piersi

14 faktów dotyczących piersi, o których nie wiedziałaś

1. Ładna skóra to efekt pracy, bo geny to nie wszystko.

Jeśli jesteś przeciętną Polką, pewnie bardziej dbasz o swoją twarz niż o piersi. A jak nie dbasz o biust, w pewnym momencie on Ci to wypomni. Dbanie to nie tylko zdrowe, zbilansowane odżywianie, wpływające od środka na jakość skóry. To również regularne badania, PIELĘGNACJA kremami, olejkami, oraz zabiegi. Zwłaszcza podczas zmian masy ciała, w ciąży, w trakcie i po karmieniu piersią – nasza skóra zmienia się, traci elastyczność. Warto o nią dbać, aby fajnie wyglądała przez długie lata, niezależnie od zmian w naszym życiu. 

2. Badanie nie boli.

Tak jak badanie węzłów chłonnych, migdałków, osłuchiwanie płuc – badanie piersi to zwykły, neutralny dotyk. Ponieważ część kobiet jednak czuje niechęć do samodzielnego badania lub zapomina o tym – warto coś z tym zrobić. Jeśli z jakiegoś powodu nie robisz tego, warto poprosić o pomoc Partnera lub lekarza podczas wizyty. Raz na jakiś czas, np. raz w roku dobrze jest wykonać kontrolne usg piersi. Ale wiesz co jest najważniejsze? Nie wystarczy o tym wszystkim pamiętać, nie wystarczy przytakiwać. To trzeba ROBIĆ! Jeśli się boisz – ok, bój się. Ale badaj.

3. Nie ma głupich pytań.

O wiele głupsze wydaje się pozostawanie latami w niewiedzy, nic z tym nie robiąc. Jeśli nie wiesz jakich preparatów używać do pielęgnacji biustu – zapytaj farmaceutę. Jeśli nie wiesz jak samodzielnie badać piersi, jeśli wydaje Ci się, że znalazłaś coś niepokojącego – po prostu zapytaj – najlepiej lekarza. Nie wstydź się, dla niego to codzienność.

4. NIE wszystko co znajdziesz, jest groźne.

Nie każda zmiana jest groźna, dlatego nie musisz martwić się, jeśli wyczujesz coś pod skórą. Wręcz przeciwnie! Im szybciej odkryjesz, że coś się dzieje, tym lepiej bo prawie zawsze łatwiej poradzić sobie z drobnymi zmianami, które mogą okazać się czymś błahym. Ale i w przypadkach poważniejszych dolegliwości medycyna świetnie daje sobie radę. Strach przed znalezieniem ‚czegoś’ nie powinien Cię w żaden sposób blokować, to tylko niepotrzebny stres, bez racjonalnego uzasadnienia.

5. Amputacja piersi NIE jest leczeniem z automatu.

Wiele kobiet boi się badania, bo jeśli coś znajdą, na bank skończy się to amputacją piersi. To BZDURA. Nawet jeśli coś znajdziesz, dalsze postępowanie zależy od wielkości i charakteru zmiany. Leczenie oszczędzające pierś przeprowadza się ZAWSZE wtedy, gdy nie ma ku temu przeciwwskazań i jest to tryb STANDARDOWY. Dlatego najlepiej badać się regularnie i reagować od razu, gdy tylko pojawi się coś niepokojącego. Wtedy szansa na leczenie oszczędzające jest największa.

6. Nowe piersi możesz mieć od ręki.

Gdy nie można oszczędzić piersi, lekarze starają się, żeby pacjentka obudziła się z nową piersią. Co to oznacza? Idziesz na zabieg usunięcia zmiany, lekarz robi swoje, a Ty budzisz się bez nowotworu, z nową, piękną piersią. Nie ma etapu przejściowego, jeśli nie jest konieczne dalsze leczenie. Otwierasz oczy i jest tak, jak było. Czasem potrzeba dwóch zabiegów, czasem korekty zdrowej piersi, co doprowadza do finalnego efektu czyli ładnych, kształtnych i symetrycznych piersi. Korekta czy powiększenie wygląda w tym przypadku tak samo jak u pacjentek z zakresu medycyny estetycznej.

7. Leczenie onkoplastyczne to standard.

Leczenie onkoplastyczne to leczenie oszczędzające lub rekonstrukcja piersi. Nawet 95% pacjentek ma możliwość rekonstrukcji wtedy, gdy ma raka i musi mieć amputację. Niestety w praktyce tylko ok. 5% pacjentek korzysta z tej możliwości, a szkoda, bo nie wiem czy wiesz, ale…

8. Rekonstrukcja jest refundowana.

Serio. Rekonstrukcja operowanej piersi jest w całości REFUNDOWANA i pacjentka nic nie dopłaca. I nie ma tu znaczenia czy chcesz mieć nową pierś od razu po otworzeniu oczu, czy rok po zakończeniu leczenia. Możesz kiedy chcesz – warto o tym mówić głośno, bo nie wiedzieć czemu, nadal niewiele kobiet korzysta z tej możliwości.

9. Nowe piersi są seksowne, bo to TY jesteś seksowna.

Piękno jest w Tobie i tylko od Ciebie zależy kiedy będziesz nim emanować. Leczenie onkoplastyczne to standard, nawet jeśli jesteś już jakiś czas po operacji amputacji. Nowy biust jest tak samo seksowny, a czasami wręcz bardziej, bo masz wpływ na ostateczny kształt i jędrność piersi. Kobiety z piersiami po rekonstrukcji czują się kobieco, pewnie, biorą udział w sesjach zdjęciowych. Nie wierzysz? To patrz.

piersi

piersi

piersi

10. Sutki też można zrekonstruować.

I nie ma z tym żadnego problemu! To jest prosty zabieg na 20 minut w znieczuleniu miejscowym.

11. Implanty nie rozlewają się.

To się zdarza na portalach plotkarskich. W życiu codziennym bardzo rzadko coś się dzieje z implantem, a nawet jeśli, jest on biologicznie na tyle NEUTRALNY, że wymieniany jest bez żadnych komplikacji. W Polsce najczęściej stosowane są implanty z żelem silikonowym. To żel wysokiej spoistości, który trzyma formę, zatem jeśli go np. przetniemy, czy przedziurawimy – wciąż będzie trzymał kształt i nic się nie „wyleje”.

12. Gdy jesteś w ubraniu – nie da się NIC rozpoznać.

Drobna korekta? Medycyna estetyczna? Rekonstrukcja? Jeśli idziesz do pracy – nie widać różnicy czy masz pierś rekonstruowaną czy nie. Jeśli idziesz na kolację i masz duży dekolt – nie widać cięcia, bo znajduje się ono np. w krawędzi dolnej zewnętrznej. Cięcie wykonuje się zazwyczaj pod piersią również po to, aby zachować najwięcej czucia i unerwienia.

13. KAŻDĄ pierś można zrekonstruować.

Każda pacjentka ma PRAWO i MOŻLIWOŚĆ zrekonstruować swoją pierś. Dla każdej z pacjentek dostępna jest ODPOWIEDNIA technika, począwszy od implantów przez płaty. Płat to tkanka własna. Czyli np. lekarz pobierze od Ciebie fragment z brzucha lub z pleców. Nie martw się, to procedura, która nie oszpeca.

14. Masz wpływ na przyszłość.

Być może przejrzałaś nagłówki i obojętnie przejdziesz dalej, ale pamiętaj, że wcale nie musisz uczestniczyć w smutnych, polskich statystykach. Nowotwór piersi to DRUGA, po raku płuc, przyczyna zgonu u Polek z przyczyn onkologicznych i nadal piąte miejsce na ogólnej liście, jeśli chodzi o przyczyny zgonów. Każda z nas ma średnio 12% szans na to, że zachoruje. Dlatego tak ważne jest, by badać się regularnie.

Pamiętaj, że po leczeniu, po rekonstrukcji i potwierdzeniu przez lekarza, że wszystko jest w porządku – Twoje życie wraca do normy tak jak po grypie, złamaniu nogi czy rozstroju żołądka. 

Porozmawiaj z kobietami, które są po rekonstrukcji. Zobacz jak nadal emanują spokojem, siłą, pewnością siebie i niezachwianym seksapilem. Poszukaj fachowców, grup wsparcia, informacji z potwierdzonych źródeł.

Nie bój się badań, rozmów, leczenia. Cokolwiek się nie stanie – na pewno sobie z tym poradzisz bo Twoja siła i piękno jest w Twojej głowie. Ale nie daj się zaskoczyć. 

Nie czekaj. Zbadaj piersi już dziś.

 

 

________

W tekście wykorzystałam wypowiedzi (kursywa) dr Daniela Maliszewskiego (za zgodą autora), który zajmuje się chirurgią onkologiczną, ze szczególnym uwzględnieniem onkologicznych i estetycznych aspektów leczenia chorob piersi. Jest członkiem Towarzystwa Chirurgów Polskich, Polskiego Towarzystwa Onkologicznego oraz American Society of Breast Surgeons.

Zdjęcia pochodzą z archiwum Fundacji Wspierania Rozwoju Medycyny ANIZJA, przedstawiają Pacjentki dr Daniela Maliszewskiego, zdjęcia zostały wykorzystane za zgodą modelek, fotografa Anji Choluy oraz Agnieszki Kośnik-Zając – autorki projektu „Brest is the best”.

mózg

Mózg ma do Was sprawę.

Dziś Szef Wszystkich Szefów czyli Mózg. A konkretnie jedna sprawunia, którą na pewno chciałby przekazać Szanownym Kolegom i Koleżankom.

Otóż.

Mózg bardzo by prosił (póki co grzecznie) aby nie bagatelizować dłuższych (np. 2 tygodnie) tematów typu 'nie mam po co wstawać z łóżka’ oraz 'moje życie nie ma sensu’ u siebie i otoczenia. To czasem chwilowy zły humor, pewnie – każdemu się zdarza. Ale jeśli codziennie mamy przed nosem jesień średniowiecza i każdy dzień zaczyna się hasłami typu 'wszystko jest do dupy, nie nadaję się do niczego, nie mam po co żyć’ – uprasza się o zareagowanie. A konkretnie…

Trzeba dać haracz.

Mózg jak wiadomo ma swoje biznesy, przewala tonę koksu w lewo i w prawo więc różnie mu tam z tą kasą wychodzi. Czasem jak się spłucze na jakimś interesie to mu na Serotoninę nie styka, a bez Serotoniny to żaden balet i co? Mamy problem. Generalnie jakieś biznesy z Neuroprzekaźnikami mogą nie wyjść albo jakieś inne zewnętrzne czynniki typu kryzysowe zdarzenia losowe, brzydka pogoda, oraz braki podstawowych, niezbędnych do życia rzeczy jak brak torebki MK, CC, GG, FF, brak Porshe, brak lajków na fb i ig, brak dobrej kawy, brak ulubionych hot-dogów za 1pln czy brak wifi w knajpie oraz wiele, wiele innych smutnych sytuacji – one też mogą spowodować pewien drobny dyskomfort. A jak wiadomo sprawy lubią się nawarstwiać a problemy zawsze chodzą parami np. permanentny brak stolika w spelunie na zbawixie + brak iphona = brak foty na fejsbuczka z iphonem i jedzeniem = brak lajków = katastrofa. Aby zniwelować lub chociaż zminimalizować (też na 'z’) skutki różnych tragedii, z którymi człowiek nie daje już sobie sam rady, należy dać haracz i wszyscy będą zadowoleni.

Jak to zrobić.

W prostym układzie – jeśli to tylko zły humor – wystarczy dyskretnie (!) przekazać Mózgowi kopertę z TRYPTOFANEM (czyli nażreć się czegoś typu pestki dyni, słonecznika, nasiona sezamu, siemię lniane, orzechy, płatki owsiane, kakao lub produkty zwierzęce: ryby i mięso drobiowe). Najlepiej dokonać tego przebywając na swieżym powietrzu na słońcu przez jakieś 20 min, wtedy nie wzbudzamy podejrzeń, może Mózg zlituje się i spojrzy łaskawszym okiem bo lubi też witaminę D itp. On sobie ten Tryptofan później poprzerabia elegancko, ma ludzi od tego (szczególnie jeden, o pseudonimie 'Chemik’). I po sprawie.

W bardziej skomplikowanej opcji.

Trzeba iść po WALUTĘ. Obca waluta jest niestety na kartki, można je zamienić wyłącznie w specjalnych kantorach (szmuglujących pod stołem piguły ale cicho sza), to te z napisem 'Apteka’. Znajdziesz tam śmiesznego człowieka (w białym jak pierwszy śnieg płaszczu), pseudonim 'Aptekarz’. Zamianki tylko jak znasz hasło (nie ma lekko), więc lepiej je zapamiętaj: 'chciałbym zrealizować RECEPTĘ’. W kantorze trzeba grzecznie i spokojnie – to nie piekarnia. Każdy przychodzi tam załatwiać jakieś biznesy a 'Aptekarz’ musi pracować w skupieniu, żeby wydać odpowiednią walutę, no chyba, że chcesz dostać kopiejki zamiast dolarów, to możesz jeden z drugim zapodać historię swojego życia w tzw. międzyczasie, stojąc w kolejce. Nie radzę.

Kartki na walutę dostępne na mieście u gościa pseudonim 'Psychiatra’. Jak dobrze popytasz ludzi to Ci ktoś w końcu da do niego namiar. Ale ale. Nie idziesz do człowieka od kartek z tekstami typu 'mam dyskomfort w klatce piersiowej, zaburzenia ze strony układu pokarmowego, bóle głowy, pleców, zaburzenia miesiączkowania’ i co tam Ci jeszcze do głowy przyjdzie. Facet nie ma czasu na takie farmazony. Walisz od razu konkret 'daj pan kartkę na walutę bo jest źle’ i tyle.

Bardzo ważna rzecz.

Haracz działa zwykle dopiero po 2-4 tygodniach, bo Mózg musi tam sobie wszystko poprzeliczać czy się zgadza. Do tego czasu może nie być poprawy. Druga rzecz. Jak już jest cacy, to nie że waluta na półkę! Płacisz zgodnie z zaleceniami gościa od kartek (nawet 3-6 miesięcy).

Aha, jeszcze jedno.

Jak będziesz nabijał się z kogoś, kto ma problem i chrzanił biedne teksty w stylu 'nie marudź’ albo jak będziesz udawał, że nie ma sprawy i zlejesz temat, to pamiętaj co Ci mówię: Mózg jest cwany lis – wywinie Ci pewnego dnia taki numer ze swoimi Neuroprzekaźnikami, że zamiast latać za super laską lub facetem z jajami zakochasz się w jakiejś ciekawostce przyrodniczej i pozamiatane. I pomyśleć, że później ludzie gadają, 'miłość jest ślepa’, hehe. Ślepa to jest co najwyżej kiszka.

Kategorie: Inne

Czy warto szczepić?

Wiele osób pyta mnie co sądzę o szczepionkach. Na każde pytanie zawsze odpowiadam indywidualnie ale wczoraj wpadł mi w ręce tak absurdalny artykuł rozsiewany na Facebooku (nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać), że postanowiłam przedstawić swój punk widzenia dotyczący szczepionek ale również ogólnie leków powszechnie stosowanych.

Prawdą jest, że każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie. Istnieją różne schorzenia, które mogą i powinny wpływać na modyfikację kalendarza szczepień. Niestety nie zawsze da się postawić diagnozę w pierwszych dobach życia, a szczepionka np. na WZW dla noworodka z grupy ryzyka przebywającego w szpitalu może być sprawą życia i śmierci. Czy koniecznie trzeba szczepić natychmiast po urodzeniu? Trudne pytanie, byłoby super gdyby ktoś przekopał się przez polską (!) literaturę, a następnie również zagraniczną i zrewidował obecne standardy biorąc pod uwagę polskie realia sanitarno-ekonomiczne… Może kiedyś. Podkreślę to jeszcze raz: jestem przeciwnikiem bezmyślnego szczepienia wszystkich jak leci, z automatu.

Prawdą jest, że nie wszystkie leki i szczepionki są jednakowo oczyszczone, a z zanieczyszczeniami może (ale nie musi) związane być wystąpienie efektów ubocznych. Do tego nie ma preparatów, które nadają się dla wszystkich bez wyjątku. Dlatego ZAWSZE należy czytać ulotkę dołączoną do leku, szczepionki- tam jest wszystko napisane (np. kto NIE MOŻE stosować, na co zwrócić uwagę, kiedy NIE MOŻNA stosować preparatu itp. itd.). Ale czy ktoś to w ogóle czyta?

Poza tym zejdźmy na ziemię, kobieta po 20h porodu nie będzie blokowała szczepienia dziecka z tekstami 'ja chcę czystą szczepionkę!’. Interesujesz się tematem? Znajdź położną w szpitalu lub zapytaj farmaceutę, który jest na bieżąco ze szczepionkami- ja nie jestem przedstawicielem medycznym ani lekarzem oraz nie reklamuję żadnego preparatu- nie bede rzucała nazwami.

Prawdą jest, że niektóre preparaty nie są przebadane na przestrzeni kilkunastu- kilkudziesięciu lat, zatem ciężko ocenić jakie mogą być długofalowe skutki zażywania czy zaszczepienia. Z drugiej strony jest grupa leków o solidnie udokumentowanej historii, w tym dokładnie poznanych efektach ubocznych, a mimo to są demonizowane na równi z nowymi preparatami lub stosowane bezmyślnie mimo oczywistych ostrzeżeń.

Przykładowo nadużywanie antybiotyków bez zrobienia antybiogramu (badanie dopasowujące konkretny antybiotyk do indywidualnego przypadku). Najdziwniejsze jest, że tzw. antyszczepionkowcom nie przeszkadza wjazd do organizmu czołgiem w celu zabicia muchy (często antybiotyk wcale nie jest potrzebny bo przyczyną choroby jest wirus) i związane z tym powszechnie znane efekty uboczne. Dlaczego nie interesuje ich nieodłączne zaburzenie równowagi flory jelitowej, której odzyskanie może trwać miesiącami lub latami a konsekwencje bywają nieodwracalne i rzutują na działanie całego organizmu?

Denerwuje mnie, że w ruchu antyszczepionkowym są często ludzie zaszczepieni w dzieciństwie, którzy nie mają bladego pojęcia jak wygląda np. gruźlica lub zapalenie wątroby, którzy nigdy nie widzieli w szpitalu dziecka chorego na krztusiec lub inną chorobę stanowiącą zagrożenie życia. Zdaję sobie sprawę, że wśród Rodziców, którzy nie szczepią są osoby świadome, wybierające brak szczepienia jako mniejsze zło dla swojego dziecka pod warunkiem, że jest to poparte realnymi wskazaniami związanymi np. z problemami na tle neurologicznym, alergiami itp.

Pamiętajcie, że w leczeniu często wybieramy mniejsze zło. Cudownie byłoby (i być może kiedyś tak będzie) mieć zindywidualizowany tok postępowania, terapia celowana rozwija się na naszych oczach. Ważną gałęzią jest też moim zdaniem medycyna naturalna (dieta!), którą zawsze warto się wspierać jeśli można i nie stanowi to zagrożenia życia. Natomiast nie bądźmy idiotami i nie podawajmy noworodkom czy niemowlętom preparatów z kurkumy (czarny humor) przy ciężkich zakażeniach, bo ten biedny dzieciak za chwilę będzie miał sepsę i organizm nie da rady nawet ze wsparciem antybiotykiem.

Tak samo jest ze szczepionkami. Żeby była jasność- jestem przeciwnikiem nadużywania 'chemii’ oraz nie jestem fanem wszystkich szczepionek, jednak często należy wybrać mniejsze zło bo priorytetem jest ratowanie życia tu i teraz, zwłaszcza w grupie ryzyka.

Nikt nie twierdzi, że wszystkie preparaty są idealne ale w warunkach szpitalnych, gdzie istnieje realne ryzyko zagrożenia dla kilkudniowego dziecka (np. WZW u matki)- nie ma się nad czym zastanawiać, trzeba szczepić!

W artykule rzucano hasłami 'szczepionki wywołują raka i autyzm’. Z dostępnej literatury powszechnie wiadomo, że podłoże autyzmu jest bardzo złożone, wpadły mi w ręce badania dotyczące zwiększonego ryzyka u kobiet w ciąży narażonych na kontakt z chemią spożywczą oraz środkami ochrony roślin.

Podłoże występowania chorób nowotworowych to temat rzeka (notabene bardzo ciekawy- pisałam m.in. o tym pracę doktorską). Droga Mamo, skoro tak bardzo interesujesz się autyzmem i rakiem w kontekście szczepionek- poczytaj na ten temat w wolnej chwili kilka artykułów naukowych, a póki co nie jedz byle czego, sprawdzaj skład na opakowaniu w celu uniknięcia powszechnie stosowanych śmieci w produktach spożywczych i dbaj o siebie! Jest realne ryzyko, że wyrządzisz większą szkodę dziecku jedząc wędliny ze sklepu, wołowinę na kilogramy i żywność wysokoprzetworzoną niż szczepiąc.

Prawdą jest, że rtęć jako konserwant w lekach nie jest składnikiem, który chcielibyśmy sobie aplikować tak samo jak konserwanty w żywności. Tam gdzie można- trzeba tego unikać (np. rakotwórczych azotanów w wędlinach) ale nie popadajmy w paranoję! Są sytuacje, w których się nie da inaczej (np. stosowanie leków w razie wyraźnej potrzeby) i konieczne jest wybranie mniejszego zła.

Tak naprawdę każdy składnik leku lub produktu spożywczego może wywołać większą lub mniejszą niespodziewaną reakcję uboczną i trzeba o tym pamiętać (zwłaszcza u alergików).

Oddzielnym tematem są polskie realia- szczepionki są zamawiane wg pewnego klucza (heh), kalendarz szczepień jest jaki jest- może kiedyś w końcu się zmieni jak komuś przyjdzie do głowy pogrzebać w literaturze- bardzo na to czekam.

Odnośnie kilku szczepionek w jednym- trudno określić jednoznacznie co jest na 100% lepsze, każde rozwiązanie ma swoje wady i zalety. Z jednej strony być może przeładowanie układu immunologicznego, z drugiej zaangażowanie organizmu w miejsce wkłucia + obrona + stres. Warto jednak pamiętać, że układ immunologiczny noworodka styka się codziennie z olbrzymią liczbą nowych alergenów, a niesamowitym i najlepszym wsparciem jest karmienie piersią, stanowiące ochronę nie do podrobienia. Bardzo istotna jest wnikliwa obserwacja dziecka po zaszczepieniu i zareagowanie na jakiekolwiek (!) nietypowe zachowania, nawet jeśli wydają się błahe.

Jeśli nadal do kogoś nie dociera, że mimo wszystko warto szczepić gdy nie ma przeciwwskazań- przedstawię to obrazowo. Nawet jeśli szczepionka jest czymś zanieczyszczona (jak zapewniają autorzy teorii spiskowych) i jest taka opcja, że mogą wystąpić efekty uboczne na przestrzeni następnych lat czy dziesięcioleci- jeśli nie zaszczepisz, Twoje dziecko może tego nie dożyć, bo w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności może zachorować i z tej choroby nie wyjść już w pierwszych dniach, tygodniach życia.

Nigdy nie myśl 'mnie to nie dotyczy’ w kontekście chorób. Zmieniaj świat tam gdzie masz na to realny wpływ, np. własną dietę, aktywność fizyczną. Nie ubolewaj nad sprawami na które nie masz wpływu.

Ryzyko jest wszędzie, nawet w zaciszu domowym dziecku może stać się krzywda w wyniku nieszczęśliwego wypadku, nie można kierować się takim tokiem rozumowania podejmując decyzję o stosowaniu leków. Poradź się dobrego lekarza zamiast przyjaciół lub znajomych z forów internetowych.

Nie wymagaj rzeczy niemożliwych– samotna matka trójki dzieci ledwo wiążąca koniec z końcem na dziesięciu etatach nie zacznie nagle piec codziennie chleba orkiszowego z mąki ekologicznej i latać na jogę 5 razy w tygodniu. Składu szczepionki sam/a nie zmienisz ale wybierając mniejsze zło możesz uratować dziecku życie. Jeśli nie ma wyraźnych przeciwwskazań, warto szczepić.

Czy miód jest zdrowy?

Co to jest miód?

Miód jest produktem wytwarzanym przez pszczoły z zebranego nektaru kwiatowego lub ze spadzi.

Co zawiera miód?

70-80 % stanowią węglowodany, głównie cukry proste (fruktoza i glukoza), oraz dwucukry (sacharoza) i wielocukry. W miodach znajdują się też kwasy organiczne, flawonoidy, barwniki roślinne, białko, enzymy, śladowe ilości witamin oraz makro- i mikroelementów. W świeżo zebranym miodzie występuje nadtlenek wodoru (którego ilość stopniowo zmniejsza się z czasem).

Co to jest sztuczny miód?

Niektórzy producenci sprzedają syrop glukozowo-fruktozowy z dodatkiem barwnika oraz aromatu pod nazwą 'sztuczny miód’- takiego produktu należy zdecydowanie unikać.

Jak odróżnić sztuczny miód od prawdziwego?

 

 

Cały artykuł znajdziesz tu (kliknij).