Łeldan – październik.

W tym miesiącu nominacja do nagrody ŁelDan of The Year leci zasłużenie do firmy, która od dawna wspiera nas w codziennych zmaganiach z gotowaniem skomplikowanych potraw w prosty sposób.

Markę Frosta cenię za transparentność składu, brak idiotycznych zagrywek marketingowych oraz przystępny sposób pokazywania zawartości na odwrocie opakowania. Oto przykład, za który przyznałam nominację.

Filet, MSC- fajnie.

Po tego typu produktach można spodziewać się wszystkiego. Najczęściej to ryba ze sporą porcją panieru. Jak ze składem tutaj?

Jest ryba, ilość standardowa jak na tego typu produkty. Natomiast gdy słyszę lub widzę „sos maślany” to mi się lupa otwiera w kieszeni, ale nie w tym przypadku. Tu mamy warzywa, masło i dodatki. Resztę składu stanowią marchewki ze śladową obecnością panierki (tak, ilość glukozy też jest tam śladowa).

Łeldan!

Nominacja trafia do Frosty za:

– odejście od klasycznego schematu mrożonej ryby z toną średnio wartościowej, czasami wręcz niezdrowej, panierki,

– spory dodatek warzyw bez mydlenia nimi oczu tylko na froncie,

– nieustanne promowanie transparentności składu.

Dobra robota!

FAK of The Year

FAK of The Year – Lipiec

Lipcowa nominacja do nagrody FAK of The Year trafia do Family Fish – Figurki Rybne. Za to, że producentowi chyba coś się pomyliło jeśli chodzi o własne produkty. 

 

FAK of The Year

 

Na opakowaniu ślicznie uśmiechnięte dzieci, cudne info o „naturalnym smaku” i braku syfu – ok.

Niestety prostego surowca rybnego jakim jest filet – zabrakło. Dzieci dostaną 65% farszu rybnego, z którego to 80% stanowią mechanicznie odkostnione produkty rybołówstwa (tu mielone mięso z plamiaka). Plus panier oczywiście. 

 

FAK of The Year

 

Jasne – nie ma co siać paniki – ryba to ryba. Ale ciekawe jest, że firma ma w portfolio piękne paluszki z fileta – w składzie 65% fileta jak Bóg przykazał, proste opakowanie i super! Ale dla dzieci niestety fileta zabrakło. 

 

FAK of The Year

 

Tak, cena jest inna – niższa o ok 1.5-2pln. Czasem mielone jest tańsze od fileta. I wiadomo, że wymyślne kształty łatwiej zrobić z papki, a najlepiej z pasztetu ale kurde czy rzeczywiście o kształty tu chodzi czy raczej o to, żeby dzieciak zjadł w końcu tę cholerną rybę? Przecież kształt kotleta można dobrać pod rodzaj ryby. Inni producenci jakoś dają radę.

 

ryba abramczyk

 

Kurczę, mnie się zawsze wydawało, że jak coś jest dla dzieci – a zarówno kształt jak i foto na opakowaniu sugeruje, że jest to produkt dla dzieci – to musi być top of the top. 

Ale nie.

Niestety wielu producentów przeróżnych produktów dla dzieci (np. nabiału, płatków) ma totalnie w dupie jakiekolwiek zalecenia czy wytyczne. Z resztą wystarczy spojrzeć na FAK of The Year z poprzednich miesięcy (kliknij tu). Ba! U niektórych producentów zdarza się syf do tego stopnia, że proszę rodziców aby omijali półki z jedzeniem dla dzieci bardzo szerokim łukiem.

Przyznam, że %$&* mnie trafia, jak widzę takie sytuacje i mam zamiar po kolei obnażać tę idiotyczną HIPOKRYZJĘ wszechobecną w produktach dla dzieci. Bo jeśli dorośli dostają jedzenie, a dzieci popłuczyny albo przesłodzony syf, jest to żenująca hipokryzja – nazywajmy rzeczy po imieniu.

Gwoli ścisłości, tu powinien znaleźć się równolegle ten produkt, który dla mnie ma również dramatyczny skład:

 

 

A wracając, w tajemnicy powiem, że jak rodzic sam je ryby, to od małego proponuje też rybę dziecku. A jak się dziecko od małego nauczy albo jak się nie nauczy ale latami obserwuje jedzenie ryby w domu, to zwykle w końcu samo zacznie jeść. Ciężko jest wyskoczyć młodemu nagle z rybą – bo się okazało, że zdrowa – jak nigdy nie obserwował ryb w domu. To trochę jak lądowanie ufo na talerzu. 

Dodatkowo nie polecam podawać dzieciom panierowanych gotowców. Jeśli dziecko jest zbyt małe i nie pogryzie fileta, to z pewnością nie jest w wieku odpowiednim do zjedzenia panierowanych, przetworzonych produktów. Warto kupować tłuste ryby morskie – ich mięso bogate jest w cenne kwasy tłuszczowe niezbędne w rozwoju dziecka, a dodatkowo konsystencja jest na tyle odpowiednia, że można śmiało wmiksować kawałek w dowolny obiadek. RAZ W TYGODNIU.

W przypadku miłości do panierowanych produktów – nigdy nie polecam ich jako standard. Jako urozmaicenie, rzadkość na stole – ok. Ale na pewno nie w nagrodę czy jako niesamowity rarytas.

No bo umówmy się, nie ma co robić z produktów zawierających minimum 35% smażonego pszennego paniera „rarytasów”, prawda?

Steki z łososia.

Z czym kojarzy Wam się słowo 'stek’? Z plastrem mięsa? Stek wołowy, stek z halibuta, steki z łososia? Ja mam właśnie takie skojarzenia: generalnie 100% mięsa w mięsie.

Aż tu nagle…

Znalazłam więc (przypadkowo oczywiście) apetycznie wyglądające steki z łososia. Mój ambiwalentny stosunek do łososia znacie, kilka faktów z których ten stosunek wynika opisałam kiedyś we wpisie o rybach. Ale do rzeczy: stek, czyli kawałek mięsa, czytam zatem co w składzie.

Processed with MOLDIV

Generalnie nie mam nic do Frosty – cenię ich politykę transparentności i ciekawe zestawy mrożonek ALE 59% mięsa w steku to chyba lekka przesada. Napisane jak byk: 'steki’. Nie jest napisane 'panierowane steki’. Owszem, na obrazku panierka ale może 'to tylko propozycja podania’? Poza tym wizualnie – cienka jak pergamin! Delikatna jak welon panny młodej! A tu nagle hyc! Z welonu robi się poliestrowy koc w kratę o grubości 41%. I niby nie ma dramatu bo mąka, olej, jakieś (powiedzmy) akceptowalne (poza glukozą, jest jej mało na szczęście) dla większości ludzi drobiazgi ale ilościowo to prawie połowa masy produktu… W steku?!

O co chodzi?

Nie nazywam stekiem kotleta schabowego, nie nazywam stekiem de volaille’a, nie nazywam też stekiem innych panierowanych atrakcji. Ba! Sama Frosta nie nazywa, przykładowo 'Przysmak rybny’. Tu na dzień dobry domyślam się, że ryba będzie dodatkiem (szpinaku jakby się kto pytał 6% w 18% sosu – jak wiadomo, każdy chodzi z notesem i kalkulatorem więc sobie na zakupkach zawsze szybciutko przeliczy, że to 1% całości – blokując przy okazji wąskie przejście przy mrożonkach).

Processed with MOLDIV

I faktycznie: ryby 45% ale nie czepiam się – ostrzegaliście. Ale 'steki’?

Droga Frosto, stejk to stejk, a nie jakiś panierowany przebieraniec z kocem na głowie.