piersi

14 faktów dotyczących piersi, o których nie wiedziałaś

1. Ładna skóra to efekt pracy, bo geny to nie wszystko.

Jeśli jesteś przeciętną Polką, pewnie bardziej dbasz o swoją twarz niż o piersi. A jak nie dbasz o biust, w pewnym momencie on Ci to wypomni. Dbanie to nie tylko zdrowe, zbilansowane odżywianie, wpływające od środka na jakość skóry. To również regularne badania, PIELĘGNACJA kremami, olejkami, oraz zabiegi. Zwłaszcza podczas zmian masy ciała, w ciąży, w trakcie i po karmieniu piersią – nasza skóra zmienia się, traci elastyczność. Warto o nią dbać, aby fajnie wyglądała przez długie lata, niezależnie od zmian w naszym życiu. 

2. Badanie nie boli.

Tak jak badanie węzłów chłonnych, migdałków, osłuchiwanie płuc – badanie piersi to zwykły, neutralny dotyk. Ponieważ część kobiet jednak czuje niechęć do samodzielnego badania lub zapomina o tym – warto coś z tym zrobić. Jeśli z jakiegoś powodu nie robisz tego, warto poprosić o pomoc Partnera lub lekarza podczas wizyty. Raz na jakiś czas, np. raz w roku dobrze jest wykonać kontrolne usg piersi. Ale wiesz co jest najważniejsze? Nie wystarczy o tym wszystkim pamiętać, nie wystarczy przytakiwać. To trzeba ROBIĆ! Jeśli się boisz – ok, bój się. Ale badaj.

3. Nie ma głupich pytań.

O wiele głupsze wydaje się pozostawanie latami w niewiedzy, nic z tym nie robiąc. Jeśli nie wiesz jakich preparatów używać do pielęgnacji biustu – zapytaj farmaceutę. Jeśli nie wiesz jak samodzielnie badać piersi, jeśli wydaje Ci się, że znalazłaś coś niepokojącego – po prostu zapytaj – najlepiej lekarza. Nie wstydź się, dla niego to codzienność.

4. NIE wszystko co znajdziesz, jest groźne.

Nie każda zmiana jest groźna, dlatego nie musisz martwić się, jeśli wyczujesz coś pod skórą. Wręcz przeciwnie! Im szybciej odkryjesz, że coś się dzieje, tym lepiej bo prawie zawsze łatwiej poradzić sobie z drobnymi zmianami, które mogą okazać się czymś błahym. Ale i w przypadkach poważniejszych dolegliwości medycyna świetnie daje sobie radę. Strach przed znalezieniem ‚czegoś’ nie powinien Cię w żaden sposób blokować, to tylko niepotrzebny stres, bez racjonalnego uzasadnienia.

5. Amputacja piersi NIE jest leczeniem z automatu.

Wiele kobiet boi się badania, bo jeśli coś znajdą, na bank skończy się to amputacją piersi. To BZDURA. Nawet jeśli coś znajdziesz, dalsze postępowanie zależy od wielkości i charakteru zmiany. Leczenie oszczędzające pierś przeprowadza się ZAWSZE wtedy, gdy nie ma ku temu przeciwwskazań i jest to tryb STANDARDOWY. Dlatego najlepiej badać się regularnie i reagować od razu, gdy tylko pojawi się coś niepokojącego. Wtedy szansa na leczenie oszczędzające jest największa.

6. Nowe piersi możesz mieć od ręki.

Gdy nie można oszczędzić piersi, lekarze starają się, żeby pacjentka obudziła się z nową piersią. Co to oznacza? Idziesz na zabieg usunięcia zmiany, lekarz robi swoje, a Ty budzisz się bez nowotworu, z nową, piękną piersią. Nie ma etapu przejściowego, jeśli nie jest konieczne dalsze leczenie. Otwierasz oczy i jest tak, jak było. Czasem potrzeba dwóch zabiegów, czasem korekty zdrowej piersi, co doprowadza do finalnego efektu czyli ładnych, kształtnych i symetrycznych piersi. Korekta czy powiększenie wygląda w tym przypadku tak samo jak u pacjentek z zakresu medycyny estetycznej.

7. Leczenie onkoplastyczne to standard.

Leczenie onkoplastyczne to leczenie oszczędzające lub rekonstrukcja piersi. Nawet 95% pacjentek ma możliwość rekonstrukcji wtedy, gdy ma raka i musi mieć amputację. Niestety w praktyce tylko ok. 5% pacjentek korzysta z tej możliwości, a szkoda, bo nie wiem czy wiesz, ale…

8. Rekonstrukcja jest refundowana.

Serio. Rekonstrukcja operowanej piersi jest w całości REFUNDOWANA i pacjentka nic nie dopłaca. I nie ma tu znaczenia czy chcesz mieć nową pierś od razu po otworzeniu oczu, czy rok po zakończeniu leczenia. Możesz kiedy chcesz – warto o tym mówić głośno, bo nie wiedzieć czemu, nadal niewiele kobiet korzysta z tej możliwości.

9. Nowe piersi są seksowne, bo to TY jesteś seksowna.

Piękno jest w Tobie i tylko od Ciebie zależy kiedy będziesz nim emanować. Leczenie onkoplastyczne to standard, nawet jeśli jesteś już jakiś czas po operacji amputacji. Nowy biust jest tak samo seksowny, a czasami wręcz bardziej, bo masz wpływ na ostateczny kształt i jędrność piersi. Kobiety z piersiami po rekonstrukcji czują się kobieco, pewnie, biorą udział w sesjach zdjęciowych. Nie wierzysz? To patrz.

piersi

piersi

piersi

10. Sutki też można zrekonstruować.

I nie ma z tym żadnego problemu! To jest prosty zabieg na 20 minut w znieczuleniu miejscowym.

11. Implanty nie rozlewają się.

To się zdarza na portalach plotkarskich. W życiu codziennym bardzo rzadko coś się dzieje z implantem, a nawet jeśli, jest on biologicznie na tyle NEUTRALNY, że wymieniany jest bez żadnych komplikacji. W Polsce najczęściej stosowane są implanty z żelem silikonowym. To żel wysokiej spoistości, który trzyma formę, zatem jeśli go np. przetniemy, czy przedziurawimy – wciąż będzie trzymał kształt i nic się nie „wyleje”.

12. Gdy jesteś w ubraniu – nie da się NIC rozpoznać.

Drobna korekta? Medycyna estetyczna? Rekonstrukcja? Jeśli idziesz do pracy – nie widać różnicy czy masz pierś rekonstruowaną czy nie. Jeśli idziesz na kolację i masz duży dekolt – nie widać cięcia, bo znajduje się ono np. w krawędzi dolnej zewnętrznej. Cięcie wykonuje się zazwyczaj pod piersią również po to, aby zachować najwięcej czucia i unerwienia.

13. KAŻDĄ pierś można zrekonstruować.

Każda pacjentka ma PRAWO i MOŻLIWOŚĆ zrekonstruować swoją pierś. Dla każdej z pacjentek dostępna jest ODPOWIEDNIA technika, począwszy od implantów przez płaty. Płat to tkanka własna. Czyli np. lekarz pobierze od Ciebie fragment z brzucha lub z pleców. Nie martw się, to procedura, która nie oszpeca.

14. Masz wpływ na przyszłość.

Być może przejrzałaś nagłówki i obojętnie przejdziesz dalej, ale pamiętaj, że wcale nie musisz uczestniczyć w smutnych, polskich statystykach. Nowotwór piersi to DRUGA, po raku płuc, przyczyna zgonu u Polek z przyczyn onkologicznych i nadal piąte miejsce na ogólnej liście, jeśli chodzi o przyczyny zgonów. Każda z nas ma średnio 12% szans na to, że zachoruje. Dlatego tak ważne jest, by badać się regularnie.

Pamiętaj, że po leczeniu, po rekonstrukcji i potwierdzeniu przez lekarza, że wszystko jest w porządku – Twoje życie wraca do normy tak jak po grypie, złamaniu nogi czy rozstroju żołądka. 

Porozmawiaj z kobietami, które są po rekonstrukcji. Zobacz jak nadal emanują spokojem, siłą, pewnością siebie i niezachwianym seksapilem. Poszukaj fachowców, grup wsparcia, informacji z potwierdzonych źródeł.

Nie bój się badań, rozmów, leczenia. Cokolwiek się nie stanie – na pewno sobie z tym poradzisz bo Twoja siła i piękno jest w Twojej głowie. Ale nie daj się zaskoczyć. 

Nie czekaj. Zbadaj piersi już dziś.

 

 

________

W tekście wykorzystałam wypowiedzi (kursywa) dr Daniela Maliszewskiego (za zgodą autora), który zajmuje się chirurgią onkologiczną, ze szczególnym uwzględnieniem onkologicznych i estetycznych aspektów leczenia chorob piersi. Jest członkiem Towarzystwa Chirurgów Polskich, Polskiego Towarzystwa Onkologicznego oraz American Society of Breast Surgeons.

Zdjęcia pochodzą z archiwum Fundacji Wspierania Rozwoju Medycyny ANIZJA, przedstawiają Pacjentki dr Daniela Maliszewskiego, zdjęcia zostały wykorzystane za zgodą modelek, fotografa Anji Choluy oraz Agnieszki Kośnik-Zając – autorki projektu „Brest is the best”.

tarczyn

Sok Tarczyn – odpowiedź producenta.

Pamiętacie jak postanowiłam zapytać producenta „sok wielowarzywny Tarczyn” jakie dodaje przyprawy?

 

tarczyn

 

Zapytałam, dostałam odpowiedź oraz zgodę na publikację.

 

tarczyn

 

Czy to jest dokładnie to czego się spodziewałam? I tak i nie.

Odpowiedź dość enigmatyczna i niewiele mówiąca. Rozumiem doskonale stanowisko firmy, chroniące know-how. Jednak z drugiej strony wiem, że diabeł tkwi w szczegółach i istotne są też proporcje.

Nie wiem czy potrzebuję w soku warzywnym tego słodkiego dodatku oraz aż tak skomplikowanego (?) zestawu przypraw, żeby nie można było ich ujawnić. Do podbicia smaku warzyw wystarczy czasem szczypta soli, po prostu. Czy jestem odosobnionym przypadkiem w badaniach preferencji konsumenckich? 

Podsumowując, ciężko ocenić co jest w środku. Cenię firmy stawiające na transparentność. Tu jest tajemnica i być może jest to totalnie prosty zestaw kilku przypraw, może dwóch, trzech, pięciu – z czym nie mam problemu, ale niestety tego nie wiem. Warto dodać, że nie tylko tarczyn stosuje „tajemnicze mieszanki przypraw” – na szczęście wielu innych producentów wymienia te kilka składników i nie musze prosić ich o wyjaśnienia.

Kategorie: Raporty
azotany dziecko

Dlaczego robicie to naszym DZIECIOM?

IARC ogłosiło temat rakotwórczości mięsa przetworzonego, może skłoni to kogoś do przemyślenia tematu spożywania mięsa kilka razy dziennie. Ja już jakiś czas temu ograniczyłam spożycie wędlin, a jeśli już – szukam produktów o wysokiej zawartości mięsa i bez zawartości azotynów.

Nie da się ich uniknąć zupełnie, to oczywiste. Ale ograniczając spożycie mięsa oraz świadomie wybierając produkty, można próbować zmniejszyć podaż. O tym dlaczego warto unikać tych substancji pisałam tu.

Dziś w nocy naszło mnie na przeglądanie stron rządowych, a konkretnie Rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie dozwolonych substancji dodatkowych, a zwłaszcza załącznika dotyczącego warunków stosowania w żywności dla niemowląt i małych dzieci.

Wnioski.

Jeśli mam aktualną wersję, to na liście dozwolonych substancji NIE MA azotynów (o działaniu rakotwórczym). Czyli produkty dla niemowląt i małych dzieci NIE MAJĄ PRAWA ich zawierać.
 
Ale już parówy i szyneczki dla starszych dzieci – luzik. Producenci ochoczo ładują w mięso konserwant i bez mrugnięcia okiem opakowują to w kolorowe kwiatuszki, serduszka, świnki, ludziki i Bóg wie co jeszcze.

Problem polega na tym, że…

Piszą do mnie Mamy niemowląt i małych dzieci, pytając które parówki mogą dać dziecku. Odpowiadam im zwykle: ŻADNE.

Rodzice nie zdają sobie sprawy, że żywność zawierająca dodatek azotynu nie jest odpowiednia dla dzieci, ani dla nich samych. Wystarczy nam już tych substancji dookoła, serio.

Droga Kancelario, Panie Ministrze i wszyscy, którzy możecie coś zrobić.

Dlaczego ktoś dopuszcza do obrotu produkt z założenia dla dzieci, w którym jest zaledwie 54% mięsa, a reszta to długa historia o niczym, z dodatkiem rakotwórczego konserwantu? Przecież nazwa „Bobaski” sugeruje, że produkt mogą spożywać małe dzieci, ale czy na pewno…?

parówki parówki

Na cholerę tu te uśmiechnięte dzieci i słoneczko? Bo mnie, szczerze mówiąc jest totalnie nie do śmiechu widząc takie rarytasy w sklepie.

Dlaczego na opakowaniach z żywnością zawierającą dodatek azotynu sodu typu szynka czy parówki nie ma informacji dotyczących ich szkodliwości, tak jak jest na innych produktach zawierających szkodliwe substancje?

Tak, wiem, że są normy.

Tak, wiem, że źródłem azotanów(V) i azotanów(III) (azotynów) w codziennej diecie człowieka są jeszcze warzywa i woda pitna.

Tak, wiem, że mięso bez konserwantu też może być szkodliwe, a zepsute to już dno.

Tak, wiem, że azotany i azotyny są wszędzie i nie da się znakować wszystkiego.

ALE WĘDLINY ZAWIERAJĄCE DODANE AZOTYNY W ILOŚCIACH KONSERWUJĄCYCH SIĘ DA, ZWŁASZCZA TE DLA DZIECI, PRAWDA?

Wszystko się da, tylko trzeba chcieć. Ale ktoś tu ewidentnie nie chce. A szkoda.

przechowywanie

Przechowywanie leków po otwarciu + Berodual – odpowiedź producenta.

Jeśli lek ma leczyć – musi być prawidłowo przechowywany.

Oczywiste, a jednak nie dla wszystkich. Znam wiele osób, które kompletnie nie zwracają uwagi na zalecenia farmaceuty dotyczące sposobu przechowywania danego preparatu. Jeśli na opakowaniu napisane jest „przechowywać w temperaturze 2-8’C„, oznacza to, że w temperaturze pokojowej substancja czynna może się po prostu rozpaść. Co wtedy zażywasz? Trudno przewidzieć, ale z dużym prawdopodobieństwem NIE to co zamierzałaś.

Nie jesteś pewna kiedy otworzyłaś opakowanie?

Wywal. Szkoda zdrowia. Na każdym opakowaniu lub w ulotce powinno być napisane ile czasu można przechowywać PO OTWARCIU. Rzadko jest tak, że preparat zachowuje 100% swoich właściwości na przestrzeni kilku lat po otwarciu. Niektóre leki mają wręcz DOBOWY (niektóre krople do oczu),  KILKUDNIOWY (np. niektóre antybiotyki), lub kilkumiesięczny (niektóre syropy) okres przydatności PO OTWARCIU. Co jest w opakowaniu preparatu po okresie zalecanej przydatności do użycia po otwarciu? Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Czytaj, sprawdzaj, opisuj opakowanie.

Jeśli zgubiłaś ulotkę, jest na to sposób.

Chyba wszystkie możliwe ulotki leków są powszechnie dostępne w internecie. Lepiej przeczytaj, sprawdź zamiast udawać, że masz genialną pamięć. Szkoda zdrowia na zabawę w ciuciubabkę.

Chroń leki przed dziećmi. A właściwie odwrotnie.

Jasne, że dziecko nigdy, zawsze, przecież on nie i ona na pewno nie. Nie ma czegoś takiego jak nigdy i zawsze. Dzieci absolutnie NIE MOGĄ MIEĆ DOSTĘPU DO LEKÓW. Schodki, szafki – dziecko jest niezwykle kreatywne i na bank nie chcesz przekonać się o tym na przykładzie leków.

Nie oszczędzaj.

Na zdrowiu swoim, swoich bliskich. Jeśli okazuje się, że preparat jest zaledwie napoczęty, a otworzyłaś go 'niewiadomokiedy’ – WYWAL. Zawsze wywal. Te kilka – kilkadziesiąt pln nie są warte testowania czy coś się stanie czy nie.

Odwiedź aptekę.

Stare leki oddaj do apteki, gdzie są specjalne pojemniki na zużyte leki i opakowania.

Zalecenia Ministerstwa na deser.

Ministerstwo Zdrowia zaleca wytyczne:

  • zawsze trzymaj leki w oryginalnych i zamkniętych opakowaniach;
  • nie pozbywaj się tej części opakowania, która zawiera datę ważności leku;
  • zabezpieczaj leki przed zakurzeniem, zabrudzeniem i zniszczeniem;
  • trzymaj leki tak, aby nie dostały się w ręce dzieci oraz aby nie miały do niego dostępu zwierzęta;
  • trzymaj leki z dala od okna, światła słonecznego i wilgoci;
  • informacje dotyczące warunków przechowywania leku (m.in. temperatury) znajdziesz na jego opakowaniu. Jeżeli nie podano takiej informacji, należy przechowywać lek w temperaturze pokojowej, czyli od 15°C do 25°C;
  • nie wyrzucaj przeterminowanych leków do śmieci – wrzuć je do specjalnego pojemnika
    w aptece w celu ich utylizacji.

Berodual.

Ponieważ kilka osób pytało mnie o sposób przechowywania Berodualu po otwarciu, postanowiłam zapytać producenta tego preparatu. Oto odpowiedź:

„Szanowna Pani,

W odpowiedzi na Pani pytanie, informuje iż trwałość po otwarciu produktów :

Berodual Sol. płyn to:

Based on the data given in this report no relevant change occurred in the organoleptic,

physical, chemical and microbiological properties of the drug product packaged in 20 ml

amber glass bottles with PE dropper and PP screw cap, during a simulated use period of

twelve (12) months at 25°C/ 60 % R.H. on the freshly manufactured drug product.”

Oznacza to, iż po otwarciu Berodualu  Sol, jest on ważny przez 12 miesięcy, jeżeli jest przechowywany w ciemnej butelce i w opakowaniu zewnętrznym( pudełko tekturowe), w temp. poniżej 25 stopni .

Berodual N inhalator to:

Zgodnie z datą ważności na opakowaniu.”

 

___

Ps. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat leków, suplementów diety oraz szeroko pojętego zdrowego stylu życia – zapraszam Cię na warszawską edycję Food & Health Conference, która odbędzie się już 7.10. Więcej informacji i zapisy znajdziesz na tej stronie (kliknij).

rakotworcza szynka parowki

Czy szynka i parówki są rakotwórcze?

Czy spożywanie szynki lub parówek może przyczyniać się do zwiększonego ryzyka występowania nowotworów? To trochę tak, jakbyście zapytali mnie czy palenie papierosów jest rakotwórcze. Nie wierzycie? To przeczytajcie!

Było, minęło.

Pamiętam jak 2 lata temu w spożywce zawrzało, zakotłowało się, a następnie wszystko zostało przykryte kotarą 'eeee luuuuz’ i zamiecione pod dywan 'przecież wszyscy jedzą i żyją’.

Dziś już nikt o tym nie pamięta, a jak wrzucam na Instagram lub Facebooka jakąkolwiek wędlinę lub parówki pisząc, że są „be”, dość duża grupa osób jest bardzo zdziwiona – o co w ogóle chodzi?

Zacznę więc od początku.

Jest coś takiego jak Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC), która powołuje ludzi, którzy badają różne czynniki w kontekście działania rakotwórczego dla człowieka (seria wydawnicza IARC Monographs on the Evaluation of Carcinogenic Risks to Humans). Niezależnie od ocen IARC lub wykorzystując te oceny, w Unii Europejskiej, Niemczech i USA ustala się i publikuje własne wykazy lub listy czynników, które zostały uznane za rakotwórcze. Inne kraje opracowują swoje wykazy na podstawie danych pochodzących z wymienionych organizacji międzynarodowych lub danych z USA i Niemiec.

Na podstawie przyjętych kryteriów oceny dowodu działania rakotwórczego, mamy cztery kategorie czynników rakotwórczych dla ludzi.

Grupa 1 – istnieje wystarczający dowód działania rakotwórczego na ludzi. 

Grupa 2 –  prawdopodobne kancerogeny (2A) lub przypuszczalne kancerogeny (2B).

Grupa 3 – czynniki nie mogą być zaliczone do żadnej innej grupy.

Grupa 4 – prawdopodobnie nie są rakotwórcze dla ludzi. 

Problem w tym, że…

  • Wędliny, parowki i inne przykłady przetworzonego mięsa zostały zakwalifikowane do grupy 1. Owszem, dobrze przeczytaliście, to nie pomyłka. Istnieją wystarczające dowody działania rakotwórczego.

Pisząc „przetworzone mięso” mam na myśli mięso poddane obróbce takiej jak: solenie, fermentacja, wędzenie lub innym procesom przeprowadzonym w celu zwiększenia smaku lub poprawy trwałości. Przykłady przetworzonego mięsa obejmują parówki, szynkę, kiełbasy, przetwory mięsne oraz sosy.

  • Do grupy 2A (prawdopodobnie rakotwórcze) zostało zakwalifikowane czerwone mięso, a więc: wołowina, cielęcina, wieprzowina, jagnięcina, baranina.

To nie jest banda oszołomów.

Nie ma co wyzywać czy obrażać się na grupę badawczą z IARC – TO NIE SĄ PRZYPADKOWE WYNIKI uzyskane przez kilku spiskowców na małej grupie.

Naukowcy odpowiadający za wyniki dotyczące mięsa to grupa robocza złożona z 22 ekspertów z 10 krajów. Przeanalizowali oni ponad 800 badań, które dotyczyły ponad dwunastu rodzajów raka związanych z konsumpcją czerwonego mięsa lub przetworzonego mięsa w wielu krajach i populacjach o różnych dietach.

Najbardziej wpływowym dowodem były duże prospektywne badania kohortowe przeprowadzone w ciągu ostatnich 20 lat.

Co z tym rakiem?

Obserwacje dotyczą głównie występowania raka jelita grubego (mięso przetworzone), ale obserwowano również związek w przypadku raka trzustki i raka prostaty (czerwone mięso).

O jakich ilościach mówimy?

Ryzyko występowania raka jelita grubego zwiększało się już przy spożyciu 50 g przetworzonego mięsa dziennie.

Ile to jest 50 g? JEDNA parówka dziennie LUB kilka plastrów szynki.

Czy jedzenie szynki jest tak samo niezdrowe jak palenie tytoniu?

Klasyfikacja odzwierciedla jedynie siłę naukowych dowodów na to, czy środek powoduje raka u ludzi, a nie jak silny ma wpływ na ryzyko rozwoju raka.  Dlatego porównania w ramach kategorii nie mają za bardzo sensu. 

Czyli naukowcy są tak samo pewni, że szynka, parówki i palenie przyczyniają się do powstawania nowotworów u ludzi, natomiast co jest „gorsze”? A, to już inna bajka i o tym z klasyfikacji się nie dowiesz.

Nie można na podstawie wyników tych badań powiedzieć, że „plaster szynki wywołuje nowotwory tak silnie jak jeden papieros”, ale można śmiało głosić, że ” istnieją wystarczające dowody działania rakotwórczego na ludzi zarówno jeśli chodzi o szynkę, jak i papierosy”.

Dlaczego mięso może być szkodliwe i rakotwórcze?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jest kilka czynników, m.in. obecność związków azotowych, zwłaszcza azotynów, z których mogą powstać rakotwórcze nitrozoaminy. Azotyny i nitrozoaminy wykazują szeroki negatywny wpływ na zdrowie. Przykładowo, azotyny utleniają jony żelaza zawarte w hemoglobinie, w wyniku czego powstaje methemoglobina. Czerwony barwnik krwi traci zdolność transportowania tlenu, co prowadzi do niedotlenienia ośrodkowego układu nerwowego i mięśnia sercowego. Jest to szczególnie niebezpieczne u niemowląt i małych dzieci (w ich organizmach dużo szybciej dochodzi do przekształcania azotanów w toksyczne azotyny). Ale azotany to nie wszystko. Drugim czynnikiem są rakotwórcze związki powstające w wyniku obróbki cieplnej (smażenie, palenie na grillu, wędzenie itd). Wędzona szynka bez azotynów też jest szkodliwa.

Jak żyć?

American Cancer Society od dawna zaleca dietę, która ogranicza przetworzone mięso i czerwone mięso, a bazuje na warzywach, owocach i pełnych ziarnach. Wytyczne American Cancer Society dotyczące odżywiania i aktywności fizycznej w zapobieganiu chorobie nowotworowej zalecają wybieranie ryb, drobiu lub fasoli zamiast czerwonego i przetworzonego mięsa.

Co mogę zrobić już dziś?

Z pewnością nie panikować. Spróbuj przyjrzeć się temu co jesz. Czy jest posiłek, gdzie możesz w jakiś sposób ograniczyć spożycie przetworzonego mięsa? Jajecznica bez boczku / szynki? Kanapka z hummusem lub inną pastą zamiast szynki? Makaron z sosem pomidorowym i czerwoną fasolą zamiast mięsa mielonego? Warto zacząć od drobnych kroków, zwłaszcza jeśli kochasz mięso. To nie znaczy, że masz je odstawić natychmiast. Jedyne do czego Cię dziś zachęcam to rezygnacja z parówek, a jeśli już to wybieranie tych wysokiej jakości, czyli zawartość mięsa powyżej 97% plus brak azotynów dosypanych – pamiętasz mój mini poradnik (kliknij)? Plus ograniczenie spożycia mięsa czerwonego. Tyle, na ile się da. Metoda małych kroków, metoda świadomego jedzenia wydaje się być najprostszym sposobem na zdrowsze życie i lepsze samopoczucie. Jeśli czujesz, że sama nie dasz rady – śmiało odezwij się do mnie. Możemy pogadać, spotkać się, wspólnie zaplanować działania. Jedno jest pewne. Nie odwlekaj tego. Nie od jutra, nie od poniedziałku, nie od nowego miesiąca czy roku.

Zacznij teraz, dziś. Na zakupach kup mniej szynki, odpuść parówki, kiełbasę, zamiast większej porcji czerwonego mięsa wybierz mniej, lub białe mięso, a najlepiej czerwoną lub białą fasolę (może mix mięso plus fasola?). Drobne kroki, duże efekty. To jest moja filozofia w odżywianiu, tego uczę swoich podopiecznych i uwierzcie mi – da się.

Kategorie: Temat miesiąca

Lody – tanie i drogie – porównanie.

Jeśli lubicie porównania lodów, na pewno pamiętacie poprzednie trzy wpisy. Jeśli nie – kliknijcie i rzućcie okiem:

Tym razem porównam jedne z najdroższych obecnie lodów na rynku polskim – Ben & Jerry’s z „Aksamitną przyjemnością” z Biedronki.

Oj, drogie te lody.

Za małą porcyjkę 100 ml (72 g) zapłacilam 7.99 pln. Pomijając kawałki brownie – lody mają bardzo porządny skład, jak na 'nasze czasy’.

Zawartość tłuszczu i cukru typowa dla 'prawdziwych’ lodów, czyli 12 g – tłuszcz, 19 g – cukier (na 100 ml).

Plus za jaja od kur z wolnego wybiegu, Standard Fairtrade oraz poszanowanie zwierząt. Minus za stabilizatory.

Nie mam większych zastrzeżeń.

lody ben & jerry's

lody ben & jerry's

 

Tanio jak barszcz.

Za 360 ml (220 g) zapłaciłam chyba 2.99 pln. Już na 'dzień dobry’ pojawia się pytanie dlaczego 360 ml waży 220 g, a nie np. 250 g?

Skład – dramat. Emulgatory, stabilizatory, regulatory, barwniki.

Zastanawia mnie niska zawartość tłuszczu i cukru. Zaledwie 3.4 tłuszczu plus 12.2 g cukru na 100 ml. Co to oznacza? To świadczy niestety o składzie produktu, tak jak zawartość białka i tłuszczu świadczą o składzie parówek.

„Aksamitna przyjemność” i „gwarancja jakości” – serio?

lody biedronka

lody biedronka

Werdykt.

Pewnie większość Was zdziwi, że czepiam się niskotłuszczowych, niskocukrowych lodów ale dla mnie lody to lody: musi być tłusta śmietanka i musi być zwykły cukier. Bo lody, w gruncie rzeczy, to prosta sprawa, jeśli chodzi o skład.

Dla mnie lody to nie jest woda z mlekiem i wieloskładnikowym proszkiem, dzięki któremu zabarwiona, wyregulowana i ustabilizowana emulsja trzyma się kupy.

Lubie prawdziwe i wolę zjeść mniej a droższych, niż kubeł byle czego.

Kategorie: Porównanie
rak

Diagnoza to nie wyrok. Rak to choroba, którą się LECZY.

Idziesz na badanie.

Stres. A może luzik, przecież jesteś zdrowa. Nic się nie dzieje. Ale warto się badać, więc idziesz. Badanie trwa chwilę. Minutę, dwie, piętnaście. Ale to jest jeszcze pikuś, później jest czekanie. Czekanie jest najgorsze. A mogłaś nie iść na badanie. Może lepiej nie wiedzieć? O nie, nie. Lepiej zawsze wiedzieć – oszczędzasz dzięki temu czas i pieniądze. W końcu i tak się dowiesz, ale im szybciej – tym lepiej, szybciej i taniej.

W końcu nadchodzi moment odbioru wyników.

Dostajesz papier.

Kopertę, maila, logujesz się do portalu pacjenta. Czujesz zdenerwowanie, odczytujesz wynik i zamiast potężnego odczucia ulgi jest chwila ciszy i wgniecenie w powierzchnię ziemi. Ważysz milion kilogramów i zapadasz się w łóżko, krzesło, asfalt, trawę, cokolwiek. Czytasz jeszcze raz. Rak. Guz. Nie, to nie pomyłka. Rozglądasz się dookoła. Jest inaczej niż sekundę temu ale świat wcale nie wstrzymał oddechu, ludzie nie zatrzymali się jak w filmach, nic nie zwolniło, ptaki nadal latają, samochody jeżdżą, ludzie rodzą się i umierają, w szpitalach i domach. Nic nie zmieniło się dookoła i prawie nic nie powinno zmienić się w Twojej głowie. A jednak.

Wpadasz w panikę.

Panika i stres zawsze wynikają z niewiedzy. Nie wiesz, nie znasz, boisz się. Pomyśl sobie, że to tylko brak informacji w Twojej głowie. Mózg wypełnia to strachem z automatu. Boisz się o siebie, o rodzinę, o dzieci, o wszystko. Co będzie? No a co ma być? Będzie dobrze. Ludzie nie chodzą na badania, żyją spokojnie w niewiedzy i nie zastanawiają się 'co będzie’. Czy to dobrze czy źle? Głupim i niedoinformowanym żyje się łatwiej? Co będzie? Rak. Czy to się leczy? Jak to się leczy? Czy będzie operacja? Czy umrzesz? Ile masz jeszcze czasu?

Tak, wszyscy umrzemy. Jedni szybciej, inni trochę później. Ale zaraz, zaraz. Czy nie powinniśmy codziennie żyć tak, jak gdyby był to nasz ostatni dzień? Przecież najzdrowszy człowiek może wpaść pod samochód pijanego kierowcy. Tracisz czas na głupią pracę? Beznadziejne relacje? Nie jesteś szczęśliwa? Możesz to zmienić? To na co czekasz? Wszystko na raz. Co będzie?

Lepiej wiedzieć.

Przekopujesz internet, odwiedzasz kolejnych specjalistów, kolejne badania. A, więc jednak to się jakoś leczy. Rokowania lepsze lub gorsze. Masz więcej lub mniej czasu. No i?

Trzeba działać! Leczenie to jedno. Bardzo ważne 'jendo’. Nie wszystko da się wyleczyć akupunkturą i energią słoneczną. Czasami chemia jest dobra i potrzebna, nawet gdy walimy atomówką w muchę. Musisz się leczyć ale warto robić to kompleksowo.

Trzeba walczyć.

Pamiętaj o trzech pozostałych, potężnych narzędziach. Dieta – bogata w cenne składniki – bo zdrowa i nieprzetworzona żywność jest jak lekarstwo. I dosłownie i w przenośni, pamiętasz mój tekst o tym, czego boi się rak? Kliknij, jest tu. 

Sport – pobudzenie układu odpornościowego jest bardzo istotnym elementem nie tylko podczas choroby. Trzeba coś robić. Zawsze. Na tyle, na ile się da. Rak nie lubi sportu.

Psychika – twoja głowa rządzi. Najczęściej nastawienie ma olbrzymi wpływ na nasze zdrowie i działanie. To, jakim ładunkiem emocjonalnym obdarzysz dane zdarzenie, wpływa na późniejszy odbiór i działanie. Poddając się – poddaje się też Twój układ odpornościowy. Walcząc – Twój układ odpornościowy dostaje silnego kopa. Nie opłaca się? Ale dlaczego? Czemu nie spróbować? Twój organizm wcale nie chce się poddawać. On chce żyć, walczyć. To Ty chcesz się poddać, postępując wbrew niemu. Organizm chce żyć.

Trzeba żyć.

Co robisz, gdy dostajesz zapomnianą, niezaplanowaną fakturę za coś tam? Cóż, trzeba przyjąć dodatkowe zlecenie, wziąć nadgodziny, zrezygnować z nowego sweterka, nowej gry, wycieczki. Tu masz kolejną taką akcję. Oto masz coś kolejnego, niezaplanowanego, co mniejszym lub większym kosztem trzeba odwalić i już. Nie rozczulaj się nad sobą zbytnio, to tylko kolejna sprawa do załatwienia. Zobacz, nic dookoła się nie zmieniło. Ludzie nadal kłócą się i godzą, słońce wschodzi i zachodzi, leje deszcz, a później świeci słońce. Szkoda czasu na przechodzenie przez wszystkie idiotyczne fazy typu 'to nie może być prawda’, 'mnie to nie dotyczy’ i najlepsza: 'dlaczego ja’. A kogo to obchodzi? Czy to ważne? No właśnie.

To jak będzie?

Działamy, co? Nie warto się poddawać czy załamywać. Jeśli potrzebujesz kilku chwil czy dni na oswojenie się z tematem – nie ma sprawy. Bądź dla siebie dobra, łagodna. Ale nie wydłużaj tego oswajania się bo to bez sensu. Szkoda czasu, serio. Nie martw się na zapas, to nic nie zmieni. Trzeba jak najszybciej przejść do porządku dziennego, nawet jeśli leczenie jest trudne czy są efekty uboczne. Zdarza się. Po prostu trzeba to jakoś przeżyć bo później będzie coraz lepiej.

Warto. Na pewno warto. Dla tych promieni słońca na twarzy o poranku, bosych stóp na piasku, w morzu czy na mokrej trawie, dla smaku ulubionej potrawy, kawałka czekolady, ciasta od Babci, dla widoku pięknego nieba, zachodu i wschodu słońca, śpiących dzieci czy ukochanego zwierzęcia, dla zapachu świeżo mielonej kawy, herbaty, zupy, ściętej trawy, polnych kwiatów, ulicy po deszczu, dla 'kocham cię mamo’, dla rozanielonych oczu włochatego czworonoga podczas drapania pod brodą, dla dobrej lektury w kąpieli i wygłupów samemu lub z przyjaciółmi.

Warto, prawda? To jest życie. I ono jeszcze się nie kończy.

 

sernik

Czy warto kupować markowy sernik?

Czy wybierając markowe cukiernie, zawsze mamy gwarancję, że wyroby będą najwyższej jakości? Jak pokazują wyniki moich obserwacji, jeśli chodzi o polskie piekarnie – niestety NIE, czasami wręcz przeciwnie. Zatem czy da się jeszcze kupić gdzieś prawdziwy sernik? Taki prosty, zrobiony z podstawowych składników. Bo ileż trzeba zachodu, by zrobić dobry sernik? Ot, zmielić twaróg, dodać cukier, jaja, masło, mąkę i gotowe!

A jednak nie.

Wystarczy spojrzeć na etykietę sernika z Auchan. Biorę pod uwagę składniki użyte do zrobienia masy serowej z kruchym spodem. Pomijam dodatki tworzące górę ciasta, owoce itp.

Ilość substancji wspomagających przyprawia o zawrót głowy. Emulgatory, zagęstniki, spulchniacze, regulatory kwasowości… Plus konserwant. I nie chodzi tu nawet o szkodliwość lub jej brak. Pytanie: PO CO używać tylu składników, do – w miarę – prostego ciasta? Odpowiedź jest chyba oczywista.

sernik

Dla kontrastu, sernik nr 2.

A teraz coś dla porównania. Sernik z kawiarni Blikle. Pani Kelnerka na moją prośbę znalazła skład, a nawet pozwoliła zrobić zdjęcie.

sernik

Ciasto wygląda tak:

sernik

Teraz uwaga.

Skład jest długi, wygląda na katastrofę. Ale gdy wczytamy się uważnie (pomijam skład skórki kandyzowanej i margaryny) – to są zwykłe, proste produkty. Tu nie ma syfu. Nie jest to może tradycyjny skład, ale wielkiego dramatu też nie ma.

Wnioski.

Czy wszystkie produkty pod nazwą własną dużego sklepu są beznadziejne? Nie, ale akurat ciasta produkcji własnej chyba wszędzie są słabe.

Czy wszystkie produkty markowe są wybitnej jakości? Nie, bywają gnioty. A w przypadku dużych zagranicznych koncernów, zdarza się to podejrzanie często.

Trudno wyciągnąć ogólne wnioski na podstawie tego prostego porównania, jednak obserwując polski rynek spożywczy zaczynam dostrzegać pewną prawidłowość. Firmy o ugruntowanej pozycji, z wieloletnią tradycją, przerzucając się na 'nowe’ metody produkcji – często (nie zawsze!) starają się zachować pewną 'naturalność’ składu. Przykładowo: owszem – użyją syropu cukrowego czy proszku mlecznego, ale nie wrzucą enigmatycznie brzmiących dodatków typu 'polepszacz’ czy 'przyprawy’ (gdzie pod nazwą kryje się 20 różnych składników, z których po kilku boli mnie brzuch). Zatem w składzie będą obecne nowoczesne formy ułatwiające życie i obniżające koszt produkcji, ale jednocześnie nie dostaniemy totalnego syfu i popłuczyn.

Brzmi całkiem rozsądnie, chociaż niezmiennie najlepszym ciastem na świecie jest to, zrobione przez Ciebie. Nie, nie to z proszku.

Kategorie: Porównanie
gorzka czekolada

Czym różni się czekolada gorzka od…gorzkiej?

Zawartość kakao? Eee, co za różnica, czekolada to czekolada.

Otóż jest różnica i to całkiem znaczna. W smaku też, chociaż zwolennicy mlecznej pewnie powiedzą, że każda jest 'fuj’. Posłużę się trzema przykładami gorzkiej. Oto one:

czekolada

czekolada

Cukier.

To chyba najistotniejsza różnica. W tej 60% jest 38g, w 70% : 28g, a w 81% : 17g na 100g produktu.
Czyli jeśli tabliczka ma 100g to w tej 60% prawie 40% to czysty cukier (7.6 łyżeczki) ale już w tej 81% mniej niż połowa tej dawki, tylko 17% (3.4 łyżeczki).

Tłuszcz.

Tu nie ma aż tak znaczących różnic. Zwykle im więcej kakao, tym więcej tłuszczu. Ale np. w tym konkretnym przypadku, wszystkie trzy czekolady zawierają ok. 40g tłuszczu (8 łyżeczek) na 100g produktu. Obiektywnie rzecz biorąc to całkiem sporo, prawda? Ważne, aby był to tłuszcz kakaowy, a nie np. palmowy lub inny utwardzony.

Skład.

Wszystkie trzy mają prosty, fajny skład, w którym zawartość 'pochodzenia kakaowego’ jest na pierwszym miejscu – super. W mlecznych na pierwszym miejscu zawsze jest cukier, bo ponad połowa zawartości (a zdarza się, że grubo ponad połowa) to właśnie cukier. Czyli słabo.

Podsumowanie.

Z reguly jest tak: im WIĘCEJ kakaowych składników (od 25% przy słabych mlecznych do 99% przy prawdziwej siekierze), tym MNIEJ cukru (czyli dobrze) i więcej tłuszczu. W smaku – różnica między 25% a 70% jest znaczna, nie ma co się oszukiwać. Ale już między 55 a 70% mniej wyczuwalna, a cukru 2x mniej w tej 70%. Wniosek? Stopniowe przestawienie się z mlecznej na deserową (40-55%), a poźniej być może na gorzką przyniesie Wam same korzyści. Pamiętajcie, że trudniej zjeść większą ilość gorzkiej, ze względu na mniejszją zawartość cukru. W gruncie rzeczy dobrej jakości ciemna czekolada ma swoje zalety i jestem absolutnym fanem odrobiny (czyli kostki lub dwóch!) takiej przyjemności. Codziennie.

Kategorie: Porównanie
przeziębienie

Czy da się pokonać przeziębienie?

Antybiotyk na przeziębienie?

„Katar leczony trwa tydzień, a nie leczony 7 dni” – to zdanie jest chyba kwintesencją definicji przeziębienia. Z czego to wynika? Przeziębienie z reguły wywołują wirusy, a jeśli chodzi o arsenał leków przeciwwirusowych i przeciwprzeziębieniowych – „armaty” właściwie nie istnieją. Inna sytuacja jest w przypadku chorób o podłożu bakteryjnym – tu mamy pokaźny składzik pełen antybiotyków, o określonej i jasno sprecyzowanej skuteczności, oraz (niestety) szerokim spektrum działań niepożądanych. Nie jestem fanem antybiotyków, ale należy jasno i wyraźnie podkreślić – w konkretnych sytuacjach podanie antybiotyku jest koniecznym i jedynym słusznym sposobem na wyleczenie, a zdarza się, że nawet uratowanie życia. Dużym błędem jest zwlekanie z podaniem, jeśli istnieją ku temu przesłanki, zwłaszcza potwierdzone badaniami diagnostycznymi. Błędem jest również podawanie antybiotyku w przypadku choroby wirusowej. Dlaczego zatem tak częstym jest przepisywanie antybiotyku „z automatu”? Po pierwsze zdarzają się infekcje bakteryjne przypominające w pewnych etapach przebiegiem te wirusowe, czyli zaczynające się powoli, rozwijające się kilka dni, z temperaturą nie przekraczającą 38 stopni Celsjusza. Czasem ciężko jest ocenić bez badań laboratoryjnych z czym mamy do czynienia. Ideałem byłyby nieodłączne testy diagnostyczne, np. poziomu CRP we krwi, warunkujące przepisanie antybiotyku. Po drugie lekarze mają świadomość, że infekcja wirusowa może łatwo przerodzić się w chorobę bakteryjną, co często obserwowane jest u dzieci.

A jeśli nie antybiotyk to co?

Wiele osób zapomina o tym, jak ważne w przypadku przeziębienia jest nawilżanie błony śluzowej nosa i gardła. To od czego należałoby zacząć to… od podawania płynów! Ale nie sztucznych napojów z wysoką zawartością cukru – zwykłej przegotowanej wody lub wody z łyżeczką naturalnego miodu, który zawiera substancje przeciwwirusowe i będzie działała wspomagająco w leczeniu przeziębienia. Ważne, aby miód dodawać do letniej wody, ponieważ w kontakcie z wysoką temperaturą może utracić część ze swoich cennych właściwości. Można wspomagać się też innymi substancjami pochodzenia naturalnego, stosowanymi od wieków w medycynie tradycyjnej. Większość z tych sposobów ma potwierdzone w badaniach naukowych działanie wspierające w walce z objawami przeziębienia– warto o tym pamiętać i czerpać z tej wiedzy, zanim przeziębienie rozwinie się w pełni, utrudniając nam skutecznie życie codzienne.

Na szczęście dopóki nie ma powikłań, jest to raczej choroba bardziej uciążliwa niż groźna – można więc i często warto tę uciążliwość zmniejszać jak tylko się da. Na przykład niektóre wyroby medyczne zawierają sól (wodę) morską do nosa – bardzo dobry i naturalnego pochodzenia środek intensywnie nawilżający śluzówkę̨ nosa, rozrzedzający lepką, gęstą wydzielinę̨ i usprawniający oczyszczanie nosa i rzęsek. Preparaty zawierające sól (wodę) morską mogą być doskonałą alternatywą dla osób przebywających w pomieszczeniach klimatyzowanych (suche powietrze), oraz dla małych dzieci, u których bardzo rozważnie stosowałabym chemiczne środki obkurczające (chociaż czasem faktycznie trzeba podać taki aerozol). Na rynku są też propozycje zawierające dodatkowe substancje nawilżające błonę śluzową nosa, olejki eteryczne itp.

W przypadku kaszlu dobrze jest podać coś zmniejszającego odruch kaszlowy, działającego poprzez wytworzenie ochronnej powłoki na błonie śluzowej gardła. W składzie preparatów np. wyrobów medycznych warto szukać składników o takim działaniu – są to zwykle substancje powlekające, takie jak porost islandzki, korzeń́ prawoślazu czy kwiaty malwy. Przy „suchym kaszlu” (bez odkrztuszania), składniki te osłaniają podrażnioną błonę̨ śluzową gardła nawilżającym filmem, natomiast w odruchu kaszlowym z odkrztuszaniem śluzu – nie zakłócają procesu, wspierając regenerację śluzówki.

Odpowiednia dieta.

Nieodzownym elementem w postępowaniu z każdą przypadłością jest większa lub mniejsza modyfikacja diety. W początkowej fazie przeziębienia dobrym pomysłem jest jedzenie produktów bogatych w witaminę C, np. natki pietruszki (zawiera również cenne żelazo!) lub cytrusów. O jedzeniu kilku porcji warzyw dziennie warto pamiętać na co dzień oraz szczególnie podczas przeziębienia – witaminy i cenne składniki mineralne działają bardzo korzystnie, wspomagając układ odpornościowy i walkę z drobnoustrojami.

Jednak jedną z najsilniejszych „broni” w przeciwprzeziębieniowym arsenale dietetycznym jest niewątpliwie czosnek. Zawartość składników antywirusowych zdecydowanie największa jest w surowym czosnku, chociaż należy pamiętać, że może podrażniać przewód pokarmowy. Dlatego warto czosnek jeść podczas posiłku i z umiarem. Dość silnie działa też cebula (co zapewne niektórzy wiedzą, pamiętając z dzieciństwa domowej roboty sok z cebuli).

Wspólnym mianownikiem działań łagodzących skutki przeziębienia często warto, żeby było naturalne pochodzenie zarówno środków wspomagających jak i spożywczych, jeśli nie ma wyraźnych wskazań do innego działania. Bez zaleceń lekarza lub farmaceuty byłabym ostrożna z podawaniem preparatów syntetycznych, chociaż nierzadko również takie środki farmakologiczne są niezbędne. Jednak w przypadku łagodnego przebiegu schorzenia, zaczęłabym od preparatów na bazie naturalnych składników oraz wspomagania dietetycznego i dopiero w razie konieczności włączyła wspomniany wyżej asortyment.

mamo

Droga Mamo…

Kilka słów ode mnie, bo dziś Twoje święto. Właściwie nie tylko dziś, codziennie. Ale dziś pewnie dostaniesz kwiaty, a może kupisz je sobie sama?

Właśnie tego Ci życzę Mamo, abyś potrafiła kupować sobie kwiaty, gdy nikt nie obdaruje Cię nimi z okazji, bez okazji. Bo dbanie o siebie nie kończy się z pierwszym krzykiem noworodka, chociaż jak wiesz – na początku jest różnie.

Życzę Ci codziennej dbałości o chwilę czasu dla siebie. To czasem trudne, wiem. Sprobuj zacząć od 5 min. Codziennie! I nie przekładaj, 'od jutra’. Twoje jutro jest dziś!

Spokojnego oddechu Ci życzę, Mamo. Bez zadręczania się drobiazgami. Bez wyrzutów sumienia, z sensem czy bez sensu. Każdy stres dla organizmu to mniejsza lub większa destrukcja. A Ty przecież musisz dbać o swoje zdrowie, nie jesteś już sama. Olej głupie myśli, nie przejmuj się rzeczami na które nie masz wpływu, spróbuj złapać dystans. Może czasem odpuść, Mamo? Warto.

Szczęścia Ci życzę, Mamo. Ono samo nie przyjdzie. Trzeba wykrzesać je z siebie. Zobacz, jak pięknie kwitną bzy, zamknij oczy, powąchaj, niech oszałamiający zapach wypełni Twoje płuca, to tylko 5 sekund, łapiesz…?

Więcej czasu bez kompa i telefonu, Mamo, Ci życzę. Choć jeśli kochasz swoją pracę nie jest to łatwe. Tej magicznej równowagi Ci życzę. Ona jest osiągalna, sama wiesz. Da się! Nie rezygnuj z siebie, nie trzeba totalnie poświęcać się wbrew sobie. Chyba, że sprawia Ci to radość, wtedy życzę Ci abyś pamietała, że cnota jest sama w sobie nagrodą. Nie oczekuj podziękowań, ukłonów. To Twoja świadoma decyzja. Bardzo słuszna zresztą, bo jeśli poświęcasz swój cenny czas dziecku – to najlepsza inwestycja na świecie. Miej jednak oczy dookoła głowy, rzeczywistość zmienia się jak w kalejdoskopie, a wraz z nią priorytety i oczekiwania nasze i innych – nie obudź się z ręką w nocniku, Mamo.

Jeśli fasolka śpi grzecznie w brzuchu, albo czujesz już radosne kopnięcia zniecierpliwienia, życzę Ci uśmiechu i odwagi. Nie martw się, wszystko będzie dobrze. To naturalne, że czasem czujesz niepokój. W głębi serca jednak wiesz, że poradzisz sobie ze wszystkim. Nowe sytuacje opanujesz z prędkością światła, bo natura wyposażyła nas w instynkt. Teraz wydaje się to absurdalne, ale mowię Ci – będziesz wiedziała co robić. Życzę Ci tylko zdrowia i jak najwięcej przespanych nocy.

Specjalne ukłony i życzenia wytrwałości dla Ciebie, samotna Mamo. Jesteś dzielna i silna. Chwile słabości ma każdy z nas, korzystaj z nich jak z trampoliny. Spadając na dno, szykuj się już do odbicia, regeneruj siły, oszczędzaj energię. Da się, wszystko się Droga Mamo, prawda?

Kochane Mamy, nie dajcie się wyrzucić z zakrętów życiowych, odsuńcie się od złych ludzi, miejcie odwagę walczyć o siebie, bo walcząc o swoje dobro i szczęście uczycie tego swe dzieci. Jesteście pięknymi, mądrymi kobietami z wielką misją, którą każda z Was realizuje wedle własnej oceny i możliwości. Życzę Wam, aby ta misja dawała satysfakcję oraz by zawsze udawało się Wam tę misję wpleść w realizację samej siebie, bo żyjecie tylko raz. Drugiego podejścia nie będzie.

Kategorie: Inne
parówki

Jak wybierać parówki?

Zaciekawiła mnie obecność wielu rodzajów parówek do wyboru w jednym ze sklepów, cenowo podobnie, mięsność podobna – co robić? Które wybrać…?

Najlepiej żadne. Nie jestem fanem parówek, zdarza mi się zjeść hot-doga ale nikt nie przekona mnie do tego, że jest to produkt warty częstego spożycia. Natomiast dla kochających parówki przygotowałam małe zestawienie, aby ułatwić Wam wybór.
Sama jestem ciekawa, czy za coraz wyższą ceną idzie w parze lepsza jakość produktu.

Na co zwrócić uwagę?

Należy zwrócić uwagę przede wszystkim na zawartość mięsa, co można z grubsza zweryfikować sprawdzając zawartość białka oraz tłuszczu. Jeśli producent deklaruje wysoką mięsność, zwłaszcza przy obietnicy fileta lub innego chudego fragmentu mięsa w składzie, a wg tabeli mamy ponad 30g tłuszczu na 100g produktu i zaledwie kilka gram białka, to coś tu nie gra. Albo jest to mięso (czyli więcej białka, a mniej tłuszczu – w porównaniu z gorszej jakości produktami) albo go nie ma!

Ranking.

Celowo ułożyłam produkty cenowo, od najtańszego. Tym razem wyłącznie produkty z Lidla. Ceny podane są za 100g produktu.

Parówki drobiowo-wieprzowe – 0.80pln.

parówki

Mięso 43%, w tym tłuszcz wieprzowy, skóry wieprzowe, bajery, azotyn sodu (szkodliwy konserwant).

Białko 11g, tłuszcz 20g.

Parówki wieprzowe – 1.35pln.

parówki

Mięso 83%, trochę bajerów ze wzmacniaczem i azotynem sodu łącznie,

białko 14g, tłuszcz 26g.

Parówki z szynki wieprzowej – 1.80pln.

par1

Mięso 93%, sporo bajerów ze wzmacniaczem i azotynem sodu łącznie,

białko 14g, tłuszcz 24g.

Parówki z szynki 'Pure’ – 1.95pln.

parówki

Mięso 93%, skład w miarę, chociaż jakie przyprawy i jakie aromaty…?

Białko 14g, tłuszcz 24g.

Piratki – 2.00pln

parówki

Mięso 93%, skład w miarę, chociaż jakie przyprawy i jakie aromaty…? Nie wiadomo! Skład niemal identyczny jak 'Pure’.

Białko 14g, tłuszcz 24g.

Kiełbaski z szynki lekkie – 2.50pln.

parówki

Mięso 83%, w składzie są difosforany i azotyn sodu,

białko 14g, tłuszcz 18g (czyli trochę mniej).

Podsumowanie.

Najtańsze parówki – każde i wszędzie – zdecydowanie odradzam. To nawet w połowie nie jest mięso.

Średnia półka – można znaleźć lepsze (tutaj są to 'pure’) i słabsze (tu wieprzowe) w podobnej cenie ale jak widać wystarczy naprawdę niewiele dopłacić (0,15pln/100g) za lepszą jakość.

Dziecięce parówki Piratki podobne są do tych 'pure’, czyli w miarę w porządku i bez szkodliwego konserwanta.

Najdroższe kiełbaski poza mniejszą zawartością tłuszczu nie wyróżniają się zbytnio, bez sensu przepłacać.

Czyli wziąć najdroższe, droższe i średnie, porównać i wybrać te z mięsem, a najlepiej bez konserwantu.

Parówki mają raczej więcej wad niż zalet ale jeśli ktoś kocha i musi – warto wybierać z głową, da się znaleźć lepszy produkt w dobrej cenie.

Kategorie: Porównanie