kaszka dla niemowląt

FAK of The Year – grudzień.

Ostatnia w tym roku nominacja do nagrody FAK of The Year leci do kaszek NESTLE. Oberwie się też Bobovicie.

Ale jak to? Przecież to dla niemowląt po 4 mies.!

 

kaszki dla dzieci

Komunikacja.

 

Szczerze mówiąc nawet nie chce mi się odwracać opakowania i czytać czegokolwiek, wystarczy mi front: 

  • po 4 miesiącu życia,
  • wspomaganie odporności dzięki dodatkowym składnikom.

 

Fakty.

 

Skład podstawowy to mąka ryżowa (prawie 82%) i cukier (!). Do tego różne dodatki. Kaszka jest malinowa, płatków malinowych 2.2%, z tym, że płatki to nie maliny. Płatki to maliny z maltodekstryną i skrobią.

 

kaszka dla niemowląt

 

Tabela.

 

Zawartość cukrów prostych 16 g na 100 gramów kaszki.

Kaszki dla niemowląt.

Kaszki z napisem „po 4 mies.”

 

kaszka dla niemowląt

 

Oczywiście jest to całkowita zawartość cukrów, zatem są tam też cukry pochodzenia naturalnego. Problem w tym, że mąka ryżowa zawiera jakieś 0.2g cukrów na 100g produktu.

FAK of The Year.

Czy sól i cukier są polecane jako dodatek do żywności dla niemowląt? Raczej średnio.

Cukier dodany, a konkretnie jego nadmiar, jest źródłem wielu problemów zdrowotnych. 

Dzieci naprawdę nie potrzebują cukrów dodanych w żywności. Można spokojnie zastąpić je owocami, już w pierwszym roku życia – w drugim półroczu dziecku można wprowadzać owoce, najlepiej równolegle z karmieniem piersią.

 

Produkt dla NIEMOWLĄT?

 

Jak to, kurwa, jest, że przy tej całej naszej wiedzy, przy całej dbałości o życie i zdrowie niemowlaka ktoś lekką ręką i bez mrugnięcia okiem zatwierdza skład produktu z napisem „po 4 mies.” na froncie, gdzie  jest taka dosypka cukru, że total na 100g wynosi 16g. 

Jestem również bardzo ciekawa, jak dodatkowa porcja cukru będzie wpływała na naturalną odporność niemowlaka już po 4 miesiącu, bo z tego co ja wiem to cukier ma się do odporności raczej tak średnio.

Oczywiście nie tylko nestle dodaje cukier do kaszek dla niemowląt „po 4 mies.” . Robi to też np. nutricia.

 

kaszka dla niemowląt

 

kaszka dla niemowląt

 

Tyle, że Bobovita zawiera 8.6 g cukrów na 100g kaszki. Nestle niemal 2 x więcej.

 

kaszka dla niemowląt

 

Spokojnie znajdziesz kaszki dla niemowląt BEZ DODATKU CUKRU i raczej właśnie takich bym szukała, natomiast wszelkie docukrzone i dosolone produkty omijałabym szerokim łukiem.

Pamiętaj, że jeśli przestaniesz kupować określone produkty, one po jakimś czasie znikną z rynku. 

I właśnie tego tym kaszkom życzę. Jak najszybciej.

kawa

Komu kawy?

Jako dziecko nie mogłam się nadziwić jak moja Mama może pić kawę, jak można lubić coś takiego?! Na studiach piłam cappuccino za 1 pln z automatu, które miało tyle wspólnego z prawdziwym cappuccino co świeżo zrobione espresso z kawą rozpuszczalną, którą z resztą piłam później pracując w aptece. Teraz mam ekspres ciśnieniowy i młynek. Kupuję ziarna, mielę, kilka minut i kawusia gotowa. Pijam też kawy w kawiarniach – różnych. Niestety czasami kończy się to bólem brzucha, niezależnie od tego czy kawa jest biała czy czarna. Z medycznego punktu widzenia domyślam się o co może chodzić. Natomiast niestety nie jestem specjalistą jeśli chodzi o kawy, a chciałabym wiedzieć jak unikać niespodzianek. Dlatego zadałam kilka pytań ludziom z CoffeeDesk, którzy znają się na kawach zdecydowanie lepiej niż ja.

Dlaczego po niektórych kawach boli brzuch i czym kierować się podczas wyboru, gdy mamy takie atrakcje?

Brzuch może dokuczać z różnych powodów, dla niektórych kawa na czczo ma zbyt kwaśny odczyn, więc jest drażniąca dla żołądka. Wtedy pomaga dodanie mleka do kawy (niekoniecznie krowiego, może być także roślinne). Inni mogą reagować w ten sposób na kawę z mlekiem właśnie, na przykład ze względu na nietolerancję laktozy. Może także chodzić o pestycydy, zbyt ciemne palenie kawy, a nawet uczulenie na kofeinę. Na wszelki wypadek warto więc wybrać kawę wysokiej jakości i o jaśniejszym profilu palenia. Na rynku istnieją także kawy „niskodrażniące”, które są dodatkowo obrabiane parą do ciśnieniem, co ma pozbawić ich kwasów. Warto jednak pamiętać, że zawartość kwasów (np. kwasu szczawiowego) to nie to samo co kwaśny (a właściwe kwaskowaty) smak kawy.

Jak dodatek mleka wpływa na skład kawy?

Sama kawa nie zawiera zbyt dużo mikro- czy makroelementów i nie jest istotnym źródłem jakiegokolwiek składnika (odżywczego-przyp.). Dodatek mleka do kawy zmienia więc ją o wszystko to, co mleko zawiera. Jeśli dolewamy typowy „centymetr” mleka do rozpuszczalnej, to jest to około 50 ml mleka. Jednak wybierając cappuccino lub latte w kawiarni, decydujemy się na całkiem spore ilości mleka, ponieważ każda z tych kaw bazuje jedynie na pojedynczym lub podwójnym espresso, a więc na 30-60 ml kawy. Wybierając więc mały kubek (250 ml), decydujemy się na około 150 ml mleka (spienione zwiększa swoją objętość), jednak duży 400 ml kubek z kawiarni, to już ponad 300 ml mleka. Kawiarnie używają zazwyczaj tłustego mleka, zawierającego 3,2% tłuszczu, a więc duże latte będzie miało 200 kcal, czyli ok. 10% Twojej dziennej dawki energii. A przecież to tylko kawa 🙂

Jeśli nie znam się na kawie, a chciałabym zacząć testować smaki – od czego zacząć?

Warto wiedzieć, że na smak kawy wpływa mnóstwo czynników – począwszy od miejsca uprawy, warunków panujących na farmie, obróbkę owoców po zbiorze, a dalej sposób palenia w kawiarni, no i na końcu metoda parzenia. W końcu kawa to owoc, podlega więc takim samym zasadom jak różne smaki jabłek, których przecież mamy w Polsce mnóstwo.

Bardzo ogólna zasada mówi, że kawy z Ameryki Południowej są bardziej „klasyczne w smaku”, zawierają więc naturalne nuty czekoladowo-orzechowe. Totalnym przeciwieństwem są kawy z Afryki – kenijskie są mocno owocowe i kwaskowate, etiopskie owocowo-kwiatowo-herbaciane. Pomiędzy nimi są kawy z Ameryki środkowej – łączą w sobie często smaki czekoladowe i owocowe.

Na początku warto zacząć od kawy z Brazylii – to kolebka kawy i najbardziej znany nam smak. Można przetestować kawy z różnych regionów, palarni, a potem porównać je w różnych metodach parzenia. W ten sposób wyrabiamy sobie powoli gust oraz otwieramy się na odczuwanie delikatnych nut smakowych.

Kawy wysokiej jakości, (tzw. speciality) zazwyczaj mają opisany profil smakowy na opakowaniu. Możemy przeczytać, że dana kawa ma nuty czarnej porzeczki i rabarbaru albo mango i jaśminu. Być może przy pierwszym spotkaniu z taką kawą nie będziesz w stanie nazwać smaku, który wyczuwasz, ale to przychodzi z doświadczeniem. Skoro mamy wybór, to warto szukać kawy, która smakuje Ci najbardziej.

Która kawa ma najmniej, która najwięcej kofeiny?

Ilość kofeiny zależy zarówno od odmiany botanicznej kawy, jak i od sposobu jej parzenia.

Arabika, czyli szlachetniejsza odmiana kawy, ma 1,2% kofeiny, natomiast Robusta, kawa która nie ma nawet wstępu na kawowe mistrzostwa i kojarzy się ze smakiem kawy znanym z czasów PRLu, ma jej już 2%. Wciąż są to jednak niewielkie procenty i warto przełożyć to na ostateczną zawartość kofeiny w filiżance. Robusta, jeśli pojawia się w mieszankach, zazwyczaj jest domieszką w różnych proporcjach. Najpopularniejsze mieszanki zawierają od 10 do 40% robusty, choć można trafić także na odwrócone proporcje lub nawet na 100% robustę. Prosta matematyka powie nam, że w przypadku 30% domieszki robusty, jedynie 1/3 ziaren będzie mocniejsza, co oznacza całkowity wzrost mocy z 12 do 14,4 g kofeiny, ale w kilogramie ziaren… Do Ciebie należy odpowiedź, czy chcesz ingerować w smak szlachetniejszej arabiki dla tych kilku miligramów w Twoim espresso, które ostatecznie ma zaledwie około 30 mg kofeiny w pojedynczej porcji.

Zdecydowanie więcej kofeiny dają przelewowe metody parzenia, bo taki kubek czarnej kawy szacuje się na 120-200 mg kofeiny. To przynajmniej czterokrotnie więcej niż espresso! Niektórzy uważają, że do takiej kawy „przechodzi” więcej kofeiny, ale prawda jest taka, że czarnej kawy pijemy po prostu więcej. W przeliczeniu na 100 ml espresso i przelewy mają zbliżone ilości kofeiny. W praktyce, pijąc kubek kawy przelewowej, zamiast kilkudziesięciu mililitrów espresso, wlewamy w siebie tej kofeiny po prostu więcej.

Jak w warunkach domowych mogę wpłynąć na smak i zawartość kofeiny – od czego to zależy, od czasu? Sprzętu?

Istnieje wiele domowych metod parzenia kawy, które nie są tak drogie jak ekspres ciśnieniowy. Do parzenia czarnej kawy polecamy szczególnie Aeropress, drip i Chemex (z czego pierwszy daje najbardziej intensywną, a ostatni najdelikatniejszą kawę). Aby zaparzyć małą, intensywną kawę, zbliżoną do espresso, można użyć kawiarki, gadżetów typu Flair Espresso lub Aeropressu ze specjalną końcówką o nazwie Prismo. Parząc tę samą kawę w tych różnych akcesoriach, za każdym razem otrzymamy nieco inny smak, konsystencję, klarowność i intensywność. Na smak możemy także wpływać temperaturą wody, rodzajem filtra, grubością mielenia, czasem parzenia, oraz proporcją kawy i wody. Dlatego mając w domu jedno urządzenie do kawy, wciąż możemy dopasowywać smak do swoich potrzeb, a może być to naprawdę niezła zabawa.

Jak kupować kawę fair trade?

Na pewno nie warto kierować się jedynie certyfikatem. W naszej ofercie znajduje się jedynie kilka kaw oznaczonych certyfikatem, jednak w przypadku większości kawy jakości speciality, dokładnie znamy ich pochodzenie, łańcuch dostaw, a czasem zdarza się, że otrzymujemy zdjęcia bezpośrednio z farmy wraz z opisem jej właściciela. W tym segmencie, pochodzenie i uprawa kawy są kluczowe dla jakości, a skupem kawy speciality zajmują się wyspecjalizowane firmy, którym zależy na rozwoju farm, bo dzięki temu mogą uzyskać lepsze ceny za swój produkt.

W przypadku kawy speciality mamy także często do czynienia z „direct trade”, czyli bezpośrednim kupowaniem ziaren przez palarnie. Z jednej strony to kosztowne dla biznesu, bowiem należy posiadać w ekipie osobę, która podróżuje po kilku kontynentach i testuje kawy bezpośrednio u farmerów. Z drugiej strony, daje to możliwość nawiązania długofalowych współprac, które rozwijają całą farmę, dzięki specjalnym inwestycjom (np. w maszyny do obróbki kawy) oraz lepsze warunki pracy dla farmerów. Na stronie wielu palarni speciality można przeczytać wspaniałe historie rozwoju farm, a nawet całych miejscowości, które zyskują na tym układzie.

Czy macie kawy rozpuszczalne – tak/nie i dlaczego?

Nie mamy w ofercie kawy rozpuszczalnych, ponieważ, mimo że są wygodne, to są to kawy niskiej jakości. Po prostu trafiają do nich tanie kawy. Jeśli farmer ma dobra kawę, to sprzeda ją w dobrej cenie, dobrej palarni. A do wielkiego koncernu trafiają ziarna, które nie przeszły selekcji i nie nadają się dla wymagających palarni. Znajdziemy więc tam owoce niedojrzałe lub przejrzałe, a wręcz zgniłe czy robaczywe. Oczywiście opakowania zapewniają, że kawa wyprodukowana jest z ziaren z najlepszych plantacji na świecie, ale nie dajmy się zwieść. Ziarna z najlepszych plantacji to niekoniecznie najlepsze ziarna (wspaniała gra słów!). W kawie rozpuszczalnej nie znajdziemy ani smaków, ani aromatów znanych nam z kaw wysokiej jakości. To kawa dla tych, co cenią wygodę ponad smak, jakość i przyjemność.

Sam proces produkcji kawy rozpuszczalnej niekoniecznie musi być zły, bowiem kawa rozpuszczalna to mocno zagęszczony napar kawy, który następnie jest traktowany albo bardzo wysoką albo bardzo niską temperaturą. W ten sposób powstaje drobny proszek, granulki lub charakterystyczne kryształki.

Zdrowotną pułapką są jednak wszystkie kawy rozpuszczalne typu „3w1”, zawierają bowiem niewielką ilość kawy (ok. 10%), połowę saszetki stanowi cukier, a reszta to zabielacze, tłuszcze trans, barwniki, stabilizatory i emulgatory. Więcej na temat kawy rozpuszczalnej przeczytacie tutaj (klik).

 

Dzięki za odpowiedzi. Ja od siebie dodam jedynie dwie rzeczy:

  • kawa z bitą śmietaną, posypką z czegoś tam plus syrop to nawet 500 kcal (tyle co jeden solidny posiłek)
  • kawa rozpuszczalna ma dla mnie jedną zaletę – robi się ją błyskawicznie i ciszej. Czasem nie da się inaczej. Ale czasem to u mnie kilka razy w roku. Czas przygotowania to trochę za mała przewaga, aby pić ją codziennie, nie wspominając już o różnicy w smaku.

No to czirs!

Kategorie: Wywiad

Niesamowita choroba coraz bardziej popularna w Polsce i na świecie!

Od jakiegoś czasu obserwuję szerzącą się epidemię, ta niesamowita choroba jest ku mojemu przerażeniu coraz bardziej popularna w Polsce – sprawdź czy nie padłaś ofiarą!

Rozwiąż prosty test.

On może uratować Twój portfel, czas, zdrowie oraz życie.

Zobacz z iloma poniższymi stwierdzeniami zgadzasz się bez zastanowienia.

  • Suplement diety zawierający warzywa zapewni mi zdrowie, samopopoczucie i wygląd.
  • Lepiej zjeść kapsułkę zawierającą 200 kg warzyw niż warzywa z pola.
  • Syropy i gumy na odporność sprawią, że moje dziecko nie zachoruje w tym sezonie.
  • Podaję dziecku żelki bo to dobre źródło wysokich dawek dobrze przyswajalnych witamin.
  • Jeśli kupię herbatę detox to w końcu pozbędę się toksyn w życiu.
  • Jak kupię herbatkę przeczyszczającą to schudnę.
  • Jeśli kupię reklamowany przez gwiazdę zestaw do makijażu ust, będę miała takie same usta jak ona na tych zdjęciach.
  • Wystarczy, że znajdę chłopaka na tinderze, to będę w końcu szczęśliwa.
  • Jeśli prześpię się z nim, to on się we mnie zakocha.
  • Jak posmaruję cycki kremem to urosną o jeden rozmiar.
  • Jeśli będziemy mieli dziecko to nasze relacje poprawią się.
  • Jak kupię tabletki na odchudzanie to zrzucę kilka kilogramów.
  • Jeśli kupię koktajl białkowy, to będę miała ładniejsze ciało.
  • Jeśli zjem kulki mocy z białkiem to ujędrnię pośladki.
  • Jak kupię herbatkę na skórę to po kilku dniach będę wyglądała lepiej.
  • Jeśli kupię suple na płaski brzuch, zniknie skóra i tłuszcz z okolic talii.

 

Jeśli zgadzasz się nawet tylko z JEDNYM z powyższych stwierdzeń – jesteś zagrożona lub już dotknęła Cię ta choroba. 

Ta choroba nazywa się GŁUPOTA i jest bardzo niebezpieczna, bo wiara, że coś na tym świecie poza śmiercią przychodzi samo jest niebezpieczna. Na szczęście choroba jest uleczalna – wystarczy zdobyć wiedzę i zacząć MYŚLEĆ. 

Bo ZAWSZE potrzebna jest PRACA.

Jest to Twoja praca nad ciałem na siłce, bo jędrna sylwetka nie zrobi się wyłącznie od picia koktajli i 30min w tygodniu na rowerku.

Wspólna praca nad relacją, bo poznać kogoś, przespać się, zrobić dziecko to trochę za mało. Trzeba jeszcze rozmawiać, dowiadywać się, starać, pomagać, wyciągać rękę. Albo w końcu odejść i zacząć NORMALNIE żyć.

Praca chirurga, chirurga plastyka i innych lekarzy bo czasem trzeba zmniejszyć żołądek, wyciąć, przyciąć, poprawić itd. ŻADNE kosmetyki nie powiększą ust tak jak operacja, ŻADNE suplementy nie zastąpią odsysania tłuszczu, ŻADNE koktajle, herbatki i kosmetyki nie zastąpią modelowania sylwetki za pomocą fotoszopa lub skalpela, wypełniaczy i innych przydatnych drobiazgów.

Praca w głowie, łazience, kuchni i łożku nad jakością skóry bo ŻADNE – nawet najdroższe bajery – nie zastąpią braku stresu, odpowiedniej diety, ilości snu i CODZIENNEGO oczyszczania twarzy.

Praca nad odpornością – bo ŻADNE syropy glukozowe z dodatkami i gówniane gumy dla dzieci nie zastąpią aktywności sportowej, odpowiedniej diety i dbałości o zdrowie na innych płaszczyznach.

Żyjemy w kulturze fasfoodów.

Chcemy wszystko natychmiast, idealnie. Oglądamy porno i chcemy mieć takie cycki, ciało, penisa, udane życie seksualne i nie kończyć w 30 sekund. Ale jak przychodzi co do czego to na siłkę po kondycje do skakania i lepsze ciało to raczej nie, przestać jeść gówna to nie bo oj tam oj tam, o seksie rozmawiać to wstyd – no w sumie chciałabym ale boję się, o trenowaniu hamowania przedwczesnego wytrysku nie wspominając.

Ludzie kochani, sukcesy zawodowe, wysportowane ciało, piękny dom, zadbane dzieci, lepsze zdrowie, ładna skóra oraz szczęśliwe życie i zdrowe relacje NIE ROSNĄ NA DRZEWACH. Nie ma ich też na allegro, w aptekach, ani na Instagramie.

Wszystko jest fajne i możliwe.

Ale ZAWSZE potrzeba WYSIŁKU. Ty lub ktoś musi włożyć PRACĘ. Tabletka, szklaneczka płynu ani kremik tego nie załatwią.

Trzeba mówić o tym głośno bo młodzież oglądając jutuby i instagramy przestaje nam wierzyć. Widzi suple w ręku zrobionej gwiazdy, widzi tony białka u sportowców, widzi usta i myśli, że 60sec od zakupu czeka lepsze życie. NIE, nie czeka.

Ani od herbat, ani od prochów przeczyszczających ani od innych magicznych produktów NIE DA SIĘ schudnąć jak za pstryknięciem palcami. BO TO TAK NIE DZIAŁA. Nigdy.

Cały problem tkwi w tym, że przeważnie mylisz kolejność.

Białko biorą i często reklamują osoby, które go naprawdę potrzebują, SPORTOWCY. Oni trenują 100 więcej niż my, mają inne potrzeby, inny jadłospis.

Kolorowa gwiazda wygląda super, ale zazwyczaj ciało i twarz ma zrobione  PRZED reklamą. Właśnie dlatego, żeby móc reklamować.

Bądźmy świadomi tej kolejności, bądźmy świadomi, że każdy z nas ma inne potrzeby żywieniowe.

Musisz koniecznie wydać pieniądze?

Przekaż je na leczenie dzieci, wpłać na konto organizacji zajmującej się walką z przemocą wobec kobiet, zainwestuj w wyposażenie domu dziecka. Masz parcie na suple i dodatki? Nie ma sprawy. Ale traktuj to jako DODATEK, a nie sposób na życie.

Nie masz kasy a musisz coś brać?

Rzuciłam okiem na kilka magicznych herbat. Bazą jest często zielona herbata lub mieszanki oparte na (powszechnie dostępnych w każdym niemal sklepie!) produktach. Widziałam miód, stewię, rooibos, alfabet witamin, kofeinę, probiotyki. Miód dostaniesz z lokalnego źródła, witaminy są w warzywach i owocach, probiotyki w mlecznych napojach fermentowanych i kiszonkach, kofeina w kawie. Wejdź na stronę ulubionych herbat i dodatków lub weź do ręki produkt i sprawdź sama.

Normalną porcję białka – DOSTOSOWANĄ do swoich potrzeb znajdziesz w NORMALNYCH produktach spożywczych. Masz tabelę wartości – porównuj! Sprawdź warzywa strączkowe, twaróg, orzechy, na śniadanie zjedz jajko na miękko. DA SIĘ.

Nie ma nic złego w niewiedzy!

Ale jeśli już wiesz, pora na zmiany. A jeśli wiedziałaś już od dawna ale nadal wierzysz w brednie z ust solidnie opłaconych influencerów, na temat cudu typu dupa schudnie sama, silikon wstrzyknie się sam, usta zrobią się same, żołądek zmniejszy się sam jak tylko kupię i zjem coś tam – to to już nazywa się GŁUPOTA i jest to niemal jak szkodliwa CHOROBA, bo nadmiar białka w diecie jest SZKODLIWY, nadmiar substancji przeczyszczających jest SZKODLIWY, nadmiar cukru codziennie jest SZKODLIWY.

Ale najbardziej z tego wszystkiego szkodliwy jest nadmiar głupoty i bezmyślnego zaufania w obiecywane cuda.

CUDÓW NIE MA. Jest za to PRACA i to właśnie ona przynosi najlepsze efekty.

FAK of The Year

FAK of The Year – listopad.

W listopadzie nominacja do nagrody FAK of The Year leci do CHRUPOSZEK. Ale jak to? Przecież to 100% polskie pieczywo!

 

 

Komunikacja.

 

„100% polskie pieczywo”. Czyli, że jak polskie, to musi być dobre.

„Niezwykłe przekąski”, „niepowtarzalność smaków”, „wyjątkowy charakter” – już czuję się prawie ekskluzywnie.

„Subtelna mgiełka oliwy” – brzmi dobrze.

„Idealna alternatywa dla smażonych czipsów” – aha, ciekawe.

„Wypiekane bez smażenia” – fajnie.

„Pomidor, ser, cebula, bazylia” – zestaw całkiem spoko. 

„Każdy kto spróbował Chruposzek nie wyobraża sobie bez nich rodzinnego spaceru, lekkiej przekąski po fitness, radosnego chrupania na przerwie w zajęciach czy szalonej imprezy.” Zapala mi się czerwona lampka.

Target.

 

Na stronie internetowej czytam:

„Chruposzki z pieczywa pszennego skierowane są do dzieci i uczniów szkół podstawowych. Ze względu na delikatność i subtelność smaku są idealną przekąską szkolną.”

Chyba ciśnienie mi powoli rośnie. Czy subtelność i delikatność smaku to kryterium wedle którego produkt jest polecany dzieciom?

 

Fakty.

 

Skład podstawowy to mąka pszenna, woda, cukier i margaryna. Margaryna zawierająca m.in. częściowo utwardzony tłuszcz palmowy.

Do tego posypka – bez niespodzianek. Sól, cukier, wzmacniacz, aromat i dodatki.

    

 

Tabela.

 

Zawartość tłuszczu 15 g / 100 gramów. Nasycone 3 g – aż zapytam jak to zrobili, że zaledwie 3 g.

Cukier (!) 8.8 g / 100 gramów.

Sól 2.8 g / 100 gramów.

Nie wierzę w to, że jakiekolwiek dziecko weźmie do szkoły paczkę i zje tylko 30 g.

 

FAK of The Year.

 

I teraz, podsumowując, mam takie oto pytania:

Gdzie jest ten faktycznie fajny dla dzieci zestaw „pomidor, ser, cebula, bazylia”?

Gdzie jest ta całkiem niezła dla dzieci „subtelna mgiełka oliwy”?

Bo ja tu widzę pszenną bułę na margarynie, podrasowaną cukrem, solą, przyprawami i wzmacniaczem smaku.

TO MA BYĆ IDEALNA PRZEKĄSKA DLA DZIECI?

Chcecie sprzedawać takie przekąski? Nie ma sprawy. Ale adresujcie je do bardziej lub mniej świadomych ale osób DOROSŁYCH.

Nie rozumiem dlaczego na froncie jest napis „junior” i otwarcie polecacie dla małych oraz starszych dzieci produkt zawierający m.in. częściowo utwardzony tłuszcz, porcję cukru i niezłą dawkę soli.

„Idealna przekąska” dla dzieci? To chyba żart.

owsianka

Owsianka z Biedronki.

Czy zastanawiałaś się kiedyś nad tym co kupujesz?

Jeśli nie, pora to zmienić, bo najczęściej w podobnej cenie można mieć produkt nieco lepszy albo ciut gorszy, a skoro leżą obok siebie i kosztują tyle samo – po co płacić za gorszy?

Owsianka.

Wydawałoby się, że prosta jak konstrukcja cepa. A jednak.

   owsianka

Płatki z cukrem, zawartość cukru dodanego 10.5%, niby mało, tylko w sumie po co? Kolejna mini porcyjka cukru to kawałki czekolady. Total cukrów prostych w porcji – 2.5 łyżeczki.

owsianka

Tu cukru dodanego 11.6% – i co z tego, że trzcinowy? Nic.

Trzcinowy, brązowy, bio, eko, organic – to nadal cukier, który jest dodany. Cukier, którego NIE POTRZEBUJESZ w owsiance.

Da się? Pewnie, że się da.

Proszę bardzo, produkt z tej samej serii.

owsianka

Płatki, trochę owoców i odrobina orzechów. Tak samo słodko ale bez niepotrzebnego sypnięcia cukrem pudrem.

Kupuj świadomie.

Ten produkt leży w tym samym miejscu, tuż obok docukrzonych owsianek. Niby nic, niby niewiele – jedna owsianka, a jednak.

Jedna owsianka plus owocowy jogurt plus napój plus syrop do kawy plus batonik, ciasteczko, cukiereczek na gardełko, syropek – cukier dodany nie znika, sumuje się w ciągu dnia. Nie jedz go bezmyślnie.

Lepiej zrób banalne ciastka z płatków owsianych lub upiecz proste drożdżowe, a jak nie masz ochoty na babraninę w kuchni – po prostu idź raz w tygodniu na dobre, proste ciacho oparte na prawdziwych składnikach, zamiast CODZIENNIE bezwiednie wlewać w siebie hektolitry syropów cukrowych, zagryzając kilogramami cukru z tłuszczem.

Nie warto.

 

 

_______

Ps. Więcej takich pro tipów znajdziesz tu: smart shopping.

FAK of The Year

FAK of The Year – październik.

W październiku nominacja do nagrody FAK of The Year leci do jednej z marek, którą lubię – do Lubelli.

Serio, macie wiele fajnych produktów ale z płateczkami to akurat popłynęliście na bezkresne wody oceanu z cukrem, niestety.

Komunikacja.

Oczywiście mamy na froncie coś tam o naturze, z boku mam łapać co dobre, minerały, wyselekcjonowane składniki – a jakże, pełne ziarno i na koniec najlepsze – strzał w Wasze makaronowe kolano.

FAK of The Year

 

„SMAK, KTÓRY UWIELBIAJĄ DZIECI. ZAPYTAJ, CZY SMAKUJE (…)” 

No raczej, że smakuje. Taka ilość cukru z kakao – ciężko, żeby nie smakowało. (Tu robię bezgłośny facepalm.)

Fakty.

Tak, jest prosty skład, ale jest to głównie mąka pszenna z cukrem. Jest trochę mąki pełnoziarnistej + kakao i w sumie to tyle z zalet.

Zawartość cukru 28 gramów na 100 gramów produktu. TO JEST BARDZO DUŻO moi mili. I ja wiem, że chodźmy na rolki itp. ale kto to czyta na opakowaniu? No właśnie.

FAK of The Year

(nowsza wersja zawiera inny syrop i tłuszcz, ale zawartość cukru bez zmian)

FAK of The Year.

Pomijając już nawet ten cukier – zastanawiam się czy nie ma możliwości zrobienia płatków innych niż nieśmiertelne kółka, muszelki i kulki?

Czy polski konsument jest tak potwornie przywiązany do tych nieśmiertelnych kształtów?

 

FAK of The Year

 

Ale to już pytanie do Ciebie, drogi Czytelniku. Bo to Ty to kupujesz. I nie jestem do końca przekonana, czy Twoje dziecko po zjedzeniu takiej porcyjki mąki pszennej z cukrem i syropem leci prościutko na rolki. Jeśli tak – pół biedy. Ale jeśli nie – zastanów się nad tym co kupujesz.

Producenci nie są głupi – będą produkowali dokładnie to, co sprzedaje się najlepiej.

Może pora na zmiany?

Kategorie: FAK of The Year

Smart shopping!

Smart shopping – moje najnowsze dziecko.

Jeszcze nie ma jej fizycznie ale już możecie zamówić ją online i to z rabatem – za ok 33 pln w księgarniach, np. tu (kliknij).

Nie mogę jeszcze pokazać skanu z książki ale ponieważ nie mogłam się doczekać, żeby pokazać spis treści – zrobiłam taką grafikę, rzuć okiem.

Smart shopping Smart shopping

Nie jest to 1000 stronicowa encyklopedia, raczej zwięzłe uwagi na temat pewnych produktów. Są też krótkie komentarze do niektórych składów.

Jest to bardziej inspiracja i zachęta do robienia mądrych zakupów. Bo warto kupować świadomie – i dla zdrowia i dla…portfela.

Jeśli chcesz zamówić książkę w niższej cenie na empik.com, kliknij tu.

Kategorie: Temat miesiąca
pieniądze

Gdzie są Twoje pieniądze Dziewczynko?

Przy okazji rozpoczęcia rejestracji na kurs online „CUKIER” wrzuciłam na instagram i facebooka zdjęcie z podpisem „kup sobie coś ładnego”. Nie musiałam długo czekać na dyskusję na temat tego kto na co i po co wydaje swoje pieniądze. No właśnie.

„Swoje pieniądze”?

Ile razy usłyszałaś „to nie są Twoje pieniądze”. Albo inaczej, wersja bardziej wysublimowana: „to są nasze pieniądze!” (teoria), ale „po co Ci ta para spodni, przecież masz” (praktyka). Ile razy była bardziej lub mniej wyraźna granica między „ja mogę wydawać” a „pokaż mi paragon”? Czy Wy w ogóle macie wspólne konto? Albo masz dostęp do jego konta? Wiesz ile zarabia? Wydaje?

Pieniądze mnie nie interesują.

A szkoda, bo pewnego dnia możesz obudzić się z ręką w nocniku – dosłownie i w przenośni. Mam wrażenie, że nie umiemy i nie lubimy rozmawiać o pieniądzach, tyle tylko, że jak się razem mieszka i dodatkowo wychowuje dziecko – wypadałoby kilka spraw ustalić WSPÓLNIE.

Transparentność.

Nie chcę nikomu zaglądać do kieszeni, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, że ja nie pracuję i wychowuję dziecko a on mi „wydziela” 300 pln na pieluchy. Albo nie mam pojęcia ile on zarabia, nie wiem co będzie jutro i nie mamy wspólnych planów. Wspólne konto też jest jakimś rozwiązaniem jeśli pasuje obydwojgu, bo daje pełną przejrzystość. Brak informacji i brak rozmowy w tym temacie brzmi dla mnie wręcz ABSURDALNIE.

Rozmowa.

Powinna być podstawą. Każdy jest w stanie wypracować własny system, kompromis. Ale trzeba i warto rozmawiać. Jeśli zamiatasz temat pod dywan – niezależnie jak wielka jest teraz Wasza miłość – kiedyś może być mniej kolorowo.

Przemoc ekonomiczna.

Gdzie jest dla Ciebie granica między „przecież to on zarabia” a gdzie zaczyna się już przemoc ekonomiczna?

Dlaczego masz kompleksy? Wygląd? Wykształcenie? Myślisz, że nie zasługujesz na rozmowę lub wspólne decyzje finansowe? Zajmujesz się „tylko domem i dziećmi”? Moja Droga, TO JEST PRACA. NIE ZABAWA. Czasami bardzo trudna praca, zwłaszcza dla kobiet, które były całe życie czynne zawodowo albo dla tych, które nie chcą lub nie potrafią odnaleźć się roli gospodyni domowej. Wykonujesz pracę, jesteś takim samym uczestnikiem życia jak on, należy Ci się SZACUNEK mimo, że za swoją pracę nie dostajesz wynagrodzenia. Często wręcz przeciwnie – szydercze spojrzenia i idiotyczne traktowanie. TO ŻENUJĄCE.

Zadziwiają mnie niektóre osoby, nazywające faceta „sponsorem” gdy kobieta nie pracuje, „tylko wychowuje dzieci”. Proponuję takim osobom (zwykle bezmyślnym kobietom, niestety) policzyć ile ten wspaniałomyślnie zarabiający mężczyzna wydałby na opiekunkę do dziecka + pomoc domową. Bo gdy kobieta pójdzie do pracy, dom sam się nie ogarnie, obiad nie ugotuje, dzieciak sam się nie przewinie Jaśnie Książę. Trzeba będzie robić to WSPÓLNIE.

Albo zatrudnić pomoc. ZATRUDNIĆ – kumasz to? Zapłacić obcej kobiecie za to samo. A nieeee no to już co innego. Przecież ona pracuje, musi dostać kasę.

NAPRAWDĘ?

Dom.

Nie jestem przesadnie wybitną Gospodynią. O wiele bardziej niż błysk i wylizane 11/10 podłogi interesują mnie nowe zalecenia jakiegoś Instytutu, wspólne układanie puzzli czy zdrowa kolacja dla mojej Rodziny. Ale ja jestem jedynym dorosłym w moim domu, nikt nie zrzędzi mi nad głową czy podłoga jest wystarczająco czysta, nie pokazuje mi palcem „jeszcze tu”. Staram się aby było czysto codziennie, bo lubię gdy jest ładnie. Ale czasem nie jest bo NIE MAM SIŁY posprzątać i nie robię z tego problemu.

Niestety znam Dziewczyny, które mają wzorcowy porządek, zawsze świeże kwiaty (też mam!) i obiad, a jednak to za mało. Za mało aby zasłużyły na rozmowę o finansach jak z równorzędnym partnerem przy stole. One co najwyżej mogą siedzieć na podłodze, gdy Jaśnie Pan będzie przemawiał albo robił wykład pt „na co tyle wydałaś i dlaczego”. Mimo, iż sam CODZIENNIE kupuje syf do jedzenia, wydając na to często SETKI pln miesięcznie – nie, tu nie ma problemu. Problemem są spodnie za 119pln albo 250 pln w sklepie z jedzeniem. To jest dla mnie ABSURD.

Obudź się Dziewczynko.

Zanim nie jest za późno. Usiądź, pogadaj z nim. Otwarcie, szczerze. Może jakieś tabelki zróbcie – to się czasem sprawdza.

Obudź się, zanim Twoje dzieci zaczną obserwować chorą relację finansową – to niezdrowe tak samo jak tony cukru codziennie.

Obudź się i rozejrzyj za dorywczą pracą, miej swoje pieniądze. 500+ rozleniwia ale kawałek etatu czasem potrafi zmienić wiele, odświeżyć życie i domowy budżet.

Warto rozmawiać bo niektórzy NIE są świadomi tematu, a brak rozmowy i wstyd dodatkowo potęgują problem.

Nie czekaj, samo się nie zrobi. A jeśli jesteś w patowej sytuacji – szukaj rozwiązania lub pomocy na zewnątrz. Są miejsca, fundacje gdzie można się zgłosić i uzyskać info co dalej, jakie podjąć kroki.

Nie czekaj. Obudź się Dziewczynko. Nigdy nie jest za późno.

FAK of The Year – wrzesień.

W tym miesiącu nominacja do nagrody FAK of The Year leci do jednego z przedstawicieli słodkiego nabiału. Jest tego trochę na rynku, a szczególną uwagę warto zwrócić na egzemplarze z napisem „owocowy”, ponieważ najczęściej owoców jest ilość niemal śladowa (tu 4%) natomiast cukru i/lub syropów cukrowych  producenci nie żałują, niestety. 

Zdarzają się wyjątki, tak. Ale nie tym razem.

Serek deserowy.

No fajnie, że deserowy, to już lekko sugeruje, że raczej deser niż serek.

W składzie cukier z syropem glukozowo-fruktozowym. Pomijam już zestaw zagęstników i barwnik (karminy) i skupiam się na zawartości. cukru – niespodzianek nie ma.

15 gramów na 100 gramów produktu, czyli w opakowaniu 18.75 (prawie 4 łyżeczki).

Cukry naturalne.

Przypominam, że 'normalny’ nabiał również zawiera cukry i nie ma w tym wielkiej filozofii. Tyle, że „normalny” poziom cukru w jogurtach czy serkach to PRZECIĘTNIE około 4.5 – 6, rzadko 7 gramów na 100 gramów produktu. Tu jest 15 i nie trzeba studiować matematyki, żeby obliczyć ile mniej więcej może być dosypane.

FAK of The Year.

I teraz na koniec pojawia się pytanie. W którym momencie ja mam „odkryć zdrowe odżywianie”? Bo chyba nie chodziło o ten – dość abstrakcyjny w przypadku serków i deserków tego typu – napis „bez konserwantów”…?

No niestety moi drodzy, jak ktoś już wybiera taką nazwę, to powinno to do czegoś zobowiązywać. Pogadajcie z koleżankami i kolegami z branży i zapytajcie jak oni to robią, że jest więcej owoców a mniej dosypanego cukru. Da się.

Ps. Tego FAKA najchętniej dałabym całej branży produkującej suto słodzony nabiał, zwłaszcza ten w kolorowych opakowaniach – w domyśle dla dzieci. Idzie ku lepszemu na szczęście ale nadal są na rynku producenci, którym wydaje się, że wszyscy Rodzice to analfabeci. Mały pro tip? NIE WSZYSCY.

Kategorie: FAK of The Year
kurs online

Nie czekaj – weź się za siebie już dziś.

Jak wiesz, niezwykle rzadko współpracuję z firmami. Produkty kupuję sama, pokazuję i piszę co chcę bo mam ten luksus dzięki zarabianiu na przekazywaniu wiedzy w inny sposób. Nauczanie innych to jest dokładnie to, co kocham robić w życiu. Przekazywanie wiedzy mam w genach – to jest u mnie w Rodzinie od pokoleń. Dodatkowo nauczanie to moja PASJA ale również zawód (tak, mam dyplom z pedagogiki).

Moje wykształcenie jest dość szerokie – obejmuje farmację, chemię medyczną oraz zahacza o obszar dietetyki. Korzystam z wiedzy z różnych dziedzin, dodaję szczyptę pasji i umiejętność przekazywania wiedzy w prosty sposób KAŻDEMU i właśnie dzięki temu moje szkolenia są tak ciekawe i SKUTECZNE.

Wiem, że część z osób, które mnie obserwują doskonale radzi sobie z tematami odżywiania i zakupów spożywki. Takim osobom do szlifowania wiedzy zupełnie spokojnie wystarczają bezpłatne szkolenia, które odbywają się 2-3 x w miesiącu + zawartość facebooka + instagrama i fajnie!

Ale jeśli chcesz więcej…

Jeśli masz ochotę na większą porcję wiedzy, dodatkowe mini wykłady na żywo, chcesz wrzucać produkty do oceny itd. – zapraszam Cię na grupę dla Patronów serwisu patronite.pl (zarejestrować możesz się klikając tu).

Na facebooku jest specjalna zamknięta grupa + mam dla Patronów specjalną platformę, z której mogą pobierać materiały, w tym dostają hasła do poprzednich bezpłatnych webinarów (czyli można zobaczyć WSZYSTKIE poprzednie webinary i pobrać materiały w zależności od progu wsparcia – również nie mając facebooka).

Przy okazji dziękuję Wam Drodzy Patroni bardzo, bardzo za wsparcie!

Jak to działa?

Rejestrujesz się na patronite.pl (kliknij) i w zależności od potrzeb z automatu wpłacasz co miesiąc kwoty:

10 pln – dostęp do zamkniętej grupy na facebooku (tam są mini transmisje LIVE oraz można wrzucać produkty),

20 pln – dostęp do grupy + do platformy z linkami do webinarów + niektóre materiały,

50 pln – wszystko co powyżej + więcej materiałów,

100 pln – wszystko co powyżej + dostęp do wybranych lekcji z wybranego kursu + bezpłatny udział w 1 wybranym kursie po 5 miesiącach wsparcia.

Chcesz jeszcze więcej?

Jeśli potrzebujesz wiedzieć jeszcze więcej – śmiało wbijaj na platformę kursową kursy.doktorania.pl (kliknij tu).

Na platformie 2 x w roku odbywają się edycje kursów online podzielone na grupy wiekowe i zapotrzebowanie. Zwykle zapisy zaczynają się 3-4 tygodnie przed datą startu i przez pierwszy tydzień cena kursu jest najniższa (min. -50%), później rośnie. Kurs możesz oczywiście kupić przez cały rok ale dwa razy w roku masz szansę zapłacić za niego mniej niż połowę ceny.

Jak wygląda nauka?

Przede wszystkim uczysz się kiedy chcesz – oglądasz video na platformie lub na facebooku. Na żywo lub retransmisję. Pobierasz i czytasz materiały o dowolnej porze dnia i nocy, z dowolnego miejsca na Ziemi. Uczysz się w swoim tempie i na swoich zasadach.

Otrzymujesz dożywotni dostęp do zamkniętej grupy na facebooku – możesz oglądać wykłady na żywo z poprzednich, obecnej i przyszłych edycji, możesz zadawać pytania kiedy chcesz, nawet 2 lata po rozpoczęciu kursu.

Masz okrągłe 12 miesięcy dostępu do materiałów w formie VIDEO i PDF na platformie.

Wyjaśniam wszystkie trudne dla Ciebie kwestie – możesz w każdej chwili zadać pytanie mailem lub w trakcie wykładu na żywo. Nie ma głupich pytań, wszyscy Uczestnicy moich szkoleń i wykładów doskonale o tym wiedzą, możesz ich zapytać.

Nie trać czasu.

Obojętnie czy chcesz uczyć się ze mną czy planujesz samodzielną zmianę nawyków żywieniowych – u siebie czy swojej Rodziny: zrób to jak najszybciej.

Nie trać czasu, weź się w końcu za siebie i swoje odżywianie. U mnie jest zawsze na luzie, bez zbędnej presji i zmuszania, w swoim tempie i z uśmiechem.

Nie czekaj do jutra. Wiesz przecież, że lepsze jutro zaczyna się DZIŚ.

władza absolutna

Władza absolutna – zasady w moim domu.

Raz na jakiś czas staram się przypominać ludziom o zasadach panujących na moich profilach społecznościowych, ale może warto mieć je gdzieś w jedyn miejscu i po prostu rzucać linkiem raz na jakiś czas. Myślę, że niektóre z nich są na tyle uniwersalne, że przydadzą Ci się również w życiu prywatnym.

Władza absolutna.

Tak! Przyznaje się! Władza absolutna jest, będzie i bardzo sobie to cenię bo trochę nad tym pracowałam. Mało tego – TY TEŻ JĄ MASZ! Masz władzę nad składem swojego otoczenia, masz prawo jasno wyrażać swoje zdanie i jasno komunikować, gdy coś Ci nie pasuje. Zapraszając mnie do swojego domu masz prawo oczekiwać, że będę szanowała Twoje zasady. Ja mam prawo je olać i żyć po swojemu ale wtedy nie będę zdziwiona gdy wyrzucisz mnie na zbity pysk. Bo nie szanuję Twoich zasad. Bo przyszło mi do głowy, że wyleję wiadro gówna na środku Twojego mieszkania. Bo Tobie może się to nie spodobać. Masz prawo wywalić mnie bez słowa. Tak samo ja mam prawo wywalić Cię z mojego domu, którego przedłużeniem jest mój facebook i instagram.

Twoje publiczne komentarze są publiczne.

Naprawdę myślisz, że komentując na moim PUBLICZNYM profilu nie mam prawa pokazywać Twojego komentarza publicznie? Trzy razy zastanów się nad tym co piszesz.

Jeśli czujesz silną potrzebę wylania żółci lub poniżenia mnie lub mojego Czytelnika – zmień profil. U mnie nie ma miejsca na przepychanki i obrażanie mnie + moich Obserwatorów. Niezależnie czy żyją i odżywiają się w sposób który Ci odpowiada czy nie.

Otaczam się ludźmi, którzy mnie szanują.

Ty również masz prawo otaczać się ludźmi, którzy Cię szanują i cenią bez względu na Twoje pochodzenie, orientację, wyznanie, stan posiadania i wykształcenie. Masz prawo odseparować się, odciąć lub ograniczyć kontakty z toksycznymi osobnikami. Masz prawo powiedzieć 'dosyć’, 'nie podoba mi się to jak mnie traktujesz’, 'proszę zajmij się swoim życiem’. Korzystam z tego prawa codziennie, Tobie też polecam. Na wiele rzeczy nie mamy wpływu, to prawda. Ale możemy działać, jeśli chodzi o kształtowanie relacji w naszym otoczeniu, w naszym domu.

Olewam ludzi, którzy lepiej ode mnie wiedzą jak mam żyć.

Nauczyłam się i nadal uczę nie zwracać uwagi na smutnych, sfrustrowanych ludzi, doradzających mi UWAGA, UWAGA: W DOBREJ WIERZE jak mam żyć, pracować, pisać. Jakiego mam używać języka, jakich treści. Oni doskonale wiedzą czy to co robię jest dobre, wartościowe, czy zajdę daleko czy wyląduję w szambie. Nawet jeśli są to lub były bliskie mi osoby – nauczyłam się odcinać od takich TOKSYCZNYCH zachowań. Złośliwość, uszczypliwy przekaz, dziwne insynuacje i komunikaty na zasadzie „przykro mi, że” to dla mnie TOKSYNY. Usuwam je bez żalu z mojego życia. Razem z autorem wypowiedzi. To są często bardzo trudne sytuacje rodzinne jednak dla mnie ważniejsze jest to, co dzieje się w MOIM domu z MOJĄ najbliższą rodziną. Mam jedno życie i nie mam zamiaru nawet sekundy tracić na idiotyczne dyskusje, emocjonalne podjazdy i głupkowate gierki. Jeśli jest taka konieczność posługuję się środkami ostatecznymi, czyli kompletnym urwaniem relacji z osobą „ale ja chcę tylko dobrze dla ciebie”.

Ludzie, czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że jestem świadoma tego co robię, że idę SWOJĄ drogą, że NIE INTERESUJE MNIE, że inni robią coś tam, że PRZECIEŻ WSZYSCY TAK ROBIĄ, że nie uznaję utartych schematów, że mam swoje metody i że lubię uczyć się na swoich błędach? Dodatkowo nie słucham rad osób, które są w innym miejscu niż to, do którego zmierzam. 

Ignoruję lub blokuję ludzi z kijem w dupie.

Tak, wiem, że brzmi to strasznie ale niestety tak robię. Wyznaję podejście „żyj i daj żyć innym”. Jeśli nie podoba Ci się treść – odejdź. Jeśli nie podoba Ci się język przekazu – odejdź. Jeśli nie podoba Ci się to jak się zachowuję – odejdź.

Ja nie przychodzę do Ciebie i nie wyrażam swojego niezadowolenia z powodu Twoich zdjęć, języka przekazu czy jakości prezentowanych treści.

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie pod postacią merytorycznego komentarza BEZ EMOCJONALNYCH PODJAZDÓW – nie ma sprawy.

Jeśli chcesz napisać, że jestem taka, siaka, robię to i tamto źle Twoim zdaniem – odejdź. Jeśli chcesz napisać, że jesteś pewna gdzie zmierzam i jakie są moje cele – odejdź. Jeśli chcesz mnie oceniać nie mając pojęcia co piszesz – odejdź. Jeśli chcesz napisać mi, że nie podoba Ci się, że napisałam „gówno” – odejdź. Nie interesują mnie Twoje preferencje językowe, Twoje zdanie na mój temat, Twoja opinia o mim życiu. Nie interesuje mnie co myślisz o GMO, pestycydach, gejach i lesbijkach oraz partii rządzącej, zwłaszcza gdy uważasz swoje zdanie za jedyne słuszne i nie rozumiesz, że świat NIE JEST czarno-biały.

I tak wszyscy umrzemy.

Arsen w ryżu, pestycydy, WWA, plastik, antybiotyki, szczepionki – ludzie, kurwa, czy Wy się dopiero urodziliście?

Żyjemy w takich czasach OD LAT. Płacimy cenę za rozwój technologii, za ilość osób na ziemi, za brak szacunku do środowiska, za nieprzemyślane ruchy. Na litość boską nie zaczynaj na profilu dyskusji o tym, że nie jesz mięsa bo zawiera antybiotyki, sera bo jest trujący, warzyw bo azotany, owoców bo pestycydy itd. TAK – WSZYSTKO JEST SKAŻONE I WSZYSCY KIEDYŚ UMRZEMY. 

No i…? Co teraz? No właśnie. Więc daruj sobie informowanie mnie o sprawach na które nie mam wpływu. Chętnie pomogę Ci w obszarach na które mamy wpływ, np. w wybieraniu produktów o niskiej zawartości cukrów dodanych. Bo widzisz, przejmujesz się tak strasznie arsenem i pestycydami, ale to, że Ty i Twoje Dziecko żrecie tony cukru i tłuszcze utwardzane to już luz, prawda? Nie bądź hipokrytą, przestań płakać nad rozlanym mlekiem. Zajmij się tym, co możesz zmienić i nie informuj mnie o rewelacjach ze szmatławców na temat „nowych rewolucyjnych odkryć” prosto z dupy.

Korzystam z tego, że jestem u siebie.

Zapraszam Cię do siebie, żeby Ci pomóc, jeśli tylko jesteś na to gotowa. Mogę pokazać Ci proste sposoby na radzenie sobie z trudnymi tematami. Ty również zapraszasz ludzi do siebie, do swojego świata. Ale i ja i Ty oczekujemy uszanowania pewnych zasad. A jeśli ktoś PO RAZ KOLEJNY nie chce  respektować zasad, nie mam wyrzutów sumienia podczas reakcji. Bo do tego służy WŁADZA ABSOLUTNA. 

Korzystaj i rób porządek w swoim życiu. Pamiętaj co jest dla Ciebie najważniejsze – życie wedle cudzych norm? Cudzych planów? Czy życie swoim trybem, w swoim tempie, wedle tego co TOBIE sprawia radość, co Tobie pasuje. 

Ja żyję po swojemu, niektórym osobom się to nie podoba. Mają dla mnie miliony złotych rad, oczywiście „życzliwych”. Mają pretensje, żal, nie spełniam czyichś oczekiwań, pokładanych nadziei. Nie jestem taka, siaka, nie zachowuję się tak i owak, nie wyglądam, nie mieszkam, nie jeżdżę, nie pracuję, nie piszę, nie żyję wedle ich norm. Owszem. Żyje wedle swoich. Bo to moje życie do diabła! A jak Ci się szczególnie nie podoba i czujesz nieodpartą potrzebę przekazania mi komunikatu nt. niedostosowania mojego życia do Twoich „odpowiednich norm” – od razu powiem wprost i nie chciałabym tego więcej powtarzać: WYPIERDALAJ.

Zero tolerancji dla toksyn.

Kategorie: Inne
Fak of The Year

FAK of The Year – Sierpień.

Sierpniową nominację do FAK of The Year otrzymują:

„Gołąbki w sosie pomidorowym”

Kuchnia Staropolska

(oklaski)

FAK of The Year

 

Właściwie produkt ten powinien dostać oprócz FAK of The Year również Platynowe Laury Januszów Marketingu. Dlaczego?

 

  1. Nie wiem z czym Wam kojarzy się określenie „kuchnia staropolska” ale mnie z dość tradycyjnym składem. Tu skład jest umiarkowanie tradycyjny.
  2. Gołąbki mięsne = obecność mięsa. Tu mięsa jest 4% natomiast tzw. „większa połowa” nadzienia to MOM czyli mięso oddzielone mechanicznie czyli totalna DYSKWALIFIKACJA.
  3. Na deser coś, czym jestem wręcz oburzona, coś co czyni z sierpniowego kandydata do FAK of The Year całkiem mocnego zawodnika. Producent zdaje sobie sprawę, że nie każdy ma obowiązek być specjalistą ds. dodatków spożywczych, więc radośnie umieszcza DRUKOWANYMI LITERAMI napis „BEZ dodatku glutaminianu monosodowego”. W składzie poza ekstraktem drożdżowym (!) dosypuje JEDNAK innego wzmacniacza smaku: 5′ – rybonukleotydy disodowe. Szczerze? Wolałabym nażreć się glutaminianu niż rybonukleotydów. Ale Wy przecież o tym nie wiecie. Widzicie tylko napis dotyczący braku zdemonizowanego glutaminianu w produkcie.

 

 FAK of The Year 

 

ŻENADA ROKU.

 

FAK of The Year

 

Zastanawiam się kiedy firmy przestaną w końcu robić z ludzi idiotów w ten sposób. Przecież my POTRAFIMY CZYTAĆ, a niektórzy nawet ze zrozumieniem.