Wszyscy jesteśmy przygłupami.

Producenci traktują nas jak idiotów, nie wierzycie?

Dopiero zaczynam.

Sporo roboty jeszcze przede mną, wiem, ale z tego co dotychczas wynika, całkiem duża grupa speców w dużych koncernach traktuje klientów jak bezmyślną, ciemną masę, której wcisnąć można wszystko – byle z dobrym PR-em, a najlepiej reklamą w TV.

Oni czyli my.

Kilka przykładów?
– Kupują kwaśne owoce suszone, wiedzą, że są kwaśne ale oczekują, że będą słodkie.
– Kupują jogurt naturalny, wiedzą, że może się rozwarstwić bo to normalny proces ale są zdziwieni, że się rozwarstwił.
– Chcą pić sok 100% bez dodatku cukru ale są zdziwieni, że owoce są kwaskowate, a tak w ogóle to ma być słodki jak woda z cukrem.
– Chcą jeść ciastka na maśle ale co to znaczy 'wystarczająco maślany smak’? Jak jest 1% masła? 2%? 5%? A jak bedą z olejem palmowym to też ok byle był napis 'herbatniki maślane’.
– Wiedzą, że dobrej jakości surowiec często jest drogi ale chcą kupować dobry miód naturalny jak najtańszy, a najlepiej żeby był dodawany gratis do mrożonego chleba za 0.99pln.
– Chcą kupować dzieciom wysokiej jakości produkty ale jak będzie gówniany skład to też ok 'bo dziecko ładnie je’. Każdy ładnie je jak jest tona cukru zamaskowana regulatorem kwasowości w składzie.

Przykładów jest więcej.

Będzie coraz więcej. Na koniec roku zrobię ranking producentów, którzy wciskali mi największe kity. Będzie też ranking najbardziej uczciwych, którzy nie bali się odsłaniać przede mną swoich tajemnic oraz strzeżonych receptur.

Wiadomo, że każdy chce kupić dobrą jakość w najlepszej cenie. Czasem faktycznie nie da się ale często pod hasłem 'nie da się’ widzę brak dobrej woli i chęć zysku za wszelką cenę – nawet kosztem zdrowia najmłodszych.

Nie wyrażam na to zgody.

Dlaczego suplementy poleca pedagog szkolny albo fizjoterapeuta? Niedługo magnez będzie reklamował gość od obróbki skrawaniem, że niby mu ręka nie drży i 'z całym przekonaniem poleca bo ten preparat ma ZNAKOMITĄ bioretencję’ – tego jeszcze nie było.

Nie kupuję tych kolorowych, uśmiechniętych ludzi dla których doba ma 36h, tych zajebistych facetów z kaloryferem na brzuchu mimo 20h za biurkiem i fast-foodu 5 dni w tygodniu, tych pięknych nastolatek udających trzydziestolatki grające gorące czterdziestki, jedzących codziennie kilogramy 'fit’ cukru ale mimo to o pięknej cerze. Albo z rozmiarem 32 bez diety i ćwiczeń ale po dwóch ciążach. Nie wierzę w to zdrowie i szczęście grzecznych (mimo ton pobudzającego cukru) dzieciaków wpieprzających gówniane żarcie i idiotyczne cukierki udające suplementy z apteki.

Plama nie zniknie.

Niektóre zabrudzenia są trudne do usunięcia, nawet jak zanurzę jedwabną bluzkę w magicznej cieczy. Zlew naczyń sam się nie pozmywa nawet jak kupię kroplę płynu za 1gr, nie schudnę od magicznych 'tylko-dziś-promocyjna-cena’ tabletek, tym bardziej od 'szukaj-pełnego-ziarna’ płatków nafaszerowanych cukrem i bajerami.

Nie będziesz Kolego miał upojnej nocy już godzinkę po tabletce za 2pln. A Ty Laluniu rzęs do nieba po tuszu prosto z Londynu. Ładne rzęsy widoczne z kilometra (jeśli Matka Natura nie była dla Ciebie łaskawa w tym temacie) to SZTUCZNE rzęsy.

Ludzie, wyłączcie ten telewizor albo chociaż reklamy, nie dajcie się codziennie ogłupiać !!!

Kategorie: Inne

Tawerna Orłowska

Tawerna Orłowska w Gdyni to miejsce gdzie zaglądam na kawkę. Było zatem tylko kwestią czasu, kiedy uśmiechnę się do obsługi o skład tego i owego.

Zaczęłam od słodyczy.

Wiadomo. Zamówiłam brownie.

image

Wiem, że wiele osób teraz mi współczuje, takie niezdrowe i kaloryczne – masakra. Dziękuję ale wiecie – musiałam się poświęcić.
Po konsumpcji zapytałam (grzecznie) kelnera o skład, nie znał – podeszłam zatem do baru.

Nieśmiertelne pytanie ’a po co to pani?’ zawsze przyprawia mnie w myślach o atak histerycznego śmiechu. Jasny gwint, czy to takie dziwne, że chcę wiedzieć co jem? Jak w karcie jest 'Przysmak Królowej’ to chyba do cholery jest istotne czy to sernik czy pasztet, prawda? A więc chcę wiedzieć czy to jest brownie-brownie czy brownie-czekoladopodobna, brązowa, nasączona tłuszczem palmowym gąbka.

O dziwo…

Pan Manager był miły mimo, iż miałam na sobie kalosze (dla niepoznaki, że niby taka turystka). Do tego jakaś gadka o straszliwych chorobach metabolicznych, a może po prostu pomogły sztuczne rzesy (jak nie to zawsze pozostaje styl słodka idiotka – koleżanka mówiła, że kolega jej mówił, że podobno niektórzy mężczyźni to lubią).

Summa summarum.

Dowiedziałam się, że ciasto ma ok. 6 łyżeczek cukru (ekhm) i 6 tłuszczu, poznałam także dokładny skład (miły pan wysłał wieczorem maila z info). Prosty przepis bez udziwnień. Pan Manager dość odkrywczo zauważył, że brownie 'nie jest ciastem dietetycznym’. Okazało się też, że potrafi (Pan Manager) używać kalkulatora albo przynajmniej nieźle symuluje, pozdrawiam tak przy okazji! (Naturalnie Pana Managera, a nie kalkulator.)

O, już słyszę te Wasze 'ojezusy’ i 'omajgady’.

Jak wiecie nie jestem fanem diety 'nie wolno’ jeśli nie ma uwarunkowań zdrowotnych – już kiedyś o tym pisałam, o tu.
Jak mam ochotę zjeść chamskie brownie to jem chamskie brownie: na kilogramie masła, tonach glutenu i 100 tabliczkach czekolady, a nie brownie light: na wypełniaczach, spulchniaczach, syropach, czekoladopodobnej palmowej brei i obowiązkowo barwniku + aromacie cobym to mogła sobie ewentualnie wyobrazić, że jem czekoladowe brownie. Jak chcę zjeść chamskie ciasto to nie przychodzę do cukierni i nie pytam które to ciastunio jest bez cukru, tłuszczu i sensu, a tak w ogóle to chciałam polizać przez szybkę.

Nie jem takich bomb codziennie.

Wiem też, że muszę wtedy zrobić wyrwę w całodziennym jadłospisie (ZERO innych słodyczy, cukru, tłuszczów nasyconych itd.) oraz musowo aktywność fizyczna (np. parkuję daleko samochód – wtedy nie mam wyjścia, hehe).

Zaraz, zaraz – to nie znaczy, że można mnie przekupić blachą bezglutenowego brownie z najlepszej czekolady gorzkiej z sosem z ekologicznych malin i kulką dobrej jakości lodów, które wygrały ranking (hmm w sumie teraz jak to napisałam to sama nie wiem… Ok, ŻARTUJĘ – nie można).

Następnym razem.

Przetestuję standardowe menu. Jakieś video z eventu? Obowiązkowo nagram dyskusję o składzie – sami zobaczycie co i jak. Jak byłam ostatnim razem – było średnio w tym temacie a szkoda bo knajpa ma klimat i ogromny potencjał – moim zdaniem nie wykorzystany.

Tak więc, Droga Tawerno Orłowska, za brownie macie u mnie plusa – jedzenie jeszcze raz obczaję bo nie podeszło mi kompletnie jak dotąd.

Zatem, do zobaczenia!

babci

List do Babci i Dziadka.

Droga Babciu, drogi Dziadku!

Zanim powiesz, że wiesz lepiej, że kiedyś było inaczej, że mam nie zabierać dzieciństwa itd., przeczytaj proszę do końca.

Praktycznie codziennie dostaję wiadomości, komentarze, sygnały od zrozpaczonych matek – one nie wiedzą już co robić. Jak do Ciebie trafić.

Jeszcze w ciąży dbają o to co jedzą, po porodzie gotują i przecierają te cholerne papki, pilnują aby cukier pojawił się w życiu dziecka jak najpóźniej i w jak najbardziej przyjaznej formie, wkładają wysiłek w minimum chemii na talerzu i nagle bang! Przyjeżdżają dziadkowie.

Hulaj dusza, piekła nie ma.

Pół działu typu łakocie, witaminy, zdrowy start, mleko i zboża i co tam jeszcze wymyślisz ze sklepu spożywczego ląduje na stole, plus obowiązkowo kilogramy lepszych i gorszych czekolad.

Bo to Zła Matka była.

'Ona już zwariowała z tym jedzeniem, 'przesadza’ ‚dlaczego nie daje dziecku niczego słodkiego’, ‚dzieci potrzebują cukru’, ‚bo Wnusia tak prosiła’, ‚bo kocham’, 'oj tam oj tam’.

Po co te złośliwości, drwiny?

Dlaczego podważasz autorytet matki? To, że czegoś nie rozumiesz lub że masz inne zdanie NIE OZNACZA, ŻE MASZ RACJĘ. Dlaczego wprowadzasz dziwną atmosferę domową, nie potrafiąc uszanować zasad?

Rozumiem, że chcesz jak najlepiej.

Wiem, że Dziadkowie są od rozpieszczania. Tak, masz prawo nie być na bieżąco z najnowszywmi wytycznymi żywieniowymi, możesz nie wiedzieć.

Producenci są sprytni, ukrywają tony cukru pod krystaliczną powłoką pseudo zalet, a jak przyciśnie się ich do muru to udają głupków ale uwierz: Twoja córka, syn, zięć, synowa są często doskonale zorientowani.

WYSTARCZY ZAPYTAĆ.

Chcesz kupić coś dzieciakom? Kup książkę, kolorowankę z naklejkami za 2.99pln, gazetkę z durnym gratisem, który cieszy czasem bardziej niż milion dolarów, śmieszne plasterki na skaleczenie z bohaterami z bajek (zawsze wiszą przy kasie), albo jak już jedzenie – jakąś alternatywę, np. bakalie, batonika owocowo-orzechowego. 

Jeśli MUSI być czekolada – wybieraj tę dobrej jakości, czyli minimalna ilość składników (NIE biała, NIE nadziewana) i najlepiej z całymi orzechami.

Niech dzieci kojarzą słodycze z owocami, orzechami, polskim miodem naturalnym, a nie z gównem w kolorowym opakowaniu. 

Słodzony napój w kolorze marchewki nie zastąpi marchewki choćby nie wiem jak się starać, a do picia służy WODA, nie łoter z siugar.

Pseudo kakałko, pseudo jogurcik, pseudo miłość.

Jeśli kochasz, zadbaj o przyszłość swoich wnuków. Fajna przyszłość to nie jest fundowanie cukrzycy, otyłości i w konsekwencji problemów psychologicznych, hormonalnych i całego kalejdoskopu zdarzeń. Bo nie każde dziecko potrafi ‚zostawić na później’. Nie każde biega cały dzień po podwórku jak kiedyś.

Te słodkości za którymi tęsknisz, których najczęściej w Twoim domu kiedyś nie było – NIE ISTNIEJĄ. W ich miejsce, taśmą produkcyjną płynie najczęściej ściek. Na sklepowych półkach leży sztucznie farbowane BYLE CO z dobrym marketingiem, dobrą reklamą telewizyjną i uśmiechniętą buzią na opakowaniu. Te uśmiechnięte dzieciaki ze szklanego ekranu nawet kijem nie dotkną gówna z tłuszczem częściowo utwardzonym, które reklamują, które tak ufnie kupujesz.

Jeśli kochasz swoje wnuki – poświęć im CZAS, opowiedz ciekawe HISTORIE, zróbcie WSPÓLNIE zdrowe, smaczne ciasto marchewkowe, ciastka owsiane ale błagam – NIE KUPUJ GÓWNIANYCH PRODUKTÓW spożywczych 'dla dzieci’.

O to proszą Cię teraz Twoje Dzieci. Za to podziękują Ci później Twoje Wnuki.

mózg

Mózg ma do Was sprawę.

Dziś Szef Wszystkich Szefów czyli Mózg. A konkretnie jedna sprawunia, którą na pewno chciałby przekazać Szanownym Kolegom i Koleżankom.

Otóż.

Mózg bardzo by prosił (póki co grzecznie) aby nie bagatelizować dłuższych (np. 2 tygodnie) tematów typu 'nie mam po co wstawać z łóżka’ oraz 'moje życie nie ma sensu’ u siebie i otoczenia. To czasem chwilowy zły humor, pewnie – każdemu się zdarza. Ale jeśli codziennie mamy przed nosem jesień średniowiecza i każdy dzień zaczyna się hasłami typu 'wszystko jest do dupy, nie nadaję się do niczego, nie mam po co żyć’ – uprasza się o zareagowanie. A konkretnie…

Trzeba dać haracz.

Mózg jak wiadomo ma swoje biznesy, przewala tonę koksu w lewo i w prawo więc różnie mu tam z tą kasą wychodzi. Czasem jak się spłucze na jakimś interesie to mu na Serotoninę nie styka, a bez Serotoniny to żaden balet i co? Mamy problem. Generalnie jakieś biznesy z Neuroprzekaźnikami mogą nie wyjść albo jakieś inne zewnętrzne czynniki typu kryzysowe zdarzenia losowe, brzydka pogoda, oraz braki podstawowych, niezbędnych do życia rzeczy jak brak torebki MK, CC, GG, FF, brak Porshe, brak lajków na fb i ig, brak dobrej kawy, brak ulubionych hot-dogów za 1pln czy brak wifi w knajpie oraz wiele, wiele innych smutnych sytuacji – one też mogą spowodować pewien drobny dyskomfort. A jak wiadomo sprawy lubią się nawarstwiać a problemy zawsze chodzą parami np. permanentny brak stolika w spelunie na zbawixie + brak iphona = brak foty na fejsbuczka z iphonem i jedzeniem = brak lajków = katastrofa. Aby zniwelować lub chociaż zminimalizować (też na 'z’) skutki różnych tragedii, z którymi człowiek nie daje już sobie sam rady, należy dać haracz i wszyscy będą zadowoleni.

Jak to zrobić.

W prostym układzie – jeśli to tylko zły humor – wystarczy dyskretnie (!) przekazać Mózgowi kopertę z TRYPTOFANEM (czyli nażreć się czegoś typu pestki dyni, słonecznika, nasiona sezamu, siemię lniane, orzechy, płatki owsiane, kakao lub produkty zwierzęce: ryby i mięso drobiowe). Najlepiej dokonać tego przebywając na swieżym powietrzu na słońcu przez jakieś 20 min, wtedy nie wzbudzamy podejrzeń, może Mózg zlituje się i spojrzy łaskawszym okiem bo lubi też witaminę D itp. On sobie ten Tryptofan później poprzerabia elegancko, ma ludzi od tego (szczególnie jeden, o pseudonimie 'Chemik’). I po sprawie.

W bardziej skomplikowanej opcji.

Trzeba iść po WALUTĘ. Obca waluta jest niestety na kartki, można je zamienić wyłącznie w specjalnych kantorach (szmuglujących pod stołem piguły ale cicho sza), to te z napisem 'Apteka’. Znajdziesz tam śmiesznego człowieka (w białym jak pierwszy śnieg płaszczu), pseudonim 'Aptekarz’. Zamianki tylko jak znasz hasło (nie ma lekko), więc lepiej je zapamiętaj: 'chciałbym zrealizować RECEPTĘ’. W kantorze trzeba grzecznie i spokojnie – to nie piekarnia. Każdy przychodzi tam załatwiać jakieś biznesy a 'Aptekarz’ musi pracować w skupieniu, żeby wydać odpowiednią walutę, no chyba, że chcesz dostać kopiejki zamiast dolarów, to możesz jeden z drugim zapodać historię swojego życia w tzw. międzyczasie, stojąc w kolejce. Nie radzę.

Kartki na walutę dostępne na mieście u gościa pseudonim 'Psychiatra’. Jak dobrze popytasz ludzi to Ci ktoś w końcu da do niego namiar. Ale ale. Nie idziesz do człowieka od kartek z tekstami typu 'mam dyskomfort w klatce piersiowej, zaburzenia ze strony układu pokarmowego, bóle głowy, pleców, zaburzenia miesiączkowania’ i co tam Ci jeszcze do głowy przyjdzie. Facet nie ma czasu na takie farmazony. Walisz od razu konkret 'daj pan kartkę na walutę bo jest źle’ i tyle.

Bardzo ważna rzecz.

Haracz działa zwykle dopiero po 2-4 tygodniach, bo Mózg musi tam sobie wszystko poprzeliczać czy się zgadza. Do tego czasu może nie być poprawy. Druga rzecz. Jak już jest cacy, to nie że waluta na półkę! Płacisz zgodnie z zaleceniami gościa od kartek (nawet 3-6 miesięcy).

Aha, jeszcze jedno.

Jak będziesz nabijał się z kogoś, kto ma problem i chrzanił biedne teksty w stylu 'nie marudź’ albo jak będziesz udawał, że nie ma sprawy i zlejesz temat, to pamiętaj co Ci mówię: Mózg jest cwany lis – wywinie Ci pewnego dnia taki numer ze swoimi Neuroprzekaźnikami, że zamiast latać za super laską lub facetem z jajami zakochasz się w jakiejś ciekawostce przyrodniczej i pozamiatane. I pomyśleć, że później ludzie gadają, 'miłość jest ślepa’, hehe. Ślepa to jest co najwyżej kiszka.

Kategorie: Inne

Steki z łososia.

Z czym kojarzy Wam się słowo 'stek’? Z plastrem mięsa? Stek wołowy, stek z halibuta, steki z łososia? Ja mam właśnie takie skojarzenia: generalnie 100% mięsa w mięsie.

Aż tu nagle…

Znalazłam więc (przypadkowo oczywiście) apetycznie wyglądające steki z łososia. Mój ambiwalentny stosunek do łososia znacie, kilka faktów z których ten stosunek wynika opisałam kiedyś we wpisie o rybach. Ale do rzeczy: stek, czyli kawałek mięsa, czytam zatem co w składzie.

Processed with MOLDIV

Generalnie nie mam nic do Frosty – cenię ich politykę transparentności i ciekawe zestawy mrożonek ALE 59% mięsa w steku to chyba lekka przesada. Napisane jak byk: 'steki’. Nie jest napisane 'panierowane steki’. Owszem, na obrazku panierka ale może 'to tylko propozycja podania’? Poza tym wizualnie – cienka jak pergamin! Delikatna jak welon panny młodej! A tu nagle hyc! Z welonu robi się poliestrowy koc w kratę o grubości 41%. I niby nie ma dramatu bo mąka, olej, jakieś (powiedzmy) akceptowalne (poza glukozą, jest jej mało na szczęście) dla większości ludzi drobiazgi ale ilościowo to prawie połowa masy produktu… W steku?!

O co chodzi?

Nie nazywam stekiem kotleta schabowego, nie nazywam stekiem de volaille’a, nie nazywam też stekiem innych panierowanych atrakcji. Ba! Sama Frosta nie nazywa, przykładowo 'Przysmak rybny’. Tu na dzień dobry domyślam się, że ryba będzie dodatkiem (szpinaku jakby się kto pytał 6% w 18% sosu – jak wiadomo, każdy chodzi z notesem i kalkulatorem więc sobie na zakupkach zawsze szybciutko przeliczy, że to 1% całości – blokując przy okazji wąskie przejście przy mrożonkach).

Processed with MOLDIV

I faktycznie: ryby 45% ale nie czepiam się – ostrzegaliście. Ale 'steki’?

Droga Frosto, stejk to stejk, a nie jakiś panierowany przebieraniec z kocem na głowie.

doktorania.pl, leptyna

Leptyna. Ona odmieni Twoje życie.

Już wiesz kto tu naprawdę rządzi i może doprowadzić Cię do ruiny (Mafia Pokarmowa), powinieneś zatem bliżej poznać bardzo ważną osobę, mającą wpływ na wiele aspektów Twojego życia: to Leptyna. Kto by pomyślał, że np. o aparycji nastolatki lub lochy, jurnego młodzieńca lub knura decyduje Burdelmama, heh.

To ona.

Leptyna to mega turbo zajebista laska, idealna figura, zadbana, wiek nieznany ale głowa do interesów, że szok. Łeb jak sklep normalnie. Niby non stop paznokcie, fryzjer, kosmetyczka i inne cuda wianki ale jak przyjdzie co do czego – dobrze wie, że „byznes yz byznes”. Ale chwilunia, bo my tu sobie gadu gadu, a z Leptyną trzeba jak ze zgniłym jajkiem – grzecznie i spokojnie. Żadnego ścierwa pod jej adresem nie rzucę bo sama nie chcę mieć kłopotów na karku.

Chodzą słuchy.

Leptyna krąży we krwi w postaci wolnej oraz z obstawą (z białkami osocza). Podobno regularnie nadaje z frontu Mózgowi a także współpracuje z ochroną Żołądka. Jest to bardziej niż pewne bo mają wspólnych znajomków od dawna w różnych tematach. Działa osobiście lub za pośrednictwem swoich ludzi (lafirynd i przydupasów). Generalnie wiadomo, że na bank bierze udział w regulacji przepływu energetycznego więc ma powiązania z Mafią Paliwową – niektórzy twierdzą, że burdel to tylko przykrywka, a tak naprawdę jest Szefową grupy paliwowej. Gdybyście wiedzieli na ile spraw w organizmie ma wpływ Leptyna – nie uwierzylibyście, laska ma naprawdę MEGA WEJŚCIA.

Raport policyjny.

Jeden z nich wpadł mi w ręce. Było szyfrem i brzmiało mega groźnie. Pisali, że jest podejrzewana o bycie „obwodowym czynnikiem sygnałowym wpływających na hamowanie szlaków sygnałowych odpowiedzialnych za odczuwanie głodu i stymulujących szlaki związane z odczuwaniem sytości na poziomie podwzgórza”, kumasz? Wiesz co to znaczy? To znaczy, że masz PRZERĄBANE! A im więcej tkanki tłuszczowej tym masz bardziej PRZERĄBANE. A jak masz skrajną niedowagę to zgadnij co? Tak! Też masz PRZERĄBANE! Musi być norma wyrobiona, proste.

To nie wszystko.

Ogólnie jak ktoś jej nie słucha albo nie ma siemki to zasadniczo też ma przerąbane. Biada temu kto w ogóle jest niewrażliwy na jej wdzięki. Wtedy masakra. Jesli chcesz mieć na coś w swoim życiu wpływ, niech jedną z tych rzeczy będą wzorowe stosunki z Leptyną. Jeśli nie chcesz wyglądać jak prosiak albo inna krowa – pamiętaj o pięknej Leptynie. Jeśli chcesz mieć kiedyś dzieci – dogadaj się z Leptyną.

Co robić.

Mów jej dziendobry i do widzenia, proszę i dziękuję a najlepiej przepraszam jak coś skopiesz. Lubi aktywność fizyczną, dobre jedzenie z małą ilością cukru, warzywa i inne duperele, które zwykle lubią laski. Nie znosi sztucznej biżuterii typu syrop glukozowo-fruktozowy i inne gówna typu tłuszcze utwardzone ale to chyba oczywiste. Wyłącznie diamenty. Możesz kombinować z klasą czystości (typu im mniej śmieci w produkcie tym lepiej) jak w portfelu krucho.

Jeśli zadarłeś z Szefową i masz sporą nadwagę – do końca życia będziesz się chrzanić się z jej mega czepliwą rodzinką czyli Adipocytami. Ale jeśli za szybko chudniesz lub masz skrajną niedowagę – też masz przerąbane i warto o tym pamiętać, prawda?

Zaraz, zaraz…

Czy ja dobrze słyszę? Nie martwisz się brzuchem jak u knura bo laska kocha Cię takiego jaki jesteś? Mhm. A co robi jak się pokłócicie? Bo jak idzie do chlewu przytulać spasłe prosiaki to luuuuz i (poza tym, że wkrótce przestanie Ci stawać) możesz dalej żreć jak świnia.

A Ty Kochana? Ciebie też partner akceptuje taką, jaka jesteś…? To cudnie! A jakie porno ma na kompie? Jeśli MILF i/lub rubensowskie klimaty, to (poza tym, że umrzesz szybciej zostawiajac swoje dzieci bez opieki albo w ogóle nie zajdziesz w ciążę) możesz spać spokoooojnie. Ale jeśli ma milion giga plików typu TEENS to chyba trochę słabo z tą Twoją grubą dupą, co nie?

Więc wiesz.

Trzeba się trochę ogarnąć i poprawić stosunki z Leptyną. Znaczy się na wstępie schudnąć lub przytyć. Bo tu nie chodzi wyłącznie o wygląd ale przede wszystkim o zdrowie. Nieprawidłowa masa ciała = choroby. Choroby = kasa. Kasa = problemy.

To nie takie proste, wiadomo, ale małymi kroczkami może się udać. Żadne tam 'dziś chrzanię, ale od jutra, od nowego miesiąca’ i co jeszcze? No w sumie 2020 jest blisko. Ale czy dożyjesz…?

Małe kroczki bo Mózg sie skapnie, że coś kombinujesz i wtedy zapomnij. Chodzi o to, żeby on nie wiedział bo inaczej wyskoczy Ci z tekstami typu 'o co Ci człowieniu chodzi, życie jest krótkie’ itp. itd. i co mu powiesz? Warto sobie zawczasu przygotować jakąś gadkę na taką ewentualność a z laską po prostu musisz się dogadać po cichu. A tak w ogóle to nie z żadną 'laską’, tylko z Leptyną. A jak dla Ciebie to z Panią Leptyną. Się manier naucz jak chcesz z Panią Leptyną rozmawiać, bo Cię Pani Leptyna tak urządzi, że Cię własna Matka nie pozna.

Kategorie: Inne

Czy wiórki kokosowe zawierają dwutlenek siarki?


Zapytałam ludzi z Lidla, czy ich wiórki są siarkowane, oto co odpowiedzieli. Myślę, że warto o tej zasadzie pamiętać kupując produkty suszone – trzeba czytać skład.

image

image

Ale czy na pewno nie ma…?

image

mafia

Mafia Pokarmowa.

Co to mafia – chyba nie muszę tłumaczyć. Ale pewnie nie każdy zdaje sobie sprawę, że w organizmie również funkcjonuje coś na kształt zorganizowanej grupy zdarza się, że przestępczej. Tworzą ją najczęściej żołądek i mózg ale zwykle zatacza szersze kręgi. To Mafia Pokarmowa.

Kupiłaś ciastko, zjadłaś 3/4 i masz dosyć? Wybuliłeś za zapieksa ale w połowie czujesz się najedzony? Jeśli masz opcję i ochotę dokończyć później – schowaj do lodówki na 'za 2-3h’.

Jeśli nie – dobrze Ci radzę: WYWAL RESZTĘ.

Nie kieruj się zasadami.

A zwłaszcza zasadą 'zjedz bo drogie’. Albo 'nie może się zmarnować’, 'nie wypada zostawiać’. Wszystko prawda ale trzeba myśleć o tym wcześniej nakładając na talerz mniej, dzieląc się z kimś lub zamawiając mniej, mniejszą porcję, wersję standard zamiast XXL, jedząc regularnie, nie doprowadzając do napadów głodu i zamawiania bez sensu itp. itd. Jak już zadrzesz z mafią, zapomnij o zasadach.

Nie warto jeść na zapas.

Szanuj swój organizm i jego wyraźne ’nie, dziękuję’. Respektuj czyjeś ’już nie mogę’. Im częściej będziesz to olewał/a, tym szybciej układ pokarmowy i mózg skumają, że masz ich gdzieś – może zrobić sie niemiło, bo oni mają duże wpływy, jak to mafia. Warto mieć z taką bandą siemkę, żeby nie dostać łomotu któregoś pięknego dnia. Albo otyłości trzeciego stopnia. Ty słuchasz ich, oni współpracują z Tobą i wszyscy są szczęśliwi.

Dojadanie.

Po innych oraz po dzieciach też się liczy i to podwójnie bo wszyscy myślą, że się nie liczy. Mózg machnie na to ręką ale żołądek ma taki mały notesik w kieszeni. Ma skubaniec taki mały kołonotatniczek i tam wszyściutko zapisuje. A później jak przyjdzie co do czego to w ryj cukrzycą. Bo jak mafia pokarmowa dogada się z trzustką – po Tobie. Koniec.

Uważaj.

Oni generalnie mają sporo wspólnych biznesów, więc jest bardzo prawdopodobne, że się dogadali już nawet. Konotacje, kolaboracje, inne trudne wyrazy i nagle bęc! Wyskakuj z kaski na badania i leki bo wysepki Langerhansa mają Cię zasadniczo w dupie i tyle z baletów na mieście.

Słuchaj swojego organizmu, Twoja mafia pokarmowa da znać, że jest najedzony. Jeśli jesz szybko – zjesz więcej bo zanim mózg wstanie (a jak wiadomo w mafii bywa różnie, może przecież być na kacu czy coś i ma opóźniony zapłon) to minie z 15 min. Jak jesz wolno i spokojnie – wszyscy są zadowoleni. Jak nie jesz na siłę i nie dojadasz do końca 'bo wypada’ – nie rozpychasz bez sensu żołądka i jest ok.
Mafia pokarmowa lubi jak jest ok więc pilnuj, żeby było ok.

Jak wybrać dobre musli?

Żeby wybrać dobre musli warto odpowiedzieć sobie najpierw na bardzo proste pytanie – ma być zdrowo czy nie? Jeśli masz wylane – sprawa jest prosta bo kupujesz cokolwiek a najczęściej to, co ma dobrą reklamę czyli badziew w ładnym opakowaniu. Jeśli chcesz kupić dobry produkt, rzuć okiem na kilka wskazówek ode mnie.

Jak rozpoznać dobre musli na pierwszy rzut oka.

Spójrz na zawartość cukru w tabeli. O tym jak to zrobić pisałam tu. Jeśli musli zawiera 7-10g cukru na 100g – może być, 15-20g już niekoniecznie, powyżej 20 – wywal.
Dodatkowo: crunchy z definicji jest słabsze.

Jeśli masz więcej czasu.

Zwróć uwagę na skład. Każde słowo 'cukier’, 'syrop’ itp. powinno wzbudzić Twoją niechęć – wywalić. Nie podoba mi się również 'ekstrudat’ (papka zbożowa najczęściej z cukrem) – wywal. Dobrze jest unikać dodatkowych składników typu ’emulgator’, 'aromat’ itp. Ja nie lubię też (niby dobrych) składników typu 'olej’, 'tłuszcz’ bo kupując zdrowy produkt mam je w naturalnej postaci – nie potrzebuję dosypki. Stosując jeszcze bardziej ostre kryteria – nie lubię płatków kukurydzianych (bo zwykle są z cukrem), 'dwutlenku siarki’, 'regulatora kwasowości’ itp. Zdrowe musli to proste musli.

Czego szukać?

Co najchętniej kupuję? Zróżnicowany (zboża) skład, np.: płatki jęczmienne + owsiane + żytnie. Cenię obecność orzechów, migdałów, pestek, nasion, np. siemię lniane, słonecznik, dynia itd. Jeśli nie masz alergii, mogą być też orzechy ziemne.

Przejdźmy do konkretów.

Tym razem wytłumaczę to na przykładzie musli z Lidla. Mam dwa rodzaje bio, dwa rodzaje premium i dwa zwykłe.

Bio.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIVNo fajnie, że bio ale co z tego jak zawartość cukru – masakra. Obecność ekstrudatu – słabo.
Crunchy z definicji jest mniej zdrowe więc nie kopmy leżącego.
Wholegrain byłoby fajne ale nie jest bo zasypali cenne składniki cukrem, słowo 'trzcinowy’ nie rzuca mnie na kolana bo nie jestem idiotą (wiecie jaki mam stosunek do cukru, pisałam o tym tu).
Cenamasakra jak na taki skład. Co ciekawe to samo musli bio w niemiecki lidlu kosztuje 2.59€…

Premium.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIV

Zawartość cukru – dramat. Ależ ja doskonale zdaję sobie sprawę, że wynika to z obecności owoców. Problem w tym, że JA NIE CHCĘ żreć nasmarowanych jakimś tłuszczem, często dodatkowo przecukrzonych (ananas, banan, papaja itd.) owoców z regulatorami kwasowości i przeciwutleniaczami i jeszcze za to dodatkowo płacić! To chyba żart!

Klasyczne.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIV

Więcej płatków, trochę pestek, nasion, orzechów – fajnie ale znów to owocowe (pomarańczowe opakowanie) zawiera sporo cukru (czyli częściowo odbajerzone owoce). Zwykłe (granatowe opakowanie) muesli z rodzynkami i orzechami wygląda za to dość przytomnie. Nie ideał ale moim zdaniem najlepsze z całego zestawu. Cena 8pln za 1000g. Dobrze liczysz: jest 4 x tańsze od BIO.

Podsumowując.

image

Masz nadmiar gotówki i koniecznie musi być bio? Wybierz pełnoziarniste, byle nie crunchy.
Masz mniejszy budżet? Wybiesz zwykłe: dużo płatków, trochę owoców ale przede wszystkim to co bardzo cenne czyli orzechy, migdały, pestki, nasiona.
Powodzenia!

Ps. Jeśli myślisz, że komuś przydadzą się te wskazówki – udostępnij proszę ten tekst. Po co pochłaniać tony cukru i jeszcze za to przepłacać…?

Lubisz żelki? Kupujesz żelki swojemu dziecku?


Jeśli myślisz, że żelki mogą być choć trochę zdrowe bo dostarczą Tobie lub Twojemu Dziecku cennych substancji typu witaminy- ten tekst jest dla Ciebie.

Szlag mnie trafia jak widzę reklamy syropów cukrowych z cukrem i bajerami pod hasłem 'mleko’ oraz 'jogurt’ albo jeszcze lepiej: 'witaminy’. Najgorsze jest to, że te cuda weszły do aptek i stoją dumnie na półkach na wysokości Twoich oczu i oczu Twojego dziecka, najlepiej jak najbliżej lady.

Marketing – rozumiem.

Ale do jasnej cholery czemu znowu strzał w dzieci i dlaczego tak zmasowane działania w aptekach?! Zauważyliście, że na prawie żadnym opakowaniu aptecznym NIE MA PODANEJ ZAWARTOŚCI CUKRU? Sprawdzałam!

Powiem Wam dlaczego: bo nie musi, bo wynosi ona od ponad 50 do nawet prawie 80%! Przeciętna paczka (100g) żelków to minimum (!) 11 łyżeczek cukru. 

Rekordzista zawierał prawie 16 łyżeczek. W JEDNYM małym (100g) opakowaniu. Serio.

Nie wiem kto rozpoczął modę na ładowanie różnych rzeczy w żelki i udawanie, że są zdrowe ale osoba ta na pewno nieźle na tym zarobiła, mając przy okazji w nosie zdrowie Wasze i Waszych Dzieci – możecie być tego pewni.

Poza tym, ludzie! To są żelki!

Jakie mleko! Jaki jogurt! Jakie witaminy! Ten produkt ma w składzie głównie syrop glukozowy lub glukozowo-fruktozowy plus cukier!

TO NIE ŻART!

Mleka czy jogurtu jest ok. 5% (1 łyżeczka na paczkę!) a na otarcie łez jakieś zhydrolizowane białka.
Czym Wy chcecie odżywić siebie i te biedne dzieciaki? Łyżeczką (ok. 5% na całość) soku z zagęszczonych soków? Regulatorami kwasowości? Aromatami? Koncentratami barwiącymi? Żelatyną i substancją żelującą? Czy nabłyszczającymi woskami?
Jeśli tak, to zacznijcie już odkładać kasę na leczenie cukrzycy, otyłości, próchnicy oraz innych ciekawych atrakcji, które fundujecie sobie i swoim dzieciom ładując w nie tony cukru.

Bo chyba nie myślicie, że tych kilka witaminek wchłania się tak samo z syropu glukozowego (czy glukozowo-fruktozowego) jak ze źródeł naturalnych typu warzywa czy owoce…?

Lody czekoladowe – ranking.

Lody czekoladowe, tak jak inne produkty, mogą być bardziej lub mniej niezdrowe, a skoro są obecne w mojej diecie dość regularnie (niestety – ale od dziś obiecuję poprawę!) a mam wybór, to po cholerę faszerować się byle czym? Mam nadzieję, że ten ranking choć trochę pomoże Wam wybrać mniejsze zło. Mnie pomógł.

Zawodnicy: lody czekoladowe.

W porównaniu biorą udział: 1. Premium z Lidla, 2. Carte Dor (CD) chocolate brownie, 3. Carte Dor (CD) chocolate&hazelnuts Algidy, 4. Haagen-Dazs (HD) Secret Sensations, 5. Haagen-Dazs Chocolate brownie, 6. Zielona Budka (ZB), 7. Bracia Koral (BK) oraz 8. Grycan (G).

Cukier.

Lidl 21.6g/100g,
CD Hazel 24g/100g, 13g/100ml,
CD Brownie 26g/100g, 15g/100ml,
HD Secret 21.4g/100g,
HD Belgian 21.8g/100g,
BK 22.5g/100g,
G 25.2g/100g,
ZB 14g/100ml (przelicznik ml na g pozostaje tajemnicą ale szacuję, że będą miały ok. 24-26g/100g).

Zawartość cukru podobna ale czy jakościowo (pochodzenie cukru) też podobnie…?

Tłuszcz.

Lidl 11.4 (7.5)g/100g,
CD Hazel 11 (8.3)g/100g, 5.7 (4.3)g/100ml,
CD Brownie 6.5 (5.2)g/100g, 3.7 (2.9)g/100ml,
HD Secret 15.4 (9)g/100g,
HD Belgian 20.6 (12.4)g/100g,
BK 15.1 (11.8)g/100g,
G 12.3 (7.6)g/100g,
ZB 7.4 (6.2)g/100ml (przelicznik ml na g nadal pozostaje tajemnicą ale szacuję, że będą miały ok. 14-15 (12-13)g/100g).

Zaskoczenie.

Największym zaskoczeniem jest najniższa zawartość tłuszczu w CD brownie (6.5g) i najwyższa w HD belgian (20.6g) – czyli lody czekoladowe algidy mają ponad 3 x mniej tłuszczu niż HD. Reszta zawiera podobną ilość (11-15g na 100g produktu).

ZB i CD brownie wyróżniają się dużą zawartością nasyconych kwasów w porównaniu do całkowitego tłuszczu (jak kto lubi, dla mnie to minus bo dostarczam w diecie wystarczającą ilość nasyconych z innych źródeł).

Najbardziej skomplikowany skład ma CD brownie: 5 substancji słodzących (w tym syrop glu-fru), 2 rodzaje mąki (w tym pszenna), emulgatory (w tym fosfatydy amonu), stabilizatory, spulchniacz. Przypomina mi to trochę produkty typu 'light’, które owszem zawierają mniej tłuszczu ale idzie za tym skomplikowany skład bo czymś trzeba ten tłuszcz przecież zastąpić, żeby lody smakowały jak lody a nie jak czekoladowe wióry. Jak dla mnie – dyskwalifikacja.

Podobna sytuacja z drugą propozycją od Algidy czyli CD Hazel: syrop glu-fru, syrop glu, glukoza, 3 stabilizatory (w tym karagen), 4 rodzaje emulgatorów, aromaty, orzechy (w postaci pasty!) – 1.5%, to żałosne. Dyskwalifikacja.

ZB i BK wygadają podobnie ale BK zawierają masło i śmietankę (na plus) oraz karagen (na minus). ZB zawiera za to dodatkową glukozę.

Finaliści…?

HD, G i Lidl robią lody czekoladowe na śmietanie. Z tego zestawu najmniej podoba mi się skład tych z Lidla, chociaż HD Secret też nie powala – owszem nie zawierają stabilizatorów ale za to jest mąka pszenna, skrobia kukurydziana, spulchniacz, sól i nieznany aromat, których nie potrzebuję w lodach (i to tych droższych). Lidl jako jedyny zawiera syrop glu-fru (i to już na 3 miejscu!), do tego zwykły cukier i glukoza. HD Secret i G są na cukrze z małym dodatkiem syropu glu. Grycan prócz braku syropu glu-fru i glukozy ma podobny skład do tych z Lidla.

Najprostszym składem wyróżnia się HD belgian: śmietanka, cukier, mleko zagęszczone odtłuszczone, miazga kakaowa, żółtko jaja, olej roślinny (bawełniany, kokosowy), kakao w proszku, naturalny aromat waniliowy, masło kakaowe, emulagtor: lecytyna sojowa. Jest to najbardziej 'naturalny’ skład ALE zawartość tłuszczu (2-3 x większa niż w pozostałych produktach) czyni te lody najbardziej kalorycznymi.

Co zatem wybrać?

Dla mnie gorsza jest zawartość syropu glufru (i generalnie cukru) oraz bajerów (+ mąki) niż tłuszczu (o syropie pisałam tu). Dlatego eliminuję Algidę, HD Secret oraz Lidla. Jeśli mam do wyboru mniej tłuszczów nasyconych to rezygnuję z ZB. BK odpuszczam bo obecność karagenu jednak trochę mnie niepokoi.

Nie ma ideału. HD belgian ma prosty skład ale ta wysoka zawartość tłuszczu i dość wysoka cena nawet podczas promocji… Grycan skład ma bardziej skomplikowany (stabilizatory, dodatek syropu glu) ale jest o połowę tańszy…

Wnioski.

Lody czekoladowe nie są produktem prozdrowotnym, wiadomo. Z założenia zawierają cukier + tłuszcz, tak jak inne słodycze. ALE jeśli mogę kupić produkt lepszej lub gorszej jakości to dlaczego mam odpuszczać z tekstem 'i tak są niezdrowe’? Przecież mogą być bardziej lub mniej niezdrowe! Być może gdybym kupowała je raz na rok, miałoby to mniejsze znaczenie ale niestety jeszcze nie osiągnęłam stanu zen na widok lodów czekoladowych, chociaż się staram.

Podsumowując, wybieram naturalny skład ale postaram się kupować je rzadziej (będę polowała na promocje HD belgian chocolate) niż byle co raz w tygodniu. Jeśli nie znajdę ich w sklepie wybiorę gorszy skład ale z mniejszą ilością bajerów (Grycan) – są bardziej dostępne. W wersji economy pozostaje Zielona Budka, ewentualnie Lidl lub Bracia Koral. Algida zdecydowanie NIE. No chyba, że olewacie aspekt zdrowotny i liczy się niska zawartość tłuszczu. Tylko pamiętajcie, że podczas odchudzania to cukier jest głównym winowajcą.

PS. Ciekawa jestem jak wyglądałby ten ranking biorąc pod uwagę wyłącznie kryterium smakowe…?

10 produktów, które poprawią skórę lepiej niż kosmetyczka.

Możesz wydawać kupę kasy na wizyty i kosmetyki ale jeśli nie idzie za tym prawdziwa dbałość o skórę – nic z tego nie będzie. Na szczęście są produkty, które szczególnie warto spożywać bo poprawią skórę szybko i skutecznie. Większość z nich jest tania i powszechnie dostępna, W PRZECIWIEŃSTWIE do zabiegów, suplementów i kremów specjalistycznych.

1. Woda.

Nie ma nic gorszego dla organizmu (również skóry) niż niska podaż płynów. Ale nie w postaci napojów gazowanych lub innych produktów zawierających cukier, który przyspiesza starzenie się skóry. Zwykłej wody nie zastąpi nawet najdroższy nawilżający krem. Pamiętajcie też, że picie wody podczas upałów jest szczególnie istotne w przypadku małych dzieci i kobiet w ciąży – po jakości skóry (np. wysuszone usta) możemy łatwo poznać, że wody w organizmie brakuje.

2. Żółte, czerwone, pomarańczowe warzywa.

BETA-KAROTEN: zapamiętaj tę nazwę bo to absolutny numer jeden jeśli chodzi o pielęgnację skóry. Zmniejsza wrażliwość na promieniowanie UV, chroni przed powstawaniem plam i przebarwień skóry, opóźnia procesy starzenia, wspomaga także pielęgnację cery trądzikowej. MUSTHAVE bez dwóch zdań!

3. Awokado.

Produkt dla zabieganych. Tłuszcz, witaminy, potas wspomagający krążenie krwi i układ nerwowy – wszystko doskonale wpływa na jakość skóry.

4. Zielone warzywa liściaste.

Zawierają witaminy oraz składniki przeciwzapalne i detoksykujące – wszystkie te substancje doskonale poprawią skórę, zwłaszcza cerę.

5. Orzechy, migdały, pestki.

Cenne tłuszcze, witaminy z grupy B – przeciwdziałają procesowi glikacji (upraszczając: cukrowemu atakowi), spowodowanemu m.in. spożywaniem nadmiaru cukru w diecie, sprzyjają też ujędrnianiu i uelastycznianiu skóry.

6. Pestki dyni.

Obowiązkowa pozycja dla zestresowanych. Oprócz tłuszczu i witamin z grupy B – wysoka zawartość magnezu, którego może takim osobom szczególnie brakować. A jak wiadomo złość (i stres!) piękności szkodzi.

7. Olej lniany i/lub tłuste ryby.

Nawilżający wpływ dobrych tłuszczów z grupy NNKT (niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe) jest nie do podrobienia! Poprawią skórę lepiej niż najdroższy odżywczy krem.

8. Pełnoziarniste produkty.

Błonnik przedłuża odczuwanie sytości po jedzeniu (sprzyja odchudzaniu), ułatwia usuwanie z organizmu toksycznych resztek oraz jest źródłem antyoksydantów. Przyjaciel skóry.

9. Płatki owsiane.

Kolejny produkt dla zabieganych – błonnik, witaminy z grupy B, beta-glukan obniżający poziom cholesterolu itd. Jeśli lubicie produkty 10 w 1, płatki owsiane należą do tej grupy.

10. Jagody i/lub aronia.

Witaminy oraz wysokie dawki antyoksydantów spowalniających procesy starzenia organizmu (a także zapobiegających rozwojowi chorób określanych jako cywilizacyjne), nasze polskie superfoods – absolutny MUSTHAVE dla skóry!

Fajnie iść czasem do fachowca, który zadba o naszą skórę, ale samemu też musimy troszczyć się o jej wygląd. Na szczęście są produkty, które wbrew pozorom nie kosztują dużo, a ich spożywanie znacząco poprawia jakość skóry. Możecie być pewni, że szybko się Wam odwdzięczy, bo skóra bardzo lubi jak się o nią dba.