Sos indyjski Łowicz.


Nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że dobrej jakości sos pomidorowy lub kupione 'gotowe’ pomidory ratują czasem życie. Pisałam już o tym tu.

Dziś o sosie Łowicza.

image

Wpadł mi w ręce Sos indyjski. Skład nie pozostawia wątpliwości – miło nie będzie.

image

Podstawą produktu jest niestety woda. Warzywa stanowią zaledwie 22% z czego 8% to koncentrat pomidorowy.

Czwartym składnikiem jest cukier.

Trochę słabo. Całkowita zawartość cukrów prostych w słoiku to prawie 8 łyżeczek.

Reszta składników?

Śmietana (3%), sól, aromaty, przyprawy: tytułowych curry i kolendry po 0.01%.
Co zatem czyni z tak ubogiego składu pól kilograma sosu? Skrobia modyfikowana! Tu kukurydziana i ziemniaczana.

Nic nie mam do Łowicza.

Być może mają inne fajne produkty? Nie wiem, poszukam.

Niestety tym razem jest marnie – czy słowo 'sos’ w ogóle oddaje charakter produktu? Moim zdaniem to coś powinno się nazywać kisiel pomidorowy!

Jestem na NIE!

Kategorie: Moja opinia

Tawerna Orłowska

Tawerna Orłowska w Gdyni to miejsce gdzie zaglądam na kawkę. Było zatem tylko kwestią czasu, kiedy uśmiechnę się do obsługi o skład tego i owego.

Zaczęłam od słodyczy.

Wiadomo. Zamówiłam brownie.

image

Wiem, że wiele osób teraz mi współczuje, takie niezdrowe i kaloryczne – masakra. Dziękuję ale wiecie – musiałam się poświęcić.
Po konsumpcji zapytałam (grzecznie) kelnera o skład, nie znał – podeszłam zatem do baru.

Nieśmiertelne pytanie ’a po co to pani?’ zawsze przyprawia mnie w myślach o atak histerycznego śmiechu. Jasny gwint, czy to takie dziwne, że chcę wiedzieć co jem? Jak w karcie jest 'Przysmak Królowej’ to chyba do cholery jest istotne czy to sernik czy pasztet, prawda? A więc chcę wiedzieć czy to jest brownie-brownie czy brownie-czekoladopodobna, brązowa, nasączona tłuszczem palmowym gąbka.

O dziwo…

Pan Manager był miły mimo, iż miałam na sobie kalosze (dla niepoznaki, że niby taka turystka). Do tego jakaś gadka o straszliwych chorobach metabolicznych, a może po prostu pomogły sztuczne rzesy (jak nie to zawsze pozostaje styl słodka idiotka – koleżanka mówiła, że kolega jej mówił, że podobno niektórzy mężczyźni to lubią).

Summa summarum.

Dowiedziałam się, że ciasto ma ok. 6 łyżeczek cukru (ekhm) i 6 tłuszczu, poznałam także dokładny skład (miły pan wysłał wieczorem maila z info). Prosty przepis bez udziwnień. Pan Manager dość odkrywczo zauważył, że brownie 'nie jest ciastem dietetycznym’. Okazało się też, że potrafi (Pan Manager) używać kalkulatora albo przynajmniej nieźle symuluje, pozdrawiam tak przy okazji! (Naturalnie Pana Managera, a nie kalkulator.)

O, już słyszę te Wasze 'ojezusy’ i 'omajgady’.

Jak wiecie nie jestem fanem diety 'nie wolno’ jeśli nie ma uwarunkowań zdrowotnych – już kiedyś o tym pisałam, o tu.
Jak mam ochotę zjeść chamskie brownie to jem chamskie brownie: na kilogramie masła, tonach glutenu i 100 tabliczkach czekolady, a nie brownie light: na wypełniaczach, spulchniaczach, syropach, czekoladopodobnej palmowej brei i obowiązkowo barwniku + aromacie cobym to mogła sobie ewentualnie wyobrazić, że jem czekoladowe brownie. Jak chcę zjeść chamskie ciasto to nie przychodzę do cukierni i nie pytam które to ciastunio jest bez cukru, tłuszczu i sensu, a tak w ogóle to chciałam polizać przez szybkę.

Nie jem takich bomb codziennie.

Wiem też, że muszę wtedy zrobić wyrwę w całodziennym jadłospisie (ZERO innych słodyczy, cukru, tłuszczów nasyconych itd.) oraz musowo aktywność fizyczna (np. parkuję daleko samochód – wtedy nie mam wyjścia, hehe).

Zaraz, zaraz – to nie znaczy, że można mnie przekupić blachą bezglutenowego brownie z najlepszej czekolady gorzkiej z sosem z ekologicznych malin i kulką dobrej jakości lodów, które wygrały ranking (hmm w sumie teraz jak to napisałam to sama nie wiem… Ok, ŻARTUJĘ – nie można).

Następnym razem.

Przetestuję standardowe menu. Jakieś video z eventu? Obowiązkowo nagram dyskusję o składzie – sami zobaczycie co i jak. Jak byłam ostatnim razem – było średnio w tym temacie a szkoda bo knajpa ma klimat i ogromny potencjał – moim zdaniem nie wykorzystany.

Tak więc, Droga Tawerno Orłowska, za brownie macie u mnie plusa – jedzenie jeszcze raz obczaję bo nie podeszło mi kompletnie jak dotąd.

Zatem, do zobaczenia!

babci

List do Babci i Dziadka.

Droga Babciu, drogi Dziadku!

Zanim powiesz, że wiesz lepiej, że kiedyś było inaczej, że mam nie zabierać dzieciństwa itd., przeczytaj proszę do końca.

Praktycznie codziennie dostaję wiadomości, komentarze, sygnały od zrozpaczonych matek – one nie wiedzą już co robić. Jak do Ciebie trafić.

Jeszcze w ciąży dbają o to co jedzą, po porodzie gotują i przecierają te cholerne papki, pilnują aby cukier pojawił się w życiu dziecka jak najpóźniej i w jak najbardziej przyjaznej formie, wkładają wysiłek w minimum chemii na talerzu i nagle bang! Przyjeżdżają dziadkowie.

Hulaj dusza, piekła nie ma.

Pół działu typu łakocie, witaminy, zdrowy start, mleko i zboża i co tam jeszcze wymyślisz ze sklepu spożywczego ląduje na stole, plus obowiązkowo kilogramy lepszych i gorszych czekolad.

Bo to Zła Matka była.

'Ona już zwariowała z tym jedzeniem, 'przesadza’ ‚dlaczego nie daje dziecku niczego słodkiego’, ‚dzieci potrzebują cukru’, ‚bo Wnusia tak prosiła’, ‚bo kocham’, 'oj tam oj tam’.

Po co te złośliwości, drwiny?

Dlaczego podważasz autorytet matki? To, że czegoś nie rozumiesz lub że masz inne zdanie NIE OZNACZA, ŻE MASZ RACJĘ. Dlaczego wprowadzasz dziwną atmosferę domową, nie potrafiąc uszanować zasad?

Rozumiem, że chcesz jak najlepiej.

Wiem, że Dziadkowie są od rozpieszczania. Tak, masz prawo nie być na bieżąco z najnowszywmi wytycznymi żywieniowymi, możesz nie wiedzieć.

Producenci są sprytni, ukrywają tony cukru pod krystaliczną powłoką pseudo zalet, a jak przyciśnie się ich do muru to udają głupków ale uwierz: Twoja córka, syn, zięć, synowa są często doskonale zorientowani.

WYSTARCZY ZAPYTAĆ.

Chcesz kupić coś dzieciakom? Kup książkę, kolorowankę z naklejkami za 2.99pln, gazetkę z durnym gratisem, który cieszy czasem bardziej niż milion dolarów, śmieszne plasterki na skaleczenie z bohaterami z bajek (zawsze wiszą przy kasie), albo jak już jedzenie – jakąś alternatywę, np. bakalie, batonika owocowo-orzechowego. 

Jeśli MUSI być czekolada – wybieraj tę dobrej jakości, czyli minimalna ilość składników (NIE biała, NIE nadziewana) i najlepiej z całymi orzechami.

Niech dzieci kojarzą słodycze z owocami, orzechami, polskim miodem naturalnym, a nie z gównem w kolorowym opakowaniu. 

Słodzony napój w kolorze marchewki nie zastąpi marchewki choćby nie wiem jak się starać, a do picia służy WODA, nie łoter z siugar.

Pseudo kakałko, pseudo jogurcik, pseudo miłość.

Jeśli kochasz, zadbaj o przyszłość swoich wnuków. Fajna przyszłość to nie jest fundowanie cukrzycy, otyłości i w konsekwencji problemów psychologicznych, hormonalnych i całego kalejdoskopu zdarzeń. Bo nie każde dziecko potrafi ‚zostawić na później’. Nie każde biega cały dzień po podwórku jak kiedyś.

Te słodkości za którymi tęsknisz, których najczęściej w Twoim domu kiedyś nie było – NIE ISTNIEJĄ. W ich miejsce, taśmą produkcyjną płynie najczęściej ściek. Na sklepowych półkach leży sztucznie farbowane BYLE CO z dobrym marketingiem, dobrą reklamą telewizyjną i uśmiechniętą buzią na opakowaniu. Te uśmiechnięte dzieciaki ze szklanego ekranu nawet kijem nie dotkną gówna z tłuszczem częściowo utwardzonym, które reklamują, które tak ufnie kupujesz.

Jeśli kochasz swoje wnuki – poświęć im CZAS, opowiedz ciekawe HISTORIE, zróbcie WSPÓLNIE zdrowe, smaczne ciasto marchewkowe, ciastka owsiane ale błagam – NIE KUPUJ GÓWNIANYCH PRODUKTÓW spożywczych 'dla dzieci’.

O to proszą Cię teraz Twoje Dzieci. Za to podziękują Ci później Twoje Wnuki.

mafia

Mafia Pokarmowa.

Co to mafia – chyba nie muszę tłumaczyć. Ale pewnie nie każdy zdaje sobie sprawę, że w organizmie również funkcjonuje coś na kształt zorganizowanej grupy zdarza się, że przestępczej. Tworzą ją najczęściej żołądek i mózg ale zwykle zatacza szersze kręgi. To Mafia Pokarmowa.

Kupiłaś ciastko, zjadłaś 3/4 i masz dosyć? Wybuliłeś za zapieksa ale w połowie czujesz się najedzony? Jeśli masz opcję i ochotę dokończyć później – schowaj do lodówki na 'za 2-3h’.

Jeśli nie – dobrze Ci radzę: WYWAL RESZTĘ.

Nie kieruj się zasadami.

A zwłaszcza zasadą 'zjedz bo drogie’. Albo 'nie może się zmarnować’, 'nie wypada zostawiać’. Wszystko prawda ale trzeba myśleć o tym wcześniej nakładając na talerz mniej, dzieląc się z kimś lub zamawiając mniej, mniejszą porcję, wersję standard zamiast XXL, jedząc regularnie, nie doprowadzając do napadów głodu i zamawiania bez sensu itp. itd. Jak już zadrzesz z mafią, zapomnij o zasadach.

Nie warto jeść na zapas.

Szanuj swój organizm i jego wyraźne ’nie, dziękuję’. Respektuj czyjeś ’już nie mogę’. Im częściej będziesz to olewał/a, tym szybciej układ pokarmowy i mózg skumają, że masz ich gdzieś – może zrobić sie niemiło, bo oni mają duże wpływy, jak to mafia. Warto mieć z taką bandą siemkę, żeby nie dostać łomotu któregoś pięknego dnia. Albo otyłości trzeciego stopnia. Ty słuchasz ich, oni współpracują z Tobą i wszyscy są szczęśliwi.

Dojadanie.

Po innych oraz po dzieciach też się liczy i to podwójnie bo wszyscy myślą, że się nie liczy. Mózg machnie na to ręką ale żołądek ma taki mały notesik w kieszeni. Ma skubaniec taki mały kołonotatniczek i tam wszyściutko zapisuje. A później jak przyjdzie co do czego to w ryj cukrzycą. Bo jak mafia pokarmowa dogada się z trzustką – po Tobie. Koniec.

Uważaj.

Oni generalnie mają sporo wspólnych biznesów, więc jest bardzo prawdopodobne, że się dogadali już nawet. Konotacje, kolaboracje, inne trudne wyrazy i nagle bęc! Wyskakuj z kaski na badania i leki bo wysepki Langerhansa mają Cię zasadniczo w dupie i tyle z baletów na mieście.

Słuchaj swojego organizmu, Twoja mafia pokarmowa da znać, że jest najedzony. Jeśli jesz szybko – zjesz więcej bo zanim mózg wstanie (a jak wiadomo w mafii bywa różnie, może przecież być na kacu czy coś i ma opóźniony zapłon) to minie z 15 min. Jak jesz wolno i spokojnie – wszyscy są zadowoleni. Jak nie jesz na siłę i nie dojadasz do końca 'bo wypada’ – nie rozpychasz bez sensu żołądka i jest ok.
Mafia pokarmowa lubi jak jest ok więc pilnuj, żeby było ok.

Jak wybrać dobre musli?

Żeby wybrać dobre musli warto odpowiedzieć sobie najpierw na bardzo proste pytanie – ma być zdrowo czy nie? Jeśli masz wylane – sprawa jest prosta bo kupujesz cokolwiek a najczęściej to, co ma dobrą reklamę czyli badziew w ładnym opakowaniu. Jeśli chcesz kupić dobry produkt, rzuć okiem na kilka wskazówek ode mnie.

Jak rozpoznać dobre musli na pierwszy rzut oka.

Spójrz na zawartość cukru w tabeli. O tym jak to zrobić pisałam tu. Jeśli musli zawiera 7-10g cukru na 100g – może być, 15-20g już niekoniecznie, powyżej 20 – wywal.
Dodatkowo: crunchy z definicji jest słabsze.

Jeśli masz więcej czasu.

Zwróć uwagę na skład. Każde słowo 'cukier’, 'syrop’ itp. powinno wzbudzić Twoją niechęć – wywalić. Nie podoba mi się również 'ekstrudat’ (papka zbożowa najczęściej z cukrem) – wywal. Dobrze jest unikać dodatkowych składników typu ’emulgator’, 'aromat’ itp. Ja nie lubię też (niby dobrych) składników typu 'olej’, 'tłuszcz’ bo kupując zdrowy produkt mam je w naturalnej postaci – nie potrzebuję dosypki. Stosując jeszcze bardziej ostre kryteria – nie lubię płatków kukurydzianych (bo zwykle są z cukrem), 'dwutlenku siarki’, 'regulatora kwasowości’ itp. Zdrowe musli to proste musli.

Czego szukać?

Co najchętniej kupuję? Zróżnicowany (zboża) skład, np.: płatki jęczmienne + owsiane + żytnie. Cenię obecność orzechów, migdałów, pestek, nasion, np. siemię lniane, słonecznik, dynia itd. Jeśli nie masz alergii, mogą być też orzechy ziemne.

Przejdźmy do konkretów.

Tym razem wytłumaczę to na przykładzie musli z Lidla. Mam dwa rodzaje bio, dwa rodzaje premium i dwa zwykłe.

Bio.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIVNo fajnie, że bio ale co z tego jak zawartość cukru – masakra. Obecność ekstrudatu – słabo.
Crunchy z definicji jest mniej zdrowe więc nie kopmy leżącego.
Wholegrain byłoby fajne ale nie jest bo zasypali cenne składniki cukrem, słowo 'trzcinowy’ nie rzuca mnie na kolana bo nie jestem idiotą (wiecie jaki mam stosunek do cukru, pisałam o tym tu).
Cenamasakra jak na taki skład. Co ciekawe to samo musli bio w niemiecki lidlu kosztuje 2.59€…

Premium.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIV

Zawartość cukru – dramat. Ależ ja doskonale zdaję sobie sprawę, że wynika to z obecności owoców. Problem w tym, że JA NIE CHCĘ żreć nasmarowanych jakimś tłuszczem, często dodatkowo przecukrzonych (ananas, banan, papaja itd.) owoców z regulatorami kwasowości i przeciwutleniaczami i jeszcze za to dodatkowo płacić! To chyba żart!

Klasyczne.

Processed with MOLDIVProcessed with MOLDIV

Więcej płatków, trochę pestek, nasion, orzechów – fajnie ale znów to owocowe (pomarańczowe opakowanie) zawiera sporo cukru (czyli częściowo odbajerzone owoce). Zwykłe (granatowe opakowanie) muesli z rodzynkami i orzechami wygląda za to dość przytomnie. Nie ideał ale moim zdaniem najlepsze z całego zestawu. Cena 8pln za 1000g. Dobrze liczysz: jest 4 x tańsze od BIO.

Podsumowując.

image

Masz nadmiar gotówki i koniecznie musi być bio? Wybierz pełnoziarniste, byle nie crunchy.
Masz mniejszy budżet? Wybiesz zwykłe: dużo płatków, trochę owoców ale przede wszystkim to co bardzo cenne czyli orzechy, migdały, pestki, nasiona.
Powodzenia!

Ps. Jeśli myślisz, że komuś przydadzą się te wskazówki – udostępnij proszę ten tekst. Po co pochłaniać tony cukru i jeszcze za to przepłacać…?

Lubisz żelki? Kupujesz żelki swojemu dziecku?


Jeśli myślisz, że żelki mogą być choć trochę zdrowe bo dostarczą Tobie lub Twojemu Dziecku cennych substancji typu witaminy- ten tekst jest dla Ciebie.

Szlag mnie trafia jak widzę reklamy syropów cukrowych z cukrem i bajerami pod hasłem 'mleko’ oraz 'jogurt’ albo jeszcze lepiej: 'witaminy’. Najgorsze jest to, że te cuda weszły do aptek i stoją dumnie na półkach na wysokości Twoich oczu i oczu Twojego dziecka, najlepiej jak najbliżej lady.

Marketing – rozumiem.

Ale do jasnej cholery czemu znowu strzał w dzieci i dlaczego tak zmasowane działania w aptekach?! Zauważyliście, że na prawie żadnym opakowaniu aptecznym NIE MA PODANEJ ZAWARTOŚCI CUKRU? Sprawdzałam!

Powiem Wam dlaczego: bo nie musi, bo wynosi ona od ponad 50 do nawet prawie 80%! Przeciętna paczka (100g) żelków to minimum (!) 11 łyżeczek cukru. 

Rekordzista zawierał prawie 16 łyżeczek. W JEDNYM małym (100g) opakowaniu. Serio.

Nie wiem kto rozpoczął modę na ładowanie różnych rzeczy w żelki i udawanie, że są zdrowe ale osoba ta na pewno nieźle na tym zarobiła, mając przy okazji w nosie zdrowie Wasze i Waszych Dzieci – możecie być tego pewni.

Poza tym, ludzie! To są żelki!

Jakie mleko! Jaki jogurt! Jakie witaminy! Ten produkt ma w składzie głównie syrop glukozowy lub glukozowo-fruktozowy plus cukier!

TO NIE ŻART!

Mleka czy jogurtu jest ok. 5% (1 łyżeczka na paczkę!) a na otarcie łez jakieś zhydrolizowane białka.
Czym Wy chcecie odżywić siebie i te biedne dzieciaki? Łyżeczką (ok. 5% na całość) soku z zagęszczonych soków? Regulatorami kwasowości? Aromatami? Koncentratami barwiącymi? Żelatyną i substancją żelującą? Czy nabłyszczającymi woskami?
Jeśli tak, to zacznijcie już odkładać kasę na leczenie cukrzycy, otyłości, próchnicy oraz innych ciekawych atrakcji, które fundujecie sobie i swoim dzieciom ładując w nie tony cukru.

Bo chyba nie myślicie, że tych kilka witaminek wchłania się tak samo z syropu glukozowego (czy glukozowo-fruktozowego) jak ze źródeł naturalnych typu warzywa czy owoce…?

Lody czekoladowe – ranking.

Lody czekoladowe, tak jak inne produkty, mogą być bardziej lub mniej niezdrowe, a skoro są obecne w mojej diecie dość regularnie (niestety – ale od dziś obiecuję poprawę!) a mam wybór, to po cholerę faszerować się byle czym? Mam nadzieję, że ten ranking choć trochę pomoże Wam wybrać mniejsze zło. Mnie pomógł.

Zawodnicy: lody czekoladowe.

W porównaniu biorą udział: 1. Premium z Lidla, 2. Carte Dor (CD) chocolate brownie, 3. Carte Dor (CD) chocolate&hazelnuts Algidy, 4. Haagen-Dazs (HD) Secret Sensations, 5. Haagen-Dazs Chocolate brownie, 6. Zielona Budka (ZB), 7. Bracia Koral (BK) oraz 8. Grycan (G).

Cukier.

Lidl 21.6g/100g,
CD Hazel 24g/100g, 13g/100ml,
CD Brownie 26g/100g, 15g/100ml,
HD Secret 21.4g/100g,
HD Belgian 21.8g/100g,
BK 22.5g/100g,
G 25.2g/100g,
ZB 14g/100ml (przelicznik ml na g pozostaje tajemnicą ale szacuję, że będą miały ok. 24-26g/100g).

Zawartość cukru podobna ale czy jakościowo (pochodzenie cukru) też podobnie…?

Tłuszcz.

Lidl 11.4 (7.5)g/100g,
CD Hazel 11 (8.3)g/100g, 5.7 (4.3)g/100ml,
CD Brownie 6.5 (5.2)g/100g, 3.7 (2.9)g/100ml,
HD Secret 15.4 (9)g/100g,
HD Belgian 20.6 (12.4)g/100g,
BK 15.1 (11.8)g/100g,
G 12.3 (7.6)g/100g,
ZB 7.4 (6.2)g/100ml (przelicznik ml na g nadal pozostaje tajemnicą ale szacuję, że będą miały ok. 14-15 (12-13)g/100g).

Zaskoczenie.

Największym zaskoczeniem jest najniższa zawartość tłuszczu w CD brownie (6.5g) i najwyższa w HD belgian (20.6g) – czyli lody czekoladowe algidy mają ponad 3 x mniej tłuszczu niż HD. Reszta zawiera podobną ilość (11-15g na 100g produktu).

ZB i CD brownie wyróżniają się dużą zawartością nasyconych kwasów w porównaniu do całkowitego tłuszczu (jak kto lubi, dla mnie to minus bo dostarczam w diecie wystarczającą ilość nasyconych z innych źródeł).

Najbardziej skomplikowany skład ma CD brownie: 5 substancji słodzących (w tym syrop glu-fru), 2 rodzaje mąki (w tym pszenna), emulgatory (w tym fosfatydy amonu), stabilizatory, spulchniacz. Przypomina mi to trochę produkty typu 'light’, które owszem zawierają mniej tłuszczu ale idzie za tym skomplikowany skład bo czymś trzeba ten tłuszcz przecież zastąpić, żeby lody smakowały jak lody a nie jak czekoladowe wióry. Jak dla mnie – dyskwalifikacja.

Podobna sytuacja z drugą propozycją od Algidy czyli CD Hazel: syrop glu-fru, syrop glu, glukoza, 3 stabilizatory (w tym karagen), 4 rodzaje emulgatorów, aromaty, orzechy (w postaci pasty!) – 1.5%, to żałosne. Dyskwalifikacja.

ZB i BK wygadają podobnie ale BK zawierają masło i śmietankę (na plus) oraz karagen (na minus). ZB zawiera za to dodatkową glukozę.

Finaliści…?

HD, G i Lidl robią lody czekoladowe na śmietanie. Z tego zestawu najmniej podoba mi się skład tych z Lidla, chociaż HD Secret też nie powala – owszem nie zawierają stabilizatorów ale za to jest mąka pszenna, skrobia kukurydziana, spulchniacz, sól i nieznany aromat, których nie potrzebuję w lodach (i to tych droższych). Lidl jako jedyny zawiera syrop glu-fru (i to już na 3 miejscu!), do tego zwykły cukier i glukoza. HD Secret i G są na cukrze z małym dodatkiem syropu glu. Grycan prócz braku syropu glu-fru i glukozy ma podobny skład do tych z Lidla.

Najprostszym składem wyróżnia się HD belgian: śmietanka, cukier, mleko zagęszczone odtłuszczone, miazga kakaowa, żółtko jaja, olej roślinny (bawełniany, kokosowy), kakao w proszku, naturalny aromat waniliowy, masło kakaowe, emulagtor: lecytyna sojowa. Jest to najbardziej 'naturalny’ skład ALE zawartość tłuszczu (2-3 x większa niż w pozostałych produktach) czyni te lody najbardziej kalorycznymi.

Co zatem wybrać?

Dla mnie gorsza jest zawartość syropu glufru (i generalnie cukru) oraz bajerów (+ mąki) niż tłuszczu (o syropie pisałam tu). Dlatego eliminuję Algidę, HD Secret oraz Lidla. Jeśli mam do wyboru mniej tłuszczów nasyconych to rezygnuję z ZB. BK odpuszczam bo obecność karagenu jednak trochę mnie niepokoi.

Nie ma ideału. HD belgian ma prosty skład ale ta wysoka zawartość tłuszczu i dość wysoka cena nawet podczas promocji… Grycan skład ma bardziej skomplikowany (stabilizatory, dodatek syropu glu) ale jest o połowę tańszy…

Wnioski.

Lody czekoladowe nie są produktem prozdrowotnym, wiadomo. Z założenia zawierają cukier + tłuszcz, tak jak inne słodycze. ALE jeśli mogę kupić produkt lepszej lub gorszej jakości to dlaczego mam odpuszczać z tekstem 'i tak są niezdrowe’? Przecież mogą być bardziej lub mniej niezdrowe! Być może gdybym kupowała je raz na rok, miałoby to mniejsze znaczenie ale niestety jeszcze nie osiągnęłam stanu zen na widok lodów czekoladowych, chociaż się staram.

Podsumowując, wybieram naturalny skład ale postaram się kupować je rzadziej (będę polowała na promocje HD belgian chocolate) niż byle co raz w tygodniu. Jeśli nie znajdę ich w sklepie wybiorę gorszy skład ale z mniejszą ilością bajerów (Grycan) – są bardziej dostępne. W wersji economy pozostaje Zielona Budka, ewentualnie Lidl lub Bracia Koral. Algida zdecydowanie NIE. No chyba, że olewacie aspekt zdrowotny i liczy się niska zawartość tłuszczu. Tylko pamiętajcie, że podczas odchudzania to cukier jest głównym winowajcą.

PS. Ciekawa jestem jak wyglądałby ten ranking biorąc pod uwagę wyłącznie kryterium smakowe…?

10 produktów, które poprawią skórę lepiej niż kosmetyczka.

Możesz wydawać kupę kasy na wizyty i kosmetyki ale jeśli nie idzie za tym prawdziwa dbałość o skórę – nic z tego nie będzie. Na szczęście są produkty, które szczególnie warto spożywać bo poprawią skórę szybko i skutecznie. Większość z nich jest tania i powszechnie dostępna, W PRZECIWIEŃSTWIE do zabiegów, suplementów i kremów specjalistycznych.

1. Woda.

Nie ma nic gorszego dla organizmu (również skóry) niż niska podaż płynów. Ale nie w postaci napojów gazowanych lub innych produktów zawierających cukier, który przyspiesza starzenie się skóry. Zwykłej wody nie zastąpi nawet najdroższy nawilżający krem. Pamiętajcie też, że picie wody podczas upałów jest szczególnie istotne w przypadku małych dzieci i kobiet w ciąży – po jakości skóry (np. wysuszone usta) możemy łatwo poznać, że wody w organizmie brakuje.

2. Żółte, czerwone, pomarańczowe warzywa.

BETA-KAROTEN: zapamiętaj tę nazwę bo to absolutny numer jeden jeśli chodzi o pielęgnację skóry. Zmniejsza wrażliwość na promieniowanie UV, chroni przed powstawaniem plam i przebarwień skóry, opóźnia procesy starzenia, wspomaga także pielęgnację cery trądzikowej. MUSTHAVE bez dwóch zdań!

3. Awokado.

Produkt dla zabieganych. Tłuszcz, witaminy, potas wspomagający krążenie krwi i układ nerwowy – wszystko doskonale wpływa na jakość skóry.

4. Zielone warzywa liściaste.

Zawierają witaminy oraz składniki przeciwzapalne i detoksykujące – wszystkie te substancje doskonale poprawią skórę, zwłaszcza cerę.

5. Orzechy, migdały, pestki.

Cenne tłuszcze, witaminy z grupy B – przeciwdziałają procesowi glikacji (upraszczając: cukrowemu atakowi), spowodowanemu m.in. spożywaniem nadmiaru cukru w diecie, sprzyjają też ujędrnianiu i uelastycznianiu skóry.

6. Pestki dyni.

Obowiązkowa pozycja dla zestresowanych. Oprócz tłuszczu i witamin z grupy B – wysoka zawartość magnezu, którego może takim osobom szczególnie brakować. A jak wiadomo złość (i stres!) piękności szkodzi.

7. Olej lniany i/lub tłuste ryby.

Nawilżający wpływ dobrych tłuszczów z grupy NNKT (niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe) jest nie do podrobienia! Poprawią skórę lepiej niż najdroższy odżywczy krem.

8. Pełnoziarniste produkty.

Błonnik przedłuża odczuwanie sytości po jedzeniu (sprzyja odchudzaniu), ułatwia usuwanie z organizmu toksycznych resztek oraz jest źródłem antyoksydantów. Przyjaciel skóry.

9. Płatki owsiane.

Kolejny produkt dla zabieganych – błonnik, witaminy z grupy B, beta-glukan obniżający poziom cholesterolu itd. Jeśli lubicie produkty 10 w 1, płatki owsiane należą do tej grupy.

10. Jagody i/lub aronia.

Witaminy oraz wysokie dawki antyoksydantów spowalniających procesy starzenia organizmu (a także zapobiegających rozwojowi chorób określanych jako cywilizacyjne), nasze polskie superfoods – absolutny MUSTHAVE dla skóry!

Fajnie iść czasem do fachowca, który zadba o naszą skórę, ale samemu też musimy troszczyć się o jej wygląd. Na szczęście są produkty, które wbrew pozorom nie kosztują dużo, a ich spożywanie znacząco poprawia jakość skóry. Możecie być pewni, że szybko się Wam odwdzięczy, bo skóra bardzo lubi jak się o nią dba.

pieczywo

Czy pieczywo może być szkodliwe?

Czy pieczywo z osiedlowej piekarni jest zdrowsze niż to z supermarketu, z ciasta głęboko mrożonego? Jak się okazuje – bywa różnie.

Jak się chce coś osiągnąć, trzeba próbować.

Moja mała osiedlowa Piekarnia, a raczej sklep z pieczywem. Po kilku nieudanych próbach uzyskania informacji na temat składu sprzedawanego asortymentu wymyśliłam historyjkę + sposób na odwrócenie uwagi Sprzedawczyni (w celu wykonania kilku zdjęć) godne agenta 007. Udało się, ale jakość dowodów adekwatna do entuzjazmu Pani ze sklepu.

A teraz konkrety.

Rzuć okiem na te tabelki. To listy składników poszczególnych produktów. Być może przeczytasz kilka z nich dokładnie ale jeśli nie masz na to czasu – tylko ogarnij wizualnie wielkość poszczególnych rubryk. Zwróć uwagę: to są często proste rodzaje pieczywa – dlaczego mają tak długi i skomplikowany skład? Substancje poprawiające smak, zapach, konsystencję, wygląd,  itd. Polepszacze są praktycznie wszędzie. Znalazłam również KONSERWANTY.

Dlaczego pieczywo może zaszkodzić?

Istnieją normy, zawartość nie przekracza, badania wykazały, ale o co Ci chodzi, nie przesadzaj itp. itd.

Jesz pieczywo codziennie? Ile kromek? Ile kilogramów niepotrzebnego syfu rocznie musi przerobić Twój organizm? Ile osób może mieć alergię lub nietolerancję bo w środku są np. składniki pochodzenia mlecznego, wzmacniacze smaku, konserwanty, barwniki i inne bajery? Ale to jeszcze nic – najlepsze przed Tobą!

Rzuć okiem (np. ciasto drożdżowe):

 

doktorania.pldoktorania.pldoktorania.pldoktorania.pldoktorania.pldoktorania.pl

Droższy znaczy lepszy.

Nic bardziej mylnego. Wśród pospolitych wyrobów są też „batony” – chleb na wagę. Cena 15 pln/kg i wzwyż. Za kilka kromek zapłacisz 6-10 pln. Skład? Ciut lepszy ale POLEPSZACZE NADAL OBECNE.

Zastanawia mnie…

Zainteresował mnie Baton Diabetyka. Jak przeczytałam na stronie Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, „od 2011 roku w piekarniach na terenie całego kraju można nabyć Chleb dla Diabetyków rekomendowany i certyfikowany przez Polskie Stowarzyszenie Diabetyków”. Tej piekarni nie ma na liście (może funkcjonuje pod inną nazwą?) a chleb zawiera cukier. Ile? Nie wiadomo.

Do tego piekarnia ta na swojej stronie internetowej ma opis: ” (…) od X roku zajmuje się produkcją smacznych oraz różnorodnych wypieków według sprawdzonych i zdrowych receptur” – czy to żart?

Ale wiesz co jest najgorsze?

Okrągłe zdania o pieczywie z ciasta głęboko mrożonego znajdziesz tu. Martwi mnie, że małe osiedlowe piekarnie coraz częściej oferują pieczywo słabej jakości, nie wspominając o rozpylaniu spray’u o zapachu bagietki (bez problemu do kupienia przez internet).

Niestety jest całkiem spore prawdopodobieństwo, że to co widzisz na zdjęciach powyżej jest też w Twojej piekarni. Nie wierzysz?

To sprawdź.

badania

Badania kontrolne dla opornych.

Wstajesz rano: łazienka, śniadanie, praca.

Praca poza domem, w domu, przy dzieciach – zawsze coś. Może na wstępie zabrzmi to trochę dziwnie, ale zachęcam Cię do wyjścia rano z domu 1 – 2 razy w roku bez śniadania, na czczo. Mówię zupełnie serio. Wyjdź raz wcześniej z domu i przed pracą zajrzyj do laboratorium diagnostycznego. Podstawowe badania krwi to morfologia i glukoza. Fajnie zrobić też badanie ogólne moczu (dzień wcześniej kup pojemnik w aptece, zbierasz pierwszy poranny mocz) a nawet TSH.

Robisz badania kontrolne regularnie?

Zwykle oznacza to 1 – 2 razy w roku lub tak jak zaleci lekarz. Zorientuj się, czy Twoja Siostra, Brat, Mama, Tata, Partnerka, Partner, Dzieci też badają się raz na jakiś czas? Zapytaj kiedy oddawali krew do przeglądu ostatni raz?

Nie badam się, bo nie muszę.

Przecież jestem zdrowa/y. To super! Bardzo się cieszę! Aby utwierdzić się w tym radosnym przekonaniu warto czasem zrobić proste badanie, bo jak mawiają niektórzy 'nie ma ludzi zdrowych, są tylko nie zdiagnozowani’. A tak serio, jeśli dobrze się czujesz – takie badanie to tylko prosta formalność, po otrzymaniu wyników prawdopodobieństwo 'bycia zdrowym’ jest zdecydowanie większe i o to chodzi.

Nie mam czasu. Nie martw się, proste badanie, które już coś daje można wykonać prywatnie nie zerując zawartości portfela, nie czekając na lekarza, który da (lub nie) skierowanie, nie stojąc w męczących kolejkach itp. itd. Ba! Można to zrobić nawet w weekend! Sprawdź które laboratoria czynne są w sobotę (a nawet w niedzielę!) w Twoim mieście.

Nie mam pieniędzy. To faktycznie może być przeszkoda. Ale jeśli zdobędziesz skierowanie od lekarza – będzie łatwiej. Jeśli nie masz takiej opcji – nie martw się. Podstawowe badania nie kosztują fortuny. Możesz w jednym miesiącu zrobić ogólne moczu (ok. 8 pln), w następnym morfologię (ok. 15 pln) i glukozę (ok. 7 pln) lub przełożyć na następny miesiąc. A może kasa leci jakoś bokiem i zamiast kupować bzdury dasz radę uzbierać 30 pln i uda się zrobić wszystko od razu?

Boję się. Każdy świadomy człowiek boi się czegoś, ja też. Brak strachu ułatwia życie ale czy na pewno…? Pomyśl logicznie – większość chorób naprawdę bez problemu można wyleczyć jeśli zdiagnozowane są wcześnie. To nie mit! Jak zrobisz badanie teraz – nawet jeśli coś Ci dolega – jesteś krok przed chorobą, która nie dała jeszcze objawów. Pokonasz ją! Nie ma się czego bać, bo na pewno wszystko jest w porządku. Zrób to a upewnisz się, że jest ok i strach zniknie. Po co mieć kolejne wątpliwości gdzieś z tyłu głowy? Organizm bardzo tego nie lubi! Do skrytek w mózgu chowaj dobre wspomnienia a nie lęki. Lepiej odwalić i po sprawie.

Trudno się zmobilizować.

Wiem. Badanie krwi, moczu, usg, rtg, cytologia… Jutro, jak będę miała lepszy miesiąc, jak cośtam, ktośtam, gdzieśtam. Ale choroba nie zaczeka aż się zdecydujesz, przestaniesz bać lub znajdziesz 30 pln. Bądź kilka albo chociaż jeden krok przed nią.

Ten jeden krok może uratować Ci życie.

Kategorie: Moja opinia

Lody na patyku – porównanie.

Trzy lody na patyku – waniliowe w czekoladzie z migdałami. Czy są podobne? Który jest lepszy? Sami zobaczcie!

Zacznijmy od składu.

Lody Koral Grand Gold, 95g (120ml), ok. 4 pln: odtworzone mleko odtłuszczone, mleczna czekolada 37% (cukier, masło kakaowe, odtłuszczone mleko w proszku, miazga kakaowa, tłuszcz mleczny, serwatka w proszku (mleko), olej roślinny kokosowy, emulgatory: lecytyny (z soi), E476, wanilia. Masa kakaowa min. 33%), cukier, olej roślinny kokosowy, migdał krojony 8%, odtłuszczone mleko w proszku, syrop glukozowy, emulgator: E 471, stabilizatory: E 410, E 466, E 407, aromat, wanilia naturalna 0,02%.

Lody Algida Magnum almond, 86g (120ml), ok. 5 pln: odtworzone odtłuszczone mleko, cukier, masło kakaowe, preparat serwatkowy (mleko), migdały, olej kokosowy, odtłuszczone mleko w proszku, syrop glukozowy, tłuszcz mleczny, syrop glukozowo-fruktozowy, miazga kakaowa, emulgatory (E 471, E 442, E 476), stabilizatory (E 410, E 412, E 407), kawałki wanilii, aromaty, barwnik (E 160a).

Lody Häagen-Dazs Vanilla Caramel Almond Stickbar, 80g (70ml), ok. 9 pln: lody- śmietana, zagęszczone mleko odtłuszczone, cukier, żółtko jaja, naturalny aromat waniliowy, czekolada- tłuszcz kakaowy, cukier, pasta kakaowa, mleko pełne w proszku, bezwodny tłuszcz z mleka, olej kokosowy, odtłuszczone mleko w proszku, emulgator lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy, sos karmelowy- cukier, zagęszczone mleko odtłuszczone, syrop glukozowy, masło, syrop glukozowy w proszku, sól, substancja żelująca- pektyny, naturalny aromat waniliowy, prażone migdały- migdały, olej z krokosza barwierskiego.

Zawartość cukru.

Cukier na 100g produktu:
Grand / Magnum / HD
24g / 29g / 24.7g

Zawartość tłuszczu.

Tłuszcz na 100g produktu (w nawiasie kwasy tłuszczowe nasycone):
Grand / Magnum / HD
19g (13g) / 21g (13g) / 25.6g (14.4g).

Mój komentarz.

Jeśli chodzi o zawartość cukru – nie ma kolosalnych różnic, chociaż Magnum ma o 1 łyżeczkę więcej. Tłuszcz też podobnie, o 1 łyżeczkę więcej ma HD ale kwasów nasyconych wszystkie trzy zawierają podobną ilość, najmniej tłuszczu ma Grand.

Grand podobny jest do Magnum jeśli chodzi o skład: baza na odtworzonym mleku, tłuszcz mleczny + kokosowy, cukier + syrop glukozowy. Dodane bajery aby składniki trzymały się kupy to emulgatory + stabilizatory. Magnum wyróżnia się obecnością: syropu glukozowo-fruktozowego (brak w Grandzie), barwnika (brak w Grandzie) oraz 3 emulgatorów (Grand ma jeden), w tym polirycynooleinianem poliglicerolu E476. O ten składnik pytał Szymon Kubicki speców z Wedla, przeczytacie o tym tu.
Podsumowując – wybrałabym Granda.

Häagen-Dazs wygląda najbardziej naturalnie na tle kolegów – baza na śmietanie, jeden emulgator, syrop glukozowy (ale wyłącznie jako składnik sosu karmelowego), za to zero stabilizatorów (substancja żelująca – pektyny ale ponownie jako składnik sosu karmelowego). Zawiera najwięcej tłuszczu ale z dwojga złego wybieram mniej cukru niż tłuszczu.

Podsumowując.

Jeśli stać mnie na HD – wybiorę zjedzenie jednego loda o bardziej naturalnym składzie zamiast 2 x Magnum (cenowo wychodzi na to samo) na odtworzonym mleku z 6 polepszaczami. Jeśli szkoda mi kasy – wybieram Granda. Wspieram Polską firmę, stawiam na 4 polepszacze zamiast 6 i mniej cukru oraz tłuszczu.

sorbety

Porównanie lodów – sorbety.

Przedstawiam Wam małe porównanie – sorbety, które obecnie można kupić w sklepach. Mam nadzieję, że pomoże Wam wybrać ulubiony produkt.

Składniki:

Häagen-Dazs (HD) cytryna: woda, cukier, sok cytrynowy odtworzony z zagęszczonego soku cytrynowego 15%, suszony syrop glukozowy, pektyny naturalny aromat cytrynowy.

Grycan cytryna: woda, cytryny – 25%, cukier, stabilizatory i zagęstniki (pektyna, guma guar, guma ksantanowa, mączka chleba świętojańskiego), glukoza, ziemniaczany syrop glukozowy.

Grycan truskawka: truskawki – 45%, woda, cukier, glukoza, ziemniaczany syrop glukozowy, stabilizatory i zagęstniki (guma guar, guma ksantanowa, mączka chleba świętojańskiego), regulator kwasowości (kwas cytrynowy).

Zielona budka (ZB) truskawka: truskawki 47%, woda, cukier, glukoza, syrop glukozowy, zagęszczony sok cytrynowy, stabilizatory (guma guar, karagen).

Grycan w porównaniu do HD.

Grycan ma więcej (teoretycznie bezpiecznych) substancji zagęszczających ale też więcej owoców i to nie średnio wartościowego soku tylko po prostu owoców. Zawartość cukru podobna, chociaż w Grycanie cukier na 3 miejscu, w HD już na 2. Cena ok 10 pln (Grycan), ok. 24 pln (HD) za 500ml.

Grycan w porównaniu do ZB.

Skład wygląda podobnie (zawartość truskawek i cukru zbliżona) z małym ALE: w lodach Grycana obecny jest kwas cytrynowy (w ZB sok cytrynowy a więc lepiej) ale za to brak karagenu (w ZB jest). Karagen jest zagęstnikiem o nadszarpniętej reputacji. Teoretycznie bezpieczny, wg niektórych autorów uznany za szkodliwy. Poczekamy, zobaczymy.

Mój komentarz.

Ponieważ większość sorbetów ma podobną zawartość cukru (średnio 21 – 24 g na 100 g produktu, czyli ok. 5 łyżeczek na ok. pół szklanki) skupię się na pozostałych składnikach z zaznaczeniem, że chętniej wybieram:

owoce (cukier 'naturalny’) > cukier > glukoza > syropy > fruktoza 'sztuczna’.

Generalnie unikałabym zagęstników. To nie są składniki niezbędne w standardowej diecie, a zdarzają się alergie i 'atrakcje’ pokarmowe.
Akurat sorbety to coś, co bardzo łatwo można zrobić samemu (ulubione owoce np. banany bio, truskawki zmiażdżyć, zmieszać zamrozić, koniec), zwłaszcza, że formy do robienia lodów są łatwo dostępne w sklepach.

Jeśli lubicie i często wybieracie sorbety, spróbujcie zrobić je w domu zamiast kupować – taniej i dużo zdrowiej (super pomysł zwłaszcza dla dzieci, starszak może zrobić lody samemu – rozgniata banany widelcem, wkłada do formy itd.).

Jeśli musicie kupić: kochacie sorbety i stać Was na HD? Może lepiej wybrać właśnie propozycję bez gumy guar i ksantanowej. Jecie sporadycznie i budżet nie pozwala? Kierowałabym się smakiem i samopoczuciem po spożyciu (zagęstniki), pamiętając o tym, że nie wszystkie substancje pochodzenia naturalnego są zdrowe i / lub obojętne dla organizmu.

Jeszcze kilka uwag o sorbetach 'naturalnych’ z popularnych ostatnio 'domowych lodziarni’- trzeba dowiadywać się jaki jest skład! Kogo nie zapytam, prawie wszyscy producenci dodają pektyny (czy coś jeszcze?) i słodzą fruktozą. Czy takie sorbety są bardziej wartościowe? Te zawierające dużo owoców i mało bajerów są fajne ale szczerze? Ja wolę mały dodatek zwykłego cukru zamiast dosypki fruktozy.

Jakie są Wasze ulubione sorbety? Koniecznie sprawdźcie jaki mają skład w porównaniu z wymienionymi!