Czy istnieją zamienniki cukru?

Całą dyskusję o zamiennikach można sprowadzić do jednego banalnego stwierdzenia: słodkie to słodkie. Brązowy, trzcinowy, z czegoś tam, taki, siaki, mający mniej lub więcej kcal, większy lub mniejszy IG – to nadal cukier i / LUB nadal towarzyszy nam słodki smak oraz budowanie złego nawyku (zwłaszcza u dzieci).

Nie bądźmy hipokrytami.

Potrzebujemy cukru, cukier uzależnia. Prawie każdy lubi częściej lub rzadziej zjeść coś słodkiego ale (nie oszukujmy się!) nie potrzebujemy go AŻ TYLE. Czy wiecie, że obecnie zjadamy go 10 x więcej niż 100 lat temu?!

Może jednak warto jeść węglowodany złożone i nie mieć napadów głodu czyli ataków cukrowych – organizm bardzo tego nie lubi!

Wyobraźmy sobie, że…

Wyobraźmy sobie, że węglowodany złożone są jak döner kebab, natomiast organizm jest jak kebab-mistrz (gość od krojenia i nakładania): przyjeżdża taki wielki döner (kawał mięsa), wrzuta na pionowy rożen, następnie elegancko opieczony jest spokojnie porozdzielany przez mistrza (organizm) jak komu co potrzeba w danej chwili i wszyscy są zadowoleni. Mamy tu kulturalne rozdawnictwo – każdy czeka grzecznie w kolejce, nie ma bijatyk ani przepychanek. Każdy klient ma inne potrzeby: przychodzi taki mózg i prosi kebab + pitę (duża płaska bułka), a układ pokarmowy chce do tego surówkę, a wątroba woli np. rollo (naleśnik) itd.

A co się dzieje jak nażrecie się cukru? Wyobraźcie sobie, że organizm czeka na mięso, a tu wjeżdża mu nagle na kwaterę 500 gotowych do sprzedania, zawiniętych w folię durumów (w tej roli wystąpi dziś cukier) z majonezem (niestety) i robi się bałagan, wszyscy się wkurzają bo ten prosił z sosem jogurtowym małą porcję, ten więcej ale z keczupem i nie w tej kolejności, ten bez surówki, a tamten bez sosu, bułka, naleśnik, fryty itd. A tu dupa – nie ma! Jest 500 z majonezem i coś z tym trzeba zrobić. A jeszcze tkanka tłuszczowa coś szmugluje na boku (bo ktoś nażarł się fruktozy) i już w ogóle wszyscy są wściekli. Na pomoc wpada straż miejska (insulina), robi porządek i niby wszystko wraca do normy ale tylko pozornie. Nikt bowiem nie lubi jak przy jedzeniu sterczy mu nad głową jakiś gościu i liczy kalorie czy wręcz komentuje, że zabijasz zwierzęta i że obok jest kebab wegetariański, też dobry tylko lepszy.

A jak koniecznie trzeba dodać czegoś słodkiego?

Nie mam zaufania do sztucznych substancji i różnych ‚wynalazków XX wieku’. Jeśli nie muszę – nie stosuję erytrolu i innych ‚oli’, bo nawet po teoretycznie zdrowym ksylitolu spożytym w nadmiarze (dla każdego to inna ilość) mogą wystąpić problemy z układem pokarmowym, a nieprzyjaciele mojego układu pokarmowego są moimi nieprzyjaciółmi. Sporadycznie – nie ma sprawy. Nie macie sensacji po ksylitolu? Super, ja niestety mam. Ale podkreślam – wszystko jest dla ludzi, jeśli są to rozsądne ilości i nic Wam nie dolega.

Nie mam zaufania do słodzików typu aspartam, nie przekonuje mnie fakt, że tylko szczury miały drobne problemy typu nowotwór po spożyciu jakiejś tam ilości ale tak naprawdę to ktoś się pomylił i nie szczury tylko króliki i nie po aspartamie a po kremie.

Absolutnie nie polecam stosowania fruktozy (więcej o tym tu) i syropów cukrowych (pisałam o tym tu).

Co robić?

Jestem zwolennikiem rozwiązań naturalnych i lokalnych. Jeśli muszę coś posłodzić – używam naturalnego miodu z Polski lub owoców (świeżych najlepiej lokalnych lub suszonych najlepiej bez siarki). Jak trzeba dać cukier – daje minimalną (!) ilość CUKRU. Oczywiście najkorzystniej nierafinowanego, ale nie bądźmy idiotami, myśląc że trzcinowy nierafinowany jest zdrowy wiec można sypać więcej. Cukier to cukier! Nierafinowanym niedoborów nie uzupełnisz. Chyba, że jesz na tony ale wtedy pal licho niedobory bo wczesnej umrzesz na zespół metaboliczny.

Jeśli ktoś kocha nowości i mody – można na co dzień stosować syrop z agawy, klonowy, stewię itp. itd. dopóki mieszkamy w miejscu gdzie to rośnie. Absolutnie nie twierdzę, że to fatalne produkty – przeciwnie! Nie ma nic złego w różnorodności i probowaniu nowych smaków ale wprowadzanie odległych smakołyków jako standard nie zawsze jest dobrym pomysłem.

Tak na marginesie, tak właśnie jest z oliwą z oliwek. Gardzimy rodzimym polskim rzepakiem, z którego tłoczony jest jeden z najzdrowszych olejów na świecie ale chętnie kupujemy oliwę zakładając, że kuchnię śródziemnomorską mamy już ‚załatwioną’. Wszystko fajnie, ale tamci od oliwy jedzą też przy okazji ryby itd. na tony i mogą sobie pozwolić na obecność takiego a nie innego tłuszczu na stole non stop – to ich lokalny produkt. My już niekoniecznie.

Próbujcie lokalnych, domowych rozwiązań w roli dosładzaczy: miodu, owoców i ich przetworów bez cukru np. powideł śliwkowych, dżemów itp., a tam gdzie trzeba cukru – minimalnej jego ilości.

A może spróbować czegoś nowego…?

Zachęcam też do zmiany sposobu postrzegania cukru – zamiast szukać zamienników, może warto pomyśleć o zmianie sposobu myślenia…? Czy bezwzględnie ‚musi być słodkie’?

Odzwyczajenie się od słodkiego smaku nie jest proste. Uważam, że trzeba robić to bardzo powoli, stopniowo i bezstresowo.

Przykładowo: pijesz kawę z 2 łyżeczkami cukru? Nasyp jutro kilka – kilkanaście ziarenek (!) cukru mniej ale nie mów tego mózgowi, czyli wizualnie nadal 2 łyżeczki. I tak przez kilka dni- nie skapnie się, mowię Ci. Później jeszcze kilka ziarenek mniej – sam/a oceń tempo.

Nie martw się, że to potrwa kilka tygodni czy miesięcy, to nic w skali roku czy lat – 365 kaw z cukrem to kilka kg, a przecież nie pijesz jednej dziennie…? Podobnie z herbatą, ciastem, czekoladą, musli na śniadanie itp. itd.

Z dziecięcymi tematami też można sposobem – żre tylko owocowe jogurty? Zamiast samego badziewia z 5 łyżeczkami cukru i barwnikiem z owadów kup naturalny i dodaj trochę do tego owocowego, stopniowo (!) dodawaj coraz więcej naturalnego. A może zamiast owocowego spróbuj samego naturalnego – dodaj 0.5 (lub 1) łyżeczki miodu (naturalnego z Polski)?

Co Ci szkodzi spróbować…?

 

Ps. Zupełnie inaczej jest w przypadku uprawiania sportu (trzeba zbilansować ilość wedle zapotrzebowania) oraz współistniejącej choroby czy sporej nadwagi. Jestem zwolennikiem wybierania mniejszego zła, trzeba jakoś się ratować (tym co kto ma pod ręką biorąc pod uwagę względy finansowe i dostepnosc produktu) zamiast biadolić!

  • Akuma

    Nie ma czegoś takiego takiego, jak to, że człowiek potrzebuje cukru, owszem dla ludzi, których główny metabolizm jest nastawiony na cukier, zgadzam się. Ale błędem jest stwierdzenie, że nie można żyć bez cukru, polecam autorce jak i tym, którzy chcieli by się dowiedzieć czegoś więcej niż czytac artykuły tzn papkę, zapoznać się z tematem ketozy ( nie kwasicy), ciałami ketonowymy, dieta lchf oraz kwasem deoksthydro masłowym. Polecam zwiększać świadomość dieteyczną.

    • Kret

      Owszem można żyć bez cukru, jednak nie długo i na pewno z negatywnymi skutkami wpływającymi na organizm i poszczególne narządy. Wspomniana dieta ketogeniczna i/lub jej odmiany (lchf / głodówki etc.) oparte są na mechanizmie stresu/przetrwania. Owszem przynoszą efekty w krótkim czasie, jednak powodują tzw efekt „yo-yo” plus do tego zgubne skutki niedożywienia, braku mikro/makroelementów, problemów trawiennych, wydalniczych itd..itd… Poza tym wytrwanie czy to na diecie bogato tłuszczowej (nawet z użyciem bHMB słabo działającym bez ćwiczeń) lub głodówce jest straszną katorgą… Moim zdaniem propagacja tego typu spostrzeżeń jest właśnie wspomnianą „papką”… Polecam czytać teksty autorki ze zrozumieniem tzn. wykorzystać tą wiedzę w życiu codziennym, aby kupować, przygotowywać i spożywać zdrowe posiłki. Pozdrawiam

    • Branie moich żartobliwych tekstów dosłownie polecam na własne ryzyko.
      Co do samego cukru- zależy co kto chce osiągnąć. Nie mam na celu propagowania ketozy bez konkretnego wskazania medycznego, a do kawy lubię zjeść coś słodkiego. Co do świadomości dietetycznej- pozostawię tę uwagę bez komentarza z przyczyn oczywistych.

  • Emilia

    po przeczytaniu że ” nieprzyjaciele mojego układu pokarmowego są moimi nieprzyjaciółmi” wiem że pobędę na tym blogu dłużej 🙂