Lody na patyku – porównanie.

Trzy lody na patyku – waniliowe w czekoladzie z migdałami. Czy są podobne? Który jest lepszy? Sami zobaczcie!

Zacznijmy od składu.

Lody Koral Grand Gold, 95g (120ml), ok. 4 pln: odtworzone mleko odtłuszczone, mleczna czekolada 37% (cukier, masło kakaowe, odtłuszczone mleko w proszku, miazga kakaowa, tłuszcz mleczny, serwatka w proszku (mleko), olej roślinny kokosowy, emulgatory: lecytyny (z soi), E476, wanilia. Masa kakaowa min. 33%), cukier, olej roślinny kokosowy, migdał krojony 8%, odtłuszczone mleko w proszku, syrop glukozowy, emulgator: E 471, stabilizatory: E 410, E 466, E 407, aromat, wanilia naturalna 0,02%.

Lody Algida Magnum almond, 86g (120ml), ok. 5 pln: odtworzone odtłuszczone mleko, cukier, masło kakaowe, preparat serwatkowy (mleko), migdały, olej kokosowy, odtłuszczone mleko w proszku, syrop glukozowy, tłuszcz mleczny, syrop glukozowo-fruktozowy, miazga kakaowa, emulgatory (E 471, E 442, E 476), stabilizatory (E 410, E 412, E 407), kawałki wanilii, aromaty, barwnik (E 160a).

Lody Häagen-Dazs Vanilla Caramel Almond Stickbar, 80g (70ml), ok. 9 pln: lody- śmietana, zagęszczone mleko odtłuszczone, cukier, żółtko jaja, naturalny aromat waniliowy, czekolada- tłuszcz kakaowy, cukier, pasta kakaowa, mleko pełne w proszku, bezwodny tłuszcz z mleka, olej kokosowy, odtłuszczone mleko w proszku, emulgator lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy, sos karmelowy- cukier, zagęszczone mleko odtłuszczone, syrop glukozowy, masło, syrop glukozowy w proszku, sól, substancja żelująca- pektyny, naturalny aromat waniliowy, prażone migdały- migdały, olej z krokosza barwierskiego.

Zawartość cukru.

Cukier na 100g produktu:
Grand / Magnum / HD
24g / 29g / 24.7g

Zawartość tłuszczu.

Tłuszcz na 100g produktu (w nawiasie kwasy tłuszczowe nasycone):
Grand / Magnum / HD
19g (13g) / 21g (13g) / 25.6g (14.4g).

Mój komentarz.

Jeśli chodzi o zawartość cukru – nie ma kolosalnych różnic, chociaż Magnum ma o 1 łyżeczkę więcej. Tłuszcz też podobnie, o 1 łyżeczkę więcej ma HD ale kwasów nasyconych wszystkie trzy zawierają podobną ilość, najmniej tłuszczu ma Grand.

Grand podobny jest do Magnum jeśli chodzi o skład: baza na odtworzonym mleku, tłuszcz mleczny + kokosowy, cukier + syrop glukozowy. Dodane bajery aby składniki trzymały się kupy to emulgatory + stabilizatory. Magnum wyróżnia się obecnością: syropu glukozowo-fruktozowego (brak w Grandzie), barwnika (brak w Grandzie) oraz 3 emulgatorów (Grand ma jeden), w tym polirycynooleinianem poliglicerolu E476. O ten składnik pytał Szymon Kubicki speców z Wedla, przeczytacie o tym tu.
Podsumowując – wybrałabym Granda.

Häagen-Dazs wygląda najbardziej naturalnie na tle kolegów – baza na śmietanie, jeden emulgator, syrop glukozowy (ale wyłącznie jako składnik sosu karmelowego), za to zero stabilizatorów (substancja żelująca – pektyny ale ponownie jako składnik sosu karmelowego). Zawiera najwięcej tłuszczu ale z dwojga złego wybieram mniej cukru niż tłuszczu.

Podsumowując.

Jeśli stać mnie na HD – wybiorę zjedzenie jednego loda o bardziej naturalnym składzie zamiast 2 x Magnum (cenowo wychodzi na to samo) na odtworzonym mleku z 6 polepszaczami. Jeśli szkoda mi kasy – wybieram Granda. Wspieram Polską firmę, stawiam na 4 polepszacze zamiast 6 i mniej cukru oraz tłuszczu.

sorbety

Porównanie lodów – sorbety.

Przedstawiam Wam małe porównanie – sorbety, które obecnie można kupić w sklepach. Mam nadzieję, że pomoże Wam wybrać ulubiony produkt.

Składniki:

Häagen-Dazs (HD) cytryna: woda, cukier, sok cytrynowy odtworzony z zagęszczonego soku cytrynowego 15%, suszony syrop glukozowy, pektyny naturalny aromat cytrynowy.

Grycan cytryna: woda, cytryny – 25%, cukier, stabilizatory i zagęstniki (pektyna, guma guar, guma ksantanowa, mączka chleba świętojańskiego), glukoza, ziemniaczany syrop glukozowy.

Grycan truskawka: truskawki – 45%, woda, cukier, glukoza, ziemniaczany syrop glukozowy, stabilizatory i zagęstniki (guma guar, guma ksantanowa, mączka chleba świętojańskiego), regulator kwasowości (kwas cytrynowy).

Zielona budka (ZB) truskawka: truskawki 47%, woda, cukier, glukoza, syrop glukozowy, zagęszczony sok cytrynowy, stabilizatory (guma guar, karagen).

Grycan w porównaniu do HD.

Grycan ma więcej (teoretycznie bezpiecznych) substancji zagęszczających ale też więcej owoców i to nie średnio wartościowego soku tylko po prostu owoców. Zawartość cukru podobna, chociaż w Grycanie cukier na 3 miejscu, w HD już na 2. Cena ok 10 pln (Grycan), ok. 24 pln (HD) za 500ml.

Grycan w porównaniu do ZB.

Skład wygląda podobnie (zawartość truskawek i cukru zbliżona) z małym ALE: w lodach Grycana obecny jest kwas cytrynowy (w ZB sok cytrynowy a więc lepiej) ale za to brak karagenu (w ZB jest). Karagen jest zagęstnikiem o nadszarpniętej reputacji. Teoretycznie bezpieczny, wg niektórych autorów uznany za szkodliwy. Poczekamy, zobaczymy.

Mój komentarz.

Ponieważ większość sorbetów ma podobną zawartość cukru (średnio 21 – 24 g na 100 g produktu, czyli ok. 5 łyżeczek na ok. pół szklanki) skupię się na pozostałych składnikach z zaznaczeniem, że chętniej wybieram:

owoce (cukier 'naturalny’) > cukier > glukoza > syropy > fruktoza 'sztuczna’.

Generalnie unikałabym zagęstników. To nie są składniki niezbędne w standardowej diecie, a zdarzają się alergie i 'atrakcje’ pokarmowe.
Akurat sorbety to coś, co bardzo łatwo można zrobić samemu (ulubione owoce np. banany bio, truskawki zmiażdżyć, zmieszać zamrozić, koniec), zwłaszcza, że formy do robienia lodów są łatwo dostępne w sklepach.

Jeśli lubicie i często wybieracie sorbety, spróbujcie zrobić je w domu zamiast kupować – taniej i dużo zdrowiej (super pomysł zwłaszcza dla dzieci, starszak może zrobić lody samemu – rozgniata banany widelcem, wkłada do formy itd.).

Jeśli musicie kupić: kochacie sorbety i stać Was na HD? Może lepiej wybrać właśnie propozycję bez gumy guar i ksantanowej. Jecie sporadycznie i budżet nie pozwala? Kierowałabym się smakiem i samopoczuciem po spożyciu (zagęstniki), pamiętając o tym, że nie wszystkie substancje pochodzenia naturalnego są zdrowe i / lub obojętne dla organizmu.

Jeszcze kilka uwag o sorbetach 'naturalnych’ z popularnych ostatnio 'domowych lodziarni’- trzeba dowiadywać się jaki jest skład! Kogo nie zapytam, prawie wszyscy producenci dodają pektyny (czy coś jeszcze?) i słodzą fruktozą. Czy takie sorbety są bardziej wartościowe? Te zawierające dużo owoców i mało bajerów są fajne ale szczerze? Ja wolę mały dodatek zwykłego cukru zamiast dosypki fruktozy.

Jakie są Wasze ulubione sorbety? Koniecznie sprawdźcie jaki mają skład w porównaniu z wymienionymi!

Czy kaszki dla dzieci są zdrowe?

Czy produkt leżący na półce ze zdrową żywnością’ jest bardziej wartościowy? Jak widzę na opakowaniu uśmiechnięte dzieciaki i wielkie kolorowe owoce to zwykle zapala mi się czerwona lampka, tak było i tym razem.

Dziś o kaszce mleczno-kukurydzianej Celiko. Nie mam nic do firmy Celiko- przeciwnie, uważam, że mają fajne pomysły ale tym razem jak dla mnie kulą w płot.

Zacznę od końca, tzn. od zawartości cukru: 56g na 100g produktu (czyli w porcji ponad 5.5 łyżeczki). Jak ktoś dużo biega- czemu nie. Jak ktoś siedzi- trochę dużo. Moim zdaniem? Jest to dla każdego dziecka spora dawka cukru w dużej mierze pochodzenia 'sztucznego’.

W tym momencie powinno nastąpić 'dziękuję, do widzenia’ ale zobaczcie co jeszcze ciekawego producent przeznaczył dla kolorowych uśmiechniętych dzieci prócz cukru i syropu glukozowego.

Trzon produktu stanowi kaszka kukurydziana (50%) + mleko w proszku (16%). Do kompletu cześciowo utwardzony tłuszcz palmowy. Słowo 'utwardzony’ powinno budzić u Was jawny sprzeciw. To nie jest dobra grupa tłuszczów dla dorosłych (choroby krążenia, otyłość), tym bardziej dla dzieci. 'Palmowego’ też nie lubię- nie jest aż tak wartościowy, żebym padała na kolana plus otoczka ekologiczna.

Truskawki są w ilości 2.5% na całość, naturalnie w proszku. Niestety główny składnik tego proszku to maltodekstryna, mająca tyle wspólnego z truskawkami co kwiatek z kożuchem.

Do tego w składzie jakieś witaminy (zalewane wodą 75’C, heh) oraz 'minerały’ (na studiach mówili, że 'minerały to są w ziemi’), regulator kwasowości, przeciwzbrylacz, aromat, sól.

Jakaś alternatywa? Pewnie! Kaszka kukurydziana zwykła bez dodatków (owsiana, jaglana itp.) z jogurtem (kefirem, maślanką) z truskawkami lub innymi świeżymi lub suszonymi (byle umytymi!) owocami (dla starszych dzieci: pestkami, nasionami plus ewentualnie lokalnym miodem naturalnym).

Prościej, taniej ale przede wszystkim zdrowiej.

Tani lunch (za 4 pln) w samochodzie.

Kolejna historia z cyklu 'Kupić i zjeść w 5 minut’. Wpadłam jak burza do galerii handlowej, miałam sprawę 'na wczoraj’. Po drodze był Rossmann – dwie minuty i mam co jeść.

Kanapki? Zupa? Niestety, dziś nie miałam szans, wypadło niespodziewane spotkanie i tyle w temacie. Wybrałam 'Pieczywo chrupkie na naturalnym zakwasie’ w postaci małych kawałków.

image

Dlaczego?
1. Zawiera całkiem SPORO ZIAREN, co widać przez folię.
2. Zawiera MAŁO CUKRU, 1.2 g na 100 g produktu. Zjadłam prawie pół paczki, co daje ok. 1/10 łyżeczki.
3. Zawiera sporo tłuszczu jak na taki produkt, aż 15.6 g na 100 g. Ale ten TŁUSZCZ nie jest zły (ziarna słonecznika i sezamu, oliwa z oliwek), źródło energii, której potrzebuję.
4. Zawiera węglowodany złożone (mąka pszenna, graham, żytnia, kukurydziana) – organizm zajmie się robotą (będzie sobie spokojnie trawił), ja będę dłużej najedzona i wszyscy są zadowoleni.
5. Łatwo jeść w samochodzie, nic się nie kruszy.

image

Wiadomo, że nie jest idealnie i nie jest to produkt, którym będę się obżerała codziennie: dosypali glutenu oraz główny składnik to zwykła mąka pszenna (wolałabym np. żytnią). Nie wspominając o tym, że nie ma warzyw ale to oczywiste. Trzeba też wziąć pod uwagę, że jest to pieczywo wysoko kaloryczne: 100 g to prawie 460 kcal. Pół paczki brzmi lepiej – 230 kcal, poza tym nasiona + pestki są zdrowe i potrzebne w codziennej diecie.

Jako alternatywa fastfoodów z bezwartościową bułą, słonymi frytami, tłuszczami utwardzonymi i/lub pseudomięsem ze zmielonej budy, po których boli mnie brzuch a za godzinę i tak jestem głodna – dla mnie ten produkt sporadycznie jest ok.

Dlaczego cukier wpływa na płodność?

Statystycznie większość z Was wie, że nadmiar cukru może być przyczyną wielu chorób. Kojarzymy cukrzycę, otyłość oraz związane z tym choroby układu krążenia. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że regularne spożywanie cukru w większych ilościach (przy niskiej aktywności fizycznej) może skutkować nie tylko zwiększeniem masy ciała (co ma negatywny wpływ na płodność) ale też ZABURZENIAMI HORMONALNYMI występującymi również u osób NIE MAJĄCYCH nadwagi. Dlaczego tak się dzieje?

Węglowodany oddziałują na stężenie glukozy i insuliny we krwi. Gdy ich podaż (zwłaszcza produktów o wysokim IG- indeksie glikemicznym, czyli szybko podnoszących poziom glukozy) jest stale zbyt wysoka, może prowadzić to do zakłócenia równowagi związanej z regulacją poziomu glukozy we krwi, za którą odpowiada INSULINA. Po spożyciu produktu bogatego w cukier (np. słodyczy), poziom glukozy gwałtownie podnosi się, następnie wyrzut insuliny pojawia się w celu wyrównania. Przy systematycznej podaży większych dawek cukru insulina utrzymuje się na wysokim poziomie- stan ten nazywamy hiperinsulinemią, czego konsekwencją może być insulinooporność. Oznacza to, że tkanki przestają prawidłowo reagować na ten hormon, co (łącznie z hiperinsulinemią) zaburza równowagę hormonalną (insulina związana jest również z innymi procesami w organizmie). Insulinooporności sprzyja występowanie nadmiaru tkanki tłuszczowej, której odkładanie wzmaga sama insulina. W prostych słowach: organizm lubi równowagę i spokój bo wszystko ma elegancko poukładane- hormony krążą we krwi przekazując różne informacje, wszyscy ładnie pracują jak przysłowiowy facet z taczką. Jeśli w każdym posiłku dostarczasz cukry proste (patrząc na składy produktów nie jest to wcale takie trudne) i to w nadmiarze- następuje zaburzenie równowagi, za dużo glukozy, insuliny, sprzeczne komunikaty, nawet chaos. Generalnie jest 'taki zapieprz, że nie ma kiedy taczki załadować’. Co to oznacza?

Gdy jesteśmy głodni, spożywamy posiłek ale zamiast sytości nadal mamy apetyt, więc jemy więcej. Dzieje się tak również dlatego, że otyłość wiąże się z zaburzeniami poziomu leptyny- substancji odpowiedzialnej za uczucie sytości. Dodatkowo nieprawidłowy poziom leptyny oddziałuje poprzez receptory na komórki ziarniste i hamuje syntezę hormonów steroidowych. Zmiany te wpływają na funkcjonowanie jajników i jakość oocytów, co powoduje zaburzenia menstruacji i może mieć negatywny wpływ na płodność.  Wg badaczy leptyna może pełnić rolę łącznika między odżywianiem a reprodukcją- zgromadzone dane wskazują na udział leptyny w regulacji procesów związanych z dojrzewaniem seksualnym oraz rozrodem.

Niestety to nie wszystko, otyłość oznacza też zwiększoną produkcję estrogenów, których liczba koreluje z wydzielaniem hormonu luteinizującego (LH) oraz zwiększonym stosunkiem LH/FSH (FSH – hormon folikulotropowy), co niekorzystnie wpływa na wzrost pęcherzyków jajnikowych. Zawartość tkanki tłuszczowej determinuje również morfologię i grubość endometrium, jakość oocytu i embrionu. Nie dziwi więc fakt, że kobiety z nadmierną masą ciała mają TRZYKROTNIE WIĘKSZE RYZYKO wystąpienia zaburzeń płodności.

O czym warto jeszcze pamiętać? O tym, że oprócz spożywania nadmiaru 'zwykłego’ cukru (sacharozy), niekorzystna jest też podaż FRUKTOZY (dodawanej do niektórych napojów, lodów itp.), która nie powoduje skoków insuliny, ale jest dużo łatwiej przekształcana w tkankę tłuszczową. Więcej o fruktozie znajdziecie tu. Zamiast żywności przetworzonej i produktów o wysokiej zawartości cukru lub (co gorsze) syropów cukrowych, jadłospis warto wzbogacać o węglowodany złożone (pełnoziarniste pieczywo, kasze), produkty o niższym IG, dzięki którym nie narażamy się na gwałtowne skoki glukozy (a w konsekwencji insuliny). Rezygnując z nadmiaru słodyczy (np. 1 – 2 kostki czekolady zamiast połowy tabliczki) warto również ograniczać spożycie owoców do jednej porcji dziennie.

Nie myślcie sobie, że uwagi te dotyczą wyłącznie kobiet! U otyłych MĘŻCZYZN ryzyko zaburzeń erekcji jest trzykrotnie większe w niż u mężczyzn z prawidłową masą ciała. Im wyższa masa ciała tym niższe jest również stężenie testosteronu (uczestniczącego w procesie powstawania i dojrzewania plemników).

Jaki z tego wniosek? Stabilizacja poziomu cukru we krwi oraz skuteczna walka z otyłością może być jednym z elementów dbania o siebie oraz leczenia niepłodności i to bardzo ważnym, ponieważ ma dobrze udokumentowane pozytywne efekty. ALE bezmyślne odchudzanie pod postacią eliminacji tłuszczu z diety może mieć negatywny wpływ bo zarówno nadmiar, jak i niedobór masy ciała wynikające ze sposobu żywienia mogą negatywnie wpływać na płodność.  Myślę, że warto spróbować i zacząć od obserwowania siebie – kiedy i dlaczego spożywamy produkty słodzone. Jeśli potrzebujesz wsparcia w tym temacie – więcej informacji jak ograniczyć cukry proste i cukier dodany oraz sporo prostych wskazówek jak zadbać o siebie i o rodzinę znajdziesz na mojej platformie edukacyjnej (klik). Jeśli chcesz w 2 tygodnie zacząć kontrolować to co kupujesz oraz ilość cukru, którą spożywasz w tym prostym szkoleniu (klik) nauczę Cię kilku prostych trików – wystarczy 10 minut dziennie (to szkolenie jest też na mojej platformie w pakiecie premium).

Sos do spaghetti – porównanie.

Jesteś na wakacjach, nie gotujesz DLA ZASADY ale…spaghetti by się zjadło. Sos gotowiec, najlepiej ze słoika- wiadomo! Jaki wybrać? Na rynku całkiem sporo produktów: do wyboru do koloru.

Podstawowa selekcja: konserwanty i wzmacniacze smaku odpadają. Ja dziękuję również za syrop glukozowo-fruktozowy, substancje zagęszczające, regulatory oraz nieznane aromaty i przyprawy (jak w przykładowym Bolońskim Aspiro).

Processed with MOLDIV

Okazuje się, że na szczęście można kupić prosty sos: pomidory + inne warzywa, sól, cukier (Barilla Arrabbiata). Nic więcej i o to chodzi!

Processed with MOLDIV

Ciekawostką jest wypuszczony przez Knorra 'naturalnie smaczny’ sos w proszku ’100% naturalnych składników’. Sosy w proszku z reguły są słabe, ten jest faktycznie ciut lepszy (przecier pomidorowy 38%, cebula 14%, reszta to cukier, sól, suszone pomidory i inne warzywa, skrobia itd. czyli nie ma tragedii). ALE czy ktoś z Was zwrócił uwagę na zawartość cukru i soli…? Processed with MOLDIV

W tym cudzie natury aż 38% składu to cukier (naturalny + dodany), czyli 3.3 łyżeczki w paczuszce (43g). Jak zrobię danie (dla mnie paczka na 1-2 porcje a nie jak sugeruje producent na 3) to wychodzi 1.7-3.3 łyżeczki. W sosie ze słoika cukier to średnio 4.5-5.5g/100g produktu czyli jedząc 1/3 słoika na raz dostanę ok. 1.2-1.5 łyżeczki. Sól w Knorrze to 11.7% czyli dostanę ciut ponad 1 łyżeczkę jedząc zawartość paczki (1/2 łyżeczki w połowie paczki). W słoiku 1-1.4g./100g, w 1/3 słoika zatem ok. 0.3 łyżeczki. Niby niewielka różnica ale…no właśnie.

Pojedynek zdecydowanie wygrywa Barilla– pod każdym względem!

Kilka słów komentarza:

1. Byłam dziś w Biedronce- nie jestem tam częstym gościem, do tego niemiło wspominam aferę z robieniem zdjęć. Mój wniosek nie jest dla niektórych zaskoczeniem: produkty robione przez różne firmy DLA Biedronki bywają słabej jakości. Na pewno nie wszystkie, znalazłam też kilka całkiem przyzwoitych i na pewno je tu + na Instagram (Doktorania) wrzucę ale serio, 80% tego co dziś wzięłam do reki było słabe, zwłaszcza propozycje dla dzieci (słodycze, jogurty itd).

2. Barilla ma całkiem dobre, proste sosy oraz pesto! Oczywiście nie wszystkie ale chyba łatwiej znaleźć lepsze niż gorsze.

3. Knorr idzie z duchem czasu. Cieszę się, że wypuścili taki produkt- nie jest idealny ale różnica między ich klasykami typu kostki (tfu) itp. a tym- ogromna.

List otwarty do Kubusia.

Drogi Kubusiu!

Dlaczego robisz nam wodę z mózgu?

Jeszcze soki z zagęszczonych cieczy byłam w stanie przeboleć ale obecna ekspansja 'zbożowych’, 'maślanych’ i 'mlecznych’ cudów zaczyna mnie irytować. Prawie każdy twój produkt trafia na mój instagram, a uwierz – nie jest to dobry znak.

Umówmy się – słodycze to słodycze. Kupujemy je w konkretnym celu. Nie kupujemy ich aby uzupełnić niedobory witamin lub składników odżywczych i niech tak zostanie. Nie uczmy naszych dzieci, że słodycze mogą mieć jakiekolwiek nawet śladowe wartości prozdrowotne. Jeśli mają to super, ale założenie odpuśćmy.

Nie pisz na opakowaniu '8 zbóż i mleko’ jeśli dodajesz jakieś śmieszne cyferki typu 2.4% mleka w proszku albo 'ciasteczka maślane’ i bęc! 1.9% masła. Nie uczmy dzieci, że ’water’ (napisałeś sprytnie 'waterrr’ – wow! Niebywały sukces marketingowy!) znaczy woda z cukrem (tak, wiem, że masz też zwykłą wodę). Nie wspominając o tym, że butla Play ma prawie 8 łyżeczek cukru, a mała buteleczka GO ponad 6.

Polska już w tej chwili zaczyna przodować w wybranych rankingach otyłości wśród dzieci, nie wiesz przypadkiem dlaczego?

Cukier jest potrzebny – zaraz rykniesz. Tak, oczywiście, że jest! Zwłaszcza szalejącym na powietrzu dzieciakom!

A teraz pokaż mi ile spośród kupujących taką butlę z 8 łyżeczkami cukru idzie grać na boisku, a ile na telefonie/ tablecie/ PS/ kompie.

Jak Ci się nie podoba to nie kupuj – powiesz obrażony. Owszem, ja nie kupuję ale leżysz zwykle na dolnych półkach tak, aby dzieci mogły same po ciebie siegnąć, a nie wszystkie maluchy dadzą sobie wytłumaczyć, że mleko, masło i różnorodność zbóż mogą być głównie na opakowaniu.

Są też piękne frazesy, na które nabierają się zabiegani rodzice. Czytajcie składy – powiesz. Ale jak tu czytać malutkie literki po 8h przy kompie, mając ciężką torbę z jednej strony oraz wyjącego przedszkolaka z drugiej? Trzeciej ręki brak.

Z resztą każda osoba kupująca produkt przeznaczony dla dzieci wychodzi z założenia, że powinien być on najlepszej jakości. Czy nadmiar cukru, oleje utwardzane i różne ulepszające bajery to serio takie rarytasy? Nawet do durnego musu owocowego dodajesz aromaty.  Po co?

Tak btw., ciekawe jaki jest procentowy udział mąk w zbożowych tabliczkach. Chyba mam złe przeczucia widząc w składzie kolejne niepotrzebne dzieciom dodatki, np. difosforany.

Nie da się inaczej – krzykniesz. Da się, ale trzeba chcieć. Dlaczego do jasnej cholery nie wpadniesz na pomysł promowania warzyw pięknymi opakowaniami i zgodnymi z prawdą hasłami o zdrowiu?

Demonizuję i przesadzam? Pojedź do dowolnego gimnazjum w Polsce. Zobacz ile dzieci ma nadwagę.

Dzieci. Mają nadwagę! Programowanie chorób od małego. Dlaczego? To się nie mieści w głowie!

Pamiętasz ile dzieci z podstawówki miało nadwagę 20-30 lat temu? Pewnie – rozwój technologii, telefony, tablety. Ale gdyby grał żrąc brokuły toby nie przytył – gwarantuję.

Ale, że co – nie można promować warzyw pięknymi opakowaniami i zgodnymi z prawdą hasłami o zdrowiu?

Powiem ci w sekrecie, że obserwuję polski rynek spożywczy bardzo uważnie i wiem, że producenci wprowadzają produkty z warzywami. Są już chrupki kukurydziane z marchewką, chrupki zbożowe z marchewką i pomidorem – będzie tego coraz więcej.

Ludzie dorośli nie są aż tak głupi, prędzej czy później skapną się co jest dobre, a co nie. Ale szkoda małych dzieci. One nie potrafią czytać, a budowanie złych nawyków od pierwszych lat życia przyniesie w przyszłości straszliwe żniwo.

Ale ciebie to nie dotyczy. Twoje dzieci nie żrą utwardzanych olejów roślinnych tylko pyszny zdrowy miodek naturalny więc możesz mieć resztę w dupie.

Nie masz w dupie? A chcesz wzorować się na zagranicznych potentatach mających dobro dzieci wyłącznie na plakatach i opakowaniach? Czemu nie zatrudnisz speca od zdrowego żywienia i nie zmienicie składów na jeszcze bardziej przyjazne dzieciom? To ogromna szansa dla Ciebie.

Wiedz, że idzie nowe, lepsze. Sądząc po moich profilach w mediach społecznościowych, komentarzach oraz prywatnych wiadomościach – powiększa się armia ludzi, którzy nie wyrażają zgody na robienie z siebie idiotów. Którzy żyją świadomie i tę świadomość przekazują następnemu pokoleniu. Którzy nie mają ochoty na 'bylejakość’. 

Bo dobra jakość nie zawsze jest kwestią ceny ale zawsze jest kwestią mózgu, czego i tobie życzę.

Bez poważania jak na razie ale wszystko w twoich rękach. A właściwie łapach.
Doktor Ania

Czy istnieją zamienniki cukru?

Całą dyskusję o zamiennikach można sprowadzić do jednego banalnego stwierdzenia: słodkie to słodkie. Brązowy, trzcinowy, z czegoś tam, taki, siaki, mający mniej lub więcej kcal, większy lub mniejszy IG – to nadal cukier i / LUB nadal towarzyszy nam słodki smak oraz budowanie złego nawyku (zwłaszcza u dzieci).

Nie bądźmy hipokrytami.

Wiele osób lubi częściej lub rzadziej zjeść coś słodkiego ale (nie oszukujmy się!) nie potrzebujemy go AŻ TYLE. Czy wiesz, że obecnie zjadamy go 10 x więcej niż 100 lat temu?!

Dlatego warto jeść 3-5 zbilansowanych posiłków zawierających węglowodany złożone i nie mieć napadów głodu czy „ataków cukrowych”.

Wyobraźmy sobie, że…

Wyobraźmy sobie, że węglowodany złożone są jak döner kebab, natomiast organizm jest jak kebab-mistrz (gość od krojenia i nakładania): przyjeżdża taki wielki döner (kawał mięsa), wrzuta na pionowy rożen, następnie elegancko opieczony jest spokojnie porozdzielany przez mistrza (organizm) jak komu co potrzeba w danej chwili i wszyscy są zadowoleni. Mamy tu kulturalne rozdawnictwo – każdy czeka grzecznie w kolejce, nie ma bijatyk ani przepychanek. Każdy klient ma inne potrzeby: przychodzi taki mózg i prosi kebab + pitę (duża płaska bułka), a układ pokarmowy chce do tego surówkę, a wątroba woli np. rollo (naleśnik) itd.

A co się dzieje jak nażremy się cukru? Wyobraź sobie, że organizm czeka na mięso, a tu wjeżdża mu nagle na kwaterę 500 gotowych do sprzedania, zawiniętych w folię durumów (w tej roli wystąpi dziś cukier) z majonezem (niestety) i robi się bałagan, wszyscy się wkurzają bo ten prosił z sosem jogurtowym małą porcję, ten więcej ale z keczupem i nie w tej kolejności, ten bez surówki, a tamten bez sosu, bułka, naleśnik, fryty itd. A tu – nie ma! Jest 500 z majonezem i coś z tym trzeba zrobić. A jeszcze tkanka tłuszczowa coś szmugluje na boku (bo ktoś nażarł się fruktozy) i już w ogóle wszyscy są wściekli. Na pomoc wpada straż miejska (insulina), robi porządek i niby wszystko wraca do normy ale tylko pozornie. Nikt bowiem nie lubi jak przy jedzeniu sterczy mu nad głową jakiś gościu i liczy kalorie czy wręcz komentuje, że zabijasz zwierzęta i że obok jest kebab wegetariański, też dobry tylko lepszy.

A jak koniecznie trzeba dodać czegoś słodkiego?

Jeśli nie muszę – nie stosuję erytrolu i innych 'oli’, bo nawet po teoretycznie zdrowym ksylitolu spożytym w nadmiarze (dla każdego to inna ilość) mogą wystąpić problemy z układem pokarmowym, a nieprzyjaciele mojego układu pokarmowego są moimi nieprzyjaciółmi. Sporadycznie – nie ma sprawy. Nie masz sensacji po ksylitolu? Super, ja niestety mam. Ale podkreślam – wszystko jest dla ludzi, jeśli są to dopuszczone przez organizacje badające dodatki spożywcze ilości i nic Ci nie dolega.

Absolutnie nie polecam stosowania fruktozy (więcej o tym tu) i syropów cukrowych (pisałam o tym tu).

Co robić?

Jestem zwolennikiem rozwiązań naturalnych i lokalnych. Jeśli muszę coś posłodzić – używam naturalnego miodu z Polski lub owoców (świeżych najlepiej lokalnych lub suszonych najlepiej bez siarki). Jak trzeba dać cukier – daje minimalną (!) ilość CUKRU. Oczywiście najkorzystniej nierafinowanego, ale nie bądźmy idiotami, myśląc że „trzcinowy nierafinowany jest zdrowy wiec można sypać więcej”. Cukier to cukier! Nierafinowanym niedoborów nie uzupełnisz. Chyba, że jesz na tony ale wtedy pal licho niedobory bo wczesnej umrzesz na zespół metaboliczny.

Jeśli ktoś kocha nowości i mody – można na co dzień stosować syrop z agawy, klonowy, stewię itp. itd. zwłaszcza gdy mieszkamy w miejscu gdzie to rośnie. Absolutnie nie twierdzę, że to fatalne produkty – przeciwnie! Nie ma nic złego w różnorodności i probowaniu nowych smaków ale wprowadzanie kolejnych syropów jako standard nie jest dobrym pomysłem.

Próbuj lokalnych, domowych rozwiązań w roli dosładzaczy: miodu, owoców i ich przetworów bez cukru np. powideł śliwkowych, dżemów itp., a tam gdzie trzeba cukru – minimalnej jego ilości.

A może spróbować czegoś nowego…?

Zachęcam też do zmiany sposobu postrzegania cukru – zamiast szukać zamienników, może warto pomyśleć o zmianie sposobu myślenia…? Czy bezwzględnie 'musi być słodkie’?

Odzwyczajenie się od słodkiego smaku nie jest proste. Uważam, że trzeba robić to bardzo powoli, stopniowo i bezstresowo.

Przykładowo: pijesz kawę z 2 łyżeczkami cukru? Nasyp jutro kilka – kilkanaście ziarenek (!) cukru mniej ale nie mów tego mózgowi, czyli wizualnie nadal 2 łyżeczki. I tak przez kilka dni- nie skapnie się, mowię Ci. Później jeszcze kilka ziarenek mniej – sam/a oceń tempo.

Nie martw się, że to potrwa kilka tygodni czy miesięcy, to nic w skali roku czy lat – 365 kaw z cukrem to kilka kg, a przecież nie pijesz jednej dziennie…? Podobnie z herbatą, ciastem, czekoladą, musli na śniadanie itp. itd.

Z dziecięcymi tematami też można sposobem – żre tylko owocowe jogurty? Zamiast samego badziewia z 5 łyżeczkami cukru i barwnikiem z owadów kup naturalny i dodaj trochę do tego owocowego, stopniowo (!) dodawaj coraz więcej naturalnego. A może zamiast owocowego spróbuj samego naturalnego – dodaj 0.5 (lub 1) łyżeczki miodu (naturalnego z Polski)?

Co Ci szkodzi spróbować…?

Chcesz zacząć jeść bardziej świadomie oraz poszukać nowych rozwiązań w swoim stylu odżywiania? Więcej informacji jak ograniczyć cukry proste i cukier dodany oraz prostych wskazówek jak zadbać o siebie i o rodzinę znajdziesz na mojej platformie edukacyjnej (klik). Jeśli chcesz w 2 tygodnie zacząć kontrolować to co kupujesz oraz ilość cukru, którą spożywasz w tym prostym szkoleniu (klik) nauczę Cię kilku prostych trików – wystarczy 10 minut dziennie (to szkolenie jest też na mojej platformie w pakiecie premium).

Czego nie jeść w ciąży?

Wszystko jest kwestią prawdopodobieństwa, nie dajmy się w ciąży zwariować ale… Nikt nie zagwarantuje Ci, że będziesz w tych 999 osobach na 1000, którym nic się nie stało. Czasem lepiej dmuchać na zimne, zatem czego warto unikać:

  1. Produkty niepasteryzowane.

    Ze względu na obecność pasożytów: nabiał (mleko, sery, kremy w deserach itd.) oraz soki (jednodniowe, z cukierni/restauracji gdzie 'świeżo zrobione’ soki stoją Bóg wie ile czasu po zrobieniu). Najlepiej sprawdzać: na opakowaniu ZAWSZE jest napisane, np. na serze: 'z mleka pasteryzowanego’ (można) lub 'z mleka surowego’ (nie można). Jest naprawdę dużo smacznych produktów pasteryzowanych, po co ryzykować?

  2. Produkty surowe.

    Ze względu na obecność pasożytów: mięso (ryby też), jajka. Ale też mięsa półsurowe oraz upieczone poprzedniego dnia, mięsa 'na zimno’, pasztety (dobrze byłoby podgrzać przed spożyciem). Z surowizną nie ma zmiłuj w ciąży.

  3. Wątróbka.

    Jeśli ktoś musi to sporadycznie, ze względu na zawartość witaminy A (wysokie dawki nie są korzystne, przy okazji: kremy z retinolem do twarzy też nie są wskazane!) oraz innych 'cudów’ (wątroba magazynem wielu substancji jest).

  4. Sól.

    Wysokie dawki nie są korzystne z uwagi na ryzyko nadciśnienia i obrzęków. Czyli można, ale nie na tony.

  5. Produkty zawierające kwas fosforowy, difosforany.

    Np. cola, natomiast difosforany są w bardzo wielu produktach (sprawdzaj skład!). Zaburzenia w stężeniu fosforanów we krwi są ściśle sprzężone ze zmianami stężenia wapnia (a wapń jest ważnym pierwiastkiem w ciąży jak wiecie).

  6. Kofeina.

    Mówią, że jedną małą kawkę można. Z herbatami też bez przesady! W organizmie kobiet ciężarnych metabolizm kofeiny jest znacznie wydłużony, a kofeina i jej metabolity swobodnie przechodzą przez łożysko do płodu. Wysokie dawki kofeiny są na serio niebezpieczne. Może więc lepiej bezkofeinową lub zbożową…? Wystarczy poprosić kelnera o alternatywę- teraz kawę bezkofeinową dużo łatwiej dostać niż kilka- kilkanaście lat temu.

  7. Miód z nieznanego źródła lub spoza UE.

    Więcej o tym znajdziecie tu oraz tu).

  8. Produkty zawierające tłuszcze trans.

    Szukajcie hasła 'utwardzane’ na opakowaniu, czyli większość fastfoodów i słodyczy zawierających tłuszcz, niestety. Substancje te przechodzą przez łożysko, czyli faszerujecie bobasa pływającego w brzuchu fastfoodem, jeszcze zanim się urodził- bez sensu. Trzeba ograniczać na tyle na ile się da (rzadko, raz na jakiś czas nie powinno dzidzi zrobić krzywdy).

  9. Produkty nadpleśniałe.

    Nawet jeśli odkroisz ten brzydki kawałek. Tu nie ma innej opcji- wyrzuć, nie truj dziecka.

  10. Produkty z długą listą składników.

    Czyli tzw. chemia spożywcza: ograniczać a najlepiej unikać! Zwłaszcza konserwantów np. zawartych w wędlinach (działanie rakotwórcze), sztucznych barwników, słodzików i innych 'przecież nie są szkodliwe’ bajerów. Na tyle na ile się da- jak najmniej chemii bobasowi podawać- i tak dostanie swoją dawkę poźniej, niestety.

  11. Napoje zawierające alkohol.

    Mówią, że łyczek wina do obiadu można…ale ŁYCZEK! Oczywiście każda ilość alkoholu może zaszkodzić, trzeba o tym pamiętać.

  12. Leki, suplementy, witaminy (zwłaszcza A).

    Absolutnie ŻADNYCH leków NIE WOLNO ordynować sobie samemu. Trzeba zapytać lekarza (lub farmaceuty) i kropka. Jeśli chodzi o witaminy i preparaty bez recepty- tak samo. Są na rynku propozycje dla kobiet w ciąży i karmiących ale zawsze warto się skonsultować, każda ciąża jest inna.

  13. Brudne owoce i warzywa typu 'prosto z krzaczka’.

    Nie radzę (pasożyty). W ciąży (i nie tylko) trzeba wszystko myć. Ręce też.

  14. Zioła (herbatki, przyprawy).

    Zapytać lekarza. Są takie, które można (np. rumianek, bazylia) oraz takie, z którymi ostrożnie lub zakaz (np. dziurawiec, tymianek, rozmaryn itd.) lepiej upewnić się, z niektórymi ziołami nie ma zabawy.

  15. Napoje gazowane.

    Ze względu na dwutlenek węgla- niektórym nie służą, więcej o tym przeczytacie tu.

  16. Tonik.

    Ze względu na chininę (po co bobasowi?).

  17. Niektóre ryby.

    Nie wszystkie są polecane ciężarnym, więcej o tym znajdziecie tu.

  18. Herbata zielona w nadmiarze.

    Nie tylko ze względu na kofeinę, również z uwagi na katechiny- blokują enzym potrzebny do obróbki kwasu foliowego, a jak na pewno wiecie kwas foliowy jest potrzebny i musi być elegancko obrabiany w waszym organizmie bo dzidzia go potrzebuje. Raz na jakiś czas nie powinna zaszkodzić ale jeśli piłaś 5 filiżanek dziennie to teraz zapomnij.

  19. Cukier.

    W umiarkowanych ilościach jak najbardziej! Na tony absolutnie nie. Jeśli chcecie nauczyć się prostych obliczeń, aby samodzielnie obczajać zawartość cukru w produktach- zajrzyjcie tu.

  20. Produkty zawierające fruktozę.

    Nie demonizowałabym, ale jednak zwracam Waszą uwagę na nie, więcej o tym znajdziecie tu.

Zajrzyjcie też do listy produktów, które mogą utrudnić Wam powrót do formy sprzed ciąży.

Gratuluję Dziewczyny! Uważajcie na siebie, dbajcie o siebie i wyluzujcie- wszystko będzie dobrze!

Trzymam kciuki <3 !!!

 

Follow my blog with Bloglovin

Który napój gazowany wybrać?

Follow my blog with Bloglovin

Kilka bardziej szczegółowych wskazówek odnośnie napojów gazowanych.

Skład w skrócie:

Pepsi, Coca cola– cukier, barwnik E150d, kwas fosforowy, naturalne aromaty, w tym kofeina
Fanta, sprite– cukier lub syrop glukozowo-fruktozowy
Sprite– substancja słodząca: glikozydy stewiolowe
Fanta– przeciwutleniacz, stabilizator, barwniki
Mirinda, Mountain Dew, 7up– syrop fruktozowy,
Mirinda– przeciwutleniacz, stabilizator, barwniki, konserwant
Mountain Dew- kofeina (!), konserwant, stabilizator, barwnik
Tonic (Schwepes, Kinley)- chinina (Kinley zamiast cukru może zawierać syrop glukozowo- fruktozowy).

Zawartość cukru w napojach (w gramach na szklankę 250mL):

fanta / sprite / coca cola / kinley
23 / 15 / 27 / 24
pepsi / 7up / mirinda / mountain dew / schweppes
27 / 27 / 32 / 32 / 22.

Na co uważać:

Napoje typu 'cola’- kwas fosforowy
Napoje typu 'cola’ oraz Mountain Dew– kofeina
Mirinda, Mountain Dew– syrop fruktozowy + jako jedyne napoje zawierają konserwant.
Kinley, Schweppes- chinina.

Wszystkie napoje zawierają kwasy, aromaty i dwutlenek węgla.

O tym, kto nie powinien pić np. coli przeczytacie tu.

Informacje o podchwytliwej fruktozie i syropie fruktozowym znajdziecie tu.

Czy syrop glukozowo-fruktozowy jest lepszy od cukru przeczytacie tu.

Sposób na obliczanie cukru w produktach znajdziecie tu.

Informacje o tym, kto nie powinien pić toniku znajdują się tu.

Podsumowując: najkorzystniej (najmniej cukru oraz dodatkowych substancji) wygląda SpriteNajmniej korzystnie wypadają Mirinda i Mountain Dew.

Słodkie napoje- pić czy nie pić?

Jaka jest wartość odżywcza przeciętnego napoju słodzonego cukrem?

Napoje gazowane słodzone cukrem, poza wodą oraz tzw. pustymi kaloriami, zwykle nie wnoszą do diety innych wartościowych składników odżywczych.

Ile cukru zawierają napoje słodzone?

Zawartość cukru w napojach słodzonych waha się zwykle od ok. 6 – 13 g na 100 mL, przeciętnie ok. 10 g / 100 mL, zatem szklanka napoju zawiera od ok. 15 do 32.5 g cukru (3 – 6.5 łyżeczek cukru), przeciętnie 25 g (5 łyżeczek cukru). Ilość cukru w napoju można łatwo obliczyć samemu.

Co to są napoje typu 'cola’?

Są to napoje, w których występuje dodatkowo substancja barwiąca (najczęściej karmel), kofeina oraz kwas fosforowy, pełniący funkcję regulatora kwasowości.

Dla kogo nie jest polecane nadmierne spożycie kwasu fosforowego i dlaczego?

Dodatek kwasu fosforowego do środków spożywczych jest szczególnie niewskazany dla dzieci, kobiet w ciąży i karmiących oraz osób starszych (zagrożonych osteoporozą), gdyż zaburzenia w stężeniu fosforanów we krwi są ściśle sprzężone ze zmianami stężenia wapnia.

Kto nie powinien spożywać nadmiernych ilości kofeiny?

Przede wszystkim kobiety w ciąży oraz dzieci i młodzież. W organizmie kobiet ciężarnych metabolizm kofeiny jest znacznie wydłużony, a kofeina i jej metabolity swobodnie przechodzą przez łożysko do płodu. Z tego powodu kobietom w okresie ciąży zaleca się ograniczenie spożycia kofeiny. Kontrola ilości kofeiny zalecana jest także w diecie dzieci i młodzieży, przede wszystkim z uwagi na jej oddziaływanie na ośrodkowy układ nerwowy, znajdujący się w okresie intensywnego wzrostu i dojrzewania, a także gospodarkę wapniową w organizmie oraz czas snu.

Dlaczego osoby z dolegliwościami żołądkowymi nie powinny spożywać napojów gazowanych?

Dwutlenek węgla, który dostaje się wraz z napojem do przewodu pokarmowego, jest czynnikiem ryzyka choroby refluksowej żołądkowo-przełykowej, a niskie pH powoduje nasilenie objawów tej choroby.

Co to są napoje typu 'light’?

Są to napoje, w których częściowo lub całkowicie zastąpiono cukier przez dozwolone substancje silnie słodzące, np. aspartam i/lub acesulfam K.

Dla kogo przeznaczone są napoje typu 'light’?

Podstawowymi odbiorcami napojów „light” są diabetycy oraz osoby odchudzające się lub kontrolujące swoją wagę przez ograniczenie cukru.

Jakie skutki może mieć częste spożywanie słodzonych napojów?

Wysokie spożycie słodzonych napojów np. gazowanych najczęściej łączone jest z ryzykiem wystąpienia otyłości, ze względu na wysoką zawartość cukrów prostych. Prawdopodobnie zwiększa również ryzyko zachorowania na cukrzycę typu 2. Cukry proste oraz kwasy z tych napojów mogą sprzyjać rozwojowi próchnicy zębów. Dwutlenek węgla jest czynnikiem ryzyka choroby refluksowej żołądkowo-przełykowej. Nie można wykluczyć również związku pomiędzy spożyciem słodzonych napojów gazowanych a ryzykiem chorób układu krążenia, nowotworów złośliwych i osteoporozy. Niektóre składniki tych napojów mogą wywoływać objawy alergii pokarmowych, a także dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego. Ryzyko wystąpienia zaburzeń metabolicznych związane jest również z obecnością syropu glukozowo-fruktozowego oraz fruktozy.

Czy warto proponować dzieciom słodzone napoje gazowane?

Dzieci nie powinny spożywać znacznych ilości napojów słodzonych, gdyż- ze względu na wysoką zawartość cukrów prostych- może być to głównym czynnikiem wpływającym na występowanie otyłości, oraz zwiększać ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2. Cukry proste oraz kwasy występujące w napojach mogą również sprzyjać rozwojowi próchnicy zębów.  Nie spełniają zatem kryteriów dla produktów szczególnie polecanych dla dzieci.

Czy napoje z dodatkiem soków owocowych mogą sprzyjać występowaniu otyłości?

Mając na względzie potrzeby energetyczne dzieci, które w zależności od wieku i masy ciała wynoszą; w przedziale 1-3 lat: 1000-1500 kcal, 4-6 lat: 1500-1900 kcal, a dzieci starsze w zależności od płci: 2100-2800 kcal, wypijanie słodzonych napojów i soków w dużych ilościach może przyczyniać się do rozwoju nadwagi i otyłości, ze względu na dużą zawartość dodanego cukru.

Literatura:

  1. Towaroznawstwo produktów spożywczych – materiały opracowane przez prof. dr hab. Henryka Szymusiaka.
  2. Czerwonogrodzka-Senczyna A. et all., Endokrynologia Pediatryczna, Vol. 13/2014 Nr 2(47).
  3. Wierzejska R., Rocz. Państw. Zakł. Hig. 2012, 63, Nr 2, 141 – 147
  4. www.wodanastart.pl