FAK of The Year

Plebiscyt FAK of The Year 2019 !

Mili Państwo,

Nagroda w postaci wydruku 3D po zeskanowaniu mojej dłoni jest już w trakcie produkcji, zatem nadejszła wiekopomna chwila – pora wybrać produkt, który dostanie w tym roku nagrodę FAK of The Year.

Przypominam zeszłoroczne nominacje oraz produkt, który wygrał: FAK of The Year 2018 (klik).

FAK of The Year

Jak będzie tym razem? Czy wygra produkt dla dorosłych, czy ten dedykowany dzieciom?

W 2019 roku przyznaję dwie nagrody FAK of The Year, jedna będzie wygraną w Plebiscycie, druga to Nagroda Publiczności. Zatem to Wy wybieracie kto otrzyma drugą statuetkę.

W tym roku mamy następujących Nominowanych.

FAK of The Year

  1. STYCZEŃ – PŁATKI MIODOWE (klik).
  2. LUTY – MIÓD WIELOKWIATOWY (klik).
  3. MARZEC – MUSLI CRUNCHY (klik).
  4. KWIECIEŃ – LIZAKI APTECZNE (klik).
  5. MAJ – CHRUPKI ZBOŻOWE (klik).
  6. CZERWIEC – KASZKA DLA NIEMOWLĄT (klik).
  7. LIPIEC – OSEŁKA (klik).
  8. SIERPIEŃ – JAGŁY Z MIODEM (klik).
  9. WRZESIEŃ – NAPÓJ URODA (klik).
  10. PAŹDZIERNIK – ŻELKI APTECZNE (klik).
  11. LISTOPAD – CHRUPKI KUKURYDZIANE (klik).
  12. GRUDZIEŃ – PRAŻYNKI DLA DZIECI (klik).

Głosowanie!

Głosować można podając po prostu numer (miesiąc) w komentarzu WYŁĄCZNIE na profilu Doktor Ania na Facebooku (klik) lub na profilu @doktorania na Instagramie (profil prywatny, konta anonimowe, konta zwierząt oraz konta dzieci nie są akceptowane, klik) do końca stycznia 2019 roku. NIE TU.

Wyniki zostaną opublikowane w lutym 2020.

Have fun!

Fot. Raven_cave dla Magazynu „Together”.

łeldan

ŁelDan – grudzień.

Ostatnia w 2019 roku nominacja do nagrody ŁelDan of The Year trafia do firmy produkującej przetwory, którym warto się przyjrzeć. Przynajmniej niektórym.

Krokus ma szansę na ŁelDana 2019 za serię „Powidła bez dodatku cukru”. W ofercie widziałam (prócz śliwkowych) przykładowo jabłkowo-aroniowe (aronia aż 50%!). Tu same jabłkowe.

„Nie da się bez cukru.”

To coś, co najczęściej słyszę od osób robiących przetwory „od lat”.

Owszem, łatwiej i taniej jest użyć garstkę owoców i zasypać wszystko cukrem lub zalać sokiem. Dużo trudniej jest użyć więcej owoców i trochę nad nimi popracować. To właśnie robi Krokus. Aż 210 gramów owoców na 100g produktu i ZERO dosypki cukru. Zawartość cukrów naturalnych 16g/100g.

Jeśli masz ochotę na owoce z cukrem czy sokiem – nie ma sprawy. Ja kupując owocowe przetwory, chcę zjeść po prostu OWOCE. Nie owoce zasypane cukrem. Nie owoce zalane sokiem. Jak będę chciała zjeść cukier – kupię cukier, jak wypić sok – kupię sok.

A ile cukru i owoców mają Twoje przetwory…?

Zawsze warto to sprawdzać, 40g owoców na 100g to dla mnie bardzo słabo. 100g trochę lepiej ale nadal bez szału. Powidła śliwkowe zwykle wygrywają zawartością na poziomie 200g, często bez dodatku cukru.

Przypominam też, że „bio” na opakowaniu nie oznacza, że owoców będzie więcej. Pisałam o tym w mojej książce SMART SHOPPING (zobacz tu, klik) pokazując przykłady dżemów oraz wyjaśniając różnice między dżemem, konfiturą a powidłami.

Nie wszystkie przetwory tej firmy są bez cukru ale cała ta seria powideł tak, zatem well done, Krokus!

FAK of The Year

FAK of The Year – grudzień.

Grudniowa nominacja leci do produktu, który jak dla mnie jest jedną z najgorszych propozycji produktów dedykowanych młodszym odbiorcom.

Prażynki w różnych smakach.

Front.

Klasyk – bez tego, bez tamtego. Niemal idealnie.

Smutna rzeczywistość.

W składzie też klasyk – susz ziemniaczany z olejem słonecznikowym (aż 30%), solą, ekstraktem drożdżowym i dodatkami.

FAK of The Year
FAK of The Year
FAK of The Year

Reksio, WHY?

Suszone ziemniaki polane obficie olejem słonecznikowym ze sporym dodatkiem soli, podrasowane ekstraktem i innymi dodatkami to „idealna przekąska” dla całej rodziny? Serio?

A zjesz w standardzie ziemniaka polanego 6 (sześcioma) łyżeczkami oleju?

Nie? To po co dajesz to dziecku?

Kategorie: FAK of The Year
łeldan

Łeldan – listopad.


W listopadzie nominacja do nagrody ŁelDan of The Year leci do firmy, która od dawna wspiera nas w codziennych zmaganiach z gotowaniem zup- tych prostych, takich jak pomidorowa, oraz tych skomplikowanych też.

Podoba mi się trend prostych zup, które wystarczy podgrzać.

Oczywiście lepiej zrobić samemu, co to za filozofia zrobić zupę, bla bla bla itp. itd. ale czasem się nie da. Czasem nie ma dostępu do kuchni, możliwości czasowych, umysłowych albo po prostu chęci. Nie ma nic nienormalnego czy dziwnego, że czasem nie dajemy rady, rzeczywistość nas przerasta, jesteśmy przemęczeni. I wcale nie oznacza to, że nie mamy wtedy wyboru, czyli zostaje hamburger lub nieśmiertelna drożdżówka czy baton.

Teraz praktycznie w każdym dyskoncie, supermarkecie czy delikatesach można kupić podobne zupy – rozejrzyj się w swoim osiedlowym sklepie zamiast inwestować w byle co z mniejszą ilością wartości odżywczych.

Warunek?

Prosty skład i dużo wartości odżywczych, czyli dużo warzyw, a nie woda z olejem i solą.

Nie mówię, że tak ma być codziennie.

Fajnie jest spożywać posiłki jak najmniej przetworzone, fajnie jest minimalizować zużycie plastiku. Więc jak dla mnie – nie jest to rozwiązanie z życia codziennego. To ALTERNATYWA w wyjątkowych sytuacjach- gdy nie mogę, nie mam jak. Ugotowanie zupy potrafi w pewnych sytuacjach przerosnąć człowieka i szczęśliwi ci, co tego nie rozumieją.

Podsumowując, nie trzeba być wirtuozem, nie trzeba spędzać 2h w kuchni aby mieć kubek orientalnej zupy zamiast buły z niczym. A na większy apetyt można do takiej zupy dodać kaszy z wczoraj lub zjeść z kromką pełnoziarnistego chleba.

Zaoszczędzony czas przeznacz na dodatkową porcję snu, odpoczynku, nadrabianie zaległości lub zabawę z dzieckiem.

Well done, Panie Pomidorze!

fak of the year

FAK of The Year – listopad.

W tym miesiącu produkt, który powinien dostać nominację już dawno. Mimo, iż z tej samej firmy są też propozycje całkiem ciekawe, np. chrupki z dodatkiem kaszy jaglanej, ta – z resztą podobnie jak FLIPSY smakowe- to moim zdaniem słaby wybór. Dlaczego?

W składzie 30% to krem oparty na oleju z cukrem z dodatkiem tłuszczów częściowo utwardzonych.

Mamy jeszcze dopisek „Barwione owocami i warzywami”. Fajnie, tylko co z tego? NIC, bo robiąc produkt z dodatkiem kakao, nie jest to wielka filozofia, a same chrupki kukurydziane wcale nie zawierają barwników.

22 gramy tłuszczu i 10 gramów cukru na 100 gramów produktu to zdecydowanie więcej niż w zwykłych chrupkach.

Zdecydowanie lepszą alternatywą są Tygryski z dodatkiem kaszy jaglanej, jeśli ktoś kupuje chrupki kukurydziane. Te czekoladowe to po prostu słodycze i to z dodatkiem tłuszczów częściowo utwardzonych, czyli słabo. Bo tłuszcze te, to nie jest pożądany składnik w naszej diecie, a słodycze to słaby pomysł jeśli chodzi o przekąski dla dzieci.

Kategorie: FAK of The Year

Łeldan – październik.

W tym miesiącu nominacja do nagrody ŁelDan of The Year leci zasłużenie do firmy, która od dawna wspiera nas w codziennych zmaganiach z gotowaniem skomplikowanych potraw w prosty sposób.

Markę Frosta cenię za transparentność składu, brak idiotycznych zagrywek marketingowych oraz przystępny sposób pokazywania zawartości na odwrocie opakowania. Oto przykład, za który przyznałam nominację.

Filet, MSC- fajnie.

Po tego typu produktach można spodziewać się wszystkiego. Najczęściej to ryba ze sporą porcją panieru. Jak ze składem tutaj?

Jest ryba, ilość standardowa jak na tego typu produkty. Natomiast gdy słyszę lub widzę „sos maślany” to mi się lupa otwiera w kieszeni, ale nie w tym przypadku. Tu mamy warzywa, masło i dodatki. Resztę składu stanowią marchewki ze śladową obecnością panierki (tak, ilość glukozy też jest tam śladowa).

Łeldan!

Nominacja trafia do Frosty za:

– odejście od klasycznego schematu mrożonej ryby z toną średnio wartościowej, czasami wręcz niezdrowej, panierki,

– spory dodatek warzyw bez mydlenia nimi oczu tylko na froncie,

– nieustanne promowanie transparentności składu.

Dobra robota!

FAK of The Year – październik.

Jednym z najgorszych moim zdaniem trendów ostatnich lat jest przemycanie czegoś tam w żelkach. Zwłaszcza dla dzieci. Dorośli mniej lub bardziej ale jednak są świadomi, że żelki to żelki czyli cukier z cukrem i choćby posypać je złotem, zamienić taki cukier na inny – nadal będą to słodycze.

Tym razem nominację do nagrody FAK of The Year otrzymuje crème de la crème żelkowych propozycji.

Już nie cenne witaminy czy inne magiczne składniki, których „nigdzie nie ma” albo „jest za mało bo teraz warzywa są bezwartościowe/zanieczyszczone/jakieś tam” (dramat) albo ciężko spożyć bo któż je 2 kg brokułów na śniadanie (jedna z najgorszych reklam ever. Swoją drogą ciekawe jakie jeszcze kity wciskają Wam sprzedawcy supli).

Teraz mamy… WITAMINĘ C!

Syrop glukozowy, cukier, żelatyna plus dodatki. A w opisie „witamina C wspiera prawidłowe funkcjonowanie układu odpornościowego”.

Czy ktoś tam się w ogóle pochylił nad działaniem codziennie podawanej dodatkowej (bo przecież to nie jedyne źródło cukru dodanego w jadłospisie) porcyjki cukru w diecie 4-latka…?

Dramat.

„codzienna porcja witaminy C”

„do 2 żelek dziennie”

Drodzy Rodzice i opiekunowie. Witamina C występuje POWSZECHNIE !

Nie trzeba nadludzkich wysiłków, niesamowitych nakładów finansowych aby spożyć zalecaną dawkę.

A o skutkach stosowania wyższych niż zalecane dawek witaminy C codziennie warto pogadać z dobrym lekarzem.

Jak żyć?

Wystarczy łączyć kilka produktów zawierających witaminy i składniki mineralne. Jeśli chodzi o witaminę C – można dać dziecku paski kolorowej papryki do szkoły czy przedszkola lub jako przekąskę w domu, samochodzie itd. (czerwona jest słodka!), do zupy dorzucić natkę (tak, warto od początku uczyć dziecko, że jak zupa to natka, lub natka do kanapki) plus moja ulubiona #kiszynkebydż czyli kiszona (kiszyn) kapusta (kebydż) – też nie na kilogramy. Wystarczy porcyjka do obiadu. Warto poszukać ulubionego smaku bo są różne w sklepach. Albo kisić samemu.

Nominacja

Myślę, że komentarz jest zbędny. Faszerowanie dorosłego cukrem z okazji czegoś tam uważam za zjawisko szkodliwe, a budowanie w dzieciach przeświadczenia, że witaminy można czy warto czerpać z żelków uważam za działania szkodliwe społecznie na wszystkich możliwych płaszczyznach.

Kategorie: FAK of The Year

ŁelDan – wrzesień.

W tym miesiącu nominacja może być ponownie dla niektórych trochę zaskoczeniem, ale idea ŁelDana to proste rozwiązania popularnych, skomplikowanych produktów czy sytuacji.

Nie jestem fanem spożywania słodyczy w nadmiarze, czy przykrywania cukru kołderką pseudozdrowej zajebistości. Jeśli już jem coś słodkiego, robię z pełną świadomością i najczęściej łączę to z aktywnością sportową.

Jeśli wybieram słodycze – stawiam na proste rozwiązania.

Jak ciasto, to mniejszy kawałek i bez dokładki ale prawdziwego ciasta na prawdziwych składnikach, zamiast dwóch porcji pseudozdrowego light na wypełniaczach. Jak lody to lody, a nie długa lista dodatków spożywczych, żeby produkt trzymał się kupy.

W tym miesiącu nominacja leci właśnie do prostego produktu – lodów 5-6 składników Marletto z Biedronki.

leldan wrzesien

Skład prosty jak konstrukcja cepa.

Bo lody naprawdę mogą mieć prosty skład. Ale można zrobić też z nich lekcję o dodatkach spożywczych, jeśli ktoś chce np. zaoszczędzić na składnikach.

leldan wrzesien

Skład jaki jest każdy widzi.

Dawno nie widziałam tak prosto zrobionych lodów w sklepie ALE to nie oznacza, że „są zdrowe”. Często obserwuję skrót myślowy tego typu, co ma swoje konsekwencje- ludzie przerzucają się z jednych ton cukru na inne, to błąd. Zawartość cukru w tych lodach jest typowa dla lodów, czyli na poziomie 24 g/ 100 g produktu. To oznacza, że niemal 1/4 składu to cukier. To są słodycze, prosto zrobione ale jednak SŁODYCZE, a nie produkt prozdrowotny.

Nie wpadajmy w pułapkę prostego składu, bio, vegan, glutenfree i innych określeń. Obojętnie czy słodycze są bio czy nie, mają 3 składniki czy 30 – zawsze pozostaną słodyczami, czyli dawką cukru. W ilościach dostosowanych do jadłospisu i aktywności sportowej- tak. W nadmiarze- NIE.

A jak już jeść, to mniejsze porcje ale lepszych jakościowo, prostych produktów. Well done, Biedronka!

2020

„2020”- jak to się zaczęło.

Gdy chodziłam do szkoły podstawowej, nie było supermarketów ze ścianami artykułów papierniczych. Stało się w kolejkach w małych lub większych sklepikach papierniczych i doskonale pamiętam, że każda wizyta w takim miejscu była dla mnie jak odwiedzenie świątyni.

Od dziecka zawsze miałam bzika na punkcie działów papierniczych i tuż po księgarniach, to właśnie tam spędzałam najwięcej czasu. Moi Rodzice mieli chyba dużo cierpliwości na początku każdego roku szkolnego, bo zawsze dawali mi odpowiednią ilość czasu na wybór zeszytów, długopisów i wszystkich niezbędnych akcesoriów. Później, gdy w sklepach było już wszystko i można było wszystkiego samodzielnie dotknąć, zamiast podziwiania zza lady- czułam się jak w raju. Zeszyty wybierałam zawsze określonych marek, określonej jakości. Papier i okładka musiały odpowiadać mi w 100%. Lubiłam szyte bruliony ze sztywniejszą okładką od Unipapu, piękne, kolorowe zeszyty z zaokrąglonymi rogami od Herlitza, długopisy zwykle też od Herlitza, zakreślacze Stabilo. W liceum i czasach studenckich nic się nie zmieniło – nadal godzinami, już w sierpniu, a później we wrześniu wybierałam zestaw na nowy rok. Kupowałam zawsze dużo i korzystałam ze wszystkiego bo notowanie było moim sposobem na zapamiętywanie.

Jakość moich notatek była powszechnie znana wśród znajomych już od liceum. Wiele razy slyszałam, że powinnam je wydać w formie skryptów ale nigdy w życiu nawet przez myśl nie przeszło mi, że w przyszłości zostanę wydawcą! Gdy pisałam swoją zarówno pierwszą jak i drugą książkę wiedziałam, że będą dokładnie takie, jak notatki do nich – kolorowe, przejrzyste, pełne zróżnicowanej, zwięzłej treści, skonstruowane tak, aby można było w łatwy sposób znaleźć wszystko od razu. Wiedziałam, że będą starannie wydane, aby korzystanie z nich było przyjemnością, a nie smutnym obowiązkiem związanym z nabywaniem wiedzy. Nie znosiłam źle wydanych podręczników, taniego papieru, który rozpuszczał się w ręku. Uwielbiałam książki, przy wydaniu których położono nacisk na jakość wykonania, przy których poczyniono niejako ukłon w stronę Czytelnika, zapraszając go już od pierwszego dotyku okładki do zapoznania się z treścią.

Gdy założyłam wydawnictwo Doktor Ania Publishing wiedziałam, że to dopiero początek. Że w końcu mogę tworzyć to, co lubię, tak jak lubię, w jakości o której zawsze marzyłam. Wiedziałam, że papier czy materiały kosztują, i być może zarobek będzie mniejszy, ale bzik z dzieciństwa pozostał i oczywiste było, że styl tego co robię, czyli wygląd produktu i jakość druku będą moim znakiem rozpoznawczym.

Kalendarze obecne były w mojej pracy odkąd pamiętam, a ich wybór był co roku może nie kłopotem ale na pewno wyzwaniem. To nie mógł być nigdy przypadkowy produkt, byle jaki, z marnym papierem i jakimś tam wyglądem okładki. Jako dziecko korzystałam z Herlitza w formie małego segregatorka, do którego kupowałam co roku wkład, później kupowałam różne kalendarze i planery zagranicznych firm, następnie poznałam Moleskine. Jednak przy każdym, nawet najpiękniejszym produkcie, czegoś mi zawsze brakowało. A to za ciężki, a to nie do końca idealna okładka, a to ostre rogi, a to papier czy kolory nie takie jak lubię.

I tak oto, pewnego wiosennego dnia, podczas moich 5 nieśmiertelnych minut przeznaczonych na spokojną kawę, wpadłam na pomysł zaprojektowania własnego kalendarza. Takiego, który będzie odpowiadał moim potrzebom w 100%. Chciałam aby przede wszystkim był lekki, poręczny, elegancki ale z indywidualnym twistem. Żeby był jak dobra przyjaciółka, która nie ocenia, a podpowiada, przypomina. Jak asystent w pracy, który trzyma rękę na pulsie, aby nic mi nie uciekło. Żeby był silnym wsparciem gdy mam nad czym pracować i radosnym przybiciem piątki, gdy zaliczę sukces. Chciałam, aby przypominał mi o oczywistościach, bo w natłoku zadań i obowiązków zapominam czasem o podstawowych aspektach dbania o siebie.

Chciałam, aby odpowiadał moim potrzebom obcowania z pięknymi przedmiotami, prostym designem, dlatego do stworzenia oprawy graficznej zaprosiłam utalentowaną artystkę, której twórczość spójna jest z moim minimalistycznym gustem.

Wiem, że „2020” będzie dla mnie ważnym narzędziem w zarządzaniu czasoprzestrzenią, będzie mnie wspierał w działaniach i pomagał uporządkować sprawy zawodowe, tak aby mieć odpowiednią ilość czasu na życie prywatne. Bo codzienność to nie tylko praca, to również czas z bliskimi, czas dla siebie, przyjemności. Jeśli uważasz, że Tobie również przydałoby się takie wsparcie, rzuć okiem na układ i przykładową zawartość, ale ostrzegam, że ilość sztuk jest limitowana. Dodruku nie będzie, ze względu na wyjątkowe materiały, które sobie wymarzyłam. Są one sprowadzane na moje specjalne zamówienie po to, aby produkt był wyjątkowy, dopasowany do mojego trybu i stylu życia. Aby był spójny z moją filozofią życiową.

Sprawdź, może Tobie też spodoba się ta wyjątkowość i zapragniesz coś zmienić w nowym roku. Może w końcu zaczniesz celebrować swoją codzienność, cieszyć się tym co masz i pracować nad tym, czego jeszcze nie masz. Może w końcu uwierzysz, że szkoda czasu na przypadkowych ludzi, przedmioty, że szkoda życia na bylejakość.

Układ, środek i więcej info o „2020” znajdziesz tu (klik).

Fot. tytułowa: jasinska.pro, fot. w treści: pixabay.com.

Kategorie: Inne
FAK of The Year

FAK of The Year – wrzesień.

Niedawno nominacja do nagrody ŁelDan of The Year trafiła do wspólnego projektu lidlowego z Hortexem. Tym razem nominacja leci również do specjalnej edycji ale już nie z Hortexem. Tym razem z DrWitt i nie ŁelDan a FAK. Ale zacznijmy od początku.

Wygląda nieźle.

„Uroda” na froncie, a tuż pod nią pływające w wodzie (?) owocki.

Nazwa.

Nigdy nie zrozumiem DLACZEGO niektórzy producenci tak chętnie NADUŻYWAJĄ słowa „woda”, stosując również obcojęzyczne nazwy (np. water, aqua) lub nazwy nawiązujące (np. waterrr). Denerwuje mnie to zwłaszcza w kontekście produktów dla dzieci.

WODA TO WODA.

Woda nie zawiera cukru, nie zawiera słodzików, nie zawiera dodatków.

Ja wiem, że ładniej, lepiej i mniej groźnie brzmi „ACTIVE WATER” zamiast „woda z cukrem”. Czuję się rozgrzeszona kupując WATER zamiast „wody z cukrem”, bo „water” czy „aqua” brzmi lekko, woda kojarzy się dobrze. „Woda” nie kojarzy się z otyłością, cukrzycą typu 2 i innymi chorobami.

Cukier dla urody i zdrowia.

Nie wiem, być może w tzw. międzyczasie odkryto coś nowego , może nie posiadam jakiejś tajemnej wiedzy na temat właściwości wody z cukrem, ale wedle mojej starej wiedzy z różnych rodzajów studiów – nadmiar cukru w diecie nie sprzyja zdrowiu. O negatywnym wpływie na urodę nie wspominając.

Tu cukru mamy 5g/100ml. Butelka to 600ml.

Zatem wypijając całość (a może wypijasz połowę, a resztę grzecznie trzymasz w lodówce na następny dzień…?) przyjmujesz 30g cukru. I dla Twojego organizmu naprawdę nie ma za bardzo znaczenia, że jest to trzcinowy, a nie biały.

6 ŁYŻECZEK cukru z samego napoju o nazwie WATER.

A co do pływających na froncie owocków, to w składzie mamy 0.2% soków z zagęszczonych soków.

0.2% to jakieś 1.2ml na całą butelkę. To 1/4 łyżeczki od herbaty. Tak, w całej butelce.

Zasłona dymna.

I oczywiście jest napisane ACTIVE przed water. Czyli, że niby trzeba być aktywnym. Czyli sport. Czyli dobrze. I jest napisane „water”, czyli nie ma co oczekiwać wysokich zawartości soków, jasne.

Niestety nie każdy konsument myśli w ten sposób, a widząc na froncie URODA czy SYLWETKA w towarzystwie pięknych owoców wybierze taki napój niekoniecznie idąc na siłownie, niekoniecznie patrząc na skład oraz zawartość cukru.

Podsumowując.

Napiszę po raz kolejny to samo: nadawanie napojom nazw typu „woda”, „aqua”, „water”, „waterrr” itp. jest dla mnie po prostu nie fair, a proponowanie wody z cukrem na urodę to już totalny absurd.

I nie, nie wystarczy narysować dzieciaka na rowerze czy dopisać „ACTIVE”.

Trzeba jeszcze uczciwie powiedzieć konsumentowi, że jest to WODA Z CUKREM, czyli NAPÓJ.

Kategorie: FAK of The Year
mus owocowy

ŁelDan – sierpień.

W tym miesiącu nominacja trochę dla mnie kontrowersyjna, bo osobiście nie jestem fanem tego typu rozwiązań, co podkreślałam w obydwu moich książkach. Nie jestem też fanem promowania tego produktu, w ramach idealnego drugiego śniadania. Ale jestem też obiektywna i taką zmianę na rynku należy zauważyć. Zwłaszcza w kontekście osób, dla których produkty tego typu stanowią ważny element menu.

Mus owocowy

Nie lubię gdy jest elementem obowiązkowym menu. Nie lubię, gdy promowany jest jako „łatwe owoce”. Nie jesteśmy astronautami, nie musimy iść aż tak w stronę żywności przetworzonej na co dzień.

Poza tym, mus owocowy NIGDY nie zastąpi świeżych owoców. Ale są sytuacje, gdy przydaje się i nie ma sensu tego podważać.

Nowość

Na rynku już jakiś czas temu pojawiły się musy z dodatkiem warzyw. Ale tym razem nie mam na myśli samej marcheweczki czy 5% czegoś tam. Teraz mamy walnięcie cukinią, a nawet szpinakiem. Albo dynią.

Tu dynia 18%.

mus owocowy

Tu marchew 30%.

mus owocowy

Tu cukienia (10%) i szpinak (5%).

mus owocowy

Good job.

Moim zdaniem to ciekawa zmiana na rynku zalanym słodkimi musami owocowymi. Właściwie każda firma ma już w swojej ofercie musy owocowe, a co z warzywami? Są jakieś pojedyncze dla niemowląt, ale nadal mało.

Mam nadzieję, że to początek dobrego trendu włączania warzyw do nietypowych produktów z asortymentu żywności przetworzonej, oswajania ludzi z warzywami również w formie przetworzonej oraz dodawania warzyw do każdego posiłku.

Przestańmy w końcu bać się tych warzyw. Bać to się można złych ludzi, a nie warzyw przetworzonych czy świeżych z targu, sklepu za rogiem czy z dyskontu.

Well done, Dawtona.

jedzenie dla dzieci

Witaj szkoło!

Zbliża się 1.09, śniadaniówki, mniejsze i większe wojenki domowe z dziećmi, nauczycielami, babciami itd. o to kto chce być otyły i mieć cukrzycę typu drugiego oraz kiedy.

I oczywiście wszystko jest kwestią dawki, równowagi, aktywności sportowej itp. ale patrząc na otyłe przedszkolaki oraz uczniów szkół podstawowych, czyli grupy wiekowe gdzie Rodzice i Opiekunowie mają jeszcze stosunkowo dużo do powiedzenia– chce mi się płakać. 

Tak, 'do powiedzenia’ bo niestety SAMO SIĘ NIE ZROBI. Trzeba dziecku powiedzieć, wyjaśnić pokazać oraz DAWAĆ PRZYKŁAD. Dziecko nie jest przedmiotem, robotem, kolejnym Twoim projektem. To Człowiek – taki jak TY. Ten mały Człowiek oczekuje tego samego co TY i zasługuje na to co Ty – na równe traktowanie i dostęp do informacji, czyli raczej inne odpowiedzi niż „bo tak”, „bo nie”.

Wiem, że jesteś zmęczona ale z czegoś trzeba niestety zrezygnować i poświęcić te 5-10 minut na wyjaśnienie tematu.

Czego NIE KUPOWAĆ?

Posłużę się przykładem. Oto co dla Waszych dzieci przygotowała jedna z sieci sklepów. Co ciekawe, szukałam tego w wersji papierowej ale nie znalazłam. Widzę te strony tylko online i stamtąd pochodzą skriny.

Dla mnie to jest totalny DRAMAT.

TONY CUKRU.

Ogromne ilości cukru dziennie spożywają dzieci, które bez nadzoru jedzą co popadnie, CODZIENNIE. W gazetce są produkty, których nie kupowałabym dzieciom do śniadaniówek, no może poza bakaliami.

Cukier, cukier z tłuszczem, słone, tłuste przekąski – dlaczego?

Jeśli od małego uzależniamy dziecko od słodkich i słonych przekąsek – może ono chętniej sięgać po nie później. Dla dziecka to potencjalne problemy zdrowotne, dla sklepu kolejny klient, który wróci bo uzależnił się od pewnych produktów.

Jak żyć?

Ja wiem, że to nie jest do zrobienia na raz, efektów nie widać od razu. To jest proces, droga, próby, powtarzanie, konsekwencja, wzloty i upadki. Ale warto ten proces przeprowadzić. Bakalie zamiast słodyczy, świeże owoce zamiast musów i soków czy napojów, woda zamiast pseudowody, jasne zasady spożywania słodyczy związane z aktywnością sportową. Zmiany wprowadzaj spokojnie, powoli, małymi krokami. Dawaj dobry przykład, nie zrażaj się niepowodzeniami. Początki często są trudne ale warto pozostać konsekwentnym.

Permanentny nadmiar cukru w diecie może być przyczyną chorób, np. cukrzycy typu 2, jest prostą drogą do otyłości, wielu zaburzeń, w skrócie- pod wieloma względami trudniejszego życia.

Zastanów się czy chcesz fundować to swojemu dziecku zanim następnym razem sięgniesz po cukier z tłuszczem bo tak ładnie prosi, bo nie chcesz marnować dzieciństwa, bo była promocja, bo oj tam oj tam, raz można.

A jeśli nie umiesz poradzić sobie z Babcią lub Teściową podrzuć jej to (klik).

Fot. pixabay.com

Kategorie: Dzieci, Wyróżnione