Restaurant Week

Zatoka Sztuki – Restaurant Week.

Ładnych parę lat temu, gdy mieszkałam w Gdańsku i miałam trochę mniej obowiązków, byłam częstszym gościem Zatoki – pamiętam niezwykłą kuchnię, zwłaszcza sałatki i desery. Teraz wpadam głównie na kawę, herbatę. W listopadzie odwiedziłam Zatokę w ramach swojego projektu Doktor Ania w Obliczu Wyzwania, gdzie pytam szefów kuchni co zawiera wybrana przeze mnie potrawa. W Zatoce testowałam menu podczas Halloween, na pytanie o skład zupy dyniowej usłyszałam od kelnerki „tajemnica”.

Nic to, postanowiłam dać Zatoce jeszcze jedną szansę – korzystając z zaproszenia w ramach Restaurant Week. Menu nr 1 było bardzo mięsne, pozostało mi więc wybrać menu nr 2. Carpaccio z pomidorków koktajlowych, gnocchi, a na deser chia na mleku kokosowym z musem z mango.

Restaurant Week

Przystawka.

Nie lubię pomidorków koktajlowych (z wielu względów), ale obiektywnie oceniając, smak przystawki był zrównoważony, mozzarelli niewiele – ale nie była gwiazdą dania, więc nie ma co się dziwić. Oliwa zielona smaczna, pietruszkowa.

Restaurant Week

Danie główne.

Również ładnie podane. Byłam ciekawa aranżacji smakowej tego w sumie prostego dania. Jako fanka sera koziego – było go dla mnie zdecydowanie za mało. Nie lubię jak w połowie potrawy kończą mi się dodatki do węglowodanowego składnika i na talerzu pozostają kluski pływające w ubogim smakowo sosie, nie daj Bóg oleju. Tu zostały mi kluski w oliwie. Bardzo podobał mi się szczypiorek jako ostrzejszy dodatek do jakże łagodnych, wręcz aksamitnych kluseczek. Nie sposób nie wspomnieć również o jajku sous vide, które stosunkowo rzadko spotyka się na polskich stołach. Jedwabista konsystencja idealnie ściętych: białka i żółtka była wspólnym mianownikiem tego dodatku i gnocchi, co w połączeniu ze słonym smakiem sera i ostrzejszym szczypiorku tworzyło ciekawe połączenie. I wszystko byłoby piękne i smacznie gdyby nie to, że ser skończył mi się po trzeciej klusce, a jajko po czwartym kęsie było przeraźliwie zimne. Nie znoszę zimnych jajek na miękko. Nawet sous vide. Nawet podczas Restaurant Week.

Restaurant Week

Muszę podkreślić, jako osoba mająca kłopoty z żołądkiem, że pesto z czosnkiem niedźwiedzim było dobrze zrównoważone dodatkiem świeżego szpinaku. Często po zjedzeniu dań zawierających nawet niewielkie ilości czosnku, odczuwam dyskomfort w postaci bólów brzucha. Po tym daniu nic takiego nie wydarzyło się, co mnie niezwykle ucieszyło.

Deser.

Modny ostatnio klasyk z chia, dość gęsta baza na mleku kokosowym plus pioruńsko słodki mus, jako kontrast do mdławej białej warstwy dolnej. Smacznie.

Restaurant Week

Całość.

Oceniam to menu pozytywnie, ale raczej książkowo, co w przypadku restauracji nie jest dla niektórych komplementem. Lubię, gdy do podstawowego przepisu Kucharz dodaje coś wedle własnego uznania, coś charakterystycznego, będącego niejako wyróżnikiem, sygnaturą. Przykładowo mus z mango – olbrzymie pole do popisu, mnogość sposobów na indywidualne podkręcenie smaku, tu naprawdę niewiele potrzeba (zarówno ilościowo jak i, w konsekwencji, finansowo), aby deser wyróżniał się spośród podobnych, dostępnych w sieciówkach.

Wybór dań, sposób podania i kompozycja smakowa kojarzą mi się dość szkolnie, na poziomie matury. Poprawnie ale bez fajerwerków, czyli mocna czwórka. Jeśli ktoś oczekuje wirtuozerii i tańca zmysłów na poziomie uniwersytetu – raczej nie to menu (w ramach Restaurant Week). Plus dla Szefowej Kuchni za odpowiedzi na moje dość szczegółowe pytania (tym razem bez zasłaniania się tajemnicą państwową).

Podsumowując.

Zatokę cenię za położenie na mapie Sopotu, podejście do dzieci i łaskawe oko, jakim patrzą na psy. W trakcie mojej wizyty lokal odwiedzili właściciele dwóch ogromnych, przyjaźnie nastawionych psów. Jako miłośnik zwierząt, zwłaszcza psów, doceniam takie restauracje (Właściciel czworonogów podszedł do każdego z gości Zatoki pytając czy spacerujące swobodnie psy nie będą przeszkadzały – jednak jest nadzieja w Narodzie).

Warto spróbować bo jest szansa na smaczne danie z pięknym widokiem, ale proponuję nie nastawiać się na ekstremalnie zmysłowe doznania kulinarne chyba, że Szefowa Kuchni nada własny sznyt zatokowemu menu. Myślę, że to jedynie kwestia czasu dlatego na bank jeszcze wpadnę tam nie raz. Lubię to miejsce za świetny klimat latem i ciepłą herbatę niemal na plaży zimą. Może następnym razem coś z menu mnie tam jednak zaskoczy, zachwyci…?

Kategorie: Doktor Ania WOW
kisiel

Uwaga na witaminy!

Jeśli myślisz, że przy przeciętnej diecie ubogiej w warzywa i owoce wystarczy spożywać pewne produkty z napisem 'Witaminy’ – bardzo grubo się mylisz i zaraz Ci to udowodnię.

Kisielek.

Do wpisu na ten temat zainspirował mnie niewinnie wyglądający kisiel z ogromnym napisem 'Kubek witamin’ oraz stosownymi grafikami. Bardzo nie lubię, gdy ktoś stosuje takie chwyty marketingowe. Moim zdaniem jest to po prostu nieuczciwe. Nie każdy ma czas i możliwość rozszyfrowania małych literek na opakowaniu, nie wspominając o weryfikacji prawdziwości przekazu. Ale do rzeczy, oto kisielek:

witaminykisiel

Kubek witamin.

To świeże warzywa, owoce i ich proste przetwory. Domowe zupy, sklepowe czy domowe mrożonki, domowe dżemy, kisiel – jak najbardziej. Owszem, część witamin rozpada się pod wpływem gotowania czy przechowywania, ale po pierwsze: nie wszystkie, po drugie: warzywa i owoce to również błonnik i składniki mineralne.

Kubek witamin TO NIE CUKIER z dodatkami w śladowych ilościach.

W tym produkcie prócz cukru (główny składnik) i skrobi mamy owoce: maliny 1.3%, jeżyny 0.6%, jagody 0.5%. Serio. Do tego regulator kwasowości, aromaty, barwnik – niby nic ale dla niektórych już za dużo.

Dlaczego to nie działa.

Jest kilka przyczyn. Przeważnie witaminy z wielu względów lepiej wchłaniają się ze źródeł naturalnych, z niektórych (nie wszystkich) suplementów i innych atrakcji typu tabletki musujące dostajecie przykładowo zaledwie kilka procent podanej dawki. Do tego witaminy A, D, E, K lubią tłuszcz. Nie cukier, tłuszcz. A na deser najważniejsze info: witamina C (i kilka innych witamin też, ale w produktach najczęściej dodają C) jest średnio stabilna, co oznacza, że łatwo się rozpada, niszczy w drastycznych warunkach typu gotowanie itp. Tak więc to, że producent doda 100 mg witaminy C, zdecydowanie nie oznacza, że tyle się wchłonie.

Oddzielnym tematem jest sposób podania tych witamin. Bardzo często nośnikiem (czyli głównym składnikiem produktu, suplementu) jest cukier, syrop glukozowo-fruktozowy itp. Więc chcesz 100 mg witaminy C ale w pakiecie dostajesz 1-5 łyżeczki cukru gratis. Jak podaje producent, w porcji tego kisielku jest 3.5 łyżeczki cukru. Czy to ma sens? NIE!

Kisiel (i inne witaminy z cukrem) na diecie.

Jesteś na diecie, więc kisielek taki malutki, słodziutki, pełen witamin…? No nie bardzo.

Domowy kisiel bez cukru: tak, jak najbardziej! Kupowany (czyli głównie cukier): nie! Jak wspominałam, w porcji tego kisielku jest 3.5 łyżeczki cukru. Trochę sporo. Cukier napędza apetyt.

Co robić?

Kolejny raz podkreślam: nie szukaj witamin w sztucznych produktach z cukrem, kisielkach instant, tableteczkach musujących i innych dziwolągach. Witaminy są w warzywach i owocach. Durna natka pietruszki do zupy zamiast tabletki czy kisielku składających się głównie z cukru. Można? Można.

Przy niedoborach: badania krwi i/lub wizyta u lekarza lub dietetyka + być może suplementacja (z głową!) preparatami wysokiej jakości.

Nie dajcie się nabijać w butelkę. Szkoda zdrowia.

Kategorie: Moja opinia
święta

Święta. Jeść czy nie jeść?

Jeść! Oczywiście, że jeść ale z głową i… z sercem.

1. Cieszmy się smakołykami, również po to są Święta.

Nawet jeśli nie ma atmosfery świątecznej – doceńmy trud ludzi dookoła, dajmy odpocząć swojej głowie, wyrzućmy złe myśli chociaż na chwilę. Zero spożywczych wyrzutów sumienia. Innych też – to naprawdę niepotrzebne. Bądźmy mili dla siebie, dla innych, dla naszego organizmu – on ma sporo problemów np. z syfiastym jedzeniem, zanieczyszczonym powietrzem – nie musimy dobijać go jeszcze bezsensownym stresem. Bycie złośliwym, wrednym, przesadnie srogim i inne negatywne emocje, również wobec siebie – to wszystko ma wpływ. To, co dzieje się w Twojej głowie wpływa na stan Twojego zdrowia.

2. Jedzmy powoli, delektujmy się.

Organizm to lubi, a my unikniemy obżarstwa. Starajmy się docenić kompozycję smakową każdej potrawy ale też trud włożony w przygotowanie posiłku przez Rodzinę czy ludzi w restauracji.

3. Pamiętajmy o warzywach.

One nadal istnieją – w Święta też. Natka, koperek, szczypiorek – to nie jest duży wysiłek. Solidna porcja sałatki – super. Warzywna, 'tradycyjna’ sałatka – ale nie zupa majonezowa tylko warzywa np. z dodatkiem jogurtu, lub jogurtu z majonezem – też ok.

4. Unikajmy długich przerw.

Przykładowo śniadanie o 9, obiad na 16, więc o 16:02 następuje rzucanie się na jedzenie i pochłanianie 160% normy w 15 min – niezdrowe i nieekonomiczne. Wystarczy zjeść lekką przegryzkę. Jaką? To co lubisz, to co jest pod ręką, to co łatwo spakować. Tak, na spacerze też można jeść. Odradzam cukrowe atrakcje jako przekąskę główną: apetyt wraca, nawet może być większy, przewód pokarmowy (a najbardziej trzustka) płacze, próchnica zaciera ręce.

5. Zdarzyło się.

Każdemu się zdarza. 'Bo tak wyszło’, 'bo święta są raz w roku’ (ta, jasne), 'bo życie jest ciężkie’ i co? I nic! Jeśli wpadła nam nadprogramowa porcja ciasta i mamy opcję wyjścia na spacer – problem z głowy. Ruch to najlepsze wyjście i warto z niego korzystać. A jak nie? Akceptujemy ten fakt i nie robimy sobie w głowie samobiczowania z ukrzyżowaniem. Zdarzyło się, następnym razem spróbujemy mniej. A może wcale. Lub obowiązkowo dołożymy spacer. Bo o to w tym chodzi – próbujemy. Jak nie uda się tym razem, to następnym. Z uśmiechem, na luzie, powoli w swoim tempie ale do przodu. Damy radę!

Smacznego !

Kategorie: Odchudzanie

Płatki w ładnych opakowaniach – dlaczego ich nie lubię?

Bo zwykle jest to przetworzony, dosłodzony ___ (wpisać ulubione słowo).

Najczęściej od 15 do nawet 50% produktu stanowi cukier. Zwykle w kilku postaciach, żeby było śmieszniej. I nie ma sprawy jeśli lubisz takie płatki, mają fajny skład itp. itd. – pod warunkiem, że biegasz, ćwiczysz, jesteś aktywna. Jeśli nie – odradzam i polecam zwykłe NIEPRZETWORZONE.

Tym razem przykłady z lidla. Chociaż zaznaczam, nie jest to jeszcze totalny upadek.

płatki

Tu cukier pochodzi również z rodzynek, wiadomo. Ale jeśli ktoś ogranicza z jakiegoś powodu cukry proste – tak naprawdę nie ma znaczenia czy z rodzynek czy z syropu.

Generalnie skład można uprościć do dwóch słów.

Pszenica i cukier. Ani jedno ani drugie nie jest moim faworytem wśród licznych składników w produktach które kupuję. Staram się wręcz unikać tych dwóch atrakcji, z wielu względów. Do pszenicy i cukru często dochodzą bajery, wtedy robi się jeszcze mniej ciekawie. Ale jeśli rzucicie okiem na skład nawet tych najprostszych płatków – cukier stanowi 15-20% produktu.

płatki

Jak dla mnie, to nadal dużo.

Może dlatego, że ja nie jem kilku sztuk do jogurtu, tylko solidną porcję. Jeśli chodzi o Lidl – mają też całkiem spoko produkty, np. zwykłe płatki, mieszanki typu musli. Nie każde ale coś można znaleźć. Mały ranking robiłam tu.

Jak żyć.

Tak jak wspominałam na swoim wykładzie podczas Food & Health Conference – nie daję się nabierać na hasła typu 'pełnoziarniste’, 'błonnik’, 'polskie zboża’ i cały ten marketing sentymentalny. Zdarza się, że napiszą 'wieloziarniste’, a na etykiecie 97% to pszenica. Albo 'pełnoziarniste’, a tu pełnego ziarna 5%.

Dzielnie czytam składy i sprawdzam zawartość cukru w tabeli. Jeśli ktoś nie pamięta co z tą tabelą,  wyjaśniam to tu.

Powodzenia w omijaniu min! Zwykłe, proste, nieprzetworzone płatki za 2-3 pln górą!

Kategorie: Moja opinia
rosół

Kostka rosołowa.

Przeciętna kostka rosołowa to utwardzony tłuszcz z solą i wzmacniaczem smaku. Działa jak diabli jeśli chodzi o poprawianie, ponieważ sól podkreśla smak potraw, wzmacniacz też (plus wpływa na odczucie), a tłuszcz jest nośnikiem smaku. Proste jak drut w kieszeni. No właśnie, w kieszeni.

Czy kostka rosołowa jest zdrowa?

Nie jest. Tłuszcz utwardzony jest składnikiem wpływającym negatywnie na zdrowie, tak samo jak nadmiar soli. Wybrane wzmacniacze smaku (nie mówię tu o glutaminianie, tylko o innych wzmacniaczach) też nie są takie obojętne dla organizmu. Podsumowując: nie, nie i nie. To sam SYF.

Czy kostka rosołowa BIO jest zdrowa?

Nie. To zwykle dokładnie ten sam produkt tylko przygotowany z surowców bio. Ewentualnie mniej syfiastych składników (np. wzmacniaczy) na rzecz ekstraktu drożdżowego, ale to niewielkie pocieszenie.

bio kostkabio-kostka

Czy da się zastąpić kostkę?

Tak. Umiejętny dobór świeżych warzyw, ziół, przypraw, zdrowy tłuszcz i gotowe! Tak jak robili to ludzie zawsze.

Czy istnieją zdrowe gotowce?

Tak i nie. Jeśli są to suszone warzywa z toną soli to też trochę nie ma sensu, bo duża ilość soli w diecie nie jest dobra, zwłaszcza dla kobiet w ciąży oraz osób z chorobami towarzyszącymi typu nadciśnienie. Wybrałabym same suszone warzywa lub warzywa z ziołami i/lub przyprawami. Klasyk w stylu zioło angielskie i liść laurowy można wzbogacić dodatkiem lubczyka itp. Warto zapytać speców od rosołu co dodają do bazy w zależności od jej późniejszego przeznaczenia.

Innym rozwiązaniem są sosy typu AJVAR. Można dodać np. łyżkę stołową do dania lub zupy i też sprawa załatwiona. Lubie te sosy (pod warunkiem, że mają prosty skład) bo składają się prawie wyłącznie z warzyw. Do tego odrobina octu dla podkreślenia smaku (byle nie przesadzać, zwłaszcza dzieciom i osobom 'wrażliwym’) i gotowe!

bulionwarzywa suszonewarzywa suszone

Co robić?

Zrobić samodzielnie wywar przy użyciu 'prawdziwych’ składników lub kupić suszone warzywa lub suszone warzywa z ziołami. Sól, jeśli ktoś nie potrafi bez, warto dodać samemu – wedle uznania. Jest duże prawdopodobieństwo, że dodamy tej soli o wiele mniej niż producent zastosował w gotowej mieszance. I o to chodzi.

Ważne.

Pozbądź się wyrzutów sumienia. Czasem każdy z nas używa półproduktów typu mrożonki i gotowce – nie ma w tym nic złego, potrzebujemy zaoszczędzonego czasu na inne – również ważne – sprawy. Bo życie nie polega tylko na ciągłym myśleniu o jedzeniu. A przynajmniej nie powinno, hehe.

 

Więcej o zdrowych zamiennikach w kuchni dowiecie się już niebawem tu: http://maszwybor.edu.pl.

Fałszowanie żywności

Fałszowanie żywności – typowe oszustwa.

Nie każdy producent oszukuje, ale fałszowanie żywności jest powszechne. Wg niektórych raportów z ostatnich lat prawie 50% kontrolowanych partii wybranych produktów było zafałszowanych. Oto typowe przykłady w jaki sposób producenci robią Cię w konia, a Ty jeszcze za to płacicisz.

Typowe oszustwa:

  • wydłużenie przez producenta daty minimalnej trwałości (to może być groźne),
  • wykaz składników nie zawiera wszystkich składników (to też może być groźne),
  • określenia „Tradycyjne przysmaki” oraz „100% tradycyjnego smaku” mimo zastosowania w procesie produkcji substancji dodatkowych, np. substancji konserwującej, „bieszczadzki”, mimo braku dowodów uzasadniających użycie powyższego wyrażenia,
  • użycie nazwy „staropolski” podczas gdy surowiec nie pochodzi z Polski oraz produkt nie jest wytwarzany ani dawnymi metodami, ani na podstawie dawnych receptur, ani z użyciem składników stosowanych dawniej do produkcji produktu.
  • określenie „wiejska”, mimo że do produkcji użyto substancję konserwującą.

Chcesz więcej szczegółów?

Przejrzałam kilkadziesiąt raportów, najwięcej było tych dotyczących wędlin i pieczywa. Oto niektóre oszustwa:

Wędliny. Tu jest dramat, więc ZAWSZE czytaj skład.

  • obecność fosforanów oraz azotanów i azotynów mimo, że nie ma ich na etykiecie,
  • zaniżenie zawartości białka,
  • więcej wody niż zadeklarowana ilość,
  • producent „zapomniał” wspomnieć na etykiecie o dodatku: stabilizatora E450, glukozy, przeciwutleniacza E300, hydrolizatu białka sojowego (alergen) wzmacniacza smaku E621 i E635, regulatora kwasowości E330, barwnika E150c i aromatu, a także przypraw, aromatu (zawierającego ekstrakt drożdżowy, hydrolizat białka roślinnego oraz przyprawy), oleożywicy naturalnej przypraw (ekstrakt naturalny przypraw) i alergenu dwutlenku siarki (SO2), będących składnikami mieszanek funkcjonalnych użytych do produkcji, azotynu sodu stosowanego do produkcji,
  • za długi termin przydatności do spożycia (2 x dłuższy niż powinien! Groźne!).

Jaja. Ciężko sprawdzić bez aparatury.

  • błędne oznaczenie pochodzenia jaj (kupujesz 'jedynki’, a w rzeczywistości to 'trójki’),
  • zmiana terminu przydatności do spożycia, może być groźne.

Produkty ekologiczne – ufam i sprawdzam?

  • logo EKO mimo, że produkt nie był wyprodukowany w warunkach ekologicznych.

Pieczywo. „Oj, zapomniałem dopisać” czyli ZAWSZE czytaj skład.

  • zastosowanie nazwy 'Chleb orkiszowy’, chociaż orkisz nie jest dominującym składnikiem w wyrobie, stanowi jedynie 3%,
  • na etykiecie pominięto: smalec i polepszacz o składzie: mąka ze słodu pszennego, cukier, emulgator E472e, mąka sojowa, dekstroza, środek do przetwarzania mąki kwas askorbinowy, enzymy, użyte do produkcji pieczywa. Czyli kupujesz prostą, pachnącą drożdżówkę, ale okazuje się, że to produkt z wieloskładnikowej mieszanki zawierającej alergeny – to może być groźne dla zdrowia!
  • użycie w nazwie produktu określenia „wiejski”, a pieczywo wyprodukowane z użyciem polepszacza,
  • „produkowany na naturalnym zakwasie bez polepszaczy”, ale badania laboratoryjne nie potwierdziły obecności bakterii fermentacji mlekowej.
  • w wykazie składników pominięto kwas askorbinowy będący składnikiem mieszanki funkcjonalnej użytej w produkcji, oraz wykazano tłuszcz roślinny palmowy, gluten pszenny plus niewłaściwą zawartość procentową mąki pszennej i mąki żytniej.

Słodycze. Bywa różnie.

  • Czekolada: użycie do produkcji niezadeklarowanych przez producenta odpowiedników (zamienników) tłuszczu kakaowego. Bo taniej.
  • Ciastka: 

– napis „Bez konserwantów”, ale składnik z konserwantem,

– napis „polewa czekoladowa” , ale do produkcji użyto „polewę kakaową” (wolę czekoladową),

– sformułowanie „Domowe”, mimo że do produkcji użyto barwnik E160a oraz emulgator,

– w wykazie składników pominięto: glutentłuszcz palmowy oraz laktozę – składniki mieszanki tłuszczowo-cukrowej użytej do produkcji. Dla alergików – może być groźne!

Nabiał. Jest lepiej, ale może być jeszcze lepiej.

  • Mleko – obecność wody, obecność wody w mleku narusza definicję „mleka”.
  • Sery: brak surowca owczego w oscypku (mleka owczego), KOMEDIA! To jak pizza salami bez salami. W innym serze nie napisali o substancjach dodatkowych: natamycynie E235, barwniku Annatto E160b, plus zaniżona masa partii czyli kupujesz ser 150g ale waży on np. 132g.
  • Masło – obecność tłuszczu roślinnego, co narusza definicję „masła”. Masło to produkt zawierający tłuszcz WYŁĄCZNIE z mleka.

Alkohol. Well…

  • zamieszczenia elementu graficznego w postaci wizerunku liścia i kiści winogron mimo, ze do produkcji nie użyto winogron,
  • wykazania w wykazie składników substancji słodzących: E951, E950, E961, E954, E300, E202 i E220 mimo, że nie użyto ich do produkcji.

Napoje. ZAWSZE czytaj skład.

  • użycie przez producenta w nazwie słowa winogrono, mimo że do produkcji użyto tylko 0,2% odtworzonego zagęszczonego soku winogronowego, który nie wpływa w istotny sposób na smak produktu. W rzeczywistości smak wyrobu pochodzi od zastosowanych substancji aromatycznych. Standard.

Oleje roślinne. Raczej nie do sprawdzenia.

  • Original Extra Virgin – zawyżona zawartość estrów etylowych kwasów tłuszczowych (56 ± 9 mg/kg) w stosunku do wymagań rozporządzenia Komisji (EWG) nr 2568/91 (nie więcej niż 35 mg/kg), tym samym produkt nie należy do wskazanej kategorii oliwy z oliwek najwyższej jakości z pierwszego tłoczenia. Czyli ściek zamiast wysokiej jakości?
  • Wiejski olej rzepakowy – użycie w nazwie sformułowania „Wiejski”, mimo że w procesje produkcji zastosowano etap rafinowania. Słabo.

Ryby. Trzeba uważać, ale da się.

  • niewłaściwa nazwa produktu: zastosowanie nazwy nieadekwatnej do zastosowanego surowca i technologii produkcji,
  • pominięto składnik stosowany w produkcji – substancję konserwującą benzoesan sodu (E 211),
  • w oznakowaniu podano informację „ręcznie przyprawiane” podczas gdy nie stosowano przypraw. Komedia.
  • zaniżenie procentowej zawartości ryby w produkcie (deklarowano 50 %, a badania laboratoryjne wykazały 36,2 %).

Gotowce. Temat rzeka. A właściwie ściek.

  • nie wyszczególnienie w wykazie wszystkich składników użytych do produkcji: glutaminianu monosodowego E621 oraz białka sojowego, oraz zamieszczenie informacji „bez dodatku glutaminianu sodu”, czyli zapychacz z polepszaczem zamiast wartościowych składników, super!
  • podany na etykiecie wykaz składników nie zawierał wszystkich składników mieszanki funkcjonalnej oraz tłuszczu wieprzowego (słonina), czyli kupujesz np. pierogi z mięsem ale bez mięsa. Ale ze słoniną. Smacznego!
  • ilość błonnika użyta przy produkcji wyrobu nie jest wystarczająca, aby zasadne było stosowanie w oznakowaniu zapisów „produkt o podwyższonej zawartości błonnika” i „żywność o podwyższonych walorach żywieniowych”. A miało być tak zdrowo.

 

Nie mamy możliwości unikania fałszowanej żywności, bo nikt nie chodzi na zakupy z podręcznym laboratorium. ALE im mniej przetworzoną żywność kupujemy, tym mniejsze ryzyko nadziania się na byle co.

 

Cytowane dane pochodzą z raportów i decyzji Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno – Spożywczych.

czekolada

Czekolada – 10 prawd i mitów.

Czekolada. Wszyscy ją kochamy (ja nawet za bardzo, niestety). Jak zatem wybrać najlepszą? Czy droższa zawsze jest lepsza? Czy te ze sklepu czymś w ogóle się różnią?

1. Czekolada to czekolada. Obojętnie jaką jem, wszystkie są podobne.

Mit. Czekolady różnią się od siebie składem, chociaż często nie widać tego na pierwszy rzut oka. Zwykle jest to mniej lub bardziej wyraźna różnica w proporcji składników, inny emulgator, aromat. Ponadto czekolada może zawierać sporo syfu (np. tłuszcze utwardzone, konserwanty) lub przewagę cennych składników (orzechy, migdały). Na koniec najważniejsza różnica – zawartość cukru. Bywa, że dwie podobne czekolady różnią się o 30-50% w tym temacie. Jeśli jesz 1 kawałek w tygodniu, to faktycznie może mieć mniejsze znaczenie. Jeśli tabliczkę na raz, już gorzej. Wtedy warto wybrać taką, która ma najwięcej cennych wartości, ale smak jeszcze na tyle akceptowalny, że czerpiemy przyjemność z jedzenia – to mój przepis na sukces.

2. Czekolada gorzka podobna jest do mlecznej, tylko mniej słodka – bez sensu jest się katować.

Mit. Gorzka zawiera więcej składników 'kakaowych’, a przecież o to nam również chodzi, rozważając jej zalety. Zawartość kakao określa procentowość czekolady. Np. gorzka 70% zawiera 70% kakao. W mlecznych producenci nie chwalą się procentami, bo nie ma czym. 25%? 30%? Trochę słabo. A reszta…? Mleczna to przede wszystkim CUKIER (średnio 50-55%), tłuszcz plus składniki mleka.

3. Gorzka czekolada jest zdrowa, więc mogę zjeść więcej.

Mit. Zdrowe są ekologiczne warzywa i czysta woda. KAŻDA czekolada zawiera cukier i tłuszcz, jeśli jesz jej za dużo, sprzyja to występowaniu otyłości i cukrzycy. Zwłaszcza namierne spozycie mlecznej, z uwagi na zawartość cukru (tak, tak – często PONAD POŁOWA TABLICZKI TO CUKIER).

4. Gorzka ma o połowę mniej cukru niż mleczna.

Prawda. Przykładowo mleczna ma 48-55 g w tabliczce, gorzka 20-30 g. Można sprawdzić i wybrać taką, która ma najmniej. Organizmowi, a zwłaszcza trzustce, NIE jest wszystko jedno, nawet jeśli Tobie tak.

5. Czekolada nadziewana jest najbardziej niezdrowa.

Prawda. Czekolada nadziewana wypełniona jest zwykle czymś dziwnym w stylu tłuszcz utwardzony plus cukier o smaku (czyli plus) czegoś tam. Czyli źle plus źle o smaku źle.

6. Ta z orzechami jest zdrowsza.

Prawda. Orzechy, migdały – fajnie. Jestem za, zwłaszcza, że połączenie to działa synergistycznie (czyli lepiej razem, niż osobno).

7. Prawdziwa, dobra czekolada to wyłącznie ta ręcznie robiona. Ewentualnie najdroższa jaką znajdę w sklepie.

Mit. Niestety nie ma tak. Kupując w sklepie czekoladę w cenie 12 pln za 80 g nie dostaniemy lepszego cukru. Cukier to cukier. Połowa tabliczki, będąca cukrem jest zawsze tak samo niezdrowa dla Twojego organizmu, a trzustce wszystko jedno czy te 10 łyżeczek cukru kosztowało 3 plny czy 30. Chociaż faktem jest, że im droższa czekolada, tym większe prawdopodobieństwo lepszego składu. Np. zwykła gorzka wedla za 3pln zawiera poprawiacz E476, natomiast Maestria tej samej firmy (2 x droższa) już nie…

8. Biała jest taka sama jak ciemna, tylko nie zawiera barwnika.

Mit. Czekolada nie zawiera barwnika, ciemny kolor to obecność miazgi kakaowej. Szczerze? Dla mnie biała czekolada nie ma kompletnie sensu. Jeśli decyduję się na zjedzenie czegoś tak kalorycznego jak czekolada, chciałabym aby coś minimalnie sensownego za tym szło, np. chcę czerpać z zalet obecności kakao w produkcie. Jeśli nie ma miazgi kakaowej, to zostaje nam po prostu zwykły cukier z tłuszczem. Sorry, ale dla mnie to nie jest czekolada. To cukier z tłuszczem.

9. Czekolada uzależnia.

Prawda. Cukier uzależnia, kakao jest uznane za używkę. Mówiąc krótko – jest spore prawdopodobieństwo, że im więcej jesz słodyczy (cukru ogólnie) czyli np. czekolady, tym z czasem potrzebujesz więcej (potwierdzam na własnym przykładzie).

10. Czekolada mleczna jest zdrowa bo jest pełna mleka. Dlatego jem sama i daję ją dziecku.

Mit. Jasne, najlepiej alpejskiego. Alpejskie mleko, najczystsze norweskie łososie, zdrowe danonki, aktimele i suplementy na powiększenie penisa lub biustu. Coś pominęłam…?

Dziecko nie rozumie, że cukier uzależnia, że nadmiar cukru w diecie jest szkodliwy. Dziecko lubi słodki smak i szybko się do niego przywiązuje. Raz dasz jogurcik owocowy i nie ma zmiłuj – naturalnego nie tknie. Raz dasz czekoladę i koniec – roczniak nauczy się mówić 'cekolada’ tylko po to, abyś zrozumiała, jak bardzo jej potrzebuje. Dokładnie tak jak Ty i ja. Ale my znamy skalę zagrożenia. Do trzeciego roku życia dziecka nie dawałabym czekolady w standardzie, a jeśli już to symbolicznie i od dzwonu. Później wyłącznie zwykłą, prostą czekoladę –  zdecydowanie bez nadzienia! Może być z orzechami, a może deserową lub odrobinę gorzkiej? Byle bez przesady. I najważniejsze: CIEMNĄ, a nie białą. Lepiej jeden mały kawałek czekolady, niż syfiaste ciastka, czekoladki, idiotyczne kindery itp. Nie łudź się, że czekoladowymi przysmakami typu 'kinderek pełen mleka’ uzupełnisz jakiekolwiek cenne składniki bez konsekwencji – no błagam. To jak podawanie dziecku syropu glukozowo-fruktozowego, w celu dostarczenia śladowej ilości (bo rozłożonej już dawno) witaminy C z czymś (również w śladowych, totalnie pomijalnych jeśli chodzi o działanie ale fajnie wyglądających w reklamie ilościach). No nie mów, że tak robisz…? Maślanka, kefir, jogurt, kapusta kiszona, a nawet odrobinę czosnku – takie rzeczy dawaj dziecku, budując zdrowy nawyk, zamiast udawać, że słodycze i syropki tego typu mają jakąkolwiek wartość dodaną. NIE MAJĄ.

Kategorie: Porównanie
masło orzechowe

Czy masło orzechowe jest niezdrowe?

Ponieważ wiele osób pisze, że masło orzechowe jest fatalne, bo surowiec może być spleśniały itp. itd. oraz korzystając z okazji, że firma Primvika jest Partnerem Konferencji FOOD & HEALTH CONFERENCE, postanowiłam zadać im kilka niewygodnych pytań pytań o produkty. Bo lubię wiedzieć co jem.

1. Skąd pochodzi surowiec do produkcji Państwa masła orzechowego i czy jest badany przed użyciem?

Orzechy do produkcji naszego masła orzechowego pochodzą z certyfikowanych plantacji i badane pod kątem bakterii/pleśni. 
Pochodzenie orzechów użytych przy produkcji naszych maseł:
– migdały – USA
– arachidy – Argentyna
– arachidy BIO – Chiny
– tahina BIO – Burkina Faso
– tahina – Pakistan
– laskowy – Turcja
– nerkowiec – Wietnam/Indie

2. Od czego zależy skład masła orzechowego? Dlaczego niektóre są z samych orzechów, a niektóre z dodatkami typu olej palmowy?

Większość naszych maseł orzechowych posiada w swoim składzie od 99% do 100% orzechów, staramy się aby nasze masła miały dużą wartość % orzechów. Stawiamy na prosty i naturalny skład. 

3. Czy można zastąpić tłuszcz palmowy w produktach typu masło orzechowe innym tłuszczem i dlaczego tak/nie (pomijając aspekt finansowy)?

Tłuszcz palmowy dodawany jest w celu ulepszenia konsystencji i opóźnienia wydzielania naturalnego tłuszczu z orzechów. Nie ma konieczności dodawania oleju palmowego do masła orzechowego ani zastępowaniem go innymi produktami – najlepiej wybierać produkty naturalne, bez zbędnych dodatków.

4. Od czego zależy dodatek substancji konserwującej (niektóre produkty zawierają, a niektóre nie)?

Producenci dodają substancję konserwujące w celu wydłużenia terminu przydatności. Warto wybierać produkty pasteryzowane, których proces utrwalania pozwala na wydłużenie daty przydatności do spożycia bez dodatkowego dodawania konserwantów. 
A może Wy też macie jakieś pytania do Primaviki? Piszcie śmiało!

Mięso mielone paczkowane.

Wydaje się banalne. Idziesz do sklepu po mięso, chłodnia pełna tacek. Mięso mielone paczkowane w atmosferze ochronnej, więc o co chodzi?

Czy da się kupić dobre mięso mielone paczkowane?

Da się, ale trzeba dobrze poszukać. Mięso mielone ma to do siebie, że psuje się najszybciej spośród wszystkich porcjowanych mięs i nie ma w tym nic dziwnego, że w celu przedłużenia czasu przydatności do spożycia, należy czegoś tu dosypać. W przeciwnym razie zatrucie murowane. To prosty rachunek zysków i strat. Zatem zamiast oburzenia warto zastanowić się co zrobić.

Proste rozwiązania.

Najlepiej, gdy miła Pani zmieli wybrany kawałek mięsa przy Tobie, a Ty przyrządzisz zakup tego samego dnia.

Jeśli nie, poszukaj sklepu, gdzie mięso dostarczane jest codziennie świeże – wtedy nie trzeba kupować produktu wzbogaconego.

Jeśli nie zamierzasz wychodzić z domu przez kilka dni, a mięso musisz kupić dziś – trudno. Wybierz z dłuższą datą ale nie marudź, że 1/10 składu to dodatki. Coś za coś!

A może zamiast mięsa, spróbuj ulubionego dania z dodatkiem np. fasoli czerwonej, czarnej, mung…? Będzie równie pysznie, a zdrowiej. Może na wstępie zrób pół na pół? Trochę fasoli i trochę mięsa. Co Ty na to?

Przykłady.

mięso mielone mięso mielone mięso mielone mięso mielone mięso mielone mięso mielone

Jak widać, mielona wołowina zwykle sprzedawana jest 'czysta’. Niestety wg wskazówek WHO nie jest to najlepszy wybór, jeśli chodzi o częste spożycie mięsa. Z innych gatunków, w lidlu trudniej znaleźć produkt bez dodatków. Najmniej zawiera to z indyka.

Podsumowanie.

Dodatek soli jest najbardziej naturaną metodą konserwacji, natomiast różne cuda wianki – zwłaszcza jeśli ktoś kocha mięso i je codziennie? Kwestia indywidualna. Możesz jeść przez 30 lat i no problem, możesz po jednym razie mieć niestrawność. Życie to sztuka wyboru, namawiam do wybierania roślinnych źródeł białka częściej, niż tych pochodzenia zwierzęcego. Mięso naprawdę nie jest aż tak zdrowe jak myślisz. A na dobrze zbilansowanym roślinnym można nawet zbudować formę na siłce, serio.

Kategorie: Porównanie

Pieczywo mrożone, komentarz Tomasza Oskroby.

Jakiś czas temu napisał do mnie pan Tomasz Oskroba, pozwolił opublikować swoją wiadomość tak więc zapraszam do czytania!

(Odpowiedzi na pytania dotyczące pieczywa z ciasta mrożonego znajdziecie tu.)

„Dzień dobry,

tytułem uzupełnienia do http://doktorania.pl/czym-rozni-sie-pieczywo-z-ciasta-gleboko-mrozonego-od-tradycyjnego/

przesyłam informację o przepisach związanych z mrożeniem.

Ważna wydaja się zwłaszcza klasyfikacja rodzaju mrożenia w odniesieniu do temperatur zamrożonego produktu.

Wychodzi na to, że nie wszystko co mrożone jest głeboko mrożone. Termin „głębokie mrożenie” został ostatnio zdemonizowany:

W sprawie środków spożywczych, do których zastosowano technologie mrożenia w przepisach prawa są następujące przepisy:

  • „W oznakowaniu opakowanych środków spożywczych głęboko mrożonych przeznaczonych bezpośrednio dla konsumenta podaje się dodatkowo informacje:
  1. „produkt głęboko mrożony”
  2. określające okres przechowywania przez konsumenta wraz z temperaturą przechowywania lub wymaganym rodzajem wyposażenia do przechowywania
  3. „nie zamrażać powtórnie” albo podobne określenie (obwieszczenie MRiRW § 26.1)

„W przypadku pieczywa – dodatkowo:

  • informację „pieczywo produkowane z ciasta mrożonego” albo „pieczywo produkowane z ciasta głęboko-mrożonego” w przypadku zastosowania takich procesów technologicznych (obwieszczenie MRiRW § 17.1, pkt 5b).

W rozporządzeniu 1169/2011 jest również następujący zapis uzasadniający konieczność odpowiedniego znakowania takich produktów. „W ostatnich  dziesięcioleciach technologie zamrażania środków spożywczych znacznie się rozwinęły i są obecnie powszechnie stosowane w celu poprawy obiegu towarów na rynku wewnętrznym Unii oraz ograniczenia zagrożeń dotyczących bezpieczeństwa żywności. Jednak zamrażanie, a następnie rozmrażanie niektórych środków spożywczych (zwłaszcza produktów mięsnych i produktów rybołówstwa, ogranicza możliwości dalszego użycia tych środków spożywczych, a ponadto może wpływać na bezpieczeństwo, smak , a także właściwości fizyczne tych środków spożywczych. Z kolei w przypadku innych produktów, zwłaszcza masła, zamrażanie nie powoduje takich skutków. Dlatego też, jeżeli dany produkt został rozmrożony, należy o tym odpowiednio poinformować konsumenta finalnego”.

Uwagi dotyczące zamrażania środków spożywczych

  • Zamrażanie żywności jest metodą jej utrwalania,

– wstrzymuje działanie drobnoustrojów powodujących psucie się żywności,

– zwalnia przebieg reakcji chemicznych oraz procesów enzymatycznych i biochemicznych, jakie zachodzą w żywności niezamrożonej.

  • Produkt głęboko mrożony to produkt, który zamraża się w temperaturze do -35odo uzyskania wewnątrz produktu temperatury -18oC.
  • Produkt mrożony – produkt, który wewnątrz ma temperaturę co najmniej -12oC.

Pozdrawiam,

Tomasz Oskroba

Technolog”

Tyle w temacie.

śmietana

Śmietana – mały przegląd.

Udawanie, że obecna dziś w sklepach śmietana 30% to zwykła śmietana jest trochę jak oszukiwanie siebie, że ON zadzwoni, mimo, iż minęło już pięć dni od pierwszej randki. Nie zadzwoni.

I nie zwalajmy tu winy na producentów.

Podobnie jak w przypadku jogurtów (o czym przeczytacie tu), to raczej konsument 'wymaga’ od produktu nadnaturalnej mocy, producenci próbują zatem sprostać naszym oczekiwaniom.
Ma ładnie wyglądać, mają nie robić się kłaczki, breja czy co tam chcecie – fajnie ale kompletnie bez sensu.

To prawie jak wymagać od surowego jajka z mąką, by w zetknięciu z gorącą zupą nie ścinało się w postaci lanych klusek. No ludzie.

Ale klyent nasz pan, śmietana 30% ma różne zastosowania, więc na półkach prawie wszystkie ze wspomaganiem. Znalezienie 'zwykłej’ trzydziestki zajęło mi prawie 10 minut sprawdzania i grzebania wśród chłodnych kubeczków (średnio przyjemne). Ale zacznijmy od dobrych wieści.

12%.

Dwunastki są jak studenci politechniki. Dobrze się zapowiadają. Wszystkie praktycznie są ok. Ale szczerze…? Gdybym miała wybór, wzięłabym jogurt grecki (10% tłuszczu).

śmietana

18%.

Z osiemnastkami jak ze studentami uniwerku – bywa różnie. Tu zaczynają się schody, trzeba pogrzebać.

śmietana

30%+.

Trzydziestki to jak rynek wtórny. Szukajcie a znajdziecie ale marne szanse, że w każdym sklepie. Ja znalazłam w delikatesach (!) jedynie Klimeko i Czarnocin.

śmietana

Wynalazki.

Zdarza się też śmietano-podobny produkt na bogato. Tylko, że to NIE jest śmietana, tylko mleczny miks z olejami roślinnymi, przykładowo woda z mlekiem (zaledwie 20%) i bajerami. To trochę jak przystojny kawaler z miłym głosem ale ze skłonnościami do hazardu. Nie zawsze im więcej dodatków tym lepiej.

Śmietana

’Ale o co ci chodzi, przecież to nie jest szkodliwe’.

Zgadza się, to niewielki dodatek bezpiecznych substancji itp. itd.

Ponieważ tłumaczyłam to już milion razy – odpowiem krótko. Śmietana ze wspomaganiem – chcesz? Lubisz? Potrzebujesz? Bierz. Jak sporadycznie używasz lub nie obserwujesz żadnych reakcji ubocznych – no problem. ALE jeśli spożywasz na tony, lub dzieje się coś niepokojącego – może lepiej poszukaj zwykłej, bo zwykła to zwykła. Koniec, kropka.

Kategorie: Porównanie
podsumowanie

Podsumowanie 2016.

Ponad 900 zdjęć produktów na Instagramie, ponad 200 maili do firm, kilka przepychanek w sklepach plus kilka tajniackich śledztw w knajpach, w ramach projektu Doktor Ania w Obliczu Wyzwania – tak w skrócie przedstawia się rok 2016, sami zobaczcie.

Produkty lepsze.

Tu nie ma top 20 czy top 10 bo cięzko porównywać jogurt z warzywami. Są to zatem produkty o ciekawym, prostym składzie, które wyróżniają się na tle innych i po które warto sięgać częściej.

podsumowanie 2016

Zero zaskoczenia – kasze, warzywa, świeże soki zamiast soko-podobnych płynów, proste przyprawy zamiast dziwnych miksów, dobra czekolada, proste masło orzechowe, jeśli ktoś lubi nabiał do picia to mleko nisko pasteryzowane i kefir. Do tego ciekawe pasty do pieczywa i mrożonki, które zwykle są o wiele cenniejsze niż całorocznie dostępne gnioty rosnące 'na betonie’. Dlaczego? Ponieważ zbierane są sezonowo, a prawidłowo przeprowadzone mrożenie pozwala zachować sporo wartości odżywczych. Tak więc nie mówcie mi więcej, że zdrowe odżywianie jest trudne, drogie i czasochłonne.

Dla dzieci.

podsumowanie 2016

Ciężki temat. Tak źle i tak nie dobrze. Szukajmy zatem lepszych alternatyw. Jak ciastka to z lepszym składem. Jak picie poza domem to woda (!), jak węglowodany to kasza jaglana (hipp dla młodszych a zwykła dla starszych). Nie lubią? To zmieszaj z makaronem, stopniowo zwiększaj proporcje, daj dziecku czas na poznanie nowego smaku. Pamiętaj to TY decydujesz CO, a dziecko ILE. Nic na siłę. Jak jogurt – to naturalny, a jak musi być słodko to z miodem lub rozcieńczaj owocowy. Dzieci potrzebują cukru, zwłaszcza te biegające ale z pewnością nie potrzebują go AŻ TYLE ile proponują producenci kolorowych gówien w ładnym opakowaniu z ulubionym bohaterem. Dlatego gównom dla dzieci mówimy stanowcze NIE.

Produkty słabsze.

Z wielu przyczyn sięgam po nie rzadko lub wcale. Skład zbyt skomplikowany, niepotrzebne dodatki lub produkt kompletnie pozbawiony sensu. Jednym słowem, warto wybrać coś innego.

podsumowanie 2016

Taaa… Cóż mogę rzec, jest tego trochę. Desery udające jogurty, czekolado-podobne dziwolągi udające czekoladę, woda z syropem z dodatkiem piwa, cukier z czymś tam z dodatkiem kawy, sztuczny miód (serio), pies mielony z budą, batony pseudo-fit udające zdrowe, produkty z dziwnymi składnikami oraz nieśmiertelne żelki, które opanowały sklepy i apteki, z którymi walczę (np. o tu) i nie odpuszczę.

Dla dzieci.

podsumowanie 2016

Dużo złego na rynku, niestety. Unikamy : cukier, utwardzone tłuszcze, sztuczne barwniki, aromaty, dodatki. Dziecięce organizmy nie potrzebują dodatkowych obciążeń. Smog naprawdę wystarczy…

Dyskusje o produktach.

Najgłośniejsza z nich i wzbudzająca najwięcej emocji to ta o produktach marki Kubuś (przeczytacie tu). Niestety firma nie zgodziła się na publikację naszej rozmowy, a szkoda. Reszta na blogu, linkuję te ciekawsze, inne z pewnością znajdziecie sami.

Maluta – bardzo rzetelna pomoc speców z Maluty przy moim artykule o jogurtach (o tym, dlaczego zawierają mleko w proszku).

Konspol – rzetelna pomoc w wyjaśnieniu zagadki 'brak konserwantów’, jest ok.

Lidl – zawsze cierpliwie odpowiadają na moje pytania prócz jednego…o PIRATKI. Tu cicho sza, dlatego przestałam je polecać.

Leibnitz – wystosowano oficjalne oświadczenie.

Bobovita – prosta odpowiedź.

Hipp – wyczerpująca odpowiedź ale przyznaję, że naciskałam.

Develey – prosta odpowiedź ale słaby miód.

Omegamed odporność – prosta odpowiedź, nie wiem czy mogę publikować bo nie odpisali, jest średnio w każdym razie.

Oskroba – wyczerpujące odpowiedzi na wiele moich pytań co nie zmienia faktu, że ze składami różnie.

Dominik – prosta odpowiedź, jest ok.

McDonalds – O M G. Ile ja tam razy dzwoniłam, pisałam maili, przypomnień itp. W końcu mam odpowiedzi ale nadal nie wiem czy mogę opublikować. Powiem tylko, że zero zaskoczenia.

PanPomidor – prosta odpowiedź, jest ok.

Kubuś – długa, ciekawa dyskusja z początkowym atakiem ale później merytorycznie. Myślę, że coś to dało bo obiecali, że popracują nad portfolio. Na pewno nie pojawią się nagle same zdrowe rzeczy ale może kiedyś wejdzie coś fajnego do sklepów. Czekam Kubusiu.

Pan Ślimak – prosta odpowiedź, jest NIE ok.

Balcerzak – brak odpowiedzi.

Bakoma – brak odpowiedzi ale za mało pocisnęłam temat jeszcze.

Warka – prosta odpowiedź, dużo cukru.

Polmlek – prosta odpowiedź.

Lech – prosta odpowiedź, dużo cukru.

Gdańskie Młyny – prosta odpowiedź, jest ok.

Activia – prosta odpowiedź, trochę w stylu 'umywamy ręce’, zwłaszcza te smakowe – jestem na NIE.

Fit Kalorie (catering)– prosta odpowiedź + brak odpowiedzi na pytanie o konkrety.

Piekarnia SPC – odpowiedzi w stylu czeskiego filmu ale może za słabo pocisnęłam temat bo tylko 3 maile.

Lubaszka – dość dokładna odpowiedź ale jak zapytałam czy mogę opublikować to pani się zdenerwowała i obraziła heh, obiektywnie oceniając – można coś wybrać.

Putka – obczajałam składy i coś tam się spokojnie nada ale nie wszystko.

Pan Piekarz – przejrzałam ich składy pieczywa. No i wiecie… (długa, wymowna chwila ciszy…). Podobno nie kopie się leżącego.

Tajniackie naloty na knajpy i sklepy.

Tawerna Orłowska Gdynia (tylko brownie) – wyczerpująca odpowiedź, jest ok ale zaznaczam, że tylko brownie sprawdzałam.

Kawiarnia LAS Sopot – mega wyczerpujące odpowiedzi na wszystkie moje pytania, polecam!

Umei Lublin – mega wyczerpujące odpowiedzi na wszystkie moje pytania, polecam!

Zatoka Sztuki Sopot – wymijające odpowiedzi typu 'szef kuchni nie chce zdradzić’. Ta jasne.

Roszczyk – na początku szarpanina w piekarni a później wszystkie informacje dostałam grzecznie na maila, łącznie z tajemnicą państwową. Pytajcie o skład bo tam można spokojnie kupić dobry chleb.

Costa – telenowela brazylijska, musicie przeczytać sami o tu. 

F.Minga Gdynia– wyczerpujące odpowiedzi na wszystkie moje pytania, jest ok!

Biedronka – zostałam 'wyproszona’ za robienie zdjęć z jednego ze sklepów, może ktoś miał zły dzień ale w biedronkach zwykle krzywo na mnie patrzą, co o dziwo nigdy nie zdarza mi się w lidlu i innych większych sklepach.

Flame Warszawa – tak się skupiłam na soku (przeczytacie o tym tu), że nie zdąrzyłam zapytać o jedzenie bo miałam już samolot ale co się odwlecze…

Co dalej?

Rok 2017 zapowiada się jeszcze bardziej pracowicie: w dniach 8-9.04 organizuję Konferencję zdrowotno-żywieniową w Gdyni (na którą już teraz Was serdecznie zapraszam, zajrzyjcie i zapiszcie się tua lada dzień odpalam oficjalną rejestrację), gdzie wspólnie z zajebistymi ludźmi obalimy parę mitów oraz nauczymy się prostych, przydatnych sztuczek, by żyło się lepiej. Wpadajcie odpocząć, oderwać się od codzienności, zadbać o siebie i spotkać z mega inspirującymi ludźmi.

Dodatkowo zrobimy mega akcję 8.04 i spróbujemy zaktywizować osoby z niepełnosprawnościami, by pokazać im, że WSZYSTKO JEST MOŻLIWE i każdy z nas MA WYBÓR! Wiem z doświadczenia jak trudna jest codzienność osoby jeżdżącej na wózku, spędziłam unieruchomiona dużo mniej czasu niż całe życie ale do dziś pamiętam uczucie bezradności i bezsilności. W kwietniu pokażemy Wam, że tak nie musi być i trzeba działać. Nie traćcie czasu, macie go mniej, niż Wam się wydaje!

Podsumowując: to był dobry rok ale 2017 będzie lepszy. Dziękuję za Wasze komentarze, serduszka i łapki w górę – dodają energii, kopa do działania, zwłaszcza w te słabsze dni, które miewamy przecież wszyscy. Wspólnie pomagamy sobie (ja też uczę się od Was!) i troszczymy się o lepsze samopoczucie, lepsze zdrowie, lepszą sylwetkę, lepsze jutro – wychodzi to raz lepiej, raz gorzej ale mamy wolę walki dlatego prędzej czy później zrealizujemy każdy cel. Lepsze jutro zaczyna się dziś, TERAZ!