewo i w prawo więc różnie mu tam z tą kasą wychodzi. Czasem jak się spłucze na jakimś interesie to mu na Serotoninę nie styka, a bez Serotoniny to żaden balet i co? Mamy problem. Generalnie jakieś biznesy z Neuroprzekaźnikami mogą nie wyjść albo jakieś inne zewnętrzne czynniki typu kryzysowe zdarzenia losowe, brzydka pogoda, oraz braki podstawowych, niezbędnych do życia rzeczy jak brak torebki MK, CC, GG, FF, brak Porshe, brak lajków na fb i ig, brak dobrej kawy, brak ulubionych hot-dogów za 1pln czy brak wifi w knajpie oraz wiele, wiele innych smutnych sytuacji – one też mogą spowodować pewien drobny dyskomfort. A jak wiadomo sprawy lubią się nawarstwiać a problemy zawsze chodzą parami np. permanentny brak stolika w spelunie na zbawixie + brak iphona = brak foty na fejsbuczka z iphonem i jedzeniem = brak lajków = katastrofa. Aby zniwelować lub chociaż zminimalizować (też na 'z’) skutki różnych tragedii, z którymi człowiek nie daje już sobie sam rady, należy dać haracz i wszyscy będą zadowoleni.

Jak to zrobić.

W prostym układzie – jeśli to tylko zły humor – wystarczy dyskretnie (!) przekazać Mózgowi kopertę z TRYPTOFANEM (czyli nażreć się czegoś typu pestki dyni, słonecznika, nasiona sezamu, siemię lniane, orzechy, płatki owsiane, kakao lub produkty zwierzęce: ryby i mięso drobiowe). Najlepiej dokonać tego przebywając na swieżym powietrzu na słońcu przez jakieś 20 min, wtedy nie wzbudzamy podejrzeń, może Mózg zlituje się i spojrzy łaskawszym okiem bo lubi też witaminę D itp. On sobie ten Tryptofan później poprzerabia elegancko, ma ludzi od tego (szczególnie jeden, o pseudonimie 'Chemik’). I po sprawie.

W bardziej skomplikowanej opcji.

Trzeba iść po WALUTĘ. Obca waluta jest niestety na kartki, można je zamienić wyłącznie w specjalnych kantorach (szmuglujących pod stołem piguły ale cicho sza), to te z napisem 'Apteka’. Znajdziesz tam śmiesznego człowieka (w białym jak pierwszy śnieg płaszczu), pseudonim 'Aptekarz’. Zamianki tylko jak znasz hasło (nie ma lekko), więc lepiej je zapamiętaj: 'chciałbym zrealizować RECEPTĘ’. W kantorze trzeba grzecznie i spokojnie – to nie piekarnia. Każdy przychodzi tam załatwiać jakieś biznesy a 'Aptekarz’ musi pracować w skupieniu, żeby wydać odpowiednią walutę, no chyba, że chcesz dostać kopiejki zamiast dolarów, to możesz jeden z drugim zapodać historię swojego życia w tzw. międzyczasie, stojąc w kolejce. Nie radzę.

Kartki na walutę dostępne na mieście u gościa pseudonim 'Psychiatra’. Jak dobrze popytasz ludzi to Ci ktoś w końcu da do niego namiar. Ale ale. Nie idziesz do człowieka od kartek z tekstami typu 'mam dyskomfort w klatce piersiowej, zaburzenia ze strony układu pokarmowego, bóle głowy, pleców, zaburzenia miesiączkowania’ i co tam Ci jeszcze do głowy przyjdzie. Facet nie ma czasu na takie farmazony. Walisz od razu konkret 'daj pan kartkę na walutę bo jest źle’ i tyle.

Bardzo ważna rzecz.

Haracz działa zwykle dopiero po 2-4 tygodniach, bo Mózg musi tam sobie wszystko poprzeliczać czy się zgadza. Do tego czasu może nie być poprawy. Druga rzecz. Jak już jest cacy, to nie że waluta na półkę! Płacisz zgodnie z zaleceniami gościa od kartek (nawet 3-6 miesięcy).

Aha, jeszcze jedno.

Jak będziesz nabijał się z kogoś, kto ma problem i chrzanił biedne teksty w stylu 'nie marudź’ albo jak będziesz udawał, że nie ma sprawy i zlejesz temat, to pamiętaj co Ci mówię: Mózg jest cwany lis – wywinie Ci pewnego dnia taki numer ze swoimi Neuroprzekaźnikami, że zamiast latać za super laską lub facetem z jajami zakochasz się w jakiejś ciekawostce przyrodniczej i pozamiatane. I pomyśleć, że później ludzie gadają, 'miłość jest ślepa’, hehe. Ślepa to jest co najwyżej kiszka.

Kategorie: Inne

Czy warto szczepić?

Wiele osób pyta mnie co sądzę o szczepionkach. Na każde pytanie zawsze odpowiadam indywidualnie ale wczoraj wpadł mi w ręce tak absurdalny artykuł rozsiewany na Facebooku (nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać), że postanowiłam przedstawić swój punk widzenia dotyczący szczepionek ale również ogólnie leków powszechnie stosowanych.

Prawdą jest, że każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie. Istnieją różne schorzenia, które mogą i powinny wpływać na modyfikację kalendarza szczepień. Niestety nie zawsze da się postawić diagnozę w pierwszych dobach życia, a szczepionka np. na WZW dla noworodka z grupy ryzyka przebywającego w szpitalu może być sprawą życia i śmierci. Czy koniecznie trzeba szczepić natychmiast po urodzeniu? Trudne pytanie, byłoby super gdyby ktoś przekopał się przez polską (!) literaturę, a następnie również zagraniczną i zrewidował obecne standardy biorąc pod uwagę polskie realia sanitarno-ekonomiczne… Może kiedyś. Podkreślę to jeszcze raz: jestem przeciwnikiem bezmyślnego szczepienia wszystkich jak leci, z automatu.

Prawdą jest, że nie wszystkie leki i szczepionki są jednakowo oczyszczone, a z zanieczyszczeniami może (ale nie musi) związane być wystąpienie efektów ubocznych. Do tego nie ma preparatów, które nadają się dla wszystkich bez wyjątku. Dlatego ZAWSZE należy czytać ulotkę dołączoną do leku, szczepionki- tam jest wszystko napisane (np. kto NIE MOŻE stosować, na co zwrócić uwagę, kiedy NIE MOŻNA stosować preparatu itp. itd.). Ale czy ktoś to w ogóle czyta?

Poza tym zejdźmy na ziemię, kobieta po 20h porodu nie będzie blokowała szczepienia dziecka z tekstami 'ja chcę czystą szczepionkę!’. Interesujesz się tematem? Znajdź położną w szpitalu lub zapytaj farmaceutę, który jest na bieżąco ze szczepionkami- ja nie jestem przedstawicielem medycznym ani lekarzem oraz nie reklamuję żadnego preparatu- nie bede rzucała nazwami.

Prawdą jest, że niektóre preparaty nie są przebadane na przestrzeni kilkunastu- kilkudziesięciu lat, zatem ciężko ocenić jakie mogą być długofalowe skutki zażywania czy zaszczepienia. Z drugiej strony jest grupa leków o solidnie udokumentowanej historii, w tym dokładnie poznanych efektach ubocznych, a mimo to są demonizowane na równi z nowymi preparatami lub stosowane bezmyślnie mimo oczywistych ostrzeżeń.

Przykładowo nadużywanie antybiotyków bez zrobienia antybiogramu (badanie dopasowujące konkretny antybiotyk do indywidualnego przypadku). Najdziwniejsze jest, że tzw. antyszczepionkowcom nie przeszkadza wjazd do organizmu czołgiem w celu zabicia muchy (często antybiotyk wcale nie jest potrzebny bo przyczyną choroby jest wirus) i związane z tym powszechnie znane efekty uboczne. Dlaczego nie interesuje ich nieodłączne zaburzenie równowagi flory jelitowej, której odzyskanie może trwać miesiącami lub latami a konsekwencje bywają nieodwracalne i rzutują na działanie całego organizmu?

Denerwuje mnie, że w ruchu antyszczepionkowym są często ludzie zaszczepieni w dzieciństwie, którzy nie mają bladego pojęcia jak wygląda np. gruźlica lub zapalenie wątroby, którzy nigdy nie widzieli w szpitalu dziecka chorego na krztusiec lub inną chorobę stanowiącą zagrożenie życia. Zdaję sobie sprawę, że wśród Rodziców, którzy nie szczepią są osoby świadome, wybierające brak szczepienia jako mniejsze zło dla swojego dziecka pod warunkiem, że jest to poparte realnymi wskazaniami związanymi np. z problemami na tle neurologicznym, alergiami itp.

Pamiętajcie, że w leczeniu często wybieramy mniejsze zło. Cudownie byłoby (i być może kiedyś tak będzie) mieć zindywidualizowany tok postępowania, terapia celowana rozwija się na naszych oczach. Ważną gałęzią jest też moim zdaniem medycyna naturalna (dieta!), którą zawsze warto się wspierać jeśli można i nie stanowi to zagrożenia życia. Natomiast nie bądźmy idiotami i nie podawajmy noworodkom czy niemowlętom preparatów z kurkumy (czarny humor) przy ciężkich zakażeniach, bo ten biedny dzieciak za chwilę będzie miał sepsę i organizm nie da rady nawet ze wsparciem antybiotykiem.

Tak samo jest ze szczepionkami. Żeby była jasność- jestem przeciwnikiem nadużywania 'chemii’ oraz nie jestem fanem wszystkich szczepionek, jednak często należy wybrać mniejsze zło bo priorytetem jest ratowanie życia tu i teraz, zwłaszcza w grupie ryzyka.

Nikt nie twierdzi, że wszystkie preparaty są idealne ale w warunkach szpitalnych, gdzie istnieje realne ryzyko zagrożenia dla kilkudniowego dziecka (np. WZW u matki)- nie ma się nad czym zastanawiać, trzeba szczepić!

W artykule rzucano hasłami 'szczepionki wywołują raka i autyzm’. Z dostępnej literatury powszechnie wiadomo, że podłoże autyzmu jest bardzo złożone, wpadły mi w ręce badania dotyczące zwiększonego ryzyka u kobiet w ciąży narażonych na kontakt z chemią spożywczą oraz środkami ochrony roślin.

Podłoże występowania chorób nowotworowych to temat rzeka (notabene bardzo ciekawy- pisałam m.in. o tym pracę doktorską). Droga Mamo, skoro tak bardzo interesujesz się autyzmem i rakiem w kontekście szczepionek- poczytaj na ten temat w wolnej chwili kilka artykułów naukowych, a póki co nie jedz byle czego, sprawdzaj skład na opakowaniu w celu uniknięcia powszechnie stosowanych śmieci w produktach spożywczych i dbaj o siebie! Jest realne ryzyko, że wyrządzisz większą szkodę dziecku jedząc wędliny ze sklepu, wołowinę na kilogramy i żywność wysokoprzetworzoną niż szczepiąc.

Prawdą jest, że rtęć jako konserwant w lekach nie jest składnikiem, który chcielibyśmy sobie aplikować tak samo jak konserwanty w żywności. Tam gdzie można- trzeba tego unikać (np. rakotwórczych azotanów w wędlinach) ale nie popadajmy w paranoję! Są sytuacje, w których się nie da inaczej (np. stosowanie leków w razie wyraźnej potrzeby) i konieczne jest wybranie mniejszego zła.

Tak naprawdę każdy składnik leku lub produktu spożywczego może wywołać większą lub mniejszą niespodziewaną reakcję uboczną i trzeba o tym pamiętać (zwłaszcza u alergików).

Oddzielnym tematem są polskie realia- szczepionki są zamawiane wg pewnego klucza (heh), kalendarz szczepień jest jaki jest- może kiedyś w końcu się zmieni jak komuś przyjdzie do głowy pogrzebać w literaturze- bardzo na to czekam.

Odnośnie kilku szczepionek w jednym- trudno określić jednoznacznie co jest na 100% lepsze, każde rozwiązanie ma swoje wady i zalety. Z jednej strony być może przeładowanie układu immunologicznego, z drugiej zaangażowanie organizmu w miejsce wkłucia + obrona + stres. Warto jednak pamiętać, że układ immunologiczny noworodka styka się codziennie z olbrzymią liczbą nowych alergenów, a niesamowitym i najlepszym wsparciem jest karmienie piersią, stanowiące ochronę nie do podrobienia. Bardzo istotna jest wnikliwa obserwacja dziecka po zaszczepieniu i zareagowanie na jakiekolwiek (!) nietypowe zachowania, nawet jeśli wydają się błahe.

Jeśli nadal do kogoś nie dociera, że mimo wszystko warto szczepić gdy nie ma przeciwwskazań- przedstawię to obrazowo. Nawet jeśli szczepionka jest czymś zanieczyszczona (jak zapewniają autorzy teorii spiskowych) i jest taka opcja, że mogą wystąpić efekty uboczne na przestrzeni następnych lat czy dziesięcioleci- jeśli nie zaszczepisz, Twoje dziecko może tego nie dożyć, bo w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności może zachorować i z tej choroby nie wyjść już w pierwszych dniach, tygodniach życia.

Nigdy nie myśl 'mnie to nie dotyczy’ w kontekście chorób. Zmieniaj świat tam gdzie masz na to realny wpływ, np. własną dietę, aktywność fizyczną. Nie ubolewaj nad sprawami na które nie masz wpływu.

Ryzyko jest wszędzie, nawet w zaciszu domowym dziecku może stać się krzywda w wyniku nieszczęśliwego wypadku, nie można kierować się takim tokiem rozumowania podejmując decyzję o stosowaniu leków. Poradź się dobrego lekarza zamiast przyjaciół lub znajomych z forów internetowych.

Nie wymagaj rzeczy niemożliwych– samotna matka trójki dzieci ledwo wiążąca koniec z końcem na dziesięciu etatach nie zacznie nagle piec codziennie chleba orkiszowego z mąki ekologicznej i latać na jogę 5 razy w tygodniu. Składu szczepionki sam/a nie zmienisz ale wybierając mniejsze zło możesz uratować dziecku życie. Jeśli nie ma wyraźnych przeciwwskazań, warto szczepić.